Mój partner i ojciec naszego ponad półrocznego dziecka ciągle jest w pracy, praktycznie nie angażuje się w opiekę nad synkiem, z którym to ja (będąc na urlopie macierzyńskim) spędzam prawie całe dnie. Siłą rzeczy wszelkie prace w domu: pranie, sprzątanie, ugotowanie też spadają na mnie (on jest w pracy, ewentualnie odpoczywa). Przyznam, że logiczna i sensowna jest dla mnie sytuacja, kiedy to kobieta będąca na urlopie macierzyńskim ogarnia dziecko + inne prace w domu, jak i to, że druga osoba wracająca po wielu godzinach pracy potrzebuje potem trochę odpoczynku.
Problem jednak polega na tym, że skoro to on ma pieniądze (bo jest to znacznie więcej niż mój zasiłek) sam chce decydować w najważniejszych sprawach finansowych. Niezależnie od tego czego ja chcę lub potrzebuję (bywa że chodzi o rzeczy bardzo podstawowe i potrzebne) to on decyduje ile pieniędzy przeznaczy na dom, na wakacje czy na dziecko i często nie są to rozsądne decyzje (możnaby wręcz powiedzieć, że te pieniądze trwoni a brak ich na to, na co na prawdę potrzeba - i nie jest to tylko moje zdanie).
Nie potrafię przemówić do niego, że powinien postępować trochę inaczej, bardziej brać pod uwagę mnie i dziecko. Za każdym razem pojawia się wtedy argument: "to TY nie masz pieniędzy" więc wg niego jeśli uważam, że coś jest potrzebne i nie mogę sama dać na to pieniędzy, to jest moja wina. Dodatkowo często słyszę, że to ja nie szanuję pieniędzy, kiedy kupię lub chcę wydać nawet jakieś grosze na coś czego potrzebuję ja, a nie on. Wydaje mi się to coraz bardziej toksyczne a na wiele rzeczy wciąż brakuje pieniędzy bo ja ich nie dam (nie mam) a on nie chce ich przeznaczyć np. na cokolwiek do domu. Kiedy tylko odezwę się, że coś potrzeba słyszę "ale to TY ciągle nie masz pieniędzy", "Nie szanujesz pieniędzy" i "Nic nie doceniasz".
Co o tym wszystkim sądzicie? Muszę dodać, że nie było tak od zawsze, lepiej dogadywaliśmy się zanim przeszłam na urlop, zarabiałam lepsze pieniądze a on niewiele więcej ode mnie. Teraz mam wrażenie, że kompletnie nie docenia moich starań i tego ile czasu, i wysiłku wkładam każdego dnia w opiekę nad dzieckiem i prace w domu, że ma to za nic skoro jego potrzeby się liczą a moje już nie. Nie chciałam zostawiać jeszcze maluszka na długie godziny z opiekunką ale wydaje mi się to teraz jedyną opcją, żebym mogła coś jeszcze mieć do powiedzenia, może wtedy bardziej zacznie liczyć się ze mną i mnie doceniać? Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, boję się, że jeśli teraz on chce 'rządzić' bo więcej zarabia to już zawsze tak będzie i że nigdy nie zacznie podejmować odpowiedzialnych decyzji. Tym bardziej nie chciałabym, żeby odgrywało się to kosztem dziecka.