Do założenia tego tematu przymierzałem się już od jakiegoś czasu ...
Żeby daleko nie szukać, nawet na naszym forum jest mnóstwo tematów w dziale 'nieśmiałość, psychologia, seks, samotność' gdzie znaleźć można od groma osób, które mają problem ze znalezieniem sobie stałego partnera, w odnalezieniu miłości, często pierwszej, po prostu jest tam mnóstwo singli i singielek od tych nastoletnich po trzydziesto, czterdziestolatków. Dlaczego tak jest? Dlaczego aż tyle osób niezależnie od płci, wieku, doświadczenia ma takie duże problemy ze znalezieniem sobie bliskiej osoby? Z czego to wynika waszym zdaniem?
Osobiście nie mogę oprzeć się wrażeniu ( bo również jestem sam ), że dość często takie osoby albo zwyczajnie mają pecha albo po prostu takie osoby z którymi mogłyby one tworzyć związki zwyczajnie nie istnieją ... A z tym pechem to dokładniej chodzi mi o sytuacje, że osoba o którą się staramy jest zajęta już, że interesuje się nią jeszcze ktoś inny, że on/a nas nie chce, że nie ma 'tego czegoś' i tak dalej. Tylko właśnie - dlaczego innym jakoś się udaje a nam nie? Dlaczego osoby ( względnie obiektywne zdanie ) mniej urodziwe, mniej inteligentne, mniej zaradne jakoś są z kimś a my nie?
Bo przekrój singli nawet na netkobietach jest ogromny. Od nastolatków po dojrzałych, od studentów po pracowników i urzędników, od kobiet na mężczyznach kończąc. Więc co tu gra największą rolę? Pech? Niedopasowanie? To że 'nasi' partnerzy są już zajęci? Odległość? Ogólne zdebilnienie społeczeństwa? Za duże wymagania którejś ze stron?
Ktoś pewnie rzuci, że trzeba próbować - owszem, to wszystko prawda ale myślę, że naprawdę spora grupa ludzi, którzy są sami próbowała, czegokolwiek. I to nie raz ani nie dwa. I wciąż są sami.
Zapraszam do wypowiedzenia się singli jak i tych w związkach, którzy może rzucą czymś o czym my jeszcze nie wiemy, podzielą się jakąś poradą, sugestią.