Farmer napisał/a:adela 07 napisał/a:Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak szczerze się zreflektował....
Ja też nie 
Wiecie bo to jest tak - faceci faktycznie są z Marsa a kobiety z Wenus. Na początku wiadomo - człowiek się stara o kobietę - bo nie zna "otoczenia". No to są kwiaty, świece, kąpiele w płatkach kwiatów (romantyczne ale nie polecam - strasznie zapychają odpływ). Potem jak Partnerka przyjęła pod swój dach no to poznałem otoczenie i patrzę a tu żarówka nie świeci, to kran kapie - no ewidentnie chłopa brakowało. No to odezwał się we mnie Bob Budowniczy. A to cieknący kran naprawić a to skrzypiące zawiasy, a to dodatkowe LEDy pod szafkami w kuchni by miała jasno. A że dom i ogród spory to i sporo tego było. I dodawałem sobie jak głupi na własne życzenie dodatkowych funkcji. Zatem z funkcji "Partner" zrobiło się "Elektryk", "Informatyk", "Hudrałlik',"Budowlaniec", "Ogrodnik". No a czasu na funkcję "Partner" coraz mniej...A kobitka ładna, lubiąca ludzi, towarzyska to i wyjść chciała, wyjechać, coś życia użyć. A ja durny jej LEDy robię i się dziwie, że tylko słyszę "no fajne, będę miała jasno, dzięki".
Ja nie mówię, że kobiety takich rzeczy nie doceniają bo zapewne doceniają, ale kurczę to one powinny być najważniejsze - elektryka to można sobie na Fixly znaleźć ale partnera już nie.
No i potem przyjdzie ktoś, kto się wciśnie w lakierki partnera (podczas gdy ten w gumofilcach kosi trawę), zacznie elegancik prawić komplementy, czułe słówka i masz Babo placek...
Co zrobię? Powiem Wam co już zrobiłem - rozmawiałem, przeprosiłem za bycie "burakiem" co to nie pamięta kiedy jakieś świeczki zapalił, kiedy by chociaż jakąś sałatkę na kolację zrobił gdy ona z pracy zmęczona wróciła a ja sobie Teorię Wielkiego Podrywu w salonie oglądałem, obiecałem poprawę (i będę się tego trzymał "od zaraz a nie od najbliższej niedzieli) a na wycieczkę do Wisły to się pojechało jak ona zrobiła rezerwację i powiedziała "jedziem". No niestety - do dupy życie z takim chłopem...
O tym co wiem, co podejrzewam to słowa nie pisnąłem.
Co ona z tym zrobi - to nie wiem.
Jak daleko to zaszło - staram się tym myśli nie zatruwać. Czy kobieta czy mężczyzna - jak bardzo będzie chiał/a to zdradzi wychodząc do sklepu po bułki. Za rękę nie złapałem a gdybym był jak trzeba to ona nie zrobiła by tego (czyli w sumie to nie mam pojęcia czego - to mogła być kolacja przy świecach, mogło być i buzi-buzi jakaś obłapianka a mogła być akcja na całego, że meble fruwały - tyle, że ja się prawdy nie dowiem a i nie wiem czy aż tak bardzo chcę wiedzieć - niewiedza czasem jest błogosławieństwem.
Najważniejsze, że chce a wręcz muszę się zmienić - nie ważne czy będę nadal ze swoją partnerką czy może z jakąś następną. Jak nie wyciągnę wniosków z tej lekcji to z żadną kobietą udanego związku nie stworzę.
A żeby było śmieszne to zdałem sobie sprawę, że zrobienie sałatki na wieczór, włącznie muzyczki i zapalenie świec trwa o niebo krócej niż naprawa i pomalowanie płotu by pokazać jakiż to jestem zarąbisty.
Nie pozostaje mi nic jak się poprawić i obserwować jej reakcję. Jak nie daj Boże się rozleci to przynajmniej będę mógł powiedzieć "Przynajmniej próbowałeś" a jak przetrwa to gostek z siłowni może tylko pomyśleć "Kurna a tak było blisko" (albo nie daj Boże "Było zarąbiście, szkoda, że się skończyło
).
Szpiegowanie, podsłuchiwanie - to w naszym przypadku strata czasu i nerwów - do Sądu i tak nie pójdę. A jak mawiają anglicy "First things first" - najpierw partnerka a potem inne duperele.
W sumie jako facet też chciałbym być na pierwszym miejscu u kobiety ale to najpierw trzeba pokazać, ze i ona u mnie pierwsza.
I nie chodzi tu o "poroże", bycie jeleniem - tylko fakt czy chce z nią być czy nie.
A chcę i muszę zrobić wszystko by teraz i ona chciała.
Po prostu - trzeba dać drugiej osobie to czego ona chce a nie nie co nam się wydaje, że jest super. I to działa w obie strony - facetowi co lubi dziki sex, obiad z 2 dań 3 surówki i deser nie zaimponują nawet jak się koibeta nad garami cały dzień nastoi. A dla drugiego seks na śpiocha styknie ale obiad musi być królewski.
Taka prawda...