Witam
Moja małżonka po 7 latach sakramentu postanowiła mnie zostawić. Miała ku temu powody,bo z racji tego że oboje mamy depresje, mało ja wspierałem a w domu nie robiłem prawie nic, tylko uzalalem się nad sobą. (Zwłaszcza z powodu tego jaki jestem nieporadny, bo kiedy ona miała mega dół po dwóch nieudanych in vitro, kupiliśmy dom, który finansowo nas przerosl i ja jako facet nie potrafiłem zapewnić nam godnego życia)
Zachowywałem się źle, bardzo źle. Nie dbałem o ten związek, o żonę i pewnym momencie się od niej odwróciłem i nie dawałem jej wsparcia. Ale w końcu przyszło otrzeźwienie w postaci jej zdrady, niby tylko fizycznej. Kiedy się o tym dowiedziałem, nie dawałem sobie z tym rady. Uderzalem głową o sciany i szafki, groziłem ze sobie coś zrobie, a najgorsze jest to, ze wszystko widziała nasza upragniona córka. Zona (zresztą słusznie) wygoniła mnie z domu z tego powodu do mojej mamy, żebym się ogarnął. W między czasie chciałem mimo wszytsko walczyć o ten związek, zona robiła mi nieduża, ale jednak nadzieję, że będziemy znowu razem. Od tego momentu zacząłem ostro pracowac nad sobą i się zmieniłem ale ona twierdzi że niemożliwa jest zmiana w tym wieku w tak krótkim czasie i za chwilę wszystko wróciło by do punktu wyjscia. Niedawno byliśmy na obiedzie z powodu rocznicy ślubu i było bardzo miło. Okazało się jednak że w tym czasie, którym mi robiła nadzieję, zaczęła się spotykać jeszcze z kimś innym, Wczoraj powiedziała mi że się rozstajemy. Twierdzi że to nie z powodu tego faceta, tylko dlatego że już ma dość tego malzenstwa i opieki nade mną, bo uważa że ma w domu dwoje dzieci. Pomimo że mnie kocha i jest jej bardzo przykro, nie wierzy już we mnie i nasza rodzinę.
Bardzo ja kocham i wrecz błagałem żeby ze mną została i dała mi i rodzinie jeszcze jedną szansę. ale ona już postanowiła...
Nie mam pojęcia teraz co robić. Przy moich poprzednich związkach urywalem po proostu kontakt i po jakimś czasie stawałem na nogi. Teraz się tak nie da, bo mamy dziecko i zbyt dużo nas laczy. Nie chcę robić krzywdy corce (żeby było smieszniej rodzice mojej ex tez się rozwiedli i ona to strasznje przeżyła...) O ile chce wszystkiego dobrego dla młodej, o tyle teraz nie mam pojęcia co ze sobą zrobić i jak sobie dać radę z tym wszystkim. Ciągle kocham moją żonę i nie wiem też czy powinienem o ten związek jeszcze dalej walczyć. A nawet jak nie, to nie wiem jak sobie poradzić z tym że zmuszony będą na kontakt z nią...