netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Proszę o pomoc

55 odpowiedzi5 518 wyświetleńzałożony przez Mizmuz, 11.10.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 ]

1

Temat: Proszę o pomoc

Dzień dobry,
Zacznę temat od konkretów. Moja narzeczona chce się rozstać ze mną po 3,5 roku związku. Powodem jest to, że użyłem wiele razy wobec niej obraźliwych słów. Wiem jak to brzmi i wstyd mi za to. Nie myślałem, że będę zdolny zrobić coś takiego ukochanej. Co prawda w emocjach to było, ale mimo wszystko. Może nakreślę całą sytuację. Gdy się poznaliśmy byłem wniebowzięty, bo tak dobrze mi się z nią rozmawiało. Poznaliśmy się na GG i moja narzeczona niestety kłamała z wieloma rzeczami. Z tym gdzie mieszka (okazało się, że pół Polski dalej) z wyglądem, bo waży kilkadziesiąt kilogramów więcej i z wieloma innymi rzeczami. Po półtorej miesiąca przyznała mi się do tego, że nie mieszka gdzie mówiła. Dla mnie to był szok, a mimo wszystko powiedziałem, że nie interesuje mnie jej wygląd i miejsce zamieszkania, bo ciągle mi na niej zależy. Tak jakoś później się spotkaliśmy i od tej pory byliśmy razem. Niestety kłamstwa z jej strony ciągnęły się dalej. Ona uważała, że nie musi mi mówić prawdy, a jednocześnie zapewniała i przysięgała, że jest prawda i również chce szczerego związku. Nie chcę wchodzić w szczegóły i ją tutaj obgadywać, ale chodziło między innymi o mówienie, że mieszkała pół roku z kimś kto ją bił, a po 10 miesiącach okazało się, że ktoś taki nigdy nie istniał. Generalnie kłamstw było wiele, ale to nie one były dla mnie najgorsze, tylko częste wybuchy płaczu, że ja ją niszczę ciągłymi oskarżeniami o to, że nadal kłamie a jak przychodziło co do czego to okazywało się, że mam rację. Dla mnie to było siadanie na psychikę, bym wymiękł i miał wyrzuty sumienia, że niesprawiedliwie ją traktuje. Mnóstwo było takich sytuacji. W większości to nawet nie ona chciała rozmowy by wszystko wyjaśnić i nas ratować tylko ja. Pisałem listy, wiersze. Jakkolwiek probowalem trafić do jej sumienia. Nie wiem dlaczego ona taka była. Może to przez to, że pochodzi z rozbitej rodziny i zamiast oglądać ojca z matką, to co jakiś czas mamę widziała z innymi facetami a ojca z kobietami i przez to nauczyła się, że nie walczy się o drugą osobę i tak łatwo odpuszcza. Pamiętam jak w listopadzie rok temu pierwszy raz powiedziałem jej, że nie czuje radości. Kocham, ale nie czuje radości, bo się boję, że ona nadal kłamie. Chwilę wcześniej się jej oświadczyłem, bo chciałem zakopać stare i złe i naprawdę zacząć coś od nowa i dobrego. Przez tydzień byłem mega dumny i szczęśliwy. Tylko przez tydzień, bo jak byłem u niej to mając wątpliwości czy na pewno jest szczera ze mną zapytałem i wtedy wywiązała się kłótnia. Narzeczona rzuciła pierścionkiem i to mnie zabolało jak nóż w plecy, ponieważ po oświadczynach przytuliłem ją czując, że trudne chwile na pewno przyjdą nie raz, i poprosiłem by nigdy nie rzuciła lub oddawała mi tego pierścionka, bo to zabije we mnie to co udało się odbudować i znowu będę się bać. Te przykre słowa w jej kierunku nie padły gdy siedziałem zadowolony na kanapie a w emocjach, żalu i strachu. Marne to usprawiedliwienie, ale mówię szczerze. Ona płakała, zamykała się w łazience i ma pretensje do mnie o to, a ja wtedy widziałem to co kiedyś robiła. Dokładnie tymi samymi słowami zapewniała, że nie kłamie i dokładnie tak samo płakała i się zamykała w łazience a potem wychodziło, że to nie było szczere tylko chciała bym uwierzył w coś, co prawdą nie jest. Ja wiem, że powinien jej ufać, bo bardzo ją kocham, ale to wyglądało tak podobnie, że znowu czułem jakby chciała mnie nabrać i wybuchałem złością i wtedy ją raniłem słowami. Żałuję tego co zrobiłem, tylko jednocześnie czuję niesprawiedliwość, bo jak robiłem wszystko i często mam wrażenie, że za dwoje by było dobrze to ona tego nie doceniała. Stało się coś takiego, że będąc przez bardzo długi czas źle traktowany zacząłem to odwzajemniać. Dopiero teraz widzę w czym jest problem i jak z tego wyjść, ale ona mówi, że już nie chce. Ciągle uważa, że ja nie mam pojęcia jaki ból i złość ona czuje, ale przecież ja sam wiele razy przez nią płakałem, czułem się upokorzony tym wykorzystywaniem mojego dobrego serca, zaufania. Chyba dlatego tak myśli, że ją spotkało coś gorszego, bo ja sam bardzo szybko wybaczałem i dawałem szansę. Często wręcz, gdy to ona powinna za mną chodzić i prosić o rozmowę, żeby wszystko wytłumaczyć, ja biegałem za nią i prosiłem, by ze mną porozmawiała. Nie wiem jak to opisać, ale czuje się jak ktoś najgorszy i frajer jednocześnie. Najgorszy, bo postąpiłem bardzo źle, a frajer, bo sam wybaczałem wielokrotnie w imię miłości i chęci pomocy jej, bo widziałem w tym w jakimś stopniu winę jej otoczenia, że ona taka jest, ponieważ nie dostała przykładu prawdziwej miłości, tylko że drugi człowiek to często wróg przed którym nie warto się otwierać. Ja nie wiem, może jestem tak ślepy i nie doceniam krzywdy, którą wyrządziłem, ale czuję niesprawiedliwość, ponieważ jestem jak bity pies. Ktoś mnie lał, a potem wyciągnięcie ręki kojarzyło mi się z uderzeniem i dlatego tak się jej odgryzałem w pewnym momencie. Kocham ją całym sercem i nie chcę jej krzywdy, ale ona jakby nie rozumiała i zapomniała, że ja kiedyś byłem zupełnie inny, a zmieniłem się pod wpływem złego traktowania. Co ja mam zrobić? Odpuścić temat? Nie umiem, bo mimo wszystko ją kocham i wiem, że jest dla nas szansa, ale ona ma trudny charakter jak na kobietę i często swoją krzywdę widzi o wiele bardziej niż tą, którą wyrządza innym. Raz się popłakałem przy niej i jej ciotce mówiąc, że mi ciężko, bo ja naprawdę czuje się zagubiony i nie chcę by było źle między nami, ale czasami ten mój strach i jej bardzo stanowczy i agresywny ton jak na kobietę, powodowały, że ja od razu myślałem "reaguje tak, bo pewnie znowu chce mnie zranić." Raz rozmawiałem z jej mamą i też pękłem mówiąc, że tęsknię za starym sobą, bo nie chcę być taki dla mojej narzeczonej. Mówiłem ukochanej, że mi źle wiele razy. Ona tłumaczy, że starała się jak tylko mogła. Owszem, zapewniała o szczerości, tylko ja te zapewnienia już słyszałem wielokrotnie i dostawałem po głowie przez wiarę w jej słowa. Ona starała się być, ale ciałem, przygotowaniem jedzenia itd. A ja potrzebowałem po ludzku szczerej rozmowy. Takiego zawołania mnie w stylu "chodź, widzę, że jesteś smutny, pogadajmy." Nie chcę na nią wszystkiego zwalać, ale ona naprawdę jak na kobietę jest ciężkim człowiekiem. Może to brzydko zabrzmi, ale czasami jest takim babochłopem. Wiele razy potrafila agresywnie w słowach ruszyć do innych ludzi. Ja mam wrażenie, że jakbym widząc jaka ona jest, podświadomie zaczął ją traktować tak jak ona innych i mnie. Chciałbym nas uratować, bo wiem i czuję, że można, ale do niej nic nie trafia. Widzi tylko swój ból i nawet odrobinę nie chce złapać za wyciągniętą rękę. Teraz widzę rozwiązania, którymi mogliśmy przepracować pewne złe rzeczy, ale człowiek mądry po szkodzie.

2 Ostatnio edytowany przez wrzosiec (2022-10-11 18:00:23)

Odp: Proszę o pomoc

Chłopaku wpakowałeś się w jakiś chory układ z dziewczyną która ma duże problemy ze sobą,a Ty sam masz swoje lęki
ILE MACIE LAT?

.wcześniej się jej oświadczyłem, bo chciałem zakopać stare i złe i naprawdę zacząć coś od nowa i dobrego. Przez tydzień byłem mega dumny i szczęśliwy. Tylko przez tydzień, bo jak byłem u niej to mając wątpliwości czy na pewno jest szczera ze mną zapytałem i wtedy wywiązała się kłótnia.

Powód oświadczyn  ,,zamiatam wszystko pod dywan"z nadzieją że robale nie wylezą.No brawo
Niestety po tygodniu wątpliwości nie zniknęły

Żadne z was nie dojrzało do związku,nie mówiąc już o planowaniu przyszłości.
Chcesz wychowywać partnerkę?
Ona pochodzi z rodziny z problemami/ DDD/kiedy sama do tego dojrzeje może dla swojego dobra zacznie terapię .Na razie próbuje manipulować, emocjami wywierać wpływ na Ciebie.Nie zastanawiaj się dlaczego taka jest , taka byla zanim Cię poznała.
Nie Twoim zadaniem jest ją zmieniać .Zmienić możesz tylko siebie,popracować nad tym w czym widzisz problem,zastanowić się skąd się biorą Twoje reakcje/bo wychodzą z Ciebie/dlaczego pomimo kłamstw dziewczyny dajesz sobą manipulować,dlaczego tkwisz w czymś co nie ma /spokojnej/przyszłości
Nie tłumacz tego miłością /bo to co czujesz nie jest miłością/bo miłość to nie strach,żal,niedocenienie,brak wsparcia,wykorzystanie,upokorzenie,
PO 3,5 nie widzisz tego?
Poszukaj dziewczyny  która nie będzie wywoływała u Ciebie takich emocji,wątpliwości..

3

Odp: Proszę o pomoc

Szatanie litościwy...
To forum widziało już wiele upodlonych mężczyzn.
ale ty bijesz wszelkie granice.
ta kobieta kłamie,oszukuje,manipuluje,tworzy w  tobie poczucie winy
Ty masz jakąś godność?
Szanuj sie człowieku.
ty chcesz dalej tak zyc? w kłamstwach,kłótniach,płaczach i graniu na emocjach?
Jesteś masochistą?
Idz na terapie, albo lepiej najpierw do psychiatry, bo to co ta kobieta z tobą zrobiła jest straszne.
nie dorosłeś do związku.
Najpierw  ogarnij siebie.

4 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-11 18:47:55)

Odp: Proszę o pomoc
wrzosiec napisał/a:

Chłopaku wpakowałeś się w jakiś chory układ z dziewczyną która ma duże problemy ze sobą,a Ty sam masz swoje lęki
ILE MACIE LAT?

.wcześniej się jej oświadczyłem, bo chciałem zakopać stare i złe i naprawdę zacząć coś od nowa i dobrego. Przez tydzień byłem mega dumny i szczęśliwy. Tylko przez tydzień, bo jak byłem u niej to mając wątpliwości czy na pewno jest szczera ze mną zapytałem i wtedy wywiązała się kłótnia.

Powód oświadczyn  ,,zamiatam wszystko pod dywan"z nadzieją że robale nie wylezą.No brawo
Niestety po tygodniu wątpliwości nie zniknęły

Ja to źle ująłem. Widząc, że jest lepiej pod pewnym względem, że już kłamstwa nie wychodzą chciałem zrobić krok do przodu, bo wiedziałem, że ją kocham a jakby nie było teraz piłeczka była po mojej stronie. Po prostu stanąłem przed wyborem, że czas coś zdecydować i z czystej milosci wybralem oswiadczyny. W życiu nie chciałem się oświadczyć dla lepszego traktowania mnie czy, czy ja jej. Choć od jej matki usłyszałem, że oświadczyłem się, bo chciałem zatrzymać ją przy sobie zanim ucieknie...

Ciężko mi. Płaczę często. Wstyd mi się do tego przyznawać, bo jestem dorosłym facetem. Ja naprawdę całym sobą wszedłem w ten związek i oddałem całego siebie. Nigdy nie odmówiłem pomocy. Po prostu przez te kłamstwa im dłużej one trwały tym bardziej ja stawałem się jak przestraszony kot i doszło do tego, że zacząłem sam ją atakować zanim ona zrani, choć możliwe, że już ani razu nie chciała zranić, ale ja nauczony doświadczeniem ze strachu i złości na to co było potrafiłem jej nagadać bolesnych słów. Czuję, że co bym nie zrobił to jest źle. Kiedyś cierpiałem za to, że chcę budować związek na szczerości, a teraz przez to, że sam zraniłem. Naprawdę nie chcę jej obgadywać i zwalać wszystkiego na nią. Chciałem z niej wyciągnąć dobrego człowieka, kobiecość, a nie miałem pojęcia, że jak sam będę potrzebował pomocy to zostanę porzucony jak największy zbrodniarz. Wiem, że pewne rzeczy wyglądają dziecinnie, ale zrozumcie mnie. Nas dzieliło 400 km i jak tu nie być podejrzliwym jeżeli z czymkolwiek ktoś kłamie a widzisz go co 12 dni w weekendy. Wiele razy byłem oskarżany przez nią I jej mamę, że ją kontroluje i chcę odciąć od znajomych, ale to nie tak. Jej wyjścia ze znajomymi zaczęły mi się źle kojarzyć właśnie dlatego, że po takim wyjściu o 2 w nocy, gdy ja spałem podchmielona wysłała mi wiadomość, że nie mieszka gdzie mówiła a na drugi dzień mieliśmy się spotkać. Później też kilka razy wychodziła i wracała często jakby nie moja. Planowaliśmy wiele rzeczy, a ona często pp takim wyjściu mówiła, że życie nie na tym polega, że za młodu nie trzeba pewnych rzeczy poświęcić by w przyszłości mieć lepsze życie. To wywołało u mnie swego rodzaju traumę, bo potem się balem, że znowu wróci inna po takim posiedzeniu ze znajomymi. A znajomi rozwodnicy, rozwódki starsi od niej z których człowiek często podświadomie bierze przykład. Dla takich ludzi często druga osoba mam wrażenie jest jak nowa para rękawiczek a nie ktoś na śmierć i życie. Dużo z nich zdradzało swoich partnerów a ja przerażony, że im więcej z takimi będzie przebywała tym gorzej dla naszego związku. Do tego to znisczone zaufanie i to w dodatku w związku na taką odległość. Ona jakby tego nie rozumiała, że w takiej sytuacji zupełnie inaczej trzeba podejść do sprawy. Jej mama to samo "oj tam przesadzasz, okłamala Cię 2-3 razy tylko.". A na moje pytanie czy jeżeli ja bym jej córkę traktował jak ona mnie, to czy wybiła by jej mnie z głowy odpowiedziała, że  tak... To jak mam się czuć jeżeli ja mam znosić a mnie by się wybiło z głowy. Wiem, że okrutnie ją zraniłem słowami, ale ona i jej rodzina nie patrzą w ogóle, że ja ranilem poranieniami wyrządzonymi mnie i to nie z własnej woli i decyzji, że teraz jej dowalę tylko w emocjach. Czuję się podle, bo z człowieka na zawołanie, z kogoś kto mega dużo mówił o odpowiedzialności i starał się dobrze traktować, dawał naprawdę ogrom czułości, dobrego humoru, wsparcia, stałem się jakimś tyranem w jej oczach. Mam wrażenie jakby wszystko co znosiłem się nie liczyło. Jakby to, co dałem nagle było niczym. Naprawdę mam wrażenie, że byłem wyrozumiały ponad stan, bo wybaczałem bardzo szybko i łatwo prosząc, by już więcej mnie tak nie raniła, a i tak potem obrywałem. Dla mnie jest jasne, że człowiek długo narażony na pewne traktowanie z czasem zacznie być tym co dostawał.

5 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-10-11 18:51:59)

Odp: Proszę o pomoc

Tak jak ja piszesz wiersze. Super sprawa. smile
Co do twojej sytuacji. Ta dziewczyna nie nadaje się do związku, jest zaburzona. Gdyby chciała związku z tobą, poszła by do terapeuty i zaczęła nad sobą pracować.
Co do ciebie. Szukasz maminej miłości, przytulenia, dobrego słowa. A tego najzwyczajniej w świecie kobiety w związku nie dają. Takie zachowanie jak twoje odbierają jako słabe, godne pogardy i tak też z tobą postępuje ta dziewczyna.

6 Ostatnio edytowany przez wrzosiec (2022-10-11 18:56:09)

Odp: Proszę o pomoc

ale co Cię interesuje kim jesteś w ich oczach skoro Twoja prawda jest inna?
Po co ci związek pełen kłamstw,agresji,awantur?Ludzie się nie zmieniają z dnia na dzień.To wymaga pracy.Dziewczyna chce się bawić,a Ty ją ograniczasz.Więc się buntuje.Nie jest odpowiedzialna za Twoje złe skojarzenia,wątpliwości,strachy,widzenie jej znajomych w Twoim świetle,
Chciałem z niej wyciągnąć dobrego człowieka, kobiecość, ,a skąd Ty wiesz co z niej jest do wyciągnięcia?Według Ciebie związek to naprawianie partnera pod siebie,dopasowywanie według swoich potrzeb?A co z jej potrzebami skoro są inne?
Daj sobie spokój z nią,zajmij się swoimi emocjami,ogarnij swoje problemy,braki.Najlepiej z pomocą.Masz dużo do przepracowania 3.5 roku trwania w czymś takim skądś się wzięło

7

Odp: Proszę o pomoc

Tkwiłeś w toksycznym związku, a to bardzo uzależnia, dlatego chora jest ta Twoja miłość.

Nie wyleczysz jej z kłamstwa i konfabulacji.

Potrzebna Ci terapia, bardzo pogubiłeś się życiowo.

8

Odp: Proszę o pomoc

Uciekaj z tego związku, skoro masz okazję! Krótko mówiąc: ona jest toksyczna i Ty przez nią stałeś się toksyczny. Nie tak wygląda dobry związek, nie tak. Nie bądź dla niej toksycznym ratownikiem, bo ona uratować musi sie sama, a Ty przez to ratowanie wychodzisz ze związku poniszczony. Mam nadzieję, że wiesz, że będziesz musiał przepracować złe wzorce, by stworzyć dojrzały, partnerski związek.

9

Odp: Proszę o pomoc

I tak przez 3.5 roku? Kolejny biało rycerz?

10

Odp: Proszę o pomoc
wrzosiec napisał/a:

ale co Cię interesuje kim jesteś w ich oczach skoro Twoja prawda jest inna?
Po co ci związek pełen kłamstw,agresji,awantur?Ludzie się nie zmieniają z dnia na dzień.To wymaga pracy.Dziewczyna chce się bawić,a Ty ją ograniczasz.Więc się buntuje.Nie jest odpowiedzialna za Twoje złe skojarzenia,wątpliwości,strachy,widzenie jej znajomych w Twoim świetle,
Chciałem z niej wyciągnąć dobrego człowieka, kobiecość, ,a skąd Ty wiesz co z niej jest do wyciągnięcia?Według Ciebie związek to naprawianie partnera pod siebie,dopasowywanie według swoich potrzeb?A co z jej potrzebami skoro są inne?
Daj sobie spokój z nią,zajmij się swoimi emocjami,ogarnij swoje problemy,braki.Najlepiej z pomocą.Masz dużo do przepracowania 3.5 roku trwania w czymś takim skądś się wzięło

Nie chodzi, że chciałem ograniczać, bo ja wiele razy wyciągnąłem rękę. W życiu o niczym za nią nie zdecydowałem. Mi chodziło tylko o to, by jakoś stopniowo pomogła mi na nowo być spokojnym o przyszłość i ufnym. Nie miałem problemu z jej znajomymi, bo chciałem ją zatrzymać dla siebie. Az tak to nie. Przecież znajomych z pracy jej nie zmienię ani ona mi. Po prostu przez kilka przykrych sytuacji te wyjścia tak mi się źle skojarzyły, że był strach, ale w życiu nie powiedziałem, że jak wyjdzie do znajomych to koniec. Chciałem tylko by była jedna i stała, a nie raz taka a za jakiś czas inna. Chciałem przewidywalności. Ona mam wrażenie, że to zrozumiała tylko po bardzo długim czasie. Nie słuchała jak mówiłem, że pewnego dnia jak dalej tak będzie, to stanie się jak z politykami, że nawet jak mówią prawdę, wyglądają jakby kłamali. Nie chcę o niej aż tak źle mówić i nazywać toksyczną. Znaczy to co robiła przez długi czas było złe, a ja ją usprawiedliwiałem brakiem dobrego wzorca w rodzinie i nie chciałem skreślać za to, że czegoś takiego się nauczyła mimowolnie od innych.
Napisałem tutaj, bo już nie wiem czy to ja jestem na wyrost osądzany niewspółmiernie do winy, ponieważ w coś takiego zostałem wciągnięty wbrew woli, czy naprawdę nie miałem prawa się zmienić w oschłego i nerwowego bez względu na to jak jestem traktowany i mimo wszystko zagryzać zęby i nie pozwolić sobie na żadne negatywne emocje.

11

Odp: Proszę o pomoc
maku2 napisał/a:

I tak przez 3.5 roku? Kolejny biało rycerz?

Nie... znaczy tak mi się wydaje...
Przez długi czas źle mnie traktowała. Ponad rok, a bardziej koło dwóch. Później coś zaczęła mam wrazenie rozumieć. Tylko konsewencja jest taka, że jakby nie wziela pod uwagę, że potem ja będę miał kolejny problem, bo stanę się nieufny.
Nie chcę być subiektywny i wybielać siebie. Sam nawaliłem tylko czuję się niesprawiedliwie osądzany, bo wiele razy wybaczyłem i mimo wyrządzanych krzywd żyłem z nią tak jakby ich nie było, a gdy sam nawaliłem okazuje się, że nie zasługuję na szansę i jestem kimś kogo się brzydzi.

12 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-10-11 19:32:00)

Odp: Proszę o pomoc

Ale nie Twoim zadaniem jest jej usprawiedliwianie, bo to nie Twój problem.
Z jakiej racji masz się z kimś męczyć, bo miał trudne dzieciństwo, ona się nie zmieni, a Ty robiłeś cały czas za ratownika, to nie jest rola partnera.

Poza tym, co to za związek na odległość, bez sensu, do tego w tej sytuacji oświadczyny, gdzie praktycznie się nie znacie, też bez sensu.

Wy nie dalibyście rady razem mieszkać, skoro na odległość nie mogliście się dogadać, dlatego nie żałuj,  bo z tej mąki i tak nie byłoby chleba, dlatego podziękuj jej, że chce zerwać związek bez przyszłości.

13

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
maku2 napisał/a:

I tak przez 3.5 roku? Kolejny biało rycerz?

Nie... znaczy tak mi się wydaje...
Przez długi czas źle mnie traktowała. Ponad rok, a bardziej koło dwóch. Później coś zaczęła mam wrazenie rozumieć. Tylko konsewencja jest taka, że jakby nie wziela pod uwagę, że potem ja będę miał kolejny problem, bo stanę się nieufny.
Nie chcę być subiektywny i wybielać siebie. Sam nawaliłem tylko czuję się niesprawiedliwie osądzany, bo wiele razy wybaczyłem i mimo wyrządzanych krzywd żyłem z nią tak jakby ich nie było, a gdy sam nawaliłem okazuje się, że nie zasługuję na szansę i jestem kimś kogo się brzydzi.

Kup jej kwiaty, podziękuj, puść wolno.
Te lata miały być najlepszymi w waszym związku a to jedna farsa.

14 Ostatnio edytowany przez SukDuken (2022-10-11 20:04:04)

Odp: Proszę o pomoc

Dlaczego jesteś w tym związku?
Co pozytywnego wnosi ta kobieta do twojego życia?
Bo przedstawiłeś same negatywy.

15

Odp: Proszę o pomoc

Jakby była 10/10, to może bym zrozumiał, ale tak ...?
Stać Cie na lepszą.

16

Odp: Proszę o pomoc
SukDuken napisał/a:

Dlaczego jesteś w tym związku?
Co pozytywnego wnosi ta kobieta do twojego życia?
Bo przedstawiłeś same negatywy.

I to był błąd, bo teraz to wygląda jak zupełna patologia.
Ona nie jest złym człowiekiem. Świetnie mi się zawsze z nią rozmawiało (pomijam tematy, gdy nie było szczerości), ale tak ogólnie to potrafiliśmy gadać do czwartej nad ranem. Wiele uśmiechu z nią miałem i dobrych chwil. Potrafila o mnie pomyśleć i zrobić mi coś do jedzenia, romantyczną kolację itd. Naprawdę to nie było aż takie złe jak wygląda po opisie. Po prostu chciałem zawrzeć kluczowe sprawy, bo przecież gdyby było tak tragicznie bez humoru, czułości, rozmów to byśmy dawno się pozabijali.
Chodzi mi o to, że oboje moim zdaniem nie spojrzeliśmy na to tak jak powinniśmy. Jak się pogodziliśmy to uznaliśmy, że sprawa załatwiona, a to było zwykłe zamiecenie pod dywan. Największy błąd to brak przepracowania pewnych negatywnych emocji, poranień i kończenia w zarodku sporu, który pojawiał się na horyzoncie. Ona nie jest złym człowiekiem. Bardzo mnie zraniła i wykorzystała moją ufność i ja nie powinienem być jej nauczycielem i uczyć co jest dobre a co złe, ale już nim zostałem. Tego jakoś bardzo nie żałuję, bo też nie można od razu skreślać kogoś. Nie jest moim zdaniem jej winą, że przez otoczenie została nauczona takich schematów. Naprawdę dostrzeglem w niej zmianę i dobrą osobę, tylko ja poraniony bałem się, że mimo wszystko będzie chciała mnie znowu zranić. Z jednej strony widziałem poprawę, a z drugiej gdzieś tam z tyłu był ten strach. Ja wiem, że mogłem dać jej więcej kredytu zaufania, tylko mam wrażenie, że to zrozumie tylko ktoś, kto przez coś podobnego przechodził. Rozsądek widzi zmianę i poprawę, ale ten uraz jakby hamuje bezgraniczne zaufanie. Boli mnie, że tak mało dała mi rozmowy. Ja jestem kimś kto nie boi się rozmawiać na poważne tematy, a ona z kolei woli takie na luzie. To nie jest złe moim zdaniem, tylko, żeby mi pomóc ona musiałaby być bardziej otwarta na inicjowanie poważnej rozmowy, a tak ja myślałem, że ona nie chce mi pomóc i czułem frustracje, że poważnie o nas myślę tylko ja. Nie jest tak, że nie zrobiła nic, ale na skalę problemu ciut za mało. Może jestem w błędzie, ale czuje po kościach, że do przełomu nie było trzeba wiele. A raczej tego co powiedział jej ojciec, że jedyne co trzeba było zrobić to usiąść i wszystko przegadać od początku, bo to było takie rozdrapywanie strupków co jakiś czas, a jedna porządna rozmowa wiem, że dałaby jakiś taki ład i nie byłoby trzeba co jakiś czas wracać do pojedynczych rzeczy. Oboje nawaliliśmy. Też nie będę zwalał wszystkiego na nią, bo to niesprawiedliwe wobec jej zmiany. Tylko prawda jest taka, że ona raniła mnie tak po prostu za ufność, a ja zachowałem się jak bity pies, że wyciągnięta ręka kojarzyła mi się z chęcią zrobienia krzywdy.

17

Odp: Proszę o pomoc
Farmer napisał/a:

Jakby była 10/10, to może bym zrozumiał, ale tak ...?
Stać Cie na lepszą.

Wiem, że mógłbym mieć kobietę o innych gabarytach wagowych, że tak powiem i charakterze, ale ja na nią tak nie patrzyłem. Może to bezsensowne białorycerstwo i naiwność, ale naprawdę wierzę, że miłość pokona największe kryzysy, bo już widziałem tego przykłady w rodzinie i znajomych. Wydawało się, że bagno totalne a po latach żyją jakby nie dość, że nic się nie stało to jeszcze bardziej zżyci i silniejsi. Mam 26 lat, ale jestem trochę staromodny i wyrzucić coś do kosza, gdy się zepsuło a zwłaszcza człowieka to dla mnie ostateczna ostateczność.

18

Odp: Proszę o pomoc

Tylko, że to nie jest "kryzys" który można pokonać - od początku z tą kobietą były jakieś problemy, ale Ty od początku z jakiegoś powodu się pchasz w tą relacje.
Małżeństwo, wspólne życie to nie tylko miłe chwile i ugotowanie obiadu raz na jakiś czas.
Musisz się zastanowić, czy chcesz spędzić z nią resztę życia. Skoro jesteś z nią ile, trzy lata, i jesteś wykończony psychicznie, jaki będziesz po 10, 20 latach?

19

Odp: Proszę o pomoc
SukDuken napisał/a:

Tylko, że to nie jest "kryzys" który można pokonać - od początku z tą kobietą były jakieś problemy, ale Ty od początku z jakiegoś powodu się pchasz w tą relacje.
Małżeństwo, wspólne życie to nie tylko miłe chwile i ugotowanie obiadu raz na jakiś czas.
Musisz się zastanowić, czy chcesz spędzić z nią resztę życia. Skoro jesteś z nią ile, trzy lata, i jesteś wykończony psychicznie, jaki będziesz po 10, 20 latach?

Pcham, to prawda, ale ja w niej widzę to coś. Właśnie widzę to, czego inni nie widzą. Chcę z nią spędzić życie na porządnych zasadach. Nie zależy mi na Bóg wie czym. Coś takiego jak umiejętność współodczuwania, empatia, trochę więcej troski i zrozumienia mnie, że ja nie jestem podły drań, który krył swoje prawdziwe oblicze, tylko zraniony człowiek. Ja chciałbym to naprawić, bo widzę możliwość, tylko ona nie chce i to boli, bo wiem i czuję, że mimo skrzywdzenia ją przykrymi słowami to zasłużyłem tym, że dałem całego siebie. Nie traktowałem jej w stylu "A zobaczymy co będzie" tylko od razu mega poważnie i bez jakiejś wstrzemięźliwości jeśli chodzi o włożenie w to serca i wysiłku. Nie zależało mi tylko na seksie. Naprawdę miałem do niej mega szacunek i czułość. Tylko przez to zimne traktowanie mnie ja się zmieniłem. Mam wrażenie, że ona nie rozumie, że to przez to. Patrzy na mnie tak jakby mnie nie znała, jakby wymazała z pamięci wszystko inne i liczyła się tylko jej krzywda. Dla mnie związek to wspólnota dwójki ludzi umiejących sobie wzajemnie przebaczać. Bo na dobre można być z każdym, ale na złe, to trzeba kogoś naprawdę kochać. Jej siłą nie zmuszę, ale ta niesprawiedliwość mnie dobija. Nie chodzi o to, że ja cierpiałem to niech ona teraz znosi, bo to by było podłe i mściwe. Tylko to uczucie jest dołujące, że ja wybaczyłem tak wiele, tyle razy rękę wyciągnąłem a jak ja coś zrobiłem, to nie chce mi przepuścić. Też nie chodzi mi o porównanie, ale mimo wszystko jest chyba różnica krzywdzić tak naprawdę za ufność od samego początku związku, a co innego w zagubieniu spowodowanym tym, że się wcześniej było krzywdzonym przez drugą stronę.

20 Ostatnio edytowany przez SukDuken (2022-10-11 21:45:15)

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
SukDuken napisał/a:

Tylko, że to nie jest "kryzys" który można pokonać - od początku z tą kobietą były jakieś problemy, ale Ty od początku z jakiegoś powodu się pchasz w tą relacje.
Małżeństwo, wspólne życie to nie tylko miłe chwile i ugotowanie obiadu raz na jakiś czas.
Musisz się zastanowić, czy chcesz spędzić z nią resztę życia. Skoro jesteś z nią ile, trzy lata, i jesteś wykończony psychicznie, jaki będziesz po 10, 20 latach?

Pcham, to prawda, ale ja w niej widzę to coś. Właśnie widzę to, czego inni nie widzą. Chcę z nią spędzić życie na porządnych zasadach. Nie zależy mi na Bóg wie czym. Coś takiego jak umiejętność współodczuwania, empatia, trochę więcej troski i zrozumienia mnie, że ja nie jestem podły drań, który krył swoje prawdziwe oblicze, tylko zraniony człowiek. Ja chciałbym to naprawić, bo widzę możliwość, tylko ona nie chce i to boli, bo wiem i czuję, że mimo skrzywdzenia ją przykrymi słowami to zasłużyłem tym, że dałem całego siebie. Nie traktowałem jej w stylu "A zobaczymy co będzie" tylko od razu mega poważnie i bez jakiejś wstrzemięźliwości jeśli chodzi o włożenie w to serca i wysiłku. Nie zależało mi tylko na seksie. Naprawdę miałem do niej mega szacunek i czułość. Tylko przez to zimne traktowanie mnie ja się zmieniłem. Mam wrażenie, że ona nie rozumie, że to przez to. Patrzy na mnie tak jakby mnie nie znała, jakby wymazała z pamięci wszystko inne i liczyła się tylko jej krzywda. Dla mnie związek to wspólnota dwójki ludzi umiejących sobie wzajemnie przebaczać. Bo na dobre można być z każdym, ale na złe, to trzeba kogoś naprawdę kochać. Jej siłą nie zmuszę, ale ta niesprawiedliwość mnie dobija. Nie chodzi o to, że ja cierpiałem to niech ona teraz znosi, bo to by było podłe i mściwe. Tylko to uczucie jest dołujące, że ja wybaczyłem tak wiele, tyle razy rękę wyciągnąłem a jak ja coś zrobiłem, to nie chce mi przepuścić. Też nie chodzi mi o porównanie, ale mimo wszystko jest chyba różnica krzywdzić tak naprawdę za ufność od samego początku związku, a co innego w zagubieniu spowodowanym tym, że się wcześniej było krzywdzonym przez drugą stronę.

No ale to nie rozumiem.
Piszesz, że chciałbyś zwiazek na jakichś zasadach, ale ona nie chcę.
Piszesz coś o zasadach, ale ona tego nie rozumie.
Sam sobie odpowiadasz na to pytanie. Ty chcesz czegoś, czego ona nie chcę. Tego nie zmienisz, to ona sama z siebie musiałaby wyrazić chęć zmiany.
Jak nie zrobiła tego do tej pory, to po ślubie nic się nie zmieni.
Moim zdaniem będziesz nieszczęśliwy, i po czasie wyprany z uczuć.
A nie daj boże ona cię zostawi po tym wszystkim.
Masz w głowie jakąś wizje zwiazku. I ona jest osiągalna. Ale nie z nią.

21

Odp: Proszę o pomoc

Napiszę tak, byś zrozumiał.
Ona ma duże problemy psychiczne i wciągnęła Ciebie w swoje bagno.
Jak teraz tego nie utniesz, to za kilka lat będziesz się leczył psychiatrycznie.
To nie jest osoba do związku.

22

Odp: Proszę o pomoc

Trzy lata naprawiliście się wzajemnie i co z tego wyszło... Rozmowy też wszystkiego nie załatwią, ja nie wiem jak możesz ufać dziewczynie która kłamstwo ma we krwi...

Ciężko się z Tobą rozmawia, bo nic nie przyjmujesz do wiadomości, wiesz swoje i koniec, więc czemu tu napisałeś....

My Ci dziewczyny nie naprawimy, ani nie spowodujemy, że spojrzy na Ciebie łaskawym okiem.
Bo tylko Ty widzisz dla was przyszłość, ani my, ani ona tego nie widzi, pozostaje się pogodzić z faktami.

23 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-11 21:56:09)

Odp: Proszę o pomoc
SukDuken napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

No ale to nie rozumiem.
Piszesz, że chciałbyś zwiazek na jakichś zasadach, ale ona nie chcę.
Piszesz coś o zasadach, ale ona tego nie rozumie.
Sam sobie odpowiadasz na to pytanie. Ty chcesz czegoś, czego ona nie chcę. Tego nie zmienisz, to ona sama z siebie musiałaby wyrazić chęć zmiany.
Jak nie zrobiła tego do tej pory, to po ślubie nic się nie zmieni.
Moim zdaniem będziesz nieszczęśliwy, i po czasie wyprany z uczuć.
A nie daj boże ona cię zostawi po tym wszystkim.
Masz w głowie jakąś wizje zwiazku. I ona jest osiągalna. Ale nie z nią.

To jest zagmatwane. Ona twierdziła do ostatniej kłótni, że też chce i że zrozumiała swoje winy. Tylko mi po tylu przykrych doświadczeniach było tak ciężko uwierzyć, że przez połączenie strachu i złości, że znowu mnie może nabierać, ja wybuchałem. Czuję się jak frajer, bo byłem jej oparciem i nie porzuciłem, gdy pewnie 99% ludzi, by to uczyniło, a gdy sam potrzebowałem jej pomocy jak nigdy, bo przecież stałem się taki przez jej traktowanie to ona mnie zostawia. Boli mnie to, bo wychodzi, że trzeba było nie dawać szans i cierpliwości przez tak długi czas, bo gdy sam tego potrzebuję jej nie ma. Przeraża mnie w jaki sposób ona na mnie patrzy. Jakby naprawdę tyle dobra, czułości i zrozumienia ponad miarę mam wrażenie się nie liczyło.

24

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Pcham, to prawda, ale ja w niej widzę to coś. Właśnie widzę to, czego inni nie widzą. Chcę z nią spędzić życie na porządnych zasadach. Nie zależy mi na Bóg wie czym. Coś takiego jak umiejętność współodczuwania, empatia, trochę więcej troski i zrozumienia mnie, że ja nie jestem podły drań, który krył swoje prawdziwe oblicze, tylko zraniony człowiek. Ja chciałbym to naprawić, bo widzę możliwość, tylko ona nie chce i to boli, bo wiem i czuję, że mimo skrzywdzenia ją przykrymi słowami to zasłużyłem tym, że dałem całego siebie. Nie traktowałem jej w stylu "A zobaczymy co będzie" tylko od razu mega poważnie i bez jakiejś wstrzemięźliwości jeśli chodzi o włożenie w to serca i wysiłku. Nie zależało mi tylko na seksie. Naprawdę miałem do niej mega szacunek i czułość. Tylko przez to zimne traktowanie mnie ja się zmieniłem. Mam wrażenie, że ona nie rozumie, że to przez to. Patrzy na mnie tak jakby mnie nie znała, jakby wymazała z pamięci wszystko inne i liczyła się tylko jej krzywda. Dla mnie związek to wspólnota dwójki ludzi umiejących sobie wzajemnie przebaczać. Bo na dobre można być z każdym, ale na złe, to trzeba kogoś naprawdę kochać. Jej siłą nie zmuszę, ale ta niesprawiedliwość mnie dobija. Nie chodzi o to, że ja cierpiałem to niech ona teraz znosi, bo to by było podłe i mściwe. Tylko to uczucie jest dołujące, że ja wybaczyłem tak wiele, tyle razy rękę wyciągnąłem a jak ja coś zrobiłem, to nie chce mi przepuścić. Też nie chodzi mi o porównanie, ale mimo wszystko jest chyba różnica krzywdzić tak naprawdę za ufność od samego początku związku, a co innego w zagubieniu spowodowanym tym, że się wcześniej było krzywdzonym przez drugą stronę.

Wiesz jak będzie ? Parę razy się rozstaniecie i zejdziecie jeszcze pewnie i prawdopodobnie.
Stale będzie tak huśtawka tak zwane wzloty i upadki na ostrych diapazonach, samo jej nie przejdzie ,jeżeli w niej nie nastąpi chęć na zmiany,a dla Ciebie się nie zmieni bo i po co,ma nad Tobą władzę którą sam jej dałeś
też po coś Ci to było potrzebne.Bycie poranioną ofiarą bywa niektórym przydatne w pokrętny sposób,ale zdrowe to nie jest jest natomiast podświadome według jakiegoś chorego wzorca takie schematy nie biorą się z powietrza i to nie pech,przypadek czy przeznaczenie.
Na koniec takiej huśtawki i tak ona Ciebie zostawi to taki typ

25

Odp: Proszę o pomoc
wieka napisał/a:

Trzy lata naprawiliście się wzajemnie i co z tego wyszło... Rozmowy też wszystkiego nie załatwią, ja nie wiem jak możesz ufać dziewczynie która kłamstwo ma we krwi...

Ciężko się z Tobą rozmawia, bo nic nie przyjmujesz do wiadomości, wiesz swoje i koniec, więc czemu tu napisałeś....

My Ci dziewczyny nie naprawimy, ani nie spowodujemy, że spojrzy na Ciebie łaskawym okiem.
Bo tylko Ty widzisz dla was przyszłość, ani my, ani ona tego nie widzi, pozostaje się pogodzić z faktami.

Nie wiem sad Może za bardzo wierzę w dobroć w ludziach, że ona jest tylko czasami ukryta. Ciężkie to wszystko i bolesne sad

26

Odp: Proszę o pomoc

Drogi autorze posłuze się pewną metaforą, ale to co napisze potraktuj jak najbardziej dosłownie.


Wyobraź sobie że wpadłeś do głębokiej studni...
Żaden człowiek nie wygra w takich warunkach z wodą..
Zrób wszystko żeby z niej wyjść.
Będzie zajebiście ciężko.
Będzie bolało.
Ale walcz o siebie, bo utoniesz.

27

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Może to bezsensowne białorycerstwo i naiwność, ale naprawdę wierzę, że miłość pokona największe kryzysy, bo już widziałem tego przykłady w rodzinie i znajomych.

Ona jest zaburzona i żeby cokolwiek miało z tego być musi koniecznie zacząć się leczyć, teraz, zaraz. Inaczej to nie jest żadna miłość. Możesz ją wspierać, ale sam niczego nie naprawisz. Jeśli odmówi leczenia, po prostu odejdź. I niech Ci nie strzeli do głowy ślub "na zgodę", bo to będzie mogiła. Jesteś dobrym, uczuciowym chłopakiem, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie.

28

Odp: Proszę o pomoc

Na początek, jak chcesz cokolwiek pokonywać i o coś walczyć, to wyhoduj jakieś jaja... Żal tyłek ściska jak się to czyta...

Po drugie, sam też masz zaburzony obraz tej dziewczyny, czy związku w ogóle, bo to, że chcesz walczyć i widzisz w niej to mityczne "coś", czego inni nie widzą, świadczy tylko o tym, że masz skrzywione postrzeganie świata.

Jesteś wdeptany w ziemię i nawet tego nie widzisz.

29 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-12 13:18:49)

Odp: Proszę o pomoc

Widzę jak pozwoliłem, by ta granica była stopniowo przesuwana. Nie wiem co mam robić. Ciężkie to wszystko. Ona mnie teraz ciągle oskarża, że cierpi i, że według mnie to nie ma do tego prawa. Ja nie mówię, że nie ma prawa, tylko ona pewne rzeczy rozumie dopiero jak ją zaboli, a dopóki karma nie wróciła to hulaj dusza piekła nie ma. Czuję się oskarżany o to, ze dałem się jej zarazić chorobą a jak objawy ją dotykają to moja wina. Chciałbym jej pomóc, ale ona odpycha moja wyciągniętą rękę w każdy możliwy sposób.

30

Odp: Proszę o pomoc

Nie jesteś w stanie jej pomóc.
Nie rób z siebie zbawcy świata...
Też pewne sprawy ciężko Ci pojąć...
Możesz pomóc sobie, odcięciem się od tej toksycznej relacji.

31

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Co ja mam zrobić?

Brzydko jest używać obraźliwych słów w kierunku ukochanej, ok?

Ale teraz kup najlepszego szampana. Zaproś kolegów i świętujcie do rana że wreszcie się jej pozbyłeś. Przecież to niestabilna emocjonalnie kłamczucha. Ratuj się i uciekaj jak najdalej.

32

Odp: Proszę o pomoc
M!ri napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Co ja mam zrobić?

Brzydko jest używać obraźliwych słów w kierunku ukochanej, ok?

Ale teraz kup najlepszego szampana. Zaproś kolegów i świętujcie do rana że wreszcie się jej pozbyłeś. Przecież to niestabilna emocjonalnie kłamczucha. Ratuj się i uciekaj jak najdalej.

M!ri jak możesz tak pisać o zagubionej życiowo niewieście?!?
Przecież ona kłamie, prowokuje, manipuluje tylko z miłości do autora smile

33 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-10-13 12:00:11)

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
SukDuken napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

No ale to nie rozumiem.
Piszesz, że chciałbyś zwiazek na jakichś zasadach, ale ona nie chcę.
Piszesz coś o zasadach, ale ona tego nie rozumie.
Sam sobie odpowiadasz na to pytanie. Ty chcesz czegoś, czego ona nie chcę. Tego nie zmienisz, to ona sama z siebie musiałaby wyrazić chęć zmiany.
Jak nie zrobiła tego do tej pory, to po ślubie nic się nie zmieni.
Moim zdaniem będziesz nieszczęśliwy, i po czasie wyprany z uczuć.
A nie daj boże ona cię zostawi po tym wszystkim.
Masz w głowie jakąś wizje zwiazku. I ona jest osiągalna. Ale nie z nią.

To jest zagmatwane. Ona twierdziła do ostatniej kłótni, że też chce i że zrozumiała swoje winy. Tylko mi po tylu przykrych doświadczeniach było tak ciężko uwierzyć, że przez połączenie strachu i złości, że znowu mnie może nabierać, ja wybuchałem. Czuję się jak frajer, bo byłem jej oparciem i nie porzuciłem, gdy pewnie 99% ludzi, by to uczyniło, a gdy sam potrzebowałem jej pomocy jak nigdy, bo przecież stałem się taki przez jej traktowanie to ona mnie zostawia. Boli mnie to, bo wychodzi, że trzeba było nie dawać szans i cierpliwości przez tak długi czas, bo gdy sam tego potrzebuję jej nie ma. Przeraża mnie w jaki sposób ona na mnie patrzy. Jakby naprawdę tyle dobra, czułości i zrozumienia ponad miarę mam wrażenie się nie liczyło.

34 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-13 11:32:24)

Odp: Proszę o pomoc
Tamiraa napisał/a:
Mizmuz napisał/a:
SukDuken napisał/a:

Myślę, że to, co cię w niej pociąga  to inność, imponuje ci  swoim zachowaniem, a jej odpowiadała twoja potulność do czasu, potem znudziło. kiedy zacząłeś wybuchać, już nie mieściłeś  się w jej ramkach.
Jak dla mnie to jesteś jak dzieciak, który wszystko by zrobił dla swojej ukochanej pani i nie rozumie, dlaczego pani straciła zainteresowanie jego osobą, więc wyrzuca sobie, że nie zawsze był posłuszny i czasem się gniewał.
Możesz się nauczyć stawiania granic, panowania nad emocjami, ale to musisz tego chcieć. Na razie to wygląda tak, że polubiłeś to, jak partnerka cię traktuje  i dziwisz się, że chce odejść. Przykro mi to pisać,jednak albo dorośniesz i nie pozwolisz na takie relacje, bo kolejna pewnie będzie podobna, albo się zmieniasz i doroślejesz.

Właśnie nie imponuje mi jej zachowanie wcale. Wręcz przeciwnie. Miała nad nim pracować.
Mi po prostu ciężko przychodzi zrezygnować z czegoś, gdy już ogrom pracy i całego siebie w coś włożyłem.
A to, że jej się przestało podobać jak sama oberwała rykoszetem to widzę i się domyślam, ale ona taka niestety jest. Jak rani kogoś to nie umie postawić się w sytuacji osoby skrzywdzonej, a z kolei ktoś zrani ją to przeżywa o wiele bardziej. Do tego mówi innym nie całość, tylko wybrane fragmenty, zwłaszcza te, które ją zraniły, a to co ona zrobiła opowiada w wykastrowany sposób. Takim sposobem ma w otoczeniu pełno przytakiwaczy, którzy tylko ją utwierdzają w takim spojrzeniu, ale co się dziwić jak oni słyszą tylko niewielki procent wydarzeń. To mnie w niej przeraża. Krzyczy najbardziej a nie rozumie, że jak kogoś tak długo źle traktowała, to się to nie odbije bez konsekwencji na drugim człowieku, bo nikt z kamienia nie jest.

35

Odp: Proszę o pomoc

Powiem wprost - ona jest złym człowiekiem i proszę tu nie gadaj głupot, że nie jest. Dobry człowiek nie krzywdzi bliskich cały czas, a ty powinieneś być jej najbliższy. Ot, po prostu, nie posiada empatii, nie waha się cie krzywdzić. Ty chciałbyś by ona była "dobra".
Chcesz być z taką osobą? Bo ja wszystko rozumiem, różowe okulary, zaślepienie psitą u młodego faceta etc. Ale są granice które uwłaszczają twojej godności. Ona je przekroczyła 150 razy.

36

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Mi po prostu ciężko przychodzi zrezygnować z czegoś, gdy już ogrom pracy i całego siebie w coś włożyłem.

To normalne i ludzkie, ale im szybciej dostrzeżesz, że zrobiłeś błąd i się z tego błędu wycofasz tym straty będą mniejsze.

37

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Takim sposobem ma w otoczeniu pełno przytakiwaczy, którzy tylko ją utwierdzają w takim spojrzeniu, ale co się dziwić jak oni słyszą tylko niewielki procent wydarzeń. To mnie w niej przeraża. Krzyczy najbardziej a nie rozumie, że jak kogoś tak długo źle traktowała, to się to nie odbije bez konsekwencji na drugim człowieku, bo nikt z kamienia nie jest.

Czyli jest manipulantką?

38

Odp: Proszę o pomoc
M!ri napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Mi po prostu ciężko przychodzi zrezygnować z czegoś, gdy już ogrom pracy i całego siebie w coś włożyłem.

To normalne i ludzkie, ale im szybciej dostrzeżesz, że zrobiłeś błąd i się z tego błędu wycofasz tym straty będą mniejsze.

Jakoś mi tak ciężko na sercu. Nie myślałem, że coś takiego mnie spotka. Tak się zawziąłem jak zaczęliśmy być ze sobą, że będę dbał o ten związek, starał się tak jak powinienem, że długi czas nie widziałem, że tylko ja mam takie podejście. Ja wiem, że ona ma poważny problem z empatią i braniem odpowiedzialności za swoje czyny. W pewnym momencie myślałem, że zrozumiała coś, bo potrafiła przyznać, że domyśla się dlaczego taka jest, ale wystarczyło, że ze mną się zadziało coś niedobrego i mówi, że czuje do mnie nienawiść. Jeszcze jej matka, która moim zdaniem aż do przesady ją usprawiedliwia. Ja rozumiem, że rodzic broni swoje dziecko, ale ona w ogóle nie nauczyła jej odpowiedzialności i brania konsekwencji za swoje postępowanie. Ja jak czasami coś konkretnie nazwałem i postawiłem jakiś wymóg lub granicę, to jak u mnie była i rozmawiała z mamą na głośnomówiącym usłyszałem "nie daj sobie wejść mu na głowę". Czy coś w tym stylu. Oczywiście o nic się nie pokłóciliśmy. Przyjechała do mnie i zadzwoniła do mamy, że już jest na miejscu, a ta jej taką radę daje. Ja mam wrażenie, że jej matka patrzy na facetów jak na chodzące zło, które ma być posłuszne, bo kobieta przez samo bycie z facetem ma być dla niego wyjątkową. Coś w stylu "kobiecie wystarczy, że ma waginę". A przez nią moja narzeczona tak mnie traktuje. Nieważne, że ja byłem dobry, troskliwy, potrafiłem jak zmarła jej babcia wziąć urlop, wsiąść w samochód tego samego dnia i jechać pół Polski do niej, bo mnie potrzebowała. Nie liczy się to, że ani razu jak poprosiła o pomoc to nigdy nie odmówiłem. To wygląda jakby ogrom dobra się nie liczył, bo zostało przykryte przykrymi słowami, które jakby nie było, były wywołane moim załamniem nerwowym, strachem, że może nadal kłamać i złością na to, że tak mnie traktowała. Ona jest bardzo wybuchową i nerwową osobą, a jak mi się udzieliło to nie ma dla mnie zrozumienia, że to nie sam z siebie taki się stałem. To bardzo boli, bo wychodzi, że równie dobrze mogłem się z niczym nie starać a finał byłby taki sam, tylko wcześniej.

39

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
M!ri napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Mi po prostu ciężko przychodzi zrezygnować z czegoś, gdy już ogrom pracy i całego siebie w coś włożyłem.

To normalne i ludzkie, ale im szybciej dostrzeżesz, że zrobiłeś błąd i się z tego błędu wycofasz tym straty będą mniejsze.

Jakoś mi tak ciężko na sercu. Nie myślałem, że coś takiego mnie spotka. Tak się zawziąłem jak zaczęliśmy być ze sobą, że będę dbał o ten związek, starał się tak jak powinienem, że długi czas nie widziałem, że tylko ja mam takie podejście. Ja wiem, że ona ma poważny problem z empatią i braniem odpowiedzialności za swoje czyny. W pewnym momencie myślałem, że zrozumiała coś, bo potrafiła przyznać, że domyśla się dlaczego taka jest, ale wystarczyło, że ze mną się zadziało coś niedobrego i mówi, że czuje do mnie nienawiść. Jeszcze jej matka, która moim zdaniem aż do przesady ją usprawiedliwia. Ja rozumiem, że rodzic broni swoje dziecko, ale ona w ogóle nie nauczyła jej odpowiedzialności i brania konsekwencji za swoje postępowanie. Ja jak czasami coś konkretnie nazwałem i postawiłem jakiś wymóg lub granicę, to jak u mnie była i rozmawiała z mamą na głośnomówiącym usłyszałem "nie daj sobie wejść mu na głowę". Czy coś w tym stylu. Oczywiście o nic się nie pokłóciliśmy. Przyjechała do mnie i zadzwoniła do mamy, że już jest na miejscu, a ta jej taką radę daje. Ja mam wrażenie, że jej matka patrzy na facetów jak na chodzące zło, które ma być posłuszne, bo kobieta przez samo bycie z facetem ma być dla niego wyjątkową. Coś w stylu "kobiecie wystarczy, że ma waginę". A przez nią moja narzeczona tak mnie traktuje. Nieważne, że ja byłem dobry, troskliwy, potrafiłem jak zmarła jej babcia wziąć urlop, wsiąść w samochód tego samego dnia i jechać pół Polski do niej, bo mnie potrzebowała. Nie liczy się to, że ani razu jak poprosiła o pomoc to nigdy nie odmówiłem. To wygląda jakby ogrom dobra się nie liczył, bo zostało przykryte przykrymi słowami, które jakby nie było, były wywołane moim załamniem nerwowym, strachem, że może nadal kłamać i złością na to, że tak mnie traktowała. Ona jest bardzo wybuchową i nerwową osobą, a jak mi się udzieliło to nie ma dla mnie zrozumienia, że to nie sam z siebie taki się stałem. To bardzo boli, bo wychodzi, że równie dobrze mogłem się z niczym nie starać a finał byłby taki sam, tylko wcześniej.

Teraz jesteś mądrzejszy o nowe doświadczenia i już będziesz wiedział, że nie inwestuje się więcej niż otrzymujesz w zamian.

40

Odp: Proszę o pomoc

Nie przyjmujesz do wiadomości, że można mieć różne zaburzenia, włącznie z postrzeganiem sytuacji.
Nie powinieneś wchodzić w tę relację, jak wyszły pierwsze kłamstwa, ale uważałeś, że człowieka da się naprawić, ale tu nie ma części zamiennych... I się nie da.

41

Odp: Proszę o pomoc

Chłopie po co sobie sieczkę z mózgu robisz? Przecież ona Ciebie oszukiwała/okłamywała od samego początku - zapomniałeś?
A wiesz co to znaczy...że miała Ciebie w doopie i to od samego początku bo kto buduje pełnoprawny/wartościowy związek na kłamstwach?

42

Odp: Proszę o pomoc
wieka napisał/a:

Nie przyjmujesz do wiadomości, że można mieć różne zaburzenia, włącznie z postrzeganiem sytuacji.
Nie powinieneś wchodzić w tę relację, jak wyszły pierwsze kłamstwa, ale uważałeś, że człowieka da się naprawić, ale tu nie ma części zamiennych... I się nie da.

Coś jest  w człowieku, że brnie w ślepą uliczkę, nie wierzy, że wybrał źle, woli kogoś zmienić  niż siebie samego.Tak mnie natchnęło filozoficznie/

43 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-13 18:17:17)

Odp: Proszę o pomoc
Tamiraa napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie przyjmujesz do wiadomości, że można mieć różne zaburzenia, włącznie z postrzeganiem sytuacji.
Nie powinieneś wchodzić w tę relację, jak wyszły pierwsze kłamstwa, ale uważałeś, że człowieka da się naprawić, ale tu nie ma części zamiennych... I się nie da.

Coś jest  w człowieku, że brnie w ślepą uliczkę, nie wierzy, że wybrał źle, woli kogoś zmienić  niż siebie samego.Tak mnie natchnęło filozoficznie/

Po prostu dla mnie to nie jest takie łatwe do pogodzenia. Tam jest zainwestowana duża część mnie i ciężko się z tym pogodzić. Wiem, że zostałem wykorzystany i nie mogę zrozumieć, że można od tak decydować za drugiego człowieka, że będzie cierpiał. Czuję się jakbym był kantowany podczas gry w karty. Ludzie popełniają różne błędy. Czasami człowiek nawet skłamie, ale chodzi o to by się przyznać i nie brnąć w to dalej. Z kolei tutaj ja byłem traktowany jak nawiedzony, bo chciałem znać prawdę. Zamiast ją słyszeć, słyszałem kolejne kłamstwa, które przykrywały poprzednie. A ona się dziwi, że potem ja nie umiem jej zaufać i jestem sfrustrowany i nerwowy poczuciem braku bezpieczeństwa, jak już sam nie wiem, co jest czym. Jakby mi ktoś mózg zmielił.

44

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie przyjmujesz do wiadomości, że można mieć różne zaburzenia, włącznie z postrzeganiem sytuacji.
Nie powinieneś wchodzić w tę relację, jak wyszły pierwsze kłamstwa, ale uważałeś, że człowieka da się naprawić, ale tu nie ma części zamiennych... I się nie da.

Coś jest  w człowieku, że brnie w ślepą uliczkę, nie wierzy, że wybrał źle, woli kogoś zmienić  niż siebie samego.Tak mnie natchnęło filozoficznie/

Po prostu dla mnie to nie jest takie łatwe do pogodzenia. Tam jest zainwestowana duża część mnie i ciężko się z tym pogodzić. Wiem, że zostałem wykorzystany i nie mogę zrozumieć, że można od tak decydować za drugiego człowieka, że będzie cierpiał. Czuję się jakbym był kantowany podczas gry w karty. Ludzie popełniają różne błędy. Czasami człowiek nawet skłamie, ale chodzi o to by się przyznać i nie brnąć w to dalej. Z kolei tutaj ja byłem traktowany jak nawiedzony, bo chciałem znać prawdę. Zamiast ją słyszeć, słyszałem kolejne kłamstwa, które przykrywały poprzednie. A ona się dziwi, że potem ja nie umiem jej zaufać i jestem sfrustrowany i nerwowy poczuciem braku bezpieczeństwa, jak już sam nie wiem, co jest czym. Jakby mi ktoś mózg zmielił.

To spróbuj wyobrazić siebie w tym związku za parę lat.

45

Odp: Proszę o pomoc

Mizmus uważa, że dalej by było tylko lepiej, dlatego tak mu ciężko.
Bo całe życie by ją naprawiał, od czego już się uzależnił, dlatego chyba tylko terapia mogłaby wyprowadzić go z błędu.

46

Odp: Proszę o pomoc

Ja jej po prostu nie rozumiem. Tak długo krzywdziła, manipulowała i ona myśli, że człowiek, który z dnia na dzień zadręczał się coraz bardziej nie ma prawa się zmienić. Mnie traktuje jak zbrodniarza, a nie widzi ile znosiłem, jak zagryzałem zęby, a w tym wszystkim jeszcze okazywałem czulosc. Widocznie za mało dawałem o tym znać po sobie, bo skoro tak łatwo wybaczałem i wyciągałem rękę do zgody, to jej się przyjęło, że to nic takiego czym mnie rani. W sumie raz mi powiedziała pretensjonalnym tonem "taką wielką rzecz musiałeś zrobić wybaczając mi". Czuję się jak frajer. Oddałem całego siebie, a jak ktoś wywołał u mnie zmianę przez którą oberwał, to jest mi to tak wypominane, jakbym przez trzy lata udawał dobrego i kochanego, by nagle odpalić. Tak długo znosiłem i byłem bez pomocy, że nawet kamień by się chyba zmienił. Nie rozumiem tej niewdzięczności i pretensji do człowieka, który stał się ofiarą, bo nie dość, że dałem wszystko co najlepsze można w związku dać, to jeszcze zatraciłem prawdziwego i dobrego siebie. Nie rozumiem jej spojrzenia i przeraża mnie jej ocena mnie...

47

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Nie rozumiem tej niewdzięczności i pretensji do człowieka, który stał się ofiarą, bo nie dość, że dałem wszystko co najlepsze można w związku dać, to jeszcze zatraciłem prawdziwego i dobrego siebie. Nie rozumiem jej spojrzenia i przeraża mnie jej ocena mnie...

Nie oczekuj wdzięczności ani w tym, ani żadnym innym związku. Nie daj zachwiać swoimi fundamentami i nie "zatracaj się". To, że ona ma potężne problemy, to jedno, ale przede wszystkim nie kocha Cię, bo gdyby kochała, to przepraszałaby Cię z płaczem za każdy swój "odpał" i usiłowała coś ze sobą zrobić. Ona nie jest kochającą partnerką, która ma chwilowy kryzys. Cały Wasz związek to kryzys. Odchoruj to i pogódź się z tym, poszukaj wsparcia w rodzinie/przyjaciołach, żeby przetrwać najgorszy etap żałoby.

48 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-15 00:09:08)

Odp: Proszę o pomoc
bb8 napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Nie oczekuj wdzięczności ani w tym, ani żadnym innym związku. Nie daj zachwiać swoimi fundamentami i nie "zatracaj się". To, że ona ma potężne problemy, to jedno, ale przede wszystkim nie kocha Cię, bo gdyby kochała, to przepraszałaby Cię z płaczem za każdy swój "odpał" i usiłowała coś ze sobą zrobić. Ona nie jest kochającą partnerką, która ma chwilowy kryzys. Cały Wasz związek to kryzys. Odchoruj to i pogódź się z tym, poszukaj wsparcia w rodzinie/przyjaciołach, żeby przetrwać najgorszy etap żałoby.

Wcale nie oczekiwałem wdzięczności. Ja po prostu robiłem swoje, by dawać najlepsze co potrafiłem. Tylko gdzieś tam po cichu liczyłem na to samo z jej strony.Trudne to jest dla mnie i bardzo bolesne. Najbardziej nie rozumiem tych podwójnych standardów i braku wyobraźni, że złe traktowanie nie przyniesie nic dobrego.

49

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:

Trudne to jest dla mnie. Najbardziej nie rozumiem tych podwójnych standardów i braku wyobraźni, że złe traktowanie nie przyniesie nic dobrego.

Jesteś dużym chłopcem to pewnie wiesz że ludzie kłamią, oszukują, zdradzają?
Skąd to zdziwienie?

50 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-15 00:13:02)

Odp: Proszę o pomoc
maku2 napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Trudne to jest dla mnie. Najbardziej nie rozumiem tych podwójnych standardów i braku wyobraźni, że złe traktowanie nie przyniesie nic dobrego.

Jesteś dużym chłopcem to pewnie wiesz że ludzie kłamią, oszukują, zdradzają?
Skąd to zdziwienie?

Wiem, ale ja nie brałem pod uwagę, że będzie mi to robiła osoba, którą kocham i która mówi, że mnie kocha. Nie chciałem też z góry zakładać, że jest zła, bo co to za związek jak mam tak myśleć o drugiej osobie. Nie wiem... Może patrzyłem przez pryzmat siebie, że ja nigdy bym tak nie potraktował drugiej osoby.

51

Odp: Proszę o pomoc

Czyli ogólnie to czujesz się niesprawiedliwie potraktowany przez byłą narzeczoną, bo NADAL nie wykazuje się symetrią w związku. Ty wybaczyłeś jej dużo, bo ją kochasz a ona... a ona nie. Do tego jej wcześniejsze kłamstewka doprowadziły Cię na skraj wytrzymałości i do paranoi.
Co niby można Ci poradzić w tej sytuacji? Ona cały czas robi to samo- zawodzi. Kiedy powinno się jej ufać- nie można. Kiedy powinno się spodziewać zrozumienia- nie można. Kiedy powinno się spodziewać wybaczenia- nie można. Liczyć na nią nie można w tych kwestiach. Czy to dobrze czy źle dla Ciebie sam oceń. Bo jeśli źle no to chyba dobrze, że odeszła? Odetchniesz. Szczerze nie widzę tu żadnego manewru, który mógłbyś zrobić aby było tak jak chcesz. Tak jakby ta relacja była przez nią sabotowana i nic nie możesz na to poradzić. Cokolwiek byś nie zrobił to i tak na marne.

52 Ostatnio edytowany przez Mizmuz (2022-10-15 01:09:10)

Odp: Proszę o pomoc
DeepAndBlue napisał/a:

Czyli ogólnie to czujesz się niesprawiedliwie potraktowany przez byłą narzeczoną, bo NADAL nie wykazuje się symetrią w związku. Ty wybaczyłeś jej dużo, bo ją kochasz a ona... a ona nie. Do tego jej wcześniejsze kłamstewka doprowadziły Cię na skraj wytrzymałości i do paranoi.
Co niby można Ci poradzić w tej sytuacji? Ona cały czas robi to samo- zawodzi. Kiedy powinno się jej ufać- nie można. Kiedy powinno się spodziewać zrozumienia- nie można. Kiedy powinno się spodziewać wybaczenia- nie można. Liczyć na nią nie można w tych kwestiach. Czy to dobrze czy źle dla Ciebie sam oceń. Bo jeśli źle no to chyba dobrze, że odeszła? Odetchniesz. Szczerze nie widzę tu żadnego manewru, który mógłbyś zrobić aby było tak jak chcesz. Tak jakby ta relacja była przez nią sabotowana i nic nie możesz na to poradzić. Cokolwiek byś nie zrobił to i tak na marne.

Dokładnie to samo jej powiedziałem, że wychodzi na to, że bez znaczenia czy robię coś dobrze czy źle, na końcu to i tak jestem tym, który prosi o łaskę. To mnie dobija, bo człowiek z góry jest na przegranej pozycji... Byłem uważam naprawdę dobrym człowiekiem dla niej i bardzo wyrozumiałym. Nie umiem pogodzić się z tym, że wyprułem się dosłownie ze wszystkiego co miałem. Miłość, troska, czułość, przebaczenie, nawet honor i to na końcu okazało się nic nie warte. Jakby leżało na ulicy. A teraz? Jestem jak przybity do krzyża. Schudłem 10 kg z tego żalu i braku apetytu.

53

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
maku2 napisał/a:
Mizmuz napisał/a:

Trudne to jest dla mnie. Najbardziej nie rozumiem tych podwójnych standardów i braku wyobraźni, że złe traktowanie nie przyniesie nic dobrego.

Jesteś dużym chłopcem to pewnie wiesz że ludzie kłamią, oszukują, zdradzają?
Skąd to zdziwienie?

Wiem, ale ja nie brałem pod uwagę, że będzie mi to robiła osoba, którą kocham i która mówi, że mnie kocha. Nie chciałem też z góry zakładać, że jest zła, bo co to za związek jak mam tak myśleć o drugiej osobie. Nie wiem... Może patrzyłem przez pryzmat siebie, że ja nigdy bym tak nie potraktował drugiej osoby.

Jesteś tu pewien czas, pewnie czytałeś historie innych...którzy tak samo jak Ty zostali oszukani przez bliskie osoby...takie jest życie, nie dostaniesz gwarancji że osoba w którą zainwestowałeś uczucia zrobi to samo w Twoja stronę.
Przestań to tak bardzo roztrząsać bo sobie zaszkodzisz.

54

Odp: Proszę o pomoc
Mizmuz napisał/a:
DeepAndBlue napisał/a:

Czyli ogólnie to czujesz się niesprawiedliwie potraktowany przez byłą narzeczoną, bo NADAL nie wykazuje się symetrią w związku. Ty wybaczyłeś jej dużo, bo ją kochasz a ona... a ona nie. Do tego jej wcześniejsze kłamstewka doprowadziły Cię na skraj wytrzymałości i do paranoi.
Co niby można Ci poradzić w tej sytuacji? Ona cały czas robi to samo- zawodzi. Kiedy powinno się jej ufać- nie można. Kiedy powinno się spodziewać zrozumienia- nie można. Kiedy powinno się spodziewać wybaczenia- nie można. Liczyć na nią nie można w tych kwestiach. Czy to dobrze czy źle dla Ciebie sam oceń. Bo jeśli źle no to chyba dobrze, że odeszła? Odetchniesz. Szczerze nie widzę tu żadnego manewru, który mógłbyś zrobić aby było tak jak chcesz. Tak jakby ta relacja była przez nią sabotowana i nic nie możesz na to poradzić. Cokolwiek byś nie zrobił to i tak na marne.

Dokładnie to samo jej powiedziałem, że wychodzi na to, że bez znaczenia czy robię coś dobrze czy źle, na końcu to i tak jestem tym, który prosi o łaskę. To mnie dobija, bo człowiek z góry jest na przegranej pozycji... Byłem uważam naprawdę dobrym człowiekiem dla niej i bardzo wyrozumiałym. Nie umiem pogodzić się z tym, że wyprułem się dosłownie ze wszystkiego co miałem. Miłość, troska, czułość, przebaczenie, nawet honor i to na końcu okazało się nic nie warte. Jakby leżało na ulicy. A teraz? Jestem jak przybity do krzyża. Schudłem 10 kg z tego żalu i braku apetytu.

Skądś to znam. Niestety nie mam dobrych wieści jeśli się zejdziecie.
Bo zobacz. Są tacy ludzie co się nadają do prac społecznych. Dużo z siebie dają. Lubią. Tak widzą uczciwe życie: dawać z siebie. Pomagać. I to działa o tyle o ile nie dasz sobie wejść na głowę. I nie dasz się nabrać na manipulacje. Nie dasz się wykorzystywać oraz dać sobie wmówić, że to do Ciebie należy obowiązek troszczyć się absolutnie o wszystko, znosić wszystko, przyjmować kopy potulnie i nie mieć prawa do własnych reakcji na to wszystko. A druga osoba przeciwnie. Tej to trzeba wszystko wybaczać, nie ma prawa dostać choćby najmniejszego kopniaczka, nawet jak zasłużyła, nie odpowiada absolutnie za swoje czyny i słowa, nie zniesie najmniejszego wyrzeczenia, nie może troszczyć się o nic... Zatem są ludzie przegięci w tym dawaniu. I są ludzie co pasują do takich jak ulał, co się lubią właśnie do takich doczepić, bo lubią brać, lubią dostawać, lubią dostawać za darmo, lubią dostawać za dużo, lubią wykorzystywać, lubią oszukiwać, lubią naruszać granice, lubią je przesuwać, lubią patrzeć jak się męczysz, lubią patrzeć jak się poniżasz... dla niej, wspaniałej, cudownej, królowej, bogini. A ty nędzarz, gorszy sort. Lubią po prostu czuć władzę. To są świetne profity. Władza podobno bardziej kręci niż seks i pieniądze. Nie każdy to rozumie. Ja nie. Ty nie. Ale można to zaobserwować, że takich ludzi jest naprawdę dużo. I to nie musi być jakaś wada czy zaleta. Ani Twoje podejście ani jej. Chodzi bardziej o zbalansowanie tych cech. Ona nie jest zbalansowana i kij z nią. Ty nie jesteś zbalansowany również. Tylko w drugą stronę. Dlatego się przyciągacie smile Ale spróbuj się zbalansować to ta osoba co zrobi? A, no, odepchnie Cię, żebyś wrócił na swoje miejsce, tam gdzie ona może być pierdolnięta i Ty też, tylko każdy na swój sposób. Bez urazy, bo chodzi o przegięcie tak? Przeginasz z tą wyrozumiałością a ona sika na to. Idealny duet wink Tam, gdzie Ty powinieneś być asertywny tam ona powinna szanować... czaisz? To w parze idzie. Jeśli Ciebie stać na asertywność a ją nie stać na szacunek to się związek rypnie. I się rypnął. Jeśli chcesz do tego wrócić to musiałbyś wrócić do roli jaka ostatnio Ci się tak mocno przykrzyła (nie dziwota).

55

Odp: Proszę o pomoc

Nie słuchaj ich. Związek z tą kobietą to złoto a nagroda za wytrwałość bardzo duża. Nie podawaj się!

"Serce" zazwyczaj kłamie ot taka funkcja szatana. To moja podpowiedź.

56 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2022-10-15 14:57:37)

Odp: Proszę o pomoc

Mam wrażenie, że poniosła Ciebie ułańska fantazja.
Mając 22 lata wszedłeś w związek z kobietą, która ważyła kilkadziesiąt
kilogramów więcej, niż się przedstawiła. Więc to chyba jakieś monstrum.
W dobrej wierze kupiłeś pierścionek zaręczynowy i wręczając jej prosiłeś, żeby
nim nie walnęła gdzieś, co później jednak zrobiła, więc jeszcze wizjoner.
Pojechałeś samochodem bo babcia jej zmarła.....
Którego 22 latka stać jest na pierścionek, a zwłaszcza samochód?
Skąd na to brałeś?
W tym wieku /22 lata/ to już nie chłopiec, ale jeszcze nie mężczyzna, zatem
rozprawianie o związku i wielkiej ponoć miłości, a także chęci wyprowadzenia
narzeczonej na dobrą drogę życiową, jest chyba fantazjowaniem.
Niby kobieta nie jest złą, ale wylewasz na nią wiadro pomyj, jej nieudaną
rodzinę i znajomych też.
Chyba to Tobie należy proponować terapię.
Kilkanaście Twoich postów, to jedno wielkie miauczenie, że to taki dobry byłeś
i jesteś teraz okrutnie skrzywdzony, ale tak naprawdę nie umiesz podać jakichś konkretów.
Nie chce mi się już dalej tego rozkminiać, ale dla mnie nie trzyma się to kupy.

Posty [ 56 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026