Mam dosyć.
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Daję mu do zrozumienia, że nie chcę już z nim być. Twierdzi, że będzie się starał, ale tak naprawdę nie robi nic by cokolwiek zmienić. Czuję rezygnację... prosiłam go dosłownie kilka lat żebyśmy pracowali nad relacją, więcej rozmawiali, bez skutku. Chodzi do pracy, pomaga mi w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce moim zdaniem jakby chciał, to znalazłby okazje. Na każdym kroku mnie wkurza i irytuje. Miłość zaczęła kojarzyć mi się z samymi negatywnymi emocjami. Nie chcę tego. Nie lubię siebie takiej. Chciałabym być spokojna i szczęśliwa. A chodzę wiecznie nerwowa i poirytowana. Po kilku latach mam dosyć wkurzania się w kółko o te same sprawy. Czuję się wykończona... Kłócę się z nim - on nawet nie potrafi się pokłócić. Słucha i milczy, nie potrafi wydusić słowa. Obojętność. Doszłam do takiego etapu , na który uważam on ciężko zapracował. - chcę się rozstać. Również dla dobra dziecka. Nie chcę dla niego takiego dzieciństwa, gdzie słucha w tygodniu kilku kłótni, a jego rodzice ewidentnie się nie lubią. Czuję się szczęśliwa gdy jestem sama, gdy on jest w pracy, gdy jestem sama z dzieckiem. Wtedy jest mi dobrze. A przy nim... szkoda gadać. Tylko nie wiem... jak odejść? Nie stać mnie by utrzymać się samej. Nie jesteśmy małżeństwem. A on na pewno nie będzie chciał się rozstać. Owszem, mogłabym mu wystawić walizki za drzwi... - mieszkanie akurat jest moje, ale pod tym względem mam jeszcze do niego szacunek. Czułabym się źle wiedząc, że nie ma dokąd pójść. Czuję się odpowiedzialna również za niego, ze względu na dawne uczucia i spędzone wspólnie lata. Nie wiem co robić.
1 2022-10-14 13:50:49 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 14:24:00)
Podobne tematy
Znajdź nieroba. Będzie miał czas i siły na rozmowy.
Mam dosyć!
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Daję mu do zrozumienia, że nie chcę już z nim być. Twierdzi, że będzie się starał, ale tak naprawdę nie robi nic by cokolwiek zmienić. Czuję rezygnację... prosiłam go dosłownie kilka lat żebyśmy pracowali nad relacją, więcej rozmawiali, bez skutku. Chodzi do pracy, pomaga mi w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce
Mam dosyć!
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Daję mu do zrozumienia, że nie chcę już z nim być. Twierdzi, że będzie się starał, ale tak naprawdę nie robi nic by cokolwiek zmienić. Czuję rezygnację... prosiłam go dosłownie kilka lat żebyśmy pracowali nad relacją, więcej rozmawiali, bez skutku. Chodzi do pracy, pomaga mi w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce
Znajdź nieroba. Będzie miał czas i siły na rozmowy.
Bardzo chętnie, bo dla mnie ważna jest dobra relacja z facetem a nie jego pieniądze.
Zresztą, on nie musi tyle pracować.
Behemoth666 napisał/a:Znajdź nieroba. Będzie miał czas i siły na rozmowy.
Bardzo chętnie, bo dla mnie ważna jest dobra relacja z facetem a nie jego pieniądze.
Zresztą, on nie musi tyle pracować.
Oj dziecko
Jest takie przysłowie: "Kiedy bieda wchodzi drzwiami, miłość ucieka oknem"
Weź to sobie do serca na przyszłość
A wracając do tematu, to czy nie myśleliście nad terapią dla par? Może potrzeba Wam trzeciego człowieka, który spojrzy na wszystko z boku i pomoże Wam się komunikować tak, żeby obie strony faktycznie rozumiały, czego druga strona potrzebuje?
Mam dosyć!
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Daję mu do zrozumienia, że nie chcę już z nim być. Twierdzi, że będzie się starał, ale tak naprawdę nie robi nic by cokolwiek zmienić. Czuję rezygnację... prosiłam go dosłownie kilka lat żebyśmy pracowali nad relacją, więcej rozmawiali, bez skutku. Chodzi do pracy, pomaga mi w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce
Jezu, dlaczego nie wczytuje mi całej wiadomości i tnie ją na pół
Emocje od Ciebie biją jak szalone.
Uspokój się a później znowu porozmawiaj.
Też myślę że może terapia byłaby odpowiednia.
8 2022-10-14 14:14:22 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 14:16:14)
mart190 napisał/a:Behemoth666 napisał/a:Znajdź nieroba. Będzie miał czas i siły na rozmowy.
Bardzo chętnie, bo dla mnie ważna jest dobra relacja z facetem a nie jego pieniądze.
Zresztą, on nie musi tyle pracować.Oj dziecko
Jest takie przysłowie: "Kiedy bieda wchodzi drzwiami, miłość ucieka oknem"
Weź to sobie do serca na przyszłość
![]()
A wracając do tematu, to czy nie myśleliście nad terapią dla par? Może potrzeba Wam trzeciego człowieka, który spojrzy na wszystko z boku i pomoże Wam się komunikować tak, żeby obie strony faktycznie rozumiały, czego druga strona potrzebuje?
Nic nie wspominałam o żadnej biedzie. Czytajcie ze zrozumieniem. Każdą kobietę traktujecie w ten sposób jakby była bezmózgówą amebą? Rozumiem solidarność plemników, ale ton waszych wypowiedzi jest po prostu słaby. Współczuję.
Jeżeli nie spędza z Tobą czasu / dużo pracuje to dlatego. że nie chce spędzać z Tobą czasu i chce dużo pracować (aby nie spędzać z Tobą czasu).
To takie proste.
Może ruszyłoby go gdybyś położyła mu przed nos papiery rozwodowe, bo Twojego marudzenia nie traktuje poważnie.
10 2022-10-14 14:29:43 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 14:31:48)
Jeżeli nie spędza z Tobą czasu / dużo pracuje to dlatego. że nie chce spędzać z Tobą czasu i chce dużo pracować (aby nie spędzać z Tobą czasu).
To takie proste.Może ruszyłoby go gdybyś położyła mu przed nos papiery rozwodowe, bo Twojego marudzenia nie traktuje poważnie.
Dla mnie to proste i logiczne.
Ale On zaprzecza wszystkiemu co mówię.
Na wszystkie moje wnioski i zarzuty odpowiada zawsze - "nie jest tak". I na tym praktycznie kończy się nasza dyskusja. Ja swoje, on swoje. I nijak nie możemy się dogadać.
Zawsze gdy słyszę biadolenie takich kobiet, uciekam gdzie pieprz rośnie. No ale niestety są faceci, którzy ciągną taki związek latami. Uciekając w pracę, czy udając, że jest dobrze.W takim domowym piekle strasznie ciężko się funkcjonuje, a do seksu to faktycznie nastroju 0
Wg mnie trzeba się rozejść. No ale właśnie, a to se nie poradzę, a to on se nie poradzi i jest ciągniecie latami tego ciągłego biadolenia.
Zawsze gdy słyszę biadolenie takich kobiet, uciekam gdzie pieprz rośnie. No ale niestety są faceci, którzy ciągną taki związek latami. Uciekając w pracę, czy udając, że jest dobrze.W takim domowym piekle strasznie ciężko się funkcjonuje, a do seksu to faktycznie nastroju 0
Wg mnie trzeba się rozejść. No ale właśnie, a to se nie poradzę, a to on se nie poradzi i jest ciągniecie latami tego ciągłego biadolenia.
No tak, bo tylko facet taki biedny. Tylko ON ciągnie związek latami. Żadna kobieta nigdy nie została skrzywdzona przez faceta, żadna. Tylko kobiety takie złe...
Przyszłam tu po radę, jak każdy inny, po to są takie fora. A otrzymuję hejt w czystej postaci. Brawo.
Wracajcie do czytania i komentowania wykopka. Tam takie komentarze na temat kobiet są wręcz pożądane. Powodzenia.
Na wszystkie moje wnioski i zarzuty odpowiada zawsze - "nie jest tak". I na tym praktycznie kończy się nasza dyskusja. Ja swoje, on swoje. I nijak nie możemy się dogadać.
Masz dwa wyjścia: albo pogodzisz się z tym stanem rzeczy i będziesz żyć sobie obok, dla siebie, albo rozwód, który będzie tylko sformalizowaniem tego jak już jest.
Musicie usiąść i pogadać. Musisz mu powiedzieć czego Ci od niego brakuje, zaoytać jak on się czuje i czy też chciałby Ci coś powiedzieć. Jak nie będzie chciał gadać to nie masz wyjścia i trzeba będzie się rozstać.
Mart190 prócz emocji bije od ciebie jeszcze agresją.
Po co są takie fora? Nie wiem.
Nikt normalny nie pyta na forum jak chce żeby wyglądało jego życie.
@Tylwyth Teg dobre ci przysłowie podsunęła. Tylko nie zrozumiałaś ani mnie ani jej.
Weź się najpierw uspokój.
Zresztą już w tytule chyba zawarłaś swoje rozwiązanie. Działaj. Wyprowadź się. Miej jaja.
Mart190 prócz emocji bije od ciebie jeszcze agresją.
Po co są takie fora? Nie wiem.
Nikt normalny nie pyta na forum jak chce żeby wyglądało jego życie.
@Tylwyth Teg dobre ci przysłowie podsunęła. Tylko nie zrozumiałaś ani mnie ani jej.
Weź się najpierw uspokój.
Zresztą już w tytule chyba zawarłaś swoje rozwiązanie. Działaj. Wyprowadź się.
Miej jaja jak ci źle a rozmowa nic nie daje.
Żebyś tylko nie zatęskniła za tymi czasami.
Mart190 prócz emocji bije od ciebie jeszcze agresją.
Po co są takie fora? Nie wiem.
Nikt normalny nie pyta na forum jak chce żeby wyglądało jego życie.
@Tylwyth Teg dobre ci przysłowie podsunęła. Tylko nie zrozumiałaś ani mnie ani jej.
Weź się najpierw uspokój.
Zresztą już w tytule chyba zawarłaś swoje rozwiązanie. Działaj. Wyprowadź się.
Miej jaja jak ci źle a rozmowa nic nie daje.Żebyś tylko nie zatęskniła za tymi czasami.
Nie pytam nikogo jak ma wyglądać moje życie. Nie wiem skąd takie wnioski. Opisuje swoją historię, pytam, bo może ktoś był (na pewno był) w takiej sytuacji i zechce opisać swoje odczucia, podzielić się swoją historią. Wesprzeć. Fora służą do rozmawiania, więc to właśnie czynię. W zamian otrzymuję falę hejtu, a niby tyle się o tym mówi w sieci, czym jest i jakie szkody może wyrządzić. Nie znacie mnie, a oceniliście całą moją osobę po jednym wpisie. Mi to krzywdy nie zrobi, ale komuś by mogło. Miejcie świadomość, że w internecie nie jesteście anonimowi, i że takie komentarze nie mają nic wspólnego z normalną rozmową, tylko z hejtem.
Do kobiety na ulicy, przykładowo starszej od Ciebie też powiesz per "dziecko", albo będziesz czynił głupie aluzje? Jak ktoś na Ciebie napluje to pokornie spuścisz głowę i pójdziesz dalej? Na hejt nie da się inaczej reagować. A więc może w końcu zaczniecie normalnie rozmawiać, albo przestańcie w ogóle zaglądać do tego wątku. Dzięki.
Mart190 grono ludzi, których musisz objechać rośnie dość szybko.
My jak my, za chwilę o tym zapomnimy, a twój mąż ma to na co dzień. ![]()
19 2022-10-14 16:14:05 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 16:27:54)
Mart190 grono ludzi, których musisz objechać rośnie dość szybko.
My jak my, za chwilę o tym zapomnimy, a twój mąż ma to na co dzień.
Tak właśnie działa hejter - prowokuje i nie może przestać. Wiesz wszystko o moim związku.
Możesz sobie już iść.
Pa
20 2022-10-14 16:18:46 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 16:19:03)
Musicie usiąść i pogadać. Musisz mu powiedzieć czego Ci od niego brakuje, zaoytać jak on się czuje i czy też chciałby Ci coś powiedzieć. Jak nie będzie chciał gadać to nie masz wyjścia i trzeba będzie się rozstać.
Próbowaliśmy gadać, ale nic z tego nie wynika. Ja też powoli nie mam już ochoty inicjować rozmów, ile można... Chciałabym żeby on też czuł taką potrzebę, sam wychodził z inicjatywą.
@mart190 przestań z tymi hejterami. Suszysz strasznie.
Co gorsza dla ciebie, myślę yak samo jak
@Legat.
Jeżeli rozmowy nic nie dają i on kompletnie nie jest zainteresowany naprawianiem czegokolwiek, to chyba wiesz co trzeba robić?
23 2022-10-14 17:02:45 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 17:04:19)
@mart190 przestań z tymi hejterami. Suszysz strasznie.
Co gorsza dla ciebie, myślę yak samo jak
@Legat.
Pa
Hahahaha...nie wyrobię...hahaha...nastolatka..
Behemoth666 napisał/a:Mart190 prócz emocji bije od ciebie jeszcze agresją.
Po co są takie fora? Nie wiem.
Nikt normalny nie pyta na forum jak chce żeby wyglądało jego życie.
@Tylwyth Teg dobre ci przysłowie podsunęła. Tylko nie zrozumiałaś ani mnie ani jej.
Weź się najpierw uspokój.
Zresztą już w tytule chyba zawarłaś swoje rozwiązanie. Działaj. Wyprowadź się.
Miej jaja jak ci źle a rozmowa nic nie daje.Żebyś tylko nie zatęskniła za tymi czasami.
Nie pytam nikogo jak ma wyglądać moje życie. Nie wiem skąd takie wnioski. Opisuje swoją historię, pytam, bo może ktoś był (na pewno był) w takiej sytuacji i zechce opisać swoje odczucia, podzielić się swoją historią. Wesprzeć. Fora służą do rozmawiania, więc to właśnie czynię. W zamian otrzymuję falę hejtu, a niby tyle się o tym mówi w sieci, czym jest i jakie szkody może wyrządzić. Nie znacie mnie, a oceniliście całą moją osobę po jednym wpisie. Mi to krzywdy nie zrobi, ale komuś by mogło. Miejcie świadomość, że w internecie nie jesteście anonimowi, i że takie komentarze nie mają nic wspólnego z normalną rozmową, tylko z hejtem.
Do kobiety na ulicy, przykładowo starszej od Ciebie też powiesz per "dziecko", albo będziesz czynił głupie aluzje? Jak ktoś na Ciebie napluje to pokornie spuścisz głowę i pójdziesz dalej? Na hejt nie da się inaczej reagować. A więc może w końcu zaczniecie normalnie rozmawiać, albo przestańcie w ogóle zaglądać do tego wątku. Dzięki.
Behemoth ma rację, straszna złość i agresja z Ciebie bije. Nie rozumiesz kontekstu i atakujesz na ślepo wszystko i wszystkich. Wdech i wydech
Ani grama hejtu tutaj nikt nie wylał, a to, że doznajesz emocjonalnej, przesadzonej reakcji na zwykłe i luźne komentarze, to jest Twój problem, a nie nasz. Więc nie oskarżaj wszystkich o hejt, tylko zacznij czytać ze zrozumieniem, włącz myślenie i wyłącz emocje.
Nikt aluzji nie czyni, a "dziecko" było na określenie Twoich słów o tym, że wolałabyś nieroba, bylebyś miała towarzystwo, bo pieniądze nie są dla Ciebie wazne. Jaka dorosła, dojrzała osoba tak powie? I nie jestem facetem, jestem kobietą i wydaje mi się, że chyba jednak starszą od Ciebie ![]()
Jeżeli rozmowy nic nie dają i on kompletnie nie jest zainteresowany naprawianiem czegokolwiek, to chyba wiesz co trzeba robić?
Jak ona rozmawia z nim tak jak z nami, to...
27 2022-10-14 17:38:10 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 17:51:02)
mart190 napisał/a:Behemoth666 napisał/a:Mart190 prócz emocji bije od ciebie jeszcze agresją.
Po co są takie fora? Nie wiem.
Nikt normalny nie pyta na forum jak chce żeby wyglądało jego życie.
@Tylwyth Teg dobre ci przysłowie podsunęła. Tylko nie zrozumiałaś ani mnie ani jej.
Weź się najpierw uspokój.
Zresztą już w tytule chyba zawarłaś swoje rozwiązanie. Działaj. Wyprowadź się.
Miej jaja jak ci źle a rozmowa nic nie daje.Żebyś tylko nie zatęskniła za tymi czasami.
Nie pytam nikogo jak ma wyglądać moje życie. Nie wiem skąd takie wnioski. Opisuje swoją historię, pytam, bo może ktoś był (na pewno był) w takiej sytuacji i zechce opisać swoje odczucia, podzielić się swoją historią. Wesprzeć. Fora służą do rozmawiania, więc to właśnie czynię. W zamian otrzymuję falę hejtu, a niby tyle się o tym mówi w sieci, czym jest i jakie szkody może wyrządzić. Nie znacie mnie, a oceniliście całą moją osobę po jednym wpisie. Mi to krzywdy nie zrobi, ale komuś by mogło. Miejcie świadomość, że w internecie nie jesteście anonimowi, i że takie komentarze nie mają nic wspólnego z normalną rozmową, tylko z hejtem.
Do kobiety na ulicy, przykładowo starszej od Ciebie też powiesz per "dziecko", albo będziesz czynił głupie aluzje? Jak ktoś na Ciebie napluje to pokornie spuścisz głowę i pójdziesz dalej? Na hejt nie da się inaczej reagować. A więc może w końcu zaczniecie normalnie rozmawiać, albo przestańcie w ogóle zaglądać do tego wątku. Dzięki.Behemoth ma rację, straszna złość i agresja z Ciebie bije. Nie rozumiesz kontekstu i atakujesz na ślepo wszystko i wszystkich. Wdech i wydech
![]()
Ani grama hejtu tutaj nikt nie wylał, a to, że doznajesz emocjonalnej, przesadzonej reakcji na zwykłe i luźne komentarze, to jest Twój problem, a nie nasz. Więc nie oskarżaj wszystkich o hejt, tylko zacznij czytać ze zrozumieniem, włącz myślenie i wyłącz emocje.
Nikt aluzji nie czyni, a "dziecko" było na określenie Twoich słów o tym, że wolałabyś nieroba, bylebyś miała towarzystwo, bo pieniądze nie są dla Ciebie wazne. Jaka dorosła, dojrzała osoba tak powie? I nie jestem facetem, jestem kobietą i wydaje mi się, że chyba jednak starszą od Ciebie
Ja nie rozumiem? To Wy macie problem z czytaniem ze zrozumieniem. Na głupią uwagę "Behemoth" odpowiedziałam równie głupio. Wiesz co to ironia? Jeśli takie rzeczy trzeba tłumaczyć, to nie wiem kto tutaj nie łapie. ![]()
Napisałam normalny post, jak każdy tutaj. A w odpowiedzi przeczytaj sobie jakie komentarze dostałam. To są według Ciebie normalne odpowiedzi dorosłych ludzi? To nie wiem jak Wy rozmawiacie z ludźmi. Piszesz normalnie - odpowiadam normalnie. Piszesz głupio - odpowiadam głupio. Faktycznie, ciężko to pojąć. ![]()
Ja zawsze podchodzę do takich spraw pragmatycznie.Uwazam,że lepszy "diabeł" ten którego znasz niż nowy książę który może okazać się dużo gorszy.Pogadaj z nim.Powiedz ,że składasz papiery rozwodowe, może to nim wstrząśnie.Zawsze możesz papiery wycofać.
Jeżeli rozmowy nic nie dają i on kompletnie nie jest zainteresowany naprawianiem czegokolwiek, to chyba wiesz co trzeba robić?
Niby tak, ale chyba ciągle się łudzę że jest jeszcze co ratować. Tyle lat razem... Ciężko to wszystko "ot tak" wyrzucić do kosza i iść dalej. Wciąż go kocham, ale z drugiej strony... jest we mnie żal o wiele spraw. On niby też twierdzi, że kocha. A jednak nie po drodze nam ze sobą... nie potrafimy rozmawiać, rozeszły nam się gdzieś po drodze oczekiwania. Ja też już nie potrafię uwierzyć w jego obietnice itd. Wystarczająco długo się starałam... Wydaje mi się, że włożyłam dużo więcej w ten związek, niż on. Rozmawiamy, coś ustalamy, poprawa trwa kilka dni i znowu to samo...
A czy Ty potrafisz sprecyzować jak miałoby wyglądać to dbanie o relację i co on takiego według Ciebie miał robić, żeby się poprawić?
Wstawię jak obraz wygląda z drugiej strony ![]()
Mam dosyć.
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Widzę, że nie jest zadowolona. Staram się, ale ona tego nie widzi i nie docenia. Czuję rezygnację... od kilku lat pracujemy nad relacją, staram się więcej rozmawiać, ale rozmowy nie przynoszą skutku. Chodzę do pracy, pomagam w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Przez pracę i obowiązki brakuje mi czasu dla dziecka, czego bardzo żałuję. Przez pracę zawaliłem kilka spraw. Nie chcę rozmawiać, bo zawsze czuję się atakowany. Z tego napięcia i stresu przeszła mi ochota na seks. Dużo pracuję. Brakuje mi czasu aż tak, że nie jestem w stanie poświęcić jej nawet jednego wieczoru i przez to relacje się pogarszają. Szczerze chciałbym, ale nie mam jak i kiedy. Widzę, że sytuacja ją wkurza i irytuje. Jej podejście do mnie kojarzy mi się z samymi negatywnymi emocjami. Nie chcę tego. Zaczynam odczuwać złość. Chciałbym być spokojny i szczęśliwy. Jej zachowanie sprawia, że chodzę wiecznie nerwowy i poirytowany. Po kilku latach mam dosyć słuchania awantur w kółko o te same sprawy. Czuję, że ta sytuacja mnie wykończa... Kłóci się ze mną – nie mam już nawet sił, by się z nią znów kłócić. Słucham i milczę, bo ona i tak wie lepiej i to zawsze moja wina. Stałem się obojętny, weszła mi na głowę. Doszedłem do takiego etapu , na który uważam ona ciężko zapracowała. - chcę się rozstać. Również dla dobra dziecka. Nie chcę dla niego takiego dzieciństwa, gdzie słucha w tygodniu kilku kłótni, a jego rodzice ewidentnie się nie lubią. Czuję się szczęśliwy gdy jestem w pracy, gdzie ona nie stoi nade mną i znów nie robi jakiejś awantury. Wtedy jest mi dobrze. A przy niej... szkoda gadać. Tylko nie wiem... jak odejść? Nie chcę opuszczać dziecka. Nie jesteśmy małżeństwem. A ona na pewno nie będzie chciała się rozstać, bo nie ma pieniędzy i miałaby ciężko. Owszem, mógłbym się wyprowadzić... - mieszkanie jest jej, ale mam jeszcze do niej szacunek. Czułbym się źle wiedząc, że miałaby problem samemu się utrzymać. Czuję się odpowiedzialny również za nią, ze względu na dawne uczucia i spędzone wspólnie lata. Nie wiem co robić.
Ja zawsze podchodzę do takich spraw pragmatycznie.Uwazam,że lepszy "diabeł" ten którego znasz niż nowy książę który może okazać się dużo gorszy.Pogadaj z nim.Powiedz ,że składasz papiery rozwodowe, może to nim wstrząśnie.Zawsze możesz papiery wycofać.
Tak, ale jak się męczysz z kimś i przez to czujesz się źle sama ze sobą, to jednak przestajesz widzieć sens takiej relacji. Mimo, że kochasz...
Wstawię jak obraz wygląda z drugiej strony
Mam dosyć.
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Widzę, że nie jest zadowolona. Staram się, ale ona tego nie widzi i nie docenia. Czuję rezygnację... od kilku lat pracujemy nad relacją, staram się więcej rozmawiać, ale rozmowy nie przynoszą skutku. Chodzę do pracy, pomagam w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Przez pracę i obowiązki brakuje mi czasu dla dziecka, czego bardzo żałuję. Przez pracę zawaliłem kilka spraw. Nie chcę rozmawiać, bo zawsze czuję się atakowany. Z tego napięcia i stresu przeszła mi ochota na seks. Dużo pracuję. Brakuje mi czasu aż tak, że nie jestem w stanie poświęcić jej nawet jednego wieczoru i przez to relacje się pogarszają. Szczerze chciałbym, ale nie mam jak i kiedy. Widzę, że sytuacja ją wkurza i irytuje. Jej podejście do mnie kojarzy mi się z samymi negatywnymi emocjami. Nie chcę tego. Zaczynam odczuwać złość. Chciałbym być spokojny i szczęśliwy. Jej zachowanie sprawia, że chodzę wiecznie nerwowy i poirytowany. Po kilku latach mam dosyć słuchania awantur w kółko o te same sprawy. Czuję, że ta sytuacja mnie wykończa... Kłóci się ze mną – nie mam już nawet sił, by się z nią znów kłócić. Słucham i milczę, bo ona i tak wie lepiej i to zawsze moja wina. Stałem się obojętny, weszła mi na głowę. Doszedłem do takiego etapu , na który uważam ona ciężko zapracowała. - chcę się rozstać. Również dla dobra dziecka. Nie chcę dla niego takiego dzieciństwa, gdzie słucha w tygodniu kilku kłótni, a jego rodzice ewidentnie się nie lubią. Czuję się szczęśliwy gdy jestem w pracy, gdzie ona nie stoi nade mną i znów nie robi jakiejś awantury. Wtedy jest mi dobrze. A przy niej... szkoda gadać. Tylko nie wiem... jak odejść? Nie chcę opuszczać dziecka. Nie jesteśmy małżeństwem. A ona na pewno nie będzie chciała się rozstać, bo nie ma pieniędzy i miałaby ciężko. Owszem, mógłbym się wyprowadzić... - mieszkanie jest jej, ale mam jeszcze do niej szacunek. Czułbym się źle wiedząc, że miałaby problem samemu się utrzymać. Czuję się odpowiedzialny również za nią, ze względu na dawne uczucia i spędzone wspólnie lata. Nie wiem co robić.
Dziękuję za tą wiadomość.
Zgadzam się, pewne rzeczy pewnie tak właśnie czuje. Rozumiem to. Oboje mamy prawo do takich uczuć. Ale on nie chce się rozstać, w ogóle nie bierze takiej opcji pod uwagę. ![]()
Nie ciesz się , faceci do pewnych decyzji muszą dojrzeć a później dobrze zaplanować.
Mam nadzieję że jego budzik już tyka.
Anders11 napisał/a:Ja zawsze podchodzę do takich spraw pragmatycznie.Uwazam,że lepszy "diabeł" ten którego znasz niż nowy książę który może okazać się dużo gorszy.Pogadaj z nim.Powiedz ,że składasz papiery rozwodowe, może to nim wstrząśnie.Zawsze możesz papiery wycofać.
Tak, ale jak się męczysz z kimś i przez to czujesz się źle sama ze sobą, to jednak przestajesz widzieć sens takiej relacji. Mimo, że kochasz...
Pytanie istotne, czy Ty się męczysz w tej relacji przez niego, czy przez siebie? Wbrew pozorom trudne.
Zasada zmian jest prosta, choć trudna do wdrożenia. Jeśli chcesz, aby się ktoś zmienił, musisz zacząć od siebie. To zawsze działa i przynosi efekty, choć nie zawsze spodziewane przez nas lub zamierzone, ale zawsze odpowiednie dla naszej sytuacji.
Autorko, musisz przy dziecku tak japę na niego pruć? Jesteś pewna że z następnym japy nie będziesz przy dziecku pruła?
Są ludzie którzy nie lubią rozmawiać, rozwiązywać problemów bo jeżeli się o czymś ie mówi to.. nie istnieje. A problem narasta. Komunikacja w związku jest konieczna na jakimkolwiek poziomie, trzeba się dogadać. Bo emocjonalna,,cisza "odpycha, irytuje. Mieszkanie jest Twoje więc poproś partnera by się wyprowadził bo potrzebujesz spokoju . Daj mu miesiąc by coś znalazł i bądź konsekwentna. Znalezienie pokoju, mieszkania to nie lot w kosmos. Później wycisz relacje, zajmij się sobą a kontakt miej gdy odbiera dziecko. Gdy chce spędzić z nim czas w Twoim mieszkaniu ty wyjdź do koleżanki.
Zobaczysz jak rozstanie wpłynie na wasze relacje, czy będzie szukał kontaktu. Jeżeli tak to będzie się jakoś komunikował, mówił co czuje, myśli itd. I będzie musiał na to znaleźć czas
Obydwoje zobaczycie czy Wam siebie brakuje i czy nie warto skorzystać z terapii lub tylko wyznaczyć sobie przestrzeń tylko dla siebie i na nowo się zbliżyć
Wielu ludzi nie doczytało,ale oni nie są małżeństwem.
Więc pierwsze pytanie:
Dlaczego nie jesteście małżeństwem,skoro mieszkacie razem,i macie dziecko?
On ci się nie oświadczył?
Nie chcecie brać ślubu?
dlaczego zgodziłaś sie na dziecko bez ślubu?
Ty go nie kochasz, takie sa fakty.
Trzeba sobie zadać pytanie co doprowadziło do tego wszystkiego.
mimo ze nie jesteście małżeństwem, to żyjecie teoretycznie jak mąż i żona.
Bo tutaj partner nie wywiązuje sie z swoich obowiązków "małżeńskich"
Jest to niedopuszczalne.
Jak piszesz: nie chce seksu,bliskości,nie chce spędzać czasu ani z tobą ani z dzieckiem.
Smutna lokatorska relacja,kompletnie nie dziwie ci sie że masz dość.
juz sam fakt że nie cieszysz sie z jego powrotów z pracy, i cieszysz sie gdy go nie ma, bardzo wiele mówi o tym związku.
rozumiałbym gdyby unikał bliskości z tobą bo cos tam, ale dlaczego nie chce spędzać czasu z dzieckiem?
dziecko było planowane?
Moze chłopczyk nie dorósł ani do roli "męża" ani do roli ojca, i teraz obrażony na cały świat,ów cały świat ignoruje?
Powiedz szczerze autorko, czy on ma powodu zeby tak sie zachowywać?
W sensie czy było tak,ze najpierw ty zlewałaś go po całości w trakcie i po ciąży, ignorowałaś jego osobę i on po prostu nauczył sie zyc sam?
Bo niestety wiele kobiet robi cos takiego,a potem płacz ze jest sie dla partnera obca osoba.
Myśle że musisz mu postawić ultimatum, albo praca nad waza relacja, terapia dla par, albo sie rozchodzicie.
39 2022-10-14 19:38:55 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-10-14 19:39:16)
Mam dosyć.
Jesteśmy w związku ponad 10 lat, mamy dziecko. Nie dogadujemy się od dłuższego czasu. Daję mu do zrozumienia, że nie chcę już z nim być. Twierdzi, że będzie się starał, ale tak naprawdę nie robi nic by cokolwiek zmienić. Czuję rezygnację... prosiłam go dosłownie kilka lat żebyśmy pracowali nad relacją, więcej rozmawiali, bez skutku. Chodzi do pracy, pomaga mi w domu, ale... oprócz kilku obowiązków domowych i zobowiązań nie mamy wiele wspólnego. Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce moim zdaniem jakby chciał, to znalazłby okazje. Na każdym kroku mnie wkurza i irytuje. Miłość zaczęła kojarzyć mi się z samymi negatywnymi emocjami. Nie chcę tego. Nie lubię siebie takiej. Chciałabym być spokojna i szczęśliwa. A chodzę wiecznie nerwowa i poirytowana. Po kilku latach mam dosyć wkurzania się w kółko o te same sprawy. Czuję się wykończona... Kłócę się z nim - on nawet nie potrafi się pokłócić. Słucha i milczy, nie potrafi wydusić słowa. Obojętność. Doszłam do takiego etapu , na który uważam on ciężko zapracował. - chcę się rozstać. Również dla dobra dziecka. Nie chcę dla niego takiego dzieciństwa, gdzie słucha w tygodniu kilku kłótni, a jego rodzice ewidentnie się nie lubią. Czuję się szczęśliwa gdy jestem sama, gdy on jest w pracy, gdy jestem sama z dzieckiem. Wtedy jest mi dobrze. A przy nim... szkoda gadać. Tylko nie wiem... jak odejść? Nie stać mnie by utrzymać się samej. Nie jesteśmy małżeństwem. A on na pewno nie będzie chciał się rozstać. Owszem, mogłabym mu wystawić walizki za drzwi... - mieszkanie akurat jest moje, ale pod tym względem mam jeszcze do niego szacunek. Czułabym się źle wiedząc, że nie ma dokąd pójść. Czuję się odpowiedzialna również za niego, ze względu na dawne uczucia i spędzone wspólnie lata. Nie wiem co robić.
Od paru lat tak trwacie? Nie ma czasu? A gdzie spędza wolny czas? Nie powiesz chyba, że w pracy? Co się dzieje w tej jego pracy, że jej nie opuszcza? A ty pracujesz czy tylko opiekujesz się dzieckiem? Może ma drugie życie skoro nawet nie podejmuje z tobą żadnych rozmów?
Moim zdaniem powinnaś wyciszyć emocje i przestać się z nim kłócić. Jak uda ci się to zrobić, możesz wtedy pomyśleć, jaka decyzję podejmiesz.
Ale on nie chce się rozstać, w ogóle nie bierze takiej opcji pod uwagę.
Jeszcze...
To tylko kwestia czasu.
Wielu ludzi nie doczytało,ale oni nie są małżeństwem.
Więc pierwsze pytanie:
Dlaczego nie jesteście małżeństwem,skoro mieszkacie razem,i macie dziecko?
On ci się nie oświadczył?
Nie chcecie brać ślubu?
dlaczego zgodziłaś sie na dziecko bez ślubu?Ty go nie kochasz, takie sa fakty.
Trzeba sobie zadać pytanie co doprowadziło do tego wszystkiego.
mimo ze nie jesteście małżeństwem, to żyjecie teoretycznie jak mąż i żona.
Bo tutaj partner nie wywiązuje sie z swoich obowiązków "małżeńskich"
Jest to niedopuszczalne.
Jak piszesz: nie chce seksu,bliskości,nie chce spędzać czasu ani z tobą ani z dzieckiem.
Smutna lokatorska relacja,kompletnie nie dziwie ci sie że masz dość.
juz sam fakt że nie cieszysz sie z jego powrotów z pracy, i cieszysz sie gdy go nie ma, bardzo wiele mówi o tym związku.rozumiałbym gdyby unikał bliskości z tobą bo cos tam, ale dlaczego nie chce spędzać czasu z dzieckiem?
dziecko było planowane?
Moze chłopczyk nie dorósł ani do roli "męża" ani do roli ojca, i teraz obrażony na cały świat,ów cały świat ignoruje?Powiedz szczerze autorko, czy on ma powodu zeby tak sie zachowywać?
W sensie czy było tak,ze najpierw ty zlewałaś go po całości w trakcie i po ciąży, ignorowałaś jego osobę i on po prostu nauczył sie zyc sam?
Bo niestety wiele kobiet robi cos takiego,a potem płacz ze jest sie dla partnera obca osoba.Myśle że musisz mu postawić ultimatum, albo praca nad waza relacja, terapia dla par, albo sie rozchodzicie.
Właśnie u nas jest zupełnie odwrotnie wszystko... Na początku nasze pożycie było super, po dziecku też. Z czasem mam wrażenie, u niego ta ochota na zbliżenia malała. Od dłuższego czasu prawie tylko ja incjowałam. I wiedziałam, że jak przestanę to seksu praktycznie nie będzie. I niestety tak się dzieje. No nie będę się dłużej prosić, powiedziałam dosyć. Tak samo z innymi rzeczami - prosiłam o więcej czasu tylko we dwoje, że nie tylko dziecko tylko dbamy też o związek. O rozmowy - no jak dbać o relację bez tego? takie głębsze rozmowy, swoje oczekiwania względem siebie, plany. Tłumaczenie na bieżąco nieporozumień. A nie tylko - co na obiad i kiedy jedziemy na zakupy. Żeby chociaż ten film wieczorem razem obejrzeć. Często ma kilka dni wolnego pod rząd, ale to nic nie zmienia. Siedzi w drugim pokoju, albo idzie wcześnie spać.
Każda aktywność poza pracą, rodzinne wycieczki, wakacje, remonty itp. to wszystko ja organizuje, cała inicjatywa jest po mojej stronie. Nie mówię, że jestem idealna - na pewno też ma do mnie jakieś ukryte pretensje, swoje potrzeby. Jednak w przeciwieństwie do niego - ja chcę o tym mówić głośno. Jestem na niego otwarta. Tutaj nie mogę sobie nic zarzucić.
Oświadczył mi się po miesiącu znajomości, ale ten ślub odwlekalismy w czasie. Bo finanse, bo praca, bo coś tam...
Dokładnie tak jak napisałaś. Czuję jakbym mieszkała że współlokatorem, a nie swoim "mężem".
Mart, on cię unika.
Szeptuch napisał/a:Wielu ludzi nie doczytało,ale oni nie są małżeństwem.
Więc pierwsze pytanie:
Dlaczego nie jesteście małżeństwem,skoro mieszkacie razem,i macie dziecko?
On ci się nie oświadczył?
Nie chcecie brać ślubu?
dlaczego zgodziłaś sie na dziecko bez ślubu?Ty go nie kochasz, takie sa fakty.
Trzeba sobie zadać pytanie co doprowadziło do tego wszystkiego.
mimo ze nie jesteście małżeństwem, to żyjecie teoretycznie jak mąż i żona.
Bo tutaj partner nie wywiązuje sie z swoich obowiązków "małżeńskich"
Jest to niedopuszczalne.
Jak piszesz: nie chce seksu,bliskości,nie chce spędzać czasu ani z tobą ani z dzieckiem.
Smutna lokatorska relacja,kompletnie nie dziwie ci sie że masz dość.
juz sam fakt że nie cieszysz sie z jego powrotów z pracy, i cieszysz sie gdy go nie ma, bardzo wiele mówi o tym związku.rozumiałbym gdyby unikał bliskości z tobą bo cos tam, ale dlaczego nie chce spędzać czasu z dzieckiem?
dziecko było planowane?
Moze chłopczyk nie dorósł ani do roli "męża" ani do roli ojca, i teraz obrażony na cały świat,ów cały świat ignoruje?Powiedz szczerze autorko, czy on ma powodu zeby tak sie zachowywać?
W sensie czy było tak,ze najpierw ty zlewałaś go po całości w trakcie i po ciąży, ignorowałaś jego osobę i on po prostu nauczył sie zyc sam?
Bo niestety wiele kobiet robi cos takiego,a potem płacz ze jest sie dla partnera obca osoba.Myśle że musisz mu postawić ultimatum, albo praca nad waza relacja, terapia dla par, albo sie rozchodzicie.
Właśnie u nas jest zupełnie odwrotnie wszystko... Na początku nasze pożycie było super, po dziecku też. Z czasem mam wrażenie, u niego ta ochota na zbliżenia malała. Od dłuższego czasu prawie tylko ja incjowałam. I wiedziałam, że jak przestanę to seksu praktycznie nie będzie. I niestety tak się dzieje. No nie będę się dłużej prosić, powiedziałam dosyć. Tak samo z innymi rzeczami - prosiłam o więcej czasu tylko we dwoje, że nie tylko dziecko tylko dbamy też o związek. O rozmowy - no jak dbać o relację bez tego? takie głębsze rozmowy, swoje oczekiwania względem siebie, plany. Tłumaczenie na bieżąco nieporozumień. A nie tylko - co na obiad i kiedy jedziemy na zakupy. Żeby chociaż ten film wieczorem razem obejrzeć. Często ma kilka dni wolnego pod rząd, ale to nic nie zmienia. Siedzi w drugim pokoju, albo idzie wcześnie spać.
Każda aktywność poza pracą, rodzinne wycieczki, wakacje, remonty itp. to wszystko ja organizuje, cała inicjatywa jest po mojej stronie. Nie mówię, że jestem idealna - na pewno też ma do mnie jakieś ukryte pretensje, swoje potrzeby. Jednak w przeciwieństwie do niego - ja chcę o tym mówić głośno. Jestem na niego otwarta. Tutaj nie mogę sobie nic zarzucić.
Oświadczył mi się po miesiącu znajomości, ale ten ślub odwlekalismy w czasie. Bo finanse, bo praca, bo coś tam...
Dokładnie tak jak napisałaś. Czuję jakbym mieszkała że współlokatorem, a nie swoim "mężem".
Smutne to.
Myślę ze jedyne co możesz zrobić to postawić sprawę jasno.
albo idzie z tobą na terapie, i mówi co mu na duszy siedzi, albo ma miesiąc czasu ma wyprowadzkę.
Ze to koniec.
Zasługujesz na kogoś kto wypełnia swoje obowiązki względem zony i dziecka.
On tego nie robi, i szczerze,raczej wątpię że zacznie.
chcesz żyć bez miłości,bliskości, dotyku?
chcesz żeby twoje dziecko de facto wychowywało się bez ojca?
Moze tak być ze terapia pomoże mu to wszystko zrozumieć, ze zaniedbywał ciebie i dziecko.
I moze sprawi że odnajdziecie jeszcze ta miłość.
warto spróbować, choćby ze względu na dziecko.
@Szeptuch, ty tak na poważnie czy się z niej śmiejesz?
Poczytaj dokładnie co ONA odpiernicza i odpierniczała.
Dziewcze szuka atencji.
mart190 napisał/a:Szeptuch napisał/a:Wielu ludzi nie doczytało,ale oni nie są małżeństwem.
Więc pierwsze pytanie:
Dlaczego nie jesteście małżeństwem,skoro mieszkacie razem,i macie dziecko?
On ci się nie oświadczył?
Nie chcecie brać ślubu?
dlaczego zgodziłaś sie na dziecko bez ślubu?Ty go nie kochasz, takie sa fakty.
Trzeba sobie zadać pytanie co doprowadziło do tego wszystkiego.
mimo ze nie jesteście małżeństwem, to żyjecie teoretycznie jak mąż i żona.
Bo tutaj partner nie wywiązuje sie z swoich obowiązków "małżeńskich"
Jest to niedopuszczalne.
Jak piszesz: nie chce seksu,bliskości,nie chce spędzać czasu ani z tobą ani z dzieckiem.
Smutna lokatorska relacja,kompletnie nie dziwie ci sie że masz dość.
juz sam fakt że nie cieszysz sie z jego powrotów z pracy, i cieszysz sie gdy go nie ma, bardzo wiele mówi o tym związku.rozumiałbym gdyby unikał bliskości z tobą bo cos tam, ale dlaczego nie chce spędzać czasu z dzieckiem?
dziecko było planowane?
Moze chłopczyk nie dorósł ani do roli "męża" ani do roli ojca, i teraz obrażony na cały świat,ów cały świat ignoruje?Powiedz szczerze autorko, czy on ma powodu zeby tak sie zachowywać?
W sensie czy było tak,ze najpierw ty zlewałaś go po całości w trakcie i po ciąży, ignorowałaś jego osobę i on po prostu nauczył sie zyc sam?
Bo niestety wiele kobiet robi cos takiego,a potem płacz ze jest sie dla partnera obca osoba.Myśle że musisz mu postawić ultimatum, albo praca nad waza relacja, terapia dla par, albo sie rozchodzicie.
Właśnie u nas jest zupełnie odwrotnie wszystko... Na początku nasze pożycie było super, po dziecku też. Z czasem mam wrażenie, u niego ta ochota na zbliżenia malała. Od dłuższego czasu prawie tylko ja incjowałam. I wiedziałam, że jak przestanę to seksu praktycznie nie będzie. I niestety tak się dzieje. No nie będę się dłużej prosić, powiedziałam dosyć. Tak samo z innymi rzeczami - prosiłam o więcej czasu tylko we dwoje, że nie tylko dziecko tylko dbamy też o związek. O rozmowy - no jak dbać o relację bez tego? takie głębsze rozmowy, swoje oczekiwania względem siebie, plany. Tłumaczenie na bieżąco nieporozumień. A nie tylko - co na obiad i kiedy jedziemy na zakupy. Żeby chociaż ten film wieczorem razem obejrzeć. Często ma kilka dni wolnego pod rząd, ale to nic nie zmienia. Siedzi w drugim pokoju, albo idzie wcześnie spać.
Każda aktywność poza pracą, rodzinne wycieczki, wakacje, remonty itp. to wszystko ja organizuje, cała inicjatywa jest po mojej stronie. Nie mówię, że jestem idealna - na pewno też ma do mnie jakieś ukryte pretensje, swoje potrzeby. Jednak w przeciwieństwie do niego - ja chcę o tym mówić głośno. Jestem na niego otwarta. Tutaj nie mogę sobie nic zarzucić.
Oświadczył mi się po miesiącu znajomości, ale ten ślub odwlekalismy w czasie. Bo finanse, bo praca, bo coś tam...
Dokładnie tak jak napisałaś. Czuję jakbym mieszkała że współlokatorem, a nie swoim "mężem".Smutne to.
Myślę ze jedyne co możesz zrobić to postawić sprawę jasno.
albo idzie z tobą na terapie, i mówi co mu na duszy siedzi, albo ma miesiąc czasu ma wyprowadzkę.
Ze to koniec.
Zasługujesz na kogoś kto wypełnia swoje obowiązki względem zony i dziecka.
On tego nie robi, i szczerze,raczej wątpię że zacznie.
chcesz żyć bez miłości,bliskości, dotyku?
chcesz żeby twoje dziecko de facto wychowywało się bez ojca?Moze tak być ze terapia pomoże mu to wszystko zrozumieć, ze zaniedbywał ciebie i dziecko.
I moze sprawi że odnajdziecie jeszcze ta miłość.
warto spróbować, choćby ze względu na dziecko.
Jasne, że nie chcę tak żyć. Nie wyobrażam sobie takiego życia dłużej. Wypaliłam się w tej relacji do cna. I tak samo nie wierzę w odmianę, chyba mam tylko jeszcze jakąś głupią nadzieję... Choć nawet jakby zaczął robić teraz nie wiadomo co, to ja już się jednak trochę zablokowałam na niego, zraziłam. Beznadzieja sytuacja. Przykre jest też dla mnie osobiście to, że jestem atrakcyjną kobietą. I wiem, że w każdej chwili mogłabym znaleźć sobie kogoś innego, a ja się "uparłam" akurat na niego. Mogłam go zdradzić kilkanaście razy, ale nie chcę tego. Trudne to dla mnie, bo długo jesteśmy razem, dużo przeszliśmy. Wiadomo, czasem człowieka dopada proza życia, problemy itd. dlatego zawsze walczyłam o tą przestrzeń tylko dla nas. Ale i to we mnie umarło. Nie wiem nawet czy mam siły na kolejne rozmowy, a co dopiero rozstanie.
46 2022-10-14 21:20:57 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-14 21:21:46)
Są ludzie którzy nie lubią rozmawiać, rozwiązywać problemów bo jeżeli się o czymś ie mówi to.. nie istnieje. A problem narasta. Komunikacja w związku jest konieczna na jakimkolwiek poziomie, trzeba się dogadać. Bo emocjonalna,,cisza "odpycha, irytuje. Mieszkanie jest Twoje więc poproś partnera by się wyprowadził bo potrzebujesz spokoju . Daj mu miesiąc by coś znalazł i bądź konsekwentna. Znalezienie pokoju, mieszkania to nie lot w kosmos. Później wycisz relacje, zajmij się sobą a kontakt miej gdy odbiera dziecko. Gdy chce spędzić z nim czas w Twoim mieszkaniu ty wyjdź do koleżanki.
Zobaczysz jak rozstanie wpłynie na wasze relacje, czy będzie szukał kontaktu. Jeżeli tak to będzie się jakoś komunikował, mówił co czuje, myśli itd. I będzie musiał na to znaleźć czas
Obydwoje zobaczycie czy Wam siebie brakuje i czy nie warto skorzystać z terapii lub tylko wyznaczyć sobie przestrzeń tylko dla siebie i na nowo się zbliżyć
Niestety ja to wszystko wiem... On właśnie jest bardzo zamknięty w sobie. Trudno do niego dotrzeć. Ale mimo wszystko ciężko podjąć decyzję o rozstaniu... To jednak ostateczność.
@Szeptuch, ty tak na poważnie czy się z niej śmiejesz?
Poczytaj dokładnie co ONA odpiernicza i odpierniczała.
Dziewcze szuka atencji.
możesz mi to wskazać?
Bo przyznam sie że po prostu tego nie widzę.
Widze że jest sfrustrowana i rozżalona tym że partner ma ich związek gdzieś, wiec reaguje tak a nie inaczej.
48 2022-10-14 22:04:32 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-10-14 22:14:57)
Marto, to jak Ty kobieto żyjesz w tym związku na niby?
To nie jest żaden partner dla Ciebie, tylko sublokator. Co to w ogóle jest, że on siedzi zamknięty w innym pokoju i w ogóle nie uczestniczy w życiu rodzinnym?
To kiedyś w dawnych czasach, gdy na mieszkanie czekało się nawet i kilkanaście lat bywało, że ludzie od dawna będący po rozwodzie zmuszeni byli do mieszkania pod jednym dachem. Może i dzisiaj też tak bywa, chociaż ja nie znam takiego przypadku, tzn osobiście nigdy nie poznałam tak żyjących ludzi.
To tak wygląda, jakby między Wami kilka lat temu doszło do jakiejś strasznej awantury, do czegoś tak dramatycznego, że totalnie odskoczyliscie od siebie, a potem gdy opadł kurz po jakiej awanturze, uspokoiły się emocje i jakoś tak wyszło, że zostało po staremu, czyli on wraca do domu, idzie do swojego pokoju, w którym się zamyka, a Ty żyjesz w pozostałej części domu, ogarniasz dziecko i wszystkie sprawy związane z prowadzeniem domu, nawet remonty są na Twojej głowie i od czasu do czasu próbujesz dobić się do niego zrozpaczona, że tak dalej nie możesz żyć.
On patrzy na Ciebie pustym wzrokiem, nawet się nie kłóci, nawet nie rozmawia, tylko niczym zdarta płyta odpowiedzą " ja myślę inaczej niż ty".
Marto, z kim Ty mieszkasz? Ten facet nie zachowuje się normalnie.
Co on robi siedząc sam w tym pokoju?
Leży wywalony na kanapie i oglada telewizję czy siedzi na komórce, a może realizuje jakąś pasję np maluje, rzeźbi, może pisze, a może słucha muzyki itd.
Autorko, coś takiego jest do zakończenia.
Ten człowiek nie nadaje się do życia rodzinnego z Tobą. Czy posiłki nosi do swojego pokoju i tam je w odosobnieniu?
Blokujesz sobie życie i sama siebie okradasz z szansy ułożenia sobie spraw osobistych z mężczyzną kontaktowym, otwartym, a nie z jakimś odludkiem i dziwolągiem
Współczuję Ci bardzo.
Daj mu miesiąc na wyprowadzkę.
Może i go kochasz, jednak z całą pewnością go nie lubisz.
On Ciebie też nie lubi, kochać Cię też raczej nie kocha.
To już lepiej żyć z kogo nie kochasz, ale lubisz jego towarzystwo.
Wy się nawzajem nie lubicie, więc jakim cudem chcielibyście spedzac ze sobą czas. Gdy ja kogoś nie lubię, to nawet nie kontaktuje się z tą osobą, bo nie lubię niekomfortowych sytuacji.
On Ciebie unika, do dziecka go nie ciągnie, więc po co niby z wami mieszka?
Bo ma pokój, może się w nim zamknąć ma święty spokój.
Powiedz mu więc, że ten pokój przeznaczasz od teraz na pomieszczenie gospodarskie, że ustawisz tam stacje z deską do prasowania i żelazkiem, że w tym pokoju będziesz gromadziła wszystkie zagracajace mieszkanie sprzęty, że wypraszasz go stamtąd.
Ciekawe co zrobi.
Masz anielska cierpliwość. Ja nie wytrzymałabym czegoś takiego.
Bardzo fajnie ulle dopisałaś to co sam chciałem tutaj jeszcze zamieścić.
Bardzo fajnie ulle dopisałaś to co sam chciałem tutaj jeszcze zamieścić.
Szeptuch przyznaj, ci ludzie nie żyją normalnie. Autorka posiada jeszcze jakieś zdrowe odruchy i myślenie, ale ten facet, to jakieś indywiduum.
Ciekawe czy poczuwa się do finansowania rodziny i czy nie sypia po nocach myśląc o przyszłości dziecka, czy ten człowiek w ogóle myśli?
Szeptuch napisał/a:Bardzo fajnie ulle dopisałaś to co sam chciałem tutaj jeszcze zamieścić.
Szeptuch przyznaj, ci ludzie nie żyją normalnie. Autorka posiada jeszcze jakieś zdrowe odruchy i myślenie, ale ten facet, to jakieś indywiduum.
Ciekawe czy poczuwa się do finansowania rodziny i czy nie sypia po nocach myśląc o przyszłości dziecka, czy ten człowiek w ogóle myśli?
Tak jak pisałem wyżej, ten człowiek nie wypełnia swoich obowiązków ani jako partner ani jako ojciec.
Ja gdybym chciał współlokatora to bym sobie ogłoszenie wystawił, przynajmniej bym na tym zarobił.
sama autorka pisze że czuje ulgę jak on idzie do pracy, to bardzo dużo mówi o atmosferze w domu.
Sam fakt tego że facet nie chce sie kochać, pomimo zabiegań autorki, to jest już dziwne. Mega dziwne.
Też nie kumam skąd ten atak na autorkę. Ma faceta który ewidentnie wylogował się z życia rodzinnego i niektórzy tutaj piszą że jakakolwiek próba dotarcia do niego to jest opresyjny atak feministycznej harpii na biednego, przepracowanego misia.
Misiu zachowuje się jak kawaler, unika życia seksualnego bo pewnie brandzluje się do dziewczyn z kamerek albo ma laskę na boku i autorka już dawno powinna go kopnąć w dupę.
53 2022-10-15 00:40:19 Ostatnio edytowany przez mart190 (2022-10-15 02:21:45)
Muszę to sobie jeszcze wszystko przemyśleć w głowie, poukładać... Dziękuję za Wasze opinie.
54 2022-10-15 08:57:18 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-10-15 08:58:41)
Ciekawe czy poczuwa się do finansowania rodziny i czy nie sypia po nocach myśląc o przyszłości dziecka, czy ten człowiek w ogóle myśli?
Ale trzymajmy się przynajmniej jej jednostronnego opisu. A nie idziesz wytyczoną drogą, on bestia, a ona ofiara.
Z tego opisu wynika, że facet dużo pracuje. Prawdopodobnie ucieka w pracę od domowych problemów. Zapewne on głównie utrzymuje rodzinę, bo tutaj żona nic mu nie zarzuca. (Chyba, że coś mi uciekło) Pomaga w domowych obowiązkach i to też ona przyznaje. Pomija sprawę najnormalniejszego zmęczenia męża pracą.
To co ona mu zarzuca, to nie zajmowanie się dzieckiem i to bardzo poważny zarzut. Do tego zarzuca mu brak rozmowy i poświęcenia czasu jej.
Ale. Tutaj mogliśmy trochę poznać jej charakter. Dużo tu było agresji, zarzutów o hejt i cynicznego spuszczania z nurtem rzeki wypowiadających się użytkowników. Co może pokazywać jakie ona ma podejście też do męża. Nie wiadomo czy nie utrudnia mu kontaktu z dzieckiem. Bo są kobiety, które uważają, że ojciec robi wszystko źle. A przez jej zachowanie, zapewne trudno o rozmowę bez zarzutów i cynicznych gierek.
W ostatnim poście ona pisze, że sobie to wszystko przemyśli. Tak jakby przyszła po naszych wypowiedziach przynajmniej niewielka refleksja.
ulle napisał/a:Ciekawe czy poczuwa się do finansowania rodziny i czy nie sypia po nocach myśląc o przyszłości dziecka, czy ten człowiek w ogóle myśli?
Ale trzymajmy się przynajmniej jej jednostronnego opisu. A nie idziesz wytyczoną drogą, on bestia, a ona ofiara.
Z tego opisu wynika, że facet dużo pracuje. Prawdopodobnie ucieka w pracę od domowych problemów. Zapewne on głównie utrzymuje rodzinę, bo tutaj żona nic mu nie zarzuca. (Chyba, że coś mi uciekło) Pomaga w domowych obowiązkach i to też ona przyznaje. Pomija sprawę najnormalniejszego zmęczenia męża pracą.
To co ona mu zarzuca, to nie zajmowanie się dzieckiem i to bardzo poważny zarzut. Do tego zarzuca mu brak rozmowy i poświęcenia czasu jej.
Ale. Tutaj mogliśmy trochę poznać jej charakter. Dużo tu było agresji, zarzutów o hejt i cynicznego spuszczania z nurtem rzeki wypowiadających się użytkowników. Co może pokazywać jakie ona ma podejście też do męża. Nie wiadomo czy nie utrudnia mu kontaktu z dzieckiem. Bo są kobiety, które uważają, że ojciec robi wszystko źle. A przez jej zachowanie, zapewne trudno o rozmowę bez zarzutów i cynicznych gierek.
W ostatnim poście ona pisze, że sobie to wszystko przemyśli. Tak jakby przyszła po naszych wypowiedziach przynajmniej niewielka refleksja.
Oni gdzieś się pogubili w tym związku. Im bardziej ona chce być bliżej, tym bardziej on chce być dalej. Zastanawiam się, gdzie on pracuje skoro marzy tylko o spokoju, a rodzina raczej go nie obchodzi. Jednocześnie bardzo mu odpowiada taki układ, komu by nie odpowiadało żyć bez żadnych obowiązków.
To jest związek nieformalny.
56 2022-10-15 09:46:55 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-10-15 10:04:28)
Im bardziej ona chce być bliżej, tym bardziej on chce być dalej. Zastanawiam się, gdzie on pracuje skoro marzy tylko o spokoju, a rodzina raczej go nie obchodzi. Jednocześnie bardzo mu odpowiada taki układ, komu by nie odpowiadało żyć bez żadnych obowiązków.
Nie wiem na jakiej podstawie uważasz, że ona chce być bliżej. Jej zachowanie w tym wątku pokazuje, że potrafi być agresywna i cyniczna.
A w związku jest tak, że seksem gra strona słabsza. Niekoniecznie musi to być kobieta.
Edit: kto da tytuł wątkowi "Rozstanie", jeśli chce być bliżej męża?
57 2022-10-15 10:04:34 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-10-15 16:00:09)
Tamiraa napisał/a:Im bardziej ona chce być bliżej, tym bardziej on chce być dalej. Zastanawiam się, gdzie on pracuje skoro marzy tylko o spokoju, a rodzina raczej go nie obchodzi. Jednocześnie bardzo mu odpowiada taki układ, komu by nie odpowiadało żyć bez żadnych obowiązków.
Nie wiem na jakiej podstawie uważasz, że ona chce być bliżej. Jej zachowanie w tym wątku pokazuje, że potrafi być agresywna i cyniczna.
A w związku jest tak, że seksem gra strona słabsza. Niekoniecznie musi to być kobieta.
Nie chce ze mną spędzać czasu. Dla dziecka też nie ma czasu. Nie dotrzymuje obietnic. Nie chce rozmawiać. Nie chce uprawiać seksu. Dużo pracuje, to prawda. Ja to rozumiem, ale nie rozumiem że nawet raz w tygodniu nie jest w stanie poświęcić mi jednego wieczoru. I do tego twierdzi, że on przecież chce moim zdaniem jakby chciał, to znalazłby okazje. .
Może to zaborczość, nie wiem.
EDYCJA
kto da tytuł wątkowi "Rozstanie", jeśli chce być bliżej męża?
Kto przeczytał dokładnie, ten wie. ![]()
mart190 napisał/a:Anders11 napisał/a:Ja zawsze podchodzę do takich spraw pragmatycznie.Uwazam,że lepszy "diabeł" ten którego znasz niż nowy książę który może okazać się dużo gorszy.Pogadaj z nim.Powiedz ,że składasz papiery rozwodowe, może to nim wstrząśnie.Zawsze możesz papiery wycofać.
Tak, ale jak się męczysz z kimś i przez to czujesz się źle sama ze sobą, to jednak przestajesz widzieć sens takiej relacji. Mimo, że kochasz...
Pytanie istotne, czy Ty się męczysz w tej relacji przez niego, czy przez siebie? Wbrew pozorom trudne.
Zasada zmian jest prosta, choć trudna do wdrożenia. Jeśli chcesz, aby się ktoś zmienił, musisz zacząć od siebie. To zawsze działa i przynosi efekty, choć nie zawsze spodziewane przez nas lub zamierzone, ale zawsze odpowiednie dla naszej sytuacji.
Tu padło dobre pytanie. Może ona sama i on sam ze sobą nie potrafi wytrzymać, a co dopiero z drugą osobą.
Przy kłótniach można podstawiać sobie i ,,partnerowi" po lustrze.
Pora w końcu się przyjrzeć, co za ,,potworki" w tych lustrach są.
Ludzie sobie nie radzą, bo szukają rozwiązania na zewnątrz, byle nie w sobie. Zagłuszają swoje myśli i serca skupiając winę na tym co wokół (może na babci wychodzącej ze sklepu, kierowcy jadącym za wolno, dziecku zawracającym głowę).
Mężczyznie może brakuje jaj, bo było dużo czasu podjąć decyzję i odważnie zakończyć tę relację. Zamiast tego chowa się, unika, ignoruje, rękoma zatyka uszy jak małe dziecko i: ,,tralalala nic nie słyszę". Wchodzić w związek, na który nie jest się gotowym, albo tkwić z kobietą, na którą nie ma się sił i z którą ciężko się porozumieć - może jest jakimś masochistą?
To tylko nakręca autorkę, która kojarzy szczęście i radość ze zmianą innych pod jej własne dyktando i wyobrażenia. Ona ma racje, a jak ktoś inny ma swoje to już wróg, co ją dołuje czy irytuje. Jak najdalej wzrok od samej siebie.
Po co wzajemnie marnować sobie lata, skoro można marnować je sobie oddzielnie.