Jakiś czas temu spotkałam się ze stwierdzeniem, że w stosunku do najbliższych jesteśmy zdecydowanie mniej tolerancyjni i zdecydowanie bardziej wymagający. I chyba rzeczywiście tak jest. Najbliższym wytykamy rzeczy, które u innych jesteśmy w stanie akceptować, wymagamy od nich znacznie większej uwagi, poświęcenia, zaangażowania niż od osób trzecich. To, co u innych nam nie przeszkadza, a nawet bawi- u najbliższych irytuje. Nawet drobne występki, które innym uchodzą u naszych mężczyzn urastają do rangi problemu. Jeśli jednak macie na ten temat własną teorię i własne zdanie podzielcie się, ja chętnie posłucham
.
Podobne tematy
Myślę ,że taki bliższym osobom latwiej wytknąć jest to co nam się nie podoba, i to wygląda jak byśmy byli mniej tolerancyjni, natomiast obcej osobie nie powiemy że przykladowo 'ten kolczyk w nosię jest okropny, i jak mogla sobie go zrobić'. Jak sobie już ktoś ten kolczyk zrobil niech zrobil to jego sprawa, ale jeśli ktoś bliski robi coś co nam się nie podoba, możemy mieć na to jakiś wplyw... Tak mi się wydaje przynajmniej:)
Moim zdaniem, chyba każdy próbuje stworzyć wokół siebie taką nienaganną otoczkę, która jest tak jakby naszą wizytówką (choć nie chcę uprzedmiotawiać). Od bliskich wymagamy więcej, bo są odzwierciedleniem nas samych.
Innym argumentem może być to, że chcemy dla nich dobrze, dlatego tyle wymagamy. Przykładem może być związek partnerski- nie toleruję u partnera spóźnień, a tym samym uczę go punktualności w innych sytuacjach. Nie chcę, by przez swoje nierozgarnięcie czasowe miał problemy. Prosty przykład, ale właśnie na nim mogę pokazać mój punkt widzenia.
My sami 'polerujemy' swoje otoczenie najbliższych ludzi, dużo wymagamy, jesteśmy bardziej krytyczni, ale to chyba wynika z naszych dobrych intencji.
A co do głównego tematu to chyba rownież wynika z faktu częstotliwości kontaktów z daną osobą. Kogoś widzimy częściej, więc tak "wkurzająca" cecha częściej nas uwiera niż osoby które widzimy rzadziej i jesteśmy bardziej w stanie przymknąć na to oko.
Ja czasem mam wrażenie, że z kolei niektórzy ludzie innym zwłaszcza nowo poznanym osobom (znajomym) są w stanie dać trochę więcej niż bliskim. Mam tutaj na myśli, sytuację typu: poznajemy kogoś (mówię o znajomych) i np chętnie go podwieziemy gdzieś przy okazji itp niż osobę, którą długo znamy. Ale to chyba działa tylko w początkowej fazie znajomości. Pewnie chce zrobić dobre ważenie, albo łatwiej po prostu odmówić osobie lepiej znanej?
Ja osobiście tak raczej nie robię, ale obserwowałam kiedyś kolegę który robił tak nagminnie.
pzdr
R.
Dla mnie takie podejście wynika również z faktu, że mamy świadomość, że z najbliższymi żyjemy na co dzień, chcemy więc, aby było nam z nimi po prostu dobrze. Doskonale zdajemy sobie też sprawę, że jeśli na pewne rzeczy przymkniemy oko to po jakimś czasie drobiazgi mogą urosnąć do rangi ogromnego problemu i stąd czasem wolimy sto razy o czymś przypominać lub wytykać niż udać, że tego nie widzimy. P&P, masz rację, to wynika także z tego, że chcemy, aby nasi bliscy byli doskonali i chcemy im w pewnym sensie pomóc tę doskonałość osiągnąć. Inna rzecz, że mamy świadomość, że z nimi będziemy żyć przez wiele, wiele lat, więc jesteśmy wymagający, aby żyło nam się komfortowo
.
Dzieje sie tak wtedy gdy przejmujemy na siebie odpowiedzialnosc za osobe bliska.
Odpowiadamy wtedy za jej zachowanie przed "swiatem", wiec musimy je korygowac.
Moze to dlatego kobiety czesciej sa "czepialskie, bo tez czesciej przejmuja na siebie odpowiedzialnosc za partnera i za dzieci.
Czasem ta odpowiedzialnosc nie opuszcza nas gdy dzieci "wylatuja"z domu jak ptaki z gniazda.... ale my nie odpuszczamy... nadal odpowiadamy za nasze 40letnie latorosle i odpowiadamy przed swiatem za garnitur jaki zalozyl albo nie zalozyl, decyzje jakie podja albo nie podjal...etc