Moja historia... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Moja historia...

Muszę się wygadać, anonimowo bo bardzo się wstydzę...
Będzie długo, ale może odrobinę mi ulży. Choć pewnie wyleje się na mnie fala hejtu, mam nadzieję że znajdą się też słowa zrozumienia (?)
Otóż...jestem po trzydziestce i nigdy jeszcze nie pracowałam.
Skończyłam studia, po studiach zaczęłam poszukiwania pracy lecz wkrótce zaszłam w ciążę i... No właśnie. Od tamtej pory nic. Z jednej strony chciałabym to zmienić, a z drugiej boję się że nie dam rady. Wiem, że jest wiele kobiet pracujących, które mają więcej dzieci. A ja? Mam jedno (chciałabym drugie ale to mogłoby jeszcze bardziej skomplikować moją sytuację) a mimo to boję się, że sobie nie poradzę. Mam męża, lecz on obecnie pracuje za granicą. Dziecko chodzi do przedszkola, lecz tak naprawdę więcej choruje niż do niego chodzi. I tu pojawia się kolejny problem, opieka... Mam na miejscu teściów i owszem, czasem proszę ich o pomoc gdy muszę coś załatwić, nigdy nie odmawiają. Ale nie wyobrażam sobie zostawiać dziecka przez cały tydzień lub dwa gdy byłoby chore a ja byłabym w pracy (wiadomo że od razu zwolnienia nie dostałabym, a nawet by to źle wyglądało od samego początku). Była kiedyś taka sytuacja, że teściowa opiekowała się swoją drugą wnuczką przez trzy dni, a później do mnie narzekała że "zostawiają mi dziecko na tyle czasu, a ja już nie mam tyle siły". I te słowa spowodowały, że nawet nie miałabym odwagi prosić jej o taką pomoc, bo mimo że być może by się zgodziła, to pewnie zaraz by mnie obgadała. Kolejna sprawa to dojazdy. Mieszkam na wiosce, nie mam możliwości dojazdu samochodem, pozostają autobusy, które nie wszędzie dojeżdżają... Eh wiem, że to wszystko brzmi jak wymówki, ale dla mnie stanowi poważny problem. Zapewne problem tkwi głęboko w psychice.  Jestem osobą nieśmiałą, bardzo wrażliwą (jakikolwiek problem, dla innych błahostka, powoduje u mnie płacz) zamkniętą w sobie. Nigdy nie umiałam walczyć o swoje, ani się "odezwać". Czuję się z tym coraz gorzej ☹️ Często pojawiają się myśli, że nie mam po co żyć, leżę i płaczę, ale wiem że mam dziecko i muszę się nim zająć. Pewnie nikt mnie nie zrozumie, bo chyba nikt nie zna drugiej "takiej" osoby. Pewnie też posypią się komentarze w stylu "pasożyt", "Co Ty robisz siedząc w domu, pewnie tylko siedzisz na dupie" itp. itd...
Jeśli któraś z was przeczytała mój bełkot do końca, to dziękuję... Nawet jeśli nie dostanę słowa pocieszenia, tylko same negatywne komentarze, to i tak może jakiś ciężar spadnie z serca...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-09-16 11:02:06)

Odp: Moja historia...
Diya90 napisał/a:

Muszę się wygadać, anonimowo bo bardzo się wstydzę...
Będzie długo, ale może odrobinę mi ulży. Choć pewnie wyleje się na mnie fala hejtu, mam nadzieję że znajdą się też słowa zrozumienia (?)
Otóż...jestem po trzydziestce i nigdy jeszcze nie pracowałam.
Skończyłam studia, po studiach zaczęłam poszukiwania pracy lecz wkrótce zaszłam w ciążę i... No właśnie. Od tamtej pory nic. Z jednej strony chciałabym to zmienić, a z drugiej boję się że nie dam rady. Wiem, że jest wiele kobiet pracujących, które mają więcej dzieci. A ja? Mam jedno (chciałabym drugie ale to mogłoby jeszcze bardziej skomplikować moją sytuację) a mimo to boję się, że sobie nie poradzę. Mam męża, lecz on obecnie pracuje za granicą. Dziecko chodzi do przedszkola, lecz tak naprawdę więcej choruje niż do niego chodzi. I tu pojawia się kolejny problem, opieka... Mam na miejscu teściów i owszem, czasem proszę ich o pomoc gdy muszę coś załatwić, nigdy nie odmawiają. Ale nie wyobrażam sobie zostawiać dziecka przez cały tydzień lub dwa gdy byłoby chore a ja byłabym w pracy (wiadomo że od razu zwolnienia nie dostałabym, a nawet by to źle wyglądało od samego początku). Była kiedyś taka sytuacja, że teściowa opiekowała się swoją drugą wnuczką przez trzy dni, a później do mnie narzekała że "zostawiają mi dziecko na tyle czasu, a ja już nie mam tyle siły". I te słowa spowodowały, że nawet nie miałabym odwagi prosić jej o taką pomoc, bo mimo że być może by się zgodziła, to pewnie zaraz by mnie obgadała. Kolejna sprawa to dojazdy. Mieszkam na wiosce, nie mam możliwości dojazdu samochodem, pozostają autobusy, które nie wszędzie dojeżdżają... Eh wiem, że to wszystko brzmi jak wymówki, ale dla mnie stanowi poważny problem. Zapewne problem tkwi głęboko w psychice.  Jestem osobą nieśmiałą, bardzo wrażliwą (jakikolwiek problem, dla innych błahostka, powoduje u mnie płacz) zamkniętą w sobie. Nigdy nie umiałam walczyć o swoje, ani się "odezwać". Czuję się z tym coraz gorzej ☹️ Często pojawiają się myśli, że nie mam po co żyć, leżę i płaczę, ale wiem że mam dziecko i muszę się nim zająć. Pewnie nikt mnie nie zrozumie, bo chyba nikt nie zna drugiej "takiej" osoby. Pewnie też posypią się komentarze w stylu "pasożyt", "Co Ty robisz siedząc w domu, pewnie tylko siedzisz na dupie" itp. itd...
Jeśli któraś z was przeczytała mój bełkot do końca, to dziękuję... Nawet jeśli nie dostanę słowa pocieszenia, tylko same negatywne komentarze, to i tak może jakiś ciężar spadnie z serca...

Ja akurat cię rozumiem.
Wiem co to znaczy mieszkać na wsi, być zdanym jedynie na komunikację publiczną, mieć chorujące dziecko którego nie ma za bardzo z kim zostawić gdy nie idzie do przedszkola.
Do tego dochodzi jeszcze ten ból, którego ty jeszcze nie doświadczyłaś, a mianowicie problemy w pracy gdy  bierzesz zwolnienia na chore dziecko i patrzą na ciebie wilkiem.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

3

Odp: Moja historia...

Współczuję. Nie mieszkam na wsi ,a gdybym z miała mieszkać sama z dzieckiem bez żadnej pomocy to na pewno przeprowadziłabym się do miasta.  Nic nie piszesz  o rodzicach, koleżankach,znajomych.
A ten twój mąż  w ogóle nie przyjeżdża tylko siedzi za granicą?
Jak dla mnie to pierwsza rzecz  kupno auta.  Potem dziecko, zastanów się czemu tak często choruje, może trzeba lekarza mu zmienić?
Samotność z dzieckiem jest mało przyjemna, więc postaraj się o jakiekolwiek kontakty. A może dasz radę pomóc w czymś teściowej? No, chyba, że tutaj chcesz się tylko wygadać i nie zamierzasz nic z tym zrobić.

4

Odp: Moja historia...
Tamiraa napisał/a:

Współczuję. Nie mieszkam na wsi ,a gdybym z miała mieszkać sama z dzieckiem bez żadnej pomocy to na pewno przeprowadziłabym się do miasta.  Nic nie piszesz  o rodzicach, koleżankach,znajomych.
A ten twój mąż  w ogóle nie przyjeżdża tylko siedzi za granicą?
Jak dla mnie to pierwsza rzecz  kupno auta.  Potem dziecko, zastanów się czemu tak często choruje, może trzeba lekarza mu zmienić?
Samotność z dzieckiem jest mało przyjemna, więc postaraj się o jakiekolwiek kontakty. A może dasz radę pomóc w czymś teściowej? No, chyba, że tutaj chcesz się tylko wygadać i nie zamierzasz nic z tym zrobić.

Czemu dziecko choruje?
Bo często zaraża się w przedszkolu od innych dzieci.
Mnóstwo rodziców posyła do placówki opiekuńczej zainfekowane dzieci bo nie mają ich z kim zostawić.
A także przeziębia się niedopilnowane w przedszkolu.
Niektóre panie przedszkolanki mają w doopie różne zachowania dziecka i sytuacje mogące skutkować chorobą.
Np. dziecko na spacerze weszło na samym początku do kałuży z roztopionego śniegu i z wodą w butach chodziło następne 1,5 godziny, jadło śnieg, nie miało nałożonych rękawiczek.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

5

Odp: Moja historia...
Kleoma napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Współczuję. Nie mieszkam na wsi ,a gdybym z miała mieszkać sama z dzieckiem bez żadnej pomocy to na pewno przeprowadziłabym się do miasta.  Nic nie piszesz  o rodzicach, koleżankach,znajomych.
A ten twój mąż  w ogóle nie przyjeżdża tylko siedzi za granicą?
Jak dla mnie to pierwsza rzecz  kupno auta.  Potem dziecko, zastanów się czemu tak często choruje, może trzeba lekarza mu zmienić?
Samotność z dzieckiem jest mało przyjemna, więc postaraj się o jakiekolwiek kontakty. A może dasz radę pomóc w czymś teściowej? No, chyba, że tutaj chcesz się tylko wygadać i nie zamierzasz nic z tym zrobić.

Czemu dziecko choruje?
Bo często zaraża się w przedszkolu od innych dzieci.
Mnóstwo rodziców posyła do placówki opiekuńczej zainfekowane dzieci bo nie mają ich z kim zostawić.
A także przeziębia się niedopilnowane w przedszkolu.
Niektóre panie przedszkolanki mają w doopie różne zachowania dziecka i sytuacje mogące skutkować chorobą.
Np. dziecko na spacerze weszło na samym początku do kałuży z roztopionego śniegu i z wodą w butach chodziło następne 1,5 godziny, jadło śnieg, nie miało nałożonych rękawiczek.

Właśnie o to chodzi, żeby się nie zarażało i nabyło odporność, a od tego jest lekarz i odpowiednia opieka w domu. A co do podanych przez ciebie zachowań, to bywa różnie. Kleomo piszesz tak jakbyś pracowała w przedszkolu, naprawdę tak się tam dzieje?

6

Odp: Moja historia...
Tamiraa napisał/a:
Kleoma napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Współczuję. Nie mieszkam na wsi ,a gdybym z miała mieszkać sama z dzieckiem bez żadnej pomocy to na pewno przeprowadziłabym się do miasta.  Nic nie piszesz  o rodzicach, koleżankach,znajomych.
A ten twój mąż  w ogóle nie przyjeżdża tylko siedzi za granicą?
Jak dla mnie to pierwsza rzecz  kupno auta.  Potem dziecko, zastanów się czemu tak często choruje, może trzeba lekarza mu zmienić?
Samotność z dzieckiem jest mało przyjemna, więc postaraj się o jakiekolwiek kontakty. A może dasz radę pomóc w czymś teściowej? No, chyba, że tutaj chcesz się tylko wygadać i nie zamierzasz nic z tym zrobić.

Czemu dziecko choruje?
Bo często zaraża się w przedszkolu od innych dzieci.
Mnóstwo rodziców posyła do placówki opiekuńczej zainfekowane dzieci bo nie mają ich z kim zostawić.
A także przeziębia się niedopilnowane w przedszkolu.
Niektóre panie przedszkolanki mają w doopie różne zachowania dziecka i sytuacje mogące skutkować chorobą.
Np. dziecko na spacerze weszło na samym początku do kałuży z roztopionego śniegu i z wodą w butach chodziło następne 1,5 godziny, jadło śnieg, nie miało nałożonych rękawiczek.

Właśnie o to chodzi, żeby się nie zarażało i nabyło odporność, a od tego jest lekarz i odpowiednia opieka w domu. A co do podanych przez ciebie zachowań, to bywa różnie. Kleomo piszesz tak jakbyś pracowała w przedszkolu, naprawdę tak się tam dzieje?

Moje dziecko nie chodzi jeszcze do przedszkola ale jako osoba posiadająca w rodzinie i wsrod znajomych wiele osób z małymi dziećmi potwierdzam słowa Kleomy. Dzieci które ida do żłobka czy przedszkola chorują nagminnie i nie jest to wina złego prowadzenia przez lekarza czy rodziców. Tak to niestety wygląda że odporność nabywa się przez czesty kontakt z innymi chorymi dziećmi a tych nie brakuje. Dzieci z katarem kaszlem są często posyłane do placówki. Tam dotykają, liza te same zabawki itp. Wystarczy dzień i dwa i Twoje zdrowiutkie dziecko wraca z temperatura i gilem do pasa.
Moja przyjaciółka posłała do przedszkola syna w wieku 3 lat. Była dumna że przez te lata nie dostał ani razu antybiotyku i ogólnie zaliczył tylko kilka katarkow. Pierwszy rok w przedszkolu to była masakra. Naliczyła ze łącznie przez te 12 mscy w przedszkolu spędził może jeden miesiąc. Poza tym ciągle był chory. Odporności nabrał dopiero około 5-6 roku życia na tyle zeby można było rzec że on do przedszkola chodzi a nie w nim tylko bywa. Taki sam scenariusz przerabiały inne znajome mamy. Także Autorka dobrze prawi że dziecko w przedszkolu równa się choroby non stop

7 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-09-16 13:34:46)

Odp: Moja historia...
feniks35 napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Czemu dziecko choruje?
Bo często zaraża się w przedszkolu od innych dzieci.
Mnóstwo rodziców posyła do placówki opiekuńczej zainfekowane dzieci bo nie mają ich z kim zostawić.
A także przeziębia się niedopilnowane w przedszkolu.
Niektóre panie przedszkolanki mają w doopie różne zachowania dziecka i sytuacje mogące skutkować chorobą.
Np. dziecko na spacerze weszło na samym początku do kałuży z roztopionego śniegu i z wodą w butach chodziło następne 1,5 godziny, jadło śnieg, nie miało nałożonych rękawiczek.

Właśnie o to chodzi, żeby się nie zarażało i nabyło odporność, a od tego jest lekarz i odpowiednia opieka w domu. A co do podanych przez ciebie zachowań, to bywa różnie. Kleomo piszesz tak jakbyś pracowała w przedszkolu, naprawdę tak się tam dzieje?

Moje dziecko nie chodzi jeszcze do przedszkola ale jako osoba posiadająca w rodzinie i wsrod znajomych wiele osób z małymi dziećmi potwierdzam słowa Kleomy. Dzieci które ida do żłobka czy przedszkola chorują nagminnie i nie jest to wina złego prowadzenia przez lekarza czy rodziców. Tak to niestety wygląda że odporność nabywa się przez czesty kontakt z innymi chorymi dziećmi a tych nie brakuje. Dzieci z katarem kaszlem są często posyłane do placówki. Tam dotykają, liza te same zabawki itp. Wystarczy dzień i dwa i Twoje zdrowiutkie dziecko wraca z temperatura i gilem do pasa.
Moja przyjaciółka posłała do przedszkola syna w wieku 3 lat. Była dumna że przez te lata nie dostał ani razu antybiotyku i ogólnie zaliczył tylko kilka katarkow. Pierwszy rok w przedszkolu to była masakra. Naliczyła ze łącznie przez te 12 mscy w przedszkolu spędził może jeden miesiąc. Poza tym ciągle był chory. Odporności nabrał dopiero około 5-6 roku życia na tyle zeby można było rzec że on do przedszkola chodzi a nie w nim tylko bywa. Taki sam scenariusz przerabiały inne znajome mamy. Także Autorka dobrze prawi że dziecko w przedszkolu równa się choroby non stop

W takim razie tylko prywatna opiekunka jeśli mama pracuje, bo nie wiem czy teściowa dałaby radę.

8

Odp: Moja historia...
Tamiraa napisał/a:
Kleoma napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Współczuję. Nie mieszkam na wsi ,a gdybym z miała mieszkać sama z dzieckiem bez żadnej pomocy to na pewno przeprowadziłabym się do miasta.  Nic nie piszesz  o rodzicach, koleżankach,znajomych.
A ten twój mąż  w ogóle nie przyjeżdża tylko siedzi za granicą?
Jak dla mnie to pierwsza rzecz  kupno auta.  Potem dziecko, zastanów się czemu tak często choruje, może trzeba lekarza mu zmienić?
Samotność z dzieckiem jest mało przyjemna, więc postaraj się o jakiekolwiek kontakty. A może dasz radę pomóc w czymś teściowej? No, chyba, że tutaj chcesz się tylko wygadać i nie zamierzasz nic z tym zrobić.

Czemu dziecko choruje?
Bo często zaraża się w przedszkolu od innych dzieci.
Mnóstwo rodziców posyła do placówki opiekuńczej zainfekowane dzieci bo nie mają ich z kim zostawić.
A także przeziębia się niedopilnowane w przedszkolu.
Niektóre panie przedszkolanki mają w doopie różne zachowania dziecka i sytuacje mogące skutkować chorobą.
Np. dziecko na spacerze weszło na samym początku do kałuży z roztopionego śniegu i z wodą w butach chodziło następne 1,5 godziny, jadło śnieg, nie miało nałożonych rękawiczek.

Właśnie o to chodzi, żeby się nie zarażało i nabyło odporność, a od tego jest lekarz i odpowiednia opieka w domu. A co do podanych przez ciebie zachowań, to bywa różnie. Kleomo piszesz tak jakbyś pracowała w przedszkolu, naprawdę tak się tam dzieje?

Opisana sytuacja została opowiedziana mi przez znajomego przedszkolaka i jego mamę. Poinformował panią o tym, że nalało mu się do plastikowych śniegowców wody a pani powiedziała, że "było nie chodzić po kałużach". Zmarzł w nogi, w ręce /bo rękawiczki zostały w przedszkolu w szafce/, dzieci jadły śnieg  bo im się chciało pić a pani przed wyjściem nie pozwoliła się napić bo będą sikać. I zachorował.
Wczoraj przeczytałam, że przedszkolak ubrał się w szatni i wyszedł sam z przedszkola, przeszedł kilkaset metrów do marketu, wziął wózek i zaczął robić zakupy słodyczy, zabawek i akcesoriów urodzinowych bo następnego dnia miał urodziny. Zauważył to ochroniarz, że dziecko jest samo i zawiadomił policję. Ojciec przyszedł po dziecko a dziecka nie było w przedszkolu.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

9

Odp: Moja historia...

Niepokojące jest to, że masz takie depresyjne myśli.
Na wsi też można pracować chociażby w gminie, siedzenie w domu też Ci nie służy.

Nie martw się tym, że będziesz brała chorobowe, w razie choroby dziecka, bo więcej jest takich matek.

Powinny Ci pomóc chociażby rozmowy online z psychologiem.

10

Odp: Moja historia...
wieka napisał/a:

Niepokojące jest to, że masz takie depresyjne myśli.
Na wsi też można pracować chociażby w gminie, siedzenie w domu też Ci nie służy.

Nie martw się tym, że będziesz brała chorobowe, w razie choroby dziecka, bo więcej jest takich matek.

Powinny Ci pomóc chociażby rozmowy online z psychologiem.

Fajnie się mówi gorzej to zrealizować. Ja akurat zostałam mama po 40 stce i ma mi kto z dzieckiem zostać. Jednakże kobieta która szuka pracy i na dzień dobry mówi że ma dziecko nie jest szczególnie pożądanym pracownikiem. Poza tym nikt nie zatrudni jej od razu na stałe tylko jakiś okres próbny albo czas określony. Jak  w tym okresie nalapie zwolnień na dziecko ( a nalapie na bank) to raczej nie ma co marzyć o dalszej współpracy. A o pracę w gminie tez wcale nie łatwo bo wiele osób ma ochotę na taką ciepła posadkę bez konieczności dojazdu.
Zostaje chyba tylko porozmawiać z mężem jak widzi rozwiazanie problemu z chorobami dziecka. Bo czasem lepiej się opłaca zeby mama jeszcze z rok została w domu niż płaciła opiekunce która weźmie równowartość jak nie większą kwotę niż pensja mamy.   No chyba ze zorientujesz się Autorko we wsi czy nie ma chętnej jakiejś pani która byłaby opiekunka dziecka tylko doraźnie w razie jego choroby. Czasem starsze osoby lubią sobie dorobić właśnie w ten sposób bo to zawsze jakieś dochody i nie zobowiązanie na 5 dni w tyg co w pewnym wieku może już być ciężkie.

11

Odp: Moja historia...

Jeszcze zostaje poszukanie pracy online.

12

Odp: Moja historia...

Teraz inaczej się patrzy na matki pracujące, bardziej przychylnym okiem... Chociaż też zależy od pracodawcy, bo pewnie nie każdy.

Online, to też siedzenie w domu, dla zdrowia psychicznego lepiej wychodzić do ludzi.

13

Odp: Moja historia...
feniks35 napisał/a:

Moja przyjaciółka posłała do przedszkola syna w wieku 3 lat. Była dumna że przez te lata nie dostał ani razu antybiotyku i ogólnie zaliczył tylko kilka katarkow. Pierwszy rok w przedszkolu to była masakra. Naliczyła ze łącznie przez te 12 mscy w przedszkolu spędził może jeden miesiąc. Poza tym ciągle był chory. Odporności nabrał dopiero około 5-6 roku życia na tyle zeby można było rzec że on do przedszkola chodzi a nie w nim tylko bywa. Taki sam scenariusz przerabiały inne znajome mamy. Także Autorka dobrze prawi że dziecko w przedszkolu równa się choroby non stop

Pierwszy rok, a czasem i dłuzej dzieci w przedszkolu chorują, i nie ma na to recepty,  najczesciej wiecej są w domu, niz w przedszkolu. Miałam tak i z moimi, i tak samo było u dzieciatych koleżanek. Po prostu muszą swoje wychorować.
A autorce współczuję, nie dość, ze sama z dzieckiem, to jeszcze na wsi bez auta.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021