Jak radzicie sobie i czy w ogóle jesteście zazdrośni o partnerów/partnerki? Mam taką dziwną sytuację, że mimo zapewnienie mnie,że pewna osoba nie jest koleżanką okazało się, że jednak kontakt cały czas jest podtrzymywany i to przez mojego partnera. W ukryciu przede mną... poczułam się zazdrosna ..oszukana? Nie podejrzewam żadnych złych zamiarów, ale mi przykro i nie wiem po co to ukrywanie?
Podobne tematy
2 2022-07-28 09:11:47 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-07-28 09:13:19)
Jak to mówią "nie ma miłości bez zazdrości" ale ta też ma swoje granice przyzwoitości. Łatwo ją przekroczyć co prowadzi do paranoi i toksyczności.
Jeśli ktoś przed kimś ukrywa (musi ukrywać) jakąś znajomość, to na pewno coś jest nie tak. To nie tak może być z obu stron. Jeśli chodzi o koleżnkę, to albo chorobliwa bezpodstawna zazdrość albo ... kiełkujący choćby romans.
Tak czy inaczej taka znajomość/związek nikomu nie służy i jest najprostrzą drogą do tosycznych dram(atów).
3 2022-07-28 09:18:35 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-07-28 09:19:57)
Sama sobie robisz ciśnienie. Są sygnały, że nie jest ok w waszym związku. Ale ty próbujesz sobie wmawiać, że jest wszystko dobrze. Tak się nie da siebie oszukiwać. Dlatego czujesz się tak jak się czujesz.
Nie możesz mówić, że nie podejrzewasz niczego złego, gdy jest na odwrót.
Jeżeli partner ukrywa jakieś relacje z koleżankami to cienka czerwona linia została przekroczona.
Gdyby nie miał nic do ukrycia to te rozmowy byłyby transparentne.
A tak to na bank ma coś za uszami.
Twoje życie, twój wybór.
Cóż... nie byłam za tą znajomością (koleżanka mi nie przypadła do gustu) i robiłam sceny zazdrości. Stąd myślę może być ukrywanie.. żebym znowu nie gadała, niemniej jednak jest mi przykro. Jestem o tą osobę zazdrosna,nie chcę jej w moim życiu,ale nie mogę tego zabronić przeiceż partnerowi.
Niemniej jednak,może macie racje i coś jest nie tak w moim związku.
Cóż... nie byłam za tą znajomością (koleżanka mi nie przypadła do gustu) i robiłam sceny zazdrości. Stąd myślę może być ukrywanie.. żebym znowu nie gadała, niemniej jednak jest mi przykro. Jestem o tą osobę zazdrosna,nie chcę jej w moim życiu,ale nie mogę tego zabronić przeiceż partnerowi.
Niemniej jednak,może macie racje i coś jest nie tak w moim związku.
A jesteś w stanie powiedzieć dlaczego nie przypadła Ci do gustu?
Cos grubo jest nie tak.
Facet leci sobie w kulki z tobą,okłamuje i oszukuje.
Nie ma sensu,zobaczysz jak po zerwaniu szybko poleci do tej "koleżanki"
Wiecznie była "na linii" i prowadziła doradztwo. Nie chciałam,żeby się ktoś wtrącał i tak dużo wiedział o moim życiu prywatnym i związku. Ogółem niby miała być zwykła koleżanka jak każda inna,ale tylko do niej były wieczne telefony, jakieś jej doradzanie,mówienie jak to ma rację. Mój partner twierdził,że wyolbrzymiam i jestem zazdrosna. Potem,że wcale nie ma z nią kontaktu. Z kolei innym razem,że nie będę wybierać mu z kim ma rozmawiać. Teraz sytuacja wygląda tak,że wiem,że się kontaktuje i to jest jego inicjatywa,ale nic o tym nie mówi. Oficjalnie dla mnie wersja była, że się nie kontaktują.O innych normalnie rozmawiamy.
Odeszlam z poprzedniego zwiazku dla niego. Mam dziecko. Mój obecny partner nie ma dzieci,nigdy nie był też żonaty. Dziecko uważa-jest moje i nie mam prawa oczekiwać by spędzał z nami czas czy np został z dzieckiem. Slysze,se zrobilam sobie sponsora dla utrzymania siebie i dziecka. Płace za siebie i dziecko rachunki.Jest mi po prostu przykro takie rzeczy sluchac. Sadzilam,że pokocha mnie i moje dziecko. Bardzo się myliłam. Swoją naiwność przyplacam zdrowiem.
vs
(...) Niemniej jednak,może macie racje i coś jest nie tak w moim związku.
W świetle posta sprzed dwóch miesięcy zacytowane zdanie z dzisiejszego posta jest co najmniej zastanawiające.
TaraNuta 2022-05-28 09:54:09 napisał/a:Odeszlam z poprzedniego zwiazku dla niego. Mam dziecko. Mój obecny partner nie ma dzieci,nigdy nie był też żonaty. Dziecko uważa-jest moje i nie mam prawa oczekiwać by spędzał z nami czas czy np został z dzieckiem. Slysze,se zrobilam sobie sponsora dla utrzymania siebie i dziecka. Płace za siebie i dziecko rachunki.Jest mi po prostu przykro takie rzeczy sluchac. Sadzilam,że pokocha mnie i moje dziecko. Bardzo się myliłam. Swoją naiwność przyplacam zdrowiem.
vs
TaraNuta napisał/a:(...) Niemniej jednak,może macie racje i coś jest nie tak w moim związku.
W świetle posta sprzed dwóch miesięcy zacytowane zdanie z dzisiejszego posta jest co najmniej zastanawiające.
To ten sam, czy inny?
Ten sam
Ten sam
Serio? Kobieto ... szanuj się i facta spuść wiadomo gdzie.
Faken szit, dziewczyno, gdzie ty masz szacunek do samej siebie?
Mając wypłatę, alimenty /ewentualnie ulgi jako samotna matka-dofinansowanie do rachunków itd/ jesteś chyba w stanie wynająć mieszkanje.
Jeżeli znajdziesz takie w pobliżu szkoły dziecka odpadną Ci dojazdy i sam będzie mógł wracać do domu.
Z czasem zaprzyjaźnisz się z sąsiadką do której w razie problemu będzie mógł podejść gdybyś musiała dłużej zostać w pracy. To propozycja. Rób małe kroki, nie informuj partnera, szukaj, pytaj. A później odpuść facetów, skup się na synu, pracuj nad sobą,
Nigdzie nie piszesz o relacjach dziecka z ojcem
Jest zaangażowany, może Cię odciążyć, masz z nim kontakt?
Co z dziadkami,/ z obu stron/ syn ich odwiedza, spędza u nich wakacje, jakie mają z Tobą relacje?
Twoja zazdrość wynika z niskiej samooceny a nie z,, wartości "partnera
Naprawdę nie widzisz że nie ma o co tracić zdrowia i nerwów. Nie chodzi o koleżankę, nawet nie o ukrywanie kontaktów
Chodzi o sposób w jaki jesteś traktowana jako partnerka i jak jest traktowany Twój syn.
Nie jesteście i nigdy nie będziecie rodziną. Jesteście współlokatorami z opcją na seks.