Cześć. Temat to chyba kontynuacja wątku sprzed ponad roku na tym forum... Piszę tutaj bo chyba sam już nic nie wymyślę. Minął już ponad rok od rozstania z moją byłą dziewczyną, a to jest jak bumerang. Kiedy ja go wyrzucę daleko przed siebie - on po jakimś czasie znów wraca i uderza z podwójną siłą. Próbowałem wszystkiego - odwiedzałem psychologów, znalazłem nowe hobby, wyjeżdżałem, zwiedziałem, imprezowałem. Korzystałem z życia. Niestety nie potrafię o niej zapomnieć. Ona jest pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem. Choćbym nie wiem co robił i jak nie próbował o niej nie myśleć ona zawsze była i jest gdzieś w głowie. Wtedy po zakończeniu naszej relacji ona wprost powiedziała, że nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu i mogę o tym wszystkim zapomnieć. Usunęła mnie ze wszystkich możliwych portali społecznościowych. Po prostu usunęła ze swojego życia. Teraz po nowym roku wydarzył się jakiś ciąg dziwnych wydarzeń. Najpierw dodała mnie na jednym z portali społecznościowych (nie przyjąłem tego zaproszenia), parę dni później złożyła życzenia urodzinowe. Szczerze? Zrobiło mi się zwyczajnie przykro przez te życzenia. Włożyłem dużo zdrowia w to żeby to wszystko sobie jakoś poukładać, a ona teraz jak gdyby nigdy nic życzy mi wszystkiego najlepszego. I to wszystko znów wróciło. Chciałbym jakoś zapomnieć o tym wszystkim, ale to jest syzyfowa praca.. może ktoś z użytkowników też tak ciężko przeżywał rozstanie i całą otoczkę z nim związaną. Może mógłby coś doradzić.. jakoś pomóc.. Zwyczajnie brakuje mi siły na radzenie sobie z tym. Przez ten czas strasznie wycofałem się z normalnego życia. Wiecznie w wirze melancholii z huśtawką nastrojów. Oddałem się nauce i pracy, ale już nie mam na to wszystko siły...
Podobne tematy
Nie bez powodu mówi się, że co z oczu to z serca. A Ty ją ciągle masz przed oczami. Nie wywalasz jej ze swoich myśli. A dopóki tego nie zrobisz, to będzie wracać jak bumerang. I to nie chodzi o to, żebyś bumerang wyrzucił, bo wróci. Chodzi o to, żebyś go wreszcie odłożył na ziemię zamiast nim rzucać.
Cześć. Temat to chyba kontynuacja wątku sprzed ponad roku na tym forum... Piszę tutaj bo chyba sam już nic nie wymyślę. Minął już ponad rok od rozstania z moją byłą dziewczyną, a to jest jak bumerang. Kiedy ja go wyrzucę daleko przed siebie - on po jakimś czasie znów wraca i uderza z podwójną siłą. Próbowałem wszystkiego - odwiedzałem psychologów, znalazłem nowe hobby, wyjeżdżałem, zwiedziałem, imprezowałem. Korzystałem z życia. Niestety nie potrafię o niej zapomnieć. Ona jest pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem. Choćbym nie wiem co robił i jak nie próbował o niej nie myśleć ona zawsze była i jest gdzieś w głowie. Wtedy po zakończeniu naszej relacji ona wprost powiedziała, że nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu i mogę o tym wszystkim zapomnieć. Usunęła mnie ze wszystkich możliwych portali społecznościowych. Po prostu usunęła ze swojego życia. Teraz po nowym roku wydarzył się jakiś ciąg dziwnych wydarzeń. Najpierw dodała mnie na jednym z portali społecznościowych (nie przyjąłem tego zaproszenia), parę dni później złożyła życzenia urodzinowe. Szczerze? Zrobiło mi się zwyczajnie przykro przez te życzenia. Włożyłem dużo zdrowia w to żeby to wszystko sobie jakoś poukładać, a ona teraz jak gdyby nigdy nic życzy mi wszystkiego najlepszego. I to wszystko znów wróciło. Chciałbym jakoś zapomnieć o tym wszystkim, ale to jest syzyfowa praca.. może ktoś z użytkowników też tak ciężko przeżywał rozstanie i całą otoczkę z nim związaną. Może mógłby coś doradzić.. jakoś pomóc.. Zwyczajnie brakuje mi siły na radzenie sobie z tym. Przez ten czas strasznie wycofałem się z normalnego życia. Wiecznie w wirze melancholii z huśtawką nastrojów. Oddałem się nauce i pracy, ale już nie mam na to wszystko siły...
Poblokuj wszędzie i zero kontaktu. Wiem, bo miałam wieke razy tak samo. Tylko całkowite zerwanie kontaktu daje efekt i czas. Rzucanie się w wir pracy i nie hobby - to nic nie da, oprócz lepszych zarobków i nabycia nowych umiejętności, na zanik uczuć to nie wpłynie. Jedynie uciecie kontaktu, jak możesz i jest taka możliwość. Jak nie, to ciężka sprawa, jak widać, wiadomość na fb a Ty już popłynąłes:(
Nie każdy tak mocno przeżywa rozstanie. Dawna dziewczyna mogła już wrócić do równowagi i napisać do Ciebie ze zwykłej sympatii. Jeśli dla Ciebie sprawa nadal jest bolesna do odetnij się od wszystkiego co się z nią wiąże.
Po latach masz szanse spojrzeć na to co było spokojnie i docenić dobre chwile bez bólu. Widocznie dla Ciebie to jeszcze nie ten czas.
Cześć. Temat to chyba kontynuacja wątku sprzed ponad roku na tym forum... Piszę tutaj bo chyba sam już nic nie wymyślę. Minął już ponad rok od rozstania z moją byłą dziewczyną, a to jest jak bumerang. Kiedy ja go wyrzucę daleko przed siebie - on po jakimś czasie znów wraca i uderza z podwójną siłą. Próbowałem wszystkiego - odwiedzałem psychologów, znalazłem nowe hobby, wyjeżdżałem, zwiedziałem, imprezowałem. Korzystałem z życia. Niestety nie potrafię o niej zapomnieć. Ona jest pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem. Choćbym nie wiem co robił i jak nie próbował o niej nie myśleć ona zawsze była i jest gdzieś w głowie. Wtedy po zakończeniu naszej relacji ona wprost powiedziała, że nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu i mogę o tym wszystkim zapomnieć. Usunęła mnie ze wszystkich możliwych portali społecznościowych. Po prostu usunęła ze swojego życia. Teraz po nowym roku wydarzył się jakiś ciąg dziwnych wydarzeń. Najpierw dodała mnie na jednym z portali społecznościowych (nie przyjąłem tego zaproszenia), parę dni później złożyła życzenia urodzinowe. Szczerze? Zrobiło mi się zwyczajnie przykro przez te życzenia. Włożyłem dużo zdrowia w to żeby to wszystko sobie jakoś poukładać, a ona teraz jak gdyby nigdy nic życzy mi wszystkiego najlepszego. I to wszystko znów wróciło. Chciałbym jakoś zapomnieć o tym wszystkim, ale to jest syzyfowa praca.. może ktoś z użytkowników też tak ciężko przeżywał rozstanie i całą otoczkę z nim związaną. Może mógłby coś doradzić.. jakoś pomóc.. Zwyczajnie brakuje mi siły na radzenie sobie z tym. Przez ten czas strasznie wycofałem się z normalnego życia. Wiecznie w wirze melancholii z huśtawką nastrojów. Oddałem się nauce i pracy, ale już nie mam na to wszystko siły...
Zablokuj ją wszędzie. To jest najlepsza metoda, musisz się całkowicie odciąć inaczej cały czas będą rozdrapywane rany, które nawet do końca się nie zagoiły. Sam piszesz, że włożyłeś mnóstwo pracy, żeby sobie wszystko jakoś poukładać. Nie zmarnuj tego. Niewiadomo też dlaczego nagle po roku się odzywa i pisze do Ciebie... Może napisała tak po prostu a może chce wrócić? Nawet jeśli chciałaby to dam Ci radę, żebyś się zastanowił 100 razy. Ogólnie ja uważam, że warto zawalczyć o prawdziwą miłość ale zobacz Bardzo długo się zbierasz po rozstaniu a jak ktoś raz zostawił to może to zrobić drugi raz i w tedy od nowa będziesz przechodził przez to piekło i byłoby jeszcze trudniej. Ja jestem właśnie po ciężkim rozstaniu, doskonale Cię rozumiem. W sumie u mnie właśnie po drugim rozstaniu po powrocie... Nie mogłam się pogodzić z rozstaniem ponieważ widziałam jak się o mnie starał, troszczył, pierwszy raz miałam z kimś taka relację. Pierwszy raz gdy się rozstaliśmy była to w większości moja wina więc walczyłam jak lew, cała swoją energię skupiłam na tym, żeby to naprawić. I wiesz co? Żałuję, że się udało. Wróciliśmy do siebie i było cudownie jak w bajce. Zostawił mnie. Dwa dni wcześniej rozmawialiśmy, że sie do niego przeprowadzam za tydzień, szukaliśmy większego mieszkania, ślub, dzieci, całe życie zaplanowaliśmy a skończyło się tak, że nagle bach i zerwanie. Choruje na bulimie(sama zdałam sobie z tego sprawę niedawno) przez co zniszczyłam sobie żołądek, powiedziałam o tym partnerowi(nikomu wcześniej o tym nie mówiłam, on był pierwsza osoba, której zaufałam, że mogę powiedzieć i liczyłam na wsparcie) no i to był właśnie powód rozstania bo on czubka nie chce i cały czas go oszukiwałam i nie powiedziałam... Ja się rozpadłam i u mnie skończyło się szpitalem. Teraz mam terapię I jest lepiej, trzymam się jakoś co więcej zaczynam rozumieć, że patrzyłam przez różowe okulary na wszystko i obwiniałam siebie o wszystko. Gdybym nie walczyła o powrót już bym miała co najgorsze za sobą... Niestety nie ma rady na złamane serce. U mnie też po pierwszym rozstaniu ćwiczenia, hobby, dużo pracy, zajęcia dodatkowe nie pomagały, nic nie pomagało. A w głowie miałam tylko jego i to, że ja wszystko zniszczyłam cóż drugie rozstanie niestety już było gwoździem do trumny u mnie i skończyło się w szpitalu. Może zastanów się nad terapia grupowa? Poznasz ludzi, którzy też mogą mieć podobne problemy. Nie zawsze otoczenie jest w stanie odpowiednio wesprzeć. Ja słysząc teksty nie ten to inny, olej go i ile będziesz jeszcze przeżywać, wyjdz do ludzi itp to miałam ochotę ich udusić. Ćwiczenia, hobby i cala reszta jak są robione na siłę też nie pomogą. Trzeba znaleźć coś czemu się będziesz mógł oddać co Cię pochlonie. Znaleźć coś nowego, obrać jakiś cel. I brak kontaktu to przede wszystkim. Ja to zrozumiałam niedawno i do poniedziałku mieliśmy kontakt(on częściej pisał i to zazwyczaj treści i stylu że mnie kocha ale nie może ze mną byc)który tylko pogarsza sprawę i robi nadzieję. Ja się całkowicie wypisałam z życia, nawet pracę straciłam. I czy warto? Jeśli dasz komuś wszystko to co Ci jeszcze zostanie? Ja teraz pracuje nad sobą, zajęłam się sobą i tylko sobą. Tobie też to proponuję skup się na sobie, na tym co Tobie jest potrzebne co musisz zmienić. Ja też napisałam list do mojego byłego w którym opisałam wszystko co czuje i go spaliłam. Usunęłam wszystkie zdjęcia i co siw dalo. Musisz sam ze sobą być szczęśliwy, żeby móc stworzyć związek. Jak siebie nie lubisz to nie będzie normalnej relacji. Powodzenia!
A czy kolega potrafi podjąć decyzje i się jej trzymać? Z jednej strony chcesz zapomnieć a z drugiej żyjesz nadzieją. Czasem trzeba podejmować bolesne decyzje ale tak wyglada życie i świat, inaczej tego nie zaakceptujesz i będziesz żył w jakimś dysonansie.
Przeczytałam twoje inne tematy ... no cóż , masz jakieś 22 lata dzisiaj, w poprzednich tematach pisałeś o tym jak ta dziewczyna ma ciebie głęboko gdzieś i jak wiecznie dla ciebie casu nie miała, ponad rok temu napisałeś ze się z nią rozstałeś i nasmarowałeś post w podobnym klimacie.
Ja osobiście uważam ze za mocno plączesz nad czymś co wyidealizowałeś w swoje głowie. Za czym ty faktycznie tęsknisz? Za tym ze nie miała dla ciebie czasu czy za tym ze nawet na początku, poł rocznego związku, nie było pasji ?
Czas to zakończyć, a ty jesteś jedyna osoba która to może zrobić.
Acha, patrząc na twój wiek uważam tez ze potrzebujesz tzw 'rebound sex' albo innymi słowy plasterka, zajmie ci to myśli a później już nie będziesz chciał wracać do idealizowania swojej byłej bo wyda ci się to bezsensowne.
poza tym masz 22 lata wiec korzystaj z zycia stary!