Prawie 2 lata temu zakończył się mój pierwszy poważny związek. Rozstanie wyniknęło z jego inicjatywy - stwierdził, że jego uczucia się wypala. To była moja pierwsza prawdziwa miłość. Wcześniej byłam w jakichś szczenięcych związkach, ale po rozejściu szybko mi przechodziło, w tym przypadku nie przeszło do dziś.
Rozstanie przeżyłam okropnie, przez 4 miesiące, dosłownie, wegetowałam. Budziłam się każdego dnia z płaczem, a gdy było już naprawdę bardzo źle zaczęłam chodzić do psychologa (który swoją drogą nic mi nie pomógł). On w tym czasie ponoć świetnie się bawił, odnowił kontakty ze starymi znajomymi, korzystał z życia, próbował nowych rzeczy. Dochodziły mnie słuchy, że mówi innym, że ma mnie gdzieś, męczył się w tym związku, nie interesuje go jak ja się teraz czuje. Nie mówił mi też cześć na ulicy, nawet nie witał się z moją rodziną, która go wielbiła w trakcie związku. Jego zachowanie było dla mnie wielkim szokiem, bo zawsze był lojalnym człowiekiem wrażliwym na krzywdę innych, a nagle zmienił się o 180 stopni. Do mnie niestety nie dochodziło to, że jest to koniec, pielęgnowałam w sobie to uczucie i nie chciałam zakończyć tego rozdziału.
Gdy zaczęłam się czuć nieco lepiej poznałam pewnego chłopaka, zaczęliśmy się spotykać. Zauroczyłam się, ale w mojej głowie ciągle siedział mój były. Zakończyłam to po dłuższym czasie, bo nie potrafiłam nic poczuć.
Z moim byłym nie mam kontaktu od zerwania. Na moją prośbę zablokował mnie na wszystkich portalach społecznościowych - myślałam, że będzie łatwiej mi się pozbierać. Z tego co wiem ułożył sobie życie, znalazł dziewczynę, ma dobrą pracę, studiuje, no i jest po prostu szczęśliwy. A ja nadal tkwię w tym bagnie. Nie mówię, że rozpaczam każdego dnia jak przez pierwsze miesiące, ale co chwilę dręczą mnie sny z nim w roli głównej, mam obsesyjne myśli na jego temat, co chwilę wspominam jak było nam ze sobą dobrze. Zaznaczam, że to nie tak, że się zasiedziałam i nie robię nic dla siebie, wręcz przeciwnie. Przez te 2 lata starałam się z całych sił skupić na sobie - znalazłam pracę, podróżuję, odkładam na swoje mieszkanie, dbam o siebie w postaci wizyt u fryzjerów, kosmetyczek, czytam dużo książek, medytuję i ćwiczę. Ale to nic nie daje. Nie potrafię zapomnieć o tym człowieku i nie wiem jak dalej żyć, żeby w końcu wszystko sobie ułożyć.
Będę wdzięczna za każdą radę.