Wiesz co, Minnie...moim zdaniem, tak bardzo ogólnie, to twoja mama jest zwyczajnie ostro sfrustrowana, bo miała (ona) jakąś wizję twojego życia i ta JEJ wizja nie została zrealizowana. Ty uznałaś jej wizję za swoją. Dzielnie z tym walczysz, ale to teraz.
Żadne z powyższych nie jest czymś całkiem nie spotykanym, co nie znaczy, że jest dobre, korzystne dla ciebie i że ma sens.
Są tacy rodzice, co to przewijając noworodka już wiedzą, że "nasz syn będzie stomatologiem z prywatną praktyką, ożeni się z prawniczką i będzie miał synka i córeczkę" czyli mają jakąś swoją sztywną wizję życia dziecka, sztywną i precyzyjną bardzo. Dzieci rodziców "z wizją" rosną w przekonaniu, że realizacja wizji rodziców jest czymś na kształt obowiązku względem rodziców, a zrobienie czegoś niezgodnego z wizją to niczym nieposłuszeństwo, głupota oraz co tam jeszcze chcesz, samo złe. Efekty takiego układu rodzice/dzieci zwykle są fatalne, dla obu stron zresztą, choć na różne sposoby. Rodzice nieszczęśliwi, sfrustrowani i wściekli, dzieci podobnie.
Jak cię czytam mam wrażenie, że intelektualnie i racjonalnie to już wiesz, że wizje twojej mamy to są jej wizje i koncepcje, że jej oceny są jej ocenami a nie prawdą objawioną i nawet nie podejściem powszechnym i typowym. Tyle że emocjonalnie jakbyś nadal była tą dziewczynką, która chce mamusię przekonać, że świat wygląda trochę inaczej, a ona potrzebuje zrozumienia i akceptacji, a nie stalej krytyki, oceny i wypominania. Walczy ta dziewczynka, przykro jej, smutno - a mamusia odporna, nie dociera do niej. I jeszcze brata mamusia inaczej traktuje, inaczej ocenia...bo bliżej nie wiadomo co, bo innej płci jest, bo jego życie jest bliższe realizacji "wizji mamusi", bo cokolwiek... bez sensu, ale co z tego.
Minnie - to się zapewne nie zmieni. Małe są szanse, że do twojej mamy coś dotrze. Ona być może próbowała jeszcze raz przeżyć swoje życie używając ciebie? Żebyś osiągnęła to, co jej nie za bardzo wyszło? Nie popełniła jej błędów? Tako ogólnie "miała lepsze życie"?
Bardzo wydajesz się z mamą scalona, tak emocjonalnie. Jej opinia nadal jest dla ciebie bardzo ważna, jej krytyka mocno rezonuje, no przeżywasz te rozmowy i tyle.
Minnie, twoja mama to osobny człowiek. Ważny dla ciebie, ale osobny, inny, odrębny. Gdyby to nie była twoja mama tylko powiedzmy jakaś daleka kuzynka czy znajoma to zapewne byś jej szybko powiedziała, żeby się swoim życiem zajęła a nie ocenianiem twojego, kontakty byś zminimalizowała albo i urwała, może byś jej jeszcze wykonała solidną krytyczną ocenę jej życia, decyzji i błędów czyli wedle "jak ty mnie tak i ja tobie". No ale mama to mama, z mamą tak nie wolno, tak się nie godzi, tylko wyrodne dzieci tak robią itd. Zatem cierpisz i znosisz.
Znosić zapewne będziesz nadal, byleś nie cierpiała, byle ci się udało dojść do momentu, w którym ta cała krytyka, pretensje i oceny będą niczym znane od znudzenia brzęczenie muchy, co to tak ma, że brzęczy.
Po pewnym namyśle nie napiszę, jakie są sposoby na takie sfrustrowane mamy, bo zwyczajnie nie ma ani jednego, który na pewno zadziała skutecznie i zarazem takiego, który by był bezpieczny dla ciebie. Nie znam twojej mamy, a ciebie znam tylko z forum czyli, uczciwie - trochę tylko. To jest temat do przegadania z terapeutką. Jestem pewna, że ona te sposoby zna i skuteczniej dobierzecie coś pasującego, żeby przysłowiowego dziecka z kąpielą nie wylać.
Twój były to osobny podtemat, ale zemsta to pomysł niemądry, na najwyższym poziomie ogólności. Choćby i dlatego, ze póki człowiek się mści póty ten, na którym się zemsty dokonuje jest istotnym elementem życia, istny kamień u szyi, nie da się go pozbyć, bo przecież trzeba się zemścić. Głupiego robota. Nie zamierzam się mścić, koniec, kropka, na ten temat, mamo, nie zamierzam rozmawiać. Mój były, moje wybaczanie i moja sprawa. Oraz, ewentualnie - także moje pieniądze. Jeśli twoja mama jest wierząca to od strony wiary katolickiej i zemsta jest grzechem, i nakłanianie do niej też. Tak trochę w ciemno to piszę, ale czasem tego typu argumenty działają.
Gdybyś byłego go nie poznała, poznałabyś kogoś innego. Kto wie, jaki by się okazał, możliwe ze znacznie gorszy. Na pewno twoje życie wyglądałoby inaczej, ale inaczej nie równa się lepiej. Może ten inny okazał by się na przykład bezpłodny, no niby nie jego wina, ale ty nie miałabyś wspaniałej, zdrowej i udanej córki? I słyszałabyś teraz od mamy, że błąd popełniłaś, bo trzeba było sprawdzić przed ślubem czy płodny jest, na badania go wysłać?