netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Rodzina mnie niszczy...

11 odpowiedzi6 420 wyświetleńzałożony przez mirella, 18.04.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Rodzina mnie niszczy...

Może to drastyczny temat postu ale nie wiedziałam jak to inaczej ująć a mój stan na dzisiaj jest do tego tytułu adekwatny.

Mam 29 lat, mieszkam sama, utrzymuję się sama, mam fajną pracę (co nie znaczy dobrze płatną), studiuję, mam pięknego labradora i radzę sobie z życiem sam na sam od bardzo młodych lat. Jestem samodzielna i prawie nigdy do nikogo - nawet rodziców (a raczej przede wszystkim) nie wyciągałam ręki. Żyję swoim życiem bo ono nauczyło mnie, że jak sama sobie nie pomogę to nikt tego nie zrobi.
10 miesięcy temu rozstałam się z facetem. Byliśmy razem 5 lat (wątek na forum) i nie wyszło. Wyprowadziłam się i poszłam na swoje w pojedynkę. Wynajmuję mieszkanie co wiadomo - tanie nie jest i do tego postanowiłam skończyć studia żeby zapewnić sobie lepszą przyszłość. Miesięcznie opłaty wynoszą mnie ok 1100 zł i na życie zostaje mi ok 200... Kryzysu  nie było końca więc poprosiłam mamę o pomoc. Dostałam gotówkę a przy tym wiązankę...
Moja najbliższa rodzina, uważa że pcham w d....ę obcym ludziom, że mogę sobie znaleźć coś innego, że rzucam kasą na prawo i lewo i że wcale nie powinno mi być tak źle bo przecież zarabiam i jestem SAMA (tzn. bez dzieci) i wiecznie mi mało!!

Nie wiem czy ktoś z Was kto przeczyta ten post jest w  stanie mnie zrozumieć, ale ja nie pojmuję takiego postępowania. Nie jestem matką - fakt, ale cieszyłabym się gdyby moje dziecko było samodzielne, gdyby chciało iść na studia, było niezależne... A kryzysy zdarzają się chyba wszędzie przede wszystkim te finansowe. Mam wrażenie że pomimo tego że jestem niezależna, wykształcona że rzadko proszę o cokolwiek (raczej nigdy!) i tak zupełnie inna od mojej siostry to stałam się zakałą rodziny. I przykre jest to, że tak naprawdę Oni wiedzą że nie mam lekko i wszyscy się odsuwają. Strasznie mnie to boli ;(

2

Odp: Rodzina mnie niszczy...

To bardzo przykre,że nie możesz liczyć na własną rodzinę,to ona powinna podać ci rękę.

3

Odp: Rodzina mnie niszczy...

Myslę, ze twoim rodzicom nie podoba się to że jesteś aż tak samodzielna. Twoją siostrę która sobie nie radzi i prosi ich o pomoc mają "na smyczy", wiedza, że jest od nich w jakimś stopniu zależna i może im to imponować. Być może nie pogodzili się z tym, że nie potrzebujesz ich pomocy na co dzień, poczuli się odrzuceni i ich ego bardzo na tym ucierpiało (napisz jak mozesz jak wyglądały wasze relacje gdy byłaś jeszcze pod ich opieką- to dużo bedzie mówić o was jako rodzinie). Nie chce ich krytykować - to twoi rodzice i na pewno ich bardzo kochasz, tylko że oni mogli po prostu nie zauważyć jak stajesz się kobietą i odrywasz się od nich. Poczuli się zdradzeni. Rodzice chca żeby ich dzieci były samodzielne, ale nie za bardzo, tak żeby mieli wpływ na ich zycie w jakimś stopniu. U ciebie chyba nie mają wpływu na nic. Więc kiedy prosisz ich o pomoc czują się docenieni ale też trochę tak jakbyś ich potrzebowała tylko w złych chwilach. To prawda że od tego są rodzice, tylko że nawet oni nie chca być wiecznie od dawania. Bedą ci marudzić- nie licz że to się zmieni szybko... oni przez marudzenie bedą mówić "a nie mówiliśmy, wcale tak samodzielna nie jesteś, potrzebujesz nas". Może tylko tak moga wyrazić, że ich potrzebujesz?
Może głupio to brzmi ale posłużę się przykładem- mój ojciec i brat mają średnie kontakty. Bardzo czesto się kłócą. Ojciec czesto marudzi na niego, ze jest nieodpowiedzialny, niesłowny itp. (zresztą to działa w obie strony). Kiedy brat potrzebuje pomocy ojca, to ten nigdy mu nie odmówi, ale swoje to po marudzi, nawet w ostrych słowach umie go skomentować. Ale on tak naprawdę czuje sie potrzebny, bardziej go boli gdy brat prosi o pomoc kogoś innego, bo wtedy czuje sie ignorowany. Oni nie umieją normalnie rozmawiać- ich relacja wiąże sie właśnie na tych wzajemnych pomocach (które często kończą sie kłótnią i obrażaniem się). Próbuję ci wytłumaczyć, ze być może u ciebie jest to samo- rodzice mogą marudzić, biadolić, ale tak naprawdę to tylko słowa. Ranią cie nimi, to prawda, ale myslę, że cię bardzo kochają i tym gadaniem tylko zagłuszają to że zrobią dla ciebie dużo. Może nawet więcej niż ty sama podejrzewasz smile

4 Ostatnio edytowany przez MaryMary (2010-04-19 17:59:13)

Odp: Rodzina mnie niszczy...

Mirella, przykro mi, ale to chyba swiadczy tylko o Twojej mamie? Moze czas na jakas wielka szczera rozmowe?? Skoro ich tez o nic nigdy nie prosilas, to ich przyzwyczailas, ze radzisz sobie sama i dlatego teraz szok. Byc moze jestes taka jak ja - zbyt dumna, by poprosic o pomoc, zwlaszcza finansowa? Ale wiesz co, ja sie juz nie raz przekonalam,ze ci co wyja najglosniej zawsze wychodza najlepiej. Czy Twoja siostra taka wlasnie jest?
Radzisz sobie swietnie w zyciu i jesli pierwszy raz przyszlas po pomoc do rodzicow, nie powinni komentowac, co zle zrobilas, ale pomoc! Przyjac Cie u otwartymi ramionami!
Ja jestem wlasnie w punkcie, w ktorym musze zdecydowac, czy odchodze od faceta, dla ktorego poswiecilam wszystko, wiec nie mam ani pracy, ani prawie zadnych pieniedzy i do tego w obcym panstwie, i mimo, ze tez bylam zawsze samodzielna i prawie nigdy rodzicow o nic nie prosilam, to teraz sami mi powiedzieli, ze jesli nie mam kasy - pomoga, jesli nie mam gdzie sie podziac - moge wrocic do nich. Bardzo to doceniam!

A jaki Ty w ogole mialas i masz kontakt z rodzicami?

5 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-19 20:26:30)

Odp: Rodzina mnie niszczy...

Mirella, a jak myślisz jaki był powód takiej ich reakcji?
Może nie kontaktowałaś się z nimi jakiś czas, może o coś mają do ciebie żal? Kto to są ci obcy ludzie?
Mirellko zastanów się a może jest jakiś stary konflikt - dobrze by go było rozpoznać i już niedługo Dzień Matki... czas na gorący uścisk i piękne kwiaty ...bez względu na twoją złość ... bo masz w sobie też dużo złości i żalu ... czas na znalezienie przyczyny i na znalezienie tego czego tak bardzo brakuje ci.
I jeszcze jedno pytanie czy zawsze twoje relacje były napięte, jak często utrzymujesz kontakt z rodziną. I czy wszyscy mama, tata, siostra są przeciwko tobie?

6

Odp: Rodzina mnie niszczy...

mirella, nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem. Ja też od lat nastu byłam zmuszona zarabiać na siebie i wiem doskonale, jak ciężko czasami pogodzić dzienną naukę i popołudniową pracę. Teraz praktykuję dwa etaty, wychodzę rano i wracam wieczorem. Moje opłaty są niemalże identyczne, co Twoje, kiedy przychodzi miesiąc z dodatkowym rachunkiem za prąd czy gaz to nie jest lekko, świetnie to znam.

W mojej rodzinie też najlepiej wychodzi się na zdjęciach i to jeszcze warto stanąć z boku, żeby Cię potem nie wycięli... wink
I prawdę powiedziawszy, nie mam żadnych złotych rad.

Kiedyś sądziłam, że jeśli przestanę brać od rodziny pieniądze, odczują finansową ulgę i ucieszy ich moja niezależność. Nie zrobiło to na nich wrażenia. Myślałam, że kiedy będę szybko mieszkać sama, zajmować się domem, dalej uczyć, pracować i nie robić w życiu głupot, staniemy się sobie bliżsi. Tak się nie stało. Wszystko, co robiłam, żeby mnie docenili i tak nie działało, bo w związku z tą niezależnością oczekiwałam też szacunku dla swoich własnych decyzji. W przeciwieństwie do mojej mamy czy jej siostry nigdy nie konsultowałam najważniejszych spraw z dziadkami, łaskawie pytając o zgodę i z mamą również tego nie robiłam - więc jestem w rodzinie czarną owcą, której "rodzina niepotrzebna".

Możesz stawać na głowie, żeby uzyskać ich aprobatę, ale złe wieści są takie, że z dużą pewnością Ci się to nie uda. Dlatego czasami w trosce o siebie warto nabrać dystansu i przestać oczekiwać, że się niespodziewanie zmienią. Bo tak naprawdę najgorsze w takich pokręconych sytuacjach rodzinnych jest to, że rzadko biorą się z czystej chęci usamodzielnienia się, a częściej z rodzinnych problemów, które sprawiły, że wolimy "liczyć na siebie". I, co jeszcze smutniejsze, może się okazać, że jeśli taką "Zosią Samosią" będziemy próbowały być przez cały czas, będą na tym cierpieć nasze związki z mężczyznami.
Nie rzucam pewnikami. Może u Ciebie jest inaczej, może Twoje związki świetnie się miały - ja tylko mówię, co zaobserwowałam u siebie i kobiet, które znam, a których losy się zaskakująco pokrywają z moimi...

7

Odp: Rodzina mnie niszczy...

znam to, ale jedno jest pewne - same sobie jesteśmy winne poniekąd. Chcemy być silne, zaradne, niezależne i móc potem się chlubić tym, że nie potrzebujemy od nikogo pomocy. To nieprawda! Każda z nas owszem może być silna ale nigdy przenigdy nie powinna rezygnować z pomocy i żaden powód nie jest wystarczająco dobry by dobrowolnie radzić sobie ze wszystkim sama. Szczera rozmowa jest podstawą, mówienie o uczuciach, wyrażanie ich. Ja mam fantastycznych rodziców....właśnie oni nauczyli mnie że mogę do nich przychodzić z czym tylko chcę, choć na początek mojego dorosłego życia podobnie jak Ty dobrowolnie rezygnowałam z ich wsparcia i o niczym im nie mówiłam. Też za studia sobie sama płaciłam, oni nawet nie wiedzieli ile. A kiedy spadło na mnie całe mnóstwo problemów w końcu pękłam i zaczęłam im mówić. Na początek przyzwyczajeni do tego że jestem silna i zawsze daję radę byli zaskoczeni i powiedzieli tylko "przecież zawsze sobie radzisz..." potem przemyśleli wszystko i postanowili mi pomóc na miarę swoich najlepszych możliwości. Nie zawsze się rozumiemy, nie wszystkie moje decyzje im się podobają, ale i tak wiem, że w każdej sytuacji mam ich po mojej stronie.

8

Odp: Rodzina mnie niszczy...

Dziewczyny wiem że podłoże tego konfliktu sięga daleko dna. Nigdy nie miałam relacji z rodzicami nie mówię już o "dobrych relacjach" bo jak je mieć gdy wychowujesz się u dziadków. Moi rodzice są po rozwodzie i oboje ułożyli sobie życie od nowa gdy ja byłam dzieckiem. Nie mogłam znieść że ktoś obcy jest ważniejszy niż ja, że nie mam miejsca we własnym domu. Więc gdy tylko pojawiła się okazja, wyjechałam za granicę gdzie notabene pracę znalazła mi moja mama - byleby tylko być niezależną. Za granicą pracowałam 3 lata i starczyło mi na tyle, żeby pomóc jeszcze innym. (czyt. siostrze) Ja jej tego absolutnie nie wygaduję, ale przykro mi było gdy moje oszczędności się skończyły i każdego się wydawało że śpię na pieniądzach. I pewnie dużo racji jest w tym że pokazałam za bardzo swoją niezależność.
Na ojca w życiu w ogóle nie mogę liczyć i szczerze to On jest mi KOMPLETNIE obojętny. Nie mam  w stosunku do niego żadnych uczuć i powiem Wam że aż mnie samą to przeraża. Oprócz tego że mnie począł to przez całe życie nic dla mnie nie zrobił. Ba! Nawet się nie zainteresował. Ale już od młodych lat byłam do tego przyzwyczajona więc On dla mnie tak jakby nie istniał.
I pewnie przez to, co jakiś czas wylewa się ze mnie ta gorycz bardziej bezradności niż nienawiści, i tego że żadne z nich nie zapyta czy mi pomóc. Może sama jestem sobie winna, ale nie umiem wyciągać do nich ręki na zgodę. Nawet nie chcę bo wiem że to nic nie zmieni. A z resztą jakiej zgody?? Przecież Oni udają że nic się nie dziej. Że wszystko jest OK i tak po prostu ma być.

yvette napisał/a:

I, co jeszcze smutniejsze, może się okazać, że jeśli taką "Zosią Samosią" będziemy próbowały być przez cały czas, będą na tym cierpieć nasze związki z mężczyznami.
Nie rzucam pewnikami. Może u Ciebie jest inaczej, może Twoje związki świetnie się miały - ja tylko mówię, co zaobserwowałam u siebie i kobiet, które znam, a których losy się zaskakująco pokrywają z moimi...

U mnie jest dokładnie tak samo. Miałam faceta przez 5 lat i mieliśmy wszystko. Byliśmy niezależni, wczasy, wyjazdy, dom, praca, samochód... po prostu sielanka i to była chyba ta bolączka, że jakoś się ustawiłam i nie prosiłam. Teraz jestem sama, mam nowego faceta ale nie jest mi dobrze. Ciągle coś mnie drażni, że wszystko robi nie tak, że nic nie umie i że lepiej mi jest gdy jestem sama. Denerwuje mnie jak chce u mnie spać bo zabiera mi przestrzeń. To jest już chyba ten syndrom "Zosi Samosi". 
felina U mnie jest taka sama sytuacja jak z twoim bratem. Siostra narzeka że nie ma i co? Zaraz ma! Może z przezywać wszystkich od najgorszych i zostanie jej wybaczone, a ja raz powiedziałam co myślę to pół roku się do mnie nikt nie odzywał.
MaryMary Zazdroszczę Ci takich rodziców. Na pewno nie będziesz miała powodów do ich krytyki tak jak Ja swoich. I 10 miesięcy temu też zaczynałam od nowa, tylko że Ja nie miałam gdzie wracać.

Oh Dziewczyny! Ale się rozpisałam, ale aż mi lepiej! Dzięki za wsparcie :*

9

Odp: Rodzina mnie niszczy...
mirella napisał/a:

I pewnie przez to, co jakiś czas wylewa się ze mnie ta gorycz bardziej bezradności niż nienawiści, i tego że żadne z nich nie zapyta czy mi pomóc. Może sama jestem sobie winna, ale nie umiem wyciągać do nich ręki na zgodę. Nawet nie chcę bo wiem że to nic nie zmieni. A z resztą jakiej zgody?? Przecież Oni udają że nic się nie dziej. Że wszystko jest OK i tak po prostu ma być.

Ja też mam takie momenty ze swoją rodziną, kiedy coś we mnie pęka i wyrzucam im, co od tylu lat robią źle. Mimo, że wiele robię i robiłam, żeby im wybaczyć to "porzucenie", gdy jeszcze byłam bardzo, bardzo młoda to wiem, że z całą pewnością nie będziemy już mieli w 100% fajnych, szczerych relacji.

mirella napisał/a:

Teraz jestem sama, mam nowego faceta ale nie jest mi dobrze. Ciągle coś mnie drażni, że wszystko robi nie tak, że nic nie umie i że lepiej mi jest gdy jestem sama. Denerwuje mnie jak chce u mnie spać bo zabiera mi przestrzeń. To jest już chyba ten syndrom "Zosi Samosi".

Robiłam dokładnie tak, jak Ty. Po jednym z pierwszych poważniejszych związków w życiu (i pierwszym, gdzie mieszkałam z facetem), zakończonym niespodziewanym "Już nie wiem, czy Cię kocham" coś w sobie zamknęłam. Będąc z M. zaufałam, że tutaj tym razem będę mieć wsparcie, że dla odmiany będę mogła uwierzyć czyimś zapewnieniom "Będę przy Tobie" i to rozczarowanie wiele mnie kosztowało. Przez następne miesiące drażnili mnie dosłownie wszyscy mężczyźni, którzy pojawili się w moim życiu. Kiedy któryś zostawał do późna i wypadało zrobić mu kolację, proponowałam to, ale narastała we mnie irytacja, że muszę się kimś zająć. W pewnym momencie przeszłam do trybu "spotykania się" i nie nazywałam już żadnej znajomości związkiem, choćbym zwodziła faceta sporo ponad miesiąc, bardzo dobitnie podkreślając "Nie jestem Twoja, nie potrzebuję Cię".
Nie czułam się dobrze z tą wewnętrzną Królową Śniegu i miałam sobie za złe, że nie umiem się zaangażować. Więc próbowałam na siłę być tą dobrą, wybierać faceta, z którym normalnie bym się nie związała i udowadniać sobie, że nie liczy się dla mnie dobry seks, dobra komunikacja czy wygląd mężczyzny - krótko mówiąc zgotowałam sobie prawdziwą karę za odrzucanie.

A gdy się wreszcie zakochałam, to w mężczyźnie, z którym od początku wiedziałam, że rozstaniemy się za maksimum kilka miesięcy, bo czekał go wyjazd do USA i który w dodatku mieszkał na drugim końcu Polski - do tego stopnia nie czułam się gotowa na związek z kimś "dostępnym", że wybrałam takiego, który miał mniejszą niż inni szansę zrobienia czegoś, za co mogłabym go skreślić. Skończyło się tym, że tak jak przeczuwałam nie był odpowiedzialny ani za to, co mówił - kłamał; ani za uczucia, które deklarował, a bardziej niż związek to był po prostu romans. Z jednej strony byłam z nim, bo przecież wiedziałam, że nie będzie codziennych spotkań, jego rzeczy porozrzucanych po moim mieszkaniu, a z drugiej denerwowałam się, że nie jestem pełnowartościową partnerką, bo nie przedstawi mnie rodzicom, bo jestem "na chwilę".

Po tym rozstaniu miałam okazję przyjrzeć się temu, co wyprawiałam. Zmęczyłam samą siebie tym uciekaniem od kogoś albo dla odmiany gonieniem za kimś absolutnie niedostępnym. Ale kiedy poznałam A., z którym jestem obecnie, dopiero kiedy przyszło zaangażowanie i uczucia, przekonałam się, że wcale nie jest mi lekko z kimś być. Pracuję nad sobą, nad swoim podejściem. Nie chcę zgrywać Zosi-Samosi, gdy nie daję z czymś rady ani oczekiwać, że on wypełni niezrealizowane obietnice z dzieciństwa "Zajmę się Tobą". Zdarza mi się, że nadal się wyrywam, szukam powodu, żeby odejść, raz czy dwa sprowokowałam niepotrzebne kłótnie, za które potem było mi wstyd. Ale jestem i po raz pierwszy od dłuższego czasu mam szansę być szczęśliwa.
Tobie też tego życzę smile

10

Odp: Rodzina mnie niszczy...
yvette napisał/a:

Nie czułam się dobrze z tą wewnętrzną Królową Śniegu i miałam sobie za złe, że nie umiem się zaangażować.

Mam to samo. W pierwszym związku tak, miałam przeczucie od początku że to kiedyś się skończy. Prowokowałam kłótnie o nic, wybuchy złości, płacz, histerie, wyprowadzki "na pokaz" a potem jakby nigdy nic. Po prostu - od skrajności w skrajność. Kochałam tego faceta (i chyba nadal tak jest) ale nie chciałam mu dać siebie w 100%. Nie angażowałam się zbytnio bo w głowie miałam jedno "że stać mnie na coś lepszego", a potem chwila refleksji i pretensje do siebie że nie umiem dać mu więcej. To było dziwne doświadczenie ale teraz w tym drugim związku jest to samo. Schemat stricte ten sam, tylko że On nie mieszka u mnie i ja decyduję kiedy i na ile może do mnie przyjechać.
Sama siebie nie rozumiem bo przecież człowiek to zwierzę stadne i potrzebuje mieć obok siebie drugiego człowieka a mnie to wcale do życia nie jest potrzebne. Mało tego. Po rozpadzie poprzedniego związku myślałam że jak się z kimś zwiążę i wiem że będę mogła na tą osobę liczyć, że będzie mnie szanować, kochać itd. to nic nie stanie na przeszkodzie żeby za nią wyjść. Nic oprócz tego że tej osoby nie kocham.... Byłam chyba tak spragniona uczuć i zainteresowania moją sobą, że umknęło mi najważniejsze - moje uczucia do niej.

yvette napisał/a:

Zmęczyłam samą siebie tym uciekaniem od kogoś albo dla odmiany gonieniem za kimś absolutnie niedostępnym. Ale kiedy poznałam A., z którym jestem obecnie, dopiero kiedy przyszło zaangażowanie i uczucia, przekonałam się, że wcale nie jest mi lekko z kimś być.

Też jestem tym zmęczona bo sama nie wiem czego chcę. I wiem że bycie z kimś jak dla mnie to przede wszystkim walka z samą sobą.

11

Odp: Rodzina mnie niszczy...

Witam!
Powracam do tego wątku który założyłam rok temu, i jak jakieś deja vu wraca znowu wszystko od nowa. Od wczoraj mam w sobie taki potworny żal do wszystkich moich bliskich. Chyba niepotrzebnie wzięłam wolne - za dużo czasu na myślenie i głupie analizy mojej sytuacji materialnej, uczuciowej i rodzinnej.
Rok temu miałam kłopoty finansowe, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Przeprowadziłam się na swoje M-1 z czego jestem bardzo szczęśliwa. Pomoc finansową otrzymałam od mamy i zaskoczyła mnie tym bardzo pozytywnie ale moich kłopotów nie koniec. Do końca studiów zostały mi 4 miesiące i wiem już że to będą najdłuższe miesiące w moim życiu. Dwa miesiące temu rozstałam się z facetem, do tego gorąca atmosfera w pracy (zwolnienia) i czuję się jak w jakiejś matni, gdzie problemy kumulują się jeden po drugim.
I do tego to poczucie że jestem gorsza, że nikt na moje problemy nie zwraca uwagi, że każdy uważa że dobrze sobie radzę bo nie proszę o pomoc. W głębi, to nienawidzę siebie za to że tak myślę, ale przecież tak jest! Nie chcę mieć w sobie tych wszystkich negatywnych uczuć do bliskich a jednak one są silniejsze ode mnie. Beznadziejnie jest liczyć tylko na siebie sad
Siedziało to we mnie i  musiałam się wygadać. Może mi ulży.

yvette co u Ciebie?

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026