Witam wszystkich. Z góry dziękuję za każdą radę, bo już sama z tym wszystkim nie wytrzymuję.
Otóż problem nie jest generalnie mój, tylko mojej mamy, a ja po prostu chce jej jakoś pomóc, bo widze jak kobieta nie daje sobie rady...
Więc- moja mama pochodzi ze wsi, ze strasznej biedy, z wielodzietnej rodziny. Nikt nie doszedł tam dalej niż za szkołę podstawową. Jedynie mama, z całej wsi skonczyła liceum, do którego dojezdzała rowerem codziennie 16 km. Miała wielkie marzenie, być lekarzem. Wszyscy ją wyśmiewali, nikt nie wspierał, szydzili z niej dosłownie. Mimo wszystko marzenie spełniła. Dostała się na studia, przeprowadziła do miasta, żeby mieć gdzie spać, sprzątała szkoły, myła okna w firmach, łapała się dosłownie wszystkiego. A we wsi była obiektem pośmiewiska z tego powodu np. teksty w stylu 'ta co wyżej sra, niż dupe ma'.
Potem wyszła za mąż, za złego człowieka. Był rozwód.
Pochłonęła ją praca by zapomnieć.
W wieku 30 lat poznała mojego tatę. I ja przyszłam na świat. Ale Tata też nie był Święty. Też z nim wiele przeszła, był nierobem, wydawało mu się, że on nic nie musi robić, bo to kobieta jest stworzona do roboty.
Po kilku latach wszystko się zmieniło. Tata zmienił się w całkowicie innego człowieka, otworzyli razem firmę, stał się przykładnym ojcem i mężem.
Aktualnie jest w wysokim stadium pracoholizmu, tak mi się wydaje. Jeśli człowiek siedzi w pracy od 7 do 23 to chyba coś jest nie tak. A tym bardziej, że jest to dla niego przyjemność. Niby i Mama mu mówi i ja mu mówię, poprawa jest, ale kilkudniowa.
Druga sprawa, to rodzina. Otóż jej rodzeństwo- niektórzy nie robią nic, niektórzy wyjechali za granicę.
Na wsi został dziadek i najstarszy syn, bardzo już schorowani. Nikt się nimi nie zajmuje, tylko moja mama.
I wiecie co... Mama swój cel osiągneła i teraz wszyscy na niej żerują. Dlatego, że jest lekarzem to wygląda to tak, że jej obowiązkiem jest dbanie o całą rodzinę. Owszem moze i jest, ale tak jak oni to okazują to po prostu masakra.
Podam przykład - dziadek mówi do niej teraz tak : 'MUSISZ przywieźć nam leki, MUSISZ wypisać nam recepty, MUSISZ nas zbadać, MUSISZ przywieźć jogurty...' i tak dalej...
A słowa dziękuje nie usłyszała nigdy.
Reszta rodzenstwa ma wszystko ' w tyle ' . A dziadek kocha ich najbardziej na swiecie. Mojej mamy nigdy nie zapytał jak się czuje, co słychać, zawsze opowiada u kogo z rodzenstwa co sie dzieje, sugerując nawet komu powinna pomóc finansowo czy coś.
A, że mama serducho ma dobre, to każdemu pomaga. Jedzie od jednej rodziny do drugiej zawieźć pieniadze- bo przecież nie będą mieli za co jeść.
I summa summarum ona jedna utrzymuje kilka rodzin. Nikt jej za to nie docenia, nikt nie dziękuje, nikt nie mówi, że jest kochana.
Z boku wygląda to tak, że wszyscy sądzą, ze ona musi. Ahaaa i jeszcze komentarze! Bo kiedyś się zdenerwowała i powiedziała innym, ze mogli by ruszyć tyłek i też się zająć dziadkiem. To co usłyszała 'Takaś mądra, bo Ci łatwo jest, damo wielka, myslisz, ze kazdy ma tak łatwo jak Ty! '
I taką Mama ma opinie tam - wielkiej Damy, w tym negatywnym sensie. Nie wspominając o tym, że wiele razy pomagała i sąsiadom i innym bo dziadek stwierdził, że sąsiadka Halina sie zle czuje, to mama musi jechać 60 km natychmiast, zeby ją zbadać... A ona... Pojechała. Mimo, że odradzałam. Mówiłam, ze pomoc pomocą, ale bez przesady. Ale pojechała... A potem usłyszała, że owa Halina komentowała w jakiej to drogiej kurtce Dama się nosi.
Skłoniło ją to do zastanowienia, ale znowu za kilka dni zrobiła to samo. Niby wie, ze robi źle, ale nic z tym nie robi, wszystko odreagowuje poźniej, cały czas płacze...
I mogłabym pisać i pisać mnóstwo sytuacji, ale już mi się nawet nie chce...
Sęk w tym, że Mama strasznie to przeżywa. Czuje się niekochana, czuje się maszyną do zarabiania pieniedzy na nich. Chodzi smutna, płacze nocami, nie śpi, nie je.
Ja studiuję 300 km od domu, ale robie wszystko by jak najczesciej wracać do domu, czesciej niż wczesniej, bo wiem, ze na Tate nie ma co liczyć.. On siedzi w papierach do nocy i wogóle nie rozumie w czym jest problem.
Jest szansa, że to się zmieni? przez te nerwy widzę jak traci osobowość, radość z życia, a nawet i wygląd bo na nim też ciągły stres się odbija. Tak mi jej cholernie szkoda, jest moją najlepszą przyjaciółką, zresztą, jestem jedynaczką więc wieź miedzy nami jest ogromna...