No wlasnie, co robic? Posluchac go, ze zadna terapia ani mu ani nam nie jest potrzebna Bo Sami mozemy rozwiazac nasze problemy poprzez rozmowy? Tyle, ze juz wczesniej go zostawilam 2 razy, za kazdym razem za to jak mnie potraktowal, potem wracalam sama, Bo wierzylam w jego gatki, a potem bylo I lepiej owszem, ale I tez gorzej jesli chodzilo o same klotnie. Ostatnio posunal sie oprocz wyzywania mnie, szantazowania I psychcznego meczenia takze do fizycznych aktow, plucia mi w twarz, szarpania za ramie I ciuchy, w efekcie czego mnie poddusil. Zostalam pod warunkiem, ze idziemy na terapie, Sam zaproponowal instytucje, poszlismy na pierwsze spotkanie, potem mialy byc osobno, ja czekalam na swoj termin 6 tygodni, w miedzy czasie bylam dokladnie taka jaka on mnie chcial, mila dla niego I mila dla jego dziecka. Mialam wrazenie ost ze juz dwa miesiace minely od pamietnej klotni, a on mysli o wszystkim tylko nie o tym ze mamy problem! Wiec sama zaczelam rozmowe. Dowiedzialam sie wreszcie , ze on w ogole nie chcial isc na terapie, Bo w nie nie wierzy, nikt obcy mu nie bedzie gadal jaki on jest I co ma robic ani on terapi nie potrzebuje dla agresywnych ludzi Bo wkoncu mnie nie uderzył...takze terapia to tylko strata pieniedzy. Przeprosil, ze wczesniej nie powiedzial mi, ale poniewaz sie Milo zachowywalam to stwierdzil, ze nie ma problemu ani potrzeby nawet rozmawiac....
Wiedzial jak mi zalezy na tej terapii, jak wazne to dla mnie bylo I mimo to, tak to I mnie po prostu olal, oszukal, wodzil za nos! A teraz uwaza ze rozmowy wszystko zalatwia, tez tak uwazacie?
On sie tlumaczy tym, ze poniewaz ja wywolalam klotnie kiedy jego corka byla u nas to on poczul ze ja jej zagrazam I dlatego sie zdenerwowal, jesli nie bede takich rzeczy robic, to nie bedzie problemu. Fakt, nie ladnie postapilam, ale sie stalo I tak za to mi sie dostalo. Co o tym uwazacie? Slusznie mi naplul na twarz I poddusil ,no I zapomniqlam wspomniec, ze przy kazdej klotni zrywa ze mna I wyrzuca mnie z domu, czasem straszy, czasem fizycznie sie ze mna szarpie.
Jestesmy razem 2,5 roku, I tyle mniej wiecej czasu tez musi walczyc z ex zona o kontakt z dzieckiem, takze nasz zwiazek I wsxystki co z nim zwiazane jest zawsze w cieniu jego walki. Nie moze dokopac ex, to dokopuje mi, mam wrazenie. A ja Cale swoje zycie podporzadkowalam, zeby z nim byc, wlacznie z rzuceniem pracy I przeprowadzka do jego Kraju, do domu, z ktorego mnie wyrzuca jak jestem niegrzeczna....
No I nie ma mowy o terapii....
Jest jakies inne wyjscie? Co ja zaproponuje, nie ma szans, Bo on wie najlepiej.
Na wielu szczeblach rozumiemy sie doskonale, nawet bez slow, jest swietnym partnerem, pomocnym I wspierajacym, ale jak zrobie cos nie tak...
Kiedys wymyslil, ze go zdradzilam, I tylko slownie, Bo jeszcze mieszkalsm w innym panstwie, ale tak mnie zwyzywal, nazwymyslal, nawet zyczyl smierci, ze sie pozbierac nie moglam.
Zaden facet mnie tak nie kochal I zaden facet tak mnie nie ponizyl I zranil jak on.
Jakies propozycje? Bo juz nie wiem czy obstawac przy swoim czy zrobic znowu jak on chce, rozmawiac, tylko jak I o czym?
Dzieks.