nieszczesliwa... ale kocham... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » nieszczesliwa... ale kocham...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: nieszczesliwa... ale kocham...

czesc wszystkim.

zaczniemy o tym jak zaczelam chodzic z moim chlopakiem. bylo pieknie... no jak w bajce mimo tego ze dzielilo i nadal dziela nas 1000km. zareczylismy sie w lato. to byly chyba najpiekniejsze wakacje wogole. on sie staral. nawet wyjechal na 8 miesiecy do pracy do niemiec zeby zplacic kredyt i moc zaczac zycie u mnie.planowalismy zeby przyjechal we wrzesniu 2009. i tez przyjechal. dla nas nie bylo nic cudowniejszego. w koncu bylismy razem. po 2 miesiacach wszystko sie jednak zepsulo... chlopak nie znalazl pracy, pieniedzy na utrzymanie tez juz nie mial zbytnie duzo no i przez jego siedzenie w domu tylko sie dolowal i sie klocilismy. w koncu wyjechal.
od tego momentu wszystko sie zmienilo. ja nadal mialam te motylki w brzuchu, nadal mialam nadzieje ze bedzie dobrze i tym sie kierowalam. on zas jak przyjechal do domu zaczal mnie zaniedbywac lekko. tlumaczylam sobie to tak ze nie bylo go przez 10 miesiecy w domu i pewnie chcial miec wiecej czasu dla znajomych, rodziny. na poczatku nic nie mowilam. ale z czasem juz nie moglam. powiedzialam mu co mi na sercu lezy, ze juz tak nie pisze itp. na rozmowach przez skype czesciej sie klocilismy ale nadal bylismy pewni ze chcemy ze soba byc. jeszcze wtedy dawal mi ta pewnosc, ze mnie kocha, ze moge byc spokojna. pojechalam na swieta. mielismy super czas spedzilismy razem sylwestra. znowu to nas zblizylo. na walentynki przyjechal do mnie do niemiec. zrobil mi niespodzianke. znow minely piekne poltora tygodnia z nim. lecz potem zaczelo sie wszystko od nowa. jak kiedys pisal mi 5 sms przez godzine to teraz pisze mi 5 przez caly dzien. a ma darmowki na moj polski numer...
oswiadczyl mi kiedys przy rozmowie ze juz nie ma tych "motylkow w brzuchu" i mimo tego kocha jak na poczatku....
jak mozna kochac tak samo jezeli nie ma sie motylkow w brzuchu?! przeciez to sensu nie ma..
dla mnie sie swiat zawalil i od tego momentu stracilam calkowita pewnosc ze to jeszcze to dla niego. mijaly tygodnie i ciagle powtarzalam mu ze sie zmienil. ze nie okazuje juz tyle czulosci, ze nie pokazuje mi ze kocha a kiedys przeciez potrafil. on jednak mi mowil ze przeginam. ze musze w koncu zyc normalnym zyciem, ze nie zyje w bajce i ze ma inne zajecia i nie moze ciagle pisac. (sms to przeciez minuta czasu...)
ale powiedzcie mi jak tu mozna zyc normalnie jak jestem w zwiazku na odleglosc? przeciez wiedzial w co sie pakuje i potrafil pokazac uczucia mimo tego ze byl daleko!
dalej mowilam i mowilam az w koncu cos zrobil. lekka zmiana byla.staral sie. lecz klotni bylo coraz wiecej. jego teksty typu "to mnie zostaw" jeszcze bardziej mi dawaly do zrozumienia ze cos sie zmienia. tracilam powoli pewnosc, tracilam nadzieje, uczucia ze kocha, ze jestem najwazniejsza. nie bylo dnia zebym nie plakala. nie wyrabialam juz ale on mimo klotni i tego zaniedbania twierdzil ze chce byc ze mna, ze kocha i ze przyjedzie do mnie. ze chce w tym roku slubu. ja juz w to nie wierzylam. myslalam o tym zeby skonczyc zwiazek. pierwszy raz o tym wtedy myslalam... ale nadal walczylam. powiedzialam sobie ze swieta wielkanocne pokaza co bedzie. bylam tam 2 tygodnie. i chyba przez co 3. dzien sie klocilismy. nawet mu w pewnej klotni oddalam pierscionek, powiedzialam ze to koniec bo juz psychicznie nie wytrzymalam. on zas nie chcial mi dac isc. plakal, blagal zebym zostala bo kocha i nie potrafi zyc beze mnie... szczerze mowiac to nie wiem czemu zostalam... kocham go, kocham jak nikogo dotad kochalam ale nie wiem co mnie u niego jeszcze trzyma... jestem nieszczesliwa... przy nim wiecej placze niz sie smieje... on nie daje mi juz pewnosci ze to ja jestem ta jedyna dla niego, nie daje mi czulosci, nie daje swobody, nie daje szczescia... nie daje milosci jak kiedys... a ja tego tak bardzo potrzebuje... tym bardziej bo to zwiazek na odleglosc.
jak bylo dobrze mielismy plany ze w tym roku sprobuje jeszcze raz u mnie znalesc prace... ale czy to jeszcze ma sens?
nie wiem co mam robic... czy zostawic, czy walczyc?
dzis spytalam sie go czy moglby zyc beze mnie, wyobrazic sobie ze by bylo dobrze u niego tez beze mnie.
jego odpowiedz byla "nie myslalem nigdy o tym i nie bede myslal. jest mi dobrze przy tobie."

Wer liebt, muß sich verlieren und sich wiederfinden können.
- Paulo Coelho
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

Madziulek jesteś bardzo młoda- nie za szybko się aby zaręczyliście? Ja rozumiem miłość itp. ale 20 lat.. sama mam 19 i nie wyobrażam sobie sytuacji żeby w tak młodym i głupim wieku deklarować się na całe zycie...

Miałam podobną sytuację jak ty- chłopak też mówił że kocha itp. potem powiedział pewnego dnia, że juz nie tak jak kiedyś... poczułam się zdradzona. Potem mnie niby przez rozmowy zapewniał, ze kocha tak samo albo i mocniej, ale zadra w sercu została a jego słowa nie brzmiały już tak szczerze..

Myślę, że oboje gdzieś w głębi poczuliście że to idzie wszystko za szybko.. zaręczyny w wakacje na pewno były cudne, ale czy aby na pewno do końca przemyślane?  Można być ze sobą, w tak młodym wieku bez tego pierścionka na palcu...

To tylko ja..

3

Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

Ja któregoś dnia też usłyszałam, że nie jest pewien czy wciąż kocha... zabolało, nie powiem, ale porozmawialiśmy o tym i miał kilka dni na przemyślenie wszystkiego. Po tym czasie powiedział, że kocha. I faktycznie widzę to w jego oczach, gestach i słowach. To był chyba taki nasz mały kryzys. Ale przynajmniej zdaliśmy sobie sprawę z uczuć jakie nosimy w sercu i teraz jest lepiej niż było.

Madziulek, nie powiem Ci, że może to za wcześnie na zaręczyny, bo sama jestem niewiele starsza od Ciebie i chciałam się zaręczać już w kilka miesięcy po rozpoczęciu związku, ale zaczekaliśmy z tym i nie żałuję. Wtedy byłaby to nieprzemyślana decyzja, a teraz jest świadoma i pewna.

Wiesz, motylki w brzuchu nie są jedyną oznaką miłości. A wręcz to nie oznaka miłości tylko tej pierwszej fazy - zakochania.

Musicie zawalczyć o siebie i każde musi udowodnić, że faktycznie zależy mu i na waszym związku i na wspólnej przyszłości.

Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

hmm...
mysle ze nie chodzi o to ze sie zareczylismy...
dodam ze to ja nie chcialam sie zareczac na poczatku. pozatym bylo wszystko planowane z jego strony. jego rodzina wiedziala o tym, moja tez.
wiedzial co robi. do tej chwili twierdzi ze zareczyny jeszcze bardziej nas przyciagnely do siebie.
i to on zaczyna rozmawiac o slubie i dzieciach. gdyby to dla niego za szybko bylo to by nie planowal czegos czego nie chce. akurat mozna powiedziec pod tym wzgledem jest szczery do bolu. i by powiedzial.
ja w kazdym badz razie nie mysle o zadnym slubie.
to by bylo chore....
ja wogole nie wiem czy mam z nim byc...

Wer liebt, muß sich verlieren und sich wiederfinden können.
- Paulo Coelho

5

Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

Madziulek, więc jeśli nie wiesz, to czas żebyś poważnie się nad tym zastanowiła i przemyślała sprawę. Mówi się, ze jeżeli kobieta zaczyna się zastanawiać, to oznacza, że już nie kocha...

Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

ja wiem ze to nie chodzi tylko o te motylki.
wiem ze to przechodzi.
bylam juz w zwiazku przez 5 lat. przezylam z ta osoba tyle zlych i dobrych rzeczy.
fakt, to byla szczeniacka milosc ale pokazala mi co jest wazne w zwiazku.
ta osoba nauczyla mnie wiele rzeczy.

ja ciagle walcze ale czuje ze poprostu mi sil brakuje.
probuje mu powiedziec co sie ze mna dzieje a on tego nie bierze na serio. to mnie najbardziej boli.
a przeciez nic nie idzie na sile.
mysle sobie juz teraz ze jezeli on nie chce walczyc i pokazywac uczuc to po co ja to robie?
naprawde mysle juz powoli ze mam sobie dac spokoj bo sa tylko klotnie ktore nas niszcza jako osoby. i ta odleglosc tym bardziej doluje...

Wer liebt, muß sich verlieren und sich wiederfinden können.
- Paulo Coelho
Odp: nieszczesliwa... ale kocham...

ja go kocham... gdybym nie kochala bym sie juz dawno nie meczyla. dzieli nas 1000km.
moglabym o nim zapomniec z czasem. nie byloby konfrontacji.
ale jednak nie chce. bo wlasnie kocham.
tylko ze moja milosc nie starczy...

Wer liebt, muß sich verlieren und sich wiederfinden können.
- Paulo Coelho

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » nieszczesliwa... ale kocham...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018