czesc wszystkim.
zaczniemy o tym jak zaczelam chodzic z moim chlopakiem. bylo pieknie... no jak w bajce mimo tego ze dzielilo i nadal dziela nas 1000km. zareczylismy sie w lato. to byly chyba najpiekniejsze wakacje wogole. on sie staral. nawet wyjechal na 8 miesiecy do pracy do niemiec zeby zplacic kredyt i moc zaczac zycie u mnie.planowalismy zeby przyjechal we wrzesniu 2009. i tez przyjechal. dla nas nie bylo nic cudowniejszego. w koncu bylismy razem. po 2 miesiacach wszystko sie jednak zepsulo... chlopak nie znalazl pracy, pieniedzy na utrzymanie tez juz nie mial zbytnie duzo no i przez jego siedzenie w domu tylko sie dolowal i sie klocilismy. w koncu wyjechal.
od tego momentu wszystko sie zmienilo. ja nadal mialam te motylki w brzuchu, nadal mialam nadzieje ze bedzie dobrze i tym sie kierowalam. on zas jak przyjechal do domu zaczal mnie zaniedbywac lekko. tlumaczylam sobie to tak ze nie bylo go przez 10 miesiecy w domu i pewnie chcial miec wiecej czasu dla znajomych, rodziny. na poczatku nic nie mowilam. ale z czasem juz nie moglam. powiedzialam mu co mi na sercu lezy, ze juz tak nie pisze itp. na rozmowach przez skype czesciej sie klocilismy ale nadal bylismy pewni ze chcemy ze soba byc. jeszcze wtedy dawal mi ta pewnosc, ze mnie kocha, ze moge byc spokojna. pojechalam na swieta. mielismy super czas spedzilismy razem sylwestra. znowu to nas zblizylo. na walentynki przyjechal do mnie do niemiec. zrobil mi niespodzianke. znow minely piekne poltora tygodnia z nim. lecz potem zaczelo sie wszystko od nowa. jak kiedys pisal mi 5 sms przez godzine to teraz pisze mi 5 przez caly dzien. a ma darmowki na moj polski numer...
oswiadczyl mi kiedys przy rozmowie ze juz nie ma tych "motylkow w brzuchu" i mimo tego kocha jak na poczatku....
jak mozna kochac tak samo jezeli nie ma sie motylkow w brzuchu?! przeciez to sensu nie ma..
dla mnie sie swiat zawalil i od tego momentu stracilam calkowita pewnosc ze to jeszcze to dla niego. mijaly tygodnie i ciagle powtarzalam mu ze sie zmienil. ze nie okazuje juz tyle czulosci, ze nie pokazuje mi ze kocha a kiedys przeciez potrafil. on jednak mi mowil ze przeginam. ze musze w koncu zyc normalnym zyciem, ze nie zyje w bajce i ze ma inne zajecia i nie moze ciagle pisac. (sms to przeciez minuta czasu...)
ale powiedzcie mi jak tu mozna zyc normalnie jak jestem w zwiazku na odleglosc? przeciez wiedzial w co sie pakuje i potrafil pokazac uczucia mimo tego ze byl daleko!
dalej mowilam i mowilam az w koncu cos zrobil. lekka zmiana byla.staral sie. lecz klotni bylo coraz wiecej. jego teksty typu "to mnie zostaw" jeszcze bardziej mi dawaly do zrozumienia ze cos sie zmienia. tracilam powoli pewnosc, tracilam nadzieje, uczucia ze kocha, ze jestem najwazniejsza. nie bylo dnia zebym nie plakala. nie wyrabialam juz ale on mimo klotni i tego zaniedbania twierdzil ze chce byc ze mna, ze kocha i ze przyjedzie do mnie. ze chce w tym roku slubu. ja juz w to nie wierzylam. myslalam o tym zeby skonczyc zwiazek. pierwszy raz o tym wtedy myslalam... ale nadal walczylam. powiedzialam sobie ze swieta wielkanocne pokaza co bedzie. bylam tam 2 tygodnie. i chyba przez co 3. dzien sie klocilismy. nawet mu w pewnej klotni oddalam pierscionek, powiedzialam ze to koniec bo juz psychicznie nie wytrzymalam. on zas nie chcial mi dac isc. plakal, blagal zebym zostala bo kocha i nie potrafi zyc beze mnie... szczerze mowiac to nie wiem czemu zostalam... kocham go, kocham jak nikogo dotad kochalam ale nie wiem co mnie u niego jeszcze trzyma... jestem nieszczesliwa... przy nim wiecej placze niz sie smieje... on nie daje mi juz pewnosci ze to ja jestem ta jedyna dla niego, nie daje mi czulosci, nie daje swobody, nie daje szczescia... nie daje milosci jak kiedys... a ja tego tak bardzo potrzebuje... tym bardziej bo to zwiazek na odleglosc.
jak bylo dobrze mielismy plany ze w tym roku sprobuje jeszcze raz u mnie znalesc prace... ale czy to jeszcze ma sens?
nie wiem co mam robic... czy zostawic, czy walczyc?
dzis spytalam sie go czy moglby zyc beze mnie, wyobrazic sobie ze by bylo dobrze u niego tez beze mnie.
jego odpowiedz byla "nie myslalem nigdy o tym i nie bede myslal. jest mi dobrze przy tobie."