Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Ten temat mógłby być rozpisany na kilku wątkach. Mam problem z mamą, chłopakiem i tym co bym chciała robić po zakończeniu etapu studiów? Odwieczny chyba problem każdej dziewczyny w moim wieku kiedy powinna być już dorosła, a wciąż jest zależna od rodziców. Kiedy w teorii powinna uśmiechać się i być pełna optymizmu, chęci do działania, ale wizja czarnego tunelu, plamy bezsilności ją przeraża ? Będzie dużo hmm?Ale po kolei.

Jeśli chodzi o chłopaka, znałam go od dawna. Zawsze mi się podobał od pierwszego wejrzenia, ale ze względu na odległość (2000km) posługiwaliśmy się tylko za pomocą komunikatora skype. Zawsze była tylko przyjaźń, choć gdzieś głęboko w nas wiedzieliśmy że gdybyśmy tylko mieli taką możliwość bylibyśmy razem. W zeszłym roku mój (ex) chłopak zostawił mnie. Po 2óch miesiącach od tamtego wydarzenia przez przypadek spotkałam się skype?owo z moim (jeszcze wtedy) kolegą. Na początku było miło, zwykła gadka, trochę zwierzeń, pocieszeń że teraz może być tylko lepiej? Ale im więcej ze sobą gadaliśmy, tym bardziej zaczynaliśmy flirtować. Z czasem, powoli, powoli, wyznaliśmy sobie że coś do siebie czujemy. Choć z mojej strony była to na początku fascynacja, on powiedział mi wiele pięknych słów. Że gdyby nie odległość nie miałby wątpliwości żebym stała się kobietą jego życia. Ale że póki co, ze względu na naukę, kiepską pracę, jesteśmy przyblokowani. Mimo wszystko chciał być ze mną i stało się. W listopadzie, zeszłego roku przyjechał do mnie, po dwóch miesiącach ja do niego. Zakochałam się jak nigdy w nikim. W jego fizyczności, wnętrzu? Przez krótki okres czasu czułam się szczęśliwa jak nigdy. On ma wiele cech które zawsze chciałam aby mój mężczyzna miał. Jesteśmy w wielu kwestiach podobni do siebie, czujemy się swobodnie będąc razem, wielką nieskończoną radość. Dzieli nas jedno, problem współczesnych facetów: on nie planuje w swojej przyszłości ślubu. Stały związek tak, ale na kocią łapę, wiecie? Wtedy otworzyłam szerzej oczy. Można teraz dyskutować czy ma rację, czy jej nie ma. Poznał moje odmienne zdanie w każdym razie, przeprosił że mógł mnie zranić tym stwierdzeniem, ale zawsze chciał być szczery wobec mnie. Boi się, że robiąc mi jakiekolwiek zapewnienia dotyczące ?nas?, które w przyszłości się nie spełnią, zrani mnie. A na to nie może sobie pozwolić. Chce żebym była szczęśliwa. Nawet jeśli znajdę kogoś bliżej, zaakceptuje to. Nie może mnie trzymać na siłę. Mam czuć się wolna w swoich postanowieniach. On będzie przy mnie trwał dopóki ja powiem z jakiejś przyczyny ?stop?. Piękne prawda? W praktyce zrozumiałam że do wielu rzeczy nie dorósł, że pomimo wielu dziewczyn, nigdy nie był kochany tak jak zasługiwał. I że jego piękne słowa pozostają słowami. No bo jeśli pragnie mojego szczęścia, nie chce mnie stracić, ale nie uczyni mnie szczęśliwą bo jemu pewne sprawy się nie widzą? No to jak?! Mam żal że nie ma konkretów, ale nie mogę nic wymagać bo jesteśmy na samym początku poznawania się. I nie mówię o ślubie. Ale o jakimś planie działania? Co zrobić, aby być bliżej siebie. Żeby się POZNAĆ. Któregoś dnia powiedział że nie może znaleźć luki w kalendarzu aby mnie odwiedzić. Ja tak samo. Owszem, można powiedzieć ?dla chcącego nic trudnego? ale życie bywa trudne. Zobaczymy się w wakacje (wtedy w końcu pobędziemy dłużej). Z wielu przyczyn, pomimo wielkiego zakochania nie widzę happy endu. Czekam cierpliwie na wakacje które mam nadzieję coś wyjawią. Nie naciskam na nic. Będę sobą, cieszyła się chwilą, obserwowała jego kolejne ruchy. Nie chcę wywierać presji na nikim. To ja chcę być najważniejsza, zdobywana?

Jeśli chodzi o mamę: od początku tego nie popierała. To dobra kobieta, kocham ją nad życie, ale swoimi słowami potrafi celnie ranić. Nie uznaje go jako ?chłopaka?, dla niej ten związek jest bez sensu, bez przyszłości. Nie bacząc na fakt że się zakochałam powtarza ?nie martw się, spotkasz kogoś w kim się zakochasz na zabój?? Ale nic, mama jest mama. Życie jest moje, końcowe decyzje będą należały do mnie, wiem...

Tylko że czuję się koniec końców jakoś tak sama? Z mamą się kłócę (chociaż jestem osobą pokojową z natury). Nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem z nią (chociaż miejsca jest baaardzo dużo). Teraz pisze licencjat. Nie chcę kontynuować tego co robię. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak zdołowana z powodu nauki (powiedzmy że na tamte czasy wybrałam mniejsze zło). Miałabym ochotę zamieszkać sama, nie czując nad sobą oczu rodziców którzy wiedzą kiedy wstaję, kiedy idę spać, co robię w ciągu dnia. A on? Owszem, wspiera mnie słowem, chociaż zabrzmi to może śmiesznie ?dba o mnie?, o to abyśmy ze sobą codziennie rozmawiali, każe mi się nie poddawać i wytrzymać do lata. wink Ale wiecie jak to jest na odległość. Nie przytuli, nie ukocha sad. Teoretycznie mogłabym zacząć studia bliżej jego (magisterkę). Ale to się łatwo mówi. Po pierwsze nie mam sprecyzowanego tego, co chciałabym dalej studiować (kolejna moja czarna plama). Po drugie, musiałabym z wielu rzeczy zrezygnować, znaleźć pracę, utrzymać się. Robić to wszystko dla niezdecydowanego faceta? Bo nie wiem czy studia w jego mieście leżą/leżały zawsze w sferze moich marzeń. Przepraszam za takie rachowanie?Chociaż serce za nim tęskni, przemawia rozsądek?  Marzę aby do tych wszystkich cech pozytywnych które ma, otoczył mnie zdecydowanym ramieniem. Boję się ryzykować. Zawsze w przeszłości robiłam facetom za ?mamę?, byłam na każde skinięcie. DOSYĆ! Chcę żeby on się zdecydował. Żebyśmy może coś RAZEM zadecydowali.

Przepraszam za tak długi wpis. W zasadzie mam odpowiedź na to co powinnam zrobić? CZEKAĆ. Tylko czas jest po mojej stronie i on wszystko wyjaśni? Ale chciałabym aby może któraś z was podzieliła się swoimi doświadczeniami. Lub co byście zrobiły w zaistniałej sytuacji. Będzie mi miło za każde słowo wsparcia, lub jakąś waszą historię. Bo czuję że stoję na środku skrzyżowania i nie wiem co dalej.
Chciałam się mimo wszystko podzielić swoją historią?  Dziękuję jeśli dotrwałyście?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

ja dotrwałam wink

sama jestem w związku na odległość mimo dość młodego wieku... od prawie dwóch lat jestem z facetem, który mieszka dokładnie 560km stąd.
moi rodzice na początku też nie byli zadowoleni, ale teraz jakoś się układa. bardzo go lubią, a my się stosunkowo często widzimy (raz na 1,5 miesiąca). wiem - odległość robi swoje. 2000km to nie to co prawie 4 razy mniej.. ale ja zaryzykowałam i uwikłałam się w to, a po tym jak skończę szkołę przeprowadzam się do niego, aby tam zacząć studia. smile u mnie będzie raczej happy end... ale to co właściwie chciałam powiedzieć:

całkowicie Ciebie rozumiem, jeżeli chodzi o wasze kontakty... rozumiem co to znaczy "być zadbaną słowem". niestety ciężko brakuje dotyku, tego aby przytulił, pocałował. w takich momentach, najlepiej myśleć o chwilach, gdy jesteście razem.. wtedy czujesz się szczęśliwa.. pomyśl, że zaraz to znowu nastąpi smile

zastanowiłabym się jednak nad tym co mówisz o studiach.. jeżeli naprawdę chcesz z nim być i jesteś tego pewna, powinnaś przenieść się bliżej niego po szkole. może niekoniecznie na magisterkę wink może zmień kierunek studiów. poszukaj takiego, który da ci szczęście i spełnienie. nie warto tracić czas na coś, co Ciebie unieszczęśliwa. wracając do związku... związek na odległość wymaga poświęceń. widzicie się dosyć rzadko, a to dodatkowo utrudnia sprawę,bo nie masz pewności czy na dłużej będziesz z nim szczęśliwa.. moja rada na ten moment: czekaj do lata i upewnij się. a jak okaże się, że to z nim chcesz spróbować szczęścia, to postaraj się, aby odległość, która was dzieli znacznie się zmniejszyła, tak abyście mogli się widywać przynajmniej raz na miesiąc. jeżeli to nie Ten... trudno.. nie ciągnij tego..

no i problem z mamą... hm. w sumie to ona ma trochę racji. Oczywiście martwi się o ciebie. widzi jak czujesz się nieszczęśliwo-szczęśliwa - zakochana, ale na odległość. jej obawy, nawet jeżeli zbyt duże, na pewno nie są nieuzasadnione. może używa złych słów.. słowa potrafią mocniej ranić niż miecz.. ale chce dobrze.. spróbuj się z nią dogadać, porozmawiać od serca o tym co czujesz, jak to widzisz... może zrozumie, a wtedy będziesz miała oparcie smile

cóż... to chyba tyle.. moja odpowiedź też jest dosyć długa wink wiem, że pewnie wiele z tego sama wiesz, sama do tego doszłaś.. ale zastanów się. wink ja uważam, że najważniejsze to być w życiu szczęśliwym..

a Tobie co da szczęście?? smile

3

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Okruszko, czuję w tobie niepokój, smutek ... może to nieprzepracowana żałoba po poprzednim związku, może to przełom i strach przed zmianą, a jednocześnie wielka ochota na zmianę.

Kończysz pewien etap, chciałabyś wejść w nowy, czujesz, że jesteś gotowa, ale boisz się, masz masę pytań, jesteś wrażliwa, a życie to ......
niecierpliwisz się ... to świetnie smile, masz w sobie energię, życie...

Wiesz, że mamy wspólną tajemnicę:) ? no, teraz już wiesz smile, razem Biegłyśmy z wilkami... przypomnij sobie opowieść o szkielecie, który wyłowił rybak, i który doczepił się do niego, pamiętasz jak rozpaczliwie uciekał, bo nie rozumiał i nie był gotowy ... nie myślisz, że twój ukochany jeszcze nie dojrzał tej łzy... tej łzy, którą spije kiedyś swoimi spragnionymi ustami?
A ty do tego czasu odnajdź siebie, to co pragniesz robić w przyszłości, gdzie pragniesz zrobić magistra...
Skup się na pojedynczych celach... i dobrze wiesz, że ON sam dojrzeje i zapragnie kiedyś abyś była blisko niego, i nie będzie innej opcji.

"Człowiek, który ma serce, niczego nie może stracić, gdziekolwiek by się znalazł" H.Murakami

4

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Hehe jakbym czytała siebie miesiąc temu smile

My też byliśmy ze sobą 2 lata, widzieliśmy się rzadko (czasem spotkania umiał odłożyć w nocy przed wink ) ale mimo to zapewniał mnie o bezgranicznej miłości, o tym że poczeka na mnie (miałam się przeprowadzić do jego miasta na studia). Nasze bycie razem to nie była sielanka- o nie, ale mimo to byłam slepo w niego zapatrzona, wszystko mu wybaczałam (bo i przepraszać na początku umiał, potem już praktycznie tego nie robił).


Kochany Okruszku- powiem ci szczerze- mój całe dwa lata zabiegał o to żebym zdecydowała się na studia u niego, obiecywał pomoc (nawet finansową). Po prostu czułam całym sercem że mnie tam chce. Ale coś się nagle zmieniło, przestał kompletnie o tym mówić, gdzieś miesiąc przed zerwaniem przeszliśmy okropny kryzys w którym wypalił że... on nie chce żebym się przeprowadzała... to byl dla mnie taki szok, że szkoda mówić. Poczułam się oszukana. On to argumentował, że nie chce żebym czuła sie tam samotna, (choć wcześniej zapewniał, że bedzie ze mną całe dnie). I co miałam mu odpowiedzieć? Jak idiotka powiedziałam że też doszłam do tego wniosku, że rodzice by mnie puścili i takie tam. A tak naprawdę ja czekałam na tą przeprowadzkę, chciałam być blisko niego, poniekąd wyrwać sie z domu, dorosnąć. Temat się zakończył. Potem miedzy nami już nie było tak samo. Czułam, że on oddala się powoli, my żyliśmy tą myślą 2 lata a potem skoro niby "razem" stwierdziliśmy ze to sensu nie ma to po co to ciągnąć? nie mieliśmy wspólnego celu. I zerwał smile (choć ja podejrzewam, ze on już od dawna przestał mnie kochać, tylko ciągnął to bo mu głupio było to kończyć).

Po co to pisze? Paradoksalnie jestem mu wdzięczna, co by było gdybym naprawdę tam się przeprowadziła? Zostałabym całkiem sama w obcym mieście. Moi rodzice pewnie głownie mama triumfowałaby, ale w sercu byłoby jej okropnie żal mnie, ze dałam się zwieść na puste, bez pokrycia słowa. Wiem, że w miłości nie można niczego obiecać, ale wiesz... myslę że jeżeli ty nie jesteś pewna WAS to chyba nie ma sensu żebyś się przeprowadzała... Ja byłam pewna niego, naprawdę, a okazało się że te nasze dwuletnie marzenia to mrzonka. Czasem myslę, że on się po prostu przestraszył odpowiedzialności, on taki mamusiny jest, wiedziałam, że zawsze wybierze ją, nie mnie.

Zresztą bardzo mi go przypominasz- on też mówił, ze takie bycie razem kiedy nie mozna sie przytulić gdy smutno jest niepełne, jego wątpliwości narastały coraz bardziej, aż zdał sobie chyba sprawę, że my nie mamy sensu...

Może mówię to z goryczą, ze mi nie wyszło, ale wiesz- widzicie się tak rzadko i ta straszna odległość... Ja dziś powiem szczerze, że nie chcę pakować się już chyba w związki na odległość smile Za mocno zrozumiałam, ze gg, komórka pare wyrwanych godzin to nie wszystko. Wystarczy wyłączyć komputer, komórkę i was tak naprawdę nie ma... Wiem, ze to gorzkie słowa, sama nie chciałabym chyba takich czytać, ale czuje że nie jesteś pewna czy to ma sens.

Pewnie znajdą sie dziewczyny na forum które zaryzykowały i znalazły szczęście w ramionach tego ukochanego, ale... ja już podchodzę do tego sceptyczniej. Dostałam gorzką lekcje życia. Myślałam, ze goraca miłość wszystko wytrzyma- ale czas to nas najgorszy wróg smile Zwłaszcza, że jego słowa naprawdę piękne rzadko kiedy miały pokrycie w czynach smile


Ja bym na twoim miejscu porozmawiała z nim szczerze- jak sobie wyobraża dalsze bycie razem. Co mysli na temat twojej przeprowadzki, podpytaj trochę dziecinnie co będziecie razem robić.. Możesz sie dużo dowiedzieć, a i mu da to do myślenia. Bedzie za ciebie odpowiedzialny czy chce czy nie. To on cię poniekąd tam ściągnął, wiec będzie dużo myślał na wasz temat i może (czego ci z całego serca nie życzę kochana) powie to co mój- nie przeprowadzaj się.

Ja bym na twoim miejscu nie ryzykowała- z tego co piszesz to on traktuje was trochę "za lekko" jak na taki krok. Zapewnia cię, ze gdy znajdziesz lepszego możesz odejsć.. mnie by to martwiło, chciałabym żeby MÓJ facet powiedział, że bedzie o mnie walczyć bo jest pewien że ja jestem tą jedyną.

To tylko ja..

5

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Dziękuję za odpowiedzi. Trzy posty tak diametralnie inne smile. Nawet nie mam pojęcia od czego zacząć żeby odpisać... Cyba zacznę od La Que Sabe gdyż wydaję mi się że bardzo trafnie mnie określiła... Faktycznie, mimo uśmiechu na twarzy jest we mnie dziwny rodzaj smutku, niepokoju... Akurat poprzedniego związku bym w to nie mieszała. Wiem że od czasu rozstania minęło mało miesięcy gdy zaczęłam coś nowego... Nie powiem że przeszło od razu. Zakończeniem jakiejkolwiek "żałoby" okazało się wejście w 2010 rok. Wtedy przestałam zadawać sobie wiele niepotrzebnych pytań. Zrozumiałam że mimo że zostałam porzucona i upokorzona nie przegrałam, a on też nie wygrał... Nie było zwycięzców ani przegranych. Nasze drogi się rozeszły i tyle. Dzisiaj wiem że jest innym człowiekiem. I wiem że to nie był "on"... I że koniec końców coś nade mną czuwało bo na dłuższą metę byłabym bardzo nieszczęśliwa z nim...

Czy wy też nie macie czasami wrażenia że nic nie dzieje się bez przyczyny? Owszem, każda napotkana osoba nas czegoś uczy. Ale czasami okoliczności spotkań, rozstań są bardzo dziwne... Tkwię w jakimś dziwnym "smutku", ale ciągnie mnie też ciekawość. Zadaję sobie pytania: jak to się stało że jestem z tą osobą... Jeszcze kilka lat temu by mi nawet przez myśl nie przyszło że mogłabym odkopać starą znajomość... Miewam gorsze i lepsze chwile. Ale nie chce się rozstać tylko z powodu odległości. Niech to będzie jakikolwiek powód byle nie ten... ooliska, felina:dziękuję za wasze historie smile. Jedna z happy endem, druga bez, ale za to z refleksją. No właśnie, nie jestem w 100% jego pewna. Ale wynika to chyba z doświadczenia jakie wyniosłam wcześniej. Nie ufam bezgranicznie, obserwuję, staram nie mydlić sobie oczu że będzie wspaniale... Oczywiście, w głębi siebie marzy mi się aby mieć go u mojego boku. Naturalne gdy jest się zakochanym smile. Ale nie mogę tracić dla niego głowy. A przynajmniej teraz...ooliska, no własnie pozostaje mi cierpliwie czekać na wakacje. Sam powiedział w jednej rozmowie "pomyślimy razem"(odnośnie mojej edukacji). To było miłe, troskliwe. I ogólnie, chcę się przekonać co do jego osoby... Co mi daje szczęście? smile Jestem silna, ale nie czuje się kobietą w 100% niezależną, skupioną na sobie. Daje mi radość gdy kocham i jestem kochana. Z tego czerpię energię. To mi daje siłę do działania (chyba każdej z nas)... I czasami mam wrażenie że tutaj się ze sobą kłócę jeśli chodzi o jakieś moje wyjazdy w przyszłości. Nie jestem pewna czy robię to dla siebie, czy dla niego. Bo z jednej strony myślę: pojadę do niego na studia (nastawiona na rozwój swojej niezależności), a z drugiej, czy pojechałabym tam, gdyby jego nie było? Boje się że nieświadomie robię znowu coś "pod faceta"(i dostanę po tyłku)...
felina, współczuję Ci że tak wyszło. To nie jest fajne gdy dostaje się zapewnienia tego typu, a potem strona która tak dąży do bycia "bliżej" odpuszcza. Rozmawiałam już z moim... Konkretnie, ale podkreślając że nie patrzę w zbyt odległą przyszłość. Mówiłam że zależy mi aby nie poprzestać na rzeczywistości wirtualnej i doprowadzić do tego aby pobyć razem na dłuższą metę. Otrzymałam odpowiedź że póki co w te wakacje nie będzie przeszkód. Ale tak dalekich zapewnień nie chce mi robić. Boi się że jeśli mi naobiecuje, potem coś pójdzie nie tak i mnie zrani. Panicznie się tego boi... Chce przeżyć ze mną szczęśliwie czas jaki będzie nam dany. Nie spodobał mi się ten brak konkretów. Powiedziałam że jak się kocha szczerze, to dąży się do bycia razem. Że nie chcę się tracić ukochanej osoby. Dostałam wtedy odpowiedź "wiem, zgadzam się i ja nie chcę Cię stracić"... Gdy złość opadła, postanowiłam spojrzeć na to od jego strony. Paradoksalnie ten brak konkretów, na ten czas, chyba powinien mi wystarczyć. Bo w zasadzie czego z drugiej strony mam chcieć, w tej chwili?! Karmić się zapewnieniami mogłoby okazać się faktycznie bardziej bolesne niż ta cała odległość i brak konkretów...

Ech... Trudne to wszystko... Ale może teraz musi tak własnie być... To dziwne że do tej pory nie spotkałam nikogo tutaj, bliżej mnie (a nie mam problemów aby być zauważoną wśród płci przebrzydłej wink ), jestem otwarta na nowe znajomości w ogóle, ale jakoś moje życie towarzyskie specjalnie nie kwitnie...

La Que Sabe, dziękuję za przypomnienie opowieści... To faktycznie mnie podniosło na duchu i dało cień nadziei która w głębi siebie chowam smile... Ale chyba moja podróż z wilkami się jeszcze nie skończyła smile...

6

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Mi się synek urodził i jak miał 1 rok mąż musiał wyjechać na całe tygodnie do innego miasta w Polsce do pracy. Było ciężko, ale przetrwaliśmy to i jest teraz wszystko ok. Po czasie trudnym przychodzą refleksje i czasy dobre - głowa do góry.

-----------------------
Ania
Biżuteria srebrna

7

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Okruszku to dobrze, że o tym mówiliście smile

Masz rację- lepiej nie karmić się na darmo pustymi słowami, tylko że kobiety czasem ich po prostu potrzebują. Podzwiam cię. Ja bym nie umia być z takim facetem który jest tak powściągliwy w mówieniu o nas, chyba miałabym za dużo podejrzeń co do niego i moja głowa tworzyłaby fantastyczne opowieści.

My niestety takie jesteśmy- wymagamy od partnerów konkretów, gdy o nich mówią a potem nic z tego nie ma mamy żal, a kiedy ich braknie to też nam niedobrze bo mamy poczucie że jest niezdecydowany smile

Być moze opinie sa przesiąknięte bardzo moim osobistym zawodem, ale zastanów się naprawdę dobrze... Kobieta ma prawo oczekiwać od swojego mężczyzny jakiś zapewnień... nie da się wiecznie być ze sobą "tak o, jesteśmy póki nie znajdziesz lepszego".

Twój facet na pewno cię kocha, ale możne musisz nim lekko wstrząsnąć... nie musisz wiecznie rozumieć jego podejścia do was, a nie miło byłoby gdyby ta sprawa wypłynęła w czasie jakieś kłótni..

To tylko ja..

8

Odp: Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Stwierdziłam, że muszę nadać temu wątkowi koniec. Dołączam do grona osób gdzie związek na odległość nie wypalił. Nie ma winnych, nie ma kłótni. Oboje, jak się okazało mieliśmy te same złudzenia. Nikt nikogo nie oszukiwał. Jeżeli już to siebie nawzajem, równomiernie. Los nam stawiał poprzeczki. Nasze światy za bardzo się różniły. Pewne decyzje było trudno podjąć. Wciąż się kochamy, na swój sposób zawsze będziemy. Może pozwoliło mi to zrozumieć jak bardzo trzeba się cieszyć gdy ma się obok ukochaną osobę. Zrozumiałam że jednak bardzo się męczyłam w ciągu tych miesięcy. Ktoś tutaj marudzi, że nie widzi swojej ukochanej osoby tydzień, dwa. że miesiąc to dużo. Ja nie widziałam 5 miesięcy. Przez ten czas trwaliśmy mając nadzieję, marząc o sobie... Ale nie widziałam końca, choć uczucie było jak z baśni...Boli, boli bardziej niż rozstanie z moim chłopakiem po długim okresie czasu. Tam uczucie było wypalone... Tutaj jeszcze dobrze się nie rozwinęło. Boję się o to, co będzie dalej? Co będzie dalej??? Pogodzę się z tym kiedyś? Rozsądnie, na wszystkie piękne myśli odpowiadam przekornie myślami o tym, jak bardzo mnie to męczyło. I że jak nie ma planu aby odległość zakończyć... To tkwi się w martwym punkcie.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Gdy on jest bardzo daleko a ty nie wiesz co dalej...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018