Nawet nie wiem jak mam to napisać... wczoraj pożegnałam swojego braciszka. Może komuś wydawać się to dziwne, że już dzisiaj siedzę na forum i piszę, ale ja nie wiem jak mam pomóc mojej mamie. Już nie wiem co mam robić! Chciałabym zabrać jej ból, jej rozpacz, ale to niemożliwe. Chciałam zostać w domu, być przy niej- nie zgodziła się. Jestem kilkaset kilometrów od domu i zastanawiam się jak jej mogę pomóc. Błagam, dajcie mi jakąś radę. Może ktoś był w podobnej sytuacji, może coś mi poradzi. Martwię się o mamę i mogę sobie tylko wyobrażać jak ona cierpi.
Podobne tematy
Chcesz pomóc mamie?
Pozwól jej na smutek, pozwól jej na płacz. Niczego jej nie zabieraj, nie zmuszaj do bycia jakąś, nie zaprzeczaj jej uczuciom, nie przelewaj na nią swych uczuć.
Każdy po swojemu i w swoim własnym tempie musi przejść przez tak trudny okres,nie da się tego przyspieszyć.
Nie wiem,czy jesteś matką,bo dopiero matka tak naprawdę potrafi zrozumieć tak wielki ból jakim jest strata dziecka.Nie przeszłam tego,ale mam dzieci i nie wyobrażam sobie,czy dałabym nawet radę przeżyć takie cierpienie.Jeżeli jesteś wierząca,to módl się za mamę i daj Jej odczuć,że z tym cierpieniem nie jest sama i że jeżeli będzie potrzebowała pomocy,to Ty zawsze jesteś gotowa,ale się z tym nie narzucaj.
czyli mam ją zostawić samą? nie jechać do domu, być na odległość? wiem, że mama się nie zgłosi do mnie po pomoc, nie zadzwoni jak będzie jej źle.
Nie jestem matką, nie wyobrażam sobie jej bólu, jednak mimo tego chciałabym w jakikolwiek sposób jej pomóc. Głupieje,odchodzę od zmysłów będąc daleko od niej!
6 2012-12-03 17:51:46 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2012-12-03 17:53:01)
Bardzo, ale to bardzo Wam współczuje
. A ja nie rozumiem dlaczego mama Autorki ma zostać sama z tym bólem. Moim zdaniem nic tak tu nie pomoże jak Twoje wsparcie i obecność...Mimo tego, co mówi...
Kobra dlatego że każdy człowiek jest inny i inaczej przechodzi stratę bliskiej osoby .
Jedni potrzebują tłumu aby ulżyć swojej żałobie a inni chcą ją przeżyć w samotności.
To też zależy od psychiki człowieka jeżeli chce teraz być sama to dlaczego jej na to nie pozwolić czasem bliskość drugiej osoby potęguje poczucie straty i trudno złapać duchowy pion.
Ja chciałam być sama aby uporać się psychicznie ze swoją stratą i skupić się na żyjącym dziecku minęło już tyle lat a czasem się zastanawiam kim był by teraz co co mógł wnieść w moje życie?
Ale tego nigdy się nie dowiem .
Nawet nie wiem jak mam to napisać... wczoraj pożegnałam swojego braciszka. Może komuś wydawać się to dziwne, że już dzisiaj siedzę na forum i piszę, ale ja nie wiem jak mam pomóc mojej mamie. Już nie wiem co mam robić! Chciałabym zabrać jej ból, jej rozpacz, ale to niemożliwe. Chciałam zostać w domu, być przy niej- nie zgodziła się. Jestem kilkaset kilometrów od domu i zastanawiam się jak jej mogę pomóc. Błagam, dajcie mi jakąś radę. Może ktoś był w podobnej sytuacji, może coś mi poradzi. Martwię się o mamę i mogę sobie tylko wyobrażać jak ona cierpi.
Hmm placz owszem musi sie wypłakać, ale musisz tez wytłumaczyc mamie, ze w ten sposób nie pozwala mu spokojnie odejsc... Ja pozegnałam brata rok temu, to byl najciezszy rok naszego zycia ( http://www.netkobiety.pl/t33280.html ) mozesz poczytac...
Dzwon, pisz, jezdz do niej przy kazdej okazji. Wymyslaj zajęcia,spotkania. Ja dzwonilam kilka razy na dzien z pracy bałam sie ze sobie cos zrobia, albo bedą pić w nieskonczonosc... Jak widzialam drinka,jednego na dwa tygodnie cierplam cała, ogarniala mnie zlosc... Tylko ze ja bylam przy niej caly czas i widzialam cierpienia taty i mamy, do tej pory placza po kątach.. Ja oswoilam sie i mysle zawsze ze przeciez do k...a nie mozliwe, ze to sie nie moglo stac, ze tylu ludzi wraca po imprezach do domu, ze nigdy u nas na wiosce nic takiego sie nie stalo. Dobijały nas plotki i opinie, ale teraz twardo stąpam po ziemi. Tesknie za braciszkiem strasznie, byl z nami 21 lat, ale kazda moja modlitwa do niego jest zbawieniem.... ![]()
paulla- inaczej bedziesz przechodzic załobę, jestes daleko, moja siostra jest w niemczech do tej pory nie wie co sie w domu dzialo zaraz po wszystkim...
Trzymam za Was kciuki,
czyli mam ją zostawić samą? nie jechać do domu, być na odległość? (...)
A skąd wyciągnęłaś taki wniosek?
Pozwolenie osobie pogrążonej w żałobie na płacz, na łzy, na rozpacz, nie jest równoznaczne z jej porzuceniem.
(...)Głupieje,odchodzę od zmysłów będąc daleko od niej!
Czyż nie jest tak, że to Ty potrzebujesz jej obecności? Że to ona Tobie jest potrzebną?
By być dobrze zrozumianą, Ty również przeżywasz stratę - brata.
bardzo trudno zrozumieć żal jaki jest w sercu twojej mamy,moim zdaniem powinnaś być teraz przy niej,nie wtrącać sie w jej płacz,ale być blisko,żeby wiedziała,że w każdej chwili może na ciebie liczyć,że jest ktoś,ktom jak ona cierpi,razem będzie wam łatwiej przez to przejść.
Pauula ja wiem ,co czuje twoja mama,badz przy niej,pozwol jej plakac,krzyczec...pozwol i badz przy niej ;( Mojego prawie 17 letniego syna pozegnalam 3 lata temu i do dzis jest mi bardzo ciezko,bo tu czas nie leczy rany,ale pozwala z nia zyc !Jesli nie wiesz jak pomoc ,wystarczy mame przytulic w milczeniu,ale najwazniejsze zeby czula ,ze ktos jest obok, nie boj sie wymawiac imie brata,jesli mama placze lub reaguje emocjonalnie,gdy o nim mowisz to pamietaj ,ze to nie dlatego,ze ja ranisz.Mama czuje ,ze pamietasz,czuje Twoja troske,pamietaj ,ze ta tesknota zawsze bedzie w mamie trwala,ze ta rana nigdy nie bedzie w pelni zaleczona.Mama zawsze bedzie tesknic za swoim dzieckiem,pamietaj ze teraz jej zycie roztrzaskalo sie na drobny mak....badz i trwaj przy niej!
Zacytuje moje "ulubione"motto
NA ROWNI Z ZEBRAKIEM SA MOJE MARZENIA
ON PROSI O WSPARCIE,A JA O WSPOMIENIA
BO TYLKO ONE MI POZOSTALY
BO PRAGNE PAMIETAC MOJ ANIELE MALY
BO CHCE PAMIETAC WSZYSTKO,WSZYSTKICH
BO PRZECIEZ BYLES,JESTES I BEDZIESZ MOIM ZYCIEM ;(
ps Jest takie forum przeznaczone dla mam po stracie
Dlaczego.org.pl tam mama znajdzie wsparcie i ukojenie!
wzięłam urlop, pojechałam do domu nikomu nic nie mówiąc, po prostu stanęłam w drzwiach... mama aż się uśmiechnęła:) byłam do wczoraj, muszę wracać do pracy niestety:( bo wolałabym tam być z nimi.
Ale wiem, że zrobiłam najlepszą rzecz jaką mogłam zrobić przyjeżdżając do domu. Piekłyśmy ciasta, gotowałyśmy, a wieczorami leżałyśmy przed tv oglądając cokolwiek, rozmawiając, wspominając.
Dziwne jest to, że mama nie płacze. Nie rozpacza. Ona mówi, że nie wierzy w to po prostu, śpi u Niego w pokoju, normalnie mówimy o Nim, mama przegląda ubranka... ale nie dociera do niej to, że nie ma Go już. Jeździmy na cmentarz codziennie, ale to jest jakieś dziwne. Ja też tak to odczuwam. Jakby On gdzieś był...
Myślę, że ten tydzień spędzony z mamą był nam potrzebny. I mi i jej. Niestety nie mogłam dłużej zostać, zaczęłam nową pracę. Mam przyjechać na Święta. Chociaż podobno u nas są Święta odwołane w tym roku...
Dziewczyny, jest mi lżej.. Naprawdę lepiej się z tym czuję, że byłam z mamą chociaż te parę dni. Dzisiaj już z nią rozmawiałam, była to normalna rozmowa taka jak dawniej. Wiem, że nie jest jej łatwo i długo nie będzie, ale mam nadzieję tylko, że jakoś ten czas zagoi te rany, że będzie jej chociaż trochę lżej.
Dziękuję Wam za wszystkie rady.
Pauulo to dobrze ,ze przyjechalas chociaz na krotko do mamy,ona tego potrzebuje,dobra z Ciebie corka i siostra ! Pauulo pewnych rzeczy nie rozumie,ale kazdy inaczej przezywa swoja strate!Wiesz tak sobie mysle,ze mama jest w pewny sposob w szoku i niedociera do niej ,co sie stalo,wyparla to ze swiadomosci!Paulo wiesz powinnas kogos poprosic z mamy otoczenia zeby dyskretnie sie mama opiekowal!Miedzy moimi synami bylo 17 lat roznicy,ale byli do siebie bardzo podobni fizycznie,moj starszy syn do dzis nie moze rozmawiac o swoim bracie,a jak do nas przyjezdza kieruje sie na cmenarz .....mowi,ze Jarek to jego prywatna ANOIL STROZ ja w to tez wierze. Moj starszy syn nie mieszka z nami ,ale poprosil moja przyjaciolke ,aby jak najwiecej z nami przebywala i tak trwamy juz 3 lata i wiesz ,co Ci powiem,ze przyjaciol poznaje sie w biedzie.Opiekuj sie mama ,chociaz z daleka,dzwon do niej.....badz !!!!! ![]()
Pauulo to dobrze ,ze przyjechalas chociaz na krotko do mamy,ona tego potrzebuje,dobra z Ciebie corka i siostra ! Pauulo pewnych rzeczy nie rozumie,ale kazdy inaczej przezywa swoja strate!Wiesz tak sobie mysle,ze mama jest w pewny sposob w szoku i niedociera do niej ,co sie stalo,wyparla to ze swiadomosci!Paulo wiesz powinnas kogos poprosic z mamy otoczenia zeby dyskretnie sie mama opiekowal!Miedzy moimi synami bylo 17 lat roznicy,ale byli do siebie bardzo podobni fizycznie,moj starszy syn do dzis nie moze rozmawiac o swoim bracie,a jak do nas przyjezdza kieruje sie na cmenarz .....mowi,ze Jarek to jego prywatna ANOIL STROZ ja w to tez wierze. Moj starszy syn nie mieszka z nami ,ale poprosil moja przyjaciolke ,aby jak najwiecej z nami przebywala i tak trwamy juz 3 lata i wiesz ,co Ci powiem,ze przyjaciol poznaje sie w biedzie.Opiekuj sie mama ,chociaz z daleka,dzwon do niej.....badz !!!!!
Swiete słowa, przyjaciol poznaje sie w biedzie... mamie zostala jedna przyjaciolka, reszta nie wytrzymała presji, smutku nie zrozumiały,lepiej jest dla nich milczec i zyc swoim zyciem.
Kryst54:
mam wrażenie, że mnie rozumiesz. Moja mama jest w podobnym wieku jak Ty. Nie wiem czy to jest szok. U nas jest chyba bardziej skomplikowana sytuacja, bo Pawełek był dzieckiem chorym. Mama całe życie poświęciła, żeby się nim opiekować. Nie pracowała, zajmowała się Nim. Dla niej jest to podwójna strata, bo pomimo tego, że straciła dziecko, straciła sens życia jak to sama określiła. Ona nie może sobie znaleźć miejsca. Przeprowadziliśmy się na wieś, tylko po to, żeby Młody miał lepsze warunki, żeby Rodzice nie musieli go nosić po schodach, dom jest przystosowany do Niego, a Jego nie ma...
Nawet nie pomieszkał długo, bo ostatnio był długo w szpitalu,a nawet w hospicjum. Z tego co rozmawiałam z mamą, to ona "bardziej" przeżyła decyzję, że będzie musiała go oddać do hospicjum, bo już żaden lekarz nie chciał się podjąć Jego dalszego leczenia. Wiem, że teraz możesz pomyśleć, że przecież powinna się była tego spodziewać, że wszystko mogło się stać, ale nie da się być przygotowanym na śmierć. Wszyscy w pewnym sensie czujemy ulgę, że Niuniuś nie cierpi już, że zasnął i jest gdzieś blisko nas. Całe Jego życie było walką, ostatni rok walczył o każdy oddech. I wiem, że pisanie o odczuwaniu ulgi w takim momencie może wydawać się dziwne, ale w pewnym sensie ta ulga jest. A z drugiej strony... Jest świadomość, że Jego już nie ma, że nie ma Go fizycznie, to jest nie do zniesienia! Nie wyobrażam sobie Świąt, Jego urodzin, codzienności bez Niego:( Minęło dopiero 11 dni... a ja się czuję, jakby minęły lata! I mama ma tak samo. To dziwne uczucie, nie wytłumaczalne.
Mama nie została sama. Jest tata, jest ciocia- siostra mamy. Ma się nią kto zająć, ale wiem, że mama nie umie dzielić się z nikim swoimi uczuciami. I nie chce rozmawiać z nikim o tym co się stało. Dlatego żadna przyjaciółka tutaj nie pomoże, niestety. Pod tym względem jesteśmy podobne- przeżywamy wszystko w sobie, bez zwierzania się. Myślałam nad psychologiem. I rozmawiałam o tym z mamą, wstępnie się nawet zgodziła. Tylko żeby znaleźć teraz dobrego psychologa...
W pewnym sensie Cię podziwiam, że się pozbierałaś. Chciałabym, żeby moja mama też poradziła sobie ze stratą Pawełka. Mam nadzieję, że faktycznie ten czas leczy rany.
Paulo nie masz paojeca ile mnie laczy z Twoja mam.............Jarek tez byl chory,byl calym moim zyciem,byl moim istnieniem,moim oddechem,moim wszystkim.......tak bardzo chcialabym wrocic do "tamtego "zycia do mojego ukochanego syna.Codziennie od 1102 dni jestem codziennie u Jarka,swiatelko na jego grobie jeszcze nie zgaslo,w pokojach wszedzie sa jego zdjecia,a ja juz nie jestem ta sama osoba.....moje serce jest roztrzaskane na milony kawalkow,udaje ,ze dochodze do siebie......jestem taka samotna mimo ,ze wokol mnie sa bliscy.Wiesz Paulo ja tez walczylam o Jarka dniami i nocami,wylalam hektolitry lez, pomagalam mu oddychac,bylam mistrzynia w reanimacji................nie pozwalalam MU odejsc, i jednoczesnie balam sie o jego przyszlosci.Chcialam umrzec razem z moim synem i chcialam zeby dla nikogo nie byl ciezarem.Jarek byl dzieckiem lezacym,potrzebowal opieki 24 h na dobe,nie przespalam setek nocy i nie zaluje ani jednej chwili spedzonej z moim synem!Mysle,ze i tak bylo u Twojej mamy.Teraz Twoja mama jest na etapie niedowierzania,ze mysli,ze syn wroci....ja tez tak myslalam,chociaz nigdy Jarka samego nie zostawialam,ale sobie wmowilam,ze za chwile Jarek wroci...........do dzis mam jego wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy,jego wszystkie dokumenty.Ale teraz juz wiem,ze Jarek nie wroci,ale juz nic nie potrafie sie z tym rozstac!Paulo ja mam luke w pamieci od chwili smierci Jarka po pogrzeb........mam momenty jakbym ogladala kadry z filmu......................te czarne chwile moj rozum wyrzucil z pamieci....nie pamietam ;( Tak mi ciezko ;( ;( ;( Chcialabym wykrzyczec calemu swiatu,ze to niemozliwe ,ze juz moje dziecko nie przytule!;(,tak bardzo tesknie ,oddalabym cala siebie za jedena chwile ;( z Jarkiem !!!!!!
Mercedesko napisz cos o swojej mamie! Ja tez czulam sie jak tredowata,wszyscy uciekali ode mnie jakby bali sie ,ze "to zarazliwe" Tak wtedy potrzebowalam drugiego czlowieka, zeby sie wyplakac,porozmawiac o moim synie ..... odzrucili mnie :(Chodze do mojego syna codziennie w deszczu,zaspach,upale pogoda dla mnie jest bez znaczenia.Dzien zaczynam od "odwiedzin"Teraz minelo juz troche czasu ponad 3 lata ,ulozylam sobie(albo sie staram) zycie i teraz juz nie potrzebuje pseudo -przyjaciol sa mi nie potrzebni.Widze jak zabiegaja o moja przyjazn,ale ja pamietam ich odrzucenie i nigdy o tym nie zapomne!!!Przeszlam w zyciu wiele i niczego nie zaluje,swoje zycie powtorzylabym jeszcze raz tak samo!
Kryst54:
Jezu, zamurowało mnie jak to przeczytałam... Nie mam nawet pojęcia co mam napisać.
To niesamowite "spotkać" kogoś,aż tak podobnego do mojej mamy, z tymi samymi doświadczeniami! Jestem w szoku, bo nie spodziewałam się tego. Jak czytam to co piszesz, to tak jakbyś opowiadała o mojej mamie. W życiu bym nie pomyślała, że poznam tu kogoś, kto przeżył praktycznie to samo! Brakuje mi słów. Czytam i łzy mi same lecą...
Nie mogę... ;(
Paulo ,a mozesz mi napisac ile mial lat Twoj braciszek i kiedy zmarl?Prosze napisz mi cos o nim..........pewnie teraz Pawelek z Jarkiem "buszuja"po tych niebianskich lakach bez bolu i sa wolni ;(
Mercedesko napisz cos o swojej mamie! Ja tez czulam sie jak tredowata,wszyscy uciekali ode mnie jakby bali sie ,ze "to zarazliwe" Tak wtedy potrzebowalam drugiego czlowieka, zeby sie wyplakac,porozmawiac o moim synie ..... odzrucili mnie :(Chodze do mojego syna codziennie w deszczu,zaspach,upale pogoda dla mnie jest bez znaczenia.Dzien zaczynam od "odwiedzin"Teraz minelo juz troche czasu ponad 3 lata ,ulozylam sobie(albo sie staram) zycie i teraz juz nie potrzebuje pseudo -przyjaciol sa mi nie potrzebni.Widze jak zabiegaja o moja przyjazn,ale ja pamietam ich odrzucenie i nigdy o tym nie zapomne!!!Przeszlam w zyciu wiele i niczego nie zaluje,swoje zycie powtorzylabym jeszcze raz tak samo!
witam, mama urodzila piątke dzieci, jej pierwsze dziecko zmarlo, Eliza miała rozszczep podniebienia, zmarla miesiac po porodzie, nie wiedzielismy do konca nigdy co z Elizka sie stalo, do czasu jak zginał moj kuzyn ( brat mamy mial syna 16 lat) Kuzyn zginał porazony prądem na oczach taty, na wlasnym podwórku, straszny cios dla calej rodziny... wtedy po smierci kuzyna opowiadali jak przewozili w stanie wojennym siostre w sywaniku tak by mogli ja pochwac w naszej miejscowosci... Pamietam jak zmarł kuzyn bylam strasznie chora zostalam w domu nie poszlam do szkoly i nad ranem snił mi sie Kamil, glaszczac mnie po buzi i mowil "powiedz tacie ze nie moze byc taki" , a zaraz po tym snilo mi sie ze ide za karawanem pelno ludzi, myslalałam ze to tata wtedy.. Zadzwonilam z placzem do mamy do pracy i jej o tym opowialam...
Po 7 latach, 24 sierpnia byla rocznica smierci Kamilka, siedzialam z bratem i wspominałam ta sytuacje... Koszmar. 3 dni poźniej Krzysiu juz nie zył. Mama mowila ze chyba tak sie przezywa załobe, ze nie wierzy sie w to co sie stało.. Krzysiu zginał a ludzie mowili ze taka smierc chłopak miał... Ze sam jest sobie winien.. Bolaly te slowa.. Mielismy wielu przyjacioł, u mamy zawsze byly kolezanki z pracy,odwiedzialy ja bo przeszla na rente przez wade wzroku oraz nowotwór piersi wykryli jej rok przed smiercia Krzysia...
Mama jest bardzo nerwowa, nie radze sobie z tym, czuje sie pokrzywdzona na kazdym kroku nie wiem co dalej robic
Zadna z moich siostr nie wie kiedy plakali po katach, ze jest im ciezko, ze nie spią w ogole po nocy. Krzys nie chorował, byl zdrowy i przystojny. Ale zawsze za bardzo sie o niego martwila, napisal jej smsa "mamo daj mi zyć" !!! Martwila sie o niego , o imprezy my z domu czesto uciekalismy, bo oboje bylismy wolnymi strzelcami nie mielismy rodzin,wiec zawsze gdzies po znajomych sie platalismy.. O to tez mama miala pretensje. Po tym wszytskim zapisalysmy mame do psychologa ale przestala chodzic nie radzila sobie, udawala ze jest ok, ale nerwy i zal ze nie chodzimy co dzien do Krzysia zostaje.
Mama co dzien u niego jest, wlasnie tak jak Pani, nie wazne czy deszcz,snieg,burza... dzien w dzien... Uklada sprzata, mowi .. znicze, kwiatki przesuwa milion razy.
Nie wiem co mam dalej zrobic... Jestem juz troche wykonczona. mama nie daje sobie pomoc..
Mercedesko ciezko cos napisac sensownego.
Ile czasu uplynelo od smierci Twojego brata,wiesz ja sobie nawet nie moge wyobrazic straty 2 dzieci i brata...........to jest trudne do ogarniecia ;( Nie dziwie sie Twojej mamie,bo ja bym juz nie chciala zyc,nieznioslabym tego kolejny raz.Mercedesko ,bo bezwzglednie ile czasu uplynie to i tak matka cierpi i teskni za swoim dzieckiem!Zobacz jak ona sie o WAS martwi,to w niej zostalo od pierszej straty,ten strach trwal w niej...myslala,ze jak bedzie Wam przypominac i Was kontrolowac to Was ustrzegnie.Mercedesko ja mam starszego syna i tez tak sie zachowuje,tak bardzo boje sie o niego,jak wyjezdza gdzies daleko jestem sparalizowana strachem ;( musi mi zawsze poinformowac,ze juz jest na miejscu...........jest bezpieczny! Zobacz jak mama podupadla na zdrowiu to tez zasluga przezytego stresu.Ja tez korzystalam z pomocy terapeutki-psychologa to ona mnie wyciagala z koszmarnego dola i bylam i czesto jestem na forum dlaczego.org.pl tam sa takie mamy po stracie,tam kazda ,kazdea wyslucha,mozna wyrzucic z siebie caly bol,cala swoja rozpacz.Nie wiem czy bez nich dalabym rade przejsc przez ta traume! Mercedesko trwaj przy mamie i reszta rodziny,bo ona tego potrzebuje,niech z siebie wyrzuca cala swoja rozpacz,caly swoj bol,a jak ,co zlap mame za reke i pomilcz z nia,ale niech czuje twoje,Wasze wsparcie! Duzo rozmawiaj z mama o bracie, bo on jest ,byl i bedzie czescia zycia mamy i was wszystkich .Ja marze zeby ktos o Jarku pamietal,mowil o nim ;(
Zacytuje Ci pewne epitafium:
JESZCZE NIE UMIEM CIE POZEGNAC
JESZCZE NIE MOGE ;(
MOZE KIEDYS....PRZYJDZIE TAKI DZIEN,
ZE JUZ Z TYM SIE POGODZE,PRZYJDZIE DZIEN,
ZE DOBRE WSPOMIENIA WYPRA BOL I SMUTEK.
MOZE KIEDYS PRZYJDZIE TAKI DZIEN......
Kryst:
Niuniuś zmarł 29 listopada dokładnie o 23:15. Boże w ogóle jak to brzmi.. zmarł ;( Jest to bardzo świeża rana...
Pawełek urodził się zdrowy, dostał 10 pkt, był trzecim dzieckiem, ciąża donoszona wszystko ok, chłop jak dąb! 3900 dkg, 58 cm. Największy z nas trojga! Ja dostałam 3 pkt! Bo się urodziłam bez oddechu, byłam przetrzymana. Nie raz mówiłam mamie, że to ja powinnam leżeć zamiast Pawełka
Po ok 8-9 miesiącach mama zauważyła, że coś jest nie tak z dzieckiem, że dziwnie reaguje na hałas jak jest w wózku. Jak był w nosidełku przy sercu to mógł czołg wjechać a jemu to nie przeszkadzało, tak zawsze mówiła mama. I zaczęła się "wędrówka" po lekarzach i wtedy choroby posypały się po kolei. Najpierw wyszło, że jest niewidomy, że zanik mięśnia wzrokowego i stwierdzili dziecięce porażenie mózgowe. Później z wiekiem doszły inne choroby: padaczka, rozszczepienie płuc, choroby serca... Podejrzenie mukowiscydozy, nie sprawdzone na szczęście. Kilka lat temu do tego wszystko doszedł udar mózgu. Pawełek przez jakiś czas był sparaliżowany jednostronnie, ale wyszedł z tego. Nigdy sam nie chodził, ale za rękę tak, po barierce, którą miał w pokoju też, tańczył z mamą, był niezwykle muzykalny! Uwielbiał piosenki, zawsze miał włączone radio, ostatnio mu nawet nagrałam audiobooki z bajkami, żeby mógł sobie słuchać. Nie mówił nigdy dużo, ale my go rozumieliśmy, na tyle ile było to możliwe. Zawsze nas poznawał, po głosie, po dotyku. Cieszył się zawsze jak go odwiedzaliśmy ostatnio jak był w szpitalu. A wszystko zaczęło się ok 2 lat temu, kiedy potrzebował byś już pod tlenem, najpierw kilka godzin dziennie, później 12, później 16 a ostatnio już całą dobę. Mieliśmy w domu koncentrator tlenu, łóżko rehabilitacyjne, materac przeciwodleżynowy, wszystko wszystko, zresztą nie będę Cie mówić, pewnie miałaś podobne wyposażenie. W marcu ubiegłego roku jego stan się tak pogorszył, że został przyjęty na OIOM i był wprowadzony w śpiączkę kliniczną przez 8 dni. I wtedy mama go pochowała już. Pożegnała się z nim. Lekarze dawali mu 1% szans na przeżycie. Wtedy mamie tłumaczyłam, że Pawełek odpoczywa. Że się płucka regenerują, że serce odpoczywa pod respiratorem, żeby mieć siłę dalej walczyć. Podjął próbę samodzielnego oddychania i po dwóch tygodniach wypisali go do domu z sondą. I znowu było dobrze przez jakiś czas. Nawet wrócił do takiego ośrodka, do którego uczęszczał prawie 10 lat. Był to ośrodek dzienny, taki edukacyjno- rehabilitacyjny. Ale potem znowu stan się pogorszył i tak naprawdę cały ten rok był już taką walką. Niuniuś walczył o każdy oddech, coraz trudniej było mu oddychać, co chwilę szpital, do domu na 1-2 dni, szpital, dom, szpital... Aż do listopada kiedy to szpital go już nie chciał przyjąć, mama bała się go zabrać do domu, bo pielęgniarki nie chciały przychodzić, żeby podawać mu leki na rozszerzenie płuc i wtedy lekarka jedna jedyna, której zależało na życiu Pawełka, dała moim rodzicom ulotkę o hospicjum. To była trudna decyzja... Ale nie było innego wyjścia. Pawełek był tam 9 dni tylko... 14 stycznia skończyłby 21 lat.
O i tak mniej więcej wyglądało jego życie. Był naszą radością, naszym oczkiem w głowie, naszą Niunią malutką. I jest... Ciężko jest bardzo... ![]()
Mam nadzieję, że istnieje to niebo, wolne od bólu, od cierpień. Że Pawełek jest teraz zdrowy, że widzi, że chodzi, że tańczy. Szczerze chciałabym w to wierzyć, że tak jest! I tak jak napisałaś, że buszują sobie teraz z Twoim Jarkiem...
Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, ze mogę się z kimś tym podzielić. Przyjaciele słuchają, ale ile można. Ja zawsze mówiłam dużo o Pawełku, ale nie każdy zawsze chciał tego słuchać. Dlatego dla mnie to też dużo móc się "wygadać". Ja przeżywam to inaczej niż mama, to zrozumiałe, ale nie jest mi to obojętne. To że chodzę do pracy, że się śmieję, że nie płaczę cały czas, to nie znaczy, ze nie pamiętam, że nie czuję. Tylko, że niestety życie toczy się dalej... Niestety trzeba jakoś żyć.
Wiesz, że ja się boję mieć własne dzieci? Że boję się, że urodzę dziecko chore? Chciałabym, ale ten strach jest nie do zwyciężenia na razie. Pawełka choroba nie ma podłoża genetycznego. W ogóle nikt nie jest w stanie znaleźć czegokolwiek co mogłoby być przyczyną! Jedyne co to to,że mama będąc w pierwszym trymestrze ciąży prawdopodobnie przechodziła grypę. I ten wirus mógł tak uszkodzić płód. To nie jest potwierdzone, to są tylko przypuszczenia lekarzy, bo do niczego innego nie można się "przyczepić".
A jak było u Ciebie?
Paulo jestes super wrazliwym czlowiekiem,nie moge wyjsc z podziwu!!! Paulinko to jest cos niesamowitego .........podobne daty Jarek urodzil sie 14.02.1993 r odszedl 30.11.2009r zobacz jakie zbiezne daty ...cyfry 14 i blisko Jarka 30.11 Jarek urodzil sie w 37 tyg jako zgon,przeszedl kilka reanimacji,ze zeberka mu wgnieciono do srodka od elektrowstrzasow..........w 1 minucie dostal 0 pkt,pozniej 1 bez szansy na zycie,za dlugo zwlekali z cesarka......Jarus urodzil sie chory z winy lekarza,jego opieszalosci i niedbalstwa(14.02 byla to niedziela walentynkowa)towarzystwo rozkojarzone i stalo sie ;(Jarus walczyl o zycie w naszym szpitalu 5 dob.......bali sie go przewozic do szpitala pediatrycznego -specjalistycznego ze umrze im w czasie transportu 60km,ale mysle,ze bali sie odpowiedzialnosci za to co zrobili Jarkowi) Jarek lezal 54 dni pod respiratorem,60 dni w inkubatorze i z waga 1900g dla jego dobra wypisano po 2,5 m-ca do domu.Plakalam razem z Jarkiem nad jego dola....makabra,ale wszystko dopiero bylo przed nami.Jezdzilismy po specjalistach..................tez okulista stwierdzil zanik nerwu wzrokowego,inny ciezka postac mpd,padaczka.Jarus krzyczal dniami i nocami,a ja nie wiedzialam jak mu pomoc,nie chcial jesc,ani pic(nikt mi nie powiedzial,ze po sadzie zanikna wszelkie funkcje odzywiania,wiec trzeba bylo uczyc Jarka ssania.........w wieku 3m-cy zaczal jesc lyzeczka i to bylo to ....zaczol przybierac na wadze,mniej plakal.Nosilam go dniami i nocami i tak przez cale jego zycie ,bo Jarek w moich ramionach czul sie bezpiecznie....pozniej jak juz nie mialam sily go nosic sadzalam go u siebie na kolanach,spiewalam mu wszystkie piosenki swiata,on to tak lubil.............lubil sie wtopic we mnie i najlepiej spalo mu sie na moich kolanach
.Poznawal nas po glosie ze mna robil co chcial.....marudzil,zeby tylko bylo po jego mysli,a u meza odwrotnie sluchal jego.Moj maz rehabilitowal Jarka metoda Vojty z dobrym skutkiem,pozniej rehabilitacje robil mu w formie zabawy........Jarus myslal ,ze to on rzadzi,a moj maz wykorzystywal te chwile zeby go rehabilitowac z bardzo dobrym skutkiem!Jarus przez cale zycie nie mial najmniejszego przykurczu...........padaczka uaktywnila sie u niego w wieku 2 lat paraliz oddech ,tragedia,bo nie wiedziewlismy .co to jest i jak mu pomagac.metoda prob i bledow reanimowalismy go tz ja,bylam w tym mistrzem.Ciagle przezywalismy strach,zeby tylko zauwazyc wlasnie te chwile....................Jarus podniosl rece do gory(to byl jego znak) i zrobil sie siny,trzeba bylo za niego oddychac,reanimowac jak ustawaly wszystkie funkcje zyciowe,ale to nie bylo najgorze doszy jeszcze inne formy epi te straszne nocne ,kiedy wyrywalo mu stawy ,krzyczal nieludzko z bolu ,ja trzymalam go zeby tylko sie nie rozciagal ,bo to byl najwiekszy bol.Po takich napadach plakal i sie uwstecznial,leki nie pomagaly,bo byla to padaczka wieloobiawowa -lekooporna.Jarus wycierpial wiele.Napisze jutro cd!Pozdrawiam ,usciskaj mame...........moze ona tez bywa w necie.Chetnie bym z nia powspominala.
Kryst54, podziwiam Cie. Jak bywalam w szpitalu z moim siostrzencem bo ma białaczke,zmienialam na weekendy moja siostre to widzialam jak rodzice walcza o zycie swoich dzieci, jak juz nie ma szans a oni nadal wierzą, kochaja przytulają, Kubus wyszedl na razie z tego bez przeszczepu w domu pobiera chemie, ale 5 jego kologów przegnało sie z nami, malutki Bartus, Sandrusia itd.. Podziwiam Was za wytrwalosc....
Paulo zycie Jarka bylo wyzwaniem do ,ktorego tak bardzo chcialabym wrocic.Nasz syn byl dzielnym wojownikiem,potrafil walczyc i byc szczesliwym wdziecznym dzieckiem,napedzal do dzilania ,byl moim motorem
moim calym swiatem!!!! Byl n razy w szpitalu,bywalo z nim bardzo zle,lekarze nie dawali mu szansy,ale Jarek jak Feniks z popiolu wracal do zycia i nie wiadomo skad bral sily do dalszej walki .Mysle,ze nie chcial mnie zostawic i wiedzial ,co dla nas zanczy......nie chcial tak" jakby nas zostawic". Bywalo,ze tylko aparatura podtrzymywalo jego zycie,ale Jarus wracal.....do czasu ;( Siedem tygodni przed jego odejsciem zaczol coraz bardziej podupadac na zdrowiu,lekarka bywala u nas prawie codziennie i mowila,ze wrazie potrzeby mam po nia dzwonic o kazdej porze..........juz wiedzialam ,co ma na mysli...........Jarus zaczol kroczyc ku wiecznosci.Nie pomgly najlepsze leki,nie pomagalo nic .........padal mu system imunologiczny,lapal infekcje choc wszyscy byli zdrowi.......temperatura dochodzila do 42C do tego uaktywnily sie jeszcze bardziej napady epi,a temperatura wcale nie chciala spadac.....dzialo sie cos niesamowitego z ogromna sila!Jarus jeczał łezki ciekły mu po policzkach ..........az mu powiedzialam,ze jak chce moze odejsc,ze mu pozwalam.Jarus zasnol,a ja tak plakalam,ze zapamietam tylko obrazy jego bolu i cierpienia,blagalam zeby nie odchodzil!Rano Jarus obudzil sie usmiechniety,mimo owrzodzenia(uczulenie po antybiotyku) jamy ustnej zaczol jesc ,byl bardzo glodny,a ja szczesliwa,ze teraz musi byc juz tylko lepiej,ze Jarus wrocil!!!!Temperatura spadla ....bylam pewna ,ze wszystko bedzie dobrze.Jareczek chcial tylko spac na moich kolanach i wtulal sie we mnie,a ja mu spiewalam.Teraz wiem,ze to bylo pozegnanie........moje szczescie trwalo moze 7 dni i wrocila wysoka temperatura,brak apetytu.....rozum podpowiadal mi ,ze zbliza sie koniec,ale serce ,ze przeciez to niemozliwe,za bardzo go kocham!!!!W miedzy czasie przyjechal Jarka brat....,bardzo byli ze soba zwiazani niewidzialna "nicia".Starszy syn tez czul ,ze Jarek odchodzi ;( ;( ;( chcial sie pozegnac . Minelo kilka dni z Jarkiem bylo coarz gorzej....az przyszedl poniedzialek 30.11 Jarus zrobil sie taki cichutki,bez napadow epi,zapatrzony w poduszeczke.....nie dawalo mi to spokoju,zawezwalam erke,glaskalam go ,spiewalam kolysanki ,od czasu do czasu pomagalam mu oddychac....Przyjechali w 15 min i Jarus w tym momencie odszedl,reanimowali go 45 min bez skutku,a w radiu leciala piosenka Wyszkoni "wiem,ze jestes tam" ....Jarus juz nie chcial wrocic,na jego buziulce zapanowal usmiech i bylo szczesliwy ;( .Uciekl mi ,odszedl,a ja zostalam z pustymi ramionami ................
Nie masz nawet pojęcia, ile podobieństw jest między chłopakami...
"Byl n razy w szpitalu,bywalo z nim bardzo zle,lekarze nie dawali mu szansy,ale Jarek jak Feniks z popiolu wracal do zycia i nie wiadomo skad bral sily do dalszej walki " - słowo w słowo tak było u nas.
Wiesz co powiedziała pielęgniarka w hospicjum mojej mamie? Że przed śmiercią tak jest, że jest dobrze, że jest bardzo dobrze! Niuniuś jadł jak opętany! Byłam w sobotę u niego, to nie mogłam go dokarmić! Ciacha, kisiel, owoce, po obiedzie to wszystko i do tego kolacja! Aż miło było patrzeć! A był taki chudziutki
Nie wiem czy ważył 20 kg... Rzadko kiedy ważył ponad 20 kg. Mimo tego, że jadł, jadł... Był taki długi chudziutki. Taka kruszynka... Mama nie była przy nim jak odszedł. Zadzwonili do niej jak już było "po wszystkim". Z tego co rozmawiałam później z mamą, to dla niej to nawet lepiej tak jest. Bo gdyby Pawełek odszedł w domu to mama żyłaby z przekonaniem, że może czegoś nie zrobiła... Do Pawełka już nikt za bardzo nie chciał przyjeżdżać... Ani karetka, ani tym bardziej lekarze. Myślę, że dobrze się stało tak jak jest. Że mama przy nim nie była. To lepiej dla mamy. Mówiła, że Pawełciu wyglądał tak jakby spał. Beż żadnego grymasu bólu, bez cierpienia. Po prostu zasnął. A przyczyną był zator płucny. Wtedy podobno już nie ma ratunku.
Pawełek walczył przez całe życie tak naprawdę, a ostatnie dwa lata były męczarnią. Dla niego i dla nas, bo musieliśmy patrzeć na jego cierpienie nie mogąc nic zrobić. Ta bezsilność była nie do zniesienia! Ja od 5 lat nie mieszkam w domu. Ale jak tylko mogłam to przyjeżdżałam. 400 km to dosyć daleko, szkoła, praca. Nie mogłam być co tydzień. Ale jak tylko mogę to przyjeżdżam. Wiesz, z perspektywy czasu widzę to i wiem,że nie pomagałam mamie dużo przy Pawełku. Między nami jest dokładnie 2,5 roku różnicy. I ja jako dziecko nie mogłam tego zrozumieć dlaczego mama poświęca cały czas, całą uwagę jemu a ja i mój starszy brat nie jesteśmy dla niej ważni. Tak myślałam jako dziecko. Trudno jest wymagać od dziecka zrozumienia w takiej sytuacji. Ale w Polsce nie ma opieki psychologicznej dla rodzin,w których rodzi się chore dziecko. Niestety. Może byłoby to wszystko łatwiej zrozumieć. Nam, jako dzieciom. I Wam, jako rodzicom. Mimo walki o życie Pawełka, mama musiała zawsze walczyć z biurokracją, z załatwianiem jakichkolwiek funduszy na wózek np. Pewnie u Ciebie było podobnie. I nikt nie pyta czy sobie radzą, czy czegoś potrzebują... Nic. Dopiero po pewnym czasie, jak podrosłam, wydoroślałam i zmądrzałam, zauważyłam ile siły, ile poświęceń włożyła moja mama w to, aby Pawełek żył. Żeby żył godnie. A on był szczęśliwy i tego jestem pewna. Był szczęśliwy w swoim świecie i miał większą wolę życia niż ja, niż moi rówieśnicy niż ktokolwiek tak naprawdę. Bo nikt by nie chciał przejść przez takie cierpienie jak Pawełek czy Jarek. Chciałabym cofnąć czas. Chciałabym, żeby Pawełek był taki jak kiedyś. Kiedy nie chorował. Ale nie chciałabym cofnąć czasu, żeby widzieć jak on cierpi. Jak mama cierpi. I może to zabrzmi brutalnie, ale ja czuję ulgę. Że on się już nie męczy, że nie walczy. I to mi pomaga. I wiem, że mamie też.
Chciałabym, żebyś kiedyś porozmawiałam z moją mamą, ale wątpię, żeby ona się zgodziła. Nawet nie wie, że o niej piszę. Może jej powiem w święta.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie przez co przeszłyście, Ty i moja mama, tracąc dziecko. Nie wiem, bo nie jestem matką. A ja jako córka i siostra przeżywam to trochę inaczej. Bo cierpię, po stracie braciszka i patrzę na cierpienie mamy. Chciałabym zabrać trochę bólu mamy na siebie, żeby jej było lżej... Chociaż troszeczkę. Żebym chociaż tyle mogła dla niej zrobić. Podziwiam Was z całego serca. I współczuję Tobie tak samo jak współczuję mojej mamie.
Ja w ogóle może nie powinnam się zwracać do Ciebie na "Ty". Może sobie tego nie życzysz. Jeśli tak, to powiedz.
Wiem, że się powtarzam, ale dla mnie to naprawdę dużo znaczy, ze mogę pisać z kimś kto mnie rozumie. Wiesz,że ja już nawet pomyślałam, że gdybym kiedyś miała dziecko, gdybym się zdecydowała na nie i jeśli byłby to chłopczyk to na pewno miałby chociaż na drugie imię Pawełek. Na cześć Niuniusia, żeby mój synek był tak silny i miał taką wolę życia jak mój braciszek. Mówię, jeśli bym się zdecydowała, bo do tego jest daleko droga. Strach jest ogromny. Ale może kiedyś się uda go przezwyciężyć.
Pozdrawiam Cię z całego serca, ściskam jeszcze mocniej.
To forum jest lepsze niż niejedna psychoterapia
Czytam i piszę płacząc, a mimo tego jest mi lżej.
Paulo mozesz byc ze mna na Ty,bo tak latwiej!
Paulo wiesz mi tez pomagasz.....mysle wtedy ,co czul i czuje moj starszy syn,ze Pawelek czy Jarek byli dla was wazni,ze nie wstydziliscie sie ,ze sa chorzy.
Zasze martwilam si e ,co czuje moj starszy syn,ale nigdy go nie odrzucalam ,zawsze mowilam,ze jest dla mnie wazny,ze musze sie zajac Jarkiem ........i wiesz ,ze moj syn bede pisala S ,wydawalo sie ,ze wszystko rozumie.Mowilam S,ze ty byles jedynakiem do 17 roku zycia........a teraz kolej na Jarka na jego 17 lat(TYLKO.......TERAZ ZDALAM SOBIE SPRAWE,CO KIEDYS POWIEDZIALAM S i Jarek nie mial wiecej niz te 17 lat
)
Jarek wazyl 39 kg,ale przez te 7 tyg zgubil 9kg byl taki biedniutki,bladziutki
Kiedy katowalam sie z tesknoty za Jarkiem probowalam sobie tlumaczyc,ze jestem egoistka,ze TAM lepiej Jarkowi,ze jest bez bolu i cierpienia,ale wiesz jak malo mi to pomagalo to wczuwalam sie i "slyszalam jak Jarek cierpi w trakcie epi tej ,co wylamuje stawy)i wtedy sie otrzasam i juz nie GDYBAM, bo Jarus ma byc tam szczesliwy i wolny!!! Najgorsza jest ta cisza w domu..........ja do dzisiaj nie potrafie zyc ,chodzic spokojnie........jestem jak strus pedziwiatr,byle szybko do domu.............bo przeciez Jarek czeka(jeszcze nie zapominam,lata zycia pod strachem i strachu ,ze moze cos sie stac jak mnie nie bedzie w domu
to we mnie tkwi )
Moj S zalozyl rodzine ma 2 wspanialych dzieci 2 chlopcow,a my mamy 2 wspanialych wnukow....i przyjada do nas na swiata,bedzie radosnie...do domu powroci zycie
.Po wigili wszyscy pojdziemy uroczyscie do Jarka !Wiem i domyslam sie jakie beda u was swieta,bo ja doskonale pamietam ..zrobilam kolacje,zalalam sie lzami i cala wigilie spedzilam na mrozie przy Jarka grobie wylam z tesknoty,nie chcialam ,zeby Jarek byl TAM sam
Jak wracalam bylo juz bardz pozno....widzilam radosc przez okna,a moje serce krzyczalo DLACZEGO BOG MI GO ZABRAL,bo to nie byl jego czas,nie ta chwila........
Pozdrawiam Ciebie Pauulo i Mercedesko!!!!
Nie jesteś w stanie jej pomóc. Sama musi przez to przebrnąć. Moj brat zginął 21 lat temu a mama nadal cierpi. Może nie widać tak teraz po niej ale ja to wiem. Tylko ze moja mama musiała wrócić do normalności bo miała małe dzieci. Daj jej czas na razie, niech sama się z tym pogodzi. Ale to nie znaczy że nie masz jej pokazywać że jestes przy niej i zawsze może na Ciebie liczyć.
Kryst, Mercedesko- chciałam Wam w szczególności podziękować za wsparcie, czas i pomoc jaką mi udzieliłyście. To dla mnie wiele znaczy.
A poza tym chciałam Wam już dzisiaj życzyć pięknych, spokojnych Świąt oraz aby ten Nowy Rok był lepszy, albo żeby nie był gorszy od tego co mija. Spędźcie ten czas najlepiej jak się da.
Zdrowych, miłych Świąt Dziewczyny!
Pozdrawiam i ściskam mocno!
Pauulo dziekuje! I jak minely u WAs swieta..............domyslam sie ,ze okropnie......to nie byly normalne swiata tylko kazdy zyl swoimi myslami,wspomieniami ;( ! Prosze napisz mi jak czuje sie Twoja mama i Ty?Przytulam !
pauula, Kryst54 ja rowniez zycze wszytskiego dobrego. Nie zagladalam bo choroba mnie dopadla przed swietami nie moglam sie zebrac, a pozniej trzab bylo cos robic zeby miec choc odrobine swiat. Na wigilii placz, sylwester rowniez...
pauula, chcialam Ci powiedziec, ze musisz dbac o zdrowie ja po jakichs 3 miesiacach od pogrzebu zaczelam odreagowac , lapalam kazda bakterie ktora byla w powietrzu, pamietam jak juz lekarka rozmawiala z mama, ze powinnam gdzies wyjechac bo strasznie schudlam, mam 167 a wazylam 46 kg, wygladalam strasznie. teraz juz odbilam sie od dna...
Kryst54 jak sie czujesz?
Merdecesko, ja też choruję. Po Świętach dopadło mnie zapalenie oskrzeli i kuruję się. Chyba stres też daje mi znać o sobie, bo okres miałam prawie 2 tyg wcześniej i w ogóle jestem bardzo, bardzo osłabiona. Ale to nic, poleczę się i będzie ok:) a schudnąć by mi się trochę przydało ![]()
Święta były... hmm sama nie wiem jak to określić. Nie były takie złe jak się spodziewałam. Wigilię spędziliśmy sami, rodzice czekali na mnie, aż dojadę. Wydaje mi się, że Wigilia była najgorsza. Zresztą tak naprawdę były to dni jak co dzień. Nie czułam w ogóle Świąt :/Sylwester też jakiś taki normalny dzień. Nie czuję jakiegoś przełomu roku czy cokolwiek innego.
Kryst, powiedziałam mamie, że byłam na takim forum, powiedziałam jej o Tobie. Chciałaby Cię poznać. Porozmawiać. Także to chyba dobry znak. Kiedyś wspomniałaś, że też chciałabyś porozmawiać z moją mamą, dlatego jej o tym powiedziałam.
Jak u Ciebie? Wnuczki dały trochę w kość?
Jak po Świętach?
Pozdrawiam i wracam do łóżka wygrzewać oskrzela ![]()
Pauulo i Mercedesko ja tez zycze Wam spokoju w tym NOWYM ROKU,zeby troski mijaly WAs z daleka,oby zycie nabralo lepszych barw
U mnie wszystko OK,ale to pozory ,bo barzo tesknie za moim synkiem,juz nigdy nie bedzie tak jak bylo. Musze zyc i dbac o siebie dla mojego starszego syna i jego rodziny,bo moj starszy syn zbyt wiele wycierpial ,bo on jest bardzo wrazliwym czlowiekiem......tak jak i WY.Mysle,ze to zycie sprawilo,ze myslimy i rozpatrujemy inaczej niz "inni"ludzie i mamy inne kryteria ,co to zdrowie,szczescie i radosc.....dla nas wystarczy namiastka,a jestesmy ponad wszystko zadowoleni, bo byle nie byloby gorzej ;(
Trwajcie przy waszych najblizszych ,bo tylko Wy im pozostaliscie i wielki strach o Was..........wiem to po sobie.
Ja mam wielkie problemy ze spaniem....nie raz bywa ,ze wchodze do netu w nocy......byleby sie zmeczyc i usnac.........i nawet mi to wychodzi
i bardzo bola mnie stawy,Jarka trzeba bylo nosic,przenosic w nocy bardzo dlugo spal mi na kolanach,bo tam mu bylo najwygodniej,tam czul moja bliskosc i pewnie od przezytych sresow wszysto to zaowocowalo ....ze jestem wrakiem czlowieka.
Paulo ja podtrzymuje to,ze chetnie porozmawiam z Twoja mama......moze byc to w necie np na gg,bo wiem po sobie ,ze to bardzo mi pomagalo i szukalam takich osob,ktore przezyly to ,co ja,ze moglam wykrzyczec calemu swiatu moj bol.Tu ,gdzie mieszkam brak bylo mi drugiej osoby, (za wyjatkiem 3 osoby,moja siostry, 2 przyjaciolek pielegniarek ,jedna znich zmarla po Jarku na raka)ludzie ode mnie uciekali jak od tredowatej,jakby moja zaloba miala byc zarazliwa,a ja tak bardzo chcialam pogadac,pobyc z drugim czlowiekiem.........dla innych Jarek byl tylko kaleka,a jego smierc to wybawienie dla niego i dla nas,a Wiesz ,po sobie ,ze tak to nie wyglada,bo ONI BYLI CALYM NASZYM ZYCIEM I SWIATEM I JAKBYM MOGLA .....TO TAKIE ZYCIE POWTORZYLABYM JESZCZE RAZ TAK SAMO!!!!!Pozdrawiam WAS Paulo i Mercedesko!K
Dziewczyny! Ludzie są bezwzględni! Mojej mamie zostala na prawde jedna przyjaciółka!! Ona jej słucha placza razem, a reszta sie odwrocila, dlaczego?! Bo dla niej problemy błache problemy sa niczym, nie jest wesola nie dotrzymuje kroku innym nie zalezy jej na niczym!! To sie sprawdza rowniez u Was!
Jestem wsciekla jak to pisze bo pamietam jak mama tydzien po pogrzebie wziela swoja wnuczkę na spacer, malutka spala a ona spacerowala tam i spowrotem, a co ludzie mowili!? Ze ma cos z głową , ze smierc syna jej nie przjeła!!!!!!!!!!! Tyle co uslyszelismy na temat smierci Krzysia
Jedni przed nami wspolczoli a pozniej obgadywali wyrazali swoja opinie! Dla mnie to byl jedyny brat i jedyny syn moich rodzicow! Bolalo strasznie ale sie uodporniłam i musimy zyc patrzac spogladając na miejsce w ktorym go auto zabilo, widzac za kierownica kierowce i jego "kolegę" ktory teraz kpi z jego smierci.... Boli strasznie i bedzie bolalo...
Mama tez ma problemy ze snem, budzi sie i chodza z tata po domu. Na poczatku czulismy jego obecnosc ale po miesiacu minelo to tak jakby na dobre odszedl. Pociesza mnie fakt ze tym naszym aniolkom niczego nie brakuje i sa szczesliwsi od nas...
Mercedesko przeczytalam Twoj watek ROK 20011,Boze co Ty przeszlas i jakie te wszystkie przezycia sa podobne.... ta strata,choroba.....,osamotnienie,odrzucenie,plakac mi sie chce i krzyczec!!!!DLACZEGO!!!! Mam nadzieje,ze z Kubusiem wszystko Ok,ze juz lepiej!Pozdrawiam !K
Mercedesko przeczytalam Twoj watek ROK 20011,Boze co Ty przeszlas i jakie te wszystkie przezycia sa podobne.... ta strata,choroba.....,osamotnienie,odrzucenie,plakac mi sie chce i krzyczec!!!!DLACZEGO!!!! Mam nadzieje,ze z Kubusiem wszystko Ok,ze juz lepiej!Pozdrawiam !K
Az sama wrocilam i czytałam,faktycznie to to samo co Ty pisalas tu w naszym watku..
Kryst jestem silniejsza, pomagam innym dzieciom, czasem zagladam do fundacji a raczej oni zadzwonią, bo wiele tez tam wniosłam... Kubus bierze nadal chemie ale w domu, ma nauczanie indywidualne. Pozegnalismy juz trójke znajomych,zaprzyjaznionych dzieciaczków z Prokocimia
tam nie ma rodzin z chorym dzieckiem ktorych nie trapia inne problemy. Ja patrzylam na to tak jakby choroba Kuby miala nas wybudzic, po to zebysmy dali odejsc Krzysiowi. Ja mialam to w myslach a moja siostra mi powiedziala to samo... Cierpienie straszne, jak widzialam jak przewracalo sie dzieciatko idac przed siebie, po chemi nozki go nawet nie utrzymywały.. wracalam z pracy o 18stej, bieglam kąpać drugiego synka mojej siostry , na szczescie byl malutki i jeszcze nie rozumial, tesknil widzialam ze juz stal sie nerwowy ale nie plakal za mamą, ja bylam zastepczą.. A babcie i dziadkowie dodatkowo robili swoje.
Kryst po tym czasie nie mowie juz nikomu ze bylo mi zle, ze cierpialam, ze stracilam znajomych. Nauczylo mnie to wszytsko wiele, stalismy sie jednoscią, zycze kazdemu takiej rodziny. Pomagam bo chce.
Po tym jak Kuba wrocil do domu i w miare sie ustabilizowalo, znow powrocil placz i zaloba na nowo...