netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

-> Ktoś wie co jest ważne?

5 odpowiedzi3 042 wyświetleniazałożony przez Vicky, 13.04.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » -> Ktoś wie co jest ważne?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: -> Ktoś wie co jest ważne?

Witam,

jestem mężatką od ponad dwóch lat. Z moim mężem związałam się gdy obydwoje zakończyliśmy nieudane związki - był dla mnie dobrym troskliwym przyjacielem, pocieszycielem. - ja dla niego niestety czymś więcej.

Przed ślubem miałam wrażenie, że to wszystko toczy się zbyt szybko dla mnie - próbowałam zakończyć nasz związek jednak nie potrafiłam go zranić, byłam bezradna gdy płakał i prosił, żebym nie zabierała mu nadziei jeżeli to nie skutkowało - groził, że się zabije gdyż nie potrafił żyć beze mnie. Twierdził, że go nienawidzę i dlatego chcę go zostawić, że będzie się starał bardziej i bardziej i że jego miłość wystarczy, że go kocham tylko się boję... i faktycznie nie wyobrażam sobie kogoś kto dawałby od siebie więcej w zwiąku.

Tym gorzej czuję się z tym, że nie potrafię go pokochać tak jak na to zasługuje. Wiem - ktoś ładnie powiedziałby, że to syndrom "poprzewracało Ci się w d..." - masz odpowiedzialnego troskliwego czułego męża i nie potrafisz tego docenić. I tak się cały czas czułam - winna, że to ze mną jest coś nie tak, że nie potrafię go pokochać. Wiem co to znaczy zły związek - moja siostra trafiła na kawał sk..., który ją zdradzał i nie dbał o nią mimo, iż ona poświęcała dla niego wszysko.
Nie chcę być "kawałem s..." w stosunku do mojego męża. Mój mąż mnie nie skrzywdzi, kocha mnie, jestem dla niego najważniejsza. Nawet nie potrafi się na mnie złościć mimo iż nie należę zawsze do łatwych osób... Nie chcę go ranić. Nie chcę go zostawić. Chcę do pokochać.

Jakiś czas temu poznałam kogoś - stał się moim przyjacielem, w końcu kimś bliższym (ja dla niego także - powiedział mi o tym - przy czym on nie był z nikim związany) ale odrzuciłam go. Od tego czasu jest jeszcze gorzej - nie potrafię przestać myśleć o tamtym - gdy staram się być czuła dla męża, myślę o innym i płakać mi sie chce...bardzo mnie boli jego brak. Wiem, że ranię też mojego męża - najbardziej chyba tym, że nie potrafiłam, ze bałam się go skrzywdzić wcześniej... Nie chcę go zostawiać dla kogoś innego - nie chcę być ostatnią egoistką, która buduje szczęscie raniąc kogoś innego i w dodatku obciążając nową osobę problemami z poprzedniego związku - uważam, że lepiej by tamta osoba poukładała sobie swoje życie szczęśliwej/spokojniej z kimś innym póki ma jeszcze szanse...  Zdaję też sobie sprawę że po rozwodzie nic nie byłoby takie samo - mąż nie wiem czy by się pozbierał (sądzę, że niełatwo przyszłoby mu zaufanie komuś innemu) a ja wyszłaby z tego z jeszcze bardziej skrzywioną psychiką i odrzuceniem przez najbliższych... Wiem, że to też strach - boję się zranienia, jak chyba każdy, wiem, że mój mąż nie jest w stanie mnie skrzywdzić nie tylko dlatego, że mnie kocha ale też dlatego, że ja jego nie i że trudno mi jest nauczyć się zaufać miłości...

Jesteśmy młodzi - ja mam 26 lat mąż 27 i nie mamy dzieci, jesteśmy niezależni finansowo - wiem, ktoś mógłby powiedzieć, że najlepiej się rozstać. Ale ja tego tak nie widzę. Wzieliśmy ślub kościelny. Nie wiem czy była to odpowiedzialna decyzja z mojej strony wtedy czy raczej uniknięcie podjęcia decyzji - ale mimo wszystko stało się i uważam, że powinnam brać za to odpowiedzialność i starać się o nasze małżeństwo.

->!!!!!!!!!!!!->    Mam pytanie do bardziej doświadczonych - wiekiem, stażem małżeńskim/partnerskim, co jest najważniejsze w związku - czy wystarczy przyjaźń i partnerstwo - mamy naprawdę zgodne charaktrery i racjonalnie rzecz biorąc jesteśmy dobrze dobrani - czy to wystarczy by tworzyć długi udany związek i czy jest szansa, że pokocha się kogoś...nie mówię tu o motylach w brzuchu - (bo tego pewnie zawsze będzie gdzieś tam brakowało ale pewnie prawdą jest, że to po czasie znika) - ale pokocha na tyle by nie zakochiwać się w kimś innym i nie cierpieć... nie chcę tego za nic w świecie drugi raz przechodzić - nie chcę się też zamykać przed światem.

Nie jestem romantyczką do tego stopnia by uważać, że kocha się tylko raz - kochałam już dwa razy w życiu - raz ja zostałam zraniona, drugi raz to ja odrzuciłam ukochaną osobę... Może miłość to tylko jakiś stan przejściowy - jak narkotyk - dający szczęście ale w gruncie rzeczy często niszczący i nie działający w nieskończoność... może miłość tylko chwila a tak naprawdę liczy się to co zbudowalśmy z mężem - dobrą spokojną codzienność... nie wiem... jeśli ktoś jest mądry i wie... niech mi powie o co w tym wszystkim chodzi :-)

Rozmawiałam na ten temat ze swoją mamą ale ona ma trochę inny punkt patrzenia na życie niż ja - dla niej cały czas bardziej liczyły się dzieci - jej małżeństwo nie było zbyt szcześliwe - choć zawarte z miłośći - i uważa że miłość do mężczyzny zawsze wygasa i przestaje się liczyć... nie wiem na ile to prawda... może po 60 się dowiem:-) i może kiedyś zmądrzeje....

PS bardzo proszę o niezadawanie pytania cisnącego się na usta - "po cholerę wychodziłaś za niego za mąż?". Czasem się myli uczucia czasem się popełnia błędy... Przeszłości się nie zmieni. Ja chcę zadbać o przyszłość...

PS 2 wiem, że decyzja o moim życiu i o tym co zrobię i tak jest moja. Chcę po prostu posłuchać waszych historii bo jesteście obce - a więc obiektywne - i może mi to pomóc w poukładaniu sobie mojego bałaganu w głowie....

2 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-04-13 15:45:08)

Odp: -> Ktoś wie co jest ważne?

Witaj Vicky. Przeczytałem Toją historię z zainteresowaniem. I od razu powiem, że rozumiem Ciebie całkowicie. Twoja decyzja o wyjściu za mąż nie była podjęta za głosem serca ani nawet rozsądku. Sądzę, że podjęłaś ją wbrew sobie... biorąc pod uwagę dobro oraz spokój swojego ówczesnego partnera. I teraz coraz mocniej czujesz, że to stało się wbrew Tobie.

W pewnych momentach ważnych decyzji nie bierze się do końca pod uwagę swoich własnych potrzeb by nie urazić innych. Cżęsto w obliczu ślubu to jest nie tylko partner ale też jego i własne rodziny - ich oczekiwania i co tu dużo mówić: presja. 

I rozumiem też poczucie potrzeby czegoś innego niż ułożona, monotonna proza życia. Akurat nie jestem z tych, którzy uważają, że święty spokój jest życiowym motorem napędowym. Być może Twoja dusza potrzebuje wyzwań, wstrząsów ale przede wszystkim poczucia, że to co się dzieje jest w zgodzie z Tobą.

Swojego męża traktujesz z empatią i być może opiekuńczością. Nie chcesz go zranić a z drugiej strony ciągnie Cię gdzie indziej ale posądzenie o egoizm wiąże Ci ręcę i paraliżuje Twoje działania. Niech zgadnę: chcesz (ale jeszcze nie jesteś tego pewna lub na to gotowa) wyrwać się z tego układu, tak? Nie da się tego zrobić bez trudnych i emocjonujących decyzji.

Ale jeśli jest jeszcze taka możliwość to warto czasem wywrócić zastany ład i porządek by znaleźć nowy...

Odpowiedz sobie tylko na pytanie: jak bardzo tego chcesz. Bo na ile jesteś pewna będzie trudniej - zawsze będą obawy i wątpliwości co Cię czeka dalej. Ale warto zaryzykować niż całe życie pluć sobie w brodę, że mimo świadomości zmiany nic się nie zrobiło.

Jeśli jest Ci trudno to może skorzystaj z porady psychologa. Porozmawiaj z nim, pewnie pomoże Ci znaleźć odpowiedzi na pytania jaka sama jesteś i czego pragniesz a potem jak to zrobić by zranienie partnera bolało jak najmniej.

Myślę tak na gorąco, że to niełatwe tematy i rozterki. Ale dobrze, że masz taką świadomość i zadajesz sobie pytania. Czasem warto rozważyć czy poświęcenie za wszelką cenę jest tego warte.

Pozdrawiam

3 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-13 20:55:35)

Odp: -> Ktoś wie co jest ważne?

Vicky, szukam - szukania mi trzeba wink I wanna know what Love is... pytania, dużo pytań... poznajesz siebie, cudnie - dojrzewasz, a że czujesz niepokój, brakuje ci czegoś to normalne - masz 26 lat nie jesteś już nastolatką - stajesz się kobietą.

Gdy pewnego dnia uzmyslowisz sobie, ze odpowiadasz za siebie, za swoje uczucia poczujesz się dziwnie... ale to będzie dobry moment - pozwol sobie czuć, pragnąć chcieć - znajdź swoją tęsknotę.

Znajdz odpowiedz na pytanie co jest dla ciebie wazne w zyciu jakie wartości, rozwijaj siebie - czerpiąc radość z bycia z samą sobą inaczej spojrzysz na partnera...

Ja, wiele lat tkwiłam w związku - będąc obok, dziś wyszłam i za żadne skarby nie chciałabym tam wracać smile)))

Czy jesteś odpowiedzialna za partnera - tak, ale daj mu to co masz najpiekniejszego w sobie, wtedy on da ci to samo.
Nie zadawalaj się tanią podróbą:))) i plastikiem smile)) bierz to co naturalne, prawdziwe ...

No, więc szukaj, szukania ci trzeba smile zadawaj pytania i znajdziesz kiedys tą potrzebę, która kryje się za nimi...
intuicja ... cudny dar

4 Ostatnio edytowany przez olimpia (2010-04-13 22:00:33)

Odp: -> Ktoś wie co jest ważne?

Nie uważam się za mądrą osobę, ale choć takie prosiłaś o rady, pozwolę sobie dodać tu dwa słowa. Wychodząc za mąż pomyliłam miłość z fascynacją, dziś to wiem, ale wtedy miałam 24 lata i kochałam tak jak się kocha w tym wieku. Ale czułam się szczęśliwa, a z czasem czułam też coraz większe przywiązanie. Problem w tym, że mój mąż coraz bardziej nie pozwalał się kochać. Było mi ciężko i bardzo trudno, bo moja dusza idealistki i romantyczki gasła, bo zgubiłam gdzieś po drodze samą siebie. Ale wciąż kochałam, bo to był MÓJ mężczyzna, mój mąż.  Przyszedł czas codzienności, zwykłych problemów, szare dni, które chyba go przerastały. On może wciąż tęsknił za brakiem odpowiedzialności, obowiązku, może to stres, praca, nie wiem tak do końca, w każdym razie ja czułam się coraz mniej ważna. Dbałam o dom, urodziłam syna, pielęgnowałam to małżeństwo jak mogłam. I tylko coraz częściej zaczynało do mnie docierać, że mąż mnie chyba nie kochał, a ożenił się, bo tak mu wtedy było dobrze. Albo kochał jakoś inaczej, po swojemu. Brakowało mi jego troski, zainteresowania, czułości, brakowało mi... miłości. Dla mnie małżeństwo było najważniejszą sprawą na świecie, dla niego...sama nie wiem, kolejnym problemem, zadaniem do odrobienia? Między nami było poprawnie, ale to przecież do szczęścia za mało. Oczywiście, że bywały też i cudowne chwile, ale było ich jakby coraz mniej, coraz rzadziej razem się śmialiśmy, prowadziliśmy nocne rozmowy, seks stał się niemal obowiązkiem, zamiast oazą rozkoszy. Do tego doszły inne problemy: nowotwór siostry, powolna śmierć ojca, a kiedy wydawało się, że to już za nim, że wychodzimy na prostą...przyszedł szok! Zdrada, której się nie spodziewałam. Właśnie wtedy, gdy remontowaliśmy sypialnię, kupiliśmy meble, nowe łóżko, przecież dla nas! Silna terapia wstrząsowa. Nic już nie było takie samo. Jemu było ciężko patrzeć na mój ból, czuł się podle, bo choć to miała być tylko chwilowa odskocznia to nie przewidywał, że mój świat się zawali. Nie spałam, nie jadłam, siedziałam i wyłam, bo to cierpienie sprawiało ból prawie fizyczny. Otoczył mnie opieką, o jaką nawet bym go nie podejrzewała, ciepły, kochany, taki jakiego zawsze pragnęłam. I miłość, którą po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach, taką wielką i prawdziwą, ta miłość pozwoliła mi przejść przez to wszystko. Piszę tu w wielkim skrócie, ale chcę pokazać, że miłość dojrzała to nie są te słynne motyle w brzuchu, wzdychania i uniesienia. Bo mąż mnie po prostu cały czas kochał, ale po swojemu, może nawet sam o tym nie wiedział, może było to dla niego tak naturalne, tak oczywiste, że ja jestem... taka dobra, taka pamiętająca o nim, taka ,,jego?, że zapomniał mi o tym powiedzieć:) Był obok, nie ze mną, bo nie czuł potrzeby, aby się starać. Ja byłam zawsze. I może Ty też kochasz, ale o tym nie wiesz? Może czujesz, że tego uczucia nie ma, bo jest dla Ciebie zbyt pewne, uchwytne, bezpieczne??? Może gdyby go właśnie zabrakło zaczęłabyś czuć,  że bez niego nie oddychasz? I właśnie na tym polega miłość dojrzała. Człowiek to taka istota, która przyzwyczaja się do tego co dobre i z czasem przestaje to zauważać, jakby obojętnieje, nie docenia. I dopiero kiedy traci wie jaką miało wartość. Tylko dlaczego zbyt często jest już za późno???

5

Odp: -> Ktoś wie co jest ważne?

masz rację Olimpio... czasem tak daleko się odejdzie od siebie, że drogi zaleje rzeka, a tu nie ma łódki, kontynenty rozpadną się, znikną słowa... i zapanuje obojętność .... i potem płacze się w kącie - bo nie tak miało być. Vicky ma racje Olimpia - gdy będziesz szukać siebie .... daj sobie trochę ciszy i zobaczysz czy zatęsknisz za mężem, jak mocno jest w Tobie.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » -> Ktoś wie co jest ważne?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026