Witam wszystkich,
jestem tu nowa, chciałam podzielic sie swoim problemem, moze moglibyscie pomoc. Sama juz nie wiem co robic.
jestem w zwiazku ponad 13 lat - malzenstwem jestesmy od 5 lat, mam teraz 31 lat. To byla cudowna milosc, wiele zrozumienia, wspolnoty, smiechu i wszystkiego co wazne dla pary - no i oczywiscie plany na przyszlosc. Jak dotad zrealizowalismy swoj plan na bycie razem - wszystko bylo spoko do momentu kiedy okazalo sie ze mam problemy z zajsciem w ciaze.
Maz z poczatku byl w zasadzie ok, ale potem z czasem (trwa to juz 3 lata) zaczal oddalac sie ode mnie, traktowac mnie bardzo zle. W pewnym momencie przebadalismy sie oboje - nawet zdecydowalam sie na invitro - niestety nie wyszlo. Okazalo sie ze to ja nawalam, ale sumiennie lykam tabletki, zeby unormowac hormony i co miesiac kluje sie na poczet sprawy. U meza bylo ok.
Posypaly sie problemy - maz obraza sie na caly swiat w szczegolnosci na mnie co pare dni - zwlaszcza jak zaczyna mi sie kolejny okres - potrafi byc bardzo okrutny - bardzo mnie meczy emocjonalnie - jestem osoba bardzo odbierajaca wszelkie zle prady w moim kierunku - wiem, ze moze za bardzo sie tym przejmuje, zwracam uwage, ale tak do tej pory odbieralam uczucie - ja martwie sie i czule opiekuje partnerem i tego tez oczekuje od niego.
Ale nie - bo inni juz dawno maja dzieci, a my jeszcze nie - przestalismy jezdzic do rodziny - bo sa tam male dzieci, wszystkie swieta - unikamy dzieci jak ognia - na to wszystko sklada sie jeszcze jeden fakt - po dlugim leczeniu w zeszlym roku wreszcie poczelam naturalnie, ale po 8 tygodniach plod obumarl - to byl dla nas ogromny cios, ale dla mnie osobista tragedia - bo dlugo zabiegalam o ta ciaze.
Teraz mam tak, ze w zasadzie czekam kiedy znowu moje duze dziecko wybuchnie - mam tez problem tego typu, ze jak sie obraza to w zasadzie wszystko jest be: ja jestem be - moi rodzice, znajomi i wszystko co ze mna jest be i on ma lepszych znajomych. W dodatku potem mowi mi, ze to przeciez ja sie do niego nie odzywam a on biedny nie wie dlaczego - odwracanie kota ogonem to prawdziwy problem.
boje sie przyszlosci -naprawde - przeciez nie powinnam - mam wszystko co potrzeba - powietrze w plucach - znajomych i zainteresowania - lubie sie rozwijac, tyle tylko, ze ten rozwoj jest przez niego nieco zachamowany - przeciez zadaniem kazdej zony jest dbanie o meza a to uwzglednia lezenie bez sensu i ogladanie z nim telewizji - to jest jedna z jego aktywnosci. Co robic. Jak rozmawiac z takim trudnym czlowiekiem ? On po pierwsze nie rozumiem przez co ja przechodze, a probowalam wielokrotnie mu wyjasniac, nie chodzi ze mna na spotkania do lekarza bo to przeciez moj problem, a jego interesuje wynik - tak sie wlasnie wypowiedzial.
W dodatku co jakis czas rzuca do mnie tekstami - ze on na pewno bedzie mial dzieci, chcialby ze mna...... i tu cisza.
Poza tym uwaza, ze posiadanie dzieci to najwieksze szczescie na swiecie - i on nie jest szczesliwy.
ja bym chciala normalnie zyc, ale to zycie przeslania mi temat dziecka, ktore na gwal musze urodzic, bo jak nie - to nawet nie wiem, co on zamierza zrobic - nie chce mi powiedziec.
dlaczego jak ma handre odnosnie tematu to mnie tak traktuje - jakbym byla chora na trad, czy co. Nie odzywa sie, wychodzi bez slowa, mowi mi bardzo przykre rzeczy.
Dajcie mi pare slow co sadzicie, co robic, jak to rozegrac