Witam,
piszę na forum po raz pierwszy, więc z góry przepraszam jeśli robię coś nie tak (np. zakładam wątek taki jaki już jest...) - nie znam się na tym, a potrzebuję się wygadać i zaciągnąć opinii osób bezstronnych.
No więc... Jestem ogólnie osobą skrytą, nieśmiałą i małomówną, ok. 4 lata temu poznałam chłopaka, na początku wydawał mi się po prostu dla mnie za grzeczny, za dobrze ułożony - głupie to trochę wiem
On też chyba stwierdził, że nie jestem dla niego, po jakiś trzech miesiącach zerwaliśmy ze sobą. On tego chciał a ja, no cóż .... Po miesiącu spotkaliśmy się u naszego wspólnego znajomego. On zachowywał się tak jakby żałował swojej decyzji, ale ja nie dawałam za wygraną, mimo tego, iż w głębi duszy też chciałam do Niego wrócić, po jakimś miesiącu, który spędziliśmy na rozmowach przez telefon zgodziłam się wreszcie ponownie spotkać i wróciliśmy do siebie. Bywało rożnie ja jestem osobą bardzo nerwową i chorobliwie zazdrosną a On jest cholerykiem, ale ma naprawdę dobre serce i wiem że naprawdę mnie kochał - piszę kochał bo ostatnio powiedział mi, że nie wie czy chce ze mną być. A zaczęło się od tego, że jak już wcześniej wspomniałam jestem osobą naprawdę chorobliwie zazdrosną, staram się z tym walczyć ale jakoś mi nie wychodzi.
Pochodzę z rodziny gdzie ojciec zostawił moją mamę po prawie 25 latach bycia razem dla innej, dlatego też chyba ciągle podejrzewałam, że tak samo może postąpić On, mimo iż nie miałam żadnych sygnałów, byłam zazdrosna o jego koleżanki, znajome nawet takie, które znał dużej niż mnie i miały one rodziny i dzieci. Ostatnio wyszło na jaw, że jak to On określił przyjaźni się z koleżanką z pracy, wysyłają do siebie SMS-y i dzwonią. On twierdzi, że ich nic nie łączy oprócz sympatii. Ponoć chciał mi już dawno powiedzieć, że utrzymuję z nią kontakt, ale dla swojej wygody nie zrobił tego bo nie chciał godzinami słuchać moich wyrzutów i okłamywał mnie. Jak się o tym dowiedziałam to wpadłam w szał, porostu nie wiedziałam co mam zrobić, rozsądek podpowiadał mi, że powinnam zakończyć tą znajomość ale serce tego by nie zniosło. Poprosiłam go żeby zakończył znajomość z tą dziewczyną ( co i tak nie było by możliwe w 100% bo razem pracują) On jednak powiedział, że nie zrobi tego bo nie czuję się niczemu winny, nie ma nic na sumieniu, kocha mnie i chce być ze mną, a to że od czasu do czasu pogada z inną dziewczyną to nic złego i mi też radzi znaleźć sobie jakiś znajomych (moja jedyna przyjaciółka nie ma dla mnie czasu) i On o nich nie będzie zazdrosny bo mi ufa, a ja mu nie, i On nie będzie mi w kółko udowadniał, że nie robi nic złego. I od tego czasu ciągle się kłócimy. Na początku robiłam mu straszliwe awantury jak usłyszałam dźwięk SMS i wiedziałam że to od niej ( potrafiłam przez dobre dwie godziny siedzieć Mu na głowie i mówić na jeden temat - wiadomo jaki). Ostatnio kłócimy się o wszystko. On się stara, ja też zawzięłam się w sobie, powiedziałam że nie będę poruszała tematu smsów, ale to nic nie daje. Jak tak mu trułam On w końcu zaczął mnie olewać i przestał słuchać, raz chciałam Go za to uderzyć w twarz, bo nie znoszę takiej ignorancji, powiedziałam mu też, jedną rzecz, która świadczyła o tym, że On się puszcza na boku. Po jakimś czasie wydusiłam, z niego, że to właśnie w nim siedzi i go to boli. Powiedział mi, że On nie wie czy chce ze mną być, ale ja nie chce żadnych rozstań na chwile, czy czegoś w tym rodzaju bo to nie ma sensu. Po tych sławach ja stwierdzałam, że w takim razie ja nie mogę się z nim kochać, bo jeżeli on nie jest pewny co dalej, a sex to nie zabawa. Po czym on się obraził, że tak jak bym go znowu uraziła i znowu się pokłóciliśmy tzn. ja powiedziałam za dużo a później kiedy chciałam naprawić sytuację to On powiedział, że nie ma ochoty już zemną rozmawiać, żebym jechała do domu, ja nie dałam za wygraną w końcu się pogodziliśmy, powiedział mi, że mnie naprawdę kocha, kochaliśmy się ( z czego później byłam zła - dlatego, że moje słowa poszły na nic). Nasz związek jest bardzo burzliwy i namiętny ale co jak ta namiętność kiedyś osłabnie, kocham Go jak wariatka, chce z nim być tylko boli mnie, że On już nie jest tego tak pewien jak ja. Kobitki pomóżcie co ja powinna zrobić by ten płomyk miłości, który się jeszcze w Nim tli nie zgasł. Poradźcie coś proszę, jesteście moją ostatnią deską ratunku :*
Podobne tematy
Z doświadczenia wiem, że to może bardzo wkurzać, rozmowy w kółko o jednym i tym samym. A jak wiadomo, wierności udowodnić się nie da, tylko niewierność. Spróbuj z nim pogadać na spokojnie, że boli Cię że oszukał, że masz przykre doświadczenia i osoba uczciwa nie kłamie. Może zaproponuj, żebyście spotkali się gdzieś we trójkę. Właściwie trochę Cię rozumiem, też bym była poirytowana tymi smsami.. rozumiem w pracy, że pogadają, ale tak non stop smsować... no ale ja też zazdrosna jestem baaaaardzo
Według mnie powinniście usiąść i bez żadnych wrzasków, kłótni, spokojnie jak dorośli ludzie wszystko sobie wytłumaczyć i wypracować jakiś kompromis.
3 2010-04-01 14:41:05 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-04-01 14:41:27)
Powiem tak: wcale się Twojemu facetowi nie dziwię, amelko. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wytrzyma nieustannych oskarżeń, dwugodzinnych (!!!) tyrad, pretensji, bezpodstawnych ataków. Każdy ma prawo do posiadania swoich własnych znajomych i przyjaciół, nawet jeśli są to osoby przeciwnej płci. Nie masz żadnych przesłanek, że on Cię z nią zdradza, prawda? Jak na razie wygląda na to, że po prostu się lubią - ludzka rzecz. Nie powinnaś zmuszać partnera, żeby rezygnował ze swoich znajomości - tym bardziej, że jak sama napisałaś, jest to niemożliwe ze względu na ich wspólną pracę. Oszukał Cię dla świętego spokoju, bo wiedział, że jeśli Ci powie o tym, że ma taką koleżankę, to będzie się działo właśnie to co się dzieje - ciągłe bezustanne oskarżenia. Teraz mówi, że nie jest pewny, czy chce z Tobą być - i naprawdę trudno mu się dziwić, bo miłość miłością, ale życie z kimś, kto nas ciągle atakuje bez powodu, jest bardzo ciężkie i wykańczające psychicznie.
Jedynym sposobem na to, żeby uratować Wasz związek, jest Twoje opamiętanie się. Musisz przystopować, wrzucić na luz, starać się sobie tłumaczyć logicznie i racjonalnie, że on nie robi nic złego, że musisz mu po prostu zaufać. Jeśli sama sobie z tym nie radzisz, skorzystaj z pomocy psychologa. Teraz nie potrafisz do tego podejść racjonalnie, na wszystko patrzysz przez pryzmat emocji i to jest dla Ciebie (dla Was) zgubne.
I mogę Ci jeszcze poradzić podobnie jak monia86 - może spróbuj poznać osobiście koleżankę Twojego chłopaka, to powinno trochę Ci pomóc poradzić sobie z uczuciem zazdrości. Może się polubicie? Wtedy na pewno będzie łatwiej, to będzie już realna osoba, a nie jakiś odległy, obcy "potwór", który jawi Ci się jako zagrożenie dla Twojego związku i szczęścia.
4 2010-04-01 14:54:17 Ostatnio edytowany przez amelka_30 (2010-04-01 15:04:41)
Z poznaniem tej dziewczyny nie jest wcale tak prosto. Kiedyś robiła Ona imprezę osób pracującej w tej firmie co ona i mój chłopak razem z osobami towarzyszącymi, mój chłopak co prawda zadzwonił z pytaniem czy nie poszłabym z nim, a jak już się prawie zgodziłam to odpowiedział mi takim tekstem, który znaczył jedno, że jednak wolał by żebym nie przyjeżdżała, więc zostałam w domu:-( Później jak z nim rozmawiałam na ten temat to powiedział, że tak, nie chciał żebym przyjeżdżała bo koledzy jak przychodzą ze swoimi żonami czy dziewczynami to nie mogą się nawet spokojnie napić, a ja mu kiedyś jeszcze powiedziałam że jak idzie ze mną na imprezę to nie może mnie "odstępować na krok" a On ma też innych znajomych, z którymi też ma ochotę pogadać czy powygłupiać się.
I widzisz - dostarczyłaś mu kolejnego powodu, żeby Cię zranił. Po co go tak ograniczasz? Mam wrażenie, że przykleiłaś się do niego jak huba do drzewa i gdyby to było możliwe, to najchętniej byś się do niego chirurgicznie przyszyła... To niszczy związek! Żyj i daj żyć też facetowi, niech ma sobie swoich znajomych i z nimi rozmawia, dlaczego na imprezie musicie być ciągle razem? Ty też powinnaś mieć swoje towarzystwo, w którym czułabyś się dobrze i w którym spędzałabyś czas bez niego. Udany związek powinien składać się z trzech "wysp" - największa jest Wasza wspólna wyspa, na której spędzacie czas razem, ale każde z Was powinno mieć także swoją małą wysepkę, na którą co jakiś czas może popłynąć i zająć się wyłącznie sobą. Każdemu jest to potrzebne do zdrowego funkcjonowania.
Jak czytam Twoje posty Anemonne to tak jakbym Jego słyszała i pewnie macie rację, ale to jest silniejsze ode mnie. Byłam dumna z siebie jak przez tydzień nie odezwałam się słowem na temat smsów od tej dziewczyny, ale w głębi duszy miałam ochotę krzyczeć. Wkurza mnie jeszcze to, że ja choć trochę się staram, a On jak to powiedział: co ma być to będzie, tak jakby spoczął na laurach i chyba ma już wszystkiego dość. To prawdą, że może się od Niego "uzależniłam", mam ochotę z nim często przebywać, być blisko a On ciągle jest zmęczony, pracuje na dwie zmiany a mieszkamy w innych miejscowościach, co prawda nie daleko, ale gdyby chciał przyjechać do mnie po drugiej zmianie to byłaby prawie o 22, i tak się rzadko widujemy bo 2-3 razy w tygodniu.
2-3 razy w tygodniu to rzadko? Ja widuję się z moim facetem średnio raz w tygodniu i nie narzekam, bo też mamy do siebie kawałek, on pracuje do 17 i nie zawsze mamy możliwość się spotkać w tygodniu. Rzeczywiście wygląda to tak, że się od swojego partnera uzależniłaś i chciałabyś każdą chwilę spędzać z nim, a dla niektórych jest to po prostu męczące, niezależnie od tego, jak mocno kochają. Ja np. mam taki charakter, że mimo, iż bardzo kocham mojego faceta, to nie wytrzymałabym psychicznie przebywania z nim 24/7, udusiłabym się. Z tego co obserwuję, mężczyźni mają takie podejście częściej niż kobiety.
A Twój facet ma wszystkiego dość i nie chce mu się już starać, bo widzi, że czegokolwiek by nie zrobił, to Ty jesteś niezadowolona. Więc pewnie wyszedł z założenia, że po co się starać? Zauważ, że gdyby miał postępować dokładnie tak, byś była w pełni szczęśliwa, to musiałby zrezygnować z 90% swojego życia i poświęcić każdą wolną chwilę Tobie. A w ten sposób Ty, dla swojego szczęścia, uczyniłabyś jego nieszczęśliwym.
I powtórzę się - skoro nie radzisz sobie ze swoimi emocjami i chorobliwą zazdrością (taki poziom zazdrości jest już patologiczny niestety), to udaj się do psychologa. Psychologowie od tego właśnie są, żeby pomagać ludziom radzić sobie ze sobą i pozbywać się psychicznych obciążeń.
Dzięki, Twoje posty Anemonne uświadomiły mi, że mój chłopak jednak ma trochę racji. Spróbuje popracować nad sobą, a jak mi się nie uda to skorzystam z porady specjalisty. Szkoda jest mi to wszystko niszczyć, bo On jest naprawdę dobrym człowiekiem i tego jestem pewna w 100% inaczej pewnie już dawno bym z nim nie była.
No właśnie - też uważam, że szkoda niszczyć coś, co jest dobre, tylko przez swoje problemy ze zrozumieniem czy zaakceptowaniem pewnych rzeczy.
Nie chcę, żebyś pomyślała, że moim celem tutaj jest Cię krytykować - nic z tych rzeczy. Nawet jeśli brzmię trochę ostro, to tylko dlatego, że piszę szczerze co myślę, bez zbędnego głaskania po głowie (zresztą to chyba już mój znak rozpoznawczy na tym forum
), ale jednocześnie właśnie poprzez to chcę pomóc. Sama miałam kiedyś problemy tego typu w swoim związku, tzn. niezupełnie z zazdrością, ale również miałam problem ze zrozumieniem mojego faceta i zaakceptowaniem pewnych jego zachowań, a później się okazało, że to właśnie ja jestem przewrażliwiona, a on nie robi nic złego. Uświadomienie sobie tego to pierwszy krok w kierunku zmiany na lepsze.
Myślę, że dobrze by było, gdybyś porozmawiała o tym z chłopakiem i wytłumaczyła mu to tak jak nam tutaj - że nie radzisz sobie z tymi uczuciami, ale chcesz się zmienić, bo zależy Ci na nim.
Witam
Dziwna sprawa,jestem facetem na forum kobiet,a na dodatek w temacie kryzys w zwiazku.
Ale moze tu znajde jakas pomoc od Was,jakas rade,ktorej naprawde potrzebuje.
Amelko tak czytajac Twoj post uwazam,ze jestes oszukiwana,to znaczy to nie tylko sympatia w przypadku tych esow.Dlaczego tak uwazam?-gdyz to przyklad z mojego zycia.Nie bede wchodzil w szczegoly w moim przypadku,ale wiedz,ze istnieje duzo sposobow aby sie o tym przkonac.
Gdy ja dostawalem esy od swojej 'przyjaciolki',to po prostu moja dziewczyna zrobila przyjecie na 10 osob,na ktore kazala mi zaprosic owa'przyjaciolke' z albo bez przyjaciela.
Gdy to zaproponujesz bedziesz wiedziala co jest grane.Jak nie przyjdzie to cos nie tak,a jak przyjdzie to juz ich udawanie nie umknie Ci uwagi.
Oki,moze cos o mnie,albo moze inaczej.Najpierw moze chcialbym sie przkonac czy zostane zaakceptowany na tym forum,bo wiecie,pisac i pisac oki,ale sam ze soba to juz porazka.
Dziewczyny,kobiety,matki pamietajcie ,ze slowa piosenki''facet to swinia''ma w sobie duzo prawdy,ale zawsze i prawie w kazdym z nas jest to cos,ktore trzeba z nas wydobyc.
My naprawde chcemy kochac i byc kochani.A to,ze sa klotnie przewaznie przez nas,nie tylko Wy natym cierpicie,my tez placzemy,choc po nas tego nie widac.Zaznaczam ze pisze tu o klotniach,nawet o jakis wyzwiskach(aczkolwiek podobno slowa rania najbardziej),o trzaskaniu drzwiami i talerzami.
Nie podpisuje sie pod panami,ktorzy uzywaja sily fizycznej w stosunku do Was,no niewinne popchniecie,ale tylko na kanape lub fotel(zdazylo mi sie to).Nie bede sie wypowiadal na temat tych panow,bo gdybym mial tylko jakis wplyw na to,to obiecalbym,ze do takiego czegos juz by nie doszlo.
A tak,tylko mozna wspolczuc,pocieszac i na swoj sposob pomagac walczyc.Nie ktore posty na temat uzywania sily fizycznej wobec Was,ktore czytalem,wywolaly uscisk w gardle i lzy(tak,tak,latwo sie rozklejam,nawet na Titanicu placze jak ogladam),musicie walczyc i prosic o pomoc a na pewno same w tym zgotowanym przez los koszmarze nie zostaniecie.
Pozdrawiam i byc moze do,do...jak napisac?poczytania,poczytyska?przeciez nie do zobaczenia=)
Szczerze mówiąc trudno określić, co zrobić ma kobieta zazdrosna. Zazdrosna, znaczy tyle co nie do konca znajaca swą wartośc. Być moze powinnsmy wszystkie byc nie zawsze stuprocentowo ufne,gdy na horyzoncie pojawi się jakas sztuka,ale nie mozemy tez z gory zakladac ze stanowi ona wielkie zagrozenie.Z doswiadczenia wiem,ze domysly tylko wyolbrzymiaja sprawę,co powoduje ciagły ucisk w gardle, ze "nie wszystko gra". Mimo wszystko radzę zachować subtelną powsciagliwosc i nie manifestowac przed chłopakiem swojej bulwersacji,a dzialac. Moze zmiana zachowania wyjdzie Ci na lepsze?
Udany związek powinien składać się z trzech "wysp" - największa jest Wasza wspólna wyspa, na której spędzacie czas razem, ale każde z Was powinno mieć także swoją małą wysepkę, na którą co jakiś czas może popłynąć i zająć się wyłącznie sobą. Każdemu jest to potrzebne do zdrowego funkcjonowania.
Bardzo mi się to porównanie do wysp podoba
I z teorią Anemonne jak najbardziej się zgadzam. Ograniczanie "tlenu" partnerowi może w końcu spowodować, że się go zadusi... Są po prostu takie osoby, które do pełnego, dobrego funkcjonowania w związku potrzebują większej przestrzeni. Ograniczanie takiej osoby to strzał do własnej bramki.
hey:) jestem pierwszy raz na takiej stronie:)
stwierdzilam ze bede pisac tutaj o swoim problemach bo kto przeciez z moich bliskich by mnie zrozumial.
mam problem z moim chłopakiem/ nie dogadujemy sie bo ja mam klopoty w domu a on tego nie rozumie i nie potrafi mnie wspierac i jak mu sie zwierzam to od razu na mnie drze morde jakbym byla jakas naprawde chora umyslowo. przez to wszystko umiera nasza milosc ktora trwa tylko rok i 8 m-cy.:(:( on jest zbyt homorowym facetem nie potrafi przyjsc i powiedziec kilku ciepłych słow. a i jeszcze mi wypomnia jak mi cos milego powie chociaz to zdarza sie bardzo zadko. nie wiem co mam z tym robić? moze porostu sama jestem sobie winna?? nie wiem! i jeszcze on ma taka odwage zeby mi zarzucic ze ja nie angazuje sie w nasz zwiazek, to jest bardzo smutne i przykre tym bardziej ze on za szybko odpuszcza a ja mimo wszystko bardzo mocno go kocham i nie potrafie bez niego zyc. on jest dobrym i kochanym chlopakien aczkolwiek czasami zachowuje sie jak totalny palant i przez to zrywam i z nim non stop a po kilku godznach znow jestesmy razem bo oczywiscie ja latam za nim jak jakas idiotka bo tak bardzo go kocham! a on? nic... wroci ale i tak wiem ze jest gdzies daleko.!!!?? czekam na odpowiedzi z waszej strony... pozdrawiam. szypaa:):)