Nigdy w zyciu nie przeszloby mi przez mysl, ze bede kochanka. Uwazalam to za niemoralne i nie do przyjecia.
Moja historia zaczela sie w pracy, obiektem byl moj dobry kolega. Zawsze dobrze sie rozumielismy i duzo czasu spedzalismy na rozmowach. Byl w zwiazku okolo 3 lat i planowal slub ze swoja dziewczyna. Ja bylam w tym czasie singlem i po wielu rozczarowaniach milosnych odzyskiwalam znow wiare w ludzi i zycie. Bylo mi bardzo dobrze samej i nie mialam ochoty pakowac sie w zaden zwiazek, zwlaszcza taki, ktory nie mialby przyszlosci. Niestety los, a moze ja sama zadecydowal inaczej....
Juz przed slubem zachowywal sie podejrzanie, inaczej na mnie patrzyl i zaczelo mnie to troche niepokoic. Ja absolutnie nic do niego nie czulam, nigdy nie podobal mi sie jako mezczyzna a swiadomosc, ze za pare tygodni sie zeni jeszcze bardziej te niechec potegowala...
Wzieli slub, byl miesiac miodowy itd...kolega wrocil szczesliwy a zreszta nawet nie pamietam, bo niewiele mnie to obchodzilo, zaczelam sie w tym czasie z kims spotykac i mialam glowe zaprzatnieta innymi myslami. Zauwazylam jednak, ze on coraz czesciej pisze do mnie smsy, dzwoni a w pracy kreci sie w moim poblizu. Traktowalam to jako przejaw sympatii, ale bardzo zdrowej, kolezenskiej. Ja czasem odpisywalam mu na smsy, mielismy podobne poczucie humoru i tyle....wszystko jednak zaczelo zmieniac z tygodnia na tydzien, widzialam jak na mnie patrzy, po mojej miesiecznej nieobecnosci w pracy wyraz jego twarzy mowil sam za siebie, ze bardzo za mna tesknil, zreszta dzwonil i pisal do mnie gdy bylam na urlopie. Nie odbieralam jego telefonow, czasem tylko odpisalam na smsa, po prostu nie czulam potrzeby kontaktu z nim...
Zaczal mi sie zwierzac, ze zaluje, ze sie ozenil, ze sie z nia nudzi, ze juz sie nie kochaja (zaznaczam, ze minelo niecale pol roku od ich slubu) itd. Powiedzialam mu, ze musi pracowac nad swoim zwiazkiem, bo sa mlodym malzenstwem i niedobrze, ze juz teraz tak sie dzieje...coraz czesciej mowil mi rzeczy, ktore kazda kobieta chcialaby uslyszec, byl na kazde zawolanie, zaczelismy spotykac sie po pracy, ale ja nadal uwazalam, ze mnie bardzo lubi i to wszystko i oboje nie jestesmy zdolni do bycia kochankami...prosilam go potem, zeby zostawil mnie w spokoju i pomyslal o swojej zonie ale on nie dawal za wygrana,nie chcialam z nim spotykac sie po pracy bo zaczelam czuc sie z tym nieswojo....po jakim czasie powiedzial, ze mnie kocha i jestem miloscia jego zycia. Ja nadal go nie kochalam i probowalam porozmawiac o problemach w jego zwiazku. Pewnego razu nazwal przy mnie swoja swiezo poslubiona zone dosc brzydko i pomyslalam, ze on jej naprawde nie kocha i ze sie wpakowal w niezle bagno, to ona bardziej napierala na ten slub a on sie zgodzil, bo nie sadzil, ze kiedykolwiek spotka prawdziwa milosc....nie wiem jednak jak bylo naprawde miedzy nimi...
Uwierzcie mi, ze zapieralam sie jak tylko moglam nie wyobrazalam sobie, ze moge rozbic czyjes malzenstwo......
Kolega nie dawal mi spokoju,pisal dzwonil mamil czulymi slowkami az stalo sie, moje serce zmieklo....obiecal,ze ja dla mnie zostawi...wiec dalam mu ultimatum. Nigdy nie chcialam ich rozlaczyc ale skoro on twierdzil, ze jej nie kocha, ze to przyzwyczajenie i jeszcze przed slubem dawal mi znac, ze cos dla niego znacze to pomyslalam, ze no takie rzeczy sie zdarzaja i byc moze beda musieli sie przeze mnie a moze nie przeze mnie rozstac....
Nie rozstali sie i dobrze, bo nigdy tego nie chcialam...ale tego co ja przezylam nie da sie opisac i nie zycze tego najgorszemu wrogowi...od tamtej pory minelo troche czasu, nie wiem co sie nim dzieje, wiem, ze jest z nia....powiedzial, ze zostaje z nia z litosci....moze i tak niewazne.....rozkochal mnie w sobie chociaz blagalam, zeby sie odczepil, bo boje sie, ze mnie skrzywdzi,wiedzialam,ze zostawienie zony to nie jest prosta sprawa, nawet jesli nie mieli dzieci i majatku....on caly czas obiecywal, ze bedzie dobrze, ze jestem aniolem i nie wie jak w ogole ktokolwiek moglby mnie skrzywdzic a potem wybral ja i serce peklo mi na pol...
To nie jest tak, ze ja wpakowalam sie w ich zycie z butami, to on wpakowal sie w moje i wyrzadzil spustoszenie w mojej duszy jak nikt nigdy przedtem....nasz romans nie trwal dlugo ale wiem, ze rana bedzie goic sie bardzo wolno.
Zycze im szczescia, naprawde, zawsze zyczylam!
Tylko jakim prawem zonaty, niedojrzaly facet wciaga mnie w takie bagno a potem odchodzi....jestem winna w jakis sposob i wiem, ze jego zona przezyla te zdrade bo jej o nas powiedzial ale byl za slaby zeby odejsc....
Uwazam jednak, ze jestem w pelni usprawiedliwiona, bo jestem tylko czlowiekiem i nie biore tego co mi sie nie nalezy....to on caly czas mnie meczyl a ja nie jestem z lodu....i piszcie sobie co chcecie ale ja uwazam, ze za zdrade sa odpowiedzialni przede wszystkim ci, ktorzy maja juz partnerow a probuja czegos na boku...
Ciesze sie, ze z nim nie jestem....nie jest mnie wart i nigdy bym mu nie zaufala, tylko serce jeszcze troche boli...ale bedzie dobrze wiem to...
Podobne tematy
2 2010-03-26 00:49:01 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-26 00:59:19)
Margaryn, zrobiłaś sobie niezłę katharzis, ale ból w Tobie jest ciągle, niespełniona miłość wryła się w ciebie i próbujesz oczyścić się aby żyć dalej.
"Nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości, czy pierwsza jest ostatnią, czy ostatnia pierwszą".
Nie zrażaj się do miłości, ona jest w tobie oddasz ją komuś wkrótce, zobaczysz go jakbyś nigdy nikogo nie znała.
Dziś dobrze robisz, ze chcesz przepracować ból w sobie i pozwolić mu przepłynąć ... masz szansę zacząć patrzeć na świat i siebie inaczej.
Może docenisz w przyszłym partnerze, te wartości, które są ważne dla ciebie.
Bedzie dobrze Margaryna, musi byc....Moja historia jest podobna...bardzo podobna. Praca, maile, smsy....spotkania , chwilowe..tylko jego sytuacja o wiele bardziej skomplikowana.Rodzina.Serce mi peklo na pol tak samo jak Tobie, wczoraj wieczorem definitywnie sie rozstalismy. To on podjal ostateczna decyzje. Nie mozemy ze soba rozmawiac nawet i tego bedzie mi brakowac najbardziej.Ciezko mi bedzie okropnie ( juz jest), bo byl jedyna bratnia dusza od paru miesiecy....Przyjacielem. I za tym bede tesknic najbardziej.Ale tak jest lepiej.Musimy sie skoncentrowac na sobie teraz..niestey zwiazki z zonatymi to slepy zaulek,ktory predzej czy pozniej zdemoluje nasza psychike.A jak slepy zaulek, to tak jak samochodem, wsteczny i do tylu.Inaczej sie nie da.I wmawiam to sobie, i lzy mi ciekna same,ale wiem ze to jedyne wyjscie.Tak, zrobili spustoszenie , w sercu i duszy,ale to tez na nasze wlasne zyczenie.... nie wybieramy kogo kochamy.I w takich przypadkach,jesli uczucia sa tak silne, zadne wczesniejsze doswiadczenia nam nie pomoga. I moze byc tez tak ( oby nie!! ),ze jeszcze nie raz znajdziemy sie w takiej samej sytuacji.Wiem,ze boli. Ktos napisal tu ,ze czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do bolu.Zgadzam sie z tym calkowicie. U mnie wczoraj nastapilo chirurgiczne ciecie,zwykle po takich operacjach rana sie goi.Mam nadzieje,ze nie okaze sie ze ciecie pogorszylo stan.Trzymaj sie Margaryna.
Tak dobrze wiem co czujesz,tez bylam kochanka blisko 4 lata,trwalam przy nim jak cien,kochalam jak nigdy w zyciu,dalam z siebie wiecej niz moglam..a dzis pustka,cisza,nie zostalo nic procz zalu..Wybral ja,mam nadzieje ze jest szczesliwy bo tego zycze mu z calego serca..Minelo 5 msc od rozstania,bylo ciezko ale juz sie podnosze i zgadzam sie z tym co napisala Agydeyn ze zwiazek z zonatym to slepy zaulek.Margaryna,glowa do gory moge powiedziec z wlasnego doswiadczenia ze mozna z tego wyjsc.Trzymam kciuki
Skad ja to znam...Ja tez dalam z siebie wszystko..wszystko co najlepsze. I teraz tylko zal... cale szczescie ,ze pracujemy w innych dzialach - musimy sie unikac... Postanowilam sobie,ze jak na siebie wpadniemy przypadkiem, bede musiala go potraktowac jak parkingowego. I mam nadzieje,ze sie uda...Czy to zycie musi byc takie pogmatwane? Ale idzie wiosna, zrobi sie za chwile cieplej i w sercu tez - i Wam i sobie tego zycze.Przebisnieg, zapytam, w ciagu 4 lat, probowaliscie sie rozstawac pare razy??? tak pytam... jestem moze nienormalna ,ale gdzies podswiadomie czekam na wiadomosc..zeby sie odezwal....normalne, prawda?? Historia pewnego zludzenia.....
heh masz nauczkę, jak jakiś facet jest juz z kobietą, nie wążne czy dziewczyną czy żoną i podrywa ciebie to od razu kopnij dziada w pysk i uciekaj, bo taki facet nie jest nic wart, nawet jeśli ściemnia że nie kocha swej obecnej laski bo coś tam. tacy ludzie to świry i chorzy wykorzystywacze,
.....nie dawac 100% i byc wyrachowana?? Jaki sens??? tylko w filmach?... niekoniecznie. Nie broniac nikogo,'wstretnych dziadow' itp,nie zawsze jest tak ,ze chce sie wykorzystac...Czasem jest tak,ze jest sie najzwyczajniej samotnym -i wierz mi mozna byc samotnym w zwiazku, ktory z pozoru wyglada na szczesliwy. I wtedy sie szuka. I nie zawsze to czysta premedytacja.Rownie dobrze, wiele z nas kobiet ktore sie znalazly w takich sytuacjach, moglaby byc zakwalifikowana jako swiruska, bo niektore z nas sa w zwiazkach ( jak ja np) i tez zdradzily.Nie jest to takie proste wszystko.
Kiepsko
uważam, że to nie jest Twoja wina. Opierałaś mu się, on był dla Ciebie tylko kolegą lecz to on naciskał i naciskał... Emocje robią swoje i człowiek jest tylko człowiekiem. Szkoda tylko, że Cię tak potraktował.... Cóż, być może on też cierpi, będąc w związku z tą kobietą.
Tak Agydeyn bylo kilka rozstan w ciagu tych 4 lat,wracal i za kzadym razem blagal o kolejna szanse mowiac ze tym razem mnie nie zawiedzie,kazda z nich dostawal,chcialam w to wierzyc,ale niestety kazda zmarnowal,w koncu odeszlam,powiedzialam sobie dosc,nie ma go juz 5 msc,nic nie wiem,zastanawiam sie czesto jak mija mu zycie? czy jest zdrowy i szczesliwy?Na poczatku czekalam na jego kontakt,tesknilam i nie raz mialam ochote sie odezwac ale znalazlam w sobie ta sile i tak minelo 5 msc,teraz jest juz lepiej,i wiem ze mam to za soba,jestem z siebie dumna bo poradzilam sobie.Szkoda mi tych lat,bo naprawde poswiecilam wiele dla tej milosci,zaplacilam wysoka cene, i do tej pory place za to uczucie.Mam jednak nadzieje ze jest szczesliwy
Przebisniegu, patrz, zamiast martwic sie o nas same, martwimy sie o nich.... ja tez wczoraj mu powiedzialam,ze mam nadzieje,ze bedzie szczesliwy....???? A co z nami???? Przeciez tez zaslugujemy na szczescie. W mojej sytuacji bylo troche inaczej..to on czesciej mial takie rozterki...ja nawet jak mialam, nigdy ich nie okazywalam, nigdy nie zapytalam o zone - taka wzorowa kochanka..ale to on wczoraj definitywnie zakonczyl...i jak na razie jest konsekwentny.i mysle,ze tym razem bedzie. I ja tez musze byc - obiecalam mu to.Ze bede silna i sie nie zlamie. 4 lata.....to bardzo dlugo...bardzo...Zastanawialam sie wczoraj dlaczego tak strasznie mi go brakuje? I doszlam do wniosku,ze najbardziej brakuje mi rozmowy - w ciagu nie calego roku, zna mnie lepiej niz mezczyzna z ktorym jestem 6 lat.....smutne.Wiec wiem tez,ze musze teraz uporzadkowac swoje obecne zycie, bo wiem czego chce... uwagi przede wszystkim. I moze to smieszne sie wydac komus, ze zgadzamy sie na te pare procent, na kradzione chwile,ale czy nie jest tak,ze te pare procent wydaje sie jak tysiac???????? Tak strasznie tesknie...
heh masz nauczkę, jak jakiś facet jest juz z kobietą, nie wążne czy dziewczyną czy żoną i podrywa ciebie to od razu kopnij dziada w pysk i uciekaj, bo taki facet nie jest nic wart, nawet jeśli ściemnia że nie kocha swej obecnej laski bo coś tam. tacy ludzie to świry i chorzy wykorzystywacze,
Masz jak najbardziej racje, ale chyba za malo znalam zycie, aby to wiedziec. Teraz juz wiem!Dalam sie zwiesc bo znalam tego chlopaka pare lat ale nie mialam z nim ostatnio kontaktu, dopiero jak zaczelismy razem pracowac....Nigdy nie spodziewalabym sie czegos takiego po nim...a jednak
Na szczescie moj romans trwal tylko 2 miesiace,w porownaniu z reszta dziewczyn to nic....od razu mu powiedzialam, ze nie nadaje sie na kochanke i jesli naprawde jest nieszczesliwy jest szansa zeby to zmienic i byc z miloscia swojego zycia, bo tak mnie nazywal:)
Kupa bzdur!A te jego smsy!Jak sobie o tym pomysle, to robi mi sie niedobrze!
Moim postem chcialam tylko udowodnic, ze to nie my kochanki rozkladamy tak po prostu przed nimi nogi!To on nalegal i nie dawal mi spokoju i mowie tu calkowita prawde, bo nie mam powodu, zeby klamac....Mysle, ze gdybym mu nie ulegla lazil by za mna do dzis, do skutku...ja nie mam serca z lodu.
Do reszty dziewczyn:TRZYMAJCIE SIE!!!!Oni nie sa warci naszych lez!
Przebisniegu na pewno Tobie jest o wiele ciezej, bo w koncu poswiecilas tej osobie 4 lata zycia, ale sama widzisz da sie to przezwyciezyc.
Czas leczy rany, to pewne!
Dzieki dziewczyny za wsparcie!
Tak to prawda, nie sa warci naszych lez.Prawde mowiac, zaden facet ni jest ( jak to sie latwo pisze). U mnie to tez on zaczepil.To tez on zdobyl moj nr telefonu.To tez on dzwonil i pisal po 60 smsow dziennie... I w koncu wpadlam.Choc znalam uklad od poczatku.Wpadlam po uszy.Wspierajmy sie nawzajem , bedzie latwiej.. ( a ja juz kominuje jakby tu isc na zwolnienie..) weekendy chyba lepsze, nie widze go i nie czekam na pracowego maila... ech.
Ja dzis mialam koszmarny dzien.
Ta cala sytuacja zdolowala mnie niesamowicie. Najbardziej nie moge sobie wybaczyc, ze dalam sie w to wciagnac a teraz on siedzi sobie z nia w domku i ma mnie gdzies....w sumie to ja jego tez, no moze nie do konca, bo jakies tam uczucie jeszcze zostalo, ale na pewno nie wspominam razem spedzonych chwil, bo nic dla mnie nie znacza, byly udawane....teraz to wiem
Szkoda mi samej siebie, bo zburzono moj spoko wewnetrzny i zrobiono ze mnie kogos kim nie jestem....
Czuje sie ofiara ich kryzysu malzenskiego i dlatego nienawidze tego dupka, ktory zamiast najpierw myslec co jest nie tak w jego zwiazku, zaczal opowiadac mi jakies bajki o milosci
Dziekuje Bogu, ze nie tkwilam w tym dlugo, latwiej wymazac z pamieci 2 miesiace niz 2 lata...:((dlatego wspolczuje dziewczynom, ktore byly zwiazane z zonatym facetem tak dlugo....
Dla mnie moj ex jest po prostu zalosny i ta mysl dodaje mi sil, zeby walczyc z uczuciem. Wczesniej tez myslalam, ze jest miloscia mojego zycia a teraz mysle, ze jakby byl to bylibysmy razem,widocznie ktos inny jest mi przeznaczony a jesli nie to moge byc sama, tylko juz nigdy wiecej nie chce byc tak potraktowana i musiec przezywac takiego koszmaru jak teraz...
Na tym swiecie jest mnostwo rzeczy do zrobienia i nie zamierzam tracic czasu..
Pozdrawiam!!!
3majmy sie!
Margaryna, dzieki za slowa'zalosny' itp...Tak latwiej.... bo ja sobie caly czas wmawiam ,ze on teskni, i ze sie odezwie i ze nie jest szczesliwy - a prawda jest pewnie taka ,ze jest...moze ma momenty samotnosci, moze uczucie odtracenia ( jak to u facetow dzieciatych) i tez tak mysle,ze skoro mial stabilna baze ( jak to sam kiedys okreslil- hm..chyba nie az taka stabilna), to moze umial oddzielic dwa swiaty i znakomicie sie znajdowac w obu.Uklad idealny,nie? W domu poprane, wyprasowane, a tu zawsze pomalowana, ubrana lala, na jego warunkach?kto by tak nie chcial... tylko zamiast sobie myslec ,ze taka jest prawda ja mysle o nim cieplo i sie pograzam... i mysle. Ja mam dzisiaj koszmarny dzien z kolei...i jutro poniedzialek.I praca. No wlasnie, skoro cos nie tak w zwiazku to trzeba moze naprawiac?? nie wiem sama...chyba ze sie przegapi moment i jest za pozno,ale to teraz naprawde nie jest moj problem....Trzymajmy sie dzielnie.