Witajcie.
Byłam w związku długo bo ponad 3lata. Zwiazek był burzliwy, często podczas klotni mój partner, mówił że to koniec, nie odzywał się do mnie. Ja go przepraszałam za wszystko. Winę bralam na siebie.
Jednak poklocilismy sie tak mocno, że tym razem to ja powiedzialam koniec, chciałam pokazać mu, że nie może ot tak rzucać słowami bo naprawdę odejdę od niego. Zaczal wyrzucać moje rzeczy, zabrałam je i się wyprowadzialam od niego. Na odchodne wykrzyczalam, że znajdę sobie faceta który doceni to co ma, i ślub z nim wezmę. Ze zaraz będę z innym. Byłam zla na niego. Nie mówiłam tego szczerze. Rozstanie miało być na chwilę, bylam cala w emocjach, za to ze zaczal wyrzucac mi rzeczy.
Niestety on jak zawsze zablokował mnie wszędzie i zerwanie wziął na poważnie jak i to ze zaraz z kimś będę. Po tygodniu, ja nie wytrzymałam poszłam do niego sama, żebyśmy się pogodzili, zrozumiałam że to było głupie i niepotrzebne. Jednak on wciąż był na mnie wściekły. Po ponad tygodniu gdy poszłam do niego znowu, wsciekly wyszedł z mieszkania i zostawil mnie tam sama. Weszlam na jego wiadomości, kiedyś dal mi haslo.
Okazało się, że pozalil się "znajomym" że go zostawiłam, a ci szybko wyknuli intrygę i po 2 dniach gdy wyszlam od niego, zaprosili go na spotkanie na którym była jego "byla". Dziewczyna z którą był 5lat temu, po niej miał kilka, a następnie mnie. Nie miała z nim kontaktu, dopóki nie zobaczyła, że poprawił mu się status materialny i że jest ze mna tak dlugo. Wiedziala od jego znajomych, ze chcemy kupic dom, jego rodzice pytali sie kiedy bierzemy slub itp. Celowo zaprzyjaznila się z jego znajomymi.
I nie czekajac dlugo juz po 2 dniach wysłała mu swoje rozneglizowane zdjęcia, zaprosiła na wyjazd nad morze żeby pokazać się w bikini, pisała, ze sie dotyka gdy o nim myśli. Ze on jest jej ideałem, wie że on jej nie kochał, byl z nia na sile, ale ona chcialaby z nim byc, bo on jest cudowny dla niej. Wiedziałam że to takiego pokroju dziewczyna, on sam mi o niej mówił. Śmiał się ze latala za nim, on nic od niej nie chciał. Ze nigdy by do niej nie wrócił. Ja sie wściekłam jak przeczytałam te wiadomości, byłam w szoku. On sie wyparl wyjazdu. Przez tydzien sie klicilismy. Bylam zla na niego, nie moglam w to uwierzyć.
Ale stało się, spal z nia. Przyznal mi się do tego. Gdy bylam u niego znalazlam jej recznik. Piczatkowo klamal mowil, ze to jego. Ale spotkal sie ze mna, rozmawialismy 4h, pozniej nastepnego dnia to samo. Powiedzial, ze chce byc szczery wobec mnie, dlatego mi o tym mowi. Powiedzial, ze to byl blad, ze mnie przeprasza, ze myślał iż naprawdę znajdę a moze już mam nowego. Ze powiedzial jej, ze sie z nia już nie spotka. Ze nic do niej nie czuje, ze wciąż czuje coś do mnie. A to byl tylko seks. Ale boi się że ja mu to bede zawsze wypominac, ze nie wie czy być razem. Ze też planowal że mną życie, ale doszło do takiej sytuacji.
Bylam w szoku jak jego znajomi mogli zrobić cos takiego. Weszli w nasz związek z butami, planowali to długo, bo często nawet przy mnie o niej wspominali, jak to świetnie się z nia bawią. Mnie nie polubili od razu, gdy poszłam tam celowo o niej mówili, jaka to ona jest super. Mój tego nie komentował. Sam jest teraz w szoku, ze takie coś zrobili, mówi że nie planował spotkania z nia, to oni to zorganizowali i to prawda przeczytałam to we wiadomościach.
Kocham go, ale ta cala sytuacja jest chora.
Czy warto dac nam szanse? Czy warto walczyć o ten związek? Wybaczyć i zapomnieć? Jestem wściekła na jego "znajomych" że bez pardonu weszli w nasz związek to małżeństwo mają dzieci i bawią się w takie coś, bo uważają że ona powinna z nim byc bo ja lubią. Czy mam prawo to rozliczać z tego, jeśli teoretycznie zerwalam z nim i sama zapowiedziałam, ze znajde szybko nowego. Czy wybaczyc?
1 2018-09-01 05:55:03 Ostatnio edytowany przez wbordowym12 (2018-09-01 06:05:23)
Podobne tematy
2 2018-09-01 06:02:16 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-09-01 06:03:14)
Po pierwsze, nie dogadujecie się totalnie.
Awantury o głupoty, wyprowadzki... Po co Wam to?
Po drugie, to nie znajomi weszli z butami w Wasz związek. On chciał przespać się z tamtą, to się przespał. Nie zwalaj tego na znajomych.
Poza tym, nie masz czego mu wybaczać. Odeszłaś, wyprowadziłaś się. Był wolny.
3 2018-09-01 06:12:18 Ostatnio edytowany przez wbordowym12 (2018-09-01 06:13:43)
Dogadujemy się. To że się wyprowadzilam, zdarzyło się tylko raz, w wielkiej awanturze. Miałam ciężki okres w pracy, byłam zła, on był zły. I poszło, z iskry ogień.
Mam znajomego którego zona wyprowadzala się od niego już z 10razy. Zarówno przed jak i po ślubie. I żyją że sobą takie charaktery. Ja zrobiłam to raz ze złości.
Z tamta z jakiegoś powodu też się rozstał.
Jego znajomi mu wciąż o niej wspominali. Nawet przy mnie. Ja na to nie reagowalam.
On by nie miał z nia kontaktu gdyby oni nie zorganizowali spotkania, gdy tylko się dowiedzieli że się wyprowadzilam. Był sam przez jakiś okres czasu, nie interesowała się powrotem do niego. Zainteresowała się dopiero, gdy znalazł super pracę i zaczęło go być stać na wszytsko. Zaczal byc ze mna i zobaczyla, ze on ze mn jest na powaznie. Powiedzial mi ze tego nie planował, ze jest mu przykro.
Dogadujemy się.
Vel.
Zwiazek był burzliwy, często podczas klotni mój partner, mówił że to koniec, nie odzywał się do mnie. Ja go przepraszałam za wszystko. Winę bralam na siebie.
Przykro mi, ale nie tak wygląda udany związek. Nie dogadujecie się, skoro Ty musisz brać winę na siebie, bo on się obraża i reaguje jak dziecko.
I nie masz żadnego powodu, by obwiniać znajomych o cokolwiek. Oni Twojego ex na siłę nie włożyli do łóżka tamtej kobiety.
Dziekuje Ci za wypowiedz. Tak to prawda, zachowywal się jak dziecko. Ale czy to znaczy, że się nie dogadywalismy? Byliśmy ze sobą 3 lata i tak w klotniach się nie dogadywalismy, bo to były krotnie. Po których zawsze się dogadaliśmy, smielismy się z tego.
Poza tym "nadawalismy na jednej fali", bylismy ze soba 3lata. Gdybym sądziła, ze związek jest do bani, on jest do bani rozstalabym się z nim wcześniej.
Akceptowalam jego wady, on chyba moje tez, skoro to trwało tak dlugo i planowaliśmy ślub. Przepraszam, ale nie wierzę w zwiazki "bez klotni"
Nie o tym chciałam rozmawiać. Zastanawia mnie czy walczyć o to. Wiem, ze głupio sie zachowalam sama. Ze poniekąd sprowokowalam to.
Tak nie oni jej położyli do lozka z nim. Ale gdyby on chciał sam by się z nia spotkał dawno temu, mieszkamy w niedużym mieście. Oni znajac mnie, zorganizowali spotkanie, powiedzisli im ze widac ze sie kochaja, ze ona go tak kocha, ze idealnie że sobą wyglądają. On jej unikał. Nie chciał z nia być i mówi że nie będzie.
To bylo po 2 dniach jak zabralam rzeczy, widzialam go wtedy, byl załamany, ja w srodku tez, ale chcialam nim potrzasnac, cjoc tdraz iwdze, ze to nie bylo madre. Myślał, że ja sie juz z kimś spotykam, sypiam z kimś, ze na dobre nie chce z nim byc. Myślał, że się związałam z facetem którego nie lubi, więc tak spal z nia. Mogl mi o tym nie mowic, pochowac kej rzeczy, ale pwoiedzial. Nic do niej nie czuje, mówi że czuje wciąż coś do mnie. Wiem, że nie mogę go rozliczać za to, ale jest mi ciężko i to boli.
Zastanwiam sie czy można o tym zapomnieć? Czy jeśli się kochamy, warto dac sobie szansę i zacząć na nowo.
Cyngli ma absolutną rację, że to na udany związek nie wygląda. Jak jest dobrze, to jest dobrze, ale jak się pokluficie, to on Cię wszędzie blokuje, a Ty go przepraszasz, choć wina nie zawsze leży tylko ok twojej stronie.
Znajomych jego zostaw. Mogą Cię nie lubić, mogli ich swatać, ale on chciał się z nią przespać. Koniec kropka. No u wcale Cię nie zdradził- wszakże nie byliście razem.
Czy walczyć? Jeśli chcesz, to walcz, ale nie godzi tu o to, abyś stawała na głowie, a były łaskawie spoglądał na Twoje starania. Nie możesz być motorem napędowym tej relacji.
Czy można zapomnieć? Nie byliście razem, nie ma oczyma zapominać.
Czy warto dać szansę? Nie mi oceniać, sami musicie zastanowić się nad tym.
Ja bym dała spokój, szkoda nerwów.
A Ty rób jak uważasz.
8 2018-09-01 08:24:00 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-09-01 08:28:15)
O gustach, podobno, nie dyskutuje się. Graliście w grę, która często kończy się tak, jak się skończyła. O czym myślę? O tym:
(....) często podczas klotni mój partner, mówił że to koniec, nie odzywał się do mnie. Ja go przepraszałam za wszystko. Winę bralam na siebie.
Jednak pokłóciliśmy się tak mocno, że tym razem to ja powiedziałam koniec, chciałam pokazać mu, że nie może ot tak rzucać słowami bo naprawdę odejdę od niego. Zaczal wyrzucać moje rzeczy, zabrałam je i się wyprowadzalam od niego. Na odchodne wykrzyczalam, że znajdę sobie faceta który doceni to co ma, i ślub z nim wezmę. Ze zaraz będę z innym. Byłam zla na niego. Nie mówiłam tego szczerze. Rozstanie miało być na chwilę, bylam cala w emocjach, za to ze zaczal wyrzucac mi rzeczy. (....)
O grze w "to koniec z nami". To on zaczął tę grę, a Ty ją podjęłaś i póki toczyła się wedle jego zasad, póty było "dobrze", zakończona została, gdy to Ty przejęłaś inicjatywę. A przecież nie tak miała być. Dla mnie przejażdżka taką kolejką, raz w górę, raz w dół, jest nie do przyjęcia. Ty jednak, jak widać, lubisz taki rodzaj relacji. O gustach się nie dyskutuje.
(...) Czy warto dac nam szanse? Czy warto walczyć o ten związek? Wybaczyć i zapomnieć? Jestem wściekła na jego "znajomych" że bez pardonu weszli w nasz związek to małżeństwo mają dzieci i bawią się w takie coś, bo uważają że ona powinna z nim byc bo ja lubią. Czy mam prawo to rozliczać z tego, jeśli teoretycznie zerwalam z nim i sama zapowiedziałam, ze znajde szybko nowego. Czy wybaczyc?
Czy warto walczyć o taki związek? Zgodnie z moją hierarchią wartości, z mym myśleniem o relacjach między ludźmi - nie, ale z Twych kolejnych postów - będących odpowiedziami na posty użytkowników - wynika, że czekasz na inne zdanie.
W związku z tym napiszę tak.
Spotkaj się z nim, padnij przed nim na kolana, całuj po stopach i błagaj go przebaczenie, że ośmieliłaś się choć na chwilę udawać (bo przecież to cały czas była gra), że przestałaś być "chłopcem do bicia". Czy zapomnisz/zapomnicie? Nie, amnezja jest efektem poważnej choroby, obrażeń mózgu. Ale tak długo graliście w swoją grę, że teraz więc możecie grać w kolejną: udawanie, że nic z tego co opisałaś nie miało miejsca. Obyś/obyście tylko nie zagrali się na śmierć. A wybaczać jemu spanie z inną? Nie masz czego wybaczać. Odeszłaś i powiedziałaś to, co powiedziałaś. Boli? Na własne życzenie. Wściekła jesteś na znajomych, nie na niego, że nie powiedział dobitnie swym znajomym, że nie życzy sobie takiego Ciebie traktowania?
Przeczytałam ostatni akapit. Rozpoczynając go, planowałam napisać, że ze swym życiem możesz zrobić co tylko chcesz, ale jak widać napisałam co innego. Nic jednak nie zmieniam.
Mieszkalismy ze soba, to nie tak że klocicilismy się ze soba cały czas. Nie o klotnie tu chodzi. I nie było tak, ze ja zawsze go przepraszałam, widzę jak brzmi mój pierwszy post. Nie do końca tak było. On również mnie przepraszał. Nie każda sprzeczka tak się kończyła. I nie zawsze straszyl rozstaniem.
Miałam na celu pokazanie mu, ze mogę się wyprowadzić, chciałam nim potrzasnac, żeby się uspokoił i za mna pobiegł. Przemyślał wszytsko, zobaczył, ze może mnie stracić itp,itd, głupie zachowanie z mojej strony.
Odeszłam, nie na poważnie, chciałam nim wstrząsnąć.
Chciałaś nim wstrząsnąć, ale nie wyszło. Szybko się ogarnął i poszedł do łóżka z inną.
OTWÓRZ OCZY.
A ja rozumiem autorke, bo sama zrobiłam kilka razy to samo. Też były podobne przyczyny, chciałam zobaczyc czy pobiegnie. I tak 2x przyszedł, raz po 3 tyg, innym razem odezwał się po miesiącu. A pozniej nie zrobił nic. Teraz spotykam się z super facetem, a mój były jest sam.
Klotnie to rzeczy normlana, nie wiesz nikomu kto mówi że jest inaczej. Każdy się kłóci.
Co do faktów, nie zdradził Cię nie byłaś z nim. Po co ci to powiedział? Bo chciał żebyś wiedziała, moim zdaniem Cię kocha. Uwierz że normlanie nie mówiłby nic, ukrylby to, słowa nie wypuścił z ust. A i ucial z Tobą kontakt całkowicie. Napisalby, zadzwonil, nie przyjezdzalby na spotkanie z Tobą.
Co do dziewczyny z którą to zrobił, promocja przyciąga, sama napisałaś, że jest hmm nie trudna, on był zły sądził, ze śpisz z innym. Ona była chętna? Bardzo chętna to facet skorzystał. Czy to moralnie dobre nie, ale on sam to zrobił. Byliście bardzo rozemocjonowani, po odejściu wciąż się z nim klocilas. Przeprosił. Zostaw to. Nie dawaj jakieś panience za wygrana. Sama piszesz ze znajomymi robili wszystko by was rozdzielić. W koncu nadarzyła się okazja i bum. Sama piszesz po rozstaniu sprzeczaliscie się jeszcze, facet to facet.
Co do znajomych, tak zrobili świństwo, może nie tobie, a jemu, to nie przyjaźń, to ludzie którzy źle mu życzą.
Co do ich związku jakby takowy był, nie przetrwa długo. A Twój facet hm, no do lebskich typów nie należy. Zmanipulowali to tak, że szkoda słów.
Wrzuć na luz, nie rozpamietuj tego, to tylko seks, jak go koszasz, wróć do niego.
12 2018-09-01 10:12:41 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2018-09-01 10:51:20)
Przepraszam, ale nie wierzę w zwiazki "bez klotni"
mój taki jest.
Wiele osób na forum wróżyło już szybki początek kłótni i równie szybki koniec związku, a póki co rok razem i jest to rok bez kłótni.
Tylko trzeba umieć ze sobą rozmawiać.
Ja jestem z mężem prawie 6 lat po ślubie i do tej pory pokłóciliśmy się może raz, max 2 razy.
Po czym trzeba było parę minut ochłonąć, usiąść i spokojnie porozmawiać.
Nie ma u nas gierek typu "odejdę i sprawdzę, czy mu/jej zależy", czy szantażowania wyprowadzką. Może dlatego dla mnie Twoja relacja, Autorko, wydaje się nienormalna i toksyczna.
14 2018-09-01 10:58:33 Ostatnio edytowany przez wbordowym12 (2018-09-01 10:59:23)
Rozumiem, szanuje opinie. Niestety ja osobiście takich związków bez kłótni nie znam. Znam za to zwiazki, gdzie pary klocą sie 100 razy gorzej niz ja. I zyja, sa malzenstwem, maja dzieci. Nie znam nikoho podkresle nikogo kto sie w relacji nie kloci. Nigdy o czyms takim nie slyszalam. Nawet uważam, że to byloby niezdrowe. Kazdy ma inny temperament.Nie wiem czy powinno się od razu szfowac zwrotami toksyczny, nienormalny, więc mimo wszystko spokojnie. Jak juz wczesniej wspomniałam nie o klotnie tu chodzi.
No to właśnie słyszysz. Ja się nie kłócę i jest zdrowo.
Co innego kłócić się i dość razem do jakichś wniosków, a co innego kłócić się i rozstawać/grozić odejściem/robić ciche dni.
To jest niezdrowe i tak, jest to toksyczne. Bo odbiera drugiej osobie poczucie bezpieczeństwa, skłania do grania w durne gierki (takie właśnie jak to Twoje niby odejście).
Swoją drogą to nie pierwszy raz na forum jak przychodzi kobieta i mówi, że szantażowała faceta odejściem, aż facet w końcu powiedział jej "no to idź". Albo że zrobiła odejście na pokaz i potem była zdziwiona, że facet nie poczekał tylko zaakceptował jej odejście, a przecież ona biedna chciała, żeby on pokazał, że mu zależy.
W związku nie powinno być miejsca na takie gierki.
A dla Ciebie jedyną opcją jest znalezienie kogoś, z kim naprawdę będziesz się dobrze dogadywać. Jak znajdziesz, to jeszcze tu przyjdziesz i sama powiesz, że istnieją związki, w których kłótni nie ma.
Rozumiem, szanuje opinie. Niestety ja osobiście takich związków bez kłótni nie znam. Znam za to zwiazki, gdzie pary klocą sie 100 razy gorzej niz ja. I zyja, sa malzenstwem, maja dzieci. Nie znam nikoho podkresle nikogo kto sie w relacji nie kloci. Nigdy o czyms takim nie slyszalam. Nawet uważam, że to byloby niezdrowe. Kazdy ma inny temperament.Nie wiem czy powinno się od razu szfowac zwrotami toksyczny, nienormalny, więc mimo wszystko spokojnie. Jak juz wczesniej wspomniałam nie o klotnie tu chodzi.
Mnóstwo ludzi żyje w relacjach toksycznych czy też "love-hate relationship". Co nie oznacza że jest to normą. Nie jest też normą szantażowanie odejściem, czy rozstawanie się by dać drugiej stronie nauczkę. Związek to nie walka, związek to gra w jednej drużynie.
Konflikty w związku oczywiście są normą, ale nie rozwiązuje się ich krzykiem, rzucaniem talerzy, wyprowadzkami czy innymi działaniami w afekcie. To jest destrukcyjne.
Witajcie.
Byłam w związku długo bo ponad 3lata. Zwiazek był burzliwy, często podczas klotni mój partner, mówił że to koniec, nie odzywał się do mnie. Ja go przepraszałam za wszystko. Winę bralam na siebie.
Jednak poklocilismy sie tak mocno, że tym razem to ja powiedzialam koniec, chciałam pokazać mu, że nie może ot tak rzucać słowami bo naprawdę odejdę od niego. Zaczal wyrzucać moje rzeczy, zabrałam je i się wyprowadzialam od niego. Na odchodne wykrzyczalam, że znajdę sobie faceta który doceni to co ma, i ślub z nim wezmę. Ze zaraz będę z innym. Byłam zla na niego. Nie mówiłam tego szczerze. Rozstanie miało być na chwilę, bylam cala w emocjach, za to ze zaczal wyrzucac mi rzeczy.
Niestety on jak zawsze zablokował mnie wszędzie i zerwanie wziął na poważnie jak i to ze zaraz z kimś będę. Po tygodniu, ja nie wytrzymałam poszłam do niego sama, żebyśmy się pogodzili, zrozumiałam że to było głupie i niepotrzebne. Jednak on wciąż był na mnie wściekły. Po ponad tygodniu gdy poszłam do niego znowu, wsciekly wyszedł z mieszkania i zostawil mnie tam sama. Weszlam na jego wiadomości, kiedyś dal mi haslo.
Okazało się, że pozalil się "znajomym" że go zostawiłam, a ci szybko wyknuli intrygę i po 2 dniach gdy wyszlam od niego, zaprosili go na spotkanie na którym była jego "byla". Dziewczyna z którą był 5lat temu, po niej miał kilka, a następnie mnie. Nie miała z nim kontaktu, dopóki nie zobaczyła, że poprawił mu się status materialny i że jest ze mna tak dlugo. Wiedziala od jego znajomych, ze chcemy kupic dom, jego rodzice pytali sie kiedy bierzemy slub itp. Celowo zaprzyjaznila się z jego znajomymi.
I nie czekajac dlugo juz po 2 dniach wysłała mu swoje rozneglizowane zdjęcia, zaprosiła na wyjazd nad morze żeby pokazać się w bikini, pisała, ze sie dotyka gdy o nim myśli. Ze on jest jej ideałem, wie że on jej nie kochał, byl z nia na sile, ale ona chcialaby z nim byc, bo on jest cudowny dla niej. Wiedziałam że to takiego pokroju dziewczyna, on sam mi o niej mówił. Śmiał się ze latala za nim, on nic od niej nie chciał. Ze nigdy by do niej nie wrócił. Ja sie wściekłam jak przeczytałam te wiadomości, byłam w szoku. On sie wyparl wyjazdu. Przez tydzien sie klicilismy. Bylam zla na niego, nie moglam w to uwierzyć.
Ale stało się, spal z nia. Przyznal mi się do tego. Gdy bylam u niego znalazlam jej recznik. Piczatkowo klamal mowil, ze to jego. Ale spotkal sie ze mna, rozmawialismy 4h, pozniej nastepnego dnia to samo. Powiedzial, ze chce byc szczery wobec mnie, dlatego mi o tym mowi. Powiedzial, ze to byl blad, ze mnie przeprasza, ze myślał iż naprawdę znajdę a moze już mam nowego. Ze powiedzial jej, ze sie z nia już nie spotka. Ze nic do niej nie czuje, ze wciąż czuje coś do mnie. A to byl tylko seks. Ale boi się że ja mu to bede zawsze wypominac, ze nie wie czy być razem. Ze też planowal że mną życie, ale doszło do takiej sytuacji.
Bylam w szoku jak jego znajomi mogli zrobić cos takiego. Weszli w nasz związek z butami, planowali to długo, bo często nawet przy mnie o niej wspominali, jak to świetnie się z nia bawią. Mnie nie polubili od razu, gdy poszłam tam celowo o niej mówili, jaka to ona jest super. Mój tego nie komentował. Sam jest teraz w szoku, ze takie coś zrobili, mówi że nie planował spotkania z nia, to oni to zorganizowali i to prawda przeczytałam to we wiadomościach.
Kocham go, ale ta cala sytuacja jest chora.
Czy warto dac nam szanse? Czy warto walczyć o ten związek? Wybaczyć i zapomnieć? Jestem wściekła na jego "znajomych" że bez pardonu weszli w nasz związek to małżeństwo mają dzieci i bawią się w takie coś, bo uważają że ona powinna z nim byc bo ja lubią. Czy mam prawo to rozliczać z tego, jeśli teoretycznie zerwalam z nim i sama zapowiedziałam, ze znajde szybko nowego. Czy wybaczyc?
Piszesz, że nie chodzi o kłótnie, ale przecież to bardzo istotny aspekt tego, o czym piszesz, jeśli nie wręcz najistotniejszy w tym wszystkim. Zawsze, kiedy ktoś pisze o "burzliwym" związku, to już wiem, że odpowiedź na pytanie "czy warto?" brzmi "nie". Udane związki nie są burzliwe. Kiedy ludzie się szanują, potrafią rozmawiać o trudnościach i nie płyną na fali własnych emocji, nie ma potrzeby urządzania kłótni czy awantur. Konflikty w formie sprzeczek lub nieporozumień mogą się zdarzać, ale to nie to samo co kłótnie, które kończą się rozstaniem czy wyprowadzką, choćby chwilową. Moim zdaniem już lepiej być samemu, niż jeździć na takim emocjonalnym rollercoasterze.
(...) Jak juz wczesniej wspomniałam nie o klotnie tu chodzi.
Rozumiem. Rozumiem też, że Twe posty (oprócz pierwszego, ale tego nie jestem pewna) służą jednemu: złagodzeniu koloru wydarzeń i powrocie do byłego-niebyłego. Nie rozumiem tylko, ale nie muszę, celu tego łagodzenia.
Chcesz do niego wrócić? Wróć. Jeśli jednak dość masz kłótni prowadzonych w sposób, który opisałaś (znam dobre związki, w których kłótni nie ma i nie było, bo konflikty rozwiązywane są w inny sposób; znam też dobre związki, w których partnerzy co jakiś czas kłócą się; nie znam za to żadnego udanego związku, w którym podczas kłótni co jakiś czas padają groźby rozstania i ktoś ma ochotę 'wstrząsnąć' drugą osobą czy nią manipulować), to może czas, by odsłonić karty i uczciwie porozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach, uczuciach (przyjemnych, ale także tych nieprzyjemnych), hierarchii wartości, sprawdzić czy dane słowa rozumiecie tak samo, albo przynajmniej podobnie.
wbordowym12 napisał/a:Przepraszam, ale nie wierzę w zwiazki "bez klotni"
mój taki jest.
Wiele osób na forum wróżyło już szybki początek kłótni i równie szybki koniec związku, a póki co rok razem i jest to rok bez kłótni.
Tylko trzeba umieć ze sobą rozmawiać.
i to jest clou tego. Wrzaski , wyrzucanie rzeczy , trzaskanie drzwiami i odchodzę !!! będę z innym itp.… . tak jak pisała Wielokropek- to gra , przeciąganie liny … kto ważniejszy, kto ma rację i czyje na górze ..
Macie olbrzymie problemy z emocjami, komunikacją .
I tak trochę w "afekcie " robicie rzeczy żeby udowodnić cos drugiej osobie .
Nie jeden człowiek tak sobie życie skomplikował …. mój bliski przyjaciel z długich lat tak założył rodzinę … na złość lasce poszedł z inna , zostali rodzicami. Rodzina ich zmotywowała do ślubu... on się miotał pomiędzy odpowiedzialnością ….. (bo ogólnie dobry chłopak z niego ) a laska którą kochał, z którą mieli afery co rusz...podobnie jak u Ciebie autorko ….. Rozwiódł się po 10 latach z matka dziecka ….
Mieliście wojny o problemy ??? , to jak sobie wyobrażasz … wyobrażacie razem przy takim ciężarze ???