Witam wszystkich! Jestem 27-letnią kobietą i chciałabym się podzielić z Wami moimi refleksjami na temat relacji damsko-męskich.
Z góry zaznaczam, że nie uważam siebie za ideał. Mam swoje przywary i dźwigam bagaż emocjonalny, ale dużo nad sobą pracuję i wychodzę z założenia, że aby dwoje ludzi mogło ze sobą być, to bardzo ważne są: rozmowa, zrozumienie, akceptacja i wsparcie.
Kiedy poznaję mężczyznę, z którym łączą mnie fundamentalne (dla mnie i niego) sprawy i pojawia się chemia, to staram się tak układać życie, żeby w tym związku były te cztery aspekty.
Jednak bardzo trudno mi znaleźć mężczyznę, który oprócz deklaracji, że też tego bardzo chce, wykaże się też dojrzałością i działaniem, żeby rzeczywiście to wprowadzać w życie.
I nagle się okazuje, że rozmowa przychodzi trudno, bo o problemach nie lubi rozmawiać. Zrozumienie jeszcze trudniej, bo nie umie się zagłębić w punkt widzenia drugiej strony. O akceptacji nie wspominając, bo jak jest kłopot, to znaczy, że to nie ma sensu, a nie, że trzeba go rozwiązać. I co za tym idzie – wsparcia także brak.
Powiedzcie, czy tylko ja mam takie spostrzeżenia? Możliwe, że akurat tak trafiałam, choć byłoby to wyjątkowo pechowe (chociaż niewykluczone…).