...
1 2010-03-25 15:28:59 Ostatnio edytowany przez seni34 (2010-05-31 12:50:57)
Podobne tematy
Zdrada to szok, niszczy czyjeś życie. Dosłownie. Zmienia je na zawsze. Bez znaczenia, czy zostajemy z facetem, który zdradził, czy go opuszczamy. Miesiące bólu, rozpaczy, rozmyślań "dlaczego", nienawiści... A potem nic już nie jest takie samo. Zranione uczucia zamknięte w skorupce, kluczyk wyrzucony i mocne postanowienie - nigdy nie zaufać żadnemu facetowi. Nigdy nie przechodzić przez to ponownie... Ideologia: miłość, wierność, zaufanie przekreślona raz na zawsze. Brutalna świadomość, że to tylko moje ideały - faceci ich nie posiadają. Zaszufladkowanie wszystkich facetów jako padalców i szmat bez zasad. I zemsta. Na niewinnych. Najlepiej na poczciwej odmianie facetów. Coś w stylu - rozkochać i zostawić. Niech cierpi. Przecież wszyscy faceci to świnie. Albo przespać się z zajętym. A co - niech sobie jego dziewczyna/żona pocierpi - przecież wszystkie baby to dziwki... I nawet powrót do normalności jest tylko pozorny. Bo jak zaufać innemu facetowi, skoro tamtemu ufało się bezgranicznie a tu takie zdziwienie?
Więc wszystkie dziewczyny które świadomie pakują się w związek z zajętym niech wiedzą, że kogoś niszczą. Fundują innej kobiecie dramat trwający latami, nawet po zakończeniu romansu. Nieraz dramat trwa do końca życia skrzywdzonej kobiety. A jeśli jest dziecko? Tych uczuć nie da się opisać Seni. Ja wierzę, że los jest sprawiedliwy i każda, która zniszczyła komuś życie dostanie od losu to samo...
3 2010-03-25 21:13:32 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-03-25 21:16:28)
Myślę, że przyczyn zdrady jest bardzo dużo.
Trudno tu obarczać winą tylko tą trzecią. Czasami zdradzają ci, którzy nie są szczęśliwi w związku, gdzie problemy rozwiązuje się milczeniem, albo krzykiem, zdradzają bo szukają akceptacji, zrozumienia u kogoś innego. Znam takie osoby, które zdradziły bo mimo rozmów, próśb partner był oziębły, unikał seksu, czułości. Znam też takich, którzy niszczyli związki dla zabawy, rozrywki. Uczucia swojej 2 połówki mieli głęboko gdzieś...a jak się wydało błagali o wybaczenie, zapewniali, że to nic nie znaczyło itd. mieli kochające żony, dzieci a jednak pojawiła się ta trzecia...tylko, że akurat w takim przypadku partner sam szukał sobie panienek na boku.
Więc nie zawsze wina jest tej trzeciej..często tylko faceta, często tylko kobiety, czasami oboje długo "pracują" na rozpad związku, ale i czasami jest tak, że jakaś kobieta czy mężczyzna by zdobyć zajętą osobę jest w stanie zrobić naprawdę podłe rzeczy. Tacy ludzie są zdolni to ohydnych kłamstw, oszustw manipulacji tylko po to by rozwalić czyjś związek, takich ludzi nic nie usprawiedliwia niszczą komuś życie i sprawia im to przyjemność, dowartościowują się tym, że doprowadzili kogoś do łez, takich ludzi trudno w ogóle ludźmi nazwać.
Zgadzam sie z Alexytymia, zreszta swoja sytuacje opisalam w poscie "z perspektywy kochanki". Mam wyrzuty sumienia ale z drugiej strony wiem, ze niczego nie zrobilam z premedytacja, nie walczylam o niego, odpuscilam sobie mimo, ze go kochalam i to bardzo, ale zranil mnie jak nikt inny.Mezowie, ktorzy zdradzaja to tepe gnojki i nie zdaja sobie sprawy, ze rania i zony i kochanki...
A teraz pora na nowe zycie i nigdy wiecej chorych sytuacji tego typu...
Niech to bedzie przestroga!A jak mowia, ze im sie nie uklada i nie sypiaja z zona to wiejcie gdzie pieprz rosnie,bo to oznacza kryzys w ich malzenstwach....chwilowy zapewne....
a swoja droga co myslicie o facetach,ktorzy zdradzaja tuz po slubie?
myślę że ludzie, którzy zdradzają dla czystej rozrywki, gdzie w związku nie było poważnych problemów, mając w domu kochającą żonę czy męża, jak okłamują swoją 2 połówkę, grają zakochanych , a za plecami szmacą się ...czy to przed czy po ślubie są po prostu obrzydliwi, wstrętni, zakłamani, niedowartościowani, są to "kaleki" emocjonalne zbyt ograniczone by móc pojąć, że nie zasługują na miłość, którą ktoś ich otoczył. Znam kilka osób, które zostały tak zdradzone: bo facet miał ochotę na prostytutkę, bo panienka wyjechała z koleżankami na wczasy to sobie poużywała.. doprowadzili swoich najbliższych do załamania nerwowego, rodziny do rozpadu...tylko dlatego że po prostu mieli ochotę d... poruszać.
od kiedy dowiedziałam się o zdradzie mojego ex, czułam na piersi ogromny ciężar jakbym nosiła na szyi jakiś głaz. myśli ?? wtedy się myśli o tym jak to musiało wyglądać, myśli się o wszystkich dobrych wspomnieniach z NIM, nie pamięta się złego tylko samo dobro które było w związku i już nigdy nie będzie. chodziłam do pustego kościoła płacząc w ławce aby bóg zabrał to uczucie ode mnie. czułam się gorsza o całej reszty świata, nie chciało mi się iść do pracy umyć głowy umalować się iść na imprezę NIC SIĘ NIE CHCIAŁO o jedzeniu czy piciu już nie wspominając.
nikt tego nie zrozumie póki nie doświadczy . . . . .
Witam .
Od razu nad mienie , że piszę z perspektywy faceta , który nie zdradził , i który nie był zdradzony .
Niby temat jest mi obcy - ale nie do końca . Na własne oczy widziałem przez co przechodziła siostra
mojego przyjaciela . Dramat nie do opisania . To co wyprawiają kochanki ( co za poetyckie określenie - o ZGROZO )
, jak niszczą małżeństwa to wiedzą tylko one same i skrzywdzone żony . Krew mnie zalewa jak czytam topiki typu
"Byłam kochanką , odeszłam ..." - dosłownie "Sodoma i Gomora" . Chociaż nie wiem jakim draniem byłby facet to kochanka
świadomie pakuje się ze swoimi " czterema literami " w CUDZE ŻYCIE . Szkoda , że kochanki najpierw rozwalą czyjeś
małżeństwo zanim same siebie zniszczą , ale to chyba tak " na ironie" ... Te wszystkie "pocieszycielki"
"zawiedzionych mężów " to nic innego jak zwykłe , zakompleksione , wiecznie niespełnione kaleki życiowe .
To osoby , które czują satysfakcję typu - " jest z nią 10 lat , ma z nią dzieci itd a mimo to zostałam
jego kochanką " Wow . Niesamowite . A jednak . Świadomie , bądź podświadomie , ale ZAWSZE są to objawy
charakterystyczne dla kochanek . To bardzo perfidne stworzenia . A co potem ? To już przeczytacie na topikach
"Jestem tą trzecią i jest mi z tym źle" Niestety , są ludzie , którzy potrafią na tym forum wybielić
każdą krzywdę . Czasem to sam już nie wiem co by musiało się stać , aby wina nie leżała " po środku " .
Wina NIGDY nie leży po środku . Życie jest jak szachy - zawsze ktoś pierwszy popełnia błąd .
Życzę Ci Seni34 wszystkiego najlepszego - żeby jeszcze w Twoim życiu nadeszły piękne dni.
Trzymaj się dzielnie !
Chociaż nie wiem jakim draniem byłby facet to kochanka
świadomie pakuje się ze swoimi " czterema literami " w CUDZE ŻYCIE .
Nie masz pojecia o czym mowisz....tak samo ja moglabym powiedziec, ze ON swiadomie pakuje sie w moje zycie ze swoimi brudami...
Szkoda, ze nie miales okazji zobaczyc jak w mojej sytuacji wszystko sie rozegralo....szkoda gadac...
Ja trafilam na wyjatkowo glupiego i niedojrzalego faceta.Wspoczuje jego zdradzonej 4 miesiace po slubie zonie.
Powiedzial mi, ze ona go zmusila do slubu bo byli ze soba juz 3 lata, wiec woz albo przewoz....a on zenil sie z mysla, ze zawsze mozna sie rozwiesc...powiedzial,ze wszyscy mu odradzali slub i inne bzdety...
Nasz romans dlugo nie potrwal, ale czy to malzenstwo przetrwa...nie wiem...
Jak dlugo mozna byc spowrotem ze soba po zdradzie? Czy zdrada podswiadomie nie prowadzi do odwet? Czy osoba, ktora zdradza wie jak rani? Czy osoba zranina nie chce pokazac, jak barzdo zostala dotknieta i w koncu odplaca tym samym? Jak zyc po zdradzie? Jak zachowac twarz i szcunek dla samego siebie? Czy to juz zawsze bedzie wracac? Jak dlugo mozna zyc ze swiadomoscia, ze ta najwazniejsza osoba tak nas ponizyla, ze tak malo dla niej znaczymy? Czy w ogole znamy naszych partnerow? Czy jesli ktos zdradzil raz, to czy nie zrobi tego ponownie? Czy ta osoba obok mnie, to jest ta jedyna, ukochana istota, z ktora chce spedzic cale moje zycie, czy moze ktos calkiem obcy...
masz calkowita racje Margaryna,zawsze to kochanka bedzie obrzucana blotem i ta najgorsza ktora uwiodla faceta.To stereotyp z ktorym kochanka nie wygra,poprostu tak postrzega sie kochanki.Ja sadze ze nie mierzy sie wszystkich jedna miara,owszem sa kochanki ktore niszcza malzenstwo z premedytacja ale i takie ktore sa nieswiadome ze facet ma rodzine jak bylo w moim przypadku.Az strach pomyslec co mowil i do jakich metod sie posuwal zeby mnie zdobyc..ZENADA Biedna ta jego zona,i calkowicie nieswiadoma tego jakie rzeczy na jej temat wygaduje jej maz.Wiec prosze nie osadzajcie wszystkich jedna miara, bo przypadki sa naprawde rozne
Ja też nie twierdzę, że to kochanki są zawsze winne. Wprost przeciwnie - jestem skłonna większą winą obarczyć faceta. Nawet, jeśli ona wie, że on ma rodzinę to jest to JEGO RODZINA i to on ślubował wierność i inne pierdoły swojej żonie. A generalnie w wielu przypadkach kochanka nie wie o tym, że spotyka się z zajętym facetem. Przynajmniej na początku.
Jeśli wolna kobieta z premedytacją rozbija rodzinę to i tak winny jest facet, że jej na to pozwala, a ona... Pozostaje jej tylko życzyć, żeby tego samego doświadczyła...
Grac, odpuść sobie te bezsensowne prowokacje.
wielokrotnie zastanawiałam sie kto ponosi większą winę... nie mam gotowej odpowiedzi. niemniej jednak, skłaniałabym się w stronę faceta ponieważ to od niego oczekiwałam lojalności... ta kobieta może mieć mnie zwyczajnie w nosie, przecież może mnie nawet nie znać. Takie są realia.
Rok temu, po pierwszym wyskoku mojego ex... ona była wyjątkowo perfidna, była z naszego wspólnego grona, miała narzeczonego. Ogólnie bardzo parła na niego. On, po rozstaniu... ulokował się bardzo dobrze
no przeciez był samotny.
Co czułam.... nie da się tego opisać... wypalałam paczkę papierosów po powrocie z pracy, chudłam w oczach, siedziałam na netkobietach i błagałam o pomoc. Mysli, setki mysli... co robi, czy dotyka, czy się kocha etc... słowa stawały w gardle. Ból, niesamowity ból... piekacy o każdej porze dnia. Spałam po 2-3 godziny, usypiałam wykończona gorączkowym transem. Chciałam, żeby wrócił... zachwycił sie mną, padł na kolana, przepraszał... błagał. Pisałam do niego listy, nigdy ich nie wysłałam. Pisałam, żeby pomóc sobie. Tysiące wykrzykników w listach, płacz... taki niesamowicie bolesny. ...
Po chwili, dowiedziałam się, że ma już kolejną dziewczynę... młodziutką, która zamieściła ich wspólne zdjęcia na NK.... oczywiście doniesiono mi o tym... wyobrażacie sobie mój ból?? jak otworzyłam te zdjecia... mojego, przed chwilą narzeczonego... który świata poza mną nie widział, rzekomo
ciężar na klatce piersiowej, to dobre określenie. Mój był tak przygniatający, że naprawdę nie mogłam się podnieść... wtedy nikomu nie dałam sobie pomóc, znajomi poszli w odstawkę. WSTYD potworny wstyd, który czułam patrząc na kogokolwiek. Każdy widział moje cierpienie, a on się bawił... w najlepsze. Kolezanki powtarzały mi "męzczyzna inaczej odczuwa rozstanie" a ja pytałam "jak można być tak perfidnie nieczułym??"Odchorowałam to, przeszłam żałobę.... a potem przebaczyłam... ale nigdy nie zapomniałam, wróciliśmy do siebie i on zrobił to samo, ale dzisiaj przeszłam przez to szybciej, a może tak naprawdę, przez ten rok.... zbierałam siły, czułam, ze to nastąpi.... Nie mam potrzeby zemsty, czuję wielką ulgę, że udało mi się uciec od tej miłości. Kazdego dnia uśmiecham się jak myslę, że już nie będę się zamartwiała, kiedy wywinie mi kolejny numer... że ułożę sobie zycie... tak jak będę chciała, bo już będę ostrożniejsza ... tak łatwo nie dam się skrzywdzic.
14 2010-05-07 12:39:30 Ostatnio edytowany przez mola (2010-05-07 13:01:12)
Kiedy mąż zdradza żonę, ona najczęściej obwinia "tą trzecią". Czy dlatego, że mężowi jest w stanie wybaczyć, bo go kocha i łatwiej jej przenieść winę na tamtą kobietę? Kochająca kobieta wymyśli milion usprawiedliwień, jeśli chce wybaczyć zdradę. Będzie szukała winy w sobie ("czegoś mu w domu brakowało i poszukał gdzie indziej, byłam złą żoną"), w męskiej naturze ("skorzystał z okazji") albo - najłatwiej - w "tej trzeciej" ("zastawiła sidła na żonatego").
A czy nie powinno być tak, że to mąż jest bardziej winny? Bo to jego wiąże przysięga małżeńska, a nie tamtą kobietę (pomijam sytuacje, gdy obie strony romansu są w związkach). Bo to on powinien pamiętać o tym, że ma żonę, której mówi, że kocha. Bywa, że kochanka nie wie, że jest "tą trzecią", bywa, że mężczyzna wmawia jej, że jest w separacji, że "żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią", itd.itp. Dlaczego więc żony tak często zakładają z góry, że kochanki "usidliły", że "upolowały", że "kusiły"? Ile razy jest tak, że to mężczyzna zabiega o względy innej kobiety za plecami swojej żony? Że mimo jej skrupułów w końcu udaje się mu ją usidlić (nie odwrotnie!)?
Kiedy mąż zdradza żonę, ona najczęściej obwinia "tą trzecią". Czy dlatego, że mężowi jest w stanie wybaczyć, bo go kocha i łatwiej jej przenieść winę na tamtą kobietę? Kochająca kobieta wymyśli milion usprawiedliwień, jeśli chce wybaczyć zdradę. Będzie szukała winy w sobie ("czegoś mu w domu brakowało i poszukał gdzie indziej, byłam złą żoną"), w męskiej naturze ("skorzystał z okazji") albo - najłatwiej - w "tej trzeciej" ("zastawiła sidła na żonatego").
A czy nie powinno być tak, że to mąż jest bardziej winny? Bo to jego wiąże przysięga małżeńska, a nie tamtą kobietę (pomijam sytuacje, gdy obie strony romansu są w związkach). Bo to on powinien pamiętać o tym, że ma żonę, której mówi, że kocha. Bywa, że kochanka nie wie, że jest "tą trzecią", bywa, że mężczyzna wmawia jej, że jest w separacji, że "żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią", itd.itp. Dlaczego więc żony tak często zakładają z góry, że kochanki "usidliły", że "upolowały", że "kusiły"? Ile razy jest tak, że to mężczyzna zabiega o względy innej kobiety za plecami swojej żony? Że mimo jej skrupułów w końcu udaje się mu ją usidlić (nie odwrotnie!)?
świetnie to ujęłąś mola... błyskotliwie, rzeczowo, w 100% trafnie !!!!
mola napisał/a:Kiedy mąż zdradza żonę, ona najczęściej obwinia "tą trzecią". Czy dlatego, że mężowi jest w stanie wybaczyć, bo go kocha i łatwiej jej przenieść winę na tamtą kobietę? Kochająca kobieta wymyśli milion usprawiedliwień, jeśli chce wybaczyć zdradę. Będzie szukała winy w sobie ("czegoś mu w domu brakowało i poszukał gdzie indziej, byłam złą żoną"), w męskiej naturze ("skorzystał z okazji") albo - najłatwiej - w "tej trzeciej" ("zastawiła sidła na żonatego").
A czy nie powinno być tak, że to mąż jest bardziej winny? Bo to jego wiąże przysięga małżeńska, a nie tamtą kobietę (pomijam sytuacje, gdy obie strony romansu są w związkach). Bo to on powinien pamiętać o tym, że ma żonę, której mówi, że kocha. Bywa, że kochanka nie wie, że jest "tą trzecią", bywa, że mężczyzna wmawia jej, że jest w separacji, że "żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią", itd.itp. Dlaczego więc żony tak często zakładają z góry, że kochanki "usidliły", że "upolowały", że "kusiły"? Ile razy jest tak, że to mężczyzna zabiega o względy innej kobiety za plecami swojej żony? Że mimo jej skrupułów w końcu udaje się mu ją usidlić (nie odwrotnie!)?świetnie to ujęłąś mola... błyskotliwie, rzeczowo, w 100% trafnie !!!!
wnioskuję,że myślisz podobnie?? Dziękuję ![]()