netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Na rozstaju dróg

34 odpowiedzi5 809 wyświetleńzałożony przez cinek198181, 27.07.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: Na rozstaju dróg

Piszę swoją historię pewnie jak każdy, którym targają uczucia dotąd nieznane. Zawód, rozczarownaie, brak sensu dalszej egzystencji, niewiedza co dalej?, jak żyć?, co zrobić? Tak, są to uczucia i myśli, które kołaczą się po mojej głowie. Jedna jest przewodnia – nic nie będzie już takie jak wcześniej, ta przeraża mnie najbardziej. Zadaje sobie setki pytań i nie potrafię na nie znaleźć odpowiedzi, może dlatego, że jestem romantykiem, idealistą, że oddałem całego siebie dla ukochanej osoby, że nie mieści się to w katalogu moich zasad etc. Wielu z Was będzie pewnie mnie oceniać, spotkam się pewnie z falą hejtu, kim ty jesteś?, daj jej żyć?, egoista, myślisz tylko o sobie. Przyjmę wszelką konstruktywną krytykę, jeśli wniesie ona coś do mojego życia i pozwoli stać się lepszym człowiekiem. Jest to w telegraficznym skrócie historia mojego życia, dla niektórych nie do przebrnięcia ze względu na długość labotatu, lecz chcę w niej uchwycić wszystkie wydarzenia, które mogły mieć wpływ na to co się teraz stało.

Uprzedzę dlaczego taki jestem. Wychowała mnie matka według standardów zaufania, rozumiem przez to, że mogłem więcej niż moi rówieśnicy pod warunkiem szczerości. Tak w wieku 15 lat mogłem jeżdzić na dyskoteki, gdzie było to w tamtych czasach zarezerwowane dla 17-18latków pod warunkiem, że matka wiedziała gdzie jestem i o której wrócę – ja nigdy tego zaufania starałem się nie zawieść, była dla mnie nie tylko mamą lecz również a może przede wszystkim przyjacielem, rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim, nie było między nami tajemnic. W wyniku takiego modelu wychowania czułem bardziej jak kobieta niż facet, zawsze lepiej dogadywałem się z dziewczynami i czułem lepiej w ich towarzystwie. Co do partnerek czasami miewałem uczucia, że nie możemy uprawiać seksu będąc ze sobą w związku, bo tak naprawdę osoba ta była dla mnie bardziej przyjaciółką niż dziewczyną i w podświadomości czułem, że po tym, to co nas łączy nie będzie już takie same. Miałem wiele partnerek z którymi tworzyłem związek, lecz żadnej nie pokochałem – mijało wszystko po etapie zauroczenia i fascynacji. Z jedną z dziewczyn było trochę inaczej, byliśmy ze sobą ponad dwa lata, co na moje statystyki związku to szmat czasu, do dzisiaj nie potrafię ocenić, czy uczucie pomiędzy nami mogło przekształcić się w miłość i poświęcenie drugiej osobie. Rozstaliśmy się w sposób, który ktoś może uznać za śmieszny, lecz dla mnie stanowił on w tamtej chwili definicję zaufania, lojalności i oddania. Na jednej z dyskotek musiałem wcześniej opuścić lokal ze względu na poranny wyjazd w ważnej sprawie, obiecałem jej, że wszystko nadrobimy i może kontynuować zabawę z koleżankami. W kolejnym dniu „życzliwe” osoby doniosły mi jak to moja panna dobrze bawiła się w ramionach innego faceta, przytulane tańce, namiętne spojrzenia, pocałunki do końca imprezy. Dla mnie było to jednoznaczne, choć próbowała przepraszać, tłumaczyć, dla mnie sprawa była jasna. Nie przyszło mi to wcale łatwo, pomimo tego, że jak mi się wydaje nie do końca byłem pewny swoich uczuć co do niej. Czułem żal, rozczarowanie, zdradę. Przeżyłem to dość mocno.

Żonę swoją poznałem przez przypadek – kiedy nasz wzrok się spotkał, poczułem to „pierdyknięcie”, krew zaczęła szybko płynąć, tysiące myśli w głowie, musiałem ją poznać. Nie byłem wówczas gotowy na jakikolwiek związek po tym co się wcześniej wydarzyło a jednak potoczło się to bardzo szybko. Gdzieś znów podświadomie próbowałem ją do siebie zrażać swoim zachowaniem, do dziś nie wiem dlaczego, bałem się znów zaufać, z kimś być?. Nie było łatwo jak chyba w każdej sytuacji kiedy spotyka się woda z ogniem, docieraliśmy się, były chwile uniesień i kłótnie. Ja dusza towarzystwa, mnóstwo znajomych, zawsze mogłem na kogoś z nich liczyć, Ona skryta, wycofana, mówiąca o sobie, że jest niufna do ludzi. Dzieliły nas cztery lata różnicy wieku, co na tamten czas wydawało się prawie przepaścią, ja już pracujący, Ona kończyła szkołę średnią. Zamieszkaliśmy razem, aby przekonać się jak nam będzie. Nie był to czas łatwy, wychodziły nasze wszystkie cechy, te dobre i te mniej. Jedno uderzyło mnie bardzo mocno, niska samoocena wyniesiona z domu rodzinnego, w zasadzie wyryta w gowie przez jej mamę ( Ty nie dasz rady, to nie dla Ciebie, kto jak kto, ale nie Ty) są to stwierdzenia, których sam byłrem świadkiem i z którymi walczyłem od samego początku. Sam dostałem fantastyczną posadę, zarabiałem bardzo dobrze a po roku zaproponowano mi świetne stanowisko w centrali firmy. Rozmawialiśmy o tym i postanowiliśmy, że z oferty nie skorzystam, że zostaniemy na prowincji i tutaj zbudujemy swoje szczęście. Rozpoczeliśmy pracę nad budową jej wartości, bardziej na polu zawodowym, w sferze prywatnej wydawało się być wszystko ok, choć teraz z perspektywy czasu widzę jak bardzo się myliłem. Kursy, studia – na wszystko dziesiątki godzin tłumaczeń, że sobie poradzi, że „zobaczysz – dasz radę”, posuwaliśmy się do przodu. Założyłem firmę, w której to stawiała pierwsze kroki, dbała o to, żyłem w przeświadczeniu, że pomału zaczyna łapać to coś. Następnie pierwsza praca, dziesiątki godzin znów przegadane, zmiana na kolejną, lepszą i tutaj wydaje mi się jest szczegół, który mógł zaważyć nad dalszymi wydarzeniami. Ani w jednej ani w drugiej pracy nie trafiła na dobrego managera, w pierwszej niedoceniany cały dział, w drugiej stała się kozłem ofiarnym nietrafionych decyzji zakupowych swojego przełożonego i nie została jej przedłużona umowa. Przeżyła to mocno, pocieszałem jak mogłem będąc w niezręcznej sytuacji, gdyż moja kariera wciąż się rozwijała i awansując wciąż czerpałem radość z życia korporacyjnego.
W pierwszej pracy miała za to wspaniały zespół super dziewczyn, fajna zgrana paczka. Cieszyłem się, że wreszcie odnalazła radość na polu zawodowym, czasami wychodziliśmy gdzieś razem, innym razem spotykały się same. Pewnego dnia udała się z koleżankami na imprezę z okazji dnia kobiet, miała być to babska impreza. Do dzisiaj nie wiem i chyba nie chcę do tego wracać, skąd wzięły się podejrzenia mojej mamy aby podjechać tam i sprawdzić, czy coś wiedziała?, czy coś podsłuchała?, czy była to intuicja? Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem to, wszedłem do klubu i o zgrozo ujrzałem to, czego nie chciałem zobaczyć. Moją Żonę w objęciach inego faceta, kolegi z pracy, tańczyła przytulona swą głową do jego piersi, on delikatnie głaskał jej plecy. Poczekałem do końca utworu aby nie robić scen i grzecznie poprosiłem Ją na zewnątrz. Skończyło się to awanturą, z mojej strony znów rozczarowaniem, zawodem, pytaniami – co ja robię źle? czego nie mogę jej dać? czego szuka? Swój ból i cierpirnie próboiwałem ukoić zwierzając się naszej koleżance, lecz sprawy potoczyły się zbyt daleko i widząc, że z jej strony nie jest to tylko próba pocieszenia, lecz nadzieja na coś więcej po dwóch spotkaniach uciełem naszą bliższą znajomość, aby nie żałować tego, co mogło by się wydarzyć.

Staraliśmy się wyjaśnić tą sytuację, Ona zarzucała mi, że pewnie to samo robię na moich wyjazdach służbowych, integracyjnych, ja usilnie próbowałem wytłumaczyć, że dla mnie podjęcie decyzji o tańcu z inną kobietą bez jej obecności jest strasznie trudne i nie dopuszczam do takich sytuacji bo wiem jak czuje się partner, która dowiaduje się o tym od innych. W pracy uchodzę za spokojną osobę, na imprezach staram się nie dopuszcać do sytuacji dwuznacznych, wielu z Was powie: Boże co to za zasady, lecz dla mnie bycie w związku z kimś kogo bardzo kocham i dla kogo oddaje się całym to podejmowanie decyzji nie tylko skutkujących tym co jest dla mnie dobre i co mi się podoba, lecz podjęcie decyzji takich, które nie wywołają negatywnych uczuć w ukochanej mi osobie i nie zaburzą zaufania i wiary. Udało mi się o tym zapomnieć, zracjonalizowałem to sobie niedojrzałością, nowym środowiskiem, nie do końca wypracowaną świadomością jak się zachować, zrobiłem wszystko aby o tym już nigdy nie myśleć, nie analizować, nie stawiać pytań.

Rozpoczeliśmy starania o potomstwo, jak życie bywa brutalne doświadczyłem na własnej skórze, gdy diagnoza lekarza była dla mnie prawie strzałem w skroń – nie może Pan mieć dzieci, świat się nie zawalił, on runął z takim impetem, że do dzisiaj jak o tym pomyślę łzy płyną bez możliwości zapanowania nad nimi. Pocieszała mnie jak mogła, szukaliśmy rozwiązań, może adopcja? Czas uciekał nieubłaganie, nie stawaliśmy się młodsi. Dla mojej Żony jedynaczki posiadanie dzieci stało się celem numer 1. Rozumiałem to, rodziców wiecznie nie było w domu, kilkuletni związek z chłopakiem, którego traktowała jak brata – wiedziałem, że bez dzieci nie damy rady być szczęśliwi. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że ukochana osoba postawi mnie pod ścianą (nasienie dawcy), nie byłem na to gotowy, w głowie tysiące myśli, czy pokocham? czy dam szczęście? Przecież to nie moje. Czułem straszny ból i wewnętrzne rozdarcie, postawiony w trudnej sytuacji szantażem, że nie chcę jej szczęścia, że odbieram jej to co najpiękniejsze, zgodziłem się wbrew swojemu sumieniu nie mając nawet czasu na przemyślenia, konsultacje psychologiczne, na coś co mogło by mnie przygotować do tego w jakikolwiek sposób. Nie miałem czasu na dojście do siebie, z niechybnych objęć depresji wyciągnęła mnie kolejna tragedia, poroniła. Z jedenj strony poczułem ulgę ( wiem możecie to oceniać, tak czułem i nic na to nie poradzę), z drugiej strony widziałem cierpienie mojej ukochanej i to jej musiałem jak najszybciej pomóc a nie rozwodzić się nad tym dlaczego tak postanowiła?, dlaczego nie liczyła się z moimi uczuciami? Antidotum na wszystko okazała się jej kolejna praca, gdzie odnalazła się zawodowo, była szczęśliwa i doceniana. Ja postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Spędziłem setki godzin przed różnymi opracowaniami, artykułami, forami internetowymi, które dały mi takiego kopa do działania za którego do dzisiaj dziękuję. Stając się niemal specjalistą w dziedzinie niepłodności odnalazłem szansę, nadzieję i lekarza, który przywrócił mi świat – tak mamy dwójkę super-mega cudownych pociech, własnych, moich! Patrzę na nie i nie mogę nacieszyć się szczęściem jakie mnie spotkało a lekarza, który postawił mi taką diagnozę utopił bym w łyżce wody.

Mijały lata, życie toczyło się tak chyba jak w każdej rodzinie, raz lepiej, raz gorzej. Praca, dom, dzieci – nic szczególnego a jednak dla mnie to cały mój świat. Z człowieka otoczonego mnóstwem znajomych stałem się osobą, której do szczęścia wystarczy tylko Żona i cudowne dzieci. Może dlatego, że moja druga połówka również nie bardzo gdzieś wychodziła, pomimo moich nalegań aby odsapnęła, złapała trochę powietrza, pogadała z dziewczynami o pierdołkach. Pomimo tego spotkania towarzyskie stały się rzadkością. Wystarczały mi czasami wyjazdy służbowe, gdzie mogłem przy piwku pogadać sobie, Jej wycieczki zakładowe, kolacje ze współpracownikami, znajomi z pracy. Pomimo tylu lat spędzonych razem tematy rozmów nigdy nam się nie kończyły, będąc w pracy potrafimy dzwonić do siebie po kilka razy, gdy któreś z nas jest poza domem również rozmawiamy ze sobą jak jest?, czy super? etc. W każdym bądź razie wydawało mi się, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Niestety wydawało mi się.

Trzęsienia ziemi (przynajmniej dla mnie ta sytuacja taka była) nic nie zapowiadało. Otrzymała propozycję wyjazdu na wystawę targową poza granice kraju, gdzie mogła by się spotkać ze swoimi klientami, których to obsługuje jak i z handlowcami z którymi pracuje i widuje się raptem kilka razy w roku. Wszystko było super, namawiałem ją do tego wyjazdu aby mogła doznać czegoś innego. Zabrałem Ją nawet do fryzjera, aby dobrze czuła się jako kobieta w nowej fryzurze, zorganizowałem walutę i wyprawiłem w świat.
Pierwszy dzień był normalny, dała znać, że szczęśliwie dotarła, że jest wszystko ok. Kolejny dzień zadzwoniła rano przed 9 rano po krótce powiedziała jak minął jej poprzedni dzień, że po targach poszli sobie na miasto i że jest dużo ludzi z którymi trzeba rozmawiać, ja opowiedziałem co robimy z dziećmi – normalna nasza standardowa rozmowa. Zadzwoniłem gdzieś około południa zapytać czy ma dużo pracy, lecz nie odebrała, uznałem, że faktycznie ma dużo pracy. Spróbowałem jeszcze chyba dwa razy, lecz z tym samym efektem po czym zajełem się obowiązkami domowymi. Wieczorem, gdy dzieci już spały zobaczyłem, że jest aktywna na fb i komentuje wcześniej wstawione zdjęcia z wystawy, postanowiłem wykorzystać sytuację i choć chwilkę z nią pogadać, niestety nie odebrała telefonu, prywatnego jak i służbowego. Sytuacja wydała mi się trochę dziwna, gdyż wciąż pojawiały się jej posty na fb. Zaczęło nurtować mnie pytanie, dlaczego nie chce odebrać telefonu? Ostatnia próbę podjełem około 23 widząc znów aktywaność na fb ale tak jak i poprzednie nic z tego. Była to najdłuższa noc w moim życiu, najzwyczajniej w świecie martwiłem się o nią, czy wszystko ok? sprawdzałem nawet informacje z tego miasta czy nic takiego się tam nie wydarzyło (wcześniej doszło do prób zamachów terrorystycznych) lecz znów próbowałem się sam uspokoić, że przecież była na fb, że wszystko musi być ok, że przecież była tam ze swoją koleżanką z Polski, pojechały we dwie, zastanawiałem się tylko dlaczego nie chciała ze mną rozmawiać? czy coś zrobiłem? czy nie mogła?
Rano spróbowałem o 8 i na szczęście udało się, poczułem wielką ulgę, ale nie trwała ona zbyt długo. Przeprosiła, że nie było czasu, że zabiegana, że po wystawie nie miała czasu się nawet przebrać bo jechali do miasta na jedzenie i do klubu z muzyką ludową, bo chcieli im jako gością pokazać troche kultury ich kraju. Zapytałem tylko z kim była i tutaj wymieniła kilka osób pomijając jedną, według mnie najbliższą jej i w sumie najbardziej rozpoznawalną bo to taka dusza towarzystwa. Dlaczego najbliższą bo z nim ściśle współpracuje.
Do dzisiaj żałuję, że nie zostawiłem tego tak sobie, że byłem na tyle płytki i dociekliwy, że chciałem poznać prawdę. Zadzwoniłem raz jeszcze i pociągnęłem ją za język, zaczęła się motać, to co mówiła nie trzymało się kupy. Poszukiwałem myślami sygnałów, które mogłem przeoczyć, których nie dostrzegałem lub nie chciałem dostrzec. Na kilka miesięcy przed wyjazdem jak już było wiadome, kto jedzie skasowała powiadomienia w messengerze, do tej pory jej nie przeszkadzały gdy ktoś napisał, wówczas zaczęły. Coraz mniej zaczęłą mówić o tym koledze z którym razem pracują pomimo tego, że wcześniej prawie codziennie coś tam wspominała, co zrobił, jaki jest zakręcony itp. Praktycznie od miesiąca przed wyjazdem temat jego osoby nie pojawił się ani razu. Włamałem się na jej konto do fb, aby uspokoić samego siebie, że to jest zbieg okoliczności, że w stresie coś tam mi się uroiło. O ironio znalazłem ich prywatną korespondencję, pomimo, że wcześniej pytałem ją o rodzaj stosunków jaki pomiędzy nimi panuje, czy jest to przyjaciel czy tylko kolega z pracy. Zapewniała, że w zasadzie to nie rozmawiają o sobie prywatnie, że Ona o nim prawie nic nie wie, że ich rozmowy, maile ograniczają się tylko do zwykłych uprzejmości i spraw zawodowych. Korespondencja z fb wskazywała na coś innego. Nie było tam zabarwień erotycznych, lecz według mnie próba zawarcia bliższej relacji z jego strony. „jak się masz”, „cieszę się bardzo, że z tobą pracuję”, „stanowimy super team” życzenia świąteczne w języku polskim ze strony kocham i chę być kochany, odpowiedź jej, którą napisała podczas przyjęcia bożonarodzeniowego u mojej rodziny z toalety abym nie widział, że bardzo żałuje, że nie mogła do niego zadzwonić i osobiście złożyć mu życzeń – niby nic takiego a zabolało. Dlaczego kłamie?co jest do cholery nie tak?
Gdy wróciła z delegacji do domu zaczęła tłumaczyć, że to nie jest tak jak sobie myślę, że między nimi nic nie ma, że nie wie dlaczego skłamała. Na domiar złego okazało się, że to co opowiedziała mi przez telefon było również kłamstwem, znalazłem na portalu zdjęcia z klubu nocnego gdzie się bawiła, nie było tam muzyki ludowej, lecz muzyka klubowa i dobrze zakrapiana impreza. Resztę zdjęć znalazłem w jej telefonie na grupie, którą sobie założyli i wrzucili fotki z imprezy hotelowej jak i tej nocnej. Wideo, gdzie tańczyła z nim skasowała przed przyjazdem do domu. Wszystko co mi wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, miała czas zadzwonić, nie chciała, albo nie mogła bo nie była sama (są to tylko moje domysły). Pokłócilismy się o to wszystko dosyć mocno, tak poczułem się znów oszukany i upodlony, możecie oceniać, wiem, że znajdzie się mnóstwo osób, które teraz po mnie „pojadą” (daj jej żyć, masz niską samoocenę, jesteś zaborczy, zazdrosny etc). Tak się czułem i czuję nadal.
Dobiła mnie dodatkowo sytuacja, która zaistniała miesiąc wcześniej. Zakupiłem dwie wejściówki na imprezę klubową na której miał grać mój ukochany DJ światowego formatu, było to spore wydarzenie tutaj, gdzie mieszkamy, wiedziała jak mi na tym zależy a jednak wykręciła się (źle się czuła, do tego Ona nie przepada za muzyką klubową). Pojechałem z naszymi wspólnymi znajomymi, Oni ze swoimi żonami, ja jak ostatni dupek, tak bardzo mi jej tam brakowało. Nie potrafiłem zrozumieć, że dla niej zdobyłem bilety na koncert jej ukochanej gwiady i zabrałem na koncert w innym kraju a gdy okazało się, że nie wykonał na nim jej ulubionej piosenki postawiłem się na głowie aby zabrać ją na ostatni koncert jaki grała w Europie – spełniłem jej marzenie, dla Niej 15km było zbyt wiele, zaś muzyka klubowa, lecz z inną osobą była już dobra i godna tego aby bawić się do 4:30.
Poprosiłem Ją że skoro on dla Niej nic nie znaczy, jest tylko kolegą z pracy i piszą do siebie w sprawach służbowych czy może napisać mu na messengerze aby już do niej nie pisał, odparła, że będzie jej głupio i nie chce zranić jego uczuć. Tego chyba dla mnie już było za wiele. Kilka lat wstecz dzwoniła do mnie dziewczyna z którą kiedyś byłem w związku, prosiła bym jej coś załatwił bo pracuję w tej firmie, musiałem do niej jechać do domu ale robiłem wszystko aby był tam obecny również jej mąż, wiedziałem, że ona coś jeszcze czuje i nie chciałem aby to coś mogło przełożyć się na moje małżeństwo. Na nieszczęśćie kiedyś zadzwoniła, gdy jechaliśmy wraz z Żoną samochodem, nieodebrałem, zadała wówczas sarkastyczne pytanie dlaczego nie oddzwonisz. Zrobiłem to, trochę pojechałem po dziewczynie, że nie chcę aby do mnie dzwoniła, niech mnie zostawi w spokoju etc. ja zrobiłem to dla niej, zniszczyłem koleżeństwo na rzecz Jej spokoju, Ona nie chciała urazić jego uczuć!
Po kilku dniach chciałem pokazać Jej czym jest zamartwianie się o bliską osobę tak jak ja martwiłem się nie mając z Nią kontaktu i nie wróciłem z pracy o zwykłej godzinie, siedziałem w aucie nad rzeką i zastanawiałem się czy będzie się o mnie martwić, niestety nie odezwała się, wróciwszy do domu zapytałem czy dalej z nim pisze, odpowiedziała, że nie. Poprosiłem Ją o telefon, znalazłem machanie do siebie rączkami w czasie kiedy ja zastanawiałem się czy Ona faktycznie mnie kocha, czy martwi się o mnie tak jak ja o Nią. Znów otrzymałem w policzek, znów zabolało.

Minął kolejny miesiąc, starałem się o tym zapomnieć, lecz co dzień gdy zamyka drzwi domu i udaje się do pracy myślę o czym dzisiaj rzmawiają, o mnie?, o jego żonie?, co tam właściwie się wydarzyło.
Zapewniała, że zrozumiała, że wszystko już mi powiedziała, że przeprasza, że okłamała, sama nie wie dlaczego, że z nim już nie pisze, że nie wiedziała jak mu to powiedzieć aby nie pisał. Poprosiła mnie o to abym ustawił jej w telefonie pocztę elektroniczną, w trakcie konfiguracji, gdy zaczęły spływać kolejne wiadomości oczy moje znów ujrzały powiadomienie, że ma kolejne dwie wiadomości od niego, które usunęłą z messengera, udawała, że już nie piszą. Wstałem i wyszedłem, Ona nie wiedziała co się dzieje. Powiedziałem jej, że zobaczyłem te powiadomienia, odparła jakie przecież tutaj nic nie ma i machała telefonem przed oczami. Skasowała je, nieudolnie niestety – pokazałem Jej, że znajdują się w elementach usuniętych. Kolejne ciosy spłynęły na moją twarz, czułem jak coraz bardziej obsuwam się na ziemię w swej egzystencji. Po kilku dniach zaczęła się dziwnie zachowywać, była wyraźnie przestraszona, zagubiona, nagle wystrzeliła z domu, że jedzie do sklepu – nie wiedziałem co się stało. Po powrocie uciekła do toalety i coś pisała. Przyparłem ją do muru – z kim piszesz?, z nim? zaprzeczała, że z nikim. Nie odpuściłem, zabrałem telefon ale zdążyła wszystko pokasować, w końcu się przyznała, że w delegacji kazano jej iść z obcym facetem aby ten Ją oprowadził po terenie wystawowym, facet ten napisał, że długą ją szukał, że z nim flirtowała, że przyjedzie do niej, Ona odpisała, „aby do niej nie pisał bo może mieć problemy z mężem”. Zobaczywszy na zdjęciach jak była ubrana i jakiej jest narodowości wcale mnie zachowanie faceta nie zdziwiło.
Ubrana w obcisłą mini spódnicę, jako jedyna z tysięcy osób (zadałem sobie trud sprawdzenia na filmach youtube jak wyglądały ubiory innych kobiet, niestety dresscode to koszula i spodnie lub spódnica ołówkowa do kolan, garsonka, normalny strój biznesowy). W tym samym stroju udała się również na balety.
Mijały kolejne dni i co kilka z nich kolejne niewygodne fakty wychodziły na jaw.

Poprosiłem, aby zdobyła te filmy z dyskoteki, które skasowała, chciałem zobaczyć, że nic na nich nie ma i zapomnieć w końcu o tym wszystkim. Kolejny mój błąd! Po co mi to było, gdybym wiedział wcześniej co na nich zobaczę! Ktoś może powiedzieć niby nic takiego, dwoje kolegów tańczących w parze przy muzyce klubowej. Wcześniej gdy zapytałem, czy tańczyli ze sobą odparła, że nie, że bawili się tylko w kółku a on na chwilę ją chwycił za dłonie bo ktoś robił zdjęcia. Trwała w tym kłamstwie do samego końca, nie sprostowała nawet wysyłając mi te cholerne filmy. Zobaczyłem ich razem bawiących się, śmiejących, ujrzałem jak moją żonę przytkało ze szczęścia, jak trzepie włosami we wszystkie strony, tyle radości, tyle emocji, których mi nie było dane nigdy zobaczyć, jak przyciska jego dłoń do sowjego ciała gdy skaczą do góry. Tak nie widziałem jej wcześniej takiej radosnej, szczęśliwej. Nie potrafiłem Jej chyba tego dać, starałem się, zabierałem w różne miejsca, lecz zawsze coś dla niej było nie tak i wracalismy maksymalnie o 1 do domu bo jest zmęczona i śpiąca. Tak, dotarło chyba do mnie – brakowało Jej innej osoby, innej niż ja. Chyba taka jest prawda, gorzka dla mnie, ale chyba tak jest.
Nie mogę się z tym pogodzić, że koleżanka z którą była znalazła chwilę aby zadzwonić do swojego męża alkoholika, dzięki Bogu po odwyku, budują swój związek na nowo, oby im się udało. Jej nie poprosił do tańca, poprosił tylko moją Żonę, przypadek? Dla mnie słabe, kultura osobista nie pozwwoliła by mi na takie zachowanie, skoro przyjechały do nas dwie dziewczyny, które zaprosililiśmy, jedną adoruję, siedzę koło niej, polewam jej, tańczę z nią w parze a drugą olewam, bo co? Bo ma kilkanascie kilogramów za dużo i nie jest tak atrakcyjna? Dla mnie słabe ale może ktoś ma lepszą teorię.
Dlaczego nie zadzwoniła, gdy wróciła z tej dyskoteki? Dlaczego nie wysłała choć sms-a, jest wszystko ok, nie martw się. Po co rezerwowali im pokoje jednoosobowe? Przypadek?
Przygnębiony, nie widzący trochę senu życia, Ona patrzaca na to i niestety też przy tym cierpiąca. Poprosiłem o pomoc psychologa, w zasadzie poszliśmy tam razem, źle chyba trafiliśmy – psycholog po wysłuchaniach nas każdego z osobna, stwierdził, że ma pomysł, lecz z tygodnia na tydzień nie posuwaliśmy się ani centymetr, chodziło tylko o kasę, widząc mój wyraz twarzy, zobojętnienie, brak wiary wysłał mnie do psychiatry, który stwierdził depresję. Na pytania aby nakreślił plan, mapę działania nie potrafił odpowiedzieć ani podać tego pomysłu.

Pogrążony w smutku jestem już blisko 7 miesięcy, czas stanął dla mnie w miejscu, nie wiem co mam zrobić?, jak żyć? Obdarty ze złudzeń, mam wrażenie, że chyba widziałem Ją taką jaką chciałem aby była.
Praca nie cieszy, za chwilę mnie zwolnią, bo w od tych 7 miesięcy jestem tylko ciałem w pracy, udaję przed dziećmi, udaję przed Nią, czasami nie wychodzi i depresja wygrywa, pomimo łykania psychotropów łapię totalnego doła, zastanawiam się nad wszystkim co było, czy cokolwiek było między nami prawdziwe? czy ja chciałem to tak widzieć?
Co mam zrobić? Z nią nie będę szczęśliwy, bez Niej również, bo tylko Ją kocham. Sytuacja patowa. Jak zapomnieć to wszystko?, jak zaufać komukolwiek? Czy próba odbudowy tego związku ma jakikolwiek sens? Czy jestem na tyle płytki, egoistyczny, zaborczy? Co ze mną jest nie tak?
Przeżyliśmy wspólnie prawie 20 lat, zawsze powtarzałem jedno i starałem się tej zasady trzymać: najgorsza prawda to zawsze prawda, kłamstwo prędzej czy później się wyda. Jeśli ktoś popełni błąd, pogubi się, zrobi coś głupiego to łatwiej jest drugiej osobie wybaczyć, zapomnieć jeśli usłyszy to od osoby ukochanej, która wyzna prawdę niż od kogoś w jakikolwiek inny sposób.

2

Odp: Na rozstaju dróg

Stracone zaufanie strasznie ciężko jest odbudować, czasem jest to niewykonalne, wszystko zależy od charakteru człowieka.
Twoje serce chce kochać i jej wierzyć ale głowa mówi że to nie jest cała prawda jaką ona Tobie serwuje.
Czy masz prawo dociekać prawdy? oczywiście dlaczego nie? już wcześniej przyłapałeś żonę na kłamstwie a jej zachowanie na wyjeździe jednoznacznie ( dla mnie) wskazuje na jej zdradę.
Ty chciałbyś jej wierzyć i chciałbyś żeby było jak dawniej ale to już nie jest możliwe. Męczysz się i nie wierz jaką podjąć decyzję gdyż nie masz w ręce dowodu zdrady dlatego łudzisz się że może jej nie było, to dlaczego jest tak ciężko? bo wiesz że ona popłynęła.
Nie wiem w jakim kraju mieszkacie i gdzie ona była ale jeśli chcesz uspokoić swoją głowę to zaproponuj jej badanie na wariografie, wiem dla niektórych może i drastyczny krok ale Twoje zaufanie leży i kwiczy. To badanie da odpowiedź czy zdradziła, wtedy będziesz mógł podjąć decyzję odejść albo zostać. Bo dalej tkwić w tym małżeństwie w ten sposób nie możesz nie tylko z uwagi na Twój stan zdrowia ale również dla dzieci musisz WSTAĆ i żyć dalej z nią lub bez niej.

3 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2018-07-27 18:37:18)

Odp: Na rozstaju dróg

Co tu robisz, Cinek? Szukasz ukojenia?
Myślę, że dzisiaj jeszcze nierealne jest ukojenie, ale uwierz mi, że ból minie. Za jakiś czas będziesz pamiętał, że bolało ale nie będziesz w stanie tego bólu odtworzyć czy też przywołać, bo będzie on tylko odległym wspomnieniem, gdzieś za mgłą, stworzoną z wszystkich zdarzeń, które wydarzyły się i zaabsorbowały Ciebie POTEM. U Ciebie widzę, że jeszcze nie potrafisz cieszyć się bieżącą chwilą, bo pielęgnujesz w sobie ból i rozpacz. Niespecjalnie nawet chcesz patrzeć w przyszłość, bo wydaje Ci się, że nie ma tam nic, co by mogło Cię ucieszyć, dać nadzieję i sens.

Piszesz, że chcesz dalej być z żoną, bo tylko ją kochasz. W tym celu trzeba byłoby przepracować temat zdrady. Terapeuta byłby pomocny, ale nie jest niezbędny, bo wszystko, co jest do zrobienia, jest między Wami. Żeby się to zadziało, to po pierwsze Twoja żona powinna zrozumieć, dlaczego zdrada jest tak wielkim ciosem dla zdradzonego i dlaczego kłamała, oszukiwała i choociażby w ten sposób zdradzała. Po drugie Ty powinieneś się zastanowić, czy rzeczywiście chce Ci się przez TO przechodzić. Dopiero jak Twoja żona upora się z tym, co ją pchnęło do zachowań, które poturbowały Wasz związek a Ty dojdziesz do wniosku, że są w Tobie chęci, żeby z tą kobietą spróbować stworzyć coś na nowo niemal od podstaw, bo przecież mówimy o odbudowie zaufania i wiary w drugiego człowieka, to można skupić się na teraźniejszości i przyszłości. W przeciwnym wypadku niechlubna przeszłość będzie stałym elementem Waszej teraźniejszości, utrudniając odbudowę bliskości i zaufania. Wasz związek będzie tylko skorupa, pod którą nie ma nic. Wydmuszka.
Nie wiem, co z tego już przerobiliście, ale nie sądzę, kierując się Twoim stanem ducha , że zbyt wiele. Ale może się mylę. W każdym bądź razie współczuję tego, co przeżywasz i życzę szybkiego wyjścia ze stagnacji.

4 Ostatnio edytowany przez cinek198181 (2018-07-27 19:35:15)

Odp: Na rozstaju dróg

Dziękuję Wam za te słowa.

Maku2 - faktycznie drastyczny sposób dochodzenia prawdy, chyba jak dla mnie nie do przeskoczenia. Nie potrafiłbym chyba w tym uczestniczyć, choć jak Ją o to zapytałem o taką ewentualność zrobiło się ciekawie i powiedziała, że miała sen z nim związany w dwuznacznej sytuacji. Ja chyba chcę wierzyć w to. że tam nic nie było. Najzabawniejsze jest to, że byłem Jej pierwszym facetem i w podświadomości noszę brzemię, że prędzej czy później w naturze człowieka jest spróbować, jak to jest z kimś innym a pomimo tego bezgranicznie Jej ufałem.

Przyszłość - trafiłaś w punkt, tak, nie jestem chyba gotowy na cokolwiek. Minie zaraz 7 miesięcy a ja wciąż stoję w miejscu i przechodzę swoją żałobę. Niby coś drgnęło, ale nie wiem czy mogę w to uwierzyć. Raz już powiedziała, że rozumie co się stało, że postawiła się w moich butach, jednak podczas wizyty u psychiatry, gdzie byliśmy we dwoje zachowywała się, jak gdyby były to puste słowa, atakując mnie, że sobie coś ubzdurałem, że jestem nadto zazdrosny etc. Wczoraj trafiła na post Talerz123 pt. Bolesna zdrada emocjonalna, podesłałem Jej to, przeczytała i powiedziała, że rozumie już.
Ja mianowicie czuję, że nie ruszę z miejsca bez spełnienia dwóch warunków, które mi strasznie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Pierwsze to dlaczego tak się stało? Drugie trudniejsze to fakt, że Ona nadal z nim pracuje. Od kilku miesięcy wstaję rano i patrzę z łzami w oczach przez okno jak rusza samochodem do pracy. Jest to dla mnie tak traumatyczne doznanie, że nie potrafię przez resztę dnia normalnie funkcjonować. Sprawdziłem kiedyś jej telefon służbowy, rozmowy pomiędzy nimi trwają po 10 minut, przez tyle czasu nie rozmawia się o fakturach czy zamówieniach. Zobaczyłem również maila, który mnie bardzo zabolał. W sytuacji, kiedy miała jeden z tych trudnych dla kobiet dni i musiała dodatkowo pracować w domu postanowiłem, że tym razem ja dzieci położę spać i choć w ten sposób Jej pomogę (taki niepisany podział, Ona kładzie, ja rano ogarniam i odstawiam do przedszkola). Ona w tym czasie kończąc pracę przy komputerze wysłała do niego maila w jego języku Dobranoc XXX (jego imię), ona na z samego rana odpisał pięknie bongiorno liebe XXX Jej imię – niby znów nic a zabolało jak cholera.
Czekam na wizytę u ponoć wspaniałej Pani doktor, zobaczymy, na razie jestem w rozterce, nie wiem co dalej, trwam.

5

Odp: Na rozstaju dróg

Jeszcze całości nie przeczytałem, ale rzuciło mi się w oczy:

Ja mianowicie czuję, że nie ruszę z miejsca bez spełnienia dwóch warunków, które mi strasznie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Pierwsze to dlaczego tak się stało?

Ano tylko dlatego... 

Praca, dom, dzieci – nic szczególnego a jednak dla mnie to cały mój świat.


Stałeś się nudny. Nie dostarczałeś od dłuższego czasu emocji i musiała znaleźć sobie takowe. Znalazła w koledze z pracy. Na bank symptomy były wcześniej, ale Ty zaślepiony swoja stabilizacją, przegapiłeś je.

Co mam zrobić? Z nią nie będę szczęśliwy, bez Niej również, bo tylko Ją kocham. Sytuacja patowa.

W zasadzie nie ma jakiejś uniwersalnej metody na odbudowanie tego, co w Waszym małżeństwie już legło w gruzach. Ale mogę zaproponować Ci jedno... Pewnie Ci się to nie spodoba, ale skoro nadal ja kochasz, to puść ją wolno...
Ty zajmij się tylko i wyłącznie sobą.
Przede wszystkim potrzebne jest Ci podniesienie poczucia własnej wartości. Skoro Masz zamówiona terapię, to polecam właśnie ten kierunek.
Po drugie, koniecznie trzeba wzmóc terapię swoimi małymi zwycięstwami. Polecam dokonywanie tego na polu sportowym. Rower, bieganie, siłownia... Pokonywanie własnej słabości, bicie własnych rekordów podnosi poziom adrenaliny, która skutecznie wypłukuje kortyzon - hormon stresu, z mózgu. 
A ponadto (znalezione w necie):

Ponieważ, niektórzy z nas nie decydują się na wspomaganie stricte farmakologiczne naszego stanu a jakby nie patrzeć tak silny stres, tygodnie, czasem miesiące niejedzenia i nieprzespanych nocy czynią w organizmie spustoszenie.

1. Magnez - koniecznie uzupełnić - pierwiastek, życia. nie sposób zliczyć jego pozytywnego wpływu na nasz organizm w trakcie stresu. Dodatkowo bywają też tacy, którzy w trakcie tego stresu raczą się dużymi ilościami kawy nierzadko alkoholu - i jedno i drugie wypłukuje ten pierwiastek z naszego organizmu.

2. Melisa, Rumianek - rozluźniają mięśnie gładkie, działają uspokajająco - to potrzebne choćby przed snem lub w ciągu dnia. Polecam zaparzyć po 2 torebki jeśli ktoś nie znosi smaku po jednej torebce- można osłodzić miodem wtedy trochę podratujemy nasz metabolizm i zaopatrzymy w cukry

3. Witaminy z grupy B
Koją nerwy ich niedobór może powodować dość znaczące szkody w naszym organizmie gdyż są one koenzymami wielu reakcji enzymatycznych. Kawa i alkohol również skutecznie wypłukują je z naszego organizmu. Nadmiar witamin z tej grupy wydalany jest z potem i moczem ale należy pamiętać, że i pot i mocz mogą mieć dość intensywny zapach w przypadku nadmiaru tych witamin. ALe spokojnie przedawkować się nie da bo witaminy rozpuszczalne w wodzie zawsze wydalane są w nadmiarze tzn nie kumulują się nigdznie.

4. dla chętnych polecam dokupić kwas foliowy i witaminę B12 ale to okazjonalnie gdyż bardzo niewielkie dawki są niezbędne.

5. melasa z trzciny cukrowej. Jest bardzo bogatym źródłem żelaza i wapnia: jedna łyżeczka melasy zawiera tyle wapnia co szklanka mleka, a żelaza tyle, co dziewięć jaj! Oprócz tego zawiera spore ilości miedzi, magnezu, potasu, cynku i witamin B-kompleks.Dostepna w aptekach i sklepach ze zdrowa zywnoscia.

A od siebie dodam, witaminę D. Ma działanie antydepresyjne.

6

Odp: Na rozstaju dróg

Problem w tym że Tobie bardziej zależy niż jej i ona z tego korzysta. Wiesz że utrzymują kontakty nawet poza pracą i co z tym robisz? chyba nic, tolerujesz to? dlaczego? tak bardzo Ci zależy? a gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Ciebie?
Jak teraz wygląda wasz codzienny dzień?
Jak ona teraz sie zachowuje?
Śpicie razem?
Osobno?
Sex?
Jakieś objawy intymności z jej strony?

Ona nadal z nim pracuje. Od kilku miesięcy wstaję rano i patrzę z łzami w oczach przez okno jak rusza samochodem do pracy. Jest to dla mnie tak traumatyczne doznanie, że nie potrafię przez resztę dnia normalnie funkcjonować.

Dlaczego na to pozwalasz? dlaczego sie nie postawisz? jeśli to sprawia Ci ból to w końcu złap się za jaja i postaw ultimatum albo ona odchodzi z pracy albo Ty wypisujesz się z małżeństwa. Naprawdę boisz się że ona wybierze jego? Swoją postawą pozwalasz jej na dalszy ciąg romansu.
Ten lowelas to włoch? pewnie żonaty dzieciaty a w pracy już poszła fama potwierdzająca jakie Polki są łatwe? a Polacy to rogacze z natury?

Do dzisiaj żałuję, że nie zostawiłem tego tak sobie, że byłem na tyle płytki i dociekliwy, że chciałem poznać prawdę.

Poważnie? lubisz żyć w kłamstwie z porożem?

Poprosiłem Ją że skoro on dla Niej nic nie znaczy, jest tylko kolegą z pracy i piszą do siebie w sprawach służbowych czy może napisać mu na messengerze aby już do niej nie pisał, odparła, że będzie jej głupio i nie chce zranić jego uczuć.

To bardzo dużo mówi, jego uczucia są ważniejsze niż Twoje, po takiej odpowiedzi życzyłbym jej szczęścia w nowym związku.

Tego chyba dla mnie już było za wiele.

I co zrobiłeś?

Po kilku dniach zaczęła się dziwnie zachowywać, była wyraźnie przestraszona, zagubiona, nagle wystrzeliła z domu, że jedzie do sklepu – nie wiedziałem co się stało.

A nie przyszło Ci do głowy że spóźnia się jej okres i stąd ta panika? Uprawialiście sex? a może ona i Ty powinęliście się przebadać, tak dla pewności?

Ona patrzaca na to i niestety też przy tym cierpiąca.

Jaja sobie robisz? cierpiąca? nad czym? nad Tobą? czy nad sobą? z powodu nie bycia z kochasiem?

Czekam na wizytę u ponoć wspaniałej Pani doktor, zobaczymy, na razie jestem w rozterce, nie wiem co dalej, trwam.

Ta doktor to psychiatra? pewnie dla Ciebie? Nie wiesz co dalej? trwasz? dobrze wiesz co powinieneś zrobić ale po prostu się boisz podjąć decyzję.
Ogarnij się Twoja postawa pozwala jej ciągnąc ten romans, przerwij to albo żyj na antydepresantach. Wybacz że tak ostro ale może dzięki temu coś zaczniesz robić.

7 Ostatnio edytowany przez Alexissixela (2018-07-28 09:09:22)

Odp: Na rozstaju dróg

Zgadzam sie z Maku. To wszystko ciagnie sie zbyt dlugo. Kochasz ja ale czy kochasz siebie,ze pozwalasz tak bardzo siebie niszczyc? 8 miesiecy w takim napieciu? Jak dlugo chcesz to jeszcze ciagnac? To,ze bedziesz zyczliwe przymykal na wszystko oko nie sprawi,ze zona zapala do Ciebie miloscia - wrecz przeciwnie. Bo takim zachowaniem pokazujesz jej, ze "nie masz jaj", stawiasz sie w roli poslusznego pieska cierpiacego w samotnosci, co jak widac, nie robi na niej wrazenia. Boisz sie podjac decyzji, bo boisz sie tego jaka mozr byc prawda - np.taka, ze ona faktycznie Cie nie kocha,wiec starasz sie przeciagac to w nieskonczonosc. W pewnym momemcie Twoje cialo naprawde moze juz nie wytrzymac tego napiecia, wszystko ma swoje granice.

8

Odp: Na rozstaju dróg

Maku2

Problem w tym że Tobie bardziej zależy niż jej i ona z tego korzysta. Wiesz że utrzymują kontakty nawet poza pracą i co z tym robisz? chyba nic, tolerujesz to? dlaczego? tak bardzo Ci zależy? a gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Ciebie? 
Jak teraz wygląda wasz codzienny dzień? 
Jak ona teraz sie zachowuje? 
Śpicie razem? 
Osobno?
Sex? 
Jakieś objawy intymności z jej strony?

Według Niej nie utrzymują już kontaktów poza pracą, Ona rzekomo dzwoniła do niego i powiedziała, że nie ma do niej pisać, dzwonić w sprawach innych jak służbowe (nie byłem świadkiem tej rozmowy), usunęła go z fb, na skrzynce brak jakichkolwiek wiadomości od niego, usunęła wszystko co wiązało się z tym feralnym wyjazdem: zdjęcia, posty itp.
Zależy mi na Niej bardzo i albo jestem naiwny, albo mówi prawdę -  sam nie wiem. Żałuje tego bardzo co się stało, twierdzi, że nie była świadoma tego jakie to może mieć skutki, że chciała normalnie podtrzymać więzi koleżeńskie pisząc z nim, że nie wie dlaczego ukrywała to, kłamała, że bała się mojej reakcji, że zazdrościła koleżance super relacji w pracy a na nią ktoś wreszcie zwrócił uwagę, dowartościował. Sam nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Jedno czuję wewnętrznie - nie popłynęła tam, nie wiem skąd to przekonanie. Wariograf wydaje mi się teraz chyba najlepszym rozwiązaniem - jednak. Jeśli nie ma nic na sumieniu, jeśli nic nie chowa to nie powinno być problemu aby to zrobić, wyczyści to w pewien sposób atmosferę i pozwoli na zwrot w jedną, bądź drugą stronę.
Odkąd przeczytała inne posty na tym forum o zdradach emocjonalnych, odkąd w ogóle dowiedziała się co to jest zdrada emocjonalna chodzi załamana i widzę w jej oczach wiele empatii, chyba zrozumiała co się stało.
Tak, sypiamy razem, tak uprawiamy sex, który nigdy nie był taki dobry jak jest teraz.

Dlaczego na to pozwalasz? dlaczego sie nie postawisz? jeśli to sprawia Ci ból to w końcu złap się za jaja i postaw ultimatum albo ona odchodzi z pracy albo Ty wypisujesz się z małżeństwa. Naprawdę boisz się że ona wybierze jego? Swoją postawą pozwalasz jej na dalszy ciąg romansu. 
Ten lowelas to włoch? pewnie żonaty dzieciaty a w pracy już poszła fama potwierdzająca jakie Polki są łatwe? a Polacy to rogacze z natury?
[Poważnie? lubisz żyć w kłamstwie z porożem?

Powiedziałem, jej to już wcześniej, chce zmienić pracę lecz na taką, która nie będzie gorsza pod kątem finansowym oraz odległości do niej - nasza sytuacja finansowa i zobowiązania uzasadniają Jej słowa. Do reszty się nie będę wypowiadał, bo chyba idziesz zbyt daleko.

To bardzo dużo mówi, jego uczucia są ważniejsze niż Twoje, po takiej odpowiedzi życzyłbym jej szczęścia w nowym związku.

Myślałem podobnie, lecz było to pewien czas temu, teraz ma trochę inne spojrzenie na całą sprawę, przeprasza, że teraz inaczej by się zachowała

nie przyszło Ci do głowy że spóźnia się jej okres i stąd ta panika? Uprawialiście sex? a może ona i Ty powinęliście się przebadać, tak dla pewności?

Nie bardzo wiem co masz na myśli, chyba nie przeczytałeś ze zrozumieniem dlaczego tak się zachowywała. Dostała wiadomości od gostka, który ją szukał, czuła się niezręcznie, bo o tym też mi nie powiedziała

Jaja sobie robisz? cierpiąca? nad czym? nad Tobą? czy nad sobą? z powodu nie bycia z kochasiem?

Serio widzę, ży sytuacja Ją przygniotła, że nie wiedziała jak to wszystko mogło wyglądać z zewnątrz, żałuje, chciała by cofnąć czas

Ta doktor to psychiatra? pewnie dla Ciebie? Nie wiesz co dalej? trwasz? dobrze wiesz co powinieneś zrobić ale po prostu się boisz podjąć decyzję. 
Ogarnij się Twoja postawa pozwala jej ciągnąc ten romans, przerwij to albo żyj na antydepresantach. Wybacz że tak ostro ale może dzięki temu coś zaczniesz robić.

Tak, Pani doktor to psychiatra, Ona idzie do psychologa, chce dojść do tego co się stało, dlaczego tak się stało? Ma do siebie pretensje, że tak wyszło, że tego nie chciała, że to były relacje czysto koleżeńskie.

Alexissixela - Nie wiem czy kocham siebie, na wiele jeszcze pytań nie znam odpowiedzi.

Jestem rozbity, bo do końca nie wiem, czy mówi prawdę, czy to wszystko było zbiegiem tak niefortunnych zdarzeń, co jeśli to prawda.
Widzę dwa scenariusze:
1 - mówi prawdę, w wiadomościach jak i wszystkim co było pomiędzy nimi nie znalazłem nic co by wskazywało na romans a tylko na czysto koleżeńskie relacje. Ona potrzebowała dowartościowania zawodowego, którego siłą rzeczy nie mogła otrzymać ode mnie. Pogubiła się w tym wszystkim, skłamała, aby nie robić mi przykrości.
2 - coś ukrywa, był romans, są pokasowane wiadomości, być może pomiędzy nimi było coś więcej
Nie mam dowodów, nie wiem?
Jedyne co przychodzi mi do głowy, aby sytuacja stała się jasna to tak jak zasugerował maku2 badanie wariografem i trafione pytania, które jednoznacznie odpowiedzą jak było oraz odtworzenie Jej telefonu programem, który przywraca wszystkie skasowane zdjęcia, wiadomości etc

9

Odp: Na rozstaju dróg

Cinek

Według Niej nie utrzymują już kontaktów poza pracą, Ona rzekomo dzwoniła do niego i powiedziała, że nie ma do niej pisać, dzwonić w sprawach innych jak służbowe (nie byłem świadkiem tej rozmowy)

Widzisz - rzekomo, powinieneś być przy tej rozmowie ( spytałeś czemu przy tobie nie zadzwoniła?) a tak pozostaje Ci tylko wiara ale już wiesz że potrafi Ciebie okłamywać i jak tu dać jej wiarę?

usunęła go z fb, na skrzynce brak jakichkolwiek wiadomości od niego, usunęła wszystko co wiązało się z tym feralnym wyjazdem: zdjęcia, posty itp.

Jak dla mnie ona po prostu wyczyściła dowody( zabezpieczyłeś sobie wiadomości, zdjęcia, filmy itp.?) gdybym miał coś na sumieniu też bym tak zrobił.

Żałuje tego bardzo co się stało, twierdzi, że nie była świadoma tego jakie to może mieć skutki, że chciała normalnie podtrzymać więzi koleżeńskie pisząc z nim, że nie wie dlaczego ukrywała to, kłamała, że bała się mojej reakcji, że zazdrościła koleżance super relacji w pracy a na nią ktoś wreszcie zwrócił uwagę, dowartościował.

Wierzysz w to?  ona nie bała się Twojej reakcji Ty miałeś o niczym się nie dowiedzieć, zauważ od kiedy ona to planowała

Na kilka miesięcy przed wyjazdem jak już było wiadome, kto jedzie skasowała powiadomienia w messengerze, do tej pory jej nie przeszkadzały gdy ktoś napisał, wówczas zaczęły. Coraz mniej zaczęłą mówić o tym koledze z którym razem pracują pomimo tego, że wcześniej prawie codziennie coś tam wspominała, co zrobił, jaki jest zakręcony itp. Praktycznie od miesiąca przed wyjazdem temat jego osoby nie pojawił się ani razu.

Widzisz od kiedy jesteś manipulowany? kiedy to się zaczęło? skoro to było takie nie winne to po co to robiła? czemu to miało służyć. Czy wcześniej z nią o nim rozmawiałeś? Jeśli tak to wyłania się obraz osoby strasznie wyrachowanej. Od początku wiedziała ze będzie Ciebie okłamywać i to dla kogo? kolegi? ja myślę że już stal sie dla niej kimś więcej, dlatego Ciebie okłamywała od miesięcy.

Jedno czuję wewnętrznie - nie popłynęła tam, nie wiem skąd to przekonanie.

Jak już napisałem Ty masz wiarę że nie zostałeś zdradzony, tylko wiarę - bo to co napisałeś temu przeczy. Nie miałeś z nią kontaktu cały dzień, wieczór, noc. Wiesz że okłamywała Ciebie od kilku miesięcy. Wiesz że był tam facet(dusza towarzystwa) do którego ona ma słabość, jak świetnie się bawili a wiesz że w trakcie zabawy pozwala innym na wiele

Moją Żonę w objęciach innego faceta, kolegi z pracy, tańczyła przytulona swą głową do jego piersi, on delikatnie głaskał jej plecy.

Czy to ten sam kolega co teraz?

Wariograf wydaje mi się teraz chyba najlepszym rozwiązaniem - jednak. Jeśli nie ma nic na sumieniu, jeśli nic nie chowa to nie powinno być problemu aby to zrobić, wyczyści to w pewien sposób atmosferę i pozwoli na zwrot w jedną, bądź drugą stronę.

Jeśli ona chce ratować wasz związek a Ty potrzebujesz mieć jasność sytuacji to nie macie wyboru.

Odkąd przeczytała inne posty na tym forum o zdradach emocjonalnych, odkąd w ogóle dowiedziała się co to jest zdrada emocjonalna chodzi załamana i widzę w jej oczach wiele empatii, chyba zrozumiała co się stało.

Pokazałeś jej to forum? no chyba za wcześnie teraz cokolwiek tu napiszemy ona przeczyta i jeśli ie jest szczera to może wykorzystać.
Czy zrozumiała? a może czytając wie że jesteś bliżej prawdy niż by chciała? może zdaje sobie sprawę że gdyby nie to forum to łatwiej Ciebie by urobiła?

Tak, sypiamy razem, tak uprawiamy sex, który nigdy nie był taki dobry jak jest teraz.

Pewnie czytałeś inne historie i wiesz że to żadna gwarancja jej wierności?  że zdradzająca w ten sposób stara się miękczyć partnera?

Nie bardzo wiem co masz na myśli, chyba nie przeczytałeś ze zrozumieniem dlaczego tak się zachowywała. Dostała wiadomości od gostka, który ją szukał, czuła się niezręcznie, bo o tym też mi nie powiedziała

Staram sie czytać ze zrozumieniem ale czy Ty czytasz co piszesz? ona okłamywała Ciebie od miesięcy, to dlaczego w jej wersję masz wierzyć? a może robiła testy ciążowe?
Pamiętaj Ty w tej chwili nie możesz jej wierzyć tak na słowo bo ona je złamała.

Powiedziałem, jej to już wcześniej, chce zmienić pracę lecz na taką, która nie będzie gorsza pod kątem finansowym oraz odległości do niej - nasza sytuacja finansowa i zobowiązania uzasadniają Jej słowa. Do reszty się nie będę wypowiadał, bo chyba idziesz zbyt daleko.

Skoro oni nadal pracują to dlaczego do niego dzwoniła? rozumiem dzwoni przy Tobie ale tak? to po co dzwonić jak można w robocie powiedzieć- nie jest to dla Ciebie dziwne?
Jeśli mam rację i on jest Włochem, a mam w Polsce 2 znajomych Włochów, to oni bardzo lubią sie chwalić.

Poprosiłem Ją że skoro on dla Niej nic nie znaczy, jest tylko kolegą z pracy i piszą do siebie w sprawach służbowych czy może napisać mu na messengerze aby już do niej nie pisał, odparła, że będzie jej głupio i nie chce zranić jego uczuć.

Myślałem podobnie, lecz było to pewien czas temu, teraz ma trochę inne spojrzenie na całą sprawę, przeprasza, że teraz inaczej by się zachowała

I dlatego rzekomo do niego dzwoniła?- kolejna wątpliwość.

Serio widzę, ży sytuacja Ją przygniotła, że nie wiedziała jak to wszystko mogło wyglądać z zewnątrz, żałuje, chciała by cofnąć czas

Słowa, słowa, słowa. Ja rozumiem umówiła się w knajpie z dziewczynami i on się napatoczył no ok, ale ona wiedziała od miesięcy że on tam będzie i od miesięcy Ciebie okłamywała.
Czy ona jest taka naiwna, tak mało empatyczna że nie wiedziała jak to wygląda, serio dajesz tym tłumaczeniom wiarę.
No może dajesz jesteś zakochany ale ja sorry nie daje wiary.
Moim zdaniem ona wdała sie w romans i to długo przed wyjazdem i jej zachowanie na to wskazuje:

. O ironio znalazłem ich prywatną korespondencję, pomimo, że wcześniej pytałem ją o rodzaj stosunków jaki pomiędzy nimi panuje, czy jest to przyjaciel czy tylko kolega z pracy. Zapewniała, że w zasadzie to nie rozmawiają o sobie prywatnie, że Ona o nim prawie nic nie wie, że ich rozmowy, maile ograniczają się tylko do zwykłych uprzejmości i spraw zawodowych. Korespondencja z fb wskazywała na coś innego. Nie było tam zabarwień erotycznych, lecz według mnie próba zawarcia bliższej relacji z jego strony. „jak się masz”, „cieszę się bardzo, że z tobą pracuję”, „stanowimy super team” życzenia świąteczne w języku polskim ze strony kocham i chę być kochany, odpowiedź jej, którą napisała podczas przyjęcia bożonarodzeniowego u mojej rodziny z toalety abym nie widział, że bardzo żałuje, że nie mogła do niego zadzwonić i osobiście złożyć mu życzeń – niby nic takiego a zabolało.

a wspólny wyjazd go przypieczętował, gdyby odebrała telefony to nawet byś się nie domyślił że coś jest nie tak i oni nadal by robili Ciebie w balona.
Moim zdaniem nie potrzebujesz psychiatry bo dobrze rozumujesz.

Wszystko co mi wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, miała czas zadzwonić, nie chciała, albo nie mogła bo nie była sama (są to tylko moje domysły)

I dobrze się domyślasz. Nie odbierała bo się dobrze bawiła...z nim. Gdzie Ty w tym czasie byłeś? w domu z dziećmi i tak miało to wyglądać...ale się dowiedziałeś i teraz ona się boi że odejdziesz.
Czy on ma rodzinę?
czy znasz  kogoś w jej pracy?
Nie wiem jak długo przechowują nagrania w hotelach ale dobry detektyw wyciągnie je zdobędzie( może kamery były na jej piętrze)
Przeczytaj na spokojnie swój 1 post tam zawarłeś mnóstwo informacji jak również odpowiedzi.
Koniecznie laptop, telefon do dobrego informatyka i niech odzyska dane, pomyśl o dyktafonie i może GPS w aucie.
Wiem wygląda paranoicznie ale Ty potrzebujesz informacji.

10 Ostatnio edytowany przez starr (2018-07-28 22:34:31)

Odp: Na rozstaju dróg
maku2 napisał/a:

/.../
Wiem wygląda paranoicznie ale Ty potrzebujesz informacji.

maku2, niektórzy wolą być głusi i ślepi... Najwyraźniej jest to właśnie taki przypadek.
Może lektura tego wątku cokolwiek pomoże... całego wątku: https://www.netkobiety.pl/t87191.html

11

Odp: Na rozstaju dróg

Obawiam się, że karmicie trolla. Dokładnie tę samą historię czytałam wiele miesięcy temu, a może nawet dawniej, niekoniecznie na tym forum. Owszem, zadałam sobie trud, żeby ją odszukać, ale prawdopodobnie została usunięta.
Pamiętam dokładnie rozterki autora i opis jego nieudanych prób kontaktu z żoną w czasie jej wyjazdu, zwłaszcza ten fragment "Rano spróbowałem o 8 i na szczęście udało się, poczułem wielką ulgę, ale nie trwała ona zbyt długo. Przeprosiła, że nie było czasu, że zabiegana, że po wystawie nie miała czasu się nawet przebrać bo jechali do miasta na jedzenie i do klubu z muzyką ludową, bo chcieli im jako gością pokazać troche kultury ich kraju."
Nie można znaleźć już tej frazy, ale na 100% to już kiedyś gdzieś było.

12

Odp: Na rozstaju dróg
josz napisał/a:

Obawiam się, że karmicie trolla. /.../

Też mi tak intuicja podpowiadała na początku...

13

Odp: Na rozstaju dróg
starr napisał/a:
maku2 napisał/a:

/.../
Wiem wygląda paranoicznie ale Ty potrzebujesz informacji.

maku2, niektórzy wolą być głusi i ślepi... Najwyraźniej jest to właśnie taki przypadek.
Może lektura tego wątku cokolwiek pomoże... całego wątku:

Może i uznacie mnie za głupiego i ślepego, przeczytałem załączony wątek, lecz różni się on w bardzo znaczący sposób od mojej sytuacji. Nie mam twardych dowodów na to, że moja Żona czuła cokolwiek innego do tego faceta jak więź koleżeńską, brak jest jakichkolwiek przesłanek mówiących o tym, że się w nim zakochała, że ją zainteresował bardziej.
Wczoraj bardzo dużo rozmawialiśmy o tym co się wydarzyło, od piątku kiedy przeczytała kilkukrotnie post talerza (dla nas bardzo mądra kobieta, bardzo żałuję, że nie ma jej wpisów już na tym forum) dotarło do NIej co tak naprawdę się stało, jak to mogło wyglądać - zrozumiała, wierzę Jej.
Jest gotowa w każdej chwili poddać się badaniu wariografem aby dać mi dowód, że nic między nimi nie było ani w sferze emocjonalnej ani też fizycznej, było według niej tylko radość z bycia dostrzeżoną w pracy, że ktoś w stosunku do niej przejawił zainteresowanie. Nie wiedziała do końca jak w takiej sytuacji si ma zachować, nie chcąc zaburzyć naszych relacji odruchowo zrobiła z tego tajemnicę a później potoczyło sie to jak lawina i brnęła od tajemnicy do tajemnicy, od kłamstwa do kolejnego kłamstwa, widzę w Niej żal, smutek i złość oraz chęć naprawy wszystkiego.
Godzi się na wszystkie stawiane warunki: mail do gościa aby się od niej odp... tak abym mógł to zobaczyć, chce odejść z pracy, chce bardzo znaleźć odpowiedź u psychoterapeuty dlaczego tak się zachowała nie robiąc przecież nic złego, chce odnaleźć na terapii drogę aby uzdrowić swoją samoocenę.

Obawiam się, że karmicie trolla. Dokładnie tę samą historię czytałam wiele miesięcy temu, a może nawet dawniej, niekoniecznie na tym forum. Owszem, zadałam sobie trud, żeby ją odszukać, ale prawdopodobnie została usunięta.
Pamiętam dokładnie rozterki autora i opis jego nieudanych prób kontaktu z żoną w czasie jej wyjazdu, zwłaszcza ten fragment "Rano spróbowałem o 8 i na szczęście udało się, poczułem wielką ulgę, ale nie trwała ona zbyt długo. Przeprosiła, że nie było czasu, że zabiegana, że po wystawie nie miała czasu się nawet przebrać bo jechali do miasta na jedzenie i do klubu z muzyką ludową, bo chcieli im jako gością pokazać troche kultury ich kraju."
Nie można znaleźć już tej frazy, ale na 100% to już kiedyś gdzieś było.

Jeśli dla Ciebie poszukiwanie pomocy, wsparcia, podpowiedzi jest trollowaniem to chyba faktycznie nim jestem. Tak napisałem na forum abczdrowie post 3 miesiące temu, gdzie w sposób bardzo chaotyczny jak desperat opisałem to po części szukając odpowiedzi, gdyż nie wiedziałem czy zostałem zdradzony czy też jestem paranoidalnie zazdrosny. Portal ten oraz kilka postów jakie tam zostały zamieszczone wskazywał, że piszą tam bardzo sfrustrowane osoby i nie był dla mnie merytoryczną pomocą, dlatego też nie zaglądnąłem tam już wcale. Tutaj będąc bardziej świadom tego co się stało, przeczytawszy dziesiątki podobnych sytuacji starałem się odnaleźć kogoś, kto zagłębi się w mój problem, kogoś takiego jak talerz w wątku Bolesna zdrada emocjonalna, mądrego i dojrzałego emocjonalnie.
Moja historia jest strasznie pogmatwana, jest w niej zdrada emocjonalna, bo tak się czuję a partnerka nie zrobiła wystarczająco dużo aby być ze mną szczera, rozmawiać o problemach, o niskiej samoocenie. Tak - skłamała, tak skrzywdziła nieświadoma jakie to może mieć brzemię.

Czytając jak na razie wszystkie wpisy na moim wątku nie znajduję tutaj nic merytorycznego, prócz wpisu autora Przyszłość. Może za dużo się spodziewałem. Może to co napiszę zaboli pewne osoby w tym szanownym gremium, lecz taki już jestem, to co myślę to mówię. Dopadła mnie wczoraj refleksja nad tym forum a przede wszystkim nad osobami, które się na nim udzielają (nie tyczy to się wszystkich, znajdą się wyjątki). Starałem dociec i nie będzie to pewnie zaskoczeniem, kto i z jakich pobudek korzysta z tego typu portali? Odpowiedź jakiej sobie udzieliłem to osoby w podobnej sytuacji, zdradzone, zranione, doświadczone życiowo. Czy jeśli życie takich osób się odmieni, znajdą swoje miejsce na ziemi, swoje szczęście, czy zaglądają tutaj, aby babrać się ponownie w tych ciężkich historiach - pewnie w większości wypadków NIE. Pozostają osoby, dobite, przygniecione, które szukają pocieszenia, że ktoś ma tak samo w życiu przej.... jak oni. Przepraszam, jeśli kogoś to zaboli, ale tak właśnie myślę i być może dla niektórych będzie to zaczątek do refleksji nad sobą.
Dlaczego jestem naiwny? bo staram się Jej uwierzyć? bo być może tak było jak mówi? bo czasami popełniamy w życiu totalne głupoty, gdyż jesteśmy tylko ludźmi. Dlaczego nie mam dać nam szansy, jeśli widzę, że zrozumiała, że żałuje?

Najłatwiej stwierdzić popłynęła, nie masz jaj, robi z tobą co chce a ty bezgranicznie jej wierzysz zaślepiony miłością do niej.
Co jeśli mówi prawdę? jeśli wszystko co miało miejsce było tylko zbiegiem niefortunnych zdarzeń (de facto nie mam nic, prócz kilku wiadomości pt. fajnie, że razem pracujemy itp), następnie bojąc się mojej reakcji faktycznie zabrnęła w tym wszystkim do granic kłamstw i oszustw.

Czas pokaże, życząc wszystkim udanego weekendu oraz samych szczęśliwych chwil w życiu żegnam się chyba z Wami, bo nie widzę nadziei na coś konstruktywnego, na post osób refleksyjnych, dopuszczających różne scenariusze a nie tylko jeden - Pierd.... się z nim.

14

Odp: Na rozstaju dróg

No i widzisz obraziłeś się, poczułeś się zraniony opiniami innych. I swoją frustrację wylałeś na nich.

Czas pokaże, życząc wszystkim udanego weekendu oraz samych szczęśliwych chwil w życiu żegnam się chyba z Wami, bo nie widzę nadziei na coś konstruktywnego, na post osób refleksyjnych, dopuszczających różne scenariusze a nie tylko jeden - Pierd.... się z nim.

Wiesz dlaczego inni nie dopuszczają tych optymistycznych scenariuszy? Bo Ty go dopuszczasz a porady nie polegają na poklepywaniu po ramieniu i zakładaniu różowych okularów.
Może i faktycznie nie zostałeś zdradzony, może. Chociaż dla mnie i innych jej postępowanie i tłumaczenia są ... cienkie, czy prawdziwe? może.
Dopiero teraz zrozumiała co robi? poważnie? dopiero teraz zrozumiała co robi? .
Jakkolwiek było a chcesz dać jej szansę to daj, Twoje życie, tylko miej głowę i oczy szeroko otwarte, już 2 razy złapałeś ją na niewłaściwym postępowaniu i DUŻYCH kłamstwach (szkoda że nie odpowiedziałeś na moje pytania)
Cokolwiek postanowisz sprawdź komórę, kompa i nie rezygnuj z wariografu – tak dla spokojności.
Nie traktuj moich wpisów jako ataku na Ciebie i żonę, chodzi mi o to żebyś za szybko nie przeszedł nad tym do porządku dziennego żebyś nie wierzył na ślepo bo kochasz a z tego co piszesz właśnie do tego to zmierza. Nawet jeśli nie zdradziła to jej zachowanie musicie przerobić dla dobra waszej przyszłości
Miłego dnia i życzę powodzenia.

15

Odp: Na rozstaju dróg
maku2 napisał/a:

No i widzisz obraziłeś się, poczułeś się zraniony opiniami innych. I swoją frustrację wylałeś na nich.


Nie Maku, nie obraziłem się i nie zamierzam na nikogo wylewać swoich negatywnych uczuć, są to moje przemyślenia i tyle lub aż tyle.

Wiesz dlaczego inni nie dopuszczają tych optymistycznych scenariuszy? Bo Ty go dopuszczasz a porady nie polegają na poklepywaniu po ramieniu i zakładaniu różowych okularów.
Może i faktycznie nie zostałeś zdradzony, może. Chociaż dla mnie i innych jej postępowanie i tłumaczenia są ... cienkie, czy prawdziwe? może.
Dopiero teraz zrozumiała co robi? poważnie? dopiero teraz zrozumiała co robi? .
Jakkolwiek było a chcesz dać jej szansę to daj, Twoje życie, tylko miej głowę i oczy szeroko otwarte, już 2 razy złapałeś ją na niewłaściwym postępowaniu i DUŻYCH kłamstwach (szkoda że nie odpowiedziałeś na moje pytania)
Cokolwiek postanowisz sprawdź komórę, kompa i nie rezygnuj z wariografu – tak dla spokojności.
Nie traktuj moich wpisów jako ataku na Ciebie i żonę, chodzi mi o to żebyś za szybko nie przeszedł nad tym do porządku dziennego żebyś nie wierzył na ślepo bo kochasz a z tego co piszesz właśnie do tego to zmierza. Nawet jeśli nie zdradziła to jej zachowanie musicie przerobić dla dobra waszej przyszłości
Miłego dnia i życzę powodzenia.

Nie oczekuję klepania po ramieniu, rozważam tylko różne scenariusze.
Tak - dopiero teraz zrozumiała. Wcześniej wydawało Jej się, że rozumie. Prawda jest taka, że nawet zapytana przez psychologa o definicję zdrady artykułowała ją poprzez kontakt cielesny. Tak samo było w rozmowach ze mną, była zaskoczona moim stanem, moimi uczuciami, według niej nic tak naprawdę się nie stało i nie mogła do końca zrozumieć mojego zachowania oraz moich uczuć z tym związanych.
Przełom nastąpił po sprawdzeniu przez Nią definicji zdrady emocjonalnej, następnie przeczytaniu całego wątku Talerz123 pt. Bolesna zdrada emocjonalna. Wówczas dopiero do Niej dotarło co tak rzeczywiście się wydarzyło, jak to mogło wyglądać, co czułem i czuję. Na chwilę obecną jest gotowa na wszystko, wini się bardzo za wszystko i bardzo chce wszystko naprawić, choć wie, że nigdy to już nie będzie takie samo.
Powoli dociera do Jej świadomości co się dzieje w jej głowie, z czego to wynika, nad czym chce pracować oraz w jaki sposób nie popełniać tych samych błędów. Rozmowy z jej strony nigdy nie były wcześniej tak głębokie, naładowane taką dawką emocjonalną, poczuciem żalu i tego, że przez swoje głupie zachowanie zniszczyła to co budowaliśmy wspólnie przez 20 lat.
Z nami jest trochę tak, że ja jestem emocjonalną kobietę, Ona odwrotnie - typowy mężczyzna, ja jestem wylewny w rozmowach o swoich uczuciach, Ona jak typowy facet skryta, z trudem otwierająca się i mówiąca o czymś wprost. Jest bardzo podobna do swojego ojca, który skrywa wszystko i kumuluje w sobie. 
Jesteśmy bardziej świadomi chyba tego, gdzie leży problem. Mamy nadzieję przepracować swoje słabości na sesjach u psychoterapeuty, każdy z nas osobno.
Nasze pierwsze małżeństwo właśnie się zakończyło! ale zamierzamy zawrzeć nowe, drugie, trochę na innych fundamentach, oparte na rozmowach i szczerości, świadomi swoich wad i tego jacy jesteśmy.
Z wariografu nie rezygnujemy, wyczyści on wszelkie obawy i podejrzenia, solidarnie wraz z Nią poddam się i ja smile
Nie odbieram żadnego z wpisów jako ataku, staram się szanować zdanie każdego z Was, na swój sposób. Jedne są dla mnie pomocne i coś wnoszą do sposobu mojego myślenia, inne nic nie wnoszą.
Mam nadzieję, że intuicja mnie nie zawiedzie, w gruncie rzeczy jest to dobra kobieta, dobra matka i Żona, ma jednak w sobie skłonności do robienia totalnych głupot.
Sprawdziłem raz jeszcze wszystkie wiadomości, wpisy, dowody i wynika z nich tylko to, że poza jednym zdarzeniem nigdy sama nie inicjowała kontaktu z nim. Ja stawiam tutaj pewną tezę, która wydaje mi się w całej tej historii być może wielce prawdopodobna, otóż:
Dwa lata wcześniej na wystawę poleciała inna jej koleżanka, której styl bycia to jeden wielki flirt, wszędzie i z każdym. Wielce prawdopodobne dla mnie jest, że pomiędzy tym facetem a tą koleżanką była ostra upojna noc, za długo ją znam, aby mogła przepuścić coś takiego. Ustaliwszy kto w tym roku przyjedzie z Polski, upatrzył sobie "ofiarę" w osobie mojej Żony. Zbiega się to czasowo z datą, kiedy to rozpoczął pisanie do Niej na fb. Faktycznie wszystkie wiadomości, machania rączką itp. wychodziły zawsze od niego, na ostatnie dwie wiadomości nawet mu już nie odpisała, było to już po wystawie. Ona z dość niskim poczuciem wartości zawodowej, patrząca na swoje koleżanki jak te "pitolą" z nimi o wszystkim przez telefon zachciała być taka jak one, weszła w to. Wiedząc jakie jest moje podejście do relacji D-M w pracy zaczęła to ukrywać, reszta potoczyła się już jak kula śniegowa, dyskoteka, gdzie była cała ekipa z wystawy, ich tańce itd. być może miał nadzieję, że skoro jest polką to wykona ten ruch i pokaże mu, że chce coś więcej po imprezie, kiedy to wszyscy rozchodzili się do pokojów, być może było za mało alkoholu?
Obym się nie mylił, w związku z moim stanem i tak zachowam czujność oraz postaram się zweryfikować Jej dalsze zachowanie.
Pozdrawiam

16

Odp: Na rozstaju dróg

Maku2 - odpowiedzi do Twoich pytań

Widzisz - rzekomo, powinieneś być przy tej rozmowie ( spytałeś czemu przy tobie nie zadzwoniła?) a tak pozostaje Ci tylko wiara ale już wiesz że potrafi Ciebie okłamywać i jak tu dać jej wiarę?

Było to już pewien czas temu, wczoraj na ponowne pytanie oznajmiła, że może napisać dla mnie maila do niego, nawet ja mogę go zredagować a Ona bez problemu go wyśle przy mnie

ak dla mnie ona po prostu wyczyściła dowody( zabezpieczyłeś sobie wiadomości, zdjęcia, filmy itp.?) gdybym miał coś na sumieniu też bym tak zrobił.

Wszystko co do joty mam zabezpieczone, wiadomości, zdjęcia, video, maile z pracy, jego adres - chyba pojadę kiedyś mu przypierd.... tak po ludzku w twarz.

Wierzysz w to?  ona nie bała się Twojej reakcji Ty miałeś o niczym się nie dowiedzieć, zauważ od kiedy ona to planowała.

Tak miałem się o tym nie dowiedzieć, czy to planowała powątpiewam bardzo w Twoją tezę

Na kilka miesięcy przed wyjazdem jak już było wiadome, kto jedzie skasowała powiadomienia w messengerze, do tej pory jej nie przeszkadzały gdy ktoś napisał, wówczas zaczęły. Coraz mniej zaczęłą mówić o tym koledze z którym razem pracują pomimo tego, że wcześniej prawie codziennie coś tam wspominała, co zrobił, jaki jest zakręcony itp. Praktycznie od miesiąca przed wyjazdem temat jego osoby nie pojawił się ani razu.

Widzisz od kiedy jesteś manipulowany? kiedy to się zaczęło? skoro to było takie nie winne to po co to robiła? czemu to miało służyć. Czy wcześniej z nią o nim rozmawiałeś? Jeśli tak to wyłania się obraz osoby strasznie wyrachowanej. Od początku wiedziała ze będzie Ciebie okłamywać i to dla kogo? kolegi? ja myślę że już stal sie dla niej kimś więcej, dlatego Ciebie okłamywała od miesięcy.

Nie sądzę teraz w to, że w jakikolwiek sposób manipulowała. Z tego co ustaliłem całkiem niedawno ten gostek jest zdrowo pierdyknięty i pisze do wszystkich dziewczyn z Jej działu, taki południowy typek, Ona wiedząc jaki jest mój punkt widzenia na tego typu relacje wolała to zataić, aby mnie nie denerwować i nie wprowadzać niepotrzebnych zadym w życiu rodzinnym - jak twierdzi, nigdy nie przyszło Jej do głowy, że tak wszystko dziwnie się potoczy i wyjdzie z tego tak śmierdząca sprawa.

Jedno czuję wewnętrznie - nie popłynęła tam, nie wiem skąd to przekonanie.

Jak już napisałem Ty masz wiarę że nie zostałeś zdradzony, tylko wiarę - bo to co napisałeś temu przeczy. Nie miałeś z nią kontaktu cały dzień, wieczór, noc. Wiesz że okłamywała Ciebie od kilku miesięcy. Wiesz że był tam facet(dusza towarzystwa) do którego ona ma słabość, jak świetnie się bawili a wiesz że w trakcie zabawy pozwala innym na wiele

Jest gotowa na wariograf, więc wszystko powinno być jasne

Moją Żonę w objęciach innego faceta, kolegi z pracy, tańczyła przytulona swą głową do jego piersi, on delikatnie głaskał jej plecy.

Czy to ten sam kolega co teraz?

Nie to nie on, tamta sytuacja wydarzyła się kilkanaście lat temu, chyba 2-3 lata po ślubie w Jej pierwszej pracy

Odkąd przeczytała inne posty na tym forum o zdradach emocjonalnych, odkąd w ogóle dowiedziała się co to jest zdrada emocjonalna chodzi załamana i widzę w jej oczach wiele empatii, chyba zrozumiała co się stało.

Pokazałeś jej to forum? no chyba za wcześnie teraz cokolwiek tu napiszemy ona przeczyta i jeśli ie jest szczera to może wykorzystać.
Czy zrozumiała? a może czytając wie że jesteś bliżej prawdy niż by chciała? może zdaje sobie sprawę że gdyby nie to forum to łatwiej Ciebie by urobiła?

Tak, pokazałem Jej jedną historię pt. Bolesna zdrada emocjonalna, przeczytała to kilka razy, wpis po wpisie i dopiero zrozumiała. Mój wpis jest trochę zakamuflowany, nie wie o nim, nie sądzę, że go znajdzie, że będzie szukać.

Tak, sypiamy razem, tak uprawiamy sex, który nigdy nie był taki dobry jak jest teraz.

Pewnie czytałeś inne historie i wiesz że to żadna gwarancja jej wierności?  że zdradzająca w ten sposób stara się miękczyć partnera?

Czytałem i jestem tego świadomy

Nie bardzo wiem co masz na myśli, chyba nie przeczytałeś ze zrozumieniem dlaczego tak się zachowywała. Dostała wiadomości od gostka, który ją szukał, czuła się niezręcznie, bo o tym też mi nie powiedziała

Staram sie czytać ze zrozumieniem ale czy Ty czytasz co piszesz? ona okłamywała Ciebie od miesięcy, to dlaczego w jej wersję masz wierzyć? a może robiła testy ciążowe?
Pamiętaj Ty w tej chwili nie możesz jej wierzyć tak na słowo bo ona je złamała.


Mojego zaufania praktycznie nie ma już, zniknęło, jest kontrola. Nawet rozmawialiśmy o tym wczoraj, oznajmiłem Jej, że nie daję Jej żadnej gwarancji jak zachowam się w stosunku do Niej pod kątem odbudowy zaufania, ile to potrwa, czy kiedykolwiek uda mi się ponownie w 100% zaufać. Czy jest świadoma tego, że imprezy, wyjazdy służbowe itp. przejdą na razie do sfery pobożnych życzeń, że będzie się czuła jak ptaszek w klatce - oznajmiła, że rozumie to i nie ma prawa w takiej sytuacji oczekiwać innego zachowania, jest to Jej kara jaką musi ponieść za swoją głupotę

Powiedziałem, jej to już wcześniej, chce zmienić pracę lecz na taką, która nie będzie gorsza pod kątem finansowym oraz odległości do niej - nasza sytuacja finansowa i zobowiązania uzasadniają Jej słowa. Do reszty się nie będę wypowiadał, bo chyba idziesz zbyt daleko.

Skoro oni nadal pracują to dlaczego do niego dzwoniła? rozumiem dzwoni przy Tobie ale tak? to po co dzwonić jak można w robocie powiedzieć- nie jest to dla Ciebie dziwne?

On pracuje w innym państwie, ich kontakt sprowadza się do wymiany maili oraz rozmów telefonicznych.

Poprosiłem Ją że skoro on dla Niej nic nie znaczy, jest tylko kolegą z pracy i piszą do siebie w sprawach służbowych czy może napisać mu na messengerze aby już do niej nie pisał, odparła, że będzie jej głupio i nie chce zranić jego uczuć.

Myślałem podobnie, lecz było to pewien czas temu, teraz ma trochę inne spojrzenie na całą sprawę, przeprasza, że teraz inaczej by się zachowała

Serio widzę, ży sytuacja Ją przygniotła, że nie wiedziała jak to wszystko mogło wyglądać z zewnątrz, żałuje, chciała by cofnąć czas

Słowa, słowa, słowa. Ja rozumiem umówiła się w knajpie z dziewczynami i on się napatoczył no ok, ale ona wiedziała od miesięcy że on tam będzie i od miesięcy Ciebie okłamywała.
Czy ona jest taka naiwna, tak mało empatyczna że nie wiedziała jak to wygląda, serio dajesz tym tłumaczeniom wiarę.
No może dajesz jesteś zakochany ale ja sorry nie daje wiary.
Moim zdaniem ona wdała sie w romans i to długo przed wyjazdem i jej zachowanie na to wskazuje:

W obecnej sytuacji jestem skłonny zaryzykować i dać wiarę, że była to Jej głupota niż wyrachowane działanie

. O ironio znalazłem ich prywatną korespondencję, pomimo, że wcześniej pytałem ją o rodzaj stosunków jaki pomiędzy nimi panuje, czy jest to przyjaciel czy tylko kolega z pracy. Zapewniała, że w zasadzie to nie rozmawiają o sobie prywatnie, że Ona o nim prawie nic nie wie, że ich rozmowy, maile ograniczają się tylko do zwykłych uprzejmości i spraw zawodowych. Korespondencja z fb wskazywała na coś innego. Nie było tam zabarwień erotycznych, lecz według mnie próba zawarcia bliższej relacji z jego strony. „jak się masz”, „cieszę się bardzo, że z tobą pracuję”, „stanowimy super team” życzenia świąteczne w języku polskim ze strony kocham i chę być kochany, odpowiedź jej, którą napisała podczas przyjęcia bożonarodzeniowego u mojej rodziny z toalety abym nie widział, że bardzo żałuje, że nie mogła do niego zadzwonić i osobiście złożyć mu życzeń – niby nic takiego a zabolało.

a wspólny wyjazd go przypieczętował, gdyby odebrała telefony to nawet byś się nie domyślił że coś jest nie tak i oni nadal by robili Ciebie w balona.
Moim zdaniem nie potrzebujesz psychiatry bo dobrze rozumujesz.

Nie bardzo wiem co w tej sytuacji ma Ci napisać

Wszystko co mi wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, miała czas zadzwonić, nie chciała, albo nie mogła bo nie była sama (są to tylko moje domysły)

I dobrze się domyślasz. Nie odbierała bo się dobrze bawiła...z nim. Gdzie Ty w tym czasie byłeś? w domu z dziećmi i tak miało to wyglądać...ale się dowiedziałeś i teraz ona się boi że odejdziesz.
Czy on ma rodzinę?
czy znasz  kogoś w jej pracy?
Nie wiem jak długo przechowują nagrania w hotelach ale dobry detektyw wyciągnie je zdobędzie( może kamery były na jej piętrze)
Przeczytaj na spokojnie swój 1 post tam zawarłeś mnóstwo informacji jak również odpowiedzi.
Koniecznie laptop, telefon do dobrego informatyka i niech odzyska dane, pomyśl o dyktafonie i może GPS w aucie.
Wiem wygląda paranoicznie ale Ty potrzebujesz informacji.

Wszystko co wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, tak brnęła w to. Znam mnóstwo osób z Jej pracy, tak on ma rodzinę, napisałem wcześniej do niego w afekcie, że gratuluję mu, że udało mu się rozpierd... moje małżeństwo, nic nie odpisał.

17 Ostatnio edytowany przez Let_it_go (2018-07-29 23:13:28)

Odp: Na rozstaju dróg

josz

josz napisał/a:

Obawiam się, że karmicie trolla. Dokładnie tę samą historię czytałam wiele miesięcy temu, a może nawet dawniej, niekoniecznie na tym forum. Owszem, zadałam sobie trud, żeby ją odszukać, ale prawdopodobnie została usunięta.
Pamiętam dokładnie rozterki autora i opis jego nieudanych prób kontaktu z żoną w czasie jej wyjazdu, zwłaszcza ten fragment "Rano spróbowałem o 8 i na szczęście udało się, poczułem wielką ulgę, ale nie trwała ona zbyt długo. Przeprosiła, że nie było czasu, że zabiegana, że po wystawie nie miała czasu się nawet przebrać bo jechali do miasta na jedzenie i do klubu z muzyką ludową, bo chcieli im jako gością pokazać troche kultury ich kraju."
Nie można znaleźć już tej frazy, ale na 100% to już kiedyś gdzieś było.

też pamiętam detale z wątku..zwłaszcza muzykę ludową:)

18

Odp: Na rozstaju dróg
Let_it_go napisał/a:

też pamiętam detale z wątku..zwłaszcza muzykę ludową:)

Ustosunkowałem się powyżej do zarzutów

19

Odp: Na rozstaju dróg

cinek, kim jest dla Ciebie Twoja żona, prócz tego, że ślubną i matką dzieci?

zachowujesz się wobec niej jak zakochany tatuś.
co zrobi, to ojej, ona przecież nie chciała i nie rozumiała, biedactwo słodkie.

i ta duża litera, którą ją wszędzie tytułujesz.
a swój nick wpisałeś małą.

kogo ona Ci przypomina?
kogo wcześniej tak idealizowałeś?
matkę?

dokładnie tak jak napisałeś - w tym związku to ona nosi spodnie.
zadziwiające, jak na taką słabą, bezwolną i bezrefleksyjną istotkę, nieprawdaż?

trwaj w swoich starannie wypracowanych imaginacjach, są bezpieczne i pozwalają nie widzieć tego, co się naprawdę dzieje.
na jakiś czas na pewno starczy.
a potem znowu coś wymyślisz.

20

Odp: Na rozstaju dróg
cinek198181 napisał/a:
Let_it_go napisał/a:

też pamiętam detale z wątku..zwłaszcza muzykę ludową:)

Ustosunkowałem się powyżej do zarzutów

Dopiero teraz przeczytałam, przepraszam w takim razie!

21

Odp: Na rozstaju dróg

Cinek,
A tak w Twojej sprawie w związku z żoną to dodam i moją refleksję.
Nie znam z autopsji takich zachowań jak wykazuje Twoja żona, bo nie mam pracy, która wiąże się z wyjazdami służbowymi.

Jedyne co jest mi bliskie to znajomości z kobietami, które przypominają mi zachowaniem Twoją żonę. Myślę, że dobrze oceniasz, że gruntem wszystkiego jest potrzeba podreperowania niskiego poczucia wartości, a może nadrobienia lat w których to niskie poczucie wartości jej doskwierało. Może teraz poczuła wiatr w skrzydłach i coś czego nigdy nie doznała - adorację, sukcesy w pracy, satysfakcję i chciała zaznać trochę uciech, które ją ominęły gdy zahukanie ją blokowało?

A mówiąc bardziej brutalnie: Twoja żona nie widzi w Tobie tej zabawy, "spontanu" i adrenaliny, którą dostarczają jej wyjazdy. Widzi w Tobie kogoś statecznego, kogo zna na wylot, bo jak sam piszesz jesteś o wiele bardziej wylewny. Obecnie, po tym wszystkim domyślam się że od rana do wieczora jedyne o czym myślisz to to co Twoja żona robi, o czym rozmawia i czy z kimś pisze. Żyjesz nią i masz depresję, bo całość radości z życia uzależniasz od ruchów swojej żony.

Jaki jesteś gdy wraca z pracy? Smutny, czekający i łaknący dowodów jej miłości? Przepraszam, jeśli trochę przesadzam z opisem, ale jeśli tak jest choć po części to najlepsze co możesz obecnie zrobić dla swojego związku, dla siebie i swojej żony to powinieneś stać się kimś kto ją zaskoczy. Mam na myśli to, abyś przeniósł punkt zainteresowania z jej osoby na swoją. Przestań analizować co robi, zrobiła lub nie zrobiła. Powstrzymuj się od dzielenia się uczuciami, od zadwania pytań zacznij się uśmiechać sam do siebie, wymyślaj sobie zajęcia poza domem, bądź w dobrym humorze. Zacznij budować część życia do którego masz dostęp tylko Ty: sport, hobby itp. Może na początku na siłę, ale chodzi głównie o to, żebyś sprawiał wrażenie faceta, który MA SWOJE ŻYCIE oprócz zamartwiania się poczynaniami żony. Gdy widzicie się po pracy ona musi czuć, że konkuruje o Twoją uwagę i czas, że są elementy w Twoim życiu, które sprawiają Ci radość i satysfakcję może nawet na równi z nią. Musisz nauczyć oddzielać się swoje poczucie szczęścia od tego, co ona robi lub nie. Stań się trochę tajemniczy, nieuchwytny.

Po co to wszystko? Twoja żona nigdy nie będzie próbował odbudować zaufania, które u Ciebie straciła jeśli nie zacznie czuć, że wymykasz się jej z rąk. Ona nie czuje, że musi w ogóle na Ciebie pracować. Nie czuje, że musi dwoić się i troić (bo zapewne to w jakimś stopniu zapewniłoby Cię o jej uczuciach. A powinna.
Powinna czuć że właściwie masz alternatywy skoro ona nie spełnia Twoich warunków, że nie jesteś zdesperowany, że nie myślisz o niej cały dzień.. Póki co ona to wszystko czuje i póki co jesteś dla niej trochę jak kawałek mieszkania, mebel, może sprzęt AGD, który zawsze w domu będzie stał. Sam się nie ruszy i nie wyniesie to o co tu się bać? Ona poczeka aż emocje Ci opadną i wszystko będzie ok. Nigdy nie otrzymasz dowodów skruchy na które czekasz, bo ona wie, że i tak zostaniesz.

Myślę, że jeśli choć trochę popracujesz nad sobą to podreperuje to nie tylko waszą relację ale i Twój stan zdrowia.

22

Odp: Na rozstaju dróg

Wszystko co wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, tak brnęła w to. Znam mnóstwo osób z Jej pracy, tak on ma rodzinę, napisałem wcześniej do niego w afekcie, że gratuluję mu, że udało mu się rozpierd... moje małżeństwo, nic nie odpisał.

Dlatego zwracam Ci uwagę że to co ona mówi nawet teraz nie musi być prawdą, Ty teraz musisz wszystko zweryfikować. Nie chce mi się wierzyć ze nie wiedziała co robi.
Gdyby ktoś wysłał i taką wiadomość a do niczego by nie doszło to chociaż postarałbym się dowiedzieć o co chodzi tak po prostu z ciekawości, no ale skoro nie odpisał to pewnie wie o co chodzi. Lub też żona uprzedziła go, że czegoś się domyślasz, to po co odpisywać.

Nie sądzę teraz w to, że w jakikolwiek sposób manipulowała. Z tego co ustaliłem całkiem niedawno ten gostek jest zdrowo pierdyknięty i pisze do wszystkich dziewczyn z Jej działu, taki południowy typek, Ona wiedząc jaki jest mój punkt widzenia na tego typu relacje wolała to zataić, aby mnie nie denerwować i nie wprowadzać niepotrzebnych zadym w życiu rodzinnym - jak twierdzi, nigdy nie przyszło Jej do głowy, że tak wszystko dziwnie się potoczy i wyjdzie z tego tak śmierdząca sprawa.

Ona wiedząc jaki jest mój punkt widzenia na tego typu relacje wolała to zataić

to jest właśnie manipulacja, manipulowała Tobą poprzez fałszywe informacje które miały stworzyć inny obraz rzeczywistości niż jest faktycznie
ponawiam

Na kilka miesięcy przed wyjazdem jak już było wiadome, kto jedzie skasowała powiadomienia w messengerze, do tej pory jej nie przeszkadzały gdy ktoś napisał, wówczas zaczęły. Coraz mniej zaczęłą mówić o tym koledze z którym razem pracują pomimo tego, że wcześniej prawie codziennie coś tam wspominała, co zrobił, jaki jest zakręcony itp. Praktycznie od miesiąca przed wyjazdem temat jego osoby nie pojawił się ani razu.

Czy to nie jest manipulacja?, czy to nie jest planowanie? i wszystko to tłumaczy Twoim komfortem psychicznym? czyli sama sobie zaprzecza że nie wiedziała co robi że nie zdawała sobie sprawy jak to wygląda z boku, teraz po prostu się broni bo gdyby była taka nieświadoma to tego by nie robiła a zrobiła.
Dlaczego twierdzę że to planowała? otóż miała kilka miesięcy na planowanie jak to rozegrać w tym Ciebie. Wymienię:
kasowanie wiadomości, pewnie tylko od niego?(manipulacja,planowanie)
brak rozmów o nim, co miało uśpić Twoją czujność (manipulacja)
przygotowanie do wyjazdu, fryzura, kusy strój, bielizna - wiedziałeś jakie bierze ciuchy?, pewnie nie
to miał być wyjazd służbowy - czy wiedziałeś o wieczorku zapoznawczo-tanecznym? pewnie nie
To wszystko wskazuje na manipulacje i planowanie, dlatego jej tłumaczenie że nie zdawała sobie sprawy z tego co robi jest dla mnie cienkie.
Powtarzam robiła to przez kilka miesięcy (chociażby usuwanie wiadomości) cały czas a nie sporadycznie, ona planowała jaki przebieg może mieć ten wyjazd - bo skąd na wyjeździe służbowym wytrzasnęła mini?. Dla mnie to planowanie.

Było to już pewien czas temu, wczoraj na ponowne pytanie oznajmiła, że może napisać dla mnie maila do niego, nawet ja mogę go zredagować a Ona bez problemu go wyśle przy mnie

To już możesz sobie darować - na to jest za późno.

Dwa lata wcześniej na wystawę poleciała inna jej koleżanka, której styl bycia to jeden wielki flirt, wszędzie i z każdym. Wielce prawdopodobne dla mnie jest, że pomiędzy tym facetem a tą koleżanką była ostra upojna noc, za długo ją znam, aby mogła przepuścić coś takiego.

Dlatego Polki we Włoszek mają dopiętą łatkę - łatwe, niestety.

Ustaliwszy kto w tym roku przyjedzie z Polski, upatrzył sobie "ofiarę" w osobie mojej Żony.

A ona przypadkiem robiła to co robiła ( usuwanie informacji i wiadomości o nim i od niego) przygotowała się na imprezę (mini) nie odbierała telefonów od Ciebie (przypadek?) okłamywała Ciebie co do niego i przebiegu wyjazdu a Ty nadal chcesz w niej widzieć "ofiarę"??? jak już pisałem to Twoja wiara.

Zbiega się to czasowo z datą, kiedy to rozpoczął pisanie do Niej na fb. Faktycznie wszystkie wiadomości, machania rączką itp. wychodziły zawsze od niego, na ostatnie dwie wiadomości nawet mu już nie odpisała, było to już po wystawie.

To że on pierwszy pisał nie ma znaczenia, tak mogli się umówić. A to że nie odpisała po wystawie?, pewnie w tedy byliście już po rozmowie to po co miała ryzykować. Gdybyś wytrzymał kilka dni z awanturą to pewnie by odpisała i może coś na temat wieczoru dowiedziałbyś się z ich wiadomości.
 

Wiedząc jakie jest moje podejście do relacji D-M w pracy zaczęła to ukrywać

planowanie, manipulacja

Ona z dość niskim poczuciem wartości zawodowej, patrząca na swoje koleżanki jak te "pitolą" z nimi o wszystkim przez telefon zachciała być taka jak one, weszła w to. , reszta potoczyła się już jak kula śniegowa, dyskoteka, gdzie była cała ekipa z wystawy, ich tańce itd. być może miał nadzieję, że skoro jest polką to wykona ten ruch i pokaże mu, że chce coś więcej po imprezie, kiedy to wszyscy rozchodzili się do pokojów, być może było za mało alkoholu?

Widzisz to?
chciała być jak one
weszła w to
potoczyło się
dyskoteka
alkohol
rozchodzili się do pokoi
nie odbierała telefonów
kłamstwa
manipulacje
a Ty stawiasz ja w roli "ofiary" rozumiem kochasz ją, ale dla mnie delikatnie mówiąc jest to bardzo, bardzo niepokojące. Czy na pewno rozeszli się do "swoich" pokoi? sam masz wątpliwości. Szkoda że to było w innym kraju, można by zaangażować detektywa.

23

Odp: Na rozstaju dróg

A moze Wloch znalazl teraz inna na celowniku, skoro to taki casanova i stad ta skrucha u zony? Zdala sobie sprawe jak naiwna byla myslac,ze jest wyjatkowa dla niego?

24

Odp: Na rozstaju dróg
Alexissixela napisał/a:

A moze Wloch znalazl teraz inna na celowniku, skoro to taki casanova i stad ta skrucha u zony? Zdala sobie sprawe jak naiwna byla myslac,ze jest wyjatkowa dla niego?

To raczej było inaczej, ona nie liczyła na jakiś związek, raczej na przygodę. Jak sam autor zauważył mogła chcieć się zabawić jak koleżanki. Pech dla niej że mąż się połapał i pod znakiem zapytania stanęło 20 lat małżeństwa i to dla kogo, a właściwie dla czego? chwili uniesienia?. A Włosi no cóż ... mają powodzenie u Polek.

25 Ostatnio edytowany przez cinek198181 (2018-08-01 12:46:05)

Odp: Na rozstaju dróg

Nie było mnie chwilkę, potrzebowałam trochę czasu i wytchnienia, oderwania się od wszystkiego, otrzymałem kolejny cios, o którym nie chcę tutaj pisać, lecz który spowodował, że czuję się w tej chwili jak osoba, która klęcząc na kolanach i próbując poskładać wszystko w sensowny sposób, aby móc z nich powstać po tym co się wydarzyło w relacjach pomiędzy mną i moją Żoną otrzymuje kolejny kopniak w twarz, upada i leży już na ziemi. Kopniak nie jest zupełnie związany ani z moją Żoną, ani z tym co się pomiędzy nami wydarzyło, dotyczy on innej sfery życia dorosłego człowieka.
Piszę tutaj wciąż, gdyż odczuwam potrzebę znalezienia w tym wszystkim siebie, nie oczekuję już chyba prób zrozumienia, co się stało, dlaczego to zrobiła… niech Ona to znajdzie w sobie dla własnej świadomości i własnego sumienia, jeśli będzie odczuwać potrzebę podzielenia się tym kiedykolwiek wysłucham, lecz nie jest to moim priorytetem w chwili obecnej. Chyba dojrzewam do tego, aby dowiedzieć się jakim ja jestem człowiekiem, czy ze mną jest wszystko dobrze, czy to ja nie mam dysfunkcji, czy to ja „nie kocham inaczej”, może najnormalniej w świecie nikt nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom i dla dobra ludzkości lepiej będzie jak taka jednostka pozostanie sama z samym sobą nie zalewając wszystkich dookoła swoją toksycznością. Dlaczego więc wciąż tutaj jestem, bo ważne w tej chwili są dla mnie Wasze słowa, zwykłych śmiertelników, borykających się z codziennością. Czym innym będą dla mnie sesje terapeutyczne, tam jest tylko jedna osoba, która może mieć zupełnie inny światopogląd.

Doroya napisał/a:

cinek, kim jest dla Ciebie Twoja żona, prócz tego, że ślubną i matką dzieci?

Żona jest dla mnie: (i tutaj dochodziłem do tych przemyśleń wiele miesięcy) przede wszystkim przyjacielem, na którego mogę liczyć, z którym mogę o wszystkim porozmawiać, ze wszystkiego się zwierzyć, powiernikiem wszystkich moich trosk i radości, przy Niej czuję się bezpieczny, wyjątkowy, odczuwający potrzebę dzielenia się wszystkim. Przyjacielem, który nie tylko stara się brać, ale gotowy jest w każdej chwili dawać – tak ja pojmuję tą przyjaźń wspaniałą kochanką tak, nie odczuwam potrzeby bycia dostrzeganym, adorowanym, nie potrzebuję zainteresowania innych kobiet, romansów etc. Mam to w domu, mam kochankę pod postacią swojej ślubnej – czy to coś złego? Nie wiem, nigdy nie zastanawiałem się nad tym głębiej, ale złapałem się kilka razy na swoim zachowaniu, jak koledzy śliniąc się podświadomie lub całkiem świadomie do atrakcyjnych kobiet próbowali za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Ja w tym czasie zachowywałem się w sposób dla siebie całkiem naturalny, bez emocji, tak po prostu normalnie jak do kobiety, która jest człowiekiem a nie „kawałkiem mięsa”, koniec końców czasami bywało tak, że kobieta ta zwracała na mnie uwagę, choć wcale o to nie zabiegałem i nie chciałem (czy jest to ukryta strategia, której nie jestem świadomy? – nie wiem, nigdy głębiej nad tym tematem się nie zatrzymałem). Jest, też Żoną osobą, której przyrzekałem wyznawać pewne wartości, przejawiać pewne zachowania, z którą przyjąłem pewien model współżycia, planowania, dzielenia obowiązków, marzeń i trosk.

Doroya napisał/a:

zachowujesz się wobec niej jak zakochany tatuś.
co zrobi, to ojej, ona przecież nie chciała i nie rozumiała, biedactwo słodkie.

Być może masz rację – dałaś mi kolejny temat do zgłębienia, być może tak jest, nie będę w ciemno zaprzeczał temu, gdyż sam nie jestem świadom na chwilę obecną kim sam dla siebie jestem a już nie wiem kim jestem dla innych.
Być może zachowuję się tak, że dopuszczam (w przeciwieństwie do innych), że być może są inne powody, dla których zachowała się tak a nie inaczej, może tak bardzo chcę, aby to tak wyglądało, dla siebie, dla ukojenia – nie wiem, na tą chwilę nie wiem, tak po ludzku.

Doroya napisał/a:

i ta duża litera, którą ją wszędzie tytułujesz.
a swój nick wpisałeś małą.

Tutaj nie doszukiwałbym się ideologii, tak mam, jeśli ktoś jest dla mnie ważny lub też piszę do kogoś to zwroty: Ty, Tobie, Ciebie … stawiam z dużych liter, wynika to raczej z szacunku.
Nie zawsze jestem też konsekwentny w tym, zwłaszcza jak piszę niechlujnie na forach 

Doroya napisał/a:

kogo ona Ci przypomina?
kogo wcześniej tak idealizowałeś?
matkę?

Być może tak jest, bardziej chyba ja chcę, aby przypominała mi matkę, to chyba ja przelałem na Nią wszystkie swoje uczucia, które dzieliłem wcześniej z matką. Kiedyś matka była dla mnie tym wszystkim kim dla mnie jest teraz Żona lub chcę, aby tak było (koleżanką, przyjacielem). Chcę mieć kogoś obok siebie do kogo mogę się ze wszystkim zwrócić, kto postara się mnie zrozumieć, czasem wylać kubeł zimnej wody, jeśli błądzę, przy kim czuję się bezpieczny, do kogo mam bezgraniczne zaufania, kogoś dla kogo jestem no 1, kto mnie nie skrzywdzi. Czy to źle, że w tej roli ma być moja Żona? Mam znajomych, mam serdecznego przyjaciela – lecz ta przyjaźń jest inna, nie ma w niej tego co jest pomiędzy mną i Żoną. Może się mylę, może mam wypaczony światopogląd, niech ktoś mnie sprostuje, jeśli ścieżka, którą podążam nie jest prawidłowa, lecz dla mnie związek dwóch osób tym właśnie jest: pewną symbiozą dwóch ciał, dusz i umysłów, które są dla siebie wszystkim, które są gotowe wysłuchać, dać siebie wzajemnie, dzielić wszystko ze sobą. Ma to wszystko zdrowe granice, przecież nie oznacza to zamykania się na świat, dzielenia się naszymi radościami, sukcesami, czasami troskami z innymi, jednak jak napisała kiedyś I_see_beyond na jednym z wątków „….. ale w związku dwojga ludzi przewiduję dla siebie wyłącznie rolę pierwszoplanową”, aby nie zabrzmiało to jak wyrwane z kontekstu, chodzi mi o to, że nie dopuszczam w naszym związku miejsca dla trzeciej osoby, która nawet przez chwilę ma być ważniejsza dla Niej niż ja.

Doroya napisał/a:

dokładnie tak jak napisałeś - w tym związku to ona nosi spodnie.
zadziwiające, jak na taką słabą, bezwolną i bezrefleksyjną istotkę, nieprawdaż?

Mogłaś to w ten sposób odebrać, choć intencja mojego przekazu była zupełnie inna. Moja osoba w sferze uczuć, wylewności, szczerości i pewnych zachowań, takich jak zakupy, rodzaje filmów i kilka jeszcze spraw jest bliższa stereotypom utartym dla kobiet, Jej zachowania w sferze emocjonalnej (okazywanie uczuć, otwartość, mówienie o sobie i o swoich doznaniach bliższe ideałom rezerwowanym dla facetów). Nie oznacza to jednak zaburzenia relacji w pozostałych aspektach życia. Odczucia (jeśli można takowe mieć), co do roli „kto rządzi w związku” są bardzo rozjechane, Jej wydaje się, że ja, mi wydaje się, że Ona. Podejmujemy decyzję wspólnie, po analizach, dyskusjach, przedstawiając różne punkty widzenia i wypracowując kompromisy, jeśli nasze zdania różnią się w pewien sposób.

Doroya napisał/a:

trwaj w swoich starannie wypracowanych imaginacjach, są bezpieczne i pozwalają nie widzieć tego, co się naprawdę dzieje.
na jakiś czas na pewno starczy.
a potem znowu coś wymyślisz.

Być może tak jest, tak właśnie postępuję nie mając tego świadomości, dlatego piszę tutaj starając się chyba odnaleźć w tym wszystkim siebie, kim jestem, co czuję, dokąd zmierzam?

Let_it_go napisał/a:

Jedyne co jest mi bliskie to znajomości z kobietami, które przypominają mi zachowaniem Twoją żonę. Myślę, że dobrze oceniasz, że gruntem wszystkiego jest potrzeba podreperowania niskiego poczucia wartości, a może nadrobienia lat w których to niskie poczucie wartości jej doskwierało. Może teraz poczuła wiatr w skrzydłach i coś czego nigdy nie doznała - adorację, sukcesy w pracy, satysfakcję i chciała zaznać trochę uciech, które ją ominęły gdy zahukanie ją blokowało?


Wiesz, bardzo ucieszyłbym się, gdyby tak było. Jej szczęście było, by moim szczęściem. Bardzo chciałem i chcę, aby czułą radość realizując się na różnych płaszczyznach życia, w tym przypadku zawodowego i towarzyskiego zarazem. Nie bronię i nie zazdroszczę Jej tego, pozostaje tylko pytanie, czy jest to dla Niej tak coś obcego, że dostając to posuwa się do kłamstw, by móc cieszyć się tym? Wiem, że nie można mierzyć kogoś swoją miarką, ale ja czułbym ogromną potrzebę współdzielenia tego z Nią, Ona poczuła, że Ja będę zazdrosny, nie zrozumiem tego.

Let_it_go napisał/a:

A mówiąc bardziej brutalnie: Twoja żona nie widzi w Tobie tej zabawy, "spontanu" i adrenaliny, którą dostarczają jej wyjazdy. Widzi w Tobie kogoś statecznego, kogo zna na wylot, bo jak sam piszesz jesteś o wiele bardziej wylewny. Obecnie, po tym wszystkim domyślam się że od rana do wieczora jedyne o czym myślisz to to co Twoja żona robi, o czym rozmawia i czy z kimś pisze. Żyjesz nią i masz depresję, bo całość radości z życia uzależniasz od ruchów swojej żony.

Chyba trafiłaś celnie w punkt, tak chyba było przez ostatnie miesiące po tym wydarzeniu. Chyba nie potrafię się pogodzić sam z sobą. W zeszłym roku po swoich okrągłych urodzinach zrobiłem sobie pewien rachunek sumienia, zastanowiłem się nad swoim życiem, związkiem oraz dopadł mnie chyba syndrom nieuchronności końca swojego istnienia. Postanowiłem, więc coś w życiu zmienić. W związku stałem się innym człowiekiem, dawałem jeszcze więcej siebie, zachowywałem się jak szczeniak na randkach, tak poczułem znów motylki w brzuchu, były spontany, wyjazdy etc.
W jej oczach jednak była to zmiana nietrwała jak powiedziała, świadomość tego, że to pewnie tylko na chwilę, że jest to ulotne i minie, rozmawiałem o tym z nią już po tym wszystkim i było to Jej szczere wyznanie.
Być może dlatego tak boli, że podjąłem próby ale chyba było na nie już zbyt późno, bo trwały tylko prawie cztery miesiące przed tym wydarzeniem.

Let_it_go napisał/a:

Jaki jesteś gdy wraca z pracy? Smutny, czekający i łaknący dowodów jej miłości? Przepraszam, jeśli trochę przesadzam z opisem, ale jeśli tak jest choć po części to najlepsze co możesz obecnie zrobić dla swojego związku, dla siebie i swojej żony to powinieneś stać się kimś kto ją zaskoczy. Mam na myśli to, abyś przeniósł punkt zainteresowania z jej osoby na swoją. Przestań analizować co robi, zrobiła lub nie zrobiła. Powstrzymuj się od dzielenia się uczuciami, od zadwania pytań zacznij się uśmiechać sam do siebie, wymyślaj sobie zajęcia poza domem, bądź w dobrym humorze. Zacznij budować część życia do którego masz dostęp tylko Ty: sport, hobby itp. Może na początku na siłę, ale chodzi głównie o to, żebyś sprawiał wrażenie faceta, który MA SWOJE ŻYCIE oprócz zamartwiania się poczynaniami żony. Gdy widzicie się po pracy ona musi czuć, że konkuruje o Twoją uwagę i czas, że są elementy w Twoim życiu, które sprawiają Ci radość i satysfakcję może nawet na równi z nią. Musisz nauczyć oddzielać się swoje poczucie szczęścia od tego, co ona robi lub nie. Stań się trochę tajemniczy, nieuchwytny.

Wiesz, masz chyba w tym wszystkim sporo racji, żyłem do tej pory trochę Jej życiem, czuję, że chyba to ja dopasowywałem się do niej a nie my do siebie. Zastępowałem Jej koleżanki biegając wraz z Nią po galeriach i stając się prawie specjalistą w trendach i wyszukiwaniu perełek, poznałem Jej gust, rozmiary kiecek biorąc już na oko bez zaglądania na metki, patrząc się z politowaniem na facetów oczekujących przed sklepem z niecierpliwością „kiedy ona już wyjdzie” sam stając się pewnie obiektem żartów w ich oczach. Zastanawiam się tylko co mogłem i mogę zrobić, jeśli Ona nie przejawia chęci zacieśniania kontaktów z kimkolwiek pomimo moich nalegań, „wyjdź gdzieś, jedź z koleżankami…” Dawno temu powiedziała mi, że jest nieszczęśliwa sama z sobą, że taka jest, że ma takie blokady w stosunku do innych ludzi, że musi kogoś bardzo dobrze poznać, aby choć troszeczkę móc rozmawiać o sobie, że jest chora i ma wiele cech zespołu Aspergera, robiła nawet testy i wyniki były na skraju normy. Z tego co ja obserwuję nie ma wielkiego problemu z poznawaniem osób, lecz z chęcią podtrzymania relacji z nimi, sama powiedziała, że chce nad tym pracować z psychologiem.
Zadawałem Jej ostatnio mnóstwo pytań o tamte wydarzenia chcąc zrozumieć Jej sposób zachowania i uczucia. Gdy zapytałem dlaczego się zgodziła z nim zatańczyć w parze odpowiedziała, że nie poprosił, chwycił Ją za ręce i zaczęli tańczyć a Ona czuła się zaskoczona sytuacją, odparła, że ma straszny problem w takich chwilach przytaczając sytuację z życia, kiedy to nie znalazła argumentów jak udzielić riposty komuś, kto zachował się arogancko w stosunku do Niej nie mając racji, że przychodzi to dopiero po pewnym czasie i wie dopiero jak się zachować, co odpowiedzieć, lecz w chwili kiedy to się dzieje jest sparaliżowana. Użyłem wówczas niewybrednego przykładu, co będzie w chwili, gdy ktoś złapie Cię „w tym miejscu” popłyniesz, bo nie będziesz wiedziała, jak się zachować? Odparła, że w kwestiach tak fundamentalnych posiada kręgosłup moralny.


Let_it_go napisał/a:

Po co to wszystko? Twoja żona nigdy nie będzie próbował odbudować zaufania, które u Ciebie straciła jeśli nie zacznie czuć, że wymykasz się jej z rąk. Ona nie czuje, że musi w ogóle na Ciebie pracować. Nie czuje, że musi dwoić się i troić (bo zapewne to w jakimś stopniu zapewniłoby Cię o jej uczuciach. A powinna.
Powinna czuć że właściwie masz alternatywy skoro ona nie spełnia Twoich warunków, że nie jesteś zdesperowany, że nie myślisz o niej cały dzień.. Póki co ona to wszystko czuje i póki co jesteś dla niej trochę jak kawałek mieszkania, mebel, może sprzęt AGD, który zawsze w domu będzie stał. Sam się nie ruszy i nie wyniesie to o co tu się bać? Ona poczeka aż emocje Ci opadną i wszystko będzie ok. Nigdy nie otrzymasz dowodów skruchy na które czekasz, bo ona wie, że i tak zostaniesz.

Znów chyba trafnie, jestem teraz na etapie (tak mi się przynajmniej wydaje), że nie chcę roztrząsać już tego co się stało, dlaczego itd. Chcę chyba zacząć swoje. życie układać od nowa, jestem w chwili i z poczuciem, że nic już nie mam (Żony, życia zawodowego, życia towarzyskiego, pasji). Nie chcę nikogo udawać na siłę, kim nie jestem, nie potrafię hamować okazywania swoich uczuć, chyba nie chcę tego robić bo stoi to w sprzeczności z tym kim jestem, nie chcę zakładać maski sztuczności. Postaram się jednak z psychiatrą i psychologiem odnaleźć siebie na tym świecie, taki teraz mam cel.

Let_it_go napisał/a:

Myślę, że jeśli choć trochę popracujesz nad sobą to podreperuje to nie tylko waszą relację ale i Twój stan zdrowia.

Tak też zamierzam

Wszystko co wcześniej powiedziała okazało się kłamstwem, tak brnęła w to. Znam mnóstwo osób z Jej pracy, tak on ma rodzinę, napisałem wcześniej do niego w afekcie, że gratuluję mu, że udało mu się rozpierd... moje małżeństwo, nic nie odpisał.

maku2 napisał/a:

[Dlatego zwracam Ci uwagę że to co ona mówi nawet teraz nie musi być prawdą, Ty teraz musisz wszystko zweryfikować. Nie chce mi się wierzyć ze nie wiedziała co robi.

Maku, przepraszam nie chcę już dalej chyba w ten sposób tematu tego roztrząsać, bawić się w szpiega, dochodzić, knuć. Czemu to niby ma służyć? Zrobiła i tyle, zraniła, upokorzyła, pozbawiła złudzeń, wyobrażeń. Zniszczyła to co było pomiędzy nami (jeśli coś było, jeśli nie były to tylko moje wyobrażenia), nas już i tak nie ma, w tej formule nas już nie ma, ona (ta formuła) się wyczerpała, brnąc tak dalej żadne z nas nie będzie szczęśliwe, więc nie widzę sensu w tym, abym to ja starał się za nią myśleć i próbować zrozumieć, dojdzie lub nie do tego sama z psychologiem. Dla mnie najważniejszy teraz staję się JA. Dziękując Ci za wszystkie uwagi, otwieranie oczu na wszelkie zachowania itp. Stawiam kropkę w dociekaniach nad samymi wydarzeniami, nie potrzebuję już dłużej babrać się w g…. z przeszłości, na które i tak już nikt nie ma wpływu, wydarzyły się i nikt, ani nic nie jest w stanie tego zmienić.

Alexissixela napisał/a:

A moze Wloch znalazl teraz inna na celowniku, skoro to taki casanova i stad ta skrucha u zony? Zdala sobie sprawe jak naiwna byla myslac,ze jest wyjatkowa dla niego?

Nie wiem i chyba już nie chcę tego wiedzieć

Alexissixela napisał/a:

A moze Wloch znalazl teraz inna na celowniku, skoro to taki casanova i stad ta skrucha u zony? Zdala sobie sprawe jak naiwna byla myslac,ze jest wyjatkowa dla niego?

maku2 napisał/a:

To raczej było inaczej, ona nie liczyła na jakiś związek, raczej na przygodę. Jak sam autor zauważył mogła chcieć się zabawić jak koleżanki. Pech dla niej że mąż się połapał i pod znakiem zapytania stanęło 20 lat małżeństwa i to dla kogo, a właściwie dla czego? chwili uniesienia?. A Włosi no cóż ... mają powodzenie u Polek.

bardziej prawdopodobne, lecz w chwili obecnej chyba nie mające już dla mnie żadnego znaczenia. Zrobiła to i tyle. Nie wiem czy spali ze sobą czy nie i chyba nie chcę wiedzieć, czy była inna forma bliskości cielesnej, emocjonalnej, tylko koleżeńskiej, czy były fascynacje, czy tylko grzeczność koleżeńska? Dla mnie najważniejszym jest, że skłamała, tak dla mnie to zdrada!!! czy się to komuś podoba, czy nie. Tak ja to czuję i tak ja to widzę. Co człowiek to inna definicja zdrady, dla Niej zdrada to kontakt cielesny, dla mnie nawet zamiar okłamania. Tak mamy różne katalogi wartości, niestety wyszły one dopiero teraz. Jedno co czuję, to fakt, że w moim życiu nie ma już żadnego marginesu na błąd tego typu, nawet jeśli zapomnę, wybaczę, zaufam to musi mieć świadomość tego co ja definiuję jako zdradę, jeśli tego nie zaakceptuje, nie dopasuje się do tego uważam, że dalsze MY nie ma prawa bytu, chyba, że dojdę do tego jakim jestem psychopatycznym człowiekiem i ktoś przekona mnie, że mój system wartości nie nadaje się do świata współczesnego. Wówczas rozważę, czy pozostać sam na planecie ziemia, czy też postaram się coś zmienić.

26

Odp: Na rozstaju dróg

Piękny wpis Cinek. To o czym piszesz powyżej, to jest to w jaki sposób ja myślę. Ja również mam wysoko postawioną poprzeczkę dotyczącą zdrady. Nie przekonują mnie argumenty, że flirt to nic takiego, ze to taka zabawa. Dla mnie pewne słowa, sytuacje, zachowania są przeznaczone tylko dla najbliższej osoby. Jeżeli bawimy się nimi z innymi, to jaki to ma sens.Czasami myślę, ze może przesadzam ale tak to widzę.cieszę się ze nie jestem sama z takim myśleniem. życzę Ci żebyś się z tym wszystkim uporał.

27

Odp: Na rozstaju dróg

Witaj
Nie wiem co Ciebie "kopnęło" ale musiał to być silny i celny kop że się tak zdołowałeś.  Widzę że już masz dość i postanowiłeś się wycofać i będziesz czekać co przyniesie los w sprawie małżeństwa? Nie dziwie się, to potrafi człowieka zemleć i wypluć. Postanowiłeś zająć się sobą i dobrze, przewartościować swoje podejście do małżeństwa to bardzo słuszne podejście. Tamto małżeństwo już nie istnieje, teraz jeśli masz siłę ochotę możesz spróbować zbudować inne, mniej wyidealizowane pełen świadomości wad partnera. Czy się uda? Może kiedyś napiszesz że tak, udało się.
Tego Wam życzę. 
Nie wiem czy szykujesz się do odejścia czy będziesz odbudowywał to małżeństwo ale jeśli wybrałeś 2 wariant, to nie możesz stanąć obok. Nie można odbudowywać małżeństwa nie przerobiwszy powodu zdrady i samej zdrady. Jeśli przejdziesz nad tym teraz bez żadnej rozkminy to i tak to kiedyś Ciebie dopadnie, gdyż cały czas będziesz miał z tyłu głowy znak zapytania – czy się przespali. Dlatego pisałem o wariografie, nie dlatego żeby dało jej alibi ale żeby uspokoić Twoją głowę w aspekcie zdrady fizycznej. Nie możesz tego zaniedbać, żebyś kiedyś w kłótni czy kłótniach nie wypominał tej zdrady a jeśli będziesz wiedział że do niej nie doszło to tego nie zrobisz. Jeśli skorzystasz z wariografu i się okaże, że nie zdradziła fizycznie to i tak się Tobie nie dziwię, że czujesz się zdradzony.
Nie możesz uciekać od trudnych pytań i ciężkich odpowiedzi a chyba to robisz:

Do dzisiaj nie wiem i chyba nie chcę do tego wracać, skąd wzięły się podejrzenia mojej mamy aby podjechać tam i sprawdzić, czy coś wiedziała?, czy coś podsłuchała?, czy była to intuicja?

Czy wtedy przerobiłeś przyczynę jej zachowania? Z tego co piszesz to nie, ona swoją postawę wytłumaczyła sobie prawdopodobieństwem Twojego podobnego zachowania na imprezach.

Staraliśmy się wyjaśnić tą sytuację, Ona zarzucała mi, że pewnie to samo robię na moich wyjazdach służbowych, integracyjnych, ja usilnie próbowałem wytłumaczyć

Oczywiście zaprzeczyłeś, tłumaczyłeś ale czy to do niej dotarło? jak widać nie.

Udało mi się o tym zapomnieć, zracjonalizowałem to sobie niedojrzałością, nowym środowiskiem, nie do końca wypracowaną świadomością jak się zachować, zrobiłem wszystko aby o tym już nigdy nie myśleć, nie analizować, nie stawiać pytań.

Czy widzisz teraz o co mi chodzi? robisz teraz dokładnie to co wtedy:
-chcesz zapomnieć
-chcesz nie analizować
-chcesz nie stawiać pytań
-chcesz nie myśleć
czyli chcesz zamieść sprawę pod dywan na zasadzie stanę obok nic nie zrobię, zepsuła niech naprawi.

Tylko mówiąc tak to i tak ją tłumaczysz i tak cześć jej winy bierzesz na siebie np.:

Być może dlatego tak boli, że podjąłem próby ale chyba było na nie już zbyt późno, bo trwały tylko prawie cztery miesiące przed tym wydarzeniem.

Czyli :

W związku stałem się innym człowiekiem, dawałem jeszcze więcej siebie, zachowywałem się jak szczeniak na randkach, tak poczułem znów motylki w brzuchu, były spontany, wyjazdy etc.

I to było mało? A spytałeś ją jak ona to sobie wyobrażała? Chciała mieś codziennego harlequina?

...zastanowiłem się nad swoim życiem, związkiem oraz dopadł mnie chyba syndrom nieuchronności końca swojego istnienia. Postanowiłem, więc coś w życiu zmienić.

Dlaczego chciałeś coś zmienić było źle? Małżeństwo się waliło? Nie okazywałeś uczuć? Zimna ryba?

W jej oczach jednak była to zmiana nietrwała jak powiedziała, świadomość tego, że to pewnie tylko na chwilę, że jest to ulotne i minie, rozmawiałem o tym z nią już po tym wszystkim i było to Jej szczere wyznanie.

Czy to oznacza że już wtedy czułeś że coś jest nie halo? I stąd ta próba zmiany? Przeczucie, obserwacja?

Piszesz że chcesz zmiany ale robisz dokładnie to co wtedy – uciekasz:

jestem teraz na etapie (tak mi się przynajmniej wydaje), że nie chcę roztrząsać już tego co się stało, dlaczego itd. Chcę chyba zacząć (swoje)życie układać od nowa, jestem w chwili i z poczuciem, że nic już nie mam (Żony, życia zawodowego, życia towarzyskiego, pasji). Nie chcę nikogo udawać na siłę, kim nie jestem, nie potrafię hamować okazywania swoich uczuć, chyba nie chcę tego robić bo stoi to w sprzeczności z tym kim jestem, nie chcę zakładać maski sztuczności. Postaram się jednak z psychiatrą i psychologiem odnaleźć siebie na tym świecie, taki teraz mam cel

Niby nie ma w tym nic złego ale dlaczego uważasz że to Ty masz się zmienić? Według mnie masz zdrowy kręgosłup moralny, zdrowe podejście do małżeństwa, do kwestii zaufania w małżeństwie i zasad jakie w nim maja panować. To dlaczego znowu Ty masz się zmieniać i sobie przetłumaczyć na siłę że problemem jesteś Ty? To ona Ciebie okłamała, to ona zawiodła Twoje zaufanie, to ona Ciebie zdradziła, to ona zawiniła i to ona powinna pracować nad sobą i waszym małżeństwem jeśli chcesz dać jej szansę.
Ty nie musisz zmieniać czy tez naginać kręgosłupa bo on jest w porządku, jedyna zmiana jaką musisz zrobić to przewartościować swoje podejście do żony i Waszego małżeństwa. Tz. zdejmij ją z piedestału, patrz na nią jak na człowieka który ma wady, nie stawiaj ją na 1 miejscu (postaw ją co najwyżej obok siebie nigdy nad sobą)
Mamy bardzo podobne spojrzenie czy też podejście do tematu małżeństwa i zasad tam panujących, chociaż inaczej rozwiązujemy problemy. Ja rozbijam problem na atomy i to dosłownie, po co? żeby wyjaśnić problem i już do niego nie wracać skoro już wszystko zostało wyjaśnione.   
Również nie lubię być okłamywany, dam Ci przykład – kilkanaście lat temu żona poszła na imprezę z pracy gdzie miały być tylko koleżanki, zawiozłem – odebrałem, standard. Ale po jakimś czasie a właściwie na drugi dzień dowiaduję się od kolegi jak to fajnie się żona bawiła(cześć lokalu wynajętego ale druga część swobodny dostęp z zewnątrz) na imprezie. No i zgrzyt miały być same laski a tu faceci? Impreza składkowa, lokal rezerwacja, to skąd faceci na zamkniętej imprezie? No i się okazało że to koledzy z pracy, hmmm to czemu mi mówiła, że same laski? a żebym się nie denerwował. No to jej powiedziałem że skoro tak dba o moja formę psychiczną to już na taką imprezę nie pójdzie – tak żebym się nie denerwował. I co? i już nie poszła, nawet się nie pytała czy może.
Ktoś teraz zarzuci jakim prawem zabraniałem, wolność itd. itp. dlaczego tak postąpiłem? Bo zostałem okłamany, oszukany. I dlatego musiała ponieść konsekwencje swojego zachowania, w małżeństwie NIE MOŻNA okłamywać partnera.
Widzisz mieliśmy podobną sytuację i gdyby impreza mojej żony odbyła się w innym mieście, czy tam kraju, miałbym podobną zagwustkę jak Ty ale odbyła się na miejscu zawiozłem-przywiozłem, nie szykowała się do tego miesiącami. Jestem wstanie zrozumieć co teraz masz w głowie.
Moja rada problem musi być przez Was przerobiony RAZEM nie możesz stać z boku, idźcie na terapie małżeńską, jak fachowiec zadecyduje że indywidualna idź ale nie stój z boku bo nic się nie zmieni.

28

Odp: Na rozstaju dróg
anna67 napisał/a:

Piękny wpis Cinek. To o czym piszesz powyżej, to jest to w jaki sposób ja myślę. Ja również mam wysoko postawioną poprzeczkę dotyczącą zdrady. Nie przekonują mnie argumenty, że flirt to nic takiego, ze to taka zabawa. Dla mnie pewne słowa, sytuacje, zachowania są przeznaczone tylko dla najbliższej osoby. Jeżeli bawimy się nimi z innymi, to jaki to ma sens.Czasami myślę, ze może przesadzam ale tak to widzę.cieszę się ze nie jestem sama z takim myśleniem. życzę Ci żebyś się z tym wszystkim uporał.

Dziękuję Anna, czy piękny? W obliczu tego wszystkiego raczej żałosny i pogrążający mnie w nieszczęściu. Można przyjąć w życiu różne wartości, lecz niektóre z nich będą ranić osoby je wyznające, może mam też żal do samego siebie za te wartości, może z uporem maniaka trwam przy nich wbrew światu. Nie wiem, na wiele pytań nie znam jeszcze odpowiedzi. Wiem jedno – wartości te zaprowadziły mnie na samo dno.

maku2 napisał/a:

Witaj
Nie wiem co Ciebie "kopnęło" ale musiał to być silny i celny kop że się tak zdołowałeś.  Widzę że już masz dość i postanowiłeś się wycofać i będziesz czekać co przyniesie los w sprawie małżeństwa? Nie dziwie się, to potrafi człowieka zemleć i wypluć. Postanowiłeś zająć się sobą i dobrze, przewartościować swoje podejście do małżeństwa to bardzo słuszne podejście. Tamto małżeństwo już nie istnieje, teraz jeśli masz siłę ochotę możesz spróbować zbudować inne, mniej wyidealizowane pełen świadomości wad partnera. Czy się uda? Może kiedyś napiszesz że tak, udało się.
Tego Wam życzę.

Zdrowo kopnęło, dostałem strzał, którego być może się spodziewałem, ale na który nie byłem gotowy.
Chyba już nie chcę czekać co przyniesie los w sprawie naszego małżeństwa, ono się zakończyło z chwilą Jej świadomego czy nie zachowania, ubodła mnie w tym miejscu, w którym się tego nie spodziewałem, wsadziła nóż w plecy i miesiącami nim wierciła, aby dobrze bolało, abym dobrze zapamiętał ten ból (kłamstwa, brak empatii, brak chęci dania dowodów zakończenia bliższych ich relacji, definitywnego zakończenia tego, zmiany pracy i odcięcia się od tego wszystkiego) pomimo upływu tylu miesięcy boli i nie chce się ani trochę zabliźnić. Wielokrotnie miała okazję ten nóż wyciągnąć, przyłożyć opatrunek, przytulić – tylko przytulała, nóż miał się dobrze.
Czy mam ochotę spróbować zbudować inne? raczej nie, ani z Nią, ani z żadną inną kobietą. Tak, chce pozostać sam na planecie ziemia ze swoimi uczuciami, dotarło do mnie jaką jestem słabą jednostką, jak bardzo chciałem dawać swoją bezgraniczną miłość, wiarę i zaufanie oczekując tego samego w zamian. Jest mi trochę wstyd przed samym sobą, że przez 40 lat swojego życia wierzyłem w św. Mikołaja a on nie istnieje, tak było z moją miłością, myślałem, że istnieje idealna, że przecież jak się kogoś kocha to nie można go zranić, nie tak.

maku2 napisał/a:

Nie wiem czy szykujesz się do odejścia czy będziesz odbudowywał to małżeństwo ale jeśli wybrałeś 2 wariant, to nie możesz stanąć obok. Nie można odbudowywać małżeństwa nie przerobiwszy powodu zdrady i samej zdrady. Jeśli przejdziesz nad tym teraz bez żadnej rozkminy to i tak to kiedyś Ciebie dopadnie, gdyż cały czas będziesz miał z tyłu głowy znak zapytania – czy się przespali. Dlatego pisałem o wariografie, nie dlatego żeby dało jej alibi ale żeby uspokoić Twoją głowę w aspekcie zdrady fizycznej. Nie możesz tego zaniedbać, żebyś kiedyś w kłótni czy kłótniach nie wypominał tej zdrady a jeśli będziesz wiedział że do niej nie doszło to tego nie zrobisz. Jeśli skorzystasz z wariografu i się okaże, że nie zdradziła fizycznie to i tak się Tobie nie dziwię, że czujesz się zdradzony.

Raczej na wariant nr 2 nie jestem gotowy, nie potrafię, nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafił. W uczucia moje wkrada się obojętność, zamykam się w swojej skorupie, aby nikt nie mógł mnie już skrzywdzić, chcę być już tylko sam ze sobą.

maku2 napisał/a:

Nie możesz uciekać od trudnych pytań i ciężkich odpowiedzi a chyba to robisz:

Zwyczajnie nie mam już sił pytać Jej o cokolwiek, wciąż słyszę to samo, nie wiem dlaczego, nie pamiętam… nie są to odpowiedzi, które pomagają mi w czymkolwiek.

Do dzisiaj nie wiem i chyba nie chcę do tego wracać, skąd wzięły się podejrzenia mojej mamy aby podjechać tam i sprawdzić, czy coś wiedziała?, czy coś podsłuchała?, czy była to intuicja?

maku2 napisał/a:

Czy wtedy przerobiłeś przyczynę jej zachowania? Z tego co piszesz to nie, ona swoją postawę wytłumaczyła sobie prawdopodobieństwem Twojego podobnego zachowania na imprezach.

Zgadza się, nie przerobiliśmy tego i wróciło.

Staraliśmy się wyjaśnić tą sytuację, Ona zarzucała mi, że pewnie to samo robię na moich wyjazdach służbowych, integracyjnych, ja usilnie próbowałem wytłumaczyć

maku2 napisał/a:

Oczywiście zaprzeczyłeś, tłumaczyłeś ale czy to do niej dotarło? jak widać nie.

Jak widać, moje słowa, szczerość w każdym calu, otwartość to było zbyt mało, ciężko było pojąć, że znalazła osobę na świecie, która chce dla Niej dobrze. Na domiar złego zaproponowała, abym ja też usiadł na wariograf i odpowiedział na pytania, czy całe życie z Nią przestrzegałem tych swoich wartości – poczułem się, jak gdybym dostał w twarz, jak gdyby to co w życiu robiłem przez 20 lat naszego związku było niczym, jak gdybym starał się na próżno, wyszło na to, że Ona nigdy mi nie ufała.

Udało mi się o tym zapomnieć, zracjonalizowałem to sobie niedojrzałością, nowym środowiskiem, nie do końca wypracowaną świadomością jak się zachować, zrobiłem wszystko aby o tym już nigdy nie myśleć, nie analizować, nie stawiać pytań.

Czy widzisz teraz o co mi chodzi? robisz teraz dokładnie to co wtedy:
-chcesz zapomnieć
-chcesz nie analizować
-chcesz nie stawiać pytań
-chcesz nie myśleć

maku2 napisał/a:

czyli chcesz zamieść sprawę pod dywan na zasadzie stanę obok nic nie zrobię, zepsuła niech naprawi.

Już nic nie chcę, nie mam sił walczyć, starać się zrozumieć, Ona w najmniejszym stopniu nie pomogła mi tego zrozumieć. Zniszczyła mnie jako człowieka, nie zrobiła kompletnie nic co mogło by, choć trochę dać mi nadzieję w to, że chce naszego dobra. Tak dociera, we wszystkim co robi chce tylko swojego dobra, praca, relacje… Wiesz, jak zabolała sytuacja, kiedy to po tych wszystkich wydarzeniach poprosiłem ją, aby wzięła urlop na żądanie i została ze mną w domu wyjaśnić, porozmawiać? Zadzwoniła wówczas do swojego przełożonego, że nie może dzisiaj pojawić się w pracy, lecz niech przekierują telefony na jej komórkę oraz, że podjedzie po laptopa za dwie godziny i będzie pracować w domu. Mój świat sypał się jak domek z kart a Ona znów próbowała upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.


maku2 napisał/a:

Tylko mówiąc tak to i tak ją tłumaczysz i tak cześć jej winy bierzesz na siebie np.:

Być może dlatego tak boli, że podjąłem próby ale chyba było na nie już zbyt późno, bo trwały tylko prawie cztery miesiące przed tym wydarzeniem.

maku2 napisał/a:

Czyli :

W związku stałem się innym człowiekiem, dawałem jeszcze więcej siebie, zachowywałem się jak szczeniak na randkach, tak poczułem znów motylki w brzuchu, były spontany, wyjazdy etc.

maku2 napisał/a:

I to było mało? A spytałeś ją jak ona to sobie wyobrażała? Chciała mieś codziennego harlequina?

Nie wiem, nie drążyłem tego więcej, jedyne co odpowiedziała to, że nie widziała w tym czegoś trwałego, co będzie na dłużej. Boli to okrutnie, bo podjąłem rękawice i starałem się dać powiew świeżości w naszym związku, który najzwyczajniej w świecie na etapie dzieci stał się trochę kolejnym etatem.

...zastanowiłem się nad swoim życiem, związkiem oraz dopadł mnie chyba syndrom nieuchronności końca swojego istnienia. Postanowiłem, więc coś w życiu zmienić.


maku2 napisał/a:

Dlaczego chciałeś coś zmienić było źle? Małżeństwo się waliło? Nie okazywałeś uczuć? Zimna ryba?

Tak jak wyżej wspomniałem nasze małżeństwo było na etapie „rutyny wychowawczej”, dzieci, praca, dobra materialne przysłoniły trochę w tym wszystkim NAS. Ona miała pretensje, że pracuje na dwa etaty, że wracam do domu późnym wieczorem, że nie mam siły dojść nawet do sypialni, że potrzebowała wówczas mojej bliskości. Tak było nie zaprzeczę temu, okazywałem uczucia jak mogłem, lecz sam miałem świadomość, że to jest mało, że na więcej mnie stać, stąd takie przemyślenia i stąd taka zmiana. Sygnalizowała mi to, lecz nigdy nie pierdyknęła pięścią w stół i nie powiedziała: „nie chcę tak żyć”.

W jej oczach jednak była to zmiana nietrwała jak powiedziała, świadomość tego, że to pewnie tylko na chwilę, że jest to ulotne i minie, rozmawiałem o tym z nią już po tym wszystkim i było to Jej szczere wyznanie.

maku2 napisał/a:

Czy to oznacza że już wtedy czułeś że coś jest nie halo? I stąd ta próba zmiany? Przeczucie, obserwacja?

Tak jak powyżej, miałem uczucia, że stać mnie na dużo więcej.

maku2 napisał/a:

Piszesz że chcesz zmiany ale robisz dokładnie to co wtedy – uciekasz:

jestem teraz na etapie (tak mi się przynajmniej wydaje), że nie chcę roztrząsać już tego co się stało, dlaczego itd. Chcę chyba zacząć (swoje)życie układać od nowa, jestem w chwili i z poczuciem, że nic już nie mam (Żony, życia zawodowego, życia towarzyskiego, pasji). Nie chcę nikogo udawać na siłę, kim nie jestem, nie potrafię hamować okazywania swoich uczuć, chyba nie chcę tego robić bo stoi to w sprzeczności z tym kim jestem, nie chcę zakładać maski sztuczności. Postaram się jednak z psychiatrą i psychologiem odnaleźć siebie na tym świecie, taki teraz mam cel

maku2 napisał/a:

Niby nie ma w tym nic złego ale dlaczego uważasz że to Ty masz się zmienić? Według mnie masz zdrowy kręgosłup moralny, zdrowe podejście do małżeństwa, do kwestii zaufania w małżeństwie i zasad jakie w nim maja panować. To dlaczego znowu Ty masz się zmieniać i sobie przetłumaczyć na siłę że problemem jesteś Ty? To ona Ciebie okłamała, to ona zawiodła Twoje zaufanie, to ona Ciebie zdradziła, to ona zawiniła i to ona powinna pracować nad sobą i waszym małżeństwem jeśli chcesz dać jej szansę.


No i dochodzimy chyba do sedna. Nie wiem na tym etapie czy będę kiedykolwiek gotowy na danie komukolwiek szansy dotarcia tak blisko mnie, najzwyczajniej w świecie boję się, tak są to słowa faceta a być może zniewieściałej cioty.
Ponowna próba zbudowania wszystkiego od nowa z Żoną obarczona będzie ryzykiem wystąpienia tych samych lub podobnych okoliczności w przyszłości, może się zarzekać, że nie zrobi takich głupot, że teraz wie co czuję, jak to odbieram, lecz we mnie chyba wygasła nadzieja na to, że zrozumiała, bo przecież dalej nie zrobiła nic, aby dać mi choć mały dowód na to, tak potrzebuję dowodów a nie tylko słów!!!, być może w same słowa już najnormalniej w świecie nie wierzę.
Budowanie czegokolwiek od początku z innym partnerem jest poza moim zasięgiem emocjonalnym, wciąż kocham i kochać będę swoją Żonę, mówią, że z czasem się zapomina, że mija, przepraszam, ale nie daję wiary w to.


maku2 napisał/a:

Ty nie musisz zmieniać czy tez naginać kręgosłupa bo on jest w porządku, jedyna zmiana jaką musisz zrobić to przewartościować swoje podejście do żony i Waszego małżeństwa. Tz. zdejmij ją z piedestału, patrz na nią jak na człowieka który ma wady, nie stawiaj ją na 1 miejscu (postaw ją co najwyżej obok siebie nigdy nad sobą)
Mamy bardzo podobne spojrzenie czy też podejście do tematu małżeństwa i zasad tam panujących, chociaż inaczej rozwiązujemy problemy. Ja rozbijam problem na atomy i to dosłownie, po co? żeby wyjaśnić problem i już do niego nie wracać skoro już wszystko zostało wyjaśnione.

No i widzisz, ja chyba nie chcę się zmieniać, dla mnie miłość z całą otoczką uczuć i pragnień jest dwukolorowa, nie przewiduję tam miejsca ma odcienie szarości. Najzwyczajniej w świecie nie potrafię kogoś kochać i nie traktować jak No1, nie umiem, chyba nie chcę, bo wywoła to we mnie poczucie bycia sprzecznym z samym sobą. 

maku2 napisał/a:

Również nie lubię być okłamywany, dam Ci przykład – kilkanaście lat temu żona poszła na imprezę z pracy gdzie miały być tylko koleżanki, zawiozłem – odebrałem, standard. Ale po jakimś czasie a właściwie na drugi dzień dowiaduję się od kolegi jak to fajnie się żona bawiła(cześć lokalu wynajętego ale druga część swobodny dostęp z zewnątrz) na imprezie. No i zgrzyt miały być same laski a tu faceci? Impreza składkowa, lokal rezerwacja, to skąd faceci na zamkniętej imprezie? No i się okazało że to koledzy z pracy, hmmm to czemu mi mówiła, że same laski? a żebym się nie denerwował. No to jej powiedziałem że skoro tak dba o moja formę psychiczną to już na taką imprezę nie pójdzie – tak żebym się nie denerwował. I co? i już nie poszła, nawet się nie pytała czy może.
Ktoś teraz zarzuci jakim prawem zabraniałem, wolność itd. itp. dlaczego tak postąpiłem? Bo zostałem okłamany, oszukany. I dlatego musiała ponieść konsekwencje swojego zachowania, w małżeństwie NIE MOŻNA okłamywać partnera.

Widzisz, nie potrafię tak, nie mogę znieść nawet faktu, że mam Jej czegokolwiek zakazać, czuję się z tym obrzydliwie. Z chwilą, kiedy powiedziałem Jej, że moje zaufanie leży i kwiczy i może zapomnieć o wycieczkach, kolacjach, wyjazdach, moja dusza wyła do księżyca – co ty robisz? jak nisko upadasz? Przepraszam Cię za te słowa, ale każdy z nas jest inny, ja nie potrafię, nie potrafię tak postępować, bo odczuwam w tym momencie przejawy niewolnictwa, ożeniłaś się ze mną, więc będziesz zachowywać się jak Pan rozkaże, aby nie zawieść jego oczekiwań, mam poczucie egzekwowania miłości, wierności, szczerości, najzwyczajniej w świecie to musi wynikać z Jej uczuć i chęci dawania i odwzajemniania tego mi, a nie wymuszania tego na Niej. Sorki, ale ja na to tak patrzę, może i jestem niepoprawnym romantykiem, idealistą, ale taki jestem.

maku2 napisał/a:

Widzisz mieliśmy podobną sytuację i gdyby impreza mojej żony odbyła się w innym mieście, czy tam kraju, miałbym podobną zagwustkę jak Ty ale odbyła się na miejscu zawiozłem-przywiozłem, nie szykowała się do tego miesiącami. Jestem wstanie zrozumieć co teraz masz w głowie.
Moja rada problem musi być przez Was przerobiony RAZEM nie możesz stać z boku, idźcie na terapie małżeńską, jak fachowiec zadecyduje że indywidualna idź ale nie stój z boku bo nic się nie zmieni.

Tak jak już wyżej wspomniałem ja się chyba poddałem, Żona twierdzi, że to znów depresja odbiera mnie Jej i wciąga coraz mocniej w swoje objęcia, lecz mi wydaje się, że w całym tym obłędzie staram zachować się resztki siebie i swojego dotychczasowego myślenia. Poddałem się, bo nie widzę w Jej oczach prawdziwego zrozumienia, chęci naprawy, odcięcia się od tego, dania jakiegokolwiek namacalnego dowodu, że jestem dla Niej najważniejszy.
Chcę separacji, rozwodu z orzeczeniem Jej winy, abym mógł kiedyś pokazać dzieciom, że tata ich nie zostawił, że nie chciał, aby tak to się skończyło, że miał swoje uczucia. Chcę się kierować Ich dobrem, aby stworzyli dom pełny uczuć wraz z moją exŻoną i Jej nowym partnerem, aby Ona mogła rozpocząć budowanie czegoś na zdrowych fundamentach, z czystym kontem, nie obciążona przeszłością, być może wyciągnie z tego lekcje dla ich związku. Budowanie ze mną obarczone jest dużym ryzykiem (nie wybaczę, nie zapomnę…), więc lepiej dla Nich będzie, jeśli wybierzemy takie rozwiązanie. Dociera do mnie przez jaki ból muszę jeszcze przejść (rozstanie, życie bez Niej, Jej nowy partner…), wiem, będzie bolało, ale muszę zrobić to dla naszych dzieci, dla Ich szczęścia.

29

Odp: Na rozstaju dróg

Czyli chcesz rozwodu?

...wiem, będzie bolało, ale muszę zrobić to dla naszych dzieci, dla Ich szczęścia.

Również dla Twojego szczęścia, teraz tego nie widzisz ale z czasem gdy zamieszkacie osobno gdy nie będziesz widziała jej na codzień Twój ból zacznie się zmniejszać aż kiedyś pewnego dnia złapiesz się na tym, że już dawno o tym nie myślałeś, a wiesz czemu? bo będziesz musiał zajmować się swoim życiem swoimi potrzebami a nie jej.

Chcę separacji, rozwodu z orzeczeniem Jej winy, abym mógł kiedyś pokazać dzieciom, że tata ich nie zostawił, że nie chciał, aby tak to się skończyło, że miał swoje uczucia.

Co do rozwodu z jej winy to będzie problem, nie masz twardych dowodów na jej zdradę, oczywiście rozwód dostaniesz ale pewnie bez orzekania o winie. Gdyż same kłamstwa czy też nie mówienie prawdy nie przesądzi o jej winie dla sądu a dla Ciebie tak.
Szkoda ze zacząłeś tak późno tu pisać że sam męczyłeś się z problemem, dlatego teraz jesteś taki wypompowany.
Czy już jej powiedziałeś że chcesz rozwodu? jak to przyjęła?

Przepraszam Cię za te słowa, ale każdy z nas jest inny, ja nie potrafię, nie potrafię tak postępować, bo odczuwam w tym momencie przejawy niewolnictwa, ożeniłaś się ze mną, więc będziesz zachowywać się jak Pan rozkaże, aby nie zawieść jego oczekiwań, mam poczucie egzekwowania miłości, wierności, szczerości, najzwyczajniej w świecie to musi wynikać z Jej uczuć i chęci dawania i odwzajemniania tego mi, a nie wymuszania tego na Niej.

Widzisz małżeństwo na początku to walka ale nie na pieści ale na charaktery, to wtedy ustalają się granice co mi wolno, co Jej wolno, co Nam wolno, na co ja się godzę na co Ona się godzi. Ja tak to widzę czy źle uważam? myślę że nie. To pozwala poznać partnera jego oczekiwania i ograniczenia i jeśli się na to zgadzamy to żyjemy ze sobą a jeśli nie jesteśmy w stanie się dogadać ....
Ty natomiast przyjąłeś za pewnik że żona powinna przyjąć Twój punkt widzenia wierności, szczerości jeśli Ciebie kocha, ale jak miała to zrobić jeśli jej tego wprost nie powiedziałeś? Szukałeś w niej drugiego siebie? przecież to nie jest możliwe. Nie można wychodzić z założenia że jeśli ja postępuje w ten a nie inny sposób to partner też tak zrobi.
Za pierwszym razem gdy ją złapałeś na kłamstwie, nie przerobiliście tematu i miałeś powtórkę, ja przerobiłem temat i nawet zakazałem jej takich imprez. Gdybyś postąpił podobnie do mnie albo chociaż przegadał temat to może by się nie zdarzyła powtórka z historii bo ona by wiedziała ze postąpiła niewłaściwie w stosunku do Ciebie a tak pewnie pomyślała wtedy, że po prostu się czepiasz i już.
Piszesz o rozwodzie, nie wiem czy nie za szybko. Nie znam jej nie wiem jaka jest na codzień ale nie pisz ze nie wybaczysz tylko że teraz nie jesteś w stanie wybaczyć bo na to jest za wcześnie ale kiedyś pewnie to zrobisz.
Piszesz że nie zapomnisz to prawda nie zapomnisz ale z czasem przestaniesz myśleć o tym codziennie a kiedyś pomyślisz sporadycznie.
Na Twoim miejscu jeszcze raz bym z nią szczerze porozmawiał powiedział wprost to co tu napisałeś oraz poinformowałbym ją o separacji i to oficjalnej. Następnie bym się wyprowadził i jeśli nie zasięgnąłeś pomocy psychiatry to zrób to bo końcówka Twojego postu świadczy że idziesz w kierunku depresji a tym nie pomożesz dzieciom i sobie.
Zamieszkaj osobno to pomoże Tobie złapać oddech ale i uspokoić swoje emocje i myśli - musisz być pewny swoich decyzji.

30

Odp: Na rozstaju dróg

Cinek, trochę zbyt dużo emocji przebija w Twoim poście .
Zbyt dużo by w tym stanie podejmować decyzje o Waszym małżeństwie .

Piszesz, ze żona  chce żebyś Ty poddał się badaniu na wariografie.
Masz coś do ukrycia, obawiasz się tego badania ?

Jeżeli miałoby to być badanie Was oboje , jedno po drugim to dlaczego miałbyś się na nie niezgodzie ?

Kwestia honoru, nieistotna w tym momencie.
Może ona czuje się podobnie jak Ty...

Piszesz, ze o uraziło Ciebie to, ze w czasie urlopu na zadanie, byście mogli porozmawiać , przeniosła biuro do domu.
Natomiast Twoja praca w nadgodzinach kosztem rodziny jest OK.

Coś tu nie gra.

Ochłoń i przemysl to jeszcze raz.

31

Odp: Na rozstaju dróg
maku2 napisał/a:

Ty natomiast przyjąłeś za pewnik że żona powinna przyjąć Twój punkt widzenia wierności, szczerości jeśli Ciebie kocha, ale jak miała to zrobić jeśli jej tego wprost nie powiedziałeś? Szukałeś w niej drugiego siebie? przecież to nie jest możliwe. Nie można wychodzić z założenia że jeśli ja postępuje w ten a nie inny sposób to partner też tak zrobi.
Za pierwszym razem gdy ją złapałeś na kłamstwie, nie przerobiliście tematu i miałeś powtórkę, ja przerobiłem temat i nawet zakazałem jej takich imprez. Gdybyś postąpił podobnie do mnie albo chociaż przegadał temat to może by się nie zdarzyła powtórka z historii bo ona by wiedziała ze postąpiła niewłaściwie w stosunku do Ciebie a tak pewnie pomyślała wtedy, że po prostu się czepiasz i już.

Problem w tym, że powiedziałem! i jasno zakomunikowałem jak się poczułem, że nie akceptuję tańców w parze, a jeśli coś takiego musi się wydarzyć (choć wolę uniknąć takiej sytuacji) to chciałbym o tym wiedzieć na przyszłość. Nie przerabiałem wówczas powodów Jej zachowania, tak – zamiotłem to pod dywan. Kolejny mój błąd polegał na tym, że byłem świadkiem dwa razy odbierając Ją z imprez firmowych plenerowych jak bawi się w parze z kolegami z pracy i nie zareagowałem na to w żaden sposób. Być może miało to wówczas małe dla mnie znaczenie, bo dobrze znałem te osoby i nie czułem zagrożenia, być może odebrał to jako moje przyzwolenie, nie wiem, nie pytałem Ją o to, ale w chwili obecnej jest to już mało istotne.


maku2 napisał/a:

Piszesz o rozwodzie, nie wiem czy nie za szybko. Nie znam jej nie wiem jaka jest na codzień ale nie pisz ze nie wybaczysz tylko że teraz nie jesteś w stanie wybaczyć bo na to jest za wcześnie ale kiedyś pewnie to zrobisz.

Ile według Ciebie ma to trwać? Ciągnie się ponad 7 miesięcy, pomimo wielu rozmów, kłótni nic się nie zmienia, trwa w tym na przeczekanie, wysyła mi sprzeczne sygnały. Raz, że pomimo wszystko będzie o nas walczyć, nie podda się, innym razem szybko irytuje się, kiedy przypomnę niewygodny fakt, który wprowadził mnie w stan, w którym obecnie się znajduję.
Pomimo faktu, że miała po drodze kilkukrotnie okazję, aby udowodnić mi to kim dla Niej jestem, napisać mu wyraźnie, że ma się odp…. od Niej w sferze prywatnej, zrobić coś namacalnego – nie zrobiła nic, wysyłając znów sprzeczne informacje, kto jest dla Niej ważny.

maku2 napisał/a:

Na Twoim miejscu jeszcze raz bym z nią szczerze porozmawiał powiedział wprost to co tu napisałeś

Chyba przeceniasz Jej poziom empatii, rozmawiałem wielokrotnie, próbowałem, starałem się pojąć, zrozumieć, trzymałem Jej stronę, chciałem nawet widzieć w tym wszystkim to czego inni nie dostrzegali, że to przez głupotę, roztargnienie – nic z tego, wciąż nie widzę prawdziwej refleksji, jakiegokolwiek znaku, że chce coś zmienić, odciąć się od relacji z nim.

Secondo1 napisał/a:

Cinek, trochę zbyt dużo emocji przebija w Twoim poście .
Zbyt dużo by w tym stanie podejmować decyzje o Waszym małżeństwie .
Piszesz, ze żona  chce żebyś Ty poddał się badaniu na wariografie.
Masz coś do ukrycia, obawiasz się tego badania ?
Jeżeli miałoby to być badanie Was oboje , jedno po drugim to dlaczego miałbyś się na nie niezgodzie ?
Kwestia honoru, nieistotna w tym momencie.
Może ona czuje się podobnie jak Ty...
Piszesz, ze o uraziło Ciebie to, ze w czasie urlopu na zadanie, byście mogli porozmawiać , przeniosła biuro do domu.
Natomiast Twoja praca w nadgodzinach kosztem rodziny jest OK.
Coś tu nie gra.
Ochłoń i przemysl to jeszcze raz.

Wydaje mi się, że odniosłaś się tylko do mojej ostatniej wypowiedzi, nie zagłębiając się w całość historii, przepraszam, jeśli błędnie to odbieram, ale tak właśnie poczułem, dlaczego?

Secondo1 napisał/a:

Piszesz, ze żona  chce żebyś Ty poddał się badaniu na wariografie.
Masz coś do ukrycia, obawiasz się tego badania ?
Jeżeli miałoby to być badanie Was oboje , jedno po drugim to dlaczego miałbyś się na nie niezgodzie ?
Kwestia honoru, nieistotna w tym momencie.

Widzisz, właśnie problem w tym, że nie mam nic do ukrycia i na Jej propozycję zgodziłem się bez żadnego zastanowienia. Refleksja i paskudne uczucia z tym związane przyszły po fakcie, sam zastanawiałem się co czuję?, dlaczego mi z tym tak źle?, przecież nie mam nic do ukrycia? Odpowiedzi przyszły po kilku dniach: poczułem, że w całym swoim dotychczasowym postępowaniu, moje starania, uczucia, zasady, wszystko to, co do tej pory robiłem, jaki byłem, jak kochałem i jak starałem się Jej nie skrzywdzić dla Niej okazało się niczym, nie wierzy mi, Boże Ona nigdy mi nie wierzyła! Tak, doznałem upokorzenia, to boli, może wydawać się Tobie to dziwne, ale mnie to zabolało. 

Secondo1 napisał/a:

Może ona czuje się podobnie jak Ty...

Możesz to rozwinąć, co Ona czuje?, bo ja już się dawno pogubiłem. Myślisz, że jestem szczęśliwą osobą skazując nasze małżeństwo na łaskę bezdusznej maszyny, otóż mylisz się. Czuję się okropnie, jak ostatnia świnia sam ze sobą, czuję się beznadziejnie z myślą, że sam błądząc przyznałem się do winy przed Nią, opowiedziałem o swoich zwierzeniach koleżance i fakcie, że mogło dojść do czegoś więcej a sam nie zasługuję na szczerość z Jej strony. Bo wyznaję zasadę, że najgorsza prawda to zawsze prawda a przekazana przez zbłąkaną osobę stanowi podstawę do zrozumienia i wybaczenia. Przecież pytałem tylko o Jej uczucia, nawet nie interesuje mnie czy było coś więcej, czy nie. Chcę tylko wiedzieć co czuła do niego? Czy proszę o zbyt wiele?


Secondo1 napisał/a:

Piszesz, ze o uraziło Ciebie to, ze w czasie urlopu na zadanie, byście mogli porozmawiać , przeniosła biuro do domu.
Natomiast Twoja praca w nadgodzinach kosztem rodziny jest OK.
Coś tu nie gra.

Jest tutaj subtelna, lecz dla mnie bardzo wielka różnica. Moja praca na dwa etaty była efektem naszych wspólnych ustaleń, planów na przyszłość i podjęta razem, nie był to mój świadomy egoistyczny wybór. Staram się to ogarnąć swoim małym rozumkiem i wychodzi mi jedno, choć nigdy starałem się na to w ten sposób nie patrzeć i nie dopuszczałem tego do swojej świadomości, otóż morał z tego jeden: pieniążki jakie przynosiłem były fajne, pozwalały na spełnianie zachcianek, wyjazdów, atrakcji z dziećmi itd. jednocześnie nie byłem dobrym mężem, bo czasami (nie zawsze) najnormalniej w świecie jak zwykły śmiertelnik odczuwałem zmęczenie materiału pracując od 8 do 22.
Czasami nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko, ale od tego mamy zdolności werbalne, aby przekazać swoje uczucia, zrezygnowałbym z tego od razu, jeśli taka była by Jej wola.

Sytuacja, kiedy to ja poprosiłem o jeden dzień dla siebie była po ciężkich wydarzeniach, po tym jak wydało się, że mnie okłamuje, po tym jak chciałem poczuć się dla niej ważny, tak wtedy tylko ja a nie kolega z pracy.

Być może tą różnicę widzę tylko ja, być może tak jest, lecz ja ją widzę i to jest moje przekleństwo.

32 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2018-08-09 00:56:01)

Odp: Na rozstaju dróg
cinek198181 napisał/a:

Przyszłość - trafiłaś w punkt, tak, nie jestem chyba gotowy na cokolwiek. Minie zaraz 7 miesięcy a ja wciąż stoję w miejscu i przechodzę swoją żałobę. Niby coś drgnęło, ale nie wiem czy mogę w to uwierzyć. Raz już powiedziała, że rozumie co się stało, że postawiła się w moich butach, jednak podczas wizyty u psychiatry, gdzie byliśmy we dwoje zachowywała się, jak gdyby były to puste słowa, atakując mnie, że sobie coś ubzdurałem, że jestem nadto zazdrosny etc. Wczoraj trafiła na post Talerz123 pt. Bolesna zdrada emocjonalna, podesłałem Jej to, przeczytała i powiedziała, że rozumie już.

Mam nadzieję, że to jakiś marny żart hmm
Próbujesz powiedzieć, że Twoja żona potrzebowała przeczytać cudzą opowieść, żeby zrozumieć, ŻE  i JAK cierpisz TY? Dla mnie to niesłychane. Czy Wy w ogóle z sobą rozmawiacie, czy tylko Ty nie mówisz, co Tobie jej kłamstwa i oszustwa „zrobiły”?
Zaczynam podobnie do innych powątpiewać w tę historię.

Ja mianowicie czuję, że nie ruszę z miejsca bez spełnienia dwóch warunków, które mi strasznie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Pierwsze to dlaczego tak się stało?

To akurat jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Nie wyobrażam sobie, że można przejść nad tym, co się wydarzyło do porządku dziennego bez zastanowienia się, co i dlaczego właściwie się wydarzyło oraz „posprzątania bałaganu”, który w ten sposób powstał.

Drugie trudniejsze to fakt, że Ona nadal z nim pracuje. Od kilku miesięcy wstaję rano i patrzę z łzami w oczach przez okno jak rusza samochodem do pracy. Jest to dla mnie tak traumatyczne doznanie, że nie potrafię przez resztę dnia normalnie funkcjonować.

I co robisz z tym faktem Ty? Co robi z tym ona?
Cóż, widać, że jej nie ufasz i to się nie zmieni dopóki nie zrozumiesz, co się właściwie do cholery wydarzyło.




Moje ogólne wrażenie po przeczytaniu Twoich postów, Cinek jest takie, że gdy piszesz używasz wielu słów, ale Twoje wypowiedzi są rozwodnione, wypłukane. Czasami kilka zdań potrafi być gęste od treści, ale nie w Twoim wydaniu. Jeśli w ten sposób komunikujesz się w życiu codziennym, to ja chyba wyłączałabym się i przestawała Ciebie słuchać - może więc to jest powód tego, że Twoja żona Ciebie nie słyszy.

33

Odp: Na rozstaju dróg
Przyszłość napisał/a:

Mam nadzieję, że to jakiś marny żart 
Próbujesz powiedzieć, że Twoja żona potrzebowała przeczytać cudzą opowieść, żeby zrozumieć, ŻE  i JAK cierpisz TY? Dla mnie to niesłychane. Czy Wy w ogóle z sobą rozmawiacie, czy tylko Ty nie mówisz, co Tobie jej kłamstwa i oszustwa „zrobiły”?
Zaczynam podobnie do innych powątpiewać w tę historię.

Cała ta historia jest tak niewiarygodna, że ja się w tym wszystkim najzwyczajniej w świecie pogubiłem, lub w życiu narobiłem tyle błędów, za które teraz przyszło mi zapłacić najwyższą dla mnie cenę.
Starałem się zawsze z Nią rozmawiać o wszystkim, no właśnie starałem się! Pytanie, czy kiedykolwiek zostałem dobrze zrozumiany? Sam teraz nad tym się zastanawiam. W całym tym szaleństwie nie dociera do mnie, że widząc co się ze mną dzieje, gdy mówiłem jak się z tym czuje, wysyłając sygnały (wręcz wymagając jakichkolwiek czynów świadczących o prawdziwości Jej uczuć w stosunku do mnie oraz potwierdzających, że Jej słowa są prawdą) nie otrzymałem zrozumienia, nie otrzymałem dowodu, w zasadzie nie otrzymałem nic, tak, jak gdyby czekała na to, kiedy foch mi minie.
Jakkolwiek abstrakcyjnie to zabrzmi, zrozumienie, pewna empatia i wreszcie wyznanie jak i dowody przyszły teraz, w zasadzie po fakcie upewnienia się przez Nią na forum, że ja sobie tego nie uroiłem, że jest coś takiego jak zdrada emocjonalna, że to ludzi boli, że są to prawdziwe historie a nie moja wyolbrzymiona reakcja.
Myślę cały czas nad tym, dlaczego tak się stało?, kto jest temu winny?, co ze mną, z Nią jest nie tak?

Przyszłość napisał/a:

To akurat jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Nie wyobrażam sobie, że można przejść nad tym, co się wydarzyło do porządku dziennego bez zastanowienia się, co i dlaczego właściwie się wydarzyło oraz „posprzątania bałaganu”, który w ten sposób powstał.

Z tym mam jak mi się wydaje mam największy problem, gdyż z jednej strony wszystkie fakty, dowody, zachowania wskazują na Jej zauroczenie tym mężczyzną i głębsze uczucie, którego być może jest świadoma lub nie. Z drugiej strony są Jej słowa i wyznania mówiące o tym, że chciała być tylko przez niego lubiana, lubiana jako koleżanka z pracy, że irracjonalne Jej zachowanie wynikało z Jej strachu, że nie zrozumiem, że się wścieknę. (Zabawne, przyznała, że do Jej koleżanek z pracy on też wypisuje, a one zachowują się w ten sam sposób, kasując, ukrywając tą znajomość przez swoimi mężami, czy to ma być dla mnie dowodem na to, że coś ze mną nie tak?).
Problem mój polega na tym, że chyba ciężko mi uwierzyć w szczerość Jej wyznania, że był tylko kolegą, że nie chciała nic złego zrobić. Do tego muszę dojść chyba na psychoterapii, bo sam czuję się jak schizofrenik (serce podpowiada, że mówi prawdę, jest szczera, rozum natomiast, że jest to tak niewiarygodne, że aż niemożliwe) i nie potrafię sobie sam z tym poradzić. Ja muszę mieć 100% pewności co się stało?, a najważniejsze dlaczego tak się stało? Kto ponosi za to winę? (ja, Ona, My) gdzie leży problem i jak go przepracować, aby to nie powróciło raz jeszcze w takiej czy innej formule.

cinek198181 napisał/a:

Drugie trudniejsze to fakt, że Ona nadal z nim pracuje. Od kilku miesięcy wstaję rano i patrzę z łzami w oczach przez okno jak rusza samochodem do pracy. Jest to dla mnie tak traumatyczne doznanie, że nie potrafię przez resztę dnia normalnie funkcjonować.

Przyszłość napisał/a:

I co robisz z tym faktem Ty? Co robi z tym ona?
Cóż, widać, że jej nie ufasz i to się nie zmieni dopóki nie zrozumiesz, co się właściwie do cholery wydarzyło.

Co ja z tym robię? Dla mnie sytuacja stała totalnie zero-jedynkowa. Otrzymała wcześniej szansę kilkukrotnie zrobienia z tym porządku, pokazania, udowodnienia – nie zrobiła tego, dlaczego? – czekam cały czas na szczere wyjaśnienia. W chwili obecnej czuje się przyparty do bandy i pozostaje już tylko prosty wybór: pozostaje w pracy a my się rozstajemy, odchodzi z pracy i próbujemy budować nasz związek od nowa.

Co robi z tym Ona? Zdecydowała się na odejście z pracy.

Tak, nie ufam Jej. Dlaczego? Bo nie wiem, a czego nie wiem, a no tego o co do cholery jasnej chodzi! Tak, nie wiem w co wierzyć w co nie, kiedy mówi prawdę, a kiedy kłamie i kręci, najzwyczajniej ja już się w tym wszystkim zagubiłem. Do tego dochodzi jeszcze ten zespół Aspergera, który u siebie od dawna podejrzewa a który robi mi już totalną wodę z mózgu. Czuję, że zaraz oszaleję, wpadnę w obłęd. W co ja mam uwierzyć, kim Ona tak naprawdę jest:
- istotą do granic możliwości wyrachowaną, przebiegłą, planującą i realizującą swoje zachcianki, pasożytem, który żeruje na naiwności innych,
- ludzką istotą, zagubioną, niedowartościowaną, która chciała trochę szczęścia, dowartościowania w oczach innych, lecz wstydziła się do tego przyznać,
- naiwną dziewczyną, która wpadła w zaplanowaną pułapkę emocjonalną zastawioną przez swojego kolegę chcącego się zabawić Jej kosztem,
- osobą czującą inaczej (mowa o Aspergerze), która zachowuje się czasami irracjonalnie, z którą trzeba nauczyć się współistnieć,
- czy może jest mieszanką wszystkiego co powyżej.
Może to ze mną jest coś nie tak!, może ja kocham za bardzo lub nie potrafię kochać, może mi się wydaje, że dając całego siebie mam do Niej prawo i oczekiwania, których Ona nie jest w stanie sprostać, a być może nikt nie jest w stanie sprostać. Starając się zachować resztki siebie stawiam sobie pytanie: Czego ja tak naprawdę oczekiwałem?
Odpowiedź jest banalna. Oczekiwałem szczerości, takiej, która być może czasami boli, nie jest miła, lecz potrafi na bieżąco pozbywać się wszystkich śmieci, które pomiędzy nami się zbierają oraz tego, abym był dla Niej najważniejszy, aby nie stawiała kogokolwiek potrzeb wyżej niż moje, abym miał przez to poczucie bezpieczeństwa i zaufania, którego potrzebuje.



Przyszłość napisał/a:

Moje ogólne wrażenie po przeczytaniu Twoich postów, Cinek jest takie, że gdy piszesz używasz wielu słów, ale Twoje wypowiedzi są rozwodnione, wypłukane. Czasami kilka zdań potrafi być gęste od treści, ale nie w Twoim wydaniu. Jeśli w ten sposób komunikujesz się w życiu codziennym, to ja chyba wyłączałabym się i przestawała Ciebie słuchać - może więc to jest powód tego, że Twoja żona Ciebie nie słyszy.

Czytałem wiele Twoich postów, wiele z nich dało mi naprawdę powód do zatrzymania się, przemyślenia, nie wszystkie z nich są miłe i fajne, ale to dobrze, nie oczekuję klepania po ramieniu i współczucia, chcę coś w życiu zmienić, iść do przodu, naprawić i uzdrowić, jeśli trzeba.
Większość moich wpisów jest emocjonalna, przepełniona chaosem jaki teraz w mojej głowie panuje, bo właściwie wydawało mi się, że przez te 20 lat razem poznałem Ją, wiedziałem jaka jest i jaki ja jestem a teraz wszystkie te wyobrażenia legły w gruzach, nadeszła refleksja: kim my właściwie dla siebie jesteśmy?
Pisanie tutaj wyzwala we mnie poczucie ulgi, zrzucenia ciężaru jaki czuję na sobie, być może dlatego wpisy te są takie długie, lecz nie niosą w sobie wielu treści. To samo da się napisać używając w tym celu kilka linijek, wiem, że nie ułatwiam nikomu w ten sposób dotarcia do sedna mojego przekazu.
Proszę, czy możesz rozwinąć myśl dotyczącą mojego sposobu komunikacji, tego rozwodnienia, wypłukania. Przyznaję, że mam problem w zdiagnozowaniu w których momentach popełniam błędy? Kiedy powinno być dużo i barwnie, a kiedy meritum?

34

Odp: Na rozstaju dróg

Witaj
Uwierz w końcu że z Tobą jest wszystko porządku ja będąc na Twoim miejscu reagowałbym bardzo podobnie, chociaż bardziej radykalnie i nie czekałbym 7 miesięcy aż ona się zdecyduje co jest ważniejsze praca czy mąż.
To ona źle postąpiła i to źle postępowała kilka miesięcy przed godziną W. Już Ci to pisałem ten wyjazd był zaplanowany, ukrywała obecność tego gościa oraz to że planowana jest impreza do czego się przygotowała – fryzura, kusa sukienka, bielizna (może w tym okresie zaczęła dietę albo ćwiczenia?) wiedziałeś o tym przedtem? Myślę że nie. Wiesz dlaczego Twoja żona i jej koleżanka kasowały wiadomości od gościa? Bo wiedziały że nie postępują dobrze a nawet źle i takie gadanie że robiły to żebyście się nie wściekali (mężowie) można między bajki włożyć chodziło o to żebyście nie zabronili tego kontaktu no i przede wszystkim żebyście nie wiedzieli o czym piszą a gdyby to były tylko koleżeńskie gadki to po co kasować?

Z tym mam jak mi się wydaje mam największy problem, gdyż z jednej strony wszystkie fakty, dowody, zachowania wskazują na Jej zauroczenie tym mężczyzną i głębsze uczucie, którego być może jest świadoma lub nie. Z drugiej strony są Jej słowa i wyznania mówiące o tym, że chciała być tylko przez niego lubiana, lubiana jako koleżanka z pracy, że irracjonalne Jej zachowanie wynikało z Jej strachu, że nie zrozumiem, że się wścieknę.

Wybacz ale to tylko słowa czyny mówią coś innego, musisz pamiętać że: "Dobrymi chęciami, piekło jest brukowane" – ona tak się tylko tłumaczy a że Ty jesteś dobrym i ufnym człowiekiem i ją kochasz to chcesz w to wierzyć.

Przyszłość napisała Tobie:

...Twoje wypowiedzi są rozwodnione, wypłukane.

Nie obraź się ale Twoje postępowanie też takie jest, nie możesz decyzji rozciągać w czasie przez kilka miesięcy, jej rezygnacja z roboty powinna być w ciągu miesiąca i to góra.
Miała iść na wariograf i co była? Czy już zrezygnowałeś z tego? A jeśli nie to kiedy masz zamiar ją zabrać?
Pewnie napiszesz mi że mamy inne charaktery pewnie że tak ale to nie oznacza że masz się samobiczować i szukać w sobie winy której nie ma.
Chcesz ratować małżeństwo ok ale nie popełniaj tych samych błędów co wcześniej.

35

Odp: Na rozstaju dróg
cinek198181 napisał/a:

Jakkolwiek abstrakcyjnie to zabrzmi, zrozumienie, pewna empatia i wreszcie wyznanie jak i dowody przyszły teraz, w zasadzie po fakcie upewnienia się przez Nią na forum, że ja sobie tego nie uroiłem, że jest coś takiego jak zdrada emocjonalna, że to ludzi boli, że są to prawdziwe historie a nie moja wyolbrzymiona reakcja.

To jest dla mnie co najmniej dziwne. Bo to tak jakbyś mówił żonie o przejmującym bólu, który odczuwasz w nodze a Twoja żona uważała, że jesteś histerykiem i panikarzem, gdyż ona o podobnym bólu nigdy nie słyszała i dopiero świadectwo obcej osoby (notabene która może to odczuwać podobnie, ale przecież nie identycznie) zwróciłoby jej uwagę na Twoje cierpienie. Z tego wnoszę, że ona albo Twojego bólu, którego była sprawcą WOLAŁA nie uznawać, bo jakby to wpłynęło na jej poczucie własnej  wartości yikes. Albo miała już wcześniejsze doświadczenia, że koloryzujesz, robisz dramy, histeryzujesz, więc się kolejną specjalnie nie przejęła.


Myślę cały czas nad tym, dlaczego tak się stało?, kto jest temu winny?, co ze mną, z Nią jest nie tak?

Wszystko jest z Tobą OK.
Logika podpowiada, że gdyby w Waszym związku wszystko było OK, to do podobnych zdarzeń nigdy by nie doszło, ale oszuści, kłamcy i zdradzacze nie zawsze odwracają się od partnera, ale za to z sobą mają taki problem, że oszukaliby, okłamaliby i/lub zdradziliby każdą osobę. Dlatego to, co macie do zrobienia do poznanie i dokładne przyjrzenie się w celu zrozumienia - INTENCJOM, które kierowały Twoją żoną. Jestem przekonana, że jej działania NIE były podszyte CHĘCIĄ zranienia Ciebie, zadania Tobie bólu, upokorzenia Ciebie, zniszczenia Twojego poczucia własnej wartości. Po prostu zabrakło jej wglądu, żeby rozumieć, co nią kieruje. Najprawdopodobniej zabrakło jej umiejętności antycypacji i empatii, żeby przewidzieć, że i jak bardzo Ciebie zranią jej działania oraz najwyraźniej zabrakło jej systemu wartości, w którym szczerość i uczciwość byłyby uplasowane wystarczająco wysoko.


Dla mnie sytuacja stała totalnie zero-jedynkowa. Otrzymała wcześniej szansę kilkukrotnie zrobienia z tym porządku, pokazania, udowodnienia – nie zrobiła tego, dlaczego? – czekam cały czas na szczere wyjaśnienia. W chwili obecnej czuje się przyparty do bandy i pozostaje już tylko prosty wybór: pozostaje w pracy a my się rozstajemy, odchodzi z pracy i próbujemy budować nasz związek od nowa.

Wybacz, ale bredzisz. Co Tobie da jej odejście z pracy? Co najwyżej chwilową satysfakcję. Bo w kolejnej pracy też mogą pojawić się atrakcyjni koledzy, na których będzie chciała zrobić wrażenie. To może zatrzymasz ją w domu? Ale na basenie albo na zajęciach fitnes także może pojawić się ktoś interesujący. Zatem może najlepiej, aby w ogóle przestała wychodzić z domu?
Żartowałam.
Zrozum, że to nie kolega jest problemem, ale problem ma Twoja żona. Z tego co piszesz to dokładnie ma problem z poczuciem własnej wartości. Toby się nawet zgadzało, bo azwyczaj zdradza osoba NIEDOWARTOŚCIOWANA. Gdy robi się zbyt nudno lub przy okazji kryzysu w związku zauważa, że można się dowartościować uwagą przystojnego lub czarującego kolegi. Przy niskim poczuciu własnej wartości trudno sobie tego odmówić.

Większość moich wpisów jest emocjonalna, przepełniona chaosem jaki teraz w mojej głowie panuje, bo właściwie wydawało mi się, że przez te 20 lat razem poznałem Ją, wiedziałem jaka jest i jaki ja jestem a teraz wszystkie te wyobrażenia legły w gruzach, nadeszła refleksja: kim my właściwie dla siebie jesteśmy?

Idziesz w dobrą stronę. Nawet jeśli na końcu drogi, którą obecnie się poruszasz okaże się, że każde z Was pójdzie w swoją stronę, to nie pożałujecie, gdy wspólnie zaangażujecie się i zastanowicie nad tym, jaki jest Wasz stosunek do siebie nawzajem i na ile Wam na sobie zależy. Sami musicie dojść do tego, czy jest między Wami zrozumienie, czy jednak zbyt wiele Was różni i dzieli. Związek po zdradzie nie sprawdza się u wszystkich. Żeby w ogóle dawał jakieś ciekawe perspektywy na przyszłość MUSZĄ zadziać się pewne rzeczy. Najważniejsza z nich, to żeby osoba, która „nawaliła” zdała sobie sprawę z konsekwencji własnych działań i wzięła za nie odpowiedzialność. A kolejna to zrozumienie powodów, które pchnęły Twoją żonę do działań tak bardzo dla Ciebie krzywdzących, następnie jej praca nad ich wyeliminowaniem.To znaczy, że Ty i Twoja żona musicie wiedzieć obie te rzeczy:  1.) co działania Twojej żony zrobiły Tobie, i 2.) co te działania znaczyły dla Twoje żony. Nie da się tego zrobić inaczej niż rozmawiając z sobą, ale nie z pozycji kat i ofiara, bo to nie jest czarno-biała historia, ale musicie do tego podejść jak partnerzy, którzy mają wspólny problem do rozwiązania albo zagadkę do rozwikłania. W mojej opinii inaczej się nie da, żeby wyjść z tej sytuacji wzmocnionym i pewnym siebie, pozbawionym wzajemnych urazów, za to pełnym nadziei na przyszłość.

Proszę, czy możesz rozwinąć myśl dotyczącą mojego sposobu komunikacji, tego rozwodnienia, wypłukania. Przyznaję, że mam problem w zdiagnozowaniu w których momentach popełniam błędy? Kiedy powinno być dużo i barwnie, a kiedy meritum?

Mogę spróbować Ci wyjaśnić, co miałam na myśli.
Przytoczę początkowy fragment Twojego pierwszego wpisu „/.../Zawód, rozczarownaie, brak sensu dalszej egzystencji, niewiedza co dalej?, jak żyć?, co zrobić? Tak, są to uczucia i myśli, które kołaczą się po mojej głowie. Jedna jest przewodnia – nic nie będzie już takie jak wcześniej, ta przeraża mnie najbardziej./.../„
Dużo słów, często mocnych i ważnych, które nikną w lawinie innych.  Intelektualizujesz, mylisz uczucia z myślami, przez co w Twoich wypowiedziach brakuje psychicznej klarowności. Wiem, że tak się często dzieje, gdy zalewają nas splątane myśli i pomieszane uczucia. Trudno jest wtedy odróżnić, co jest faktem, a co tylko wyobrażeniem, co jest uczuciem odpowiadającym zdarzeniom, co uczuciem wytworzonym przez myśli. Ale to nie zmienia faktu, że gdy coś sobie wyobrażasz i traktujesz to jako pewnik, np. że żona obdarzyła głębokim uczuciem tego faceta, przez co nie czujesz się warty miłości, odrzucony, niekochany, tracisz sens życia, to to wciąż są odczucia powstałe na skutek Twoich wyobrażeń a nie rzeczywistych wydarzeń. Idziesz w takie wyobrażenia, które mieszają się z rzeczywistością i faktami. A jak to się zlewa w całość to powstaje potok słów. Leje się i leje.

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026