Moi znajomi są 2tygodnie za granica w pracy załatwioną przez agencje pracy tymczasowej i często mi wspomonaja, że piją alkohol(3x w tygodniu z tego co wiem ale może być nawet czesciej). Znajoma zauważyła, że często piją i muszą uważać. Druga znajoma myśli ze ma kontrolę, ale ja widzę, ze często pili przez te 2tyg... Zdarza im się nawet po pracy.
Ja już tej drugiej znajomej nie rozumiem - raz mówi, że ciężko pracuje, nie ma co ze sobą zrobić (chodzi po dworze bez celu, gdy spać nie może - już w Polsce miała problemy ze snem). Raz wspomniała mi, że ma wahania nastrojów.
Moja daleka rodzina tez wyjeżdżała. I oni właśnie maja problemy z alkoholem...
Dlaczego wiec Polacy piją tak często i dużo alkoholu za granica? Jakie jest tego podłoże psychologiczne? O czym to picie świadczy? Nie chce by znajomi wpadli w alkoholizm...
1 2018-07-30 14:15:49 Ostatnio edytowany przez ewa333 (2018-07-30 14:16:23)
Podobne tematy
Za granica????
Polacy pija wszedzie. Pija inaczej, niz inne narodowosci.
Mam porownanie. Mieszkam poza granicami prawie 33 lata. Mieszkalam i pracowalam rowniez w Holandii i w Szwajcarii.
Powiem tak:
oblicze polskiego (nad)uzywania alkoholu jest inne. Niemcy czy Holendrzy tez za kolnierz nie wylewaja.
Ale na imprezach trzymaja facon, nikt nie pada, nie rzyga, nie bije sie. Obracam sie w srodowisku akademickim. NIKT sobie w Niemczech nie pozwoli na upicie sie do upadlego.
W Polsce owszem. Imprezy w tzw. "towarzystwie" koncza sie czesto fiaskiem obrzygania albo szarpaniny-slownej, albo doslownej.
Na wesele liczy sie w PL butelke wodki na osobe (!).
A temat chlania Polakow na emigracji to juz faktycznie osobna, smutna i wstydliwa dzialka.
tak mamy.
I nie ma co kolorowac.
Za granica????
Polacy pija wszedzie. Pija inaczej, niz inne narodowosci.
Mam porownanie. Mieszkam poza granicami prawie 33 lata. Mieszkalam i pracowalam rowniez w Holandii i w Szwajcarii.Powiem tak:
oblicze polskiego (nad)uzywania alkoholu jest inne. Niemcy czy Holendrzy tez za kolnierz nie wylewaja.
Ale na imprezach trzymaja facon, nikt nie pada, nie rzyga, nie bije sie. Obracam sie w srodowisku akademickim. NIKT sobie w Niemczech nie pozwoli na upicie sie do upadlego.
W Polsce owszem. Imprezy w tzw. "towarzystwie" koncza sie czesto fiaskiem obrzygania albo szarpaniny-slownej, albo doslownej.
Na wesele liczy sie w PL butelke wodki na osobe (!).A temat chlania Polakow na emigracji to juz faktycznie osobna, smutna i wstydliwa dzialka.
tak mamy.
I nie ma co kolorowac.
Nie patrzyłam z tej perspektywy. Skupiłam się na znajomych, którzy w Polsce rzadko pili - tylko na specjalne okazje. A teraz to 2x częściej.
4 2018-07-30 14:43:27 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-30 14:51:50)
Ja moge tylko z tej perspektywy.
Inna rzecz, ze mam z nalogami do czynienia zawodowo, wiec obserwuje zjawisko sila rzeczy. I porownuje.
Polskie pijanstwo ma charakter smutny, menelski, zieje bieda, beznadzieja .
Wiem, ze zaraz odezwa sie tu glosy sprzciwu, przerabialam temat wielokrotnie.
Powtarzam: pijanstwo czy popijanie jest wszedzie. Ale Polak potrafi pic po menelsku, pod sklepem, do oporu.
Komunia? chrzest?= alkohol. Innym tematem jest nalog kobiet. To wielki dramat, takze za granica. Widze czesto pijane Polki, ktore do urzedu przychodza "na cyku".
Ja jestem tlumaczem i wstyd mi za taka kobiete. A ona potrafi sie oburzyc, gdy ja powiem: ma pani nastepny termin 15.go. Prosze nie pic alkoholu w tym dniu. Wielki foch, chociaz kwestia wypowiedziana w grzecznym tonie.
Poza tym w Polsce nie ma zaplecza dla ofiar nalogu.
Kobiety, dzieci, stare matki nie maja czesto gdzie uciec przed pijakiem- oprawca.
Inna kwestia:
w Polsce nie ma kultury picia dobrych win.
Pije sie wodke.
Mialam odwiedziny mojej serdecznej przyjaciolki z PL. Na okazje, do kolacji podalam bardzo dobre wino, polwytrawne (juz mam doswiadczenie: wytrawne wino postrzegane jest jako kwasota).
Co ona robi?
prosi o cukier....dosypuje do kieliszka cukru....
Mysle, ze tylko Ruski pije szmatlawiej niz Polak. Za granica, czy w kraju.
Pijanego Polaka za granica mozna poznac z mety. Mam z takimi do czynienia zawodowo. I ubolewam, bo mi czesto wstyd.
Najgorsze jest to, ze oni nie widza w tym nic szczegolnego.
Argument? KAZDY PIJE.
No teraz huzia na Jozia.
Przekonujcie mnie, ze nie jest tak zle, bo w Niemczech jest...Oktoberfest:-)
To chyba taka najprostsza forma "rozrywki". Jeżeli Polacy jadą do pracy fizycznej za granicę to bardzo prawdopodobne, że jadą na wieś, gdzie nie ma za bardzo co robić po pracy, więc to "jedyny" sposób, żeby zabić nudę. Takie mam wrażenie.
Mamy do nadgonienia cywilizacyjnie wiele. Polacy pija ale z kazdym rokiem spada spozycie wodki i piwa a wzrasta wina, cydru czy piwa bezalkoholowego. Trzeba poczekac az to pokolenie dla ktorego dobra zabawa = alkohol wymrze i problem sie rozwiaze sam. Porownywanie nas do zachodnioeuropejskich nacji jest nietrsfione. 30 lat temu bylismy 100 lat za nimi teraz jestrsmy 30 lat za nimi. W Londynie metro zaczeli budowac w 1850 roku a Polska wtedy miala przed soba jeszcze 60 lat zaborow, 2 wojny i 40 lat wladzy ludowej. My mozemy sie porownyc do Ukrainy, Wegier czy Bulgarii a nie Holandii czy Szwajcarii. Pod zgledem mentalnym tskze.
Bo mogą. Mają pieniądze i okazje.
8 2018-07-30 15:58:20 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-30 15:59:12)
Ja moge tylko z tej perspektywy.
Inna rzecz, ze mam z nalogami do czynienia zawodowo, wiec obserwuje zjawisko sila rzeczy. I porownuje.
Polskie pijanstwo ma charakter smutny, menelski, zieje bieda, beznadzieja .
Wiem, ze zaraz odezwa sie tu glosy sprzciwu, przerabialam temat wielokrotnie.Powtarzam: pijanstwo czy popijanie jest wszedzie. Ale Polak potrafi pic po menelsku, pod sklepem, do oporu.
Komunia? chrzest?= alkohol. Innym tematem jest nalog kobiet. To wielki dramat, takze za granica. Widze czesto pijane Polki, ktore do urzedu przychodza "na cyku".
Ja jestem tlumaczem i wstyd mi za taka kobiete. A ona potrafi sie oburzyc, gdy ja powiem: ma pani nastepny termin 15.go. Prosze nie pic alkoholu w tym dniu. Wielki foch, chociaz kwestia wypowiedziana w grzecznym tonie.Poza tym w Polsce nie ma zaplecza dla ofiar nalogu.
Kobiety, dzieci, stare matki nie maja czesto gdzie uciec przed pijakiem- oprawca.Inna kwestia:
w Polsce nie ma kultury picia dobrych win.
Pije sie wodke.
Mialam odwiedziny mojej serdecznej przyjaciolki z PL. Na okazje, do kolacji podalam bardzo dobre wino, polwytrawne (juz mam doswiadczenie: wytrawne wino postrzegane jest jako kwasota).
Co ona robi?
prosi o cukier....dosypuje do kieliszka cukru....Mysle, ze tylko Ruski pije szmatlawiej niz Polak. Za granica, czy w kraju.
Pijanego Polaka za granica mozna poznac z mety. Mam z takimi do czynienia zawodowo. I ubolewam, bo mi czesto wstyd.
Najgorsze jest to, ze oni nie widza w tym nic szczegolnego.Argument? KAZDY PIJE.
No teraz huzia na Jozia.
Przekonujcie mnie, ze nie jest tak zle, bo w Niemczech jest...Oktoberfest:-)
Nie będę cię przekonywać, choć z racji wykonywanego zawodu pracuję z ludźmi uzależnionymi w Niemczech. Polacy piją więcej? Raczej nie... Chyba bardziej sobie nie radzą z uzależnieniem, mniej mają wsparcia i o wiele mniej motywacji, do tego żeby przestać pić. Jak wygląda alkoholizm przekonałam się dopiero tutaj, w Niemczech, choć to Polak jest przysłowiowym pijakiem.
Stereotypy i uprzedzenia, a życie sobie rzepkę skrobie:)
Jest różna kultura picia w różnych krajach. Polacy, na przykład, piją dla chlania.
We Włoszech czy Francji ludzie praktycznie nie piją wina samego sobie. Wino (czy inny trunek później) towarzyszy posiłkowi. Jak przy Francuzie zamówiłam w restauracji kieliszek Chardonnay, to gały niemal mu z orbit wyszły. Nawet w Bawarii, chociaż piwa piją dużo, to prawie zawsze z czymś do jedzenia w gospodzie.
W UK, gdzie mieszkam od 18 lat, pijaństwo można zobaczyć. Wystarczy pójść do pubu w piątek wieczorem, a uwidzisz zataczających się ludzi. Ale oni właśnie, jak Polacy, piją dla picia, a nie jak powyższe kraje, dla cieszenia się fajną kolacją. Jedyna różnica tu jest taka, że w przeciwieństwie do naszych rodaków, którzy wódę potrafią chlać bez zakąski niezależnie od pozycji, publicznie, tu zwykle im ludzie bardziej middle class, tym zachowują się bardziej cywilizowanie i raczej nie robią z siebie przedstawienia w restauracji.
Innym czynnikiem, który może wpływać na większą konsumpcję alkoholu, jest fakt bycia na obczyźnie i poczucie izolacji. Z doświadczenia Polacy rzadko się integrują.
Za granica????
Polacy pija wszedzie. Pija inaczej, niz inne narodowosci.
Mam porownanie. Mieszkam poza granicami prawie 33 lata. Mieszkalam i pracowalam rowniez w Holandii i w Szwajcarii.Powiem tak:
oblicze polskiego (nad)uzywania alkoholu jest inne. Niemcy czy Holendrzy tez za kolnierz nie wylewaja.
Ale na imprezach trzymaja facon, nikt nie pada, nie rzyga, nie bije sie. Obracam sie w srodowisku akademickim. NIKT sobie w Niemczech nie pozwoli na upicie sie do upadlego.
W Polsce owszem. Imprezy w tzw. "towarzystwie" koncza sie czesto fiaskiem obrzygania albo szarpaniny-slownej, albo doslownej.
Na wesele liczy sie w PL butelke wodki na osobe (!).A temat chlania Polakow na emigracji to juz faktycznie osobna, smutna i wstydliwa dzialka.
tak mamy.
I nie ma co kolorowac.
*NIKT sobie w Niemczech nie pozwoli na upicie się do upadłego* racja,ale w Polsce to już co innego.Właśnie wróciłam z wakacji nad polskim morzem i? Było tam mnóstwo pianych do upadłego niemców! U siebie siedzą cicho ale wszędzie indziej to już jak prosiaczki (delikatnie mówiąć).Anglicy i Irlandczycy piją tak samo,albo i więcej niż Polacy i także nie nazwałabym tego picia z kulturą:) A o irlandzkich kobietach to nie wspomnę.Uważam,że Polacy się zmieniają już coraz rzadziej jest chlanie na komuni,chrzszcie i w ogóle do upadłego.Coraz częściej wybieramy inne alkohole niż wódka.Czas pozbyć się metki przypiętej do pleców i kompleksów z tego powodu:)
Ines, w samej wódce nie ma niczego złego. Tylko, że różnica polega na tym ile i jak się ją pije. Co innego schłodzona dobra marka z wodą sodową i plasterkiem cytryny, a co innego szoty prosto z butelki w ilości nieograniczonej. To samo dotyczy zresztą innych mocnych alkoholi. Mnie zawsze dziwiło jak wódę można pić au naturel(bleee…)- co nasi rodacy robią nagminnie (wystarczy pójść na jakieś wesele). Zgodzę się też z Gosią, że znajomość alkoholi jest znikoma i w życiu nie widziałam tylu ludzi pijących jakieś tragiczne półsłodkie wina, bez grama zrozumienia, że wina słodkie i półsłodkie (takie porządne) to WINA DESEROWE, które spożywa się z... deserem, w ilości małego kieliszka 50 ml.
Może i zwyczaje się zmieniają, ale chyba ciągle pokutuje mit "sety i galarety".
Ja mam doświadczenia z piciem i zagranicą. Potrafię pójść na spacer nawet po 40 kilometrów, zawsze znajdę ciekawą trasę, poznam okolicę, a zmieniam miejscowości bardzo często. Z Polakami mam problem, chcę zwiedzić świetne muzeum, całkiem niedaleko, nie ma z kim. Pójdę na spacer i na rower, wyłącznie sam. :-) Dla nich ważny jest sklep, najlepiej polski, kupić kilka flaszek i coś do tego, taki plan na dni wolne. Po pracy szybciutko na bazę, bo można już się napić. :-)
Mnie zawsze dziwiło jak wódę można pić au naturel(bleee…)- co nasi rodacy robią nagminnie (wystarczy pójść na jakieś wesele).
No nie rób sobie jaj
Dodawanie czegokolwiek do wódki, to zbrodnia. Może parę razy w życiu, w okresie błędów i wypaczeń zdarzyło mi się jakieś mieszanie "zróbmy sobie drinka". Głównie na takiej zasadzie, że jakoś tak głupio z własną babą siąść przy stole i strzelać po kielichu. Ten problem rozwiązałem przechodząc we wspólnym piciu na łyskacza. Nie wygląda już tak po chamsku jak się tak siedzi i sączy Jasia. Naturalnie bez żadnych rozcieńczaczy, małżonka też nie uznaje. Jak mam pić Jasia z wodą, colą czy co tam ludzie dodają, to już wolę strzelić browarka. Zdarza mi się pić samotnie wódkę o ile to można nazwać wódką, bo gorzka, żołądkowa chyba straciła prawo do nazwy wódka, bo ma za mało procentów. Jak mnie coś rozbiera albo w żołądku rezonuje, to kupuję setkę i sobie siorbie. Czasem z pieprzem. Na luźnych spotkaniach towarzyskich znowu może być łyskacz ale też browar jak taka konwencja. Jeśli jednak jest to spotkanie, gdzie trafi się przynajmniej jeszcze jeden chętny na wódkę, to z ulgą przechodzę na wódkę. W dobrej knajpie, schłodzona pod fajne żarcie? Nie ma nic lepszego. Na imprezie rodzinnej typu święta czy większej jak wesele? Tylko wódka. Żadnego mieszania, drinków, łyskacza na przemian z wódką. Tylko wódka. Choć niedawno piłem z kolegą, który powiedział, że wódki nie tknie, bo to świństwo. On i nikt w jego okolicy nie pije wódki. Wszyscy piją swój własny samogon. Miał ze sobą beczułkę tego samogonu. Och jako to poniewierało
Tak 60-70 % miało i jakby się ogień piło. To dlatego kolega nie pije marnej wódki z 40 procentami.
Może i zwyczaje się zmieniają, ale chyba ciągle pokutuje mit "sety i galarety".
Dałbym się pokrajać za lokal, gdzie można wpaść i "za grosze" walnąć setkę pod śledzia, galaretę czy tatara. Teraz jak w domu robimy tatara, to kupię flaszkę i tak pod tatara... ale to nie to samo.
Odpowiedź jest prosta.Piją za granicą, bo piją i w Polsce.Nie dba się w naszym ojczystym kraju o rozwijanie hobby.Młodych ludzi nie mobilizuje do poznawania artystycznej strony świata.Polacy nie potrafią spędzać czasu, zapijają się, przez, to lokalizują się potem - problemy osobowościowe.Tworzy się taka ciemnota pańska.Czytając forum stwierdzam, że zaistniał potężny problem z nazewnictwem uczuć.Ludzie błędnie okręślają takie uczucia jak np zazdrość, nie odróżniają zwykłego sexu od miłości, ....istny kogel mogel
.Nawet te 50% procent Polskich magistrów.... nie pomaga
Trzeba dbać o rozwój, szanować ludzi i żyć w zgodzie z samym sobą.To i zapijać ryjów nie będą musieli ![]()
15 2018-07-30 19:59:17 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2018-07-30 20:16:21)
No nie rób sobie jaj
Dodawanie czegokolwiek do wódki, to zbrodnia. Może parę razy w życiu, w okresie błędów i wypaczeń zdarzyło mi się jakieś mieszanie "zróbmy sobie drinka". Głównie na takiej zasadzie, że jakoś tak głupio z własną babą siąść przy stole i strzelać po kielichu. Ten problem rozwiązałem przechodząc we wspólnym piciu na łyskacza. Nie wygląda już tak po chamsku jak się tak siedzi i sączy Jasia. Naturalnie bez żadnych rozcieńczaczy, małżonka też nie uznaje. Jak mam pić Jasia z wodą, colą czy co tam ludzie dodają, to już wolę strzelić browarka. Zdarza mi się pić samotnie wódkę o ile to można nazwać wódką, bo gorzka, żołądkowa chyba straciła prawo do nazwy wódka, bo ma za mało procentów. Jak mnie coś rozbiera albo w żołądku rezonuje, to kupuję setkę i sobie siorbie. Czasem z pieprzem. Na luźnych spotkaniach towarzyskich znowu może być łyskacz ale też browar jak taka konwencja. Jeśli jednak jest to spotkanie, gdzie trafi się przynajmniej jeszcze jeden chętny na wódkę, to z ulgą przechodzę na wódkę. W dobrej knajpie, schłodzona pod fajne żarcie? Nie ma nic lepszego. Na imprezie rodzinnej typu święta czy większej jak wesele? Tylko wódka. Żadnego mieszania, drinków, łyskacza na przemian z wódką. Tylko wódka. Choć niedawno piłem z kolegą, który powiedział, że wódki nie tknie, bo to świństwo. On i nikt w jego okolicy nie pije wódki. Wszyscy piją swój własny samogon. Miał ze sobą beczułkę tego samogonu. Och jako to poniewierało
Tak 60-70 % miało i jakby się ogień piło. To dlatego kolega nie pije marnej wódki z 40 procentami.
Prawda jest taka, że nie lubię wódki, nawet takiej z wysokiej półki. OK, jak już nic innego nie ma, to się napiję, ale generalnie to wolę whisky. Chociaż ją to raczej pije się samodzielnie, a nie z zagrychą śledzika ![]()
Chodziło mi w moim poście raczej o to, że Polacy piją ilościowo, a nie jakościowo. Nie ma zupełnie kultury picia wina czy piwa- jest wódka i jest chlanie. W Anglii jak idę na proszoną kolację są dwa, trzy rodzaje wina, dżin z tonikiem, cognac (bo wiadomo, że inne rzeczy pije się z jedzeniem, inne jako aperitif, a jeszcze inne z kawą po kolacji). Dorośli ludzie na takich imprezach się też nie upijają (przynajmniej ci z którymi ja się znam), tylko sobie sączą.
W Polsce...wiadomo, jeden trunek na wszystko. No chyba, że to grill i gospodarz wyciągnie zgrzewkę Żywca dla urozmaicenia
U mnie w mieście cos takiego by nie przeszło- goście by pomyśleli, że na jakiś studentów czekasz i pomylili numer domu.
Snake napisał/a:No nie rób sobie jaj
Dodawanie czegokolwiek do wódki, to zbrodnia. Może parę razy w życiu, w okresie błędów i wypaczeń zdarzyło mi się jakieś mieszanie "zróbmy sobie drinka". Głównie na takiej zasadzie, że jakoś tak głupio z własną babą siąść przy stole i strzelać po kielichu. Ten problem rozwiązałem przechodząc we wspólnym piciu na łyskacza. Nie wygląda już tak po chamsku jak się tak siedzi i sączy Jasia. Naturalnie bez żadnych rozcieńczaczy, małżonka też nie uznaje. Jak mam pić Jasia z wodą, colą czy co tam ludzie dodają, to już wolę strzelić browarka. Zdarza mi się pić samotnie wódkę o ile to można nazwać wódką, bo gorzka, żołądkowa chyba straciła prawo do nazwy wódka, bo ma za mało procentów. Jak mnie coś rozbiera albo w żołądku rezonuje, to kupuję setkę i sobie siorbie. Czasem z pieprzem. Na luźnych spotkaniach towarzyskich znowu może być łyskacz ale też browar jak taka konwencja. Jeśli jednak jest to spotkanie, gdzie trafi się przynajmniej jeszcze jeden chętny na wódkę, to z ulgą przechodzę na wódkę. W dobrej knajpie, schłodzona pod fajne żarcie? Nie ma nic lepszego. Na imprezie rodzinnej typu święta czy większej jak wesele? Tylko wódka. Żadnego mieszania, drinków, łyskacza na przemian z wódką. Tylko wódka. Choć niedawno piłem z kolegą, który powiedział, że wódki nie tknie, bo to świństwo. On i nikt w jego okolicy nie pije wódki. Wszyscy piją swój własny samogon. Miał ze sobą beczułkę tego samogonu. Och jako to poniewierało
Tak 60-70 % miało i jakby się ogień piło. To dlatego kolega nie pije marnej wódki z 40 procentami.
Prawda jest taka, że nie lubię wódki, nawet takiej z wysokiej półki. OK, jak już nic innego nie ma, to się napiję, ale generalnie to wolę whisky. Chociaż ją to raczej pije się samodzielnie, a nie z zagrychą śledzika
Chodziło mi w moim poście raczej o to, że Polacy piją ilościowo, a nie jakościowo. Nie ma zupełnie kultury picia wina czy piwa- jest wódka i jest chlanie. W Anglii jak idę na proszoną kolację są dwa, trzy rodzaje wina, dżin z tonikiem, cognac (bo wiadomo, że inne rzeczy pije się z jedzeniem, inne jako aperitif, a jeszcze inne z kawą po kolacji). Dorośli ludzie na takich imprezach się też nie upijają (przynajmniej ci z którymi ja się znam), tylko sobie sączą.
W Polsce...wiadomo, jeden trunek na wszystko. No chyba, że to grill i gospodarz wyciągnie zgrzewkę Żywca dla urozmaicenia
U mnie w mieście cos takiego by nie przeszło- goście by pomyśleli, że na jakiś studentów czekasz i pomylili numer domu.
..a Żywiec, to kiedyś miał smakkkkk.Ale kiedyś ![]()
17 2018-07-30 20:33:50 Ostatnio edytowany przez Snake (2018-07-30 20:45:54)
ale generalnie to wolę whisky. Chociaż ją to raczej pije się samodzielnie, a nie z zagrychą śledzika
To jednak kwestia mądrości ludowej. Picie każdego mocnego alkoholu bez "zagrychy" prowadzi do szybkiego "zgonu". Oczywiście rzecz w tym, że takiej whisky czy koniaku w kulturalnym towarzystwie wypije się pół szklaneczki więc najwyżej się policzki zarumienią. Wódka w takiej ilości czyli np. szybka seta w drodze do domu też krzywdy nie zrobi. To bardziej kwestia robotniczo-wschodnioeuropejskiej tradycji. Wracasz do domu z roboty i wpadasz do knajpy z kolegami na setkę z zimną przekąską. I tak już rozluźniony i nie z pustym żołądkiem możesz zmierzać do domu na właściwy obiad. I na trawienie jest to dobre
Osobiście piłem w życiu tylko raz niedobrą wódkę tzn. taką przy której po prostu zwracało. Niezależnie czy było to pierwszy kieliszek czy dziesiąty. To było w latach szczenięcych za PRL-u i ta niesławna wódka nazywała się "Stołowa". Była chyba destylowana z ziemniaków, miała słony posmak i ten akurat egzemplarz był mocno ciepły. Zabójcza mieszkanka... Dawno temu obwoziłem przyszłą małżonką po różnych takich stronach naszej pięknej krainy. Byliśmy blisko miejscowości, w której mieszkał mój stryj. W zasadzie to mieszkał w lesie, bo z lasem był związany. Nie było wtedy komórek więc po prostu tam zajechaliśmy i poszliśmy zobaczyć czy ktoś jest. Był stryj i stryjenka, ucieszyli się i kazali zostać na noc. Wieczorem siedzieliśmy w kuchni, stryj wyjął coś wysokoprocentowego i to chyba domowej roboty. Polał wszystkim, kobietom też. Moja przyszła patrzy tak na kieliszek i pyta przerażona - a coś na popitkę? Stryj spojrzał na nią wyjątkowo zdegustowany i powiedział - wódkę się zakąsza, a nie popija! Na szczęście stryjenka interweniowała - nie wygłupiaj się stary, myślisz, że młodzi to tak jak ty będą pić?!Zrobię dziewczynie herbaty albo soku z piwnicy przyniosę
Stryjenka w ogóle była i jest bystra i światowa. Pyta się potem - a słuchajcie, pościelić wam w jednym pokoju czy w dwóch... ![]()
Mój poprzednio wspomniany kolega od beczółki z samogonem razem z nim przywiózł słoje własnych kiszonych ogórków, robiony w domu smalec z różnymi smakowitymi dodatkami. Plus chlebek wypiekany w domu i naprawdę do tego samogonu nie trzeba żadnej popitki. Na Ukrainie czy Białorusi oraz dalej w Rosji można jeszcze do okowity zjeść inny przysmak czyli sało. Znaczy porcję pysznej słoniny. Jak się ją je widziałem kiedyś za dzieciaka w wykonaniu mojego wuja, a raczej dziadka. Plaster takiej słoniny leży na chlebku. Bierze się kęs chleba tylko dotykając słoniny ustami i przepychając go dalej. Kielonek samogonu. Potem znów kęs chleba i znów słoninka się przesuwa. Kielonek. I w końcu zostaje najlepszy kęs ze słoninką... ![]()
Chodziło mi w moim poście raczej o to, że Polacy piją ilościowo, a nie jakościowo. Nie ma zupełnie kultury picia wina czy piwa- jest wódka i jest chlanie. W Anglii jak idę na proszoną kolację są dwa, trzy rodzaje wina, dżin z tonikiem, cognac (bo wiadomo, że inne rzeczy pije się z jedzeniem, inne jako aperitif, a jeszcze inne z kawą po kolacji). Dorośli ludzie na takich imprezach się też nie upijają (przynajmniej ci z którymi ja się znam), tylko sobie sączą.
W Polsce...wiadomo, jeden trunek na wszystko. No chyba, że to grill i gospodarz wyciągnie zgrzewkę Żywca dla urozmaicenia
U mnie w mieście cos takiego by nie przeszło- goście by pomyśleli, że na jakiś studentów czekasz i pomylili numer domu.
No nie, to już zależy od towarzystwa. Sorki ale pijących byle co, byle dużo, a potem rzygających i szczących gdzie popadnie Angoli, to ja widziałem na własne oczy. Może w Anglii to oni chodzili na te aperitify ale jak przylatywali do Krakowa, to szli przez miasto z iście ułańską fantazją
No ale nie wyrabiałem sobie na ich przykładzie obrazu przeciętnego mieszkańca wysp Brytyjskich. Szwedzi wykupują sobie bilet na prom do Polski i z powrotem, a w czasie podróży przez Bałtyk pogrążają się w kompletnej destrukcji alkoholowej. A w szwedzkim domu pełna kultura, kupione za państwowym pozwoleniem winko... U mnie w pracy latem w piątek robimy sobie ognisko i pieczenie kiełbasek. Z alkoholi jest zazwyczaj wszystko poza wódką
Jak kto woli, jest piwo bezalkoholowe, jest normalne, wino jedno, drugie, whisky. W pracy najczęściej pijemy whisky, dla słabszych jest zawsze jakiś żelazny zapas wina. Ja w prezentach zawsze dostaje whisky, nie wiem dlaczego, bo wolałbym dobrą wódkę.
Pozwolę sobie jeszcze dodać, że owi zapijaczeni jak świnie wątpliwej urody kawalerowie z Wysp Brytyjskich tarzają się w miejskich trawnikach pięknego miasta Krakowa, tak jak ich Pan Bóg stworzył. Lubią też demolować restauracje okazując w ten sposób niezadowolenie z wysokości wystawionego rachunku. Generalnie nie są najlepszą wizytówką posiadanego przez siebie obywatelstwa. ![]()
Pozwolę sobie jeszcze dodać, że owi zapijaczeni jak świnie wątpliwej urody kawalerowie z Wysp Brytyjskich tarzają się w miejskich trawnikach pięknego miasta Krakowa, tak jak ich Pan Bóg stworzył. Lubią też demolować restauracje okazując w ten sposób niezadowolenie z wysokości wystawionego rachunku. Generalnie nie są najlepszą wizytówką posiadanego przez siebie obywatelstwa.
Tak dla ścisłości, to zwykle są młode chłopaki, albo robole (bez urazy, ale takie pochodzenie), co wyrwali się do Europy na wakacje. Ludzie dorośli z klasy średniej się tak nie zachowują. Trudno to zrozumieć w Polsce, ale granice pomiędzy klasami są tu bardzo widoczne i sposób picia jest adekwatny do nich. Pomijając studentów, bo oni chlają niezależnie od tego skąd są ![]()
20 2018-07-30 23:27:42 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-07-30 23:28:55)
SonyXperia napisał/a:Pozwolę sobie jeszcze dodać, że owi zapijaczeni jak świnie wątpliwej urody kawalerowie z Wysp Brytyjskich tarzają się w miejskich trawnikach pięknego miasta Krakowa, tak jak ich Pan Bóg stworzył. Lubią też demolować restauracje okazując w ten sposób niezadowolenie z wysokości wystawionego rachunku. Generalnie nie są najlepszą wizytówką posiadanego przez siebie obywatelstwa.
Tak dla ścisłości, to zwykle są młode chłopaki, albo robole (bez urazy, ale takie pochodzenie), co wyrwali się do Europy na wakacje. Ludzie dorośli z klasy średniej się tak nie zachowują. Trudno to zrozumieć w Polsce, ale granice pomiędzy klasami są tu bardzo widoczne i sposób picia jest adekwatny do nich. Pomijając studentów, bo oni chlają niezależnie od tego skąd są
A jeszcze ścislej, to wyrwają się do Krakowa na wieczorki kawalerskie
Czy oni tacy młodzi? Tego bym nie powiedziała. A czy robole? Na czole nie mają nic wytatuowane. Fakt jest jeden. Zachowują się jak bydło.
Fakt jest jeden. Zachowują się jak bydło.
Musi to skutek uboczny polskiego piwa. Coś w wodzie, bo granulat piwny już chyba i tak głównie z importu. Potem wtaczają się do samolotu i już nad Kanałem Angielskim wołają do stewardessy o aperitif ![]()
SonyXperia napisał/a:Fakt jest jeden. Zachowują się jak bydło.
Musi to skutek uboczny polskiego piwa. Coś w wodzie, bo granulat piwny już chyba i tak głównie z importu. Potem wtaczają się do samolotu i już nad Kanałem Angielskim wołają do stewardessy o aperitif
Jest taka zasada w życiu. Jak się do czegoś nie nadajesz, to się za to nie bierz. Może dotyczy to polskiego piwa(?) ![]()
Za cienkie Bolki znaczy?
A to taki dowcip był - ile by pan musiał wypić żeby mieć 2 promile? Żeby tyle mieć, to ja bym musiał ze trzy dni nie pić...
24 2018-07-30 23:43:25 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-07-30 23:44:12)
Jakakolwiek jest tego przyczyna, stanowią w Krakowie niewątpliwy fenomen turystyczny o złej sławie ![]()
Jakakolwiek jest tego przyczyna, stanowią w Krakowie niewątpliwy fenomen turystyczny o złej sławie
To są młode chłopaki bądź ekwiwalenty Pana Miecia od kafelków. Pija tak samo w UK, jak piją zagranicą- czyli do oporu i do orzygu. Spotkasz ich w klubach z głośną muzyką i długo w noc otwartych pubach, a potem na kebabie. Wcale to nie inne od naszych dresiaków czy kiboli.
Ludzie z klasy średniej się tak nie zachowują. Jeszcze nie spotkałam prawnika, lekarza, nauczyciela czy inżyniera co by się upijał publicznie do nieprzytomności i świecił gołym tyłkiem. No chyba, że jest alkoholikiem, i wtedy wszyscy mówią mu by się leczył.
26 2018-07-31 00:20:10 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-07-31 00:22:02)
Prawnicy, lekarze i inżynierowie, to też ludzie, i aż tak nie przeceniałabym roli wykształcenia w chęci solidnego zabawienia się
W szczególności jesli bawi się i pije się tam, gdzie nikt, kto nie powinien zobaczyć, nie zobaczy
Ciężko mi stwierdzić kim są z wykształcenia i z zawodu obywatele UK, o których zachowaniu mowa, niemniej jednak swoim specyficznym zachowaniem przeszli do historii miasta
Są jedyni w swoim rodzaju ![]()
Prawnicy, lekarze i inżynierowie, to też ludzie, i aż tak nie przeceniałabym roli wykształcenia w chęci solidnego zabawienia się
W szczególności jesli bawi się i pije się tam, gdzie nikt, kto nie powinien zobaczyć, nie zobaczy
![]()
Ciężko mi stwierdzić kim są z wykształcenia i z zawodu obywatele UK, o których zachowaniu mowa, niemniej jednak swoim specyficznym zachowaniem przeszli do historii miasta
Są jedyni w swoim rodzaju
A, co ludzie robią prywatnie, to inna sprawa. Pewnie są tacy lekarze i prawnicy co wciągają kokainę i wlewają w siebie wódkę, w towarzystwie prostytutek
Ino ja takich ludzi nie znam ![]()
Duzo racji jest w tym, ze pije sie wszedzie.
Ale ja bede upierac sie przy tym, ze Polak pije specyficznie, bo pije wodke w duzych ilosciach i na imprezach po 23:00 juz nie ma z kim gadac.
Pijani panowie w spoconiutkich koszulach, panie w podartych rajtuzach z rozmazanym makijazem.
Taki mam obraz polskich wesel, urodzin, chrzcin. I nic na to nie poradze.
Polacy na emigracji dorwali sie do alkoholu po fajrancie, bo dla wielu tak wyglada spedzanie wolnego czasu. Znam tu takich, ktorzy po 10 latach nie znaja jezyka, wiec integracja jest niemozliwa. No bo jak dogadac sie w chorze, w klubie sportowym czy na kreglach? do kina i teatru nie ma z tego samego powodu po co chodzic, wiec czas wolny spedzaja przy polskiej tv i flaszce.
Na polskich urodzinach czy weselu nie doprosze sie o lampke (dobrego) wina, wodki nie pije, wiec siedze o suchym pysku i obserwuje.
Zachlani Angole w Krakowie mnie denerwuja i ubolewam nad tym, ze swiat topi smutki w alkoholu.
Duzo racji jest w tym, ze pije sie wszedzie.
Ale ja bede upierac sie przy tym, ze Polak pije specyficznie, bo pije wodke w duzych ilosciach i na imprezach po 23:00 juz nie ma z kim gadac.
Pijani panowie w spoconiutkich koszulach, panie w podartych rajtuzach z rozmazanym makijazem.
Taki mam obraz polskich wesel, urodzin, chrzcin. I nic na to nie poradze.Polacy na emigracji dorwali sie do alkoholu po fajrancie, bo dla wielu tak wyglada spedzanie wolnego czasu. Znam tu takich, ktorzy po 10 latach nie znaja jezyka, wiec integracja jest niemozliwa. No bo jak dogadac sie w chorze, w klubie sportowym czy na kreglach? do kina i teatru nie ma z tego samego powodu po co chodzic, wiec czas wolny spedzaja przy polskiej tv i flaszce.
Na polskich urodzinach czy weselu nie doprosze sie o lampke (dobrego) wina, wodki nie pije, wiec siedze o suchym pysku i obserwuje.
Zachlani Angole w Krakowie mnie denerwuja i ubolewam nad tym, ze swiat topi smutki w alkoholu.
A kiedy ostatnio byłaś na polskim weselu? Ja byłam 3 tygodnie temu (w Polsce) i oprócz wódki było wino (białe i czerwone) whiskey.Na palcach jednej ręki mogę policzyć gości których *zachwiało*a było wszystkich 90 osób,więc statystyka jest bardzo dobra:) Fakt trafił się jeden z Twojego opisu,ale gdy zamiast słów popłynoł bełkot gość został odprowadzony do łóżka. Bylo to wesele (jak zazwyczaj) bardzo młodych ludzi,więc może dlatego było inaczej niż w latach 80/90? Wiem,że coraz więcej osób rezygnuje z alkoholu na chrzcinach i komuni.Mam wielką nadzieję,że obrazy takiego picia jakie masz Ty będą rzadkością.Ps.integracja czasem jest trudna,bo jak zakolegować się z Irlandkami które spotykają się na picie w pubie i piją do momentu aż zgubią buty?;)
Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co powiedziała Gosia 1962.
Sama mieszkam ponad 8 lat w UK i widzę różnicę między tym jak piją Anglicy a jak Polacy. Anglicy nie chleją pod sklepami. Oni piją w pubach - a nawalić potrafią się gorzej niż Polacy. Koleżanka pracuje w szpitalu w ochronie - i jak ona mówiła, co tam się na izbie przyjęć wyprawia w piątki i soboty wieczorem... ja sama pracowałam dawno temu w pubie - też się napatrzyłam. Potrafią się urżnąć jak świnie - ale nie widać tego na ulicy. Polacy za to chlają gdzie popadnie, pod sklepem, na placu zabaw.
Na pewno jednak nie powiedziałabym, że za granicą piją więcej.
Z wyjatkiem ulic Krakowa
Może w UK nie ma żartów z łamaniem porządku publicznego i im się bardziej opłaca szaleć na izbach przyjęć? ![]()
Chodziło mi o to, że Polacy za granicą niekoniecznie piją wiecej niz w Pl.
Co do szaleństwo na izbie przyjęć - to nie są szaleństwa, to są spite do nieprzytomności dziewczyny, zarzygane z rozmazanym makijażem leżące na ziemi, bo nie są w stanie siedzieć... I to nie są Polki.
Moi znajomi są 2tygodnie za granica w pracy załatwioną przez agencje pracy tymczasowej i często mi wspomonaja, że piją alkohol(3x w tygodniu z tego co wiem ale może być nawet czesciej). Znajoma zauważyła, że często piją i muszą uważać. Druga znajoma myśli ze ma kontrolę, ale ja widzę, ze często pili przez te 2tyg... Zdarza im się nawet po pracy.
Ja już tej drugiej znajomej nie rozumiem - raz mówi, że ciężko pracuje, nie ma co ze sobą zrobić (chodzi po dworze bez celu, gdy spać nie może - już w Polsce miała problemy ze snem). Raz wspomniała mi, że ma wahania nastrojów.
Moja daleka rodzina tez wyjeżdżała. I oni właśnie maja problemy z alkoholem...
Dlaczego wiec Polacy piją tak często i dużo alkoholu za granica? Jakie jest tego podłoże psychologiczne? O czym to picie świadczy? Nie chce by znajomi wpadli w alkoholizm...
Niestety Polacy piją wszędzie nie tylko na Zachodzie, chociaż tam po alkoholu zachowują się tak, że każdy mieszkaniec wie, że to nikt inny tylko Polak, taką niestety opinię wystawiamy sobie sami. Alkohol jest przecież dla ludzi, ale ludzi mądrych, a dlaczego piją? bo sądzą, że tam ich nikt nie zna, więc mogą sobie pozwolić, bo tęsknotą za krajem nie można tego tłumaczyć, wódka nie rozwiąże żadnych problemów, co najwyżej może ich tylko przysporzyć.
34 2018-08-01 11:15:46 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-08-01 11:23:51)
Jakkolwiek by nie bylo: temat poruszany, to pijanstwo polskich emigrantow zarobkowych.
Na ten temat moge powiedziec wiele.
Polacy na emigracji pija bardzo duzo i czesto.
powody? niezbornosc jezykowa, z czym sie wiaze nieumiejetnosc zorganizowania w inny sposob wolnego czasu, poczucie wyluzowania w stanie upojenia, kompleksy (po wodce nabieraja bohaterstwa), nieumiejetnosc i nieznajomosc picia dobrych win, zalewanie sie wodka, ktora powala szybciej.
Jakkolwiek by nie bylo, ja pijanstwa nie toleruje i ubolewam takze nad wszechobecnym chlaniem Polakow takze w kraju.
NIGDZIE nie ma tylu zachlanych na ulicach, jak w Polsce.
Snake
to co piszesz o sloninie - ja znam od przeszlo 50 lat jako "popychana kielbasa" - czyli jak proletariat wodke pije. Znam ze strony arystokratycznej mojej rodziny. Ale reszta stwierdzen - zacna.
Ja sie nauczylam w Danii pic powoli - caly weekend byc na lekkim rauszu, a nie pijanym. Dania jest - co niektorych zdziwi - krajem winopijcow. Wcale nie piwo.
Pamietam ze na tym portalu ktos mnie zgromil za propagowanie wina (wysokiej jakosci) w kartonach. Jednoczesnie zachwalal Fresco - napoj winopodobny, ale w szkle - jako prawilny.