Czytając te wszystkie posty na temat zdrady postanowiłam opisać to co sama przeżywałam..
A więc zacznę od początku. Z moim facetem jestem już prawie dwa lata ,bywało różnie raz gorzej raz lepiej.Rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie oboje nie umiemy bez siebie żyć..Jednak najgorzej było w wakacje ja musiałam iść do szpitala na operacje z T. się kłóciłam bez przerwy, podejrzewałam go że kręcił z moją znajomą widząc jak z nią rozmawia jak się uśmiecha do niej było mi tak cholernie przykro ,do mnie tak się nie uśmiechał nie rozmawiał w taki sposób. Nawet jak byłam w szpitalu to przychodzili zawsze razem zawsze żartowali, śmiali się a ja czułam się odtrącona, niepotrzebna. Po wyjściu ze szpitala było nawet ok do czasu do póki nie pokłóciliśmy się i tak jakby zerwaliśmy.Pisze tak jakby ponieważ nasze zerwania trwały góra 1 dzień co i tak było odległe od zerwania cały czas byliśmy ze sobą w kontakcie, ale wracając do tematu pokłóciliśmy się i "zerwaliśmy". W mniej więcej w tym samym czasie napisał znajomy J. zapytał się czy może przyjechać do mnie.Pozwoliłam pomimo mojej niepewności czy aby na pewno robię dobrze ,bo przecież i tak na następny dzień pogodzę się z T.
J. przyjechał na następny dzień tak jak się umawialiśmy i na początku tylko rozmawialiśmy jednak w pewnym momencie doszło między nami do pocałunku chciał czegoś więcej nie zgodziłam się nie mogła bym. Cały czas myślami byłam przy T. do którego od razu zadzwoniłam jak tylko J. wyszedł ode mnie i tak jak przypuszczałam wróciliśmy do siebie, a całe zajście zataiłam. T. przyjechał do mnie na drugi dzień ,cały czas myślałam o tym co zrobiłam z tamtym ,zastanawiałam się czy gdybym się przyznała to czy by mi wybaczył. Z T. moje stosunki nagle się poprawiły było jak na początku naszego związku jak w bajce i taka idylla trwała 3 miesiące do czasu aż T się nie dowiedział...Ból jaki wtedy w jego oczach zobaczyłam ranił i mnie..To było okropne zawiodłam na całej linii człowieka którego naprawdę kochałam i kocham. Powiedział mi wtedy ,że się mnie brzydzi nie wie czy chce być ze mną ,musi się zastanowić że mam go nie dotykać..I nie jest już pewien ani mnie ani tego czy kocham go tak jak mówię...Złamałam serce komuś kto zrobił by dla mnie wszystko. Przez pewien czas było między nami nijak nie chciał przytulić czy pocałować stał się w stosunku do mnie zupełnie innym człowiekiem..Starałam się i pomimo, iż on nie wierzył już w nas nie chciałam się poddać walczyłam o to co zostało o jego miłość i opłaciło się. Któregoś dnia przyszedł do mnie przytulił się pocałował byłam jak w niebie.Powiedział bym więcej tego nie robiła i mam nie wspominać nic na ten temat.Powiedział ,że mnie kocha i nie umie beze mnie żyć:)
Od tamtej sytuacji minęło już sporo czasu, jednak po mimo tego ja nie umiem wybaczyć sobie tego co zrobiłam T. to ten jeden jedyny nie wyobrażam sobie bycia z kimś innym.
To zdanie kieruje do wszystkich którym nie układa się w związkach : NIE ZDRADZAJCIE ,NIE WARTO!!.
Przepraszam za nieskładnie.