Zakochałam się w facecie, który był do tej pory moim przyjacielem. Widzę też, że on najwyraźniej też poczuł mięte do mnie. Potwierdza to fakt, że doszło do kilku zbliżeń miedzy nami, wiecie pocałunki i te sprawy. Miałam wrażenie, że On tego żałuje, więc zapytałam o to i usłyszałam, że tak, bo teraz boi się o to, że przez to uczucie zawali swoje obowiązki: studia, praca, rodzice, że zależy mu ale się boi. Nie chce zawieść bliskich sobie osób i olać to jak, oni go wychowali. Chce osiągnąć sukces zawodowy. Po czym po kilku spotkaniach znów doszło do kolejnego zbliżenia i tym razem już jasno dawał mi do zrozumienia, że czuje coś do mnie, bo gdyby nic nie czuł to do takich sytuacji by nie dopuścił. Ja swoich uczuć nie ukrywam i powiedziałam mu, że bardzo mi zależy na nim. Tylko nie wiem czy dobrze zrobiłam. Stwierdził, że wszystko zrobiłby dla mnie, że pragnie mojego szczęścia. Że stwierdził w końcu dzięki mnie ze ma prawo do uczuć a nie tylko do kariery i powinien korzystać z życia a nie zamykać się w domu przy książce. Wszystko by było ok, gdyby nie powiedział mi, że odkąd zaiskrzyło między nami, to on nie może się na niczym skupić. Że cały czas o mnie myśli i zapomina o ważnych dla niego rzeczach, nie może się uczyć. A to człowiek strasznie ambitny czasem aż za bardzo. Stwierdził, że chyba będzie musiał wybrać pomiędzy miłością i tym, na czym mu bardzo zależy, a tym, co do tej pory robił i do tej pory mu się układało. Bo tak jest łatwiej. Ja sama też nie chcę, by rzucił dla mnie wszystko i olał cały świat, bo to bez sensu. Chcę aby miał swój świat, być przy nim i go wspierać. Ale poczułam się jakby moje uczucie było dla niego jakaś kara.
Sama nie wiem co mam o tym myśleć, strasznie mi na nim zależy, nie chciałabym go stracić tylko dlatego, że wolał iść łatwiejsza drogą obowiązków niż trudną miłości.
Pomóżcie proszę...