netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Sprawy finansowe w związku

142 odpowiedzi11 779 wyświetleńzałożony przez inay, 20.03.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sprawy finansowe w związku

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 143 ]

1

Temat: Sprawy finansowe w związku

Hej smile,

Mówi się, że mieszkając z kimś i dzieląc wydatki jest łatwiej pod względem finansowym.
Czy również odczuliście to na plus gdy zdecydowaliście się na zamieszkanie z dziewczyną/chłopakiem czy wręcz przeciwnie, musieliście odmawiać sobie rzeczy, na które bez problemu mogliście pozwalać sobie przed zamieszkaniem razem?
Jestem ciekawa odpowiedzi smile.

2

Odp: Sprawy finansowe w związku

To zależy jak mieszkałaś wcześniej wink
Tak naprawdę opłaty za mieszkanie idą po połowie/rachunki/czynsz, ale też rachunki przy jednej osobie są trochę niższe.
Jedzenie? I tak musisz kupić więcej. Z drugiej strony łatwiej zjeść jeden chleb w dwie osoby niż w jedną, więc coś tam można przyoszczędzić.

Płyny do prania/proszki/detergenty? Teoretycznie łatwiej zapełnić pralkę/zmywarkę przy dwóch osobach. Można przyoszczędzić na środkach czystości typu płyn do podłogi/do mycia toalet/zlewów itd, zakładając, że sprzątasz cały czas z taką samą częstotliwością (np. 1x na tydzień)

Moim zdaniem nie wyjdą z tego jakieś ogromne kwoty różnicy wink gotując sama dla siebie gotuję mniej, gotując z facetem, nawet jak chcę ugotować na drugi dzień, to on jest głodomorem i doje na kolację to, co zostało ;D więc się nie opłaca.

3

Odp: Sprawy finansowe w związku

Ja mam układ, że na dom i resztę majdanu zarabia mąż. Ja sobie dorabiam na zachcianki ewentualnie, ale nie muszę. Mam też dochód z wynajmu. Taki układ obojgu nam pasuje. Natomiast moja siostra dzieli się na pół z chłopakiem opłatami. Plus zakupy raz ona raz chłopak. Ew jak coś większego do domu typu szafa to na pół.

4

Odp: Sprawy finansowe w związku
Lady Loka napisał/a:

To zależy jak mieszkałaś wcześniej wink
Tak naprawdę opłaty za mieszkanie idą po połowie/rachunki/czynsz, ale też rachunki przy jednej osobie są trochę niższe.
Jedzenie? I tak musisz kupić więcej. Z drugiej strony łatwiej zjeść jeden chleb w dwie osoby niż w jedną, więc coś tam można przyoszczędzić.

Płyny do prania/proszki/detergenty? Teoretycznie łatwiej zapełnić pralkę/zmywarkę przy dwóch osobach. Można przyoszczędzić na środkach czystości typu płyn do podłogi/do mycia toalet/zlewów itd, zakładając, że sprzątasz cały czas z taką samą częstotliwością (np. 1x na tydzień)

Moim zdaniem nie wyjdą z tego jakieś ogromne kwoty różnicy wink gotując sama dla siebie gotuję mniej, gotując z facetem, nawet jak chcę ugotować na drugi dzień, to on jest głodomorem i doje na kolację to, co zostało ;D więc się nie opłaca.

I tak i nie. Gotując dla siebie wydawałam mniej kasy, też dlatego, że mi się po prostu nie chciało wink
Mieszkając razem, częściej mamy jakieś zachcianki kulinarne, wino wieczorkiem itp. Pralka chodzi częściej, zużycie mediów jest większe.
Niemniej, są to kwoty raczej nie wzięte z kosmosu.
Rachunki można płacić po połowie, więc bilans może wyjść taki sam.

5

Odp: Sprawy finansowe w związku

U nas układ jest czysty w związku tzn:
Na opłaty i inne rzeczy związane z prowadzeniem domu różnymi dodatkowymi kosztami mamy osobne konto gdzie wpłacamy co miesiąc równą kwotę.
Pozostała część jest u mnie na koncie i do mojej dyspozycji, mąż nie ma prawa wtrącać się do niej smile

6

Odp: Sprawy finansowe w związku
Wstydliwa1990 napisał/a:

U nas układ jest czysty w związku tzn:
Na opłaty i inne rzeczy związane z prowadzeniem domu różnymi dodatkowymi kosztami mamy osobne konto gdzie wpłacamy co miesiąc równą kwotę.
Pozostała część jest u mnie na koncie i do mojej dyspozycji, mąż nie ma prawa wtrącać się do niej smile

A część męża na jego koncie ... rozumiem? I ty też nie masz prawa do niego?

7

Odp: Sprawy finansowe w związku

U mnie wychodzi delikatnie mniej,  ale nie są to jakieś ogromne różnice.

8 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-03-21 11:31:05)

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Hej smile,

Mówi się, że mieszkając z kimś i dzieląc wydatki jest łatwiej pod względem finansowym.
Czy również odczuliście to na plus gdy zdecydowaliście się na zamieszkanie z dziewczyną/chłopakiem czy wręcz przeciwnie, musieliście odmawiać sobie rzeczy, na które bez problemu mogliście pozwalać sobie przed zamieszkaniem razem?
Jestem ciekawa odpowiedzi smile.

jesli sie dzieli mniej więcej po równo to łatwiej. Ale u nas nigdy tak to nie funkcjonowało. Od poczatku to on ponosił większe koszty, bo bardzo dobrze zarabiał i taka była jego wola. Latwiej bylo wiec mnie. Jak wynajmowalismy mieszkanie to on za nie płacił. Mnie po prostu nie byłoby stać.
Myślę, ze kwestia finansów w związku to sprawa do ustalenia. Jedni wola dokładnie się dzielić, inni jeśli ich stać i maja ochote, dokładają więcej.  Głównie chyba mężczyźni inwestują w ten sposób w związek, jeśli traktują go poważnie.

9

Odp: Sprawy finansowe w związku
Wstydliwa1990 napisał/a:

U nas układ jest czysty w związku tzn:
Na opłaty i inne rzeczy związane z prowadzeniem domu różnymi dodatkowymi kosztami mamy osobne konto gdzie wpłacamy co miesiąc równą kwotę.
Pozostała część jest u mnie na koncie i do mojej dyspozycji, mąż nie ma prawa wtrącać się do niej smile

My robimy tak samo.

10

Odp: Sprawy finansowe w związku

Przed slubem rok mieszkalam z przyszlym męzem w akademiku, na oplaty skladalismy sie po polowie, tak mniej wiecej liczylismy wydatki, obiady w akademickiej stolowce kazdy sam oplacal, wiec wydatki tylko na jedzenie - sniadania, kolacje. No moglabym w sumie wypominac, ze on zjadal wiecej (bo wiekszy).

Potem, po slubie, to juz wspolna kasa, ale raczej nikt nikomu nie broni wydatkow.

11

Odp: Sprawy finansowe w związku

Dziękuję za odpowiedzi smile.
Byłam ciekawa Waszego zdania, gdyż u mnie zmieniło się bardzo na gorzej. Właściwie nawet jakiś kosmetyk ciężko mi kupić i liczę każdą złotówkę, a wcześniej nie musiałam tego robić, chociaż też nie pozwalałam sobie na nie wiadomo ile. Ale to dłuższy temat, chyba na osobny wątek wink.

adiaphora napisał/a:

Głównie chyba mężczyźni inwestują w ten sposób w związek, jeśli traktują go poważnie.

O właśnie, chyba w tym rzecz wink.

12

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi smile.
Byłam ciekawa Waszego zdania, gdyż u mnie zmieniło się bardzo na gorzej. Właściwie nawet jakiś kosmetyk ciężko mi kupić i liczę każdą złotówkę, a wcześniej nie musiałam tego robić, chociaż też nie pozwalałam sobie na nie wiadomo ile. Ale to dłuższy temat, chyba na osobny wątek wink.

adiaphora napisał/a:

Głównie chyba mężczyźni inwestują w ten sposób w związek, jeśli traktują go poważnie.

O właśnie, chyba w tym rzecz wink.

to może rozwiń, albo załóż nowy wątek to może coś doradzimy smile

13

Odp: Sprawy finansowe w związku

Tak, tak, koniecznie zaloz nowy wątek.

14

Odp: Sprawy finansowe w związku

Możesz w tym pisać smile

15

Odp: Sprawy finansowe w związku

Opiszę wszystko, ale później bo potrzebuję sporo czasu wink. Na pewno będzie co poczytać wink.

16 Ostatnio edytowany przez inay (2018-04-04 15:49:33)

Odp: Sprawy finansowe w związku

Długo zastanawiałam się czy pisać, bo myślałam, że może problem sam rozwiąże się z czasem, ale chyba jednak nie mam co na to liczyć...
Jestem z chłopakiem od pół roku, mamy ponad 30 lat. Można powiedzieć, że jestem jego pierwszą dziewczyną, bo ostatnio spotykał się z kimś ponad 12 lat temu, jednak to nie było nic poważnego.
Po tym jak się związaliśmy wyjechał po około 2 tygodniach za granicę na 2 miesiące - rozmawialiśmy wtedy po kilka godzin na kamerce i pisaliśmy do siebie dużo, więc mimo wyjazdu związek dalej bardzo intensywnie się rozwijał. Wrócił i po miesiącu od powrotu zamieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu. Podczas gdy był za granicą robiłam remont (też właśnie z myślą o chłopaku), na który udało mi się uciułać z zarobków z poprzedniej pracy, a wcale nie było to łatwe, bo wtedy byłam w 5,5-letnim związku z osobą, która była bardzo rozrzutna, a kasę mieliśmy wspólną. Na remont wydałam całe oszczędności i na co dzień żyję z pieniędzy, które zarabiam w nowej pracy. Pracę zmieniłam ze względu na stres, przez który nabawiłam się choroby autoimmunologicznej. Teraz zarabiam dużo mniej - 1900 zł netto, ale praca faktycznie jest dużo spokojniejsza, bezstresowa i bez nadgodzin (zmiana pracy poza tym, że ja się w poprzedniej źle czułam była również sugestią lekarza).
Z chłopakiem układa nam się bardzo dobrze, nigdy wcześniej nie spotkałam osoby, która by była dla mnie tak wyjątkowa, bardzo się stara i do wielu spraw potrafi podejść bardziej dojrzale niż ja. Chociaż nasze początki były ciężkie - myślę, że przede wszystkim dlatego, że osobie, która była sama całe życie i musiała myśleć tylko o sobie trudno było się przestawić na myślenie jeszcze o kimś i musiał nad tym trochę popracować. Bardzo się starał i w wielu aspektach naprawdę się to udało. Niestety został jeden poważny problem, który często sprawia, że coraz częściej psuje mi się humor... i chodzi tu o finanse.
On wie ile ja zarabiam - dość szybko mu o tym powiedziałam przy okazji jakiejś rozmowy. Niestety on nie powiedział mi do tej pory, jakby chciał to ukryć i zupełnie nie rozumiem czemu. Sama o to nie zapytam, wiadomo, ale we wcześniejszych związkach takie rzeczy były wiadome już dużo wcześniej w normalny, naturalny sposób.
Wiem, że ma bardzo duże oszczędności oraz, że zarabia sporo więcej ode mnie (dokładnie nie wiem ile, ale jestem księgową w firmie, w której i on pracuje i różne papierki przechodzą mi przez ręce i po prostu trudno nie zauważyć. Natomiast nigdy nie wykorzystałam tego faktu żeby podejrzeć jego miesięczne wynagrodzenie, nie miałam takiej potrzeby).
Na poważnie planujemy wspólną przyszłość i takie kwestie jak mieszkanie, ślub, dzieci mamy już omówione, natomiast kwestie finansowe to wciąż temat tabu... Nie chcę za to obwiniać tylko jego, ja też mam problem z rozmową o pieniądzach.
Przechodząc do głównego problemu - mimo niskich zarobków, finansowo lepiej sobie radziłam sama niż mieszkając z nim. Na rachunki wydawałam około 650 zł + jedzenie 200-300 zł. Nie miałam problemu z kupieniem sobie ulubionych kosmetyków, ubrań, wyjściem na miasto, kupieniem komuś dość drogiego prezentu czy dokupieniem czegoś do remontu/mieszkania, np. odkurzacza.
Pierwszy miesiąc przed zamieszkaniem razem zostawał u mnie na około 3-4 noce na tydzień. Zaczęłam kupować dużo więcej jedzenia. On lubi dobrze zjeść, a ja lubię dla kogoś gotować i piec ciasta, więc nie żałowałam mu. Już wtedy zauważyłam, że zaczyna to mocno naruszać mój budżet, tym bardziej, że planowałam jeszcze dokupić meble do całego mieszkania (oczywiście po trochu co miesiąc).
Ani razu nie zapytał mnie czy nie potrzebuję pomocy finansowej skoro mój dotychczasowy tryb życia trochę się zmienił. Chyba raz tylko zrobił zakupy na obiad. Przymykałam na to oko, bo w planach mieliśmy wspólne mieszkanie, więc sądziłam, że pewnie wtedy sytuacja ulegnie zmianie. Sytuacja się zmieniła ale na gorszą... Nigdy nie zainteresował się ile płacę za rachunki, jedzenie kupujemy mniej więcej na pół chociaż mam wrażenie, że jednak ja częściej płacę i większe sumy, a jem przecież prawie dwa razy mniej. Oczywiście mebli już nie dokupiłam bo nie mam funduszy, a on od dawna wie, że taki miałam plan, mimo to nawet nie zapytał czemu do tej pory ich nie kupiłam. Kupił telewizor, bo on chciał. Oczywiście skonsultował się w tej sprawie ze mną.
Kolejną sprawą jest to, że wcześniej kupowałam bilet miesięczny na przejazdy autobusem na 3 m-ce, bo dużo bardziej opłaca się to niż na miesiąc. Niestety przez brak funduszy nie mam teraz wyjścia i kupuję co miesiąc. Ostatnio kupowaliśmy razem, on pierwszy raz bo przeprowadził się do mnie z okolic mojego miasta. Kupił na 3 m-ce, ja na miesiąc, niestety nie zainteresowało go czemu tak robię skoro zawsze kupowałam na 3 m-ce.
Kolejna podobna sytuacja wyszła wczoraj - nasz zakład pracy organizuje wycieczkę za granicę, bardzo korzystną cenowo dla pracowników. Uzgodniliśmy, że na nią jedziemy, ale w trakcie dnia on powiedział, że zakład z wynagrodzenia mi pobierze tę kwotę całą na raz. Więc wystraszona, że prawie nic nie zostanie mi z tej wypłaty na koncie powiedziałam, że przecież nic mi nie zostanie i ja się zastanawiam czy w ogóle jechać. Nie powiedział nic...
To jego zachowanie byłoby dla mnie jasne, że jest strasznym sknerą lub mnie wykorzystuje i dałabym sobie z takim spokój, ale z drugiej strony wiem, że on chce nam kupić dom (bo jest to moje marzenie), więc czy powinnam w ogóle mieć pretensje o to, że nie płaci ze mną rachunków na pół skoro wiem, że on w najbliższym czasie zamierza kupić dom co jest przecież nieporównywalne jeśli chodzi o wkład pieniężny...
Naprawdę już nie wiem co ja mam o tym wszystkim myśleć i nie wiem co mam z tym zrobić, ale czuję, że frustracja we mnie narasta.

17

Odp: Sprawy finansowe w związku

Teraz nastały nowe czasy inaczej się żyje niż dawniej. Zaraz napiszę w czym rzecz:

...dziesiąt lat temu mąż przychodził z pracy i po wypłacie każdego m-ca oddawał pieniądze,którymi dysponowałam,oczywiście swoją wypłatę też w to wliczałam.Dzisiaj np moje dzieci mają osobne konta,ale zięciowie ze swojego konta opłacają wszystkie rachunki,córki ze swojego kupują żywność. Czy taki układ dzisiaj mnie by pasował? - zdecydowanie nie,no ale mamy ten XXI w i żyje się i szybciej i inaczej. smile

18 Ostatnio edytowany przez balin (2018-04-04 16:23:17)

Odp: Sprawy finansowe w związku

Myślę, że bez poważnej rozmowy, opartej na argumentach takich jak tu przedstawiłaś się nie obejdzie. Dom to on kupi, a może nie kupi.

19 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-04-04 16:28:22)

Odp: Sprawy finansowe w związku
balin napisał/a:

Myślę, że bez poważnej rozmowy, opartej na argumentach takich jak tu przedstawiłaś się nie obejdzie. Dom to on kupi, a może nie kupi.

A jak kupi, to to będzie jego dom. A Ty zostaniesz bez oszczędności. Uważam, że rachunki powinniście płacić po połowie, skoro mieszkacie we dwoje. Z żywnością tak samo.

20

Odp: Sprawy finansowe w związku
santapietruszka napisał/a:
balin napisał/a:

Myślę, że bez poważnej rozmowy, opartej na argumentach takich jak tu przedstawiłaś się nie obejdzie. Dom to on kupi, a może nie kupi.

A jak kupi, to to będzie jego dom. A Ty zostaniesz bez oszczędności. Uważam, że rachunki powinniście płacić po połowie, skoro mieszkacie we dwoje. Z żywnością tak samo.

nie po polowie, tylko proporcjonalnie
ja placilam np. za jedzenie po połowie z psycholem
i robilam obiad: zwykle cztery lub piec porcji, na dzis, jutro i reszta do zamrożenia. wiec sama mialam obiad na 5 dni. z psycholem on zjadal na raz dwie albo trzy porcje doroslego człowieka. czasem nawet nie zdazalam sobie nic odlozyc do pracy.
wiec nigdy wiecej po rowno -tylko proporcjonalnie.

21

Odp: Sprawy finansowe w związku
_v_ napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
balin napisał/a:

Myślę, że bez poważnej rozmowy, opartej na argumentach takich jak tu przedstawiłaś się nie obejdzie. Dom to on kupi, a może nie kupi.

A jak kupi, to to będzie jego dom. A Ty zostaniesz bez oszczędności. Uważam, że rachunki powinniście płacić po połowie, skoro mieszkacie we dwoje. Z żywnością tak samo.

nie po polowie, tylko proporcjonalnie
ja placilam np. za jedzenie po połowie z psycholem
i robilam obiad: zwykle cztery lub piec porcji, na dzis, jutro i reszta do zamrożenia. wiec sama mialam obiad na 5 dni. z psycholem on zjadal na raz dwie albo trzy porcje doroslego człowieka. czasem nawet nie zdazalam sobie nic odlozyc do pracy.
wiec nigdy wiecej po rowno -tylko proporcjonalnie.

No, można i tak. Ale rachunki po połowie big_smile

22

Odp: Sprawy finansowe w związku

Ok, a czy nie uważacie, że dziwne jest to, że nie proponuje mi, że mi pomoże finansowo?
Bo to już nie chodzi o to rachunki, jedzenie pół na pół, ale czy nie jest to po prostu dziwne, że nie proponuje pomocy lub nie interesuje się czemu kupiłam inny bilet niż zawsze? Że nie zapyta czy po prostu nie potrzebuję pieniędzy?
Moim zdaniem chociażby kultura by tego wymagała... Ja sobie nie wyobrażam, że zauważać takich problemów, nie zapytać i nie dać partnerowi pieniędzy w takich sytuacjach...

Albo sprawdza się powiedzenie "im więcej masz tym trudniej ci się podzielić"......

23 Ostatnio edytowany przez balin (2018-04-04 18:36:29)

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Ok, a czy nie uważacie, że dziwne jest to, że nie proponuje mi, że mi pomoże finansowo?
Bo to już nie chodzi o to rachunki, jedzenie pół na pół, ale czy nie jest to po prostu dziwne, że nie proponuje pomocy lub nie interesuje się czemu kupiłam inny bilet niż zawsze? Że nie zapyta czy po prostu nie potrzebuję pieniędzy?
Moim zdaniem chociażby kultura by tego wymagała... Ja sobie nie wyobrażam, że zauważać takich problemów, nie zapytać i nie dać partnerowi pieniędzy w takich sytuacjach...

Albo sprawdza się powiedzenie "im więcej masz tym trudniej ci się podzielić"......

Myślę, że nie. Ludzie mają wpojone różne schematy i mogą nie mieć świadomości, że coś jest nie teges. To tego widzę u Ciebie jakieś dziwne sformułowania. Co to znaczy podzielić się? Ma płacić co swoje i tyle.

24

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Ok, a czy nie uważacie, że dziwne jest to, że nie proponuje mi, że mi pomoże finansowo?
Bo to już nie chodzi o to rachunki, jedzenie pół na pół, ale czy nie jest to po prostu dziwne, że nie proponuje pomocy lub nie interesuje się czemu kupiłam inny bilet niż zawsze? Że nie zapyta czy po prostu nie potrzebuję pieniędzy?
Moim zdaniem chociażby kultura by tego wymagała... Ja sobie nie wyobrażam, że zauważać takich problemów, nie zapytać i nie dać partnerowi pieniędzy w takich sytuacjach...

Albo sprawdza się powiedzenie "im więcej masz tym trudniej ci się podzielić"......

Z własnego doświadczenia nie uważam juz ze to jest dziwne wink
Prawdopodobnie nawet nie ma swiadomosci tego, ze wydajesz tyle wiecej i nawet sie nad tym nie zastanowil bo ludzie często jedzenia nie licza. Licza za to np wyjścia gdzies. I nie znaczy to, ze sa idiotami czy sknerami czy cholera wie czym. Po prostu moga nie miec tej swiadomosci.
Najprostszym rozwiazaniem bedzie z nim o tym porozmawiać i uswiadomic mu to na spokojnie zanim wybuchniesz niepotrzebnie. Jesli po rozmowie nic sie nie zmieni to wtedy faktycznie możesz sie zastanawiac nad sensem.

25

Odp: Sprawy finansowe w związku
balin napisał/a:
inay napisał/a:

Ok, a czy nie uważacie, że dziwne jest to, że nie proponuje mi, że mi pomoże finansowo?
Bo to już nie chodzi o to rachunki, jedzenie pół na pół, ale czy nie jest to po prostu dziwne, że nie proponuje pomocy lub nie interesuje się czemu kupiłam inny bilet niż zawsze? Że nie zapyta czy po prostu nie potrzebuję pieniędzy?
Moim zdaniem chociażby kultura by tego wymagała... Ja sobie nie wyobrażam, że zauważać takich problemów, nie zapytać i nie dać partnerowi pieniędzy w takich sytuacjach...

Albo sprawdza się powiedzenie "im więcej masz tym trudniej ci się podzielić"......

Myślę, że nie. Ludzie mają wpojone różne schematy i mogą nie mieć świadomości, że coś jest nie teges. To tego widzę u Ciebie jakieś dziwne sformułowania. Co to znaczy podzielić się? Ma płacić co swoje i tyle.

Chodzi mi tylko o to, że gdybym ja zarabiała dużo więcej niż osoba, z którą zamierzam spędzić życie to w takiej sytuacji z chęcią bym pomogła lub zainteresowała się problemem, bez zawahania. Nie wiem, tak zostałam wychowana. Może faktycznie źle jak na te czasy.

26

Odp: Sprawy finansowe w związku

albo on nie ma świadomości, że jednak ciężko przędziesz, albo ma to gdzieś. My możemy sobie gdybać, a tylko rozmowa wyjaśni sytuację,

27

Odp: Sprawy finansowe w związku

zawsze mnie zastanawia to stwierdzenie, ze ktos "nie ma swiadomosci"
nie ma świadomości, ze smieci sie wysypuja z kosza, ze zlew jest pelen brudnych naczyn, ze za prad czy jedzenie sie płaci

no sorry, ale takiej świadomości to może nie miec przedszkolak
jaki jest sens spotykac sie z mentalnym przedszkolakiem?

28

Odp: Sprawy finansowe w związku

Upraszczasz sobie. Ja miałem tak z bratem. On mieszka daleko ode mnie i odwiedza mnie raz na jakiś czas. Przyjeżdża do mnie na tydzień lub 2. Gdy jesteśmy na zakupach, to on nie ma w głowie takich zwykłych zakupów. Wie, że ma kupić piwko i kawę rozpuszczalną. Reszta ma w domu być i tyle. Ale gdy np. jedziemy w góry, to wszystko on sponsoruje: nocleg, piwko, obiad, opłaty. Takie ma schematy.

29

Odp: Sprawy finansowe w związku
_v_ napisał/a:

zawsze mnie zastanawia to stwierdzenie, ze ktos "nie ma swiadomosci"
nie ma świadomości, ze smieci sie wysypuja z kosza, ze zlew jest pelen brudnych naczyn, ze za prad czy jedzenie sie płaci

no sorry, ale takiej świadomości to może nie miec przedszkolak
jaki jest sens spotykac sie z mentalnym przedszkolakiem?

ja się z Tobą zgadzam bo mam tak, że ja mam świadomośc, ale uwierz mi są ludzie odrealnieni. Prosty przykład, mój facet wcześniej mieszkał z rodzicami, zakupy robił sporadyczne na zasadzie zabrakło chleba to kup. Teraz idąc do sklepu nie moze uwierzyć, ze tyle się wydaje na jedzenie. Mamy bardzo niski czynsz, mój facet nie może uwierzyć, ze inni płacą tak dużo itp. Wiem, ze trudno uwierzyć, ale niektórzy sa na serio odrealnieni. A inni sa po prostu wygodniccy i jak to mówi moja mama "swoje do kupki, czyjeś do dupki". Wolą udawać, że jest wszystko ok bo przecież jakoś żyją, a on ma kasę dla siebie.

30

Odp: Sprawy finansowe w związku

Inay- tak jak dziewczyny napisaly- rozmowa to po pierwsze. Bez rozmowy niepotrzebnie będą narastaly napiecia, ktore beda musialy znalezc pozniej ujscie. 
Zrobilam ten błąd z moim bylym mężem- o niektorych rzeczach poprostu nie mowilam bo mi bylo glupio- myslalam ze jak zalozylismy rodzine to wszystko powinno byc wspolne i kazdy da z siebie jak najwiecej, więc dawalam. Myslalam ze on wie, domysli sie itp.nic bardziej mylnego. Bylo mu to na reke.  Skonczylo sie tak, ze to co bylo moje to bylo wspolne a to co bylo jego, to bylo jego. Trudno to pozniej bylo sprowadzic na odpowiednie tory, doszly inne problemy i wszystko runęło.

31

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Chodzi mi tylko o to, że gdybym ja zarabiała dużo więcej niż osoba, z którą zamierzam spędzić życie to w takiej sytuacji z chęcią bym pomogła lub zainteresowała się problemem, bez zawahania. Nie wiem, tak zostałam wychowana. Może faktycznie źle jak na te czasy.

Dobrze zostalas wychowana, moim zdaniem. Chyba zrobilas blad na poczatku, ze Twoj wklad finansowy byl wiekszy niz jego, i on to po prostu przyjąl - nie wiadomo, czy zdawal sobie sprawe z twojej sytaucji, czy nie. tak czy inaczej, nalezaloby go po prostu uswiadomic, moze bardziej dobitnie niz do tej pory. No i skonczyc z jednostronnym finansowaniem.

Porozmawiaj, na spokojnie.

32

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Przechodząc do głównego problemu - mimo niskich zarobków, finansowo lepiej sobie radziłam sama niż mieszkając z nim. Na rachunki wydawałam około 650 zł + jedzenie 200-300 zł. Nie miałam problemu z kupieniem sobie ulubionych kosmetyków, ubrań, wyjściem na miasto, kupieniem komuś dość drogiego prezentu czy dokupieniem czegoś do remontu/mieszkania, np. odkurzacza.
Pierwszy miesiąc przed zamieszkaniem razem zostawał u mnie na około 3-4 noce na tydzień. Zaczęłam kupować dużo więcej jedzenia. On lubi dobrze zjeść, a ja lubię dla kogoś gotować i piec ciasta, więc nie żałowałam mu. Już wtedy zauważyłam, że zaczyna to mocno naruszać mój budżet, tym bardziej, że planowałam jeszcze dokupić meble do całego mieszkania (oczywiście po trochu co miesiąc).
Ani razu nie zapytał mnie czy nie potrzebuję pomocy finansowej skoro mój dotychczasowy tryb życia trochę się zmienił. Chyba raz tylko zrobił zakupy na obiad. Przymykałam na to oko, bo w planach mieliśmy wspólne mieszkanie, więc sądziłam, że pewnie wtedy sytuacja ulegnie zmianie. Sytuacja się zmieniła ale na gorszą... Nigdy nie zainteresował się ile płacę za rachunki, jedzenie kupujemy mniej więcej na pół chociaż mam wrażenie, że jednak ja częściej płacę i większe sumy, a jem przecież prawie dwa razy mniej. Oczywiście mebli już nie dokupiłam bo nie mam funduszy, a on od dawna wie, że taki miałam plan, mimo to nawet nie zapytał czemu do tej pory ich nie kupiłam. Kupił telewizor, bo on chciał. Oczywiście skonsultował się w tej sprawie ze mną.
Kolejną sprawą jest to, że wcześniej kupowałam bilet miesięczny na przejazdy autobusem na 3 m-ce, bo dużo bardziej opłaca się to niż na miesiąc. Niestety przez brak funduszy nie mam teraz wyjścia i kupuję co miesiąc. Ostatnio kupowaliśmy razem, on pierwszy raz bo przeprowadził się do mnie z okolic mojego miasta. Kupił na 3 m-ce, ja na miesiąc, niestety nie zainteresowało go czemu tak robię skoro zawsze kupowałam na 3 m-ce.
Kolejna podobna sytuacja wyszła wczoraj - nasz zakład pracy organizuje wycieczkę za granicę, bardzo korzystną cenowo dla pracowników. Uzgodniliśmy, że na nią jedziemy, ale w trakcie dnia on powiedział, że zakład z wynagrodzenia mi pobierze tę kwotę całą na raz. Więc wystraszona, że prawie nic nie zostanie mi z tej wypłaty na koncie powiedziałam, że przecież nic mi nie zostanie i ja się zastanawiam czy w ogóle jechać. Nie powiedział nic...
To jego zachowanie byłoby dla mnie jasne, że jest strasznym sknerą lub mnie wykorzystuje i dałabym sobie z takim spokój, ale z drugiej strony wiem, że on chce nam kupić dom (bo jest to moje marzenie), więc czy powinnam w ogóle mieć pretensje o to, że nie płaci ze mną rachunków na pół skoro wiem, że on w najbliższym czasie zamierza kupić dom co jest przecież nieporównywalne jeśli chodzi o wkład pieniężny...
Naprawdę już nie wiem co ja mam o tym wszystkim myśleć i nie wiem co mam z tym zrobić, ale czuję, że frustracja we mnie narasta.

Nie rozmawiasz z nim o kwestiach pieniężnych i drażni Cię to, że się nie domyśla czego potrzebujesz. Cóż, nie domyśla się, więc trzeba porozmawiać chociażby po to, żeby sprawdzić czy rzeczywiście się nie domyśla, czy też domyślać się nie zamierza wink
Krótko i treściwie przekaż mu, że od teraz rachunkami się dzielicie oraz potrzebny jest fundusz na jedzenie, który będzie proporcjonalny, bo Twoja wypłata nie wystarcza na utrzymanie was obojga. Jeśli chce mieć utrzymanie na podobnym do dotychczasowego poziomie, to niech się dołoży. Jeśli nie, to nie, Ty zacznij żyć na poziomie jaki prowadziłaś wcześniej, nie szalej z obiadkami wink
Podobnie jak Brenne uważam, że powinnaś już teraz jasno postawić sprawy finansowania w związku, bo już teraz weszliście na tory "co Twoje to nasze, co moje, to moje". Sama się też do tej sytuacji sprowadziłaś, bo z jednej strony ciąży Ci ten związek finansowo, a z drugiej strony siedzisz jak trusia i obrażasz się, choć obrażenie się jest milczące i nie dające o sobie znać wink Takie coś nie tylko Ciebie rozsadza od środka, ale i poczucie więzi z nim.
Może się też okazać w rozmowie, że on jest ostatnim sknerą, ale wtedy przynajmniej będziesz miała kawa na ławę i co z tym zrobisz to już Twoja sprawa.

33

Odp: Sprawy finansowe w związku

Czy on kiedykolwiek kupił ci spontanicznie jakiś prezent? Np książkę, ciastka z cukierni - takie male pierdoly, ktore umilają życie?

Czy przyjezdzajac do ciebie kupuje cos dla was po drodze typu wino do kolacji, albo zaprasza do kina?

Czy kiedykolwiek postawilaś go w sytuacji, ze skonczyly ci sie pieniadze na wydatki na dany miesiąc?

34

Odp: Sprawy finansowe w związku
Iceni napisał/a:

Czy on kiedykolwiek kupił ci spontanicznie jakiś prezent? Np książkę, ciastka z cukierni - takie male pierdoly, ktore umilają życie?

Czy przyjezdzajac do ciebie kupuje cos dla was po drodze typu wino do kolacji, albo zaprasza do kina?

Czy kiedykolwiek postawilaś go w sytuacji, ze skonczyly ci sie pieniadze na wydatki na dany miesiąc?

Nigdy nie postawiłam go w sytuacji, że zabrakło mi pieniędzy na dany miesiąc bo nie kupowałam nic sobie lub dużo mniej niż zawsze, więc na jedzenie i rachunki mi starczało. Kupował mi jakieś drobne rzeczy spontanicznie, np. ciastka czy ulubioną czekoladę jak miałam okres wink. To jest naprawdę cudowny mężczyzna, dlatego do tej pory dziwił mnie jego brak świadomości, ale wszystko się wyjaśniło wink. Nie zdziwi Was pewnie, że zawiódł brak odpowiedniej komunikacji.
Jako, że od kilku dni byłam smutna i nie chciałam powiedzieć o co chodzi (bo ciężko mi było zacząć rozmowę) mój chłopak w końcu wszedł na forum i przeczytał cały wątek.

Wszystko się wyjaśniło i już jest ok, dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi smile.

35

Odp: Sprawy finansowe w związku

znaczy, że cie szpieguje czy sama mu pokazalas watek?

36 Ostatnio edytowany przez inay (2018-04-09 20:08:49)

Odp: Sprawy finansowe w związku
Ola_la napisał/a:

znaczy, że cie szpieguje czy sama mu pokazalas watek?

Opowiadałam mu o tym forum, że ludzie opisują tu swoje problemy, a reszta pomaga je rozwiązać lub próbuje coś doradzić. On nigdy mnie nie szpiegował, ale martwił go mój stan, więc postanowił działać. Nie wiedział co się dzieje, czemu jestem smutna tyle dni i nie chcę/nie umiem powiedzieć o co chodzi, więc wszedł na forum i znalazł wątek. Wieczorem powiedział mi o tym i porozmawialiśmy o tym wszystkim.

Również mnie to zdziwiło, ale bardzo dużo rozwiązało. Trochę jakbym napisała do niego list.

37

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Kolejna podobna sytuacja wyszła wczoraj - nasz zakład pracy organizuje wycieczkę za granicę, bardzo korzystną cenowo dla pracowników. Uzgodniliśmy, że na nią jedziemy, ale w trakcie dnia on powiedział, że zakład z wynagrodzenia mi pobierze tę kwotę całą na raz. Więc wystraszona, że prawie nic nie zostanie mi z tej wypłaty na koncie powiedziałam, że przecież nic mi nie zostanie i ja się zastanawiam czy w ogóle jechać. Nie powiedział nic...
To jego zachowanie byłoby dla mnie jasne, że jest strasznym sknerą lub mnie wykorzystuje i dałabym sobie z takim spokój, ale z drugiej strony wiem, że on chce nam kupić dom (bo jest to moje marzenie), więc czy powinnam w ogóle mieć pretensje o to, że nie płaci ze mną rachunków na pół skoro wiem, że on w najbliższym czasie zamierza kupić dom co jest przecież nieporównywalne jeśli chodzi o wkład pieniężny...
Naprawdę już nie wiem co ja mam o tym wszystkim myśleć i nie wiem co mam z tym zrobić, ale czuję, że frustracja we mnie narasta.

Chłopak sknera albo lepszy cwaniak. Albo oba razem smile
Bez poważnej rozmowy się nie obejdzie. Ale nie w formie pretensji tylko poproś go o pomoc w ustaleniu budżetu.
Wycieczka to dobra okazja do rozmowy. Przedstaw swoje wyliczenia ile wydawałaś, ile teraz wydajesz (też na jego utrzymanie) i jeśli macie jechać razem to musi zwiększyć swój udział w domowych kosztach do rzeczywistych wartości.

Jeśli uda, że taki niedomyślny to trzeba będzie postawić sprawę bardziej stanowczo......skromniutki obiadek (bo oszczędzasz na sieciówkę), małe mydełko, najtańszy proszek, zarówka 5 Wat.... smile

Ten dom co ma kupić......gruszki na wierzbie ......i jego majątek. A twoje wydatki.
Szanuj się dziewczyno.

38

Odp: Sprawy finansowe w związku
zwyczajny gość napisał/a:
inay napisał/a:

Kolejna podobna sytuacja wyszła wczoraj - nasz zakład pracy organizuje wycieczkę za granicę, bardzo korzystną cenowo dla pracowników. Uzgodniliśmy, że na nią jedziemy, ale w trakcie dnia on powiedział, że zakład z wynagrodzenia mi pobierze tę kwotę całą na raz. Więc wystraszona, że prawie nic nie zostanie mi z tej wypłaty na koncie powiedziałam, że przecież nic mi nie zostanie i ja się zastanawiam czy w ogóle jechać. Nie powiedział nic...
To jego zachowanie byłoby dla mnie jasne, że jest strasznym sknerą lub mnie wykorzystuje i dałabym sobie z takim spokój, ale z drugiej strony wiem, że on chce nam kupić dom (bo jest to moje marzenie), więc czy powinnam w ogóle mieć pretensje o to, że nie płaci ze mną rachunków na pół skoro wiem, że on w najbliższym czasie zamierza kupić dom co jest przecież nieporównywalne jeśli chodzi o wkład pieniężny...
Naprawdę już nie wiem co ja mam o tym wszystkim myśleć i nie wiem co mam z tym zrobić, ale czuję, że frustracja we mnie narasta.

Chłopak sknera albo lepszy cwaniak. Albo oba razem smile
Bez poważnej rozmowy się nie obejdzie. Ale nie w formie pretensji tylko poproś go o pomoc w ustaleniu budżetu.
Wycieczka to dobra okazja do rozmowy. Przedstaw swoje wyliczenia ile wydawałaś, ile teraz wydajesz (też na jego utrzymanie) i jeśli macie jechać razem to musi zwiększyć swój udział w domowych kosztach do rzeczywistych wartości.

Jeśli uda, że taki niedomyślny to trzeba będzie postawić sprawę bardziej stanowczo......skromniutki obiadek (bo oszczędzasz na sieciówkę), małe mydełko, najtańszy proszek, zarówka 5 Wat.... smile

Ten dom co ma kupić......gruszki na wierzbie ......i jego majątek. A twoje wydatki.
Szanuj się dziewczyno.

Proponuje jednak przeczytac wszystkie odpowiedzi.

39 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2018-04-16 01:13:47)

Odp: Sprawy finansowe w związku

Moim zdaniem jeżeli chłopak przeczytał ten wątek i zacznie dokładać się do Waszego wspólnego życia to ok, jeżeli jednak tylko mówi, że rozumie, ale np mówi, że nie da Ci na razie pieniędzy, bo zbiera na Wasz dom, to ja bym z nim zerwała. Wcześniej nic nie mówił o pieniądzach, a przecież widział, że nie zarabiasz tak dużo, a on pracuje i zarabia więcej. Oczywiście to nie oznacza od razu, że ma dawać więcej pieniędzy, to zależy od ustaleń w związku, ale dla mnie to nie jest normalne jak mieszkacie razem, a on nie dokłada nic na czynsz. To ja dokładam tacie, bo jeszcze z nim mieszkam, on też nie wyobraża sobie, bym miała nie dokładać, to że jestem córka to nie znaczy, że mam mieszkać za darmo i kupuję sobie jedzenie. To jest normalne. Ty ponosisz dużo kosztów, a czynsz też często jest wysoki. Moim zdaniem nie jest też dobrze jeżeli ukrywa ile zarabia, no chyba że obojgu to pasuje, ale jeżeli to wiąże się z niepłaceniem za mieszkanie i odkładaniem sobie lub tym, że Ty płacisz rachunki, jest Ci ciężko, a on sobie wydaje pieniądze na przyjemności. Jest mężczyzną i wie, że przecież pracuje i może się utrzymać, a nie że liczy na Ciebie.

40 Ostatnio edytowany przez inay (2018-05-24 12:41:44)

Odp: Sprawy finansowe w związku

Hejka smile,
Mam znów pewien problem i będę wdzięczna za Wasze wypowiedzenie się w temacie jako osób, które potrafią spojrzeć obiektywnie na sytuację.
Jestem z moich chłopakiem bardzo blisko, bardzo szybko odkąd się związaliśmy zaczęliśmy mówić o sobie "małżeństwo bez papierka", bardzo szybko też wiedzieliśmy, że chcemy być zawsze razem. Planowaliśmy kupno domu oraz ślub. Jak znaleźliśmy odpowiedni dom i przyszło do poważnych rozmów (czyli finansowych) na ten temat niestety okazało się, że wcale nie jesteśmy takim "małżeństwem".
Na początku myślałam, że będziemy brać kredyt. Mam mieszkanie, ale nie chcieliśmy go sprzedawać tylko wynająć (i płacić rachunki w nowym domu z pieniędzy za wynajem). Po zdecydowaniu się na konkretny dom chłopak chciał ze mną porozmawiać i przedstawić mi sytuację finansową - jak to on nazwał. Powiedział, że jest w stanie z zaoszczędzonych pieniędzy kupić dom oraz wykończyć go, ale chce żeby umowa była na niego. To było wszystko co powiedział i trochę mnie to zszokowało. Przytaknęłam głową i tyle. Myślałam, że powie coś więcej, np. że po ślubie dom będzie wspólny lub chociaż, że może sprzedam mieszkanie i się dołożę żeby dom był wspólny. Niestety nie...
Kilka dni później wróciłam do tej rozmowy mówiąc mu, że fajnie, że pomyślał o tym żeby siebie zabezpieczyć przed tym żebym nigdy nie mogła mu niczego odebrać, ale szkoda, że nie pomyślał o mnie. Przecież wiadomo, że ryzykuję swoje mieszkanie i pozostawiam na pastwę wynajmujących i że jak on mnie wykopie ze swojego domu to wrócę do zniszczonego mieszkania (mieszkanie teraz jest świeżo po remoncie). Umówiliśmy się, że po ślubie on przepisze na mnie część domu, a ja na niego połowę mieszkania.
Niby wszystko było ok, ale ostatnio przy podpisywaniu umowy wstępnej (oczywiście tylko przez chłopaka) to wszystko do mnie wróciło i było mi bardzo przykro. Stwierdziłam, że też chcę czuć, że dom jest mój, a nie tylko jego jeśli mam teraz wkładać serce w urządzanie go. Zaproponowałam sprzedaż mieszkania na co mój chłopak się nie zgodził twierdząc, że musimy gdzieś mieszkać zanim zrobią nam dom i w dodatku jeśli kiedyś stwierdzę, że nie chcę z nim być to żebym miała gdzie wracać, a nie żeby mnie trzymało z nim to, że mamy wspólny dom i nie mam się gdzie podziać.
Mamy bardzo różne zdanie tu na ten temat. Moim zdaniem z obu stron zabrakło zaufania i chyba już się w tym temacie nie dogadamy. Co o tym myślicie?

41

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Hejka smile,
Mam znów pewien problem i będę wdzięczna za Wasze wypowiedzenie się w temacie jako osób, które potrafią spojrzeć obiektywnie na sytuację.
Jestem z moich chłopakiem bardzo blisko, bardzo szybko odkąd się związaliśmy zaczęliśmy mówić o sobie "małżeństwo bez papierka", bardzo szybko też wiedzieliśmy, że chcemy być zawsze razem. Planowaliśmy kupno domu oraz ślub. Jak znaleźliśmy odpowiedni dom i przyszło do poważnych rozmów (czyli finansowych) na ten temat niestety okazało się, że wcale nie jesteśmy takim "małżeństwem".
Na początku myślałam, że będziemy brać kredyt. Mam mieszkanie, ale nie chcieliśmy go sprzedawać tylko wynająć (i płacić rachunki w nowym domu z pieniędzy za wynajem). Po zdecydowaniu się na konkretny dom chłopak chciał ze mną porozmawiać i przedstawić mi sytuację finansową - jak to on nazwał. Powiedział, że jest w stanie z zaoszczędzonych pieniędzy kupić dom oraz wykończyć go, ale chce żeby umowa była na niego. To było wszystko co powiedział i trochę mnie to zszokowało. Przytaknęłam głową i tyle. Myślałam, że powie coś więcej, np. że po ślubie dom będzie wspólny lub chociaż, że może sprzedam mieszkanie i się dołożę żeby dom był wspólny. Niestety nie...
Kilka dni później wróciłam do tej rozmowy mówiąc mu, że fajnie, że pomyślał o tym żeby siebie zabezpieczyć przed tym żebym nigdy nie mogła mu niczego odebrać, ale szkoda, że nie pomyślał o mnie. Przecież wiadomo, że ryzykuję swoje mieszkanie i pozostawiam na pastwę wynajmujących i że jak on mnie wykopie ze swojego domu to wrócę do zniszczonego mieszkania (mieszkanie teraz jest świeżo po remoncie). Umówiliśmy się, że po ślubie on przepisze na mnie część domu, a ja na niego połowę mieszkania.
Niby wszystko było ok, ale ostatnio przy podpisywaniu umowy wstępnej (oczywiście tylko przez chłopaka) to wszystko do mnie wróciło i było mi bardzo przykro. Stwierdziłam, że też chcę czuć, że dom jest mój, a nie tylko jego jeśli mam teraz wkładać serce w urządzanie go. Zaproponowałam sprzedaż mieszkania na co mój chłopak się nie zgodził twierdząc, że musimy gdzieś mieszkać zanim zrobią nam dom i w dodatku jeśli kiedyś stwierdzę, że nie chcę z nim być to żebym miała gdzie wracać, a nie żeby mnie trzymało z nim to, że mamy wspólny dom i nie mam się gdzie podziać.
Mamy bardzo różne zdanie tu na ten temat. Moim zdaniem z obu stron zabrakło zaufania i chyba już się w tym temacie nie dogadamy. Co o tym myślicie?

Bardziej dziwi mnie kolejność działań. Dlaczego najpierw nie weźmiecie ślubu? Wtedy wszystko byłoby proste.
Wszystko co wnosicie przed ślubem jest własnością każdego z osobna. W razie czego, pozostaje rozliczenie konkubinatu, ale to jest ciężki temat.
Każde z Was posiada jakiś majątek, możecie spisać intercyzę i zabezpieczyć swoje dobra.

42 Ostatnio edytowany przez planetavenus.pl (2018-05-24 13:01:36)

Odp: Sprawy finansowe w związku

Ciągle jeszcze zadziwia mnie fakt, że ludzie mają jakieś tematu tabu w związkach. Jak z kimś jesteś dłużej i go kochasz, to rozmawiać o wszystkim. To podstawa dobrego związku, inaczej wchodzą problemy typu jak wyżej.

43 Ostatnio edytowany przez inay (2018-05-24 13:21:07)

Odp: Sprawy finansowe w związku
planetavenus.pl napisał/a:

Ciągle jeszcze zadziwia mnie fakt, że ludzie mają jakieś tematu tabu w związkach. Jak z kimś jesteś dłużej i go kochasz, to rozmawiać o wszystkim. To podstawa dobrego związku, inaczej wchodzą problemy typu jak wyżej.

Porozmawiałam, zaproponowałam sprzedaż mieszkania i się nie zgodził. Dodatkowo usłyszałam, że przykro mu, że zależy mi na wpisaniu w jakieś papierki, a nie na byciu z nim.
A mi zależy przecież ale też potrzebuję czuć się bezpieucznie, tak jak on...
Zaczynam się już psychicznie przygotowywać na rozstanie bo raczej się już nie dogadamy.

44

Odp: Sprawy finansowe w związku

Odbiłabym piłeczkę i powiedziała, że przykro mi, że tak niewiele dla niego znaczę, że wpisanie mnie w jakieś papierki jest dla niego tak olbrzymim problemem big_smile
Co za manipulant.

45

Odp: Sprawy finansowe w związku
jeneste92 napisał/a:

Odbiłabym piłeczkę i powiedziała, że przykro mi, że tak niewiele dla niego znaczę, że wpisanie mnie w jakieś papierki jest dla niego tak olbrzymim problemem big_smile
Co za manipulant.

I właśnie to powiedziałam.
Też mam wrażenie, że całkiem nieźle mną manipuluje.

46

Odp: Sprawy finansowe w związku

Ja się zgadzam z Twoim chłopakiem. Ba, jakbym była na Twoim miejscu to wręcz bym dążyła do takiego rozwiązania. No ale może ja jakaś dziwna jestem. Po prostu uważam, że jezeli w tym przypadku facet wkłada całość kasy w dom to on nalezy tylko do niego, a ja mając swoje mieszkanie n nigdy bym go nie sprzedała, zeby dołożyć się do domu, którego potem miałabym "tylko" połowę i przy ewentualnym rozstaniu mnóstwo problemów, jak się spłacić, gdzie mieszkać itp. Miłość to cudowna sprawa, ale nic tak Cię nie zabezpieczy, jak Twój zdrowy rozsądek i logiczne myślenie. Ludzie są nieprzewidywalni i to, że teraz się kochacie i chcecie być razem czego Wam życzę całym sercem, nie znaczy, ze tak będzie- może być, ale nie musi i co wtedy?
Ja jestem w takiej sytuacji, że oficjalnie nie mam mieszkania, wiadomo, ze w przyszłości odziedziczę mieszkanie po mamie, albo wcześniej przepiszemy je na mnie (na czym mi jakos mega nie zależy, ale i tak wiem, że to mieszkanie jest moje). Mąż, wtedy partner kupił sam mieszkanie do którego ja nawet nie chcę mieć żadnych praw bo to by było totalnie niesprawiedliwe, on sobie zapracował on ma. Urządzamy je razem- on nie ma zmysłu kolorystycznego, więc mówi co by chciał, a ja to jakoś łączę z tym co mi się podoba i jeżeli oboje jesteśmy zadowoleni to on to kupuje ze swoich pieniędzy. W przyszłości planujemy kupno nowego, wiekszego mieszkania, tzn wszystko zaklepane, budowa ruszyła. Ponieważ jesteśmy już po ślubie i tak połowa formalnie będzie moja, przy czym, ja nie chcę sobie rościć żadnych praw do tego nowego mieszkania, bo znowu to nie ja je kupuję. Wiem, że gdy coś się popsuje między nami mam ten komfort, że pakuję swoje rzeczy i mam gdzie iść i mogę na to wszystko nakichać, a nie użerać się z jakimiś podziałami.

JA rozumiem, że chcesz się czuć bezpiecznie, ale najbezpieczniej będziesz sie czuła mając coś swojego- tylko swojego, jak np. mieszkanie. Żadne dzielenie domu, a nie daj Boże w/w mieszkania, czy jego sprzedać nie daje Ci bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie

47

Odp: Sprawy finansowe w związku

Myślę podobnie jak Nirvanka. Skoro on miał kupować dom za swoje, to nie uważam że to byłoby sprawiedliwe, gdybyś Ty była tam wpisana. Co innego jeśli po ślubie dorobicie się czegoś wspólnie. A swoje mieszkanie zachowaj, zawsze będziesz je miała, możesz wynajmować. Bez przesady, że lokatorzy nie wiadomo jak je zdewastują.

48

Odp: Sprawy finansowe w związku

Uściślając, ja również uważam, że samodzielne kupno domu przez partnera i pozostawienie Twojego mieszkania jest uczciowym rozwiązaniem. Jednakże strasznie mierzi mnie postawa tego mężczyzny, który zamiast uczciwie postawić sprawę (sam zapracowałem, więc chcę być jedynym właścicielem, miłość miłością, a życie życiem), wyskakuje z tekstami na poziomie przedszkolaka: "po co ci jakieś papierki, nie wystarczy ci nasza cudowna miłość?".

49

Odp: Sprawy finansowe w związku
jeneste92 napisał/a:

Uściślając, ja również uważam, że samodzielne kupno domu przez partnera i pozostawienie Twojego mieszkania jest uczciowym rozwiązaniem. Jednakże strasznie mierzi mnie postawa tego mężczyzny, który zamiast uczciwie postawić sprawę (sam zapracowałem, więc chcę być jedynym właścicielem, miłość miłością, a życie życiem), wyskakuje z tekstami na poziomie przedszkolaka: "po co ci jakieś papierki, nie wystarczy ci nasza cudowna miłość?".

1 rozmowa:
Powiedział, że jest w stanie z zaoszczędzonych pieniędzy kupić dom oraz wykończyć go, ale chce żeby umowa była na niego. To było wszystko co powiedział

Druga rozmowa:
Umówiliśmy się, że po ślubie on przepisze na mnie część domu, a ja na niego połowę mieszkania.

Trzecia rozmowa:
Porozmawiałam, zaproponowałam sprzedaż mieszkania i się nie zgodził. Dodatkowo usłyszałam, że przykro mu, że zależy mi na wpisaniu w jakieś papierki, a nie na byciu z nim.

Uczucia Autorki:
Niby wszystko było ok, ale ostatnio przy podpisywaniu umowy wstępnej (oczywiście tylko przez chłopaka) to wszystko do mnie wróciło i było mi bardzo przykro. Stwierdziłam, że też chcę czuć, że dom jest mój, a nie tylko jego jeśli mam teraz wkładać serce w urządzanie go.

Facet pewnie boi się tak obcesowo powiedzieć, że miłość miłością, ale zabezpieczenie prawne zarówno Jego, jak i Autorki jest tak samo ważne. Nie dziwię się, bo trudno coś takiego powiedzieć. Jednak wydaje mi się- aczkolwiek mogę się mylić, że facet szczerze stawia sprawę, czyli np. nie godzi się na sprzedaż mieszkania Autorki, żeby jej było lżej, tylko właśnie dba o to by jakby co miała gdzie wrócić. To, ze ludzie zabezpieczają się na przyszłość nie znaczy, ze nie kochają, znaczy że sa inteligentni. Zresztą z tego co on powiedział, można jasno wywnioskować o co chodzi, czyli o to o czym pisałam poprzednio, nie trzeba używać dosadnych słów, chyba, ze ma się do czynienia z osobą głupią. Autorka w moim odczuciu niepotrzebnie drąży temat, po wypowiedziach partnera widać, ze zalezy mu zarówno na związku z Autorką, ale też na zabezpieczeniu siebie, a jednocześniej jej- skoro nie nalega na sprzedaż mieszkania.


No chyba, ze rzeczywiście taki z niego cwaniaczek, że będzie z Autorką do czasu ukończenia domu- czyli będzie mieszkał u niej w  mieszkaniu- dlatego nie chce sprzedaży, a potem ją kopnie w odwłok. Skoro się bawimy to pobawmy sie w teorie spiskowe wink

50

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:
jeneste92 napisał/a:

Odbiłabym piłeczkę i powiedziała, że przykro mi, że tak niewiele dla niego znaczę, że wpisanie mnie w jakieś papierki jest dla niego tak olbrzymim problemem big_smile
Co za manipulant.

I właśnie to powiedziałam.
Też mam wrażenie, że całkiem nieźle mną manipuluje.

A ja myślę, że to Ty jesteś całkiem dobrze wdrożona w manipulację. On wie o tym wątku. Poprzedni problem rozwiązał się sam, bo ups tak jakoś wyszło, że Ty wspominałaś o forum, on wszedł na forum, poczytał i się wyjaśniło. Ty nie musiałaś w otwarty sposób rozmawiać i dalej się tego nie nauczyłaś. Niby porozmawialiście, niby wytłumaczyliście nawzajem swoje perspektywy, niby się z nim zgodziłaś i on myśli, że już wszystko wyjaśnione, ale przy podpisywaniu umowy "wszystko wróciło" wink Dalej kwestie konfliktowe trzymasz pod skórą i oczekujesz od otoczenia domyślania się i postępowania najlepiej zgodnie z Twoimi planami. Podobnie jak Nirvanka uważam, że prawdziwe bezpieczeństwo dla was osobno stanowi rozdzielność. On kupuje dom, Ty masz mieszkanie. O waszym byciu razem nie decyduje wspólnota majątkowa, ale chęć. Tymczasem Ty wolałabyś aby istniało jak najwięcej więzów, jak najwięcej zobowiązań, bo masz bluszczowate zapędy i nie wierzysz w trwałość relacji. Z tej niewiary bierze się strach i chęć jak najsilniejszego związania. Pal sześć jakość relacji, byleby być razem i byleby on nie mógł odejść. Bo w takich kategoriach myślisz: jego odejścia. O tym, że Ty sama mogłabyś w pewnym momencie życia dojść do wniossku, że to nie to nie myślisz wcale. Wbrew pozorom Twój plan nie przyniesie Ci więcej bezpieczeństwa, a więcej problemów, które ostatecznie mogą doprowadzić do zakończenia prędzej niż później.
Wracając zaś do kwestii tego, że on wie, że opisujesz wasze problemy na forum: mam wrażenie, że piszesz po to i przyklaskujesz postom o jego manipulacjach i złej woli po to, by stworzyć presje społeczną. Po to by móc pokazać mu, że inni tak myślą, że to Twój tok myślenia jest tym właściwym i jedynym słusznym. Ponadto te teksty o możliwym rozstaniu: nie powiedziałaś mu tego wprost, ale na forum sugerujesz to. Liczysz, że przeczyta to ultimatum (bo tym właśnie jest) i ugnie się.
Twoje dywagacje na forum z racji tego, że tak naprawdę piszesz tylko dla jednoosobowej publiki wink i mają ukryty cel są nieszczere i nie sądzę, żeby przyniosły coś dobrego.

51

Odp: Sprawy finansowe w związku

Klio, jak zwykle, w punkt.

52

Odp: Sprawy finansowe w związku

Klio ma rację, to jest spektakl jednego aktora przeznaczony dla jednego widza, my jesteśmy tylko nic nieznaczącymi statystami.

53 Ostatnio edytowany przez inay (2018-05-24 15:20:38)

Odp: Sprawy finansowe w związku
Klio napisał/a:
inay napisał/a:
jeneste92 napisał/a:

Odbiłabym piłeczkę i powiedziała, że przykro mi, że tak niewiele dla niego znaczę, że wpisanie mnie w jakieś papierki jest dla niego tak olbrzymim problemem big_smile
Co za manipulant.

I właśnie to powiedziałam.
Też mam wrażenie, że całkiem nieźle mną manipuluje.

A ja myślę, że to Ty jesteś całkiem dobrze wdrożona w manipulację. On wie o tym wątku. Poprzedni problem rozwiązał się sam, bo ups tak jakoś wyszło, że Ty wspominałaś o forum, on wszedł na forum, poczytał i się wyjaśniło. Ty nie musiałaś w otwarty sposób rozmawiać i dalej się tego nie nauczyłaś. Niby porozmawialiście, niby wytłumaczyliście nawzajem swoje perspektywy, niby się z nim zgodziłaś i on myśli, że już wszystko wyjaśnione, ale przy podpisywaniu umowy "wszystko wróciło" wink Dalej kwestie konfliktowe trzymasz pod skórą i oczekujesz od otoczenia domyślania się i postępowania najlepiej zgodnie z Twoimi planami. Podobnie jak Nirvanka uważam, że prawdziwe bezpieczeństwo dla was osobno stanowi rozdzielność. On kupuje dom, Ty masz mieszkanie. O waszym byciu razem nie decyduje wspólnota majątkowa, ale chęć. Tymczasem Ty wolałabyś aby istniało jak najwięcej więzów, jak najwięcej zobowiązań, bo masz bluszczowate zapędy i nie wierzysz w trwałość relacji. Z tej niewiary bierze się strach i chęć jak najsilniejszego związania. Pal sześć jakość relacji, byleby być razem i byleby on nie mógł odejść. Bo w takich kategoriach myślisz: jego odejścia. O tym, że Ty sama mogłabyś w pewnym momencie życia dojść do wniossku, że to nie to nie myślisz wcale. Wbrew pozorom Twój plan nie przyniesie Ci więcej bezpieczeństwa, a więcej problemów, które ostatecznie mogą doprowadzić do zakończenia prędzej niż później.
Wracając zaś do kwestii tego, że on wie, że opisujesz wasze problemy na forum: mam wrażenie, że piszesz po to i przyklaskujesz postom o jego manipulacjach i złej woli po to, by stworzyć presje społeczną. Po to by móc pokazać mu, że inni tak myślą, że to Twój tok myślenia jest tym właściwym i jedynym słusznym. Ponadto te teksty o możliwym rozstaniu: nie powiedziałaś mu tego wprost, ale na forum sugerujesz to. Liczysz, że przeczyta to ultimatum (bo tym właśnie jest) i ugnie się.
Twoje dywagacje na forum z racji tego, że tak naprawdę piszesz tylko dla jednoosobowej publiki wink i mają ukryty cel są nieszczere i nie sądzę, żeby przyniosły coś dobrego.

Odnośnie tego, że wtedy wszedł na forum. Naprawdę nie sądziłam, że to zrobi i wierzcie mi bądź nie, ale nie byłam z tego faktu zadowolona. Chciałam z nim porozmawiać, przeczytał wcześniej forum, porozmawialiśmy i tyle. Jest on człowiekiem mocno zapracowanym, ma dużo na głowie i wiem, że nie wejdzie na forum kolejny raz żeby czytać bo po pierwsze dawno o sytuacji pewnie zapomniał, a po drugie wtedy wszedł bo liczył na to, że opisałam swój problem o którym rozmawiać nie chcę. Teraz rozmawiamy o sytuacji.
Jakość relacji jest dla mnie bardzo istotna, między innymi dlatego nie wyszłam za mąż za moich dwóch poprzednich partnerów, z którymi byłam 5 lat.
Dodam, że o tym, że zastanawiam się nad rozstaniem on wie. Oboje wiemy, że się nie dogadamy już w tej kwestii, więc oboje zdajemy sobie sprawę z wizji rozstania.
Odnośnie bluszczowatych zapędów, to on codziennie mnie pyta czy zostanę z nim na zawsze...
Łatwo kogoś ocenić, prawda?

54

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Już dawno na forum nie wchodził i nie przeczyta tego. Pewnie dawno o nim zapomniał, trochę go znam.
I wie o tym, że o rozstaniu myślę bo sprawa tak nas poróżniła, że oboje wiemy, że się nie dogadamy.

Oj tak tak zapewne zapomnial. Przeciez na forum bylas ostatnio "az" miesiac temu wink
Podobnie jak Klio uwazam ze uskuteczniasz teraz paskudna manipulacje. Facet ma przeczytac ze rozwazasz rozstanie z nim, zesrac sie ze strachu  ze Cie straci i szybciutko zapisac dom na was oboje  wink 
Nie rozumiem tego roszczenia sobie praw do domu ktory chlopak kupi za wlasne  pieniadze? Chcialabys zeby wyciagal lapy po Twoje mieszkanie? Pewno nie. Czym innym bylaby sytuacja gdybys nic nie miala ale masz swoje mieszkanie, ktore ma Twoje pozostac a chlopak ma dom ktory chce posiadac na wlasnosc. Burzysz sie ze on zaklada ze kiedys moze wam nie wyjsc. Ty tez to robisz bo juz sie martwisz na zapas ze bedziesz musiala wracac do swojego "zniszczonego wynajmem" lokum. Pomijajac fakt ze dom raczej tez bedzie z czasem niszczal przy uzytkowaniu to niestety trzeba brac zycie realnie. Dzis jest pieknie i slodko miedzy Wami ale za pare badz parenascie lat roznie moze byc i jesli juz dzis macie mozliwosc pewnej niezaleznosci mieszkaniowej to chyba warto ja utrzymac a nie potem zyc ze soba na sile ze wzgledu na wspolny dom. Chlopak krzywdy Ci nie robi, nie oczekuje ze bedziesz inwestowala w ten dom by potem faktycznie zostawic Cie na lodzie.

55

Odp: Sprawy finansowe w związku
feniks35 napisał/a:
inay napisał/a:

Już dawno na forum nie wchodził i nie przeczyta tego. Pewnie dawno o nim zapomniał, trochę go znam.
I wie o tym, że o rozstaniu myślę bo sprawa tak nas poróżniła, że oboje wiemy, że się nie dogadamy.

Oj tak tak zapewne zapomnial. Przeciez na forum bylas ostatnio "az" miesiac temu wink
Podobnie jak Klio uwazam ze uskuteczniasz teraz paskudna manipulacje. Facet ma przeczytac ze rozwazasz rozstanie z nim, zesrac sie ze strachu  ze Cie straci i szybciutko zapisac dom na was oboje  wink 
Nie rozumiem tego roszczenia sobie praw do domu ktory chlopak kupi za wlasne  pieniadze? Chcialabys zeby wyciagal lapy po Twoje mieszkanie? Pewno nie. Czym innym bylaby sytuacja gdybys nic nie miala ale masz swoje mieszkanie, ktore ma Twoje pozostac a chlopak ma dom ktory chce posiadac na wlasnosc. Burzysz sie ze on zaklada ze kiedys moze wam nie wyjsc. Ty tez to robisz bo juz sie martwisz na zapas ze bedziesz musiala wracac do swojego "zniszczonego wynajmem" lokum. Pomijajac fakt ze dom raczej tez bedzie z czasem niszczal przy uzytkowaniu to niestety trzeba brac zycie realnie. Dzis jest pieknie i slodko miedzy Wami ale za pare badz parenascie lat roznie moze byc i jesli juz dzis macie mozliwosc pewnej niezaleznosci mieszkaniowej to chyba warto ja utrzymac a nie potem zyc ze soba na sile ze wzgledu na wspolny dom. Chlopak krzywdy Ci nie robi, nie oczekuje ze bedziesz inwestowala w ten dom by potem faktycznie zostawic Cie na lodzie.

Jak pisałam. On wie o wizji rozstania, rozmawialiśmy już o tym... Zanim napisałam post na forum. Ile jeszcze razy mam to pisać?
Nie roszczę praw do domu, zaproponowałam sprzedaż mieszkania i bycie właścicielem w odpowiednim % - czyli takim ile do tego domu dołożę. Czy to naprawdę roszczenie sobie praw?

56

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:
feniks35 napisał/a:
inay napisał/a:

Już dawno na forum nie wchodził i nie przeczyta tego. Pewnie dawno o nim zapomniał, trochę go znam.
I wie o tym, że o rozstaniu myślę bo sprawa tak nas poróżniła, że oboje wiemy, że się nie dogadamy.

Oj tak tak zapewne zapomnial. Przeciez na forum bylas ostatnio "az" miesiac temu wink
Podobnie jak Klio uwazam ze uskuteczniasz teraz paskudna manipulacje. Facet ma przeczytac ze rozwazasz rozstanie z nim, zesrac sie ze strachu  ze Cie straci i szybciutko zapisac dom na was oboje  wink 
Nie rozumiem tego roszczenia sobie praw do domu ktory chlopak kupi za wlasne  pieniadze? Chcialabys zeby wyciagal lapy po Twoje mieszkanie? Pewno nie. Czym innym bylaby sytuacja gdybys nic nie miala ale masz swoje mieszkanie, ktore ma Twoje pozostac a chlopak ma dom ktory chce posiadac na wlasnosc. Burzysz sie ze on zaklada ze kiedys moze wam nie wyjsc. Ty tez to robisz bo juz sie martwisz na zapas ze bedziesz musiala wracac do swojego "zniszczonego wynajmem" lokum. Pomijajac fakt ze dom raczej tez bedzie z czasem niszczal przy uzytkowaniu to niestety trzeba brac zycie realnie. Dzis jest pieknie i slodko miedzy Wami ale za pare badz parenascie lat roznie moze byc i jesli juz dzis macie mozliwosc pewnej niezaleznosci mieszkaniowej to chyba warto ja utrzymac a nie potem zyc ze soba na sile ze wzgledu na wspolny dom. Chlopak krzywdy Ci nie robi, nie oczekuje ze bedziesz inwestowala w ten dom by potem faktycznie zostawic Cie na lodzie.

Jak pisałam. On wie o wizji rozstania, rozmawialiśmy już o tym... Zanim napisałam post na forum. Ile jeszcze razy mam to pisać?
Nie roszczę praw do domu, zaproponowałam sprzedaż mieszkania i bycie właścicielem w odpowiednim % - czyli takim ile do tego domu dołożę. Czy to naprawdę roszczenie sobie praw?

A co to zmieni? Poza tym ze faktycznie bedziesz miala na niego haka w razie rozstania ze dom trzeba sprzedac i podzielic sie kasa albo na sile ze soba trwac przez wzglad na nieruchomosc. Bo ja wolalabym wlasnie wiedziec ze w razie co mam do czego wracac i jesli jestem wciaz z partnerem to dlatego ze chce a  nie musze.
Przychodzi mi do glowy jeszcze jeden motyw.....prestiz. Bo jednak lepiej brzmi moj dom niz moje mieszkanie  prawda wink?

57

Odp: Sprawy finansowe w związku
feniks35 napisał/a:
inay napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Oj tak tak zapewne zapomnial. Przeciez na forum bylas ostatnio "az" miesiac temu wink
Podobnie jak Klio uwazam ze uskuteczniasz teraz paskudna manipulacje. Facet ma przeczytac ze rozwazasz rozstanie z nim, zesrac sie ze strachu  ze Cie straci i szybciutko zapisac dom na was oboje  wink 
Nie rozumiem tego roszczenia sobie praw do domu ktory chlopak kupi za wlasne  pieniadze? Chcialabys zeby wyciagal lapy po Twoje mieszkanie? Pewno nie. Czym innym bylaby sytuacja gdybys nic nie miala ale masz swoje mieszkanie, ktore ma Twoje pozostac a chlopak ma dom ktory chce posiadac na wlasnosc. Burzysz sie ze on zaklada ze kiedys moze wam nie wyjsc. Ty tez to robisz bo juz sie martwisz na zapas ze bedziesz musiala wracac do swojego "zniszczonego wynajmem" lokum. Pomijajac fakt ze dom raczej tez bedzie z czasem niszczal przy uzytkowaniu to niestety trzeba brac zycie realnie. Dzis jest pieknie i slodko miedzy Wami ale za pare badz parenascie lat roznie moze byc i jesli juz dzis macie mozliwosc pewnej niezaleznosci mieszkaniowej to chyba warto ja utrzymac a nie potem zyc ze soba na sile ze wzgledu na wspolny dom. Chlopak krzywdy Ci nie robi, nie oczekuje ze bedziesz inwestowala w ten dom by potem faktycznie zostawic Cie na lodzie.

Jak pisałam. On wie o wizji rozstania, rozmawialiśmy już o tym... Zanim napisałam post na forum. Ile jeszcze razy mam to pisać?
Nie roszczę praw do domu, zaproponowałam sprzedaż mieszkania i bycie właścicielem w odpowiednim % - czyli takim ile do tego domu dołożę. Czy to naprawdę roszczenie sobie praw?

A co to zmieni? Poza tym ze faktycznie bedziesz miala na niego haka w razie rozstania ze dom trzeba sprzedac i podzielic sie kasa albo na sile ze soba trwac przez wzglad na nieruchomosc. Bo ja wolalabym wlasnie wiedziec ze w razie co mam do czego wracac i jesli jestem wciaz z partnerem to dlatego ze chce a  nie musze.
Przychodzi mi do glowy jeszcze jeden motyw.....prestiz. Bo jednak lepiej brzmi moj dom niz moje mieszkanie  prawda wink?

Zupełnie nie o to chodzi co lepiej brzmi...

58

Odp: Sprawy finansowe w związku
Nirvanka87 napisał/a:

Klio ma rację, to jest spektakl jednego aktora przeznaczony dla jednego widza, my jesteśmy tylko nic nieznaczącymi statystami.

Nie jesteście żadnymi statystami. Cenię Wasze zdanie i chciałam żeby osoby, które potrafią spojrzeć obiektywnie wypowiedziały się.
Chłopak na forum nie wejdzie kolejny raz bo teraz o sytuacji rozmawiamy, wcześniej nie wiedział o co chodzi. Po co miałby wchodzić i czytać coś co doskonale wie?
Wszystko to co tu napisałam powiedziałam i jemu.

59

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

Klio ma rację, to jest spektakl jednego aktora przeznaczony dla jednego widza, my jesteśmy tylko nic nieznaczącymi statystami.

Nie jesteście żadnymi statystami. Cenię Wasze zdanie i chciałam żeby osoby, które potrafią spojrzeć obiektywnie wypowiedziały się.
Chłopak na forum nie wejdzie kolejny raz bo teraz o sytuacji rozmawiamy, wcześniej nie wiedział o co chodzi. Po co miałby wchodzić i czytać coś co doskonale wie?
Wszystko to co tu napisałam powiedziałam i jemu.

ja już napisałam wcześniej, że mam takie podejście jak Twój facet, chociaż jestem w takiej sytuacji jak Ty, a nie on.

60

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:

Dodatkowo usłyszałam, że przykro mu, że zależy mi na wpisaniu w jakieś papierki, a nie na byciu z nim.
A mi zależy przecież ale też potrzebuję czuć się bezpieucznie, tak jak on...
Zaczynam się już psychicznie przygotowywać na rozstanie bo raczej się już nie dogadamy.

Dogadamy, to taki eufemizm w tym przypadku. Bo przecież tu na kilometr śmierdzi próbą wymuszenia na twoim partnerze podjęcie kroków, które miałyby chociaż nieco i przynajmniej na chwilę zmniejszyć twoje lęki, Autorko.

Zgadzam się z dziewczynami, które piszą o manipulacji z twojej strony a zawieszanie w tle rozstania, jeśli sprawy nie ułożą się po twojej myśli, to zwykły szantaż.

61

Odp: Sprawy finansowe w związku
summerka88 napisał/a:
inay napisał/a:

Dodatkowo usłyszałam, że przykro mu, że zależy mi na wpisaniu w jakieś papierki, a nie na byciu z nim.
A mi zależy przecież ale też potrzebuję czuć się bezpieucznie, tak jak on...
Zaczynam się już psychicznie przygotowywać na rozstanie bo raczej się już nie dogadamy.

Dogadamy, to taki eufemizm w tym przypadku. Bo przecież tu na kilometr śmierdzi próbą wymuszenia na twoim partnerze podjęcie kroków, które miałyby chociaż nieco i przynajmniej na chwilę zmniejszyć twoje lęki, Autorko.

Zgadzam się z dziewczynami, które piszą o manipulacji z twojej strony a zawieszanie w tle rozstania, jeśli sprawy nie ułożą się po twojej myśli, to zwykły szantaż.

Po pierwsze mojego chłopaka nie rusza coś takiego jak "straszenie o rozstaniu". Jest bardzo upartą osobą i przeważnie to ja w tym związku wszystko odpuszczałam i było tak jak on chciał.
Druga sprawa to zaczynam się psychicznie przygotowywać do rozstania to oznacza, że oboje o tym rozmawialiśmy. On nie zmieni zdania, ani ja - więc za chwilę zamieszkamy osobno, czyli cofniemy się w związku. Więc o szantażu w tej sytuacji nie ma mowy.
Kolejna sprawa - niczego nie wymuszam, proponowałam po prostu inne rozwiązanie chłopakowi, na które on się nie zgodził.

62

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:
summerka88 napisał/a:
inay napisał/a:

Dodatkowo usłyszałam, że przykro mu, że zależy mi na wpisaniu w jakieś papierki, a nie na byciu z nim.
A mi zależy przecież ale też potrzebuję czuć się bezpieucznie, tak jak on...
Zaczynam się już psychicznie przygotowywać na rozstanie bo raczej się już nie dogadamy.

Dogadamy, to taki eufemizm w tym przypadku. Bo przecież tu na kilometr śmierdzi próbą wymuszenia na twoim partnerze podjęcie kroków, które miałyby chociaż nieco i przynajmniej na chwilę zmniejszyć twoje lęki, Autorko.

Zgadzam się z dziewczynami, które piszą o manipulacji z twojej strony a zawieszanie w tle rozstania, jeśli sprawy nie ułożą się po twojej myśli, to zwykły szantaż.

Po pierwsze mojego chłopaka nie rusza coś takiego jak "straszenie o rozstaniu". Jest bardzo upartą osobą i przeważnie to ja w tym związku wszystko odpuszczałam i było tak jak on chciał.
Druga sprawa to zaczynam się psychicznie przygotowywać do rozstania to oznacza, że oboje o tym rozmawialiśmy. On nie zmieni zdania, ani ja - więc za chwilę zamieszkamy osobno, czyli cofniemy się w związku. Więc o szantażu w tej sytuacji nie ma mowy.
Kolejna sprawa - niczego nie wymuszam, proponowałam po prostu inne rozwiązanie chłopakowi, na które on się nie zgodził.


Hahaha big_smile Uśmiałam się big_smile
„Niczego nie wymuszam, tylko proponuję, a skoro on się nie zgadza na moją propozycję, to trzeba się rozstać” I to nie jest szantaż big_smile
Nie, No oczywiście rozstanie to tylko konsekwencja jego nieposłuszeństwa big_smile

Z mojej perspektywy to rozstanie będzie dla twojego partnera błogostławieństwem.

63 Ostatnio edytowany przez inay (2018-05-24 16:17:34)

Odp: Sprawy finansowe w związku
summerka88 napisał/a:
inay napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Dogadamy, to taki eufemizm w tym przypadku. Bo przecież tu na kilometr śmierdzi próbą wymuszenia na twoim partnerze podjęcie kroków, które miałyby chociaż nieco i przynajmniej na chwilę zmniejszyć twoje lęki, Autorko.

Zgadzam się z dziewczynami, które piszą o manipulacji z twojej strony a zawieszanie w tle rozstania, jeśli sprawy nie ułożą się po twojej myśli, to zwykły szantaż.

Po pierwsze mojego chłopaka nie rusza coś takiego jak "straszenie o rozstaniu". Jest bardzo upartą osobą i przeważnie to ja w tym związku wszystko odpuszczałam i było tak jak on chciał.
Druga sprawa to zaczynam się psychicznie przygotowywać do rozstania to oznacza, że oboje o tym rozmawialiśmy. On nie zmieni zdania, ani ja - więc za chwilę zamieszkamy osobno, czyli cofniemy się w związku. Więc o szantażu w tej sytuacji nie ma mowy.
Kolejna sprawa - niczego nie wymuszam, proponowałam po prostu inne rozwiązanie chłopakowi, na które on się nie zgodził.


Hahaha big_smile Uśmiałam się big_smile
„Niczego nie wymuszam, tylko proponuję, a skoro on się nie zgadza na moją propozycję, to trzeba się rozstać” I to nie jest szantaż big_smile
Nie, No oczywiście rozstanie to tylko konsekwencja jego nieposłuszeństwa big_smile

Z mojej perspektywy to rozstanie będzie dla twojego partnera błogostławieństwem.

Nie rozumiem dlaczego z góry zakładasz, że tylko ja zastanawiam się nad rozstaniem? Skoro pisałam już kilka razy, że OBOJE o tym rozmawiamy z tego względu, że zamieszkamy znów osobno.

64

Odp: Sprawy finansowe w związku

no to ja już w ogóle nie rozumiem tego problemu. Myślicie o rozstaniu, ale jednoczeńsie kupujecie dom/ myślisz o sprzedaniu mieszkania. Coś kręcisz...

65

Odp: Sprawy finansowe w związku
inay napisał/a:
summerka88 napisał/a:
inay napisał/a:

Po pierwsze mojego chłopaka nie rusza coś takiego jak "straszenie o rozstaniu". Jest bardzo upartą osobą i przeważnie to ja w tym związku wszystko odpuszczałam i było tak jak on chciał.
Druga sprawa to zaczynam się psychicznie przygotowywać do rozstania to oznacza, że oboje o tym rozmawialiśmy. On nie zmieni zdania, ani ja - więc za chwilę zamieszkamy osobno, czyli cofniemy się w związku. Więc o szantażu w tej sytuacji nie ma mowy.
Kolejna sprawa - niczego nie wymuszam, proponowałam po prostu inne rozwiązanie chłopakowi, na które on się nie zgodził.


Hahaha big_smile Uśmiałam się big_smile
„Niczego nie wymuszam, tylko proponuję, a skoro on się nie zgadza na moją propozycję, to trzeba się rozstać” I to nie jest szantaż big_smile
Nie, No oczywiście rozstanie to tylko konsekwencja jego nieposłuszeństwa big_smile

Z mojej perspektywy to rozstanie będzie dla twojego partnera błogostławieństwem.

Nie rozumiem dlaczego z góry zakładasz, że tylko ja zastanawiam się nad rozstaniem?

Nic takiego nie zakładam i nic podobnego nie napisałam.

Jeśli inicjatywa wyszła od twojego partnera to gratuluję mu, że nie poddaje się biernie szantażowi, widzi bezcelowość związku, w którym jedna strona manipuluje drugą w celu podporządkowania sobie partnera. To musi być całkiem ciekawy facet, który ma dobrze poukładane w głowie. Myślę, że szybko znajdzie partnerkę, która nie będzie go urabiała wg swoich potrzeb i lęków.

Posty [ 1 do 65 z 143 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sprawy finansowe w związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026