Byliśmy parą od prawie 3 miesięcy. Tak byliśmy ponieważ tydzień temu się zawaliło. Wiedziałam że ma duże problemy w pracy, firma źle działała, pomimo tego że był w złym humorze starałam się go podnieść na duchu. To on był tym który dbał o związek, który zabiegał, który pierwszy mówił do mnie kochanie. Wszystko było pięknie wręcz do ostatniego dnia kiedy napisał mi że wie że przez ostatni czas był okropny i mnie przeprasza za to ale kiedy stres bierze gore nie potrafi sobie z tym poradzić i wszystko wokół siebie psuje, że jestem wyjątkową i zasługuje na kogoś kto pomimo wszystko będzie potrafił mnie postawić na 1 miejscu ale on teraz nie potrafi. Potrzebuje przestrzeni aby unormowac swoje życie i prosi abym zrozumiała. Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Na 100% nie ma nikogo innego. Ciągle że sobą rozmawiamy ale to nie jest to co było. Chciałam się z nim zobaczyć ale napisał że przeprasza wolałby być sam dzisiaj i musi szukać nowej pracy. Widziałam go tydzień temu i aż mi się chciało płakać w jakiej depresji jest. Chciałbym mu pomóc ale powiedział mi że nie jestem w stanie nic zrobić że musi sam. Zawsze to robił sam i teraz też musi. Potrzebuje czasu.Czy myślicie że aż tak to go załamał i nie chce pokazać mi tego żebym nie myślała że jest mieczak? Czy to oznacza koniec czy muszę przeczekać to ?
Podobne tematy
Jeśli naprawdę ma depresję i nie chce Twojej pomocy- nic nie zrobisz. Przecież nie uszczęśliwisz go na siłę.
Mój znajomy kiedyś też miał nawrót depresji, zerwał z dziewczyną i niewiele go to obeszło. Kiedy leki zaczęły działać- zrozumiał, co się stało, ale wtedy było za późno.
No, o ile w ogóle Twój ma depresję. Jeśli tak, to powinien zgłosić się do lekarza.
Od Ciebie zależy, czy będziesz czekać.
3 miesiące to krótko. ja bym na twoim miejscu chyba się zdystansowała na jakiś czas i zakładała że jednak to koniec. lepiej się mile zaskoczyć niz gorzko rozczarować. jeśli naprawdę go lubisz, możesz co jakiś czas pytać co u niego słychać, dawać wsparcie. może faktycznie jest przytłoczony ogromem problemów jakie na niego spadły i nie ma głowy do związku. złap dystans i obserwuj sytuacje.
Byliśmy parą od prawie 3 miesięcy. Tak byliśmy ponieważ tydzień temu się zawaliło. Wiedziałam że ma duże problemy w pracy, firma źle działała, pomimo tego że był w złym humorze starałam się go podnieść na duchu. To on był tym który dbał o związek, który zabiegał, który pierwszy mówił do mnie kochanie. Wszystko było pięknie wręcz do ostatniego dnia kiedy napisał mi że wie że przez ostatni czas był okropny i mnie przeprasza za to ale kiedy stres bierze gore nie potrafi sobie z tym poradzić i wszystko wokół siebie psuje, że jestem wyjątkową i zasługuje na kogoś kto pomimo wszystko będzie potrafił mnie postawić na 1 miejscu ale on teraz nie potrafi. Potrzebuje przestrzeni aby unormowac swoje życie i prosi abym zrozumiała. Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Na 100% nie ma nikogo innego. Ciągle że sobą rozmawiamy ale to nie jest to co było. Chciałam się z nim zobaczyć ale napisał że przeprasza wolałby być sam dzisiaj i musi szukać nowej pracy. Widziałam go tydzień temu i aż mi się chciało płakać w jakiej depresji jest. Chciałbym mu pomóc ale powiedział mi że nie jestem w stanie nic zrobić że musi sam. Zawsze to robił sam i teraz też musi. Potrzebuje czasu.Czy myślicie że aż tak to go załamał i nie chce pokazać mi tego żebym nie myślała że jest mieczak? Czy to oznacza koniec czy muszę przeczekać to ?
Musisz przeczekać... nie ma innej rady jeśli Ci na nim zależy.
Stres związany z praca może dobić człowieka, jak przez parę miesięcy byłam na bezrobociu, a w zasadzie to łapałam takie drobne prace tylko to nie dało się ze mną dogadać, w kółko się wściekałam, nie miałam co zrobić z czasem, każdy szedł do pracy a ja siedziałam w czterech ścianach sama, nie chciałam nigdzie wychodzić, z nikim się widywać, brałam ziołowy nervomix żeby jeszcze nie zacząć gryźć
dopiero jak znalazłam pracę to jakoś wróciłam do żywych, ale było ciężko.
Stres moze rozwalić wszystko, nie tylko sprawy osobiste.
Czy to depresja czy chwilowo obniżony nastrój, tego nie możesz być pewna. Jesteście parą dość krótko i dlatego nie nastawiałabym się na wiele. Wspierać go możesz, ale bez nastawienia na związek.
A dlaczego by stres nie miał móc zniszczyć związku?
Czy myślicie że aż tak to go załamał i nie chce pokazać mi tego żebym nie myślała że jest mieczak?
Chyba to pokazał. Z tego, co piszesz wynika przecież, że pokazał.
mnie to poprostu dziewczyny totalnie zalamalo. nie było to moje pierwsze rozstanie. ale pierwszy raz wydawalo mi się ze mam cos normalnego, ze wreszcie jest facet który to on o mnie dba on się stara, rozumiemy się bez slow, o wszystkim rozmawialiśmy i nagle bah z dnia na dzien. mowil mi o problemach i jeszcze dzień przed pisal mi kochaanie. później napisał mi ta wiadomość
przepraszal mnie w niej mowil ze jestem wyjatkowa i ze powinien umiec mnie postawić na pierwszym miejscu pomimo wsztsko ale on teraz nie potrafi ze jak stres bierze w gore to rozwala wszytsko wokół siebie.
w dalszym ciągu ze soba piszemy. o wszytsim mi pisze, nie mam powodow aby mu nie wierzyc a jednak mój glupi mozg wymysla rozne czarne scenariusze ;/
i chyba troche za bardzo na niego naciskałam i pisałam (starałam się rzadko) 1-2 razy co 2 dni. i teraz w sumie od niedzieli do mnie nie pisze. napisałam mu ze przepraszam ze go tak naciskam. odczytal widadomosc ale nic nie napisał.
mam po prostu dola, placze co drugi dzień, nie mogę jesc i nie mogę spac, chciałabym go zobaczyć ..... wiem ze musze poczekać.... skupic się na studiach pracy ale po prostu ja nienawidzę czekac i przez to zachowuje się chyba lekko jak walnieta ;/
dzięki za wsparcie :*