przepraszam ze to co napisze będzie bardzo chaotyczne
ktos mi kiedys powiedzial ze w zyciu spotykamy dwa rodzaje ludzi -Przyjaciół i Nauczycieli.Jesli chodzi o miłość spotkalam samych nauczycieli.Jak to jest ze dziewczyna z dobrej rodziny z zasadami wpada wciąż w tarapaty? A kazdy mezczyzna zabiera jej część duszy której już nigdy nie odzyska...to jest mój najwiekszy problem.Nie potrafie powiedziec dość gdy czuje ze ktos mnie niszczy.
Chce być silna.Obiecalam sobie ze już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi.Nie pozwole na to.I jak jest teraz?
Mieszkam za granica.Poznalam kolejnego lobuza.zle się okreslilam.kiedys nim był .Ma spory bagaz doswiadczen.Jest Najstarszy do tej pory(9 lat roznicy).Ma dobry charakter.Jest bardzo zaradny.Pozwolil odkryc mi moje wartosci o których dawno zapomnialam.Dzieki niemu uwierzylam na nowo ze może być lepiej.Poczulam sie piekna i dowartosciowana.Moj wybranek Ma jedna wade -jego upartosc.Czasem nasze klotnie wygladaja tak ze nieodzywamy się a potem ja wystawiam pierwsza reke by się pogodzic.Pierwszy raz w zyciu to robie.Czy popelniam blad?ech
Miesiace beztroski mijaly zaczelam angazowac się coraz bardziej.Moj mezczyzna ma syna (7lat).Zostal strasznie potraktowany przez swoja była...Zdrada która trwala wiele miesiecy wyszla na jaw.W tym ciężkim dla niego okresie ,,spadlam" mu jak z nieba i tu zaczynaja się schody.Za szybko wszystko poszlo.zamieszkanie razem...o wiele za szybko.bardzo się zaangazowalam.Jestesmy ze soba 9 miesiecy i jestem w punkcie zastanowien czy warto marnowac czas? Czy ryzykowac swoje ostatnie lata mlodosci które moglabym poswiecic na zabawe.Tak bardzo chcialabym stworzyc rodzine.Nigdy o tym wcześniej nie myslalam.To przy nim narodzilo się to pragnienie.Lecz on jest zdania ze na wszystko przyjdzie czas.Czas ironiczne slowo które powtarzalam na początku gdy wodzilam go za nos.Czy ja jestem teraz wodzona za nos?Czy wszystko ze mna jest ok?Mam wrazenie ze zaangazowal się mocno w swoj poprzedni związek i już nie robi tego. Jest ostrozny.Po prostu wiem ze jest roznica pomiedzy traktowaniem mnie a jego bylej.Mysle ze ich dziecko ma tu kluczowa role.Ode mnie wymaga pracy,wspolnego budżetu(co mi nie przeszkadza)Wiem ze swoja ex utrzymywal 7 lat .Podjelam decyzje by wrocic do kraju.nie wytrzymam tu dluzej.Poczatkowo wymyslilam ze posiedzimy z 3 lata by odlozyc na mieszkanie ale moje zdrowie siada.Wciaz mam problemy kobiece i martwie sie ze nie bede mogla zajść w ciaze za pare lat.Przygnebia mnie ten kraj .Dlatego zaproponowałam wyjazd w tym roku.On Stwierdzil ze za mna wszedzie pojedzie.Mam wrazenie ze tylko ja mysle o przyszłości a on zyje z dnia na dzien.Ma 33 lata zdrowego samodzielnego synka ,który zyje z matka.Zadnych zobowiazan.zastanawiam się czy się nie pozegnac przed wyjazdem..mam tyle obaw.najgorsze jest odczucie ze jemu nie zalezy już na rodzinie.mowi ze chce mic ze mna dzieci ale ja nie czuje tego....tak jakbym ciagnela sama ten związek.Mowi ze za szybko wszystkiego chce i jestem niecierpliwa bo wciąż cos wymyślam.gdybym zwiazala się z kimś w swoim wieku bez dzieci mysle ze ten ktos bardzo chcialby mieć rodzine ze mna czy nawet slub.i robilby wszystko by zapewnic mi jakas przyszlosc..mam tyle watpliwosci.boje się ze znow brne w cos co nie ma sensu a ja tego nie widze...myslalam ze zmadrzalam jednak się myliłam.Czy jest ktoś kto wypowie się na ten temat?
przepraszam za bledy.mam 25 lat