Przepraszam, że tak dużo, ale potrzebuję obiektywnej opinii, dlatego muszę opisać dokładnie
Ostatnio zauważyłam, że spodobałam się pewnemu chłopakowi. Nie powiedział mi tego wprost, ale to niestety bardzo widzę gestami, słowami...
W pierwszym semestrze nasze grupy potrafiły mieć łączone zajęcia, więc z zajęć znam go dobrze jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi. W pierwszym semestrze nawet się w nim podkochiwałam, bo był w moim typie- chłopak bardzo spokojny, opanowany, jeden ze spokojniejszych osób na roku. Nie ukrywam, że podobało mi się to, pomimo że jest ode mnie rok młodszy to sprawiał wrażenie bardzo dojrzałej osoby. Jednak wtedy nie był mną zainteresowany, nawet nie gadaliśmy za dużo, byliśmy tylko na "cześć". Nie byliśmy blisko, nie mieliśmy nawet za bardzo jak, bo nasza grupa liczyła 15 osób i zawsze ktoś przeszkadzał. Ale pogodziłam się z tym i "włożyłam" go do koszyka "znajomi" i nie robiłam sobie nadziei
Zaraz na początku 2 semestru musieliśmy zrobić pewien projekt, więc zebrałam grupkę osób mieszkających najbliżej mnie i zrobiliśmy to razem. Przy tym oczywiście gadaliśmy, żartowaliśmy a ja z tym chłopakiem (nazywa się Adam) poznaliśmy się bliżej. Poszliśmy po zrobionym projekcie całą grupą na imprezę, do klubu plus doszło do nas z 5 osób z roku i tak się bawiliśmy.
Na początku jeszcze było ok, ale po dosyć sporej ilości alkoholu 3 naszym kolegom zaczęło odbijać, no wiecie, zaczęli gadać głupoty itp. Wcześniej wspomniany Adam niestety też był w tej grupie: zaczął tańczyć na parkiecie w taki sposób, że wyglądał za przeproszeniem jak palant, strasznie żałosny ten taniec był. Chodził co chwila do baru prosić o jakieś drinki a ci mu próbowali wytłumaczyć, że nie mają takich w ofercie a ten jakby nie rozumiał i chodził marudzić co chwila o te drinki czy jakąś inną rzecz. To był mega obciach. Ja rozumiem się bawić, ale to wyglądało po prostu źle, tym bardziej, że chłopak ma już 20 lat. Pytałam nawet jego kolegów, którzy siedzieli z boku i widzieli co Adam wyprawia i opowiadali, że ten nie ma kompletnie tolerancji na alkohol i opisali kilka sytuacji, jak musieli go na pewnej imprezie wyprowadzać z pokoju bo wymiotował, albo jak po innej imprezie odprowadzili go na autobus, ten wsiadł w pierwszy lepszy i pojechał w zupełnie przeciwną stronę, bo był tak opity, że nie wiedział, gdzie wsiada. I taka sytuacja z autobusem była ze 2 razy (a przynajmniej o tym mi powiedzieli). Myślałam, że coś kłamią, ale Adam sam to potwierdził kilka dni później traktując jako żart
No ale od tamtej imprezy zbliżyliśmy się trochę, wymieniliśmy się numerami telefonów, mieszkamy niedaleko (bo przeprowadziłam się w dzielnicę, gdzie on mieszka) i razem chodzimy na wykłady, na wykładach też razem gadamy. Zaczęłam zauważać, że podobam mu się. Co prawda nikt mi o tym nie powiedział, ale serio to widać.
Tylko o ile podobał mi się on w poprzednim semestrze to ja nie mogę się pozbyć tego złego wrażenia po wcześniej opisanej imprezie. Na prawdę, o ile miałam go za spokojnego i poukładanego chłopaka to po tej imprezie mam tylko ten jego żałosny taniec przed oczami. Próbowałam to wytłumaczyć tym, że każdy próbuje i sprawdza swoje granice, sama tak miałam, ale to byłaby jednorazowa sytuacja i na drugi raz by wiedział, ile pić, a z tego wynika, że on tak zawsze. A ja wyjątkowo nie lubię ludzi, którzy zachowują się jak takie głupki właśnie po alkoholu. Zawsze myślałam, że różnica wieku nie gra roli, nawet jeśli to dziewczyna jest starsza, że to tylko rok różnicy, ale o ile on jest spokojny i słodki na co dzień to nie mogę się pozbyć tego złego wrażenia z imprezy.
Ja nie mam pewności 100%, że podobam mu się, ale tak mi się wydaje, więc jakby ewentualnie on chciał czegoś więcej- co zrobić? Niby fajny spokojny chłopak, podobał mi się, jest dobrym studentem, nawet lepszym niż ja (większość kolokwiów zdał od razu, po sesji żadnej poprawki, gdzie ja miałam 2), ale nie mogę z głowy wybić tamtej imprezy
Co sądzicie?