Witam,
chciałam przyblizyc Wam sytuacje w której sie znalazłam.
Od paru miesiecy wiedziałam ze osoba która jest mi bardzo bliska jest zdradzana przez swoja żone.
Nie potrafiłam sobie z tym poradzic ale stwierdziłam ze dla dobra "tego związku" bede siedziała cicho...
I tak zrobiłam... Starajac sie wytłumaczyc róznymi sposobami "zonie" ze jesli nie zakonczy tego romansu wszystko powiem.. Pewnego dnia dowiedziałam sie ze nie tylko ja wiedziałam o tym i ktos powiedział o całej tej sutuacji...
Rozpętało sie niezłe piekło... Gdzie "żona" cały czas twierdzi ze jest to jej kolega...w co WĄTPIE I JESTEM PEWNA TEGO ZE JEST INACZEJ. Dodam ze sa małzenstwem od 17 lat maja dwójke dzieci.
Chciałam zapytac Was czy powinnam powiedziec o tym wszystkim, o tym ze wiedziała?? Mam ogromne wyrzuty sumienia a z drugiej strony nie chciałabym ranic tej osoby gdyz jest to osoba bardzo mi bliska....
Dodam ze wszystko co napisałam " " mam w głebokim powazaniu...a ta osoba straciła u mnie całe poszanowanie...
Mąz niestety nie wiedział nic o tym poniewaz pracował za granicą tylko po to zeby "zona" miała wszystko co chciała, nie załowała sobie na drogie ciuchy i kosmetyki. Nawet jesli mówiło mu sie ze cos jest nie tak zawsze jej bronił wrecz nie pozwałał powiedziec na nią złego słowa.
Pozwole sobie przywołac tu jeden incydent o którym cały czas pamietam: Kiedys kolezanka "żony" kupiła sobie kurtke a ze kurta spodobała sie "żonie" to poleciała sobie kupic taka sama tłumacząc to tym ze ona nie moze byc gorsza od kolezanki i ona zawsze musi wygladac lepiej od wszystkich.
Teraz zamierzaja sie rozwiec i to jest chyba najlepsze rozwiązanie...
Nie wiem co ona widziała w tym facecie bo ja osobiscie bym na niego nie spojrzała ( strasznie oblesny facet) no chyba to ze ma samochód i jest od niej młoszy o 6 lat!!
Niestety czasami kobiety nie odceniaja tego ze maja dobrze....