Witajcie. Chciałabym poznać zdanie osób z zewnątrz na temat mojego problemu. Otóż od pół roku jestem w związku, rozwinęło się to dosyć szybko. Ja mam 23 lata, on 27. Kiedy go poznałam miał normalną pracę i wystarczająco czasu poza nią, który z chęcią mi poświęcał. Czas mijał, musiał zrezygnować z tej pracy. Od tamtej pory ma problem ze znalezieniem czegoś na dłużej. Teraz trafiła mu się oferta, średnio płatna ale po znajomości. Niestety jest to praca przez którą będziemy się widywać wyłącznie raz w tygodniu. Piątki, soboty pracujące po 12 h w nocy. W tygodniu też. Nie zarobi wiele, ale będzie musiał być w kilku miejscach naraz. Mieliśmy na ten temat rozmowę ostatnio. Jest on człowiekiem, którego wszędzie pełno i nie zawsze może usiedzieć w jednym miejscu. Jednak mój problem polega na tym, że boję się że nasz związek na tym ucierpi. Mamy trochę inne priorytety. Ja pracuję od pon do piątku po 8h weekend chciałabym spędzać między innymi z nim. Jednak przy tej pracy to wykluczone. Partner jednak uważa, że nic lepszego mu się nie trafi. A tu ma praktycznie podaną tą pracę pod nos. Stwierdził również, że gdybym pracowała po 14h i wracała w nocy to on nie miałby z tym problemu. Moje pytanie do was, jak wy to widzicie? Czy ja tu czegoś nie rozumiem? Czy jest to ta różnica poglądów, których nie da się pogodzić? Nadmienię, że partner nie ma póki co żadnych zobowiązań, choć planujemy wynająć razem mieszkanie za jakiś czas.
Podobne tematy
Ja go trochę rozumiem. Pewnie jest sfrustrowany brakiem pracy i chce to wziąć za wszelką cenę żeby tylko mieć cokolwiek. Ale powinnaś na nim wymóc deklarację, że traktuje to jako rozwiązanie tymczasowe do czasu znalezienia normalnej pracy. Na dłuższą metę nie dacie rady tak funkcjonować.
Zgadzam się ze Zmartwionym. Skoro, w tej chwili nie może znaleźć niczego lepszego, niech przyjmie tą ofertę, a w międzyczasie szuka lepszej pracy. Na pewno lekko mu nie jest, a Ty jeszcze dokładasz mu garba na plecy. Wesprzyj go trochę.
Rzecz w tym, że z dnia na dzień może mieć inną pracę. Ma znajomą w agencji pracy, która może mu z dnia na dzień załatwić pracę. Tyle tylko, że jest szereg pewnych rzeczy, jak to, że musi to być umowa o pracę, a nie na zlecenie itp. (błędy z przeszłości) A w tej pracy po znajomości jest już od miesiąca i nadal w 100% nie wie czy ją podjąć, rozmawialiśmy o ewentualnych konsekwencjach, za i przeciw. Ale kiedy mówię o moich odczuciach, że jest mi przykro, że zostaję sama na weekendy, że mamy bardzo mało czasu dla siebie, rzadko coś robimy wspólnie, to jedyne rozwiązanie, które na te chwile on widzi to albo się pogodzę z myślą, że weźmie tą pracę albo nasze drogi się rozejdą
A co do samodzielnego szukania pracy to nawet nie próbował. Twierdzi, że szukając na własną rękę pracy nie znajdzie. Więc ogłoszeń nawet raz nie przejrzał, szukałam mu ja. Ale nawet do nich nie zajrzał
No to skoro tak stawia sprawę to odejdź albo się pogódź. A o co chodzi z tymi umowami? Ukrywa się przed komornikiem?
Tak, jak napisałam błędy przeszłości. Po rozmowie dzisiaj rozstaliśmy się, niestety.
Uważam że dobrze zrobiłaś. Z doświadczenia wiem że jeśli coś nie odpowiada nam w związku i mamy inne potrzeby, to to z czasem i tak się rozpada
Dobrze się stało, ale nie zmienia to faktu, że bardzo boli. Łatwo przyszło mu zrezygnowanie ze mnie. Dużo rozmawialiśmy przez ostatnie dni ale z mojej inicjatywy, on się irytował. Boli świadomość, że ktoś mówi, że kocha, a gdy przychodzi co do czego rezygnuje, wzrusza ramionami i wychodzi. To już drugi taki facet
Rozeszliście się? Cóż, bywa.
Mogłaś zaczekać, dać mu możliwość udowodnienia Ci, że Wasz związek nie ucierpi mimo takiej, a nie innej pracy.
Chyba, że miałaś jeszcze inne powody, poza tym i długami...
Miał na to cały ostatni miesiąc, kiedy pracował tam "na próbę" Rozmawiałam z nim tłumaczyłam jak ma się sprawa, że wszystko się rozpada. Mówił "tak, tak" Szedł pracować, wracał a w wolnej chwili siedział przy grze. Z rozmów wychodziły awantury, bo ja NIC nie rozumiem i nie widzę tego z jego perspektywy. Chociaż nigdy mi nie powiedział jaka jest jego perspektywa
Ty nie widziałaś to z jego strony a on z Twojej. Nie daj na siebie zwalić winy z stu procentach też. Skoro nawet nie chciał o tym porozmawiać i Cię zbywał to mu nie zależało już. Odpuść, znajdziesz kogoś dla kogo będziesz najważniejsza. Jak Ci przejdzie smutek po rozstaniu to sama zobaczysz że nie było tak fajnie jak myślałaś że jest
Dziękuję, za podniesienie na duchu i za opinię. Mam nadzieje, że "rekonwalescencja" nie będzie trwała długo