Cześć Wszystkim, chciałabym się z Wami podzielić moją sytuacją i poznać obiektywne Wasze zdanie. Mam faceta od ponad roku, jesteśmy 30+. Mieszkamy oddzielnie. Dotychczas spędzaliśmy bardzo dużo czasu ze sobą, a tak czuliśmy niedosyt. Mój facet miał niedawno problem z finansami, a co za tym idzie z pracą. Znalazł jak się wydawało tą odpowiednią (ustalenia co do dni pracy były trochę inne niż te w rzeczywistości). Jest to praca gdzie pracuje fizycznie po 12 godzin dziennie, więc w te dni się nie widzimy. Specyficzna branża, więc prawie każda w niej praca tak wyglada. Była niedawno sytuacja, gdzie tak pracował kilka dni pod rząd, więc wtedy i się nie widzimy i kontakt jest prawie żaden. Albo coś zaplanowaliśmy i nagle dostaje telefon, ze musi być w pracy. Dochodzi o to miedzy nami do nieporozumień. Ja czuje, ze nie tworzymy, nie budujemy tego związku, ze trudno coś zaplanować. Uwielbiam ten czas razem, a jest go tak mało. Zwyczajnie mi jest przykro i czuje się momentami jakbym nie była w związku. Co o tym myślicie?
Podobne tematy
Zamieszkajcie razem, ale też nie wieszaj się na nim, miej też swoje życie.
Ma taką pracę, a nie inną, z czasem ją zmieni jak nie będzie mu odpowiadała.
Nie rób więc burzy, bo sam ma ciężko, a jak Ci nie odpowiada, to zerwij.
Zamieszkajcie razem, ale też nie wieszaj się na nim, miej też swoje życie.
Ma taką pracę, a nie inną, z czasem ją zmieni jak nie będzie mu odpowiadała.
Nie rób więc burzy, bo sam ma ciężko, a jak Ci nie odpowiada, to zerwij.
Nie jestem do końca gotowa na wspólne zamieszkanie. Dobrze by było żeby ustabilizował sobie swoją sytuacje z praca i finansami.
Mam swoje życie, zajęcia, prace. Ale jednak tak mało czasu wspólnego wpływa na związek.
... facet miał niedawno problem z finansami
.... pracował kilka dni pod rząd, więc wtedy i się nie widzimy
....Albo coś zaplanowaliśmy i nagle dostaje telefon, ze musi być w pracy.
Emocjonalnie to jest horror:
1. nie mam pracy -> nie mam pieniędzy -> nie mam jedzenia, mieszkania
2. mam pracę -> muszę iść do pracy, ale obiecałem kobiecie, że gdzieś pójdziemy, więc mam wybór: (A) moja kobieta strzeli focha, będzie nieszczęśliwa, drama związkowa (B) zadowolę kobietę, znowu zawalę pracę, wrócę do punktu 1
Czasami odnoszę wrażenie, że kobiety ignorują zarobkowanie pieniędzy i utrzymanie siebie/rodziny na rzecz tej warstwy emocjonalnej. Dociera do nich dopiero jak jest klapa finansowa i wtedy są nieszczęśliwe, jak same muszą pociągnąć sprawy finansowe.
Jego obowiązkiem jest najpierw praca, a potem rozrywka.
Dochodzi o to miedzy nami do nieporozumień. Ja czuje, ze nie tworzymy, nie budujemy tego związku, ze trudno coś zaplanować. Uwielbiam ten czas razem, a jest go tak mało. Zwyczajnie mi jest przykro i czuje się momentami jakbym nie była w związku. Co o tym myślicie?
Jemu pali się grunt pod nogami, musi pracować, aby się utrzymać, a kobieta mówi:
-- nie budujesz ze mną związku
-- nie mogę mieć rozrywki
-- nie dajesz mi odpowiednio dużo czasu i uwagi
On ma umowę o pracę? Jeśli tak to nie ma takiej możliwości aby pracował po 12 h przez kilka dni pod rząd. Jeśli ktoś ma dniówkę 12 godzinną to następny dzień ma cały wolny. Chyba, że Twój partner tak chce pracować. Może pracuje po 8h a dalsze robi w nadgodzinach bo tak chce. Jeśli narzekałaś na brak pieniędzy u niego to może chłop się spiął i haruje.
Cześć Wszystkim, chciałabym się z Wami podzielić moją sytuacją i poznać obiektywne Wasze zdanie.
Obiektywne moje zdanie.
Schowaj maszynkę do wytwarzania problemów z dupy i skup się na szukaniu rozwiązań kwestii Ciebie męczącej.
Opcje masz trzy do wyboru:
1. Zamieszkać razem, co po ponad roku jest krokiem raczej zupełnie naturalnym i niczym niezwykłym.
2. Nie zamieszkać razem, kłócić się dalej, coraz częściej, coraz bardziej i męczyć aż do waszego rozstania.
3. Rozstać się od razu, stwarzając sobie i jemu inne możliwości.
Tkwienie w czymś co Ci nie pasuje, on to olewa i nie masz widoków na puentę... jest najgorszym rozwiązaniem.
Może on nie się z Tobą wiązać "na poważnie" a praca jest tylko wygodną wymówką, którą gładko łykniesz.
Pracowałem na budowach po 10, 12, niekiedy i więcej godzin, niekiedy za granicą ponad 1000km od domu, będąc jednocześnie w związkach i mieszkając z partnerką. Obecnie jestem w drugiej takiej relacji, a pomysł wspólnego zamieszkania padł równocześnie z obu stron po kilku miesiącach znajomości. Także da się, tylko trzeba chcieć. Jedna z użytkowniczek ma tutaj w stopce wpisane - Jak ktoś chce, to znajdzie sposób. Jak ktoś nie chce, znajdzie powód - i jest to prawda uniwersalna, która mówi wszystko o każdym związku. Dotyczy spędzania ze sobą czasu w ogóle, ale też takich sytuacji, gdzie jedno chce pchnąć relację do przodu, a drugie niekoniecznie. Pomyśl o tym w wolnym czasie.
Itsme222 napisał/a:Cześć Wszystkim, chciałabym się z Wami podzielić moją sytuacją i poznać obiektywne Wasze zdanie.
Obiektywne moje zdanie.
Schowaj maszynkę do wytwarzania problemów z dupy i skup się na szukaniu rozwiązań kwestii Ciebie męczącej.
Opcje masz trzy do wyboru:1. Zamieszkać razem, co po ponad roku jest krokiem raczej zupełnie naturalnym i niczym niezwykłym.
2. Nie zamieszkać razem, kłócić się dalej, coraz częściej, coraz bardziej i męczyć aż do waszego rozstania.
3. Rozstać się od razu, stwarzając sobie i jemu inne możliwości.Tkwienie w czymś co Ci nie pasuje, on to olewa i nie masz widoków na puentę... jest najgorszym rozwiązaniem.
Może on nie się z Tobą wiązać "na poważnie" a praca jest tylko wygodną wymówką, którą gładko łykniesz.
Pracowałem na budowach po 10, 12, niekiedy i więcej godzin, niekiedy za granicą ponad 1000km od domu, będąc jednocześnie w związkach i mieszkając z partnerką. Obecnie jestem w drugiej takiej relacji, a pomysł wspólnego zamieszkania padł równocześnie z obu stron po kilku miesiącach znajomości. Także da się, tylko trzeba chcieć. Jedna z użytkowniczek ma tutaj w stopce wpisane - Jak ktoś chce, to znajdzie sposób. Jak ktoś nie chce, znajdzie powód - i jest to prawda uniwersalna, która mówi wszystko o każdym związku. Dotyczy spędzania ze sobą czasu w ogóle, ale też takich sytuacji, gdzie jedno chce pchnąć relację do przodu, a drugie niekoniecznie. Pomyśl o tym w wolnym czasie.
Zwyczajnie boje się zamieszkania razem, nigdy nie mieszkałam z zdanym facetem. Po drugie chce żeby wyprostował ta sytuacje finansowa i stanął na nogach, wówczas będę mogła o tym bardziej poważnie myśleć. Będę czula z jego strony stabilizację, o której ostatnio ciężko mówić. Ja jestem samodzielna osoba, dobrze sobie radzę. On działa żeby to naprostować w swoim życiu. Czuje trochę jakbym była w tym sama. Z ta sytuacja.
8 2023-06-23 13:00:41 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2023-06-23 13:01:55)
Cześć Wszystkim, chciałabym się z Wami podzielić moją sytuacją i poznać obiektywne Wasze zdanie. Mam faceta od ponad roku, jesteśmy 30+. Mieszkamy oddzielnie. Dotychczas spędzaliśmy bardzo dużo czasu ze sobą, a tak czuliśmy niedosyt. Mój facet miał niedawno problem z finansami, a co za tym idzie z pracą. Znalazł jak się wydawało tą odpowiednią (ustalenia co do dni pracy były trochę inne niż te w rzeczywistości). Jest to praca gdzie pracuje fizycznie po 12 godzin dziennie, więc w te dni się nie widzimy. Specyficzna branża, więc prawie każda w niej praca tak wyglada. Była niedawno sytuacja, gdzie tak pracował kilka dni pod rząd, więc wtedy i się nie widzimy i kontakt jest prawie żaden. Albo coś zaplanowaliśmy i nagle dostaje telefon, ze musi być w pracy. Dochodzi o to miedzy nami do nieporozumień. Ja czuje, ze nie tworzymy, nie budujemy tego związku, ze trudno coś zaplanować. Uwielbiam ten czas razem, a jest go tak mało. Zwyczajnie mi jest przykro i czuje się momentami jakbym nie była w związku. Co o tym myślicie?
Pytasz co myślimy? Ja osobiście myślę że chcesz jednocześnie zjeśc ciastko i miec ciastko. Mam pytanie: jakiego wsparcia (duchowego i byc może innego) udzieliłaś swojemu partnerowi w momencie gdy spadł na niego ten problem z finansami? Pewnie zostawiłaś go z tym samego?
Wielu kobietom wydaje się że facet powinien jednocześnie zarabiać tyle żeby kasy nie brakowało, zabawiać swoją kobietę na każdym kroku, wszystko załatwiać, skakać koło niej... czyli w skrócie: mieć tyle kasy na zapewnienie jej wszystkich zachcianek jakby harował przez cały tydzień jak wół i jednocześnie mieć tyle energii na latanie koło niej jakby przez cały tydzień leżał do góry brzuchem. No tak jednocześnie to się nie da (albo cholernie rzadko się da). Moja była już żona podczas słabszego finansowo okresu w moim życiu zaczęła mną gardzić i mnie zostawiła; gdy znalazłem lepszą finansowo pracę (taką że na widok kwitka powiedziała że "też by tak chciała"), to zaczęło jej przeszkadzać że mnie ciągle nie ma w domu i że jak wrócę, to wolę siedzieć w domu bo jestem zmęczony. Albo okaż cierpliwość jeśli nie chcesz mu pomóc albo mu po prostu pomóż (tym bardziej że podobno "dobrze sobie radzisz"). Albo rybka albo... akwarium.
wieka napisał/a:Zamieszkajcie razem, ale też nie wieszaj się na nim, miej też swoje życie.
Ma taką pracę, a nie inną, z czasem ją zmieni jak nie będzie mu odpowiadała.
Nie rób więc burzy, bo sam ma ciężko, a jak Ci nie odpowiada, to zerwij.Nie jestem do końca gotowa na wspólne zamieszkanie. Dobrze by było żeby ustabilizował sobie swoją sytuacje z praca i finansami.
Mam swoje życie, zajęcia, prace. Ale jednak tak mało czasu wspólnego wpływa na związek.
Czyli będziesz gotowa, jak on spełni wszystkie Twoje oczekiwania, tak się nie da...
Właśnie mieszkanie razem pokaże, czy wam po drodze, bo jest wiele spraw o wiele ważniejszych, w których trzeba się zgrać.
klipozor napisał/a:Itsme222 napisał/a:Cześć Wszystkim, chciałabym się z Wami podzielić moją sytuacją i poznać obiektywne Wasze zdanie.
Obiektywne moje zdanie.
Schowaj maszynkę do wytwarzania problemów z dupy i skup się na szukaniu rozwiązań kwestii Ciebie męczącej.
Opcje masz trzy do wyboru:1. Zamieszkać razem, co po ponad roku jest krokiem raczej zupełnie naturalnym i niczym niezwykłym.
2. Nie zamieszkać razem, kłócić się dalej, coraz częściej, coraz bardziej i męczyć aż do waszego rozstania.
3. Rozstać się od razu, stwarzając sobie i jemu inne możliwości.Tkwienie w czymś co Ci nie pasuje, on to olewa i nie masz widoków na puentę... jest najgorszym rozwiązaniem.
Może on nie się z Tobą wiązać "na poważnie" a praca jest tylko wygodną wymówką, którą gładko łykniesz.
Pracowałem na budowach po 10, 12, niekiedy i więcej godzin, niekiedy za granicą ponad 1000km od domu, będąc jednocześnie w związkach i mieszkając z partnerką. Obecnie jestem w drugiej takiej relacji, a pomysł wspólnego zamieszkania padł równocześnie z obu stron po kilku miesiącach znajomości. Także da się, tylko trzeba chcieć. Jedna z użytkowniczek ma tutaj w stopce wpisane - Jak ktoś chce, to znajdzie sposób. Jak ktoś nie chce, znajdzie powód - i jest to prawda uniwersalna, która mówi wszystko o każdym związku. Dotyczy spędzania ze sobą czasu w ogóle, ale też takich sytuacji, gdzie jedno chce pchnąć relację do przodu, a drugie niekoniecznie. Pomyśl o tym w wolnym czasie.Zwyczajnie boje się zamieszkania razem, nigdy nie mieszkałam z zdanym facetem. Po drugie chce żeby wyprostował ta sytuacje finansowa i stanął na nogach, wówczas będę mogła o tym bardziej poważnie myśleć. Będę czula z jego strony stabilizację, o której ostatnio ciężko mówić. Ja jestem samodzielna osoba, dobrze sobie radzę. On działa żeby to naprostować w swoim życiu. Czuje trochę jakbym była w tym sama. Z ta sytuacja.
Ale czego się boisz? Przecież jak zamieszkacie razem, będziesz go miała więcej, a zawsze możecie się rozstać...
Jakoś widać, że kasa u Ciebie przebija uczucie.
Można, bo są tego przykłady, tworzyć związek mieszkając osobno. Ma to swe plusy, ma też minusy - jednym z nich jest mniejsza ilość wspólnie spędzonego czasu. Gdy do tego dołożyć Twe wymagania, by partner finansowo "stanął na nogach", ale nie pracował tyle, ile nakazuje mu sytuacja w pracy oraz to, że od jego pozycji materialnej i mniejszej ilości pracy uzależniasz swą stabilizację i twierdzisz, że w tej sytuacji jesteś sama, to przy tym wszystkim taniec na linie jest najzwyklejszym ćwiczeniem fizycznym.
Przytomności życzę.
Można, bo są tego przykłady, tworzyć związek mieszkając osobno. Ma to swe plusy, ma też minusy - jednym z nich jest mniejsza ilość wspólnie spędzonego czasu. Gdy do tego dołożyć Twe wymagania, by partner finansowo "stanął na nogach", ale nie pracował tyle, ile nakazuje mu sytuacja w pracy oraz to, że od jego pozycji materialnej i mniejszej ilości pracy uzależniasz swą stabilizację i twierdzisz, że w tej sytuacji jesteś sama, to przy tym wszystkim taniec na linie jest najzwyklejszym ćwiczeniem fizycznym.
Przytomności życzę.
Tak mi się widzi że ona gościa kopnie... i gościowi to wyjdzie na dobre ![]()
Tak mi się widzi że ona gościa kopnie... i gościowi to wyjdzie na dobre
Pod warunkiem, że powodem założenia wątku nie są wakacje. ![]()
14 2023-06-23 18:35:32 Ostatnio edytowany przez blueangel (2023-06-23 18:38:44)
tylko ze on nie chodzi na balety, ale do pracy. ja bym nie strzelala fochow. czego oczekujesz? ze sie zwolni? ze wykonczony harowa czolgajac sie, ale spotka z toba?
a co do zamieszkania razem, watpie, ze bylabys zadowolona. po 12 godzinach i tak nie bedzie mial sily, zeby cie zabawiac. to niczego nie rozwiaze.
moze jedynie szukac innej pracy, jesli to mozliwe. z znormalizowanym czasem pracy. jest jakos na stale zwiazany z ta branza czy moze robic cos innego?
a jak juz znajdzie to ta rzucic.
Ja czuje, ze nie tworzymy, nie budujemy tego związku, ze trudno coś zaplanować.
Ale co tworzycie, budujecie czy chcecie planować, bo chyba się pogubiłem...
Myślałem, że tworzycie, budujecie i chcecie planować wspólną przyszłość, a tymczasem im dalej czytam, tym większego nabieram przekonania, że Ty nie tyle potrzebujesz związku i partnera, ile po prostu małpy na sznurku, która będzie Cię zabawiać umilając sztuczkami nadmiar wolnego czasu, no to słuchaj... jakoś przestaje mnie dziwić, że facet woli ten czas spożytkować inaczej, bo zapewne liczy się z tym, że w każdej chwili możesz zasunąć mu kopa, a wiesz jak jest, dziewczyny przychodzą i odchodzą, zawsze coś tam się ogarnie w razie czego, dobrą robotę już trudniej znaleźć i jak jest mądry, to normalne że szanuje tą, którą ma, bo za chwilę może nie mieć niczego jak Ty tak podchodzisz do tej relacji, choć oczywiście nie oceniam, każdy niech robi tak, żeby jemu było dobrze.
Kasa = podstawa związku, to dzięki pracy i funduszach można coś planować... mieszać razem nie chcecie, ona musi ciężej pracować na fundusze.
DLA TEGO MÓWIĘ KASA, STATUS to podstawa zwłaszcza dla kobiet... później są właśnie takie tematy, on niema czasu, lub on za mało zarabia nie możemy nic fajnego zaplanować. Marzę o rodzinie, ale on ekonomicznie nie podoła.
Kasa zawszę podzieli, nie stać się na związek to go nie będziesz miała (tyczy się to mężczyzn!)