Witam,
na wstępie się przedstawię, Jestem Michał 26 lat
.
Oszacujcie drogie Kobiety jak wy widzicie tą sytuację, okiem żeńskim
Znalazłem się w trudnej sytuacji, otóż od 2012 do 2017 roku byłem w "szczęśliwym" związku z dziewczyną o imieniu "E".
Między nami się układało gorzej niż średnio, mieszkaliśmy razem ale tylko to nas w miarę możliwości jakoś łączyło. Na początku roku 2017 całkowicie przypadkowo reaktywował się mój kontakt z przyjaciółką z gówniarskich lat dziewczyna "M". Kiedy znajomość odżyła M była w ciężkiej sytuacji i próbowałem jako tako pomóc chociażby wsparciem, wiadomo E się to nie podobało i to bardzo ale jak pisałem wyżej nie sądziłem że jest co zbierać z mojego 5 letniego związku, dodam że na przestrzeni kilku tygodni wsparcia M robiła mi takie lekkie sceny zazdrości o E, na zasadzie że mocno sugerowała że chciałaby być na jej miejscu. Słuchałem uwag E i postanowiłem poważnie z nią porozmawiać i po tej rozmowie postanowiliśmy się rozejść było to marcu. Mieszkaliśmy razem co utrudniało jakiekolwiek rozłąki z dnia na dzień ze względów chociażby ekonomicznych E musiałaby wyprowadzić się do Mamy która niestety mieszka poza miastem jakieś 40 km a ona dopiero robiła prawo jazdy a o takich codziennych dystansach nie było mowy na sam początek, ponadto zarabiała naprawdę mało. Postanowiłem wziąć to na klatę (co dziś uważam za błąd swojego życia) ustaliłem z E że się rozstajemy i że zrobimy tak że dajemy sobie kilka tygodni na ochłonięcie oraz ewentualnie ustabilizowanie się sytuacji ekonomicznych aby na spokojnie i z czystym sumieniem iść w swoją stronę - zaproponowałem jej układ polegającym na to że ma dokończyć prawo jazdy (podejść do ponownego egzaminu) wtedy pojeżdżę z nią trochę aby się przyzwyczaiła oraz że od dziś za mieszkanie płacić będę tylko ja aby odłożyła trochę pieniędzy na ewentualny wynajem jeśli nie będzie chciała dojeżdżać od Mamy, E się zgodziła i w sumie bardzo mnie to cieszyło że będziemy potrafić się rozstać w ciszy i spokoju (dziś wiem jak się myliłem). Zaczałem na poważnie spotykać się z M informując ją o sytuacji, nie była zadowolona aczkolwiek rozumiała to, postanowiłem również powiedzieć o tym E że spotkam się z M i być może coś z tego będzie, uważałem to za punkt honoru w końcu rozeszliśmy się z jakiegoś powodu a nie chce aby myślała że była piątym kołem u wozu oraz co by nie było nie sypialiśmy ze sobą ale jednak JESZCZE mieszkaliśmy. E mimo postanowień, zaczęła robić różne dziwne rzeczy od sprawdzania mi telefonu, laptopa, kont w banku, musiałem wszędzie pozmieniać hasła, myślałem że to chwilowe ale kiedy sprawdzała czy moje auto stoi pod firmą gdzie pracuje to już było lekkie przegięcie, rozmawiałem z nią o tym ale nie wiele pomagało, skończyło się na tym że zaczęła wydzwaniać do M, co było jak się domyślacie bardzo nie miłe, wyzwiska i robienie wyrzutów itp. W Kwietniu ostatecznie postanowiliśmy że z początek maja E się wyprowadza. Przyszła Majówka a E jak ustaliliśmy się wyprowadziła wcześniej ustaliłem że ma zabrać jeden z dwóch moich samochodów - który przeszedł gruntowny remont (pół roku wcześniej kupiłem nowy ponieważ stary miał poważną awarię), E nie chciała brać go za darmo i postanowiliśmy że ma mi oddać tylko za remont auta i ma go zabierać i się zgodziła, cieszyłem się bo nie chciałem zostawić jej na lodzie.
Jakoś od połowy maja relacje z M nabrały kolorytu, było świetnie i jakoś odżyłem, naprawdę wtedy chwyciłem pana Boga za nogi. E nie odpuszczała telefony, urojone ciąże itp. były na porządki dziennym ale skierowane na szczęście tylko do mnie. Olałem to, M uważała od początku że nie biorę jej na poważnie po 5 latach z E ale nie poddawałem się i szybko ją o tym uświadomiłem że tak nie jest, było coraz lepiej, naprawdę pokochałem tą dziewczynę. E się uspokoiła po kilku tygodniach i miałem święty spokój, czasem cos napisała czy zadzwoniła co słychać takie ludzkie gesty tak wtedy myślałem. W Połowie lipca coś znów E odbiło zaczęła mi pisać SMSy że się zabije i że cytuje "co pewnie jesteś z tą kurwą", wiadomo takich tekstów nie mogłem zostawić, napisałem też parę wiązanek, pech chciał że odczytała to M która posądziła mnie o zazdrość (co wydywało mi się śmieszne) dodam jeszcze że coś pisała o jakimś weselu a na koniec czerwca byłem na weselu z kuzynką jako osoba towarzysząca ponieważ jej partner nie zdołał wrócić z UK i mnie poprosiła. M automatycznie skwitowała że byłem z nią na tym weselu i powiedziała że mam to zakończyć raz na zawsze i tak też zrobiłem, wesela oczywiście się wyparłem jakobym był ze swoją byłą. Z M dalej układało się wzorowo, nic nie wskazywało na to abyśmy mieli się rozstać aż do września. Kiedy E znów coś odwaliło i postanowiła napisać do M o to takiego smsa "Cześć M, masz kontakt z Michałem ponieważ był u mnie i się pokłóciliśmy i zdenerwowany pojechał autem i się o niego martwię?" M zamiast zadzwonić z tym do mnie, oddzwoniła na smsa i z tego co wiem zadała jej pytanie "Michał był z tobą na weselu?" E odpowiedziała bez namysłu "Tak". Dodała jeszcze kilka innych rzeczy i niestety M bez słowa odeszła, nie mogłem się nawet wytłumaczyć. Postanowiłem dać jej chwilę ochłonięcia a sam przycisnąłem E co jej nagadała i z przeprowadzonej rozmowy dowiedziałem się rzeczy o których nie chciałbym wiedzieć ale cóż, wtedy jej zaufałem że tak mogło być. Mianowicie nasłuchałem się że M przeprosiła E za wpakowanie się jej w paradę i E potwierdziła mi to smsami jak się okazało później sfałszowanymi... Nie sądziłem że może być do tego zdolna. Ale okej, postanowiłem udobruchać M i później wszystko wytłumaczyć, przyznałem się do rzekomego wesela bo nie widziałem innego wyjścia z sytuacji sądziłem że mi wybaczy z faktu tego że naprawdę była zaangażowana od samego początku i było widać że jej zależy. Myliłem się M nie wybaczyła i postanowiłem do niej pojechać pod pracy aby porozmawiać (dodam że dzieli nas spora odległość, co też jest wyrazem zaangażowania i poświecenia) wiadomo jak to kobieta rozpłakała się i widać było że jej przykro, przedstawiłem jej sytuację że E to nie jest jej koleżanka że ma z nią gadać i żeby brała takie rzeczy z dystansem bo ta osoba po prostu jej nienawidzi. Dowiedziałem się też że parę dni po mnie zaczęła spotykać się z kimś innym i to był gwóźdź do trumny mojej osobowości, po powrocie do domu nie mogłem się pozbierać. M jeszcze mnie oskarżyła parę dni później że jakąś wiązankę jej napisałem o której nic nie wiem, poszedłem na imprezę i zabalowałem konkretnie i wiem że mnóstwo wiązanek poleciało do E ale żadnego zapisanego smsa do M nie mam. E dalej się "starała" o mnie opowiadając to kolejne rzeczy o rozmowie z M, olewałem to całkowicie byłem zły na nią i nie było mowy o jakimkolwiek kontakcie, po kilku dniach od znajomych spływały do mnie informację że E rozpowiada że ją biłem, wykorzystywałem a nawet że auto to spłata zaciągniętej od niej pożyczki - wtedy wiedziałem już o co chodzi, spotkałem się z nią i wygarnąłem jej wszystko ona przyznała się do manipulacji. Zacząłem przepraszać M wkońcu mówiąc że nie byłem na żadnym weselu z E i że to tania manipulacja dowodząc tego smsami itp. Wypisywałem do niej setki wiadomości bez odzewu wkońcu poblokowała mnie wszędzie i zmieniła numer telefonu. Postanowiłem że się nie poddam i wysłałem jej kwiaty jakoś w listopadzie i dostałem odzew "Kwiaty mi się źle kojarzą" (WTF?). E się nie poddawała w swojej nienawiści do mnie do tego stopnia że posądziła mnie o uszkodzenie mienia na Policji
. Sprawa trafi do sądu, a ja sam po niej mam zamiar wytoczyć proces przeciwko niej. Oczywiście poinformowałem drogą pocztową o tym M aby dowieźć że jestem normalny i że nikogo nie bije (bo podejrzewam że E jej też to powiedziała) że to kretynka która chce mnie zniszczyć - brak odzewu. Postanowiłem że na święta i mikołajki wyślę jej po drobnym upominku a konkretnie - 2 książki na mikołajki oraz jakieś tam słodycze a na święta srebrną branzoletkę - brak odzewu oraz brak cofnięcia prezentów. Załamałem się, postanowiłem że i tak nie odpuszczę, że nie pozwolę aby ktoś rozpracował mi tak udaną relację oraz 10 letnią przyjaźń z krótką przerwą. Postanowiłem że 22 stycznia kiedy to jest "nasza" data wyślę jej coś naprawdę ważnego aby uświadomić ją że nie żyła życiem E i że nie miałem jej w głowie (bo tak uważa) wysłałem kosz prezentowy przez kwiaciarnię wcześniej przekazując tej kwiaciarni coś co mieli do niego dorzucić a mianowicie Szalik - Jestem wiernym kibicem (kibolem kto jak woli) jednego z klubów i M dobrze o tym wie, udzielałem się niegdyś w ekipie kibicowskiej zwanej jako "Pseudokibice" co za tym idzie mieliśmy "swoje" barwy i na potrzebny wąskiego grona produkowaliśmy własne gadżety w wąskim gronie w tym szaliki ekipy których jest na świecie 30, wiąże się z tym mnóstwo wspomnień. Postanowiłem go wrzucić z dopiskiem - jak odeślesz to okej odeślij ale ja i tak go spale. Kosz został odebrany przez jej ojca jak dowiedziałem się w kwiaciarni - brak odzewu oraz cofki. Dodam ze dzień przed telefon E do M się z M pokłóciłem i poleciały nawet groźby rozstania się.
Dodam kilka faktów oskarżających mnie, M posądziła mnie po kolei:
1. Zdradę i staranie się o E z powrotem co za tym idzie poczuła się jak temat zastępczy
2. Manipulację i próbę oszustwa oraz wszystkie informację przeciwko E zostały potraktowane jako próba wywołania w niej współczucia
3. Że ją chciałem zostawić w poczuciu winy aby wrócić do E
4. Podejrzewam ze po setkach wiadomości i zmianach wersji mnie ma za psychopatę
5. Że ją zawiodłem.
Proszę o pomoc i damską radę.
PS: dodam bardzo wazny i wstydliwy fakt, w połowie września niestety nie mogliśmy się z M spotykać z faktu pracy i do końca września się nie widzieliśmy i wtedy zrobiłem coś co miało ją uświadomić że biorę ją na poważnie i chce ułożyć z nią sobie życie bo zaznaczę że znam się z nią lata i wiedzieliśmy czego już chcemy, wtedy zrobiłem tatuaż z datą 22.01.2017 i w grudniu na święta pomimo tego że miałem nigdy jej tego nie pokazać wysłałem jej zdjęcie tatuażu - zero odzewu podejrzewam że myśli że to kolejna manipulacja. Wiem, wiem debilizm ale cóż raz się żyje ![]()