Od czego tu zacząć, myśle że najlepiej od początku.
Jakieś 2 tygodnie temu poznałem dziewczyne. W zasadzie to widzieliśmy się już wcześniej ale nie było okazji żeby porozmawiać. Mimo wszystko wpadliśmy sobie w oko ... a przynajmniej tak myslalem. Wtedty, te 2 tygodnie temu zagadała do mnie twierdząc że skądś mnie zna i tak zaczęła się nasza znajomość mówiąc w dużym skrócie.
Jak mogę określić tą znajomość? Napewno jest to coś czego dawno nie doświadczyłem w swoim 25 letnim życiu. Szybko zaczęliśmy się dogadywać, mamy świetny bliski kontakt, spędzamy calkiem sporo czasu na ile mamy możliwość (w zasadzie to mamy 3 spotkania za sobą ale byłoby znacznie wiecej gdyby obowiazki nie kolidowały naszych spotkań bo nie raz musielismy odkladać spotkanie), nie nudzimy się nigdy ... zwykle gdy sie widzimy o 18:00 to jestesmy w stanie byc razem do polnocy i gadać o wszystkim i o niczym. Mamy wiele wspólnych zainteresowań, podobne spojrzenie na świat, podobne gusta, a spotkanie bez śmiechu to rzadkość, potrafie ją rozbawić, śmieje się często i odczuwam wrażenie że naprawdę jej się to podoba, ostatnio nawet słyszałem od niej że czuje się tak jakbyśmy się znali od wielu lat i że to dla niej bardzo ... przyjemne ale i zarazem nietypowe uczucie. Zwierza mi się z wielu rzeczy, jest otwarta, okazuje mi szacunek, wykazuje zainteresowanie mną lub spotkaniami i sama często inicjuje lub wyraża chęć spotkania. Cud kobieta można powiedzieć. Ja okazuje jej to samo, ale również i bliskość, czułość i kompletnie jej to nie przeszkadzało. Na przed ostatnim spotkaniu pocalowałem ją żeby dać jej jasny sygnał i zauwazylem usmiech na jej twarzy po czym ona ponowila pocaluje i poszla do domu. Czuć w tym chemie, a przynajmniej Ja ją czuje. A najlepsze w tej relacji jest to, że jest ... bardzo naturalna, bez spięcia, co zbyt często się nie zdarza w moim zabieganym życiu, po prostu potrafie to odczuć, to coś gdzie czujesz że to może miec większy sens niż początkowo myslaleś.
Co mogłoby się spieprzyć? Nie wiem. 90% osób uznałoby że jest szansa że coś z tego wyjdzie, ale chyba jednak nie. Zabalowaliśmy troche i troche suchych faktów wyszło. Poruszyła temat związku, tak sama z siebie. Ja powiedziałem wprost, bez owijania w bawełne że byłoby fajnie i właśnie do tego probowalem dążyć. Ona jednak oznajmiła mi że nie szuka teraz nikogo do związku i że nie chce mi robić na nic nadzieji, nie chce zebym sie nastawial na coś mimo że baaaaaaaaaardzo mnie lubi i faktycznie jest w tej relacji coś pozytywnie dziwnego. Jaki jest ku temu powód? Otóż ledwo co zakończyła dosyć długi związek w swoim życiu, prawie 5 letni i że nie jest gotowa i nie wie kiedy będzie gotowa na nowy związek. Ja po alkoholu często przekraczam pewne bariery ktorych za trzeźwego raczej bym nie poruszył ... staje się taki łatwy, prosty, pokazuje ze mi zalezy mowiac "rozumiem przez co przechodzisz", "jestes super i dawno nie poznalem tak fajnej dziewczyny" i inne podobne teksty. Jej sie zrobiło smutno i sie rozplakała powtarzajac to samo co wczesniej ze nie chce mnie krzywdzic bo ona nie wie czy coś z tego wyjdzie, ale powiedzialem jej wprost że i tak będę próbował nadal - Panowie i Panie, po alkoholu takie teksty u mnie to norma. Ona mnie przytuliła i pocałowała. Pojechalismy do domów, jeszcze chwile na spokojnie porozmawialismy, troche sie posmialismy na koniec dnia. Udało mi się wyciągnąć częściowo z niej informacje, że istnieje prawdopodobienstwo że jest ktoś inny na któremu jej zależy.
Jestem troche załamany, przybity. Powiedziała mi na dokładke że bedzie chciala jeszcze o tym porozmawiać na trzeźwo bo nie chce przejsc obok tego obojetnie. Wydawałoby się że relacja idealna, a jednak okazuje się że nie. Spotykam się z tyloma dziewczynami, przynajmniej raz na miesiac z inna, ale takiej jak ta dawno nie poznałem. Przy takich kobietach staje się bardzo wrazliwy, zmieniam się Alphy na Bete lub Omege.