Witam wszystkie netkobiety, które czują się samotne mimo to, że są z kimś...
Wpadł mi właśnie do głowy pomysł, że może by stworzyć coś w rodzaju kółka samopomocy dla takich jak ja i niektóre z Was.
Jeśli chcecie pogadać, wyżalić się i wysłuchać historii innych samotnych w związku, zapraszam, podajcie swoje gg i zaczynamy ;P
Podobne tematy
Jestem mężatką od 5 lat a jednak jestem bardzo samotna
Mąż już nie dba o mnie tak jak kiedyś. Odnosze wrażenie że zależy mu najbardziej na sexsie. Nie dostaje komplementów, wsparcia psychicznego, czułości.....Żyjemy obok siebie zamiast razem. Nie jest tak że nie ma dobrych dni-są ale na prawde rzadko. Czasem mamy dni że sie nie odzywamy nawet do siebie. Mi już nie chce się walczyć...Zostawiłam swoje życie losowi-niech teraz on kieruje mną
Witam
misia123 to co piszesz jest smutne. Strasznie się boję takiej sytuacji jak Twoja. Obserwuje ludzi i zauwazylam np. ze w zwiazku pewnej kobiety z mojej rodziny po 10 latach widac ze nie ma juz milosci, tylko wyrzuty o wszystko, brak zainteresowania druga osoba, ktora zakrawa o ignorancje, szara codziennosc, brak tematow do rozmow, wrecz unikanie sie. Tak jak wspomnialas niby razem ale oddzielnie. Przeraza mnie to co widze do tego stopnia iz boje sie podjac decyzje o zawarciu formalnego zwiazku z moim chlopakiem. Miedzy nami jest po 5 latach wciaz super porozumienie i nadal mamy o czym rozmawiac, ale boje sie takich sytacji jak wyzej.
Dlaczego tak sie dzieje? Co spowodowalo ze nie macie o czym rozmawiac? Czy macie dzieci i czy one cos zmienily w waszej relacji?
Czy i jak probojecie to naprawic?
pozdrawiam
Myśle, że chyba każdy sie nad tym zastanawia. Mężczyźni boją się, że poślubie i dzieciach kobieta straci ochote na sex, a kobiety że mężczyźni w ogóle zaczną je traktować jak gosposie albo kobiete, która powinna się oddawać- przecież ślubowała! Nietstety w mojej rodzinie też tak jest;/ kurcze znam tak mało udanych małżeństw że płakać się chce i odechciewa poważniejszych relacji. A może jednak któraś zna udane małżeństwo?
Misiu, kobieta jest traktowana przez mężczyznę w taki sposób, w jaki sobie na to pozwala. Ja nie mogłabym na to patrzeć z założonymi rękami. Masz swoją wartość dziewczyno! Porozmawiaj z mężem o tym, jak się czujesz na spokojnie, powiedz wyraźnie jakich zmian od niego oczekujesz. Jeśli nic się nie zmieni, temu człowiekowi najpewniej na Tobie nie zależy. Tkwiąc w takim małżeństwie wyrządzisz sobie wielką krzywdę. Pokaż mu ile jesteś warta, że jesteś atrakcyjna dla siebie i innych. Znajdź jakieś hobby, może taniec, aerobik, rozwijaj się. A moża nowa fryzura? Bądź cały czas zajęta i czasem niedostępna, niech on sobie nie myśli, że jest całym Twoim światem. Może zda sobie sprawę z tego, co traci. Zrób dobrą minę do złej gry i się uśmiechnij.
hej,
droga Misiu, facet jest zdobywcą. Trudno, ale właśnie, jak już nas który zdobędzie, to myśli, że kobieta jest na wieki jego. Tylko zdania proste i jasne sformułowania do nich trafiają. My chcemy być rozpieszczane, całowane bez powodu, słyszeć komplementy itd. Noo, czujemy się wtedy bosko. To normalne, też tego chcę!! Gorzej, gdy do ego dochodzi jeszcze charakterek własny. Nie lubimy sie dopominać o swoje, ale w trosce o siebie trzeba. Posadź go przy stole!, zadbaj o spokój w domu i prosto argumentami wyłóż mu o co Ci chodzi, czego pragniesz, za czym tęsknisz.
Ja mam dłuższy staż i powiem Ci, od czasu do czasu przeprowadzamy taką rozmowę właśnie dotyczącą uczuć.
Seks jest oczywiście ważny i potrzebny,ale moim zdaniem nie da się oprzeć małżeństwa tylko na nim. Przykro mi, co Ty przeżywasz, ale spróbuj. Masz wiele do uratowania i zyskania. A może jak radzi Lil Bon Bon, zrób coś szalonego dla siebie. Poczujesz się o niebo lepiej!! Czekamy na pozytywy
pozdr.
Na wstępie chciałam się przywitać, jestem pierwszy raz na forum.
Mam 26 lat, od 4 lat jestem mężatką. Szczęście niestety trwało krótko. Moja samotność zaczęła się już pod koniec ciąży. Zostałam sama, nawet w momencie jak wylądowałam w szpitalu w 8 miesiącu ciąży. Przez tydzień leżałam, on przyjeżdżał pytał jak się czuję zostawiał mi czystą piżamę i ręcznik po czym jechał do domu. Po powrocie ze szpitala uważał że jest wszystko w porządku, przywiózł, wniósł torbę do mieszkania, zapytał tylko kidy mam jechać na kontrolę po czym usiadł przed komputerem. Nawet się słowem do mnie nie odezwał już do końca dnia. I tak już zostało. Urodziłam syna, szczęście i euforia... tak ale, w samotność, przy dziecku pomagał, w domu też nie miał wyjścia, bo miałam ciężki poród i niewiele byłam w stanie zrobić.
Próbowałam rozmawiać, mówiłam otwarcie i w prost że go potrzebuję,że czuję się niedoceniona, że mnie nie zauważa.... nic nie pomogło.
Przeżyłam pierwszy rok samotności, zorientowałam się że zaczął pić, chciałam odejść... moja mama nakłoniła mnie do zostania, do pomocy, mówiła że tżeba walczyć bo później zostanę sama, tak jak ona (sama mnie wychowywała). Zostałam pomagałam, nie krytykowałam, przestał, ale i tak nic się nie zmieniło, kolejny rok spędziłam sama. Nawet sexu już nie było i nie ma nadal chyba że zrobie awanturę,że jak ma kochankę to niech mnie zostawi i do niej sobie idzie. Przez ostatni rok mój mąż siedział w domu z synem, ja utrzymywałam rodzinę, stracił pracę i "nie mógł" albo nie chciał znaleźć pracy. Wysłuchiwałam ciągłych pretensji, ze w domu nic nie robie, że on sie musi zajmować domem, że rodzine zaniedbuję- no tak miał racę, pracując 6 dni w tygodniu po 14 godzin, nie da się nie zaniedbać rodziny, ale dziecku trzeba dać jeść. Było ciężko czasem przez miesiąc jadłam suchy chleb, bo tylko na to starczała, później dowiedziałam się że mój mąż żywił się w tym czasie u swojej mamusi, on jadł wypasione obiadki a mi żołądek przysychał do kręgosłupa. Usłyszałam wtedy od niego ,że jakbym do niej poszła to też by mi dała. Raz poszłam dostałam skiśnięty rosół sprzed 2 tygodni którego nawet pies nie chciał zjeść, a jej było szkoda wyrzucić.
Teraz ma prace, pracuje już od 2 miesięcy i zamiast lepiej to jest gorzej, kiedyś jeszcze czasem powiedział cześć jak wracał do domu, a teraz pyta tylko o syna, i czasem opowiad o swojej pracy, wyrzuca na mnie swoje stresy, po czym zasiada przed komputerem.
Od 4 lat siedze w domu, nie wychodzimy nigdzie, nawet na sapacer z dzieckiem idę sama. Męczy mnie to coraz bardziej a trwam w tym tylko przez wzgląd na syna. Łukasz bardzo kocha tatę, i ciągle pyta, jak tylko gdzieś zniknie, nie chce,żeby tak jak ja wychowywał się w rozbitej rodzinie. Łukaszek jest moją siłą, dla niego muszę się poświęcić i znosić codziennie to piekło.
Droga meggi!
To bardzo przykre co napisalas;( Nie jestem expertem ale ta sytuacja nie jest mi obca.Moja przyjaciolka przez 2lata znosila podobna sytuacje tyle ze do tego facet ja bil i poniewieral.Wszyscy naklaniali ja zeby z nim byla ze wzgledu na dziecko!!!!
NIE TEDY DROGA!!!Ona usluchala innych ale szybko doszla po rozum do glowy jak kolejny raz wyladowala w szpitalu!!
Mimo ze syn byl przywiazany do ojca-odeszla..dlugo by opowiadac o tym ale moral z tego taki ze odwazyla sie na ten krok i teraz znalazla mezczyzne ktory pokochal ja i jaj syna.Maja teraz dwojke innych dzieci i sa sczesliwi!!!
Mysle ze powinnas zdecydowac sie na odwazny krok!Argument ze dalej bedziesz sama i dla dobra dziecka jestes z nim-wybacz ale do mnie nie przemawia!Jesli nawet na spacery chodzisz sama to jakos nie bardzo mu zalezy na synu...
Zycze Ci powodzenia i pomysl rowniez o swoim szczesciu bo jestem pewna ze ta wlasciwa Twoja druga polowka gdzies w swiecie na Ciebie jeszcze czeka!!!!!
Kochane Klubowiczki .Jestem od prawie 25 lat z jednym facetem i podobnie jak Wy myślałam o dzieciach .Teraz jednak dochodzę do wniosku , że to wszystko nie miało sensu .Wyszłam za mąż i chciałam miec normalną rodzinę jak każda kobieta .Niestety facet ten okazał sie życiową niedorajdą .Niektórzy mężczyżni nie powinni zakładac rodziny a tym bardziej miec dzieci .Ja mam dwoje już dorosłych , które właściwie sama wychowywałam .Było mi cieżlko ale jakoś sobie radziłam .Po kilkunastu latach dotarło do mnie jaki popełniłam błąd w swoim życiu .Podchowałam dzieci i zaczęłam myślec o sobie .Wzeszłym roku skończyłam studia i mam zamiar układac swoje życie od nowa .Wierzę , że ta druga moja połowa gdzieś czeka na mnie .Każda z nas ma prawo do szczęscia trzeba go tylko poszukac .Nie marmujcie sobie życia z głupimi chłopami , którzy nie potrafia docenic tego co mają .Stapajcie twardo po ziemi i walczcie o swoje szczęście .Pozdrawiam Wszystkie samotne mężatki .
, jaki popełniłam błąd .
Droga meggi!
To bardzo przykre co napisalas;( Nie jestem expertem ale ta sytuacja nie jest mi obca.Moja przyjaciolka przez 2lata znosila podobna sytuacje tyle ze do tego facet ja bil i poniewieral.Wszyscy naklaniali ja zeby z nim byla ze wzgledu na dziecko!!!!
NIE TEDY DROGA!!!Ona usluchala innych ale szybko doszla po rozum do glowy jak kolejny raz wyladowala w szpitalu!!Mimo ze syn byl przywiazany do ojca-odeszla..dlugo by opowiadac o tym ale moral z tego taki ze odwazyla sie na ten krok i teraz znalazla mezczyzne ktory pokochal ja i jaj syna.Maja teraz dwojke innych dzieci i sa sczesliwi!!!
Mysle ze powinnas zdecydowac sie na odwazny krok!Argument ze dalej bedziesz sama i dla dobra dziecka jestes z nim-wybacz ale do mnie nie przemawia!Jesli nawet na spacery chodzisz sama to jakos nie bardzo mu zalezy na synu...
Zycze Ci powodzenia i pomysl rowniez o swoim szczesciu bo jestem pewna ze ta wlasciwa Twoja druga polowka gdzies w swiecie na Ciebie jeszcze czeka!!!!!
Jesteś wspaniała Yoko!!! Bardzo wzruszająca odpowiedż na post Meggi.
Meggi, mam NADZIEJE, że weżmiesz pod uwagę wypowiedż koleżanki.Trzymam za ciebie kciuki...ty też musisz być szczęśliwa, ponieważ dziecko to czuje.
Czytam wypowiedzi i jestem załamana. Oczewiście, nie jestem jeszcze mężatka, ale już czuje się samotną w związku. Mój "samiec" nie robi mi żadnych komplementów, żadko przynosi kwiaty(to znaczy na urodziny) lub "jak dobrze że byłaś ze mną w trudej chwili?"(jeden raz). Nie uprawiamy seksu(raz na pół roku, jeden raz), nie całujemy się, teraz tylko "cmok" wchodzi w gre. Niewiem ile to jeszcze potrwa. Jesteśmy 3,5 roku ze sobą i cały czas słysze "jestem zmęczony". Czasami, poprostu z desperacji wychodze z inicjatywą "spotkamy się dzisiaj w sypialni o 20?"Ale kiedy nadchodzi ta godzina to już nic nie chcę, niema tego ognia między nami lub spontaniczności co do tych spraw.Niechce go zostawić bardzo dużo dla mnie zrobił i kocham go bardzo, ale czuje, że tego nie wystarczy. Wolabym, żeby powiadział, że ma inną. Widziałabym, że chociaż kogoś obdaża oczuciem wełnym miłości.
Pozdrawiam wszystkich
Ja tez jestem samotna w zwiazku z dwojka dzieci, ale powiedzialam sobie dosc. chce zeby sie wyniusl z domu,bo mam 27 lat i cale zycie przede mna, a z niedorajda zyciowa nie da sie zyc.. przynajmnie ja nie umiem. Ponadto nalezy mi sie cos od zycia, u nas tez seksu nie ma ani czulosci.. najgorsze, ze on nie chce sie wyniesc z mojego zycia,normalnie facet bez honoru...
Chciałabym mieć tyle sił co Wy!
Mam taki problem od dwóch lat. Ciągle się oszukuje że się poprawi:( a jest tylko gorzej...
Ponad to Mąż oszukuje mnie ciągle... znajduje narkotyki w domu... ciągle obiecuje że to koniec że nie bierze że to tylko tak .... leży...
Ja już nie mam siły na nic a to się ciągle ciągnie...