Jesteśmy w związku i małżeństwie od kilku lat (nie mamy dzieci) i jakiś czas temu żona stwierdziła, że się między nami nie układa. Zapytałem się jej jak to się nie układa o co jej chodzi? Przecież praktycznie się nie kłócimy, nie mamy żadnych problemów, mamy dobre zarobki, żadnych nałogów, nic złego się nie dzieje...
Jednak jak się okazało problem jest głębszy, bo żona w końcu pociągnięta za język stwierdziła, że nie czuje się ze mną jak z facetem w sensie z partnerem, który ją podnieca, kręci, z którym chciałaby się kochać, mieć dzieci... tylko czuje się ze mną jak z dobrym kumplem czy bratem, z którym fajnie sobie pogadać, gdzieś wyjść, spędzić czas, pojechać na wakacje, itp. Żona stwierdziła, że irytuje ją moja postawa wobec niej, nadopiekuńczość, tatusiowanie, cukierkowatość relacji, delikatność, zagłaskiwanie "na śmierć", wyszło na to, że trakuję ją prawie jak tatuś córeczkę i że jestem mamisynkiem...
Najgorsze jest jednak to że wyżaliła mi się, że ona ma swoje potrzeby seksualne, że my nigdy o tym nie rozmawialiśmy, zawsze była między nami bariera, jakiś wstyd nagości, nie było spontaniczności, a ja w tych tematach byłem niedoświadczony i niezdecydowany, a okazało się, że ją kręci silny zdecydowany, "męski" facet...
Podsumowując w naszym małżeństwie nie ma "ognia"... postanowiłem wziąć się za siebie, naprawić swoją "męskość", zmienić podejście do relacji z żoną...
Bardziej martwi mnie jednak to co żona powiedziała o jej podejściu do mnie i mojej "aseksualności" w jej oczach. Czy coś takiego można jeszcze naprawić, sprawić, żeby żona poczuła do mnie pożądanie jak do "faceta" a nie "kumpla"?
Wydaje mi się też że ona nie wzięła sobie tego wszystkiego tak znikąd, bo w pracy obraca się praktycznie wokół samych facetów i coś musiało ją natchnąć po tylu latach, że nagle tyle, kwestii ją irytuje we mnie...
Podobne tematy
Daj jej od siebie odpoczac. Poudawaj troche obojetnego, a jednoczesnie zadbaj o siebie I daj troche 'niewinnych' powodow do zazdrosci. I nie mowie tu o zdradzie.
Ale o usmiechu do innych kobiet, otworzeniu im drzwi, powiedzeniu komplementu jej kolezance etc.
Badz pewny siebie!
Jedną z przyczyn może być, że żona mogła gdzieś na boku zobaczyć, że może być inaczej..., Teraz mogła dostać wyrzutów sumienia a to co dostała na boku może chcieć wprowadzić do waszego związku...
Bardzo ogólnikowo to napisałem, ale mam nadzieje, że zrozumiesz co mam na myśli.
Jak będziesz chciał to opisze Ci pewną historię i napisze skąd taki wniosek...
4 2017-07-19 19:05:51 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-07-19 19:06:20)
..., że nie czuje się ze mną jak z facetem w sensie z partnerem, który ją podnieca, kręci, z którym chciałaby się kochać, mieć dzieci... tylko czuje się ze mną jak z dobrym kumplem czy bratem, z którym fajnie sobie pogadać, gdzie wyjść, spędzić czas, pojechać na wakacje, itp. Żona stwierdziła, że irytuje ją moja postawa wobec niej, nadopiekuńczość, tatusiowanie, cukierkowatość relacji, delikatność, zagłaskiwanie "na śmierć", wyszło na to, że trakuję ją prawie jak tatuś córeczkę i że jestem mamisynkiem...
Typowy błąd traktować kobietę jak księżniczkę i być pieskiem u jej nogi. Trzeba wręcz przeciwnie -- traktować dziewczynę jak kumpla/przyjaciela + mocny akcent seksualności.
Najgorsze jest jednak to że wyżaliła mi się, że ona ma swoje potrzeby seksualne, że my nigdy o tym nie rozmawialiśmy, zawsze była między nami bariera, jakiś wstyd nagości, nie było spontaniczności, a ja w tych tematach byłem niedoświadczony i niezdecydowany, a okazało się, że ją kręci silny zdecydowany, "męski" facet...
Nieeeee... pomyliło się dziewczynie. Tak sobie wyobraziła.
Wasz błąd polega na ukrywaniu erotyki. Twój błąd. Udawanie, że nie jesteś nią erotycznie zainteresowany... bo jakżesz byś mógł skalać seksem kobietę? Bo nie lecisz na nią... bo przecież to takie niskie instynkty...
Bardziej martwi mnie jednak to co żona powiedziała o jej podejściu do mnie i mojej "aseksualności" w jej oczach. Czy coś takiego można jeszcze naprawić, sprawić, żeby żona poczuła do mnie pożądanie jak do "faceta" a nie "kumpla"?
Można, można... najpierw wstań z kolan. Przestań być pieskiem. Zastanów się czy ją pożądasz. Naucz się dobrze robić minetki, aby miała dobre orgazmy, po minetce ostro ją przeleć tak jak TY lubisz -- szybko i do celu -- jest o tym książka Ian Kerner "jej orgazm najpierw".
Wydaje mi się też że ona nie wzięła sobie tego wszystkiego tak znikąd, bo w pracy obraca się praktycznie wokół samych facetów i coś musiało ją natchnąć po tylu latach, że nagle tyle, kwestii ją irytuje we mnie...
Pewnie tak.. .bo zobaczyła błysk w oku kogoś komu jej tyłek się spodobał... kogoś kto nie udaje, że na nią leci.
Znamienne, że umieściłeś wątek w dziale "partnerstwo" a nie seks...
5 2017-07-19 21:18:07 Ostatnio edytowany przez starr (2017-07-19 21:22:54)
Jesteśmy w związku i małżeństwie od kilku lat (nie mamy dzieci) i jakiś czas temu żona stwierdziła, że się między nami nie układa. Zapytałem się jej jak to się nie układa o co jej chodzi? Przecież praktycznie się nie kłócimy, nie mamy żadnych problemów, mamy dobre zarobki, żadnych nałogów, nic złego się nie dzieje...
Pobudka!!!
To tylko Tobie się wydaje, że nic złego się nie dzieje. My inaczej funkcjonujemy niż kobiety. Dla nas stabilizacja, dostatek, spokój jest stanem wymarzonym... Ale kobiety... im do szczęścia potrzebne są EMOCJE. Nie dostarczasz emocji, to dla większości kobiet jesteś c*pa, miękkie kluchy, nudziarz i pantofel. Im bardziej jesteś przewidywalny, tym gorsze mają zdanie o tobie. Skoro nie ma Twoja żona emocji w domu, to pewnie szuka, lub już znalazła gdzie indziej...
Dobry, kochający, ciepły mąż to najlepszy materiał na rogacza...
Jednak jak się okazało problem jest głębszy, bo żona w końcu pociągnięta za język stwierdziła, że nie czuje się ze mną jak z facetem w sensie z partnerem, który ją podnieca, kręci, z którym chciałaby się kochać, mieć dzieci...
Zapewne sam doprowadziłeś siebie do stanu takiego, że żona stała się całym Twoim Światem i sensem Twojego życia. Dla niej zgubiłeś najważniejszą dla siebie osobę, czyli siebie. Nikt pewnie nie powiedział Ci, że najlepsze związki są na zasadzie: tyle daję, ile dostaję.
tylko czuje się ze mną jak z dobrym kumplem czy bratem, z którym fajnie sobie pogadać, gdzieś wyjść, spędzić czas, pojechać na wakacje, itp. ona stwierdziła, że irytuje ją moja postawa wobec niej, nadopiekuńczość, tatusiowanie, cukierkowatość relacji, delikatność, zagłaskiwanie "na śmierć", wyszło na to, że trakuję ją prawie jak tatuś córeczkę i że jestem mamisynkiem...
Typowe... Zagłaskałeś ją. Teraz, albo już, albo lada moment dołączysz do klubu zdradzonych małżonków. Najczęściej takie słowa to nic innego, jak tylko szykowanie sobie pasa startowego i w razie niepowodzenia u orbitera, miękkie lądowanie w Twojej bezpiecznej przystani...
Najgorsze jest jednak to że wyżaliła mi się, że ona ma swoje potrzeby seksualne, że my nigdy o tym nie rozmawialiśmy, zawsze była między nami bariera, jakiś wstyd nagości, nie było spontaniczności, a ja w tych tematach byłem niedoświadczony i niezdecydowany, a okazało się, że ją kręci silny zdecydowany, "męski" facet...
Wszystkie kobiety chcą mieć silnego, twardego, zdecydowanego i "męskiego" partnera... podkreślam, partnera...
Podsumowując w naszym małżeństwie nie ma "ognia"... postanowiłem wziąć się za siebie, naprawić swoją "męskość", zmienić podejście do relacji z żoną...
Ciekawe jak się do tego zabrałeś? Jeżeli jest to na zasadzie, że dostaje więcej zapewnień o Twoim uczuciu, więcej kwiatów bez okazji, więcej pomocy w domu... to przepadły Twoje starania.
Bardziej martwi mnie jednak to co żona powiedziała o jej podejściu do mnie i mojej "aseksualności" w jej oczach. Czy coś takiego można jeszcze naprawić, sprawić, żeby żona poczuła do mnie pożądanie jak do "faceta" a nie "kumpla"?
Wydaje mi się też że ona nie wzięła sobie tego wszystkiego tak znikąd, bo w pracy obraca się praktycznie wokół samych facetów i coś musiało ją natchnąć po tylu latach, że nagle tyle, kwestii ją irytuje we mnie...
To nie coś ja natchnęło, tylko ktoś...
Powinieneś trochę ją poobserwować, a w szczególności jak traktuje telefon.
Jeżeli zmieniła kod dostępu, pojawiło się hasło, albo zmieniła hasło - źle to wróży.
Jeśli ma przyklejony do ręki - źle to wróży.
Jeśli odbiera i wychodzi z pokoju by porozmawiać poza zasięgiem słyszalności - źle to wróży.
Jeśli nie odbiera, albo często oświadcza, że oddzwoni później - źle to wróży.
Jeżeli na widok jej telefonu w Twojej ręce zamienia się w lwicę broniącą młodych - to po zawodach...
A tak poza tym, przypomnij sobie czy:
- Zaczęła mieć więcej pracy i musi wcześniej wyjść, albo brać nadgodziny, za które jej nie płacą, albo
- Częstotliwość wyjść z koleżankami na babskie spotkania, albo na firmowe imprezy, radykalnie wzrosła, albo
- Wyjazdy na szkolenia firmowe stały się permanentne...
a na dodatek:
- Jeśli zaczęła bardziej o siebie dbać,
- Jeżeli próba dotyku, przytulenia, stała się obojętna,
- Jeżeli pocałunki i seks stały się bezpłciowe i reglamentowane
to już po zawodach...
Co teraz? zaobserwuj, czy kiedy przechodzisz przez drzwi czujesz lekki opór... jeśli tak, to znaczy, że rogami zawadzasz o futrynę...
Przede wszystkim przestań biegać wokół ksiezniczki.
Po drugie masz okazje wyrazić też swoje niezadowolenia, masz okazję- no chyba że uwaąasz ją za skończony ideał.
Nie urodziłeś się po to, by czytac w myslach księzniczki- wstydzi sie nagosci- sorry - tu musi sama się ogarnąć.
Nie rób nic nienaturalnego dla Ciebie, bo wyjdzie źle.
I jak tatuskujesz, to przestań.
zachowuj się naturalnie, bez focha.
Skup się na sobie- powiedz żonie o swoich fantazjach- może bedą wspólne?
Kup nowy pasek do spodni.. ![]()
I nowa wodę kolońską..
7 2017-07-19 21:48:43 Ostatnio edytowany przez balin (2017-07-19 21:49:37)
Żona powiedziała Ci, że w jej oczach jesteś samcem beta. Zapewne spotyka się z kimś (domyślnie kolega z pracy), z którym w łóżku jest ostro. Myślę, że możesz spodziewać się najgorszego. No chyba, że pozostanie układ słodki misio w domu, czyli Ty i ogier poza domem. Ale to też dla Ciebie kiepska sprawa.
nie wiem po co niektórzy zakładaja najgorszy scenariusz. pewnie sie kimś zauroczyła- ale skoro mówi o co chodzi to na pewno nie romans.
nie wiem po co niektórzy zakładaja najgorszy scenariusz. pewnie sie kimś zauroczyła- ale skoro mówi o co chodzi to na pewno nie romans.
A powiedziała coś o romansie? Na razie to nasz Autor jest obwiniony o wszystko i tym ma się zająć.
Wiem, że pisze z jakimś gościem na fb i już kilka razy to zauważyłem, ale to podobno zwykły kolega, nie wiem nie interesowałem się tym specjalnie, ale może powinienem?
A co miała Ci niby powiedzieć? Chyba jasne, jest ze to tylko kolega. Co za gość no...
A więc moim zdaniem myślę, że wręcz za dużo dawałeś siebie, powinieneś stworzyć swoją własną przestrzeń, inne życie niż tylko żona, np: koledzy, hobby tak by być kimś interesującym, godnym uwagi, czasem intrygującym, zawsze trzeba mieć jakieś zakryte karty, nie można wszystkiego "wywalać" od razu bo inaczej nie mamy już nic ciekawego do zaoferowania i właśnie wtedy brak tego czegoś. Powinno też rozmawiać się na bieżąco o swoich oczekiwaniach, obawach i żalach, lepiej takie rzeczy rozwiązywać od razu niż żyjąc mając maski i udawać, że wszystko jest ok i nic się nie dzieje, to i tak prędzej czy później wyjdzie.
Wiem, że pisze z jakimś gościem na fb i już kilka razy to zauważyłem, ale to podobno zwykły kolega, nie wiem nie interesowałem się tym specjalnie, ale może powinienem?
Ta, jasne że zwykły kolega.
Masz przed nosem wręcz podręcznikowy przykład na to jak się zachowuje kobieta uwikłana w relację z innym mężczyzną.
Wszystko co teraz słyszysz na swój temat, to jest standardowy zestaw bzdetów, które słyszy każdy jeden zdradzany facet.
Kolejnym etapem podobnych historii będzie teraz branie całej winy na siebie i błaganie jej o to, żeby z tobą została,
a ona będzie się "zastanawiać" dopóki fagas się nią nie znudzi i nie kopnie jej w dupę, a ty będziesz wrakiem człowieka,
który zgodzi się na wszystko, byle tylko do ciebie wróciła. Klasyczna sytuacja opisywana na tym forum tyle razy,
że już po twoim pierwszym wpisie w temacie wiadomo co będzie dalej. Mówiąc oględnie jest już pozamiatane,
ale nigdy PRZENIGDY nie daj sobie wmówić, że to ty do tego doprowadziłeś poprzez bycie dla niej dobrym mężem.
Każda jedna pie*doli to samo i każdy jeden facet może od razu między bajki te opowiastki powkładać,
bo to nic innego jak przerzucanie odpowiedzialności za swoje kurestwo, żeby samemu poczuć się lepiej.
Nie daj się w to wrobić.
Wiem, że pisze z jakimś gościem na fb i już kilka razy to zauważyłem, ale to podobno zwykły kolega, nie wiem nie interesowałem się tym specjalnie, ale może powinienem?
No to autorze szukaj budowlańców co by ci prześwity w drzwiach powiększyli.
Bo już masz rogi albo zaraz ci urosną.
15 2017-07-20 10:09:48 Ostatnio edytowany przez gp2019 (2017-07-20 10:13:48)
Dzięki za odpowiedzi aczkolwiek nie napawają mnie one optymizmem...
Niemniej jednak wciąż nie mogę zrozumieć skąd te wszystkie zarzuty, skoro znaliśmy się wiele lat przed ślubem i żona wiedziała jaki jestem, a nigdy nie byłem "męskim" super twardzielem dominatorem, to skąd jej się teraz w głowie urodził pomysł, że tacy faceci ją kręcą, a ze mną to jest jak z kumplem czy bratem? Przecież przez lata była ze mną szczęśliwa, nigdy nie powiedziała mi czegokolwiek co mogłoby wskazywać, że między nami coś jest nie tak lub że ze mną jako facetem jest coś nie tak (w łóżku też potrafiłem ją zadowolić mimo że nie w taki sposób w jaki widocznie jej się teraz marzy...).
Naprawdę tego nie rozumiem, tymbardziej, że żona jest podobna do mnie raczej spokojna introwertyczka, żadna z niej niewyżyta hetera, żyleta, czy seksbomba... no ale to też mi zarzuciła że my jesteśmy tak do siebie podobni, że aż do bólu przewidywalni i wszyscy na nas patrzą z zachwytem jakim jesteśmy książowym przykładnym cukierkowo-romantycznym małżeństwem... zaczęło jej to przeszkadzać.
Dzięki za odpowiedzi aczkolwiek nie napawają mnie one optymizmem...
Niemniej jednak wciąż nie mogę zrozumieć skąd te wszystkie zarzuty, skoro znaliśmy się wiele lat przed ślubem i żona wiedziała jaki jestem, a nigdy nie byłem "męskim" super twardzielem dominatorem, to skąd jej się teraz w głowie urodził pomysł, że tacy faceci ją kręcą, a ze mną to jest jak z kumplem czy bratem? Przecież przez lata była ze mną szczęśliwa, nigdy nie powiedziała mi czegokolwiek co mogłoby wskazywać, że między nami coś jest nie tak lub że ze mną jako facetem jest coś nie tak (w łóżku też potrafiłem ją zadowolić mimo że nie w taki sposób w jaki widocznie jej się teraz marzy...).
Naprawdę tego nie rozumiem, tymbardziej, że żona jest podobna do mnie raczej spokojna introwertyczka, żadna z niej hetera, żyleta, czy seksbomba...
Brakowało jej wrażeń, więc je znalazła poza małżeństwem. Poczuła adrenalinę i tyle. Ty z potulnego misia stałeś się nudziarzem.
Przestań ją zadowalać we wszystkim, wyjdź sam na siłownię, czy z kumplami na piwo.
Wiem, że pisze z jakimś gościem na fb i już kilka razy to zauważyłem, ale to podobno zwykły kolega, nie wiem nie interesowałem się tym specjalnie, ale może powinienem?
Może faktycznie coś z tobą nie tak że twoja żona pisze z jakimś gościem a ty się tym nie zainteresowałeś?
18 2017-07-20 10:21:11 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-07-20 10:26:44)
Dzięki za odpowiedzi aczkolwiek nie napawają mnie one optymizmem...
Niemniej jednak wciąż nie mogę zrozumieć skąd te wszystkie zarzuty, skoro znaliśmy się wiele lat przed ślubem i żona wiedziała jaki jestem, a nigdy nie byłem "męskim" super twardzielem dominatorem, to skąd jej się teraz w głowie urodził pomysł, że tacy faceci ją kręcą, a ze mną to jest jak z kumplem czy bratem? Przecież przez lata była ze mną szczęśliwa, nigdy nie powiedziała mi czegokolwiek co mogłoby wskazywać, że między nami coś jest nie tak lub że ze mną jako facetem jest coś nie tak (w łóżku też potrafiłem ją zadowolić mimo że nie w taki sposób w jaki widocznie jej się teraz marzy...).
Naprawdę tego nie rozumiem, tymbardziej, że żona jest podobna do mnie raczej spokojna introwertyczka, żadna z niej niewyżyta hetera, żyleta, czy seksbomba... no ale to też mi zarzuciła że my jesteśmy tak do siebie podobni, że aż do bólu przewidywalni i wszyscy na nas patrzą z zachwytem jakim jesteśmy książowym przykładnym cukierkowo-romantycznym małżeństwem... zaczęło jej to przeszkadzać.
Ale czego nie rozumiesz? Przecież masz odpowiedz wyżej w kazdym poscie. Żona była spokojna ale ktoś jej pokazał, że można inaczej, lepiej.
Porównałbym to do jazdy samochodem..., jak zawsze jezdziłeś maluchem to nie wiesz jak to jest pojezdzic np porsche...., jak juz sie przejedziesz tym porsche to chciałbyś częściej... żeby było jaśniej..., Ciebie widzę jako tego poczciwego maluszka a kolega to moze być porsche ![]()
19 2017-07-20 10:48:23 Ostatnio edytowany przez assassin (2017-07-20 10:49:37)
Panie Autor, uważam podobnie jak reszta, że albo już popłynęła, albo jest na najlepszej drodze ku temu pod wpływem tego netowego erotomana gawędziarza.
Rzecz jasna jeśli ten temat nie jest fikcyjny.
20 2017-07-20 11:27:42 Ostatnio edytowany przez misiando (2017-07-20 11:38:55)
To sa zawsze koledzy, ew. koleżanki. Czasem z pracy, czasem kompletnie nawet aseksualni...
Dlaczego sie nie skarżyła, pytasz... Dlaczego była szczęśliwa, a teraz nie jest...
Bo ludzie sie zmieniają.... Bo z czasem jesteśmy znużeni tym, co mamy... Bo chcemy nowego... Bo odkrywamy nowe ziemie, nowe środowiska, nowe zainteresowania i okazuje sie, ze można lepiej... Ta metafora o maluchy i Porsche jak najbardziej prawdziwa jest... I nie jest to twoja wina.
21 2017-07-20 14:04:30 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-07-20 14:10:23)
Ja w tym wszysykim jednak widzę pewien pozytyw dla autora, a mianowicie, że żona zaczęła o tym mówić. Widze tu dwie opcje:
1. Miała kochasia i się skonczylo dobre.
2. Kochaś jest, ale żonka zaczeła miec wyrzuty sumienia.
Tak czy inaczej, skoro o tym mówi to daje sygnał mężowi, żeby się ogarnął.
Owieczka Ci wyżej napisała..., idz na silownie, na piwo z kolegami, zdystansuj się trochę od żony. Przestań być dobrym misiem. No i zainteresuj się z kim tak pisze na tym fb, bo jeśli Ty miałeś za przeproszeniem wyjeb...ne na to, no to też o czymś świadczy. Czasami drugiej stronie trzeba pokazać trochę zazdrości i zainteresowania.
Ja w tym wszysykim jednak widzę pewien pozytyw dla autora, a mianowicie, że żona zaczęła o tym mówić. Widze tu dwie opcje:
1. Miała kochasia i się skonczylo dobre.
2. Kochaś jest, ale żonka zaczeła miec wyrzuty sumienia.
Tak czy inaczej, skoro o tym mówi to daje sygnał mężowi, żeby się ogarnął.
Gorzej jeśli żona buduje sobie drogę pod autostradę zwaną "rozwód". Najpierw delikatnie mówi, że coś ją uwiera, potem wspomina o koledze a zaraz Autor usłyszy, że żona się zakochała a między nimi i tak się nie układało...
Porozmawiaj szczerze z żoną i zapytaj się jaki ma na Was pomysł. Czego jej brakuje, zróbcie razem coś nowego, fajnego, podnieście sobie adrenalinę. Jej reakcja na pomysły będzie znacząca. Albo powie, że to super pomysł albo powie, że nie ma na nic ochoty. Wtedy niestety "pozamiatane"
żona jest podobna do mnie raczej spokojna introwertyczka, żadna z niej niewyżyta hetera, żyleta, czy seksbomba... .
Seksbomba? To stereotyp. Myślałeś, że skoro ona taka spokojna, to seksu nie potrzebuje.
A Ty nie potrzebujesz? Nie masz na nią ochoty? Jak często w ogóle macie seks?
Kobiety są różne... i różne rzeczy w głowach mają. Jest słaba relacja pomiędzy tym, co obserwujemy na co dzień, a tym co się dzieje w łóżku -- łagodna dziewczyna może być ekstra kochanką, a ta, która wydaje się seksbombą wcale nie jest zaangażowana.
Dla mnie to dosyć jasne że wyszła za ciebie za mąż bo było przyjemnie, bezpiecznie i misiowato.
Pewnie od początku nie było szału ale myślała że z taiim mężem jak ty przynajmniej będzie miała spokojne i dostatnie życie. Bez wielkiej miłości ale i bez zdrad i awantur.
Masa kobiet tak kombinuje.
Ale minął czas... Pewnie od dawna odczuwała żal że nie spotkało jej to co innych kobiet - szał, miłość, namiętność, pożądanie.. jak poczuła że jej potrzeby są niezaspokojone to zaczął ją wkurzać dupowaty mąż.
Też podejrzewam że za tą potrzebą stoi ktoś inny. Poczuła mrówki w dole brzucha na widok jakiegoś kolegi i zrozumiała że małżeństwo było błędem.
Jak dla mnie dytuacja jest beznadziejna dlatego że ty od początku byłeś mężem we friendzonie. Byłeś mężem supplierem a nie kochankiem.
Wiem, że pisze z jakimś gościem na fb i już kilka razy to zauważyłem, ale to podobno zwykły kolega, nie wiem nie interesowałem się tym specjalnie, ale może powinienem?
Polecam lekturę całego wątku http://www.netkobiety.pl/t87191.html
26 2017-07-20 20:41:11 Ostatnio edytowany przez gp2019 (2017-07-20 20:43:30)
Dla mnie to dosyć jasne że wyszła za ciebie za mąż bo było przyjemnie, bezpiecznie i misiowato.
Pewnie od początku nie było szału ale myślała że z taiim mężem jak ty przynajmniej będzie miała spokojne i dostatnie życie. Bez wielkiej miłości ale i bez zdrad i awantur.
Masa kobiet tak kombinuje.
Ale minął czas... Pewnie od dawna odczuwała żal że nie spotkało jej to co innych kobiet - szał, miłość, namiętność, pożądanie.. jak poczuła że jej potrzeby są niezaspokojone to zaczął ją wkurzać dupowaty mąż.
Też podejrzewam że za tą potrzebą stoi ktoś inny. Poczuła mrówki w dole brzucha na widok jakiegoś kolegi i zrozumiała że małżeństwo było błędem.
Jak dla mnie dytuacja jest beznadziejna dlatego że ty od początku byłeś mężem we friendzonie. Byłeś mężem supplierem a nie kochankiem.
Żona jest kilka lat młodsza ode mnie jak się poznaliśmy ona miała 18 lat i byłem jej pierwszym facetem na poważnie, w zasadzie mogę powiedzieć, że ja ją wyrwałem z zadupia (pochodzi z małej mieścinki) do dużego miasta, w zasadzie przez ładnych kilka lat ją utrzymywałem, bo ona studiowała i praktycznie nie miała dochodów, teraz po latach już nieźle zarabia.
Faktycznie nigdy nie było między nami szału namiętności i jakiegoś wielkiego pożądania, ale po prostu się "polubiliśmy" i się do siebie przyzwyczailiśmy, no ale teraz pytanie czy naprawdę wszystkie związki rodzą się z wielkiej namiętności a ludzie "parzą" się po 10 razy dziennie jak króliki i rozbierają się wzrokiem każdego dnia?
I co i naprawdę nie mogę już nic zrobić żeby ona przestała na mnie patrzeć przez ten pryzmat friendzony?
27 2017-07-20 21:31:36 Ostatnio edytowany przez ronnypaua (2017-07-20 21:32:05)
No niestety tak to wygląda. Kobiety cechują się bardzo paskudną dla nas właściwością: hipergamią. Dla Ciebie wszystko jest spoko i fajnie, masz ułożone życie. Za to partnerka cały czas ma otwarte oczy, dostrzega że są inne potencjalnie nią zainteresowane jednostki i nagle stary dobry mężuś już nie jest aż tak pożądany. Możliwe, że też już Ci doprawiła rogi.
Masz dwa wyjścia, rozwieść się i poszukać takiej kobiety, która będzie Tobą usatysfakcjonowana (co też nie będzie wieczne...), albo stać się najlepszą wersją samego siebie w nadziei, że to wystarczy i że żona jeszcze Ciebie nie zdradziła. Co to drugie wyjście oznacza? To co już było przywoływane - zapisanie się na siłkę, dbanie o siebie, zajmowanie się sobą i swoimi zainteresowaniami. Przydałoby się pokazać też partnerce, że inne kobiety się Tobą interesują. Jakiś lekki flirt przy żonie itp. Oczywiście musisz też o siebie zadbać, by faktycznie te inne kobiety mogły być Tobą zainteresowane ![]()
A jak wygląda Wasze życie intymne? Istnieje jeszcze w ogóle?
I co i naprawdę nie mogę już nic zrobić żeby ona przestała na mnie patrzeć przez ten pryzmat friendzony?
Możesz zrobić... ale jesteś chyba strasznym leniem... przychodzi na forum po pomoc, ale mało piszesz, więc nie licz na to, że inni będą się bardziej starać niż Ty.
Ty: Hej cześć! Mam problem -- żona mnie wrzuciła do friendzone...
Forum: ludzie radzą, starają się Ci pomóc...
Ty: Jest źle... co mam zrobić?
Forum: ??????????????????????/ << cóż Ci mają doradzić?