netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Wierzycie w MONOGAMIĘ?

76 odpowiedzi7 370 wyświetleńzałożony przez kasiks, 18.07.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 77 ]

1

Temat: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Jak w tytule...

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?

Dziś kolejny raz koleżanka z pracy zapytała mnie jak wyglądały moje niezobowiązujące spotkania z facetami, z którymi nie byłam, nie jestem w związku. Z rozmowy z niej wynikało, że pojawił się na horyzoncie ktoś nowy. Powiedziałam jej, że nie radzę jej tego robić- poznałam jej męża i zrobiło mi się jakoś przykro jak pomyślałam o tym, że ona planuje skok w bok. Jej odpowiedź mnie powaliła: Aaa przestań, teraz nie ma osoby na tym świecie, która by nie była walona w rogi....

Zaczęło mnie to zastanawiać, bo z jednej strony mam w swoim otoczeniu kilka szczęśliwych par (nieliczne wyjątki), ale w większości obserwuję jakieś męczenie się, tkwienie w dziwnych marazmach. Z jednej strony latka lecą, bo mam już skończone 30, ale z drugiej strony nie chcę się na razie z nikim wiązać. Z trzeciej strony bardzo chciałabym mieć dziecko i zdaję sobie sprawę, że sama go sobie nie zrobię, a zanim poznam kogoś, kto by był odpowiedni, to może minąć mój wiek produkcyjny wink

Idealne rozwiązanie jakie widzę dla siebie: znaleźć fajnego, ciepłego faceta, który przekaże naszemu dziecku odpowiednie geny, nie musi się ze mną wiązać na stałe, nawet jest to niewskazane, ale chciałabym żebyśmy mieli pozytywne relacje tak, aby dziecko mogło patrzeć na dwoje dobrze nastawionych do siebie ludzi. Czy naprawdę do szczęścia potrzebna nam jest jedna osoba do końca życia? Czy jest możliwa taka sytuacja jak opisałam?

2

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Im jestem starsza tym mniej w to wierzę...
Wydaje ci się,że poznajesz kogoś kto nie zawiedzie Twojego zaufania,jest super nic nie zapowiada "liścia w twarz" i nagle w jednej sekundzie wszystko pryska jak bańka mydlana bo jednak się pomyliłaś i okazał się ku*asem smile
To tak z mojego doświadczenia.

3

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Ale monogamia to trwanie w jednym związku przez całe zycie, a nie odbywanie stosunkow z wylacznie jednym partnerem ;D

Nawet te slawne łabędzie robia skoki w bok... tyle że nie biorą rozwodow z tego powodu tongue to jest najwiekszy sekret monogamii big_smile

4

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?

Jak się ma wiele partnerek, to jest się bardziej szczęśliwym. 


Zaczęło mnie to zastanawiać, bo z jednej strony mam w swoim otoczeniu kilka szczęśliwych par (nieliczne wyjątki), ale w większości obserwuję jakieś męczenie się, tkwienie w dziwnych marazmach. Z jednej strony latka lecą, bo mam już skończone 30, ale z drugiej strony nie chcę się na razie z nikim wiązać. Z trzeciej strony bardzo chciałabym mieć dziecko i zdaję sobie sprawę, że sama go sobie nie zrobię, a zanim poznam kogoś, kto by był odpowiedni, to może minąć mój wiek produkcyjny wink

Mieć dzieci to życiowy cel. To bardzo ważne. Mąż nigdy nie będzie idealny. Zawsze będzie coś nie grało -- albo na poziomie głowy, albo na poziomie serca, albo na poziomie cipki.


Idealne rozwiązanie jakie widzę dla siebie: znaleźć fajnego, ciepłego faceta, który przekaże naszemu dziecku odpowiednie geny, nie musi się ze mną wiązać na stałe, nawet jest to niewskazane, ale chciałabym żebyśmy mieli pozytywne relacje tak, aby dziecko mogło patrzeć na dwoje dobrze nastawionych do siebie ludzi.

Kto będzie płacił za to dziecko?




Czy naprawdę do szczęścia potrzebna nam jest jedna osoba do końca życia? Czy jest możliwa taka sytuacja jak opisałam?

Jest możliwa... taki luźny niby-związek... On będzie tatą... ale czy on założy  rodzinę? I z przyszłą zoną odwiedzi twoje dziecko? Zabierze na wakacje? Wg mnie strzelasz na oślep wokół siebie.

Wg mnie trudno jest żyć samemu. Dlatego warto mieć kogoś z kim będzisz żyć, mieć dziecko, jechać na wakacje, iść na spacer.

5

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Monogamia czyli jak się ma partnera tonie robi skoków w bok, czy monogamia - jeden partner przez całe zycie?

6

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Nie bardzo wierzę w jednego partnera na całe życie - choć znam akie osoby, np w mojej rodzinie.

Zdrady jednak nie popieram, tak jak koleżanka autorki.

Raczej wierzę w zmianę partnerów, gdy my się zmieniamy. Czegoś innego szuka młoda niedoswiadczona kobieta, czegoś innego dojrzalsza np 30-latka. W tym wieku większość szuka kogoś do ustatkowania się, założenia rodziny i opieki nad rodziną. A potem ma się te 45-50 lat i ta więź małżeńska, bycie rodzicami przestaje mieć rację bytu i wtedy, jeśli uczucie się wypaliło, uważam, ze nie ma sensu tkwienie w tym na siłę. Można się rozejść jeśli nam z dotychczasowym partnerem nie po drodze.

Generalnie można się rozejść jeśli nam nie po drodze - nie ważne w jakim się jest wieku. Nie widzę sensu tkwienia w nieszczęściu. Ale w skakaniu z kwiatka na kwiatek też nie - ta wspomniana koleżanka tak robi, bo się boi, że jak nie ona komuś, to ktoś jej - nie powinno się zdradzać ot tak, dla zabawy, żeby we własnej opinii nie być jedyną uczciwą.

7

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Te skoki w bok to często jest kwestia jakie ma ktoś libido. Powinna kobieta i facet mieć podobne, to minimalizuje ryzyko. Poza tym, ogółem im mniejsze libido ma partner, tym szansa skoku w bok maleje. Skrajnym przypadkiem będzie aseksualny - tu już jest pewność wręcz, ze nie skoczy w bok, bo mu to nie potrzebne do szczęścia po prostu wink Więc najpewniejsze by było takie małżeństwo aseksualnych. A ta pewność maleje im wyższe libido i też im większa w nim różnica u męża i żony. Z tą różnicą chodzi mi o to, że nawet jak libido ogółem bardzo niskie, ale różnica partnerów duża, to może byc problem - np. facet, który potrzebuje bzyknąć raz do roku, ma całkiem aseksualną partnerkę - tu ryzyko skoku w bok jest nawet większe, niz u pary, która robi to po 5 razy na dzień, bo oboje mają ochotę wink Więc niby tu libido wielkie, ale i zaspokojone, a tam niewielkie, ale niezaspokojone. Z tym, że mimo wszystko, jak ktos ma takie wielkie potrzeby, to często są one na tyle duże, ze choc ze stałtm partnerem ma sexu dużo, ale i tak chce jeszcze gdzieś, bo chce róznorodność mieć i nowe doznania. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale jednak bycie bardzo pobudzonym na sexualnym tle, nie wróży raczej wierności smile Choćby partnerka zachoruje i nie będzie mogła, czy jakiś dłuższy wyjazd, czy coś... Nie generalizuję, bo nie zawsze skoczy w bok, ale wtedy takiemu facetowi trudniej wytrzymać po prostu smile Tak że jak ktoś szuka stałości, to lepiej mieć za partnera kogoś mniej pobudzonego, z mniejszymi potrzebami, niż z bardzo dużymi. No ale to i taki miecz obosieczny, bo jak facet by mało sexu ogółem chciał, to z żoną też będzie chciał mało i mu starczy np. raz na miesiąc wink Chyba, ze sie tak dobiorą, ze jej tez starczy, to moze byc rzeczywiscie wtedy wierność do grobowej deski wink

8

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
CatLady napisał/a:

Generalnie można się rozejść jeśli nam nie po drodze - nie ważne w jakim się jest wieku. Nie widzę sensu tkwienia w nieszczęściu. Ale w skakaniu z kwiatka na kwiatek też nie - ta wspomniana koleżanka tak robi, bo się boi, że jak nie ona komuś, to ktoś jej - nie powinno się zdradzać ot tak, dla zabawy, żeby we własnej opinii nie być jedyną uczciwą.

To samo sądzę. Lepiej się rozejść niż żyć w byle jakim związku, gdzie jest sie ze sobą nie wiem dlaczego, może z przyzwyczajenia, albo z lęku przed byciem samym, bo lepsze to niż nic.
Co jest bezsensownym rozwiązaniem.
Skakanie z kwiatka na kwiatek - sa takie jednostki, ale mam wrażenie, że to jedna osoba tak skacze a druga w związku jest wierna.
Żeby tak dwie osoby skakały - takich akurat osobiście nie znam, ale myślę, że musiałby to być bardzo otwarty i luźny związek, układ, albo oboje musieliby się bardzo z tym ukrywać,
ale nie wiem czy to by prędzej niż później nie wyszło na jaw.

9

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:

Tak że jak ktoś szuka stałości, to lepiej mieć za partnera kogoś mniej pobudzonego, z mniejszymi potrzebami, niż z bardzo dużymi.)

Niezupełnie, przecież człowiek się kontroluje i jeśli ktoś ma bardzo duże potrzeby, to przecież nie będzie z definicji zdradzał, no, chyba, że partnerce będzie wystarczało raz na miesiąc -
ale to nie sądzę, aby w ogóle taki związek pociagnął długo. Więc i tak się rozejdą.

Z resztą masz racje, najlepiej aby partnerzy mieli zbliżone potrzeby bo inaczej się będzie męczył i on i ona.

10

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
little.owl napisał/a:

Im jestem starsza tym mniej w to wierzę...
Wydaje ci się,że poznajesz kogoś kto nie zawiedzie Twojego zaufania,jest super nic nie zapowiada "liścia w twarz" i nagle w jednej sekundzie wszystko pryska jak bańka mydlana bo jednak się pomyliłaś i okazał się ku*asem smile
To tak z mojego doświadczenia.

Myślę podobnie. Mówi się, że nie ma co mierzyć ludzi jedną miarą, ale z biegiem lat coraz mniej rzeczy jest w stanie mnie zaskoczyć... Ludzie pod wpływem doświadczeń zamykają się w swoich skorupkach. Z obawy przed "liściem w twarz" znienacka, wolą samemu zdradzić niż dowiedzieć się o zdradzie partnera/rki. De facto moja inna znajoma z innej pracy kiedyś uważała podobnie. Odpowiadała, że zdradza męża, bo on jeździ na delegacje do innego miasta i ona nie wierzy, żeby był wierny. Żadnych namacalnych dowodów nie miała, ale powód, że ona zdradzała był...

Im byłam młodsza, tym wiele rzeczy potrafiłam paradoksalnie zrozumieć. Im starsza, tym bardziej dopisuję głupie ideologie do oczywistych sytuacji... Pamiętam, że wtedy zapytałam jej, czemu po prostu nie rozwiedzie się z mężem, skoro im się nie układa. Powiedziała, że spłacają kredyt hipoteczny i ona nie wyobraża sobie zostać po latach na wynajmie z małym dzieckiem.

11

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

Monogamia czyli jak się ma partnera tonie robi skoków w bok, czy monogamia - jeden partner przez całe zycie?

Dobre pytanie smile

Za Wiki:
"Monogamia może występować w dwóch postaciach: monogamii konsekwentnej – gdy związek dwóch osób jest nierozerwalny i trwa do śmierci jednej z nich – bądź monogamii seryjnej gdy w pewnym okresie jest to związek dwóch osób, jednakże w ciągu życia jedna z nich bądź obie tworzą inne następujące po sobie związki z różnymi partnerami bądź partnerkami, zrywając poprzednie związki."

12

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Wiesz, rossanka, mi chodziło ze statystycznego punktu widzenia tongue Zresztą pisałam wyraźnie, że to nie zawsze ktoś skoczy w bok, jak ma duże potrzeby, tylko, że szansa wzrasta wink Więc statystycznie szansa jest większa, choć i przedstawiłam przypadek, gdy może być odwrotnie. Bo to, że jest łatwiej o coś w jakimś przypadku, nie znaczy, ze przypadek koniecznie zajdzie. Np. łatwiej synowi alkoholika zostać alkoholikiem, ale jest mnóstwo synów, co nie są alkoholikami.

13

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Iceni napisał/a:

Ale monogamia to trwanie w jednym związku przez całe zycie, a nie odbywanie stosunkow z wylacznie jednym partnerem ;D

Nawet te slawne łabędzie robia skoki w bok... tyle że nie biorą rozwodow z tego powodu tongue to jest najwiekszy sekret monogamii big_smile

Może nie sprawdzałam definicji monogamii w Wikipedii. Chodzi mi o bycie z jednym partnerem do końca życia, na stałe. Nieważne, czy jest to drugi w życiu związek, czy piąty... Po prostu jeśli z kimś już jestem i uważam, że to na zawsze. Wierzycie, że taka jest ludzka natura? Bo mi się wydaje, że u mężczyzn to w ogóle sprzeczne z biologią, z podstawowymi instynktami. My kobiety jesteśmy zaślepione potrzebą poczucia bezpieczeństwa. Kiedyś myślałam, że ślub da mi "gwarancję", to poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj wiem, że żaden facet (kobieta też nie) nie jest dany na stałe. Jedyna miłość jaka jest w miarę pewna i stała to miłość dziecka. Między kobietą a mężczyzną te uczucia się wypalają. Zapadły mi w pamięć słowa mojej koleżanki, która kiedyś mi powiedziała, że pomimo, że dzisiaj dobrze żyje z mężem, to najbardziej w życiu boi się tego, że kiedyś on tak po prostu może powiedzieć: Koniec. Wypaliłem się. Generalnie znajoma ta jest bardzo ogarniętą babką, jest dyrektorem, zarządza wieloma ludźmi, ale nawet jej nie ominęły takie wątpliwości... Czytam tu wiele postów kobiet, które opisują, że mąż z dnia na dzień, po kilkunastu latach małżeństwa, bez poważniejszych zgrzytów oznajmił, że rozwód... Trudno przejść obok takich historii obojętnie. Wydaje mi się, że dzisiaj ludzie nie zdają sobie sprawy z wagi przysięgi małżeńskiej. Kilka kłótni i w sądzie papiery rozwodowe.

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

14

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:

Wiesz, rossanka, mi chodziło ze statystycznego punktu widzenia tongue Zresztą pisałam wyraźnie, że to nie zawsze ktoś skoczy w bok, jak ma duże potrzeby, tylko, że szansa wzrasta wink Więc statystycznie szansa jest większa, choć i przedstawiłam przypadek, gdy może być odwrotnie. Bo to, że jest łatwiej o coś w jakimś przypadku, nie znaczy, ze przypadek koniecznie zajdzie. Np. łatwiej synowi alkoholika zostać alkoholikiem, ale jest mnóstwo synów, co nie są alkoholikami.

Statystyka w życiu nie za bardzo działa, już się o tym przekonałam nie raz. Nie ma co gdybać i wymyślać problemy.
A to co opisałaś to nie statystyka tylko logika - na logikę, jak ktoś ma bardzo duże potrzeby a z partnerem seks raz na ruski rok, to logicznie biorąc może rzeczywiście kiedyś zdradzić. O ile się wcześniej nie rozwiedzie.

15

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
Iceni napisał/a:

Ale monogamia to trwanie w jednym związku przez całe zycie, a nie odbywanie stosunkow z wylacznie jednym partnerem ;D

Nawet te slawne łabędzie robia skoki w bok... tyle że nie biorą rozwodow z tego powodu tongue to jest najwiekszy sekret monogamii big_smile

Może nie sprawdzałam definicji monogamii w Wikipedii. Chodzi mi o bycie z jednym partnerem do końca życia, na stałe. Nieważne, czy jest to drugi w życiu związek, czy piąty... Po prostu jeśli z kimś już jestem i uważam, że to na zawsze. Wierzycie, że taka jest ludzka natura? Bo mi się wydaje, że u mężczyzn to w ogóle sprzeczne z biologią, z podstawowymi instynktami. My kobiety jesteśmy zaślepione potrzebą poczucia bezpieczeństwa. Kiedyś myślałam, że ślub da mi "gwarancję", to poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj wiem, że żaden facet (kobieta też nie) nie jest dany na stałe. Jedyna miłość jaka jest w miarę pewna i stała to miłość dziecka. Między kobietą a mężczyzną te uczucia się wypalają. Zapadły mi w pamięć słowa mojej koleżanki, która kiedyś mi powiedziała, że pomimo, że dzisiaj dobrze żyje z mężem, to najbardziej w życiu boi się tego, że kiedyś on tak po prostu może powiedzieć: Koniec. Wypaliłem się. Generalnie znajoma ta jest bardzo ogarniętą babką, jest dyrektorem, zarządza wieloma ludźmi, ale nawet jej nie ominęły takie wątpliwości... Czytam tu wiele postów kobiet, które opisują, że mąż z dnia na dzień, po kilkunastu latach małżeństwa, bez poważniejszych zgrzytów oznajmił, że rozwód... Trudno przejść obok takich historii obojętnie. Wydaje mi się, że dzisiaj ludzie nie zdają sobie sprawy z wagi przysięgi małżeńskiej. Kilka kłótni i w sądzie papiery rozwodowe.

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

Monogamia w sensie wiernosci jednemu partnerowi jest narzucona spolecznie w zwiazku z wychowywaniem dzieci i dziedziczwniem, a nie z natury ludzkiej. A jezeli nawet to sytuacja spoleczna przez ostatnie 200 lat znacznie sie zmienila chociazby przez to, że liczba ludnosci wzrosla siedmiokrotnie - czyli z prostej matematyki wynika, ze kazdy z nas ma 7 razy wiecej potencjalnych kandydatow do seksu niz 200 lat temu i 30 razy więcej niz 1000 lat temu.

Kiedy dozywotnia monogamia zostala  rozpowszechniona swiat byl pusty - ludzie na ziemi, na CAŁEJ ziemi liczeni byli w milionach, to tyle co teraz ludnosc jednego miasta - dosc latwo wtedy bylo o monogamie skoro w odleglosci setek kilometrow od twojej osady nikt nie mieszkal big_smile

Zwierzeta uznawane za monogamiczne, laczace sie w pary na cale zycie wierne sobie tez tak do konca nie sa. Chyba ze nie ma odpowiednich partnerow big_smile Tak jak ludzie dwa tysiace lat temu tongue

Nam sie po prostu w d... przewraca od nadmiaru mozliwosci big_smile

16

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Pytanie w temacie jest, czy wierzycie w monogamię.
Ja tak ( w znaczeniu,  że będac ze sobą w związku partnerzy się nie zdradzają).
W znaczeniu jeden partner przez całe życie - nie znam takich przypadków, jedynie, gdy to dla niej jeden partner przez całe życie, bo on to już był z kimś wcześniej.

17

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Gary napisał/a:

Jak się ma wiele partnerek, to jest się bardziej szczęśliwym.

Natura mężczyzny mówi, żeby zapładniać jak największą liczbę kobiet. Im więcej się temu przyglądam, tym bardziej zaczynam widzieć sens tego hedonistycznego podejścia.


Gary napisał/a:

Mieć dzieci to życiowy cel. To bardzo ważne. Mąż nigdy nie będzie idealny. Zawsze będzie coś nie grało -- albo na poziomie głowy, albo na poziomie serca, albo na poziomie cipki.

Nie szukam ideałów, bo sama nim nie jestem i wiem, że zawsze coś nie będzie pasowało w kimś w 100%. Ale to prawda: teraz trudno się z kimś dopasować. Wydaje mi się, że 30-ka to taki trochę wymagający wiek dla kobiety. Z jednej strony już tam czegoś się dorobiła, do czegoś doszła sama, więc ma wymagania (nie tak jak kiedy miała 20 lat i mało istotne "wymogi"). Z drugiej strony, powoli już wypada z obiegu i każą jej obniżać poprzeczkę smile


Gary napisał/a:

Kto będzie płacił za to dziecko?

Czy naprawdę do szczęścia potrzebna nam jest jedna osoba do końca życia? Czy jest możliwa taka sytuacja jak opisałam?

Jest możliwa... taki luźny niby-związek... On będzie tatą... ale czy on założy  rodzinę? I z przyszłą zoną odwiedzi twoje dziecko? Zabierze na wakacje? Wg mnie strzelasz na oślep wokół siebie.

Idealna sytuacja jaką sobie wymarzyłam to taka, że jestem z facetem, mamy dziecko, ale się rozstajemy po czasie. Opieka nad dzieckiem spada na mnie, ojciec łoży alimenty na dziecko, widuje się z nim. Nie szukam jelenia, którego naciągnę na kasę. Mam tylko świadomość, że to nie takie proste być samotną matką. Kwestia żłobka, opiekunki, gdy ja będę w pracy... Chciałabym, żeby dziecko widziało wokół siebie ludzi w zdrowych relacjach, nawet jeśli nie będą mężem i żoną. Są przecież pary, które wychowują dziecko wspólnie, nie będąc już razem, czy mając swoje rodziny. Co do jego żony/przyszłej żony, wakacji z dzieckiem itd. Jeśli nie miałabym do tego faceta uczuć innych niż przyjaźń, uważam, że to by mogło się udać. Niech by sobie ten facet układał życie, ja bym miała dziecko i mi to wystarczy.

Gary napisał/a:

Wg mnie trudno jest żyć samemu. Dlatego warto mieć kogoś z kim będzisz żyć, mieć dziecko, jechać na wakacje, iść na spacer.

A według mnie, nie. Nie czuję się osobą samotną, mam znajomych, rodzeństwo. Jeśli będzie mi brakowało faceta, zaloguję się tylko na jakimś portalu randkowym, popiszę z kimś, porozmawiam, a i czasem jakiś seks się przytrafi. Chcę mieć tylko dziecko. Do spacerów mogę mieć koleżanki. Na starość może kupię sobie psa.

18

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

Monogamia czyli jak się ma partnera tonie robi skoków w bok, czy monogamia - jeden partner przez całe zycie?

Monogamia, czyli nie robimy skoków w bok i ten partner/ka, z którym jestem, jest na całe życie (nieważne, czy to pierwszy związek, czy były już wcześniejsze).

19

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
CatLady napisał/a:

Nie bardzo wierzę w jednego partnera na całe życie - choć znam akie osoby, np w mojej rodzinie.

Zdrady jednak nie popieram, tak jak koleżanka autorki.

Raczej wierzę w zmianę partnerów, gdy my się zmieniamy. Czegoś innego szuka młoda niedoswiadczona kobieta, czegoś innego dojrzalsza np 30-latka. W tym wieku większość szuka kogoś do ustatkowania się, założenia rodziny i opieki nad rodziną. A potem ma się te 45-50 lat i ta więź małżeńska, bycie rodzicami przestaje mieć rację bytu i wtedy, jeśli uczucie się wypaliło, uważam, ze nie ma sensu tkwienie w tym na siłę. Można się rozejść jeśli nam z dotychczasowym partnerem nie po drodze.

Generalnie można się rozejść jeśli nam nie po drodze - nie ważne w jakim się jest wieku. Nie widzę sensu tkwienia w nieszczęściu. Ale w skakaniu z kwiatka na kwiatek też nie - ta wspomniana koleżanka tak robi, bo się boi, że jak nie ona komuś, to ktoś jej - nie powinno się zdradzać ot tak, dla zabawy, żeby we własnej opinii nie być jedyną uczciwą.


Czyli wnioskuję z Twojej wypowiedzi, że w monogamię za bardzo nie wierzysz. No ja też nie. Też za zdradą nie jestem, więc zastanawiam się jaki sens jest się z kimś wiązać na stałe, jeśli jest duże prawdopodobieństwo, że kiedyś emocje opadną jak po wojnie i zostanie tylko kurz po dawnej wielkiej miłości.

20

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

"Nie robimy skokow w bok"  to bym nazwala wiernoscia i lojalnoscia, a nie monogamia.

Jak mnie facet zacznie lać to mam przy nim trwac, bo wierze w monogamie? yikes

Wierzę w wiernosc i lojalnosc w zwiazku, ale nie w "dopoki smierc nas nie rozlaczy" bo gdyby tak bylo to powinnam nadal trwac przy moim mezu-alkoholiku.

Uznaje jedynie zwiazki, kiedy obie strony dbaja o niego tak samo  w kazdym sapekcie.

21

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:

Te skoki w bok to często jest kwestia jakie ma ktoś libido. Powinna kobieta i facet mieć podobne, to minimalizuje ryzyko. Poza tym, ogółem im mniejsze libido ma partner, tym szansa skoku w bok maleje. Skrajnym przypadkiem będzie aseksualny - tu już jest pewność wręcz, ze nie skoczy w bok, bo mu to nie potrzebne do szczęścia po prostu wink Więc najpewniejsze by było takie małżeństwo aseksualnych. A ta pewność maleje im wyższe libido i też im większa w nim różnica u męża i żony. Z tą różnicą chodzi mi o to, że nawet jak libido ogółem bardzo niskie, ale różnica partnerów duża, to może byc problem - np. facet, który potrzebuje bzyknąć raz do roku, ma całkiem aseksualną partnerkę - tu ryzyko skoku w bok jest nawet większe, niz u pary, która robi to po 5 razy na dzień, bo oboje mają ochotę wink Więc niby tu libido wielkie, ale i zaspokojone, a tam niewielkie, ale niezaspokojone. Z tym, że mimo wszystko, jak ktos ma takie wielkie potrzeby, to często są one na tyle duże, ze choc ze stałtm partnerem ma sexu dużo, ale i tak chce jeszcze gdzieś, bo chce róznorodność mieć i nowe doznania. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale jednak bycie bardzo pobudzonym na sexualnym tle, nie wróży raczej wierności smile Choćby partnerka zachoruje i nie będzie mogła, czy jakiś dłuższy wyjazd, czy coś... Nie generalizuję, bo nie zawsze skoczy w bok, ale wtedy takiemu facetowi trudniej wytrzymać po prostu smile Tak że jak ktoś szuka stałości, to lepiej mieć za partnera kogoś mniej pobudzonego, z mniejszymi potrzebami, niż z bardzo dużymi. No ale to i taki miecz obosieczny, bo jak facet by mało sexu ogółem chciał, to z żoną też będzie chciał mało i mu starczy np. raz na miesiąc wink Chyba, ze sie tak dobiorą, ze jej tez starczy, to moze byc rzeczywiscie wtedy wierność do grobowej deski wink

Tylko te skoki w bok to nie tylko o dopasowanie seksualne chodzi... Faceci to nie tylko takie zwierzątka, które podążają za instynktem, a i nie wszystkie kobiety tylko marzą o zacumowaniu w spokojnej przystani... Czasem przychodzi wypalenie w sferze pozaseksualnej. Brak zainteresowania drugą osobą, obojętność... Czy to takie konieczne musieć posiadać drugą osobę na stałe?

22 Ostatnio edytowany przez starr (2017-07-18 22:19:24)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Jak w tytule...

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?


Zacytuję kawałek artykułu z Newsweeka z 2013r.

Badania mózgu i działania hormonów potwierdzają to, co od lat powtarzają antropolodzy i biolodzy ewolucyjni: człowiek nie jest monogamiczny i rządzą nim ukryte siły, które zachęcają do zdrady. Cechy te odziedziczyliśmy po naszych najdawniejszych przodkach, którym poligamia dawała szansę na przeżycie i rozwój gatunku. – Odbywanie stosunków z wieloma kobietami było dla mężczyzny opłacalne. Mógł bowiem zostawić po sobie więcej genów i potomstwa, niż gdyby miał tylko jedną seksualną partnerkę.

Gdy jednak człowiek zaczął polować, przeszedł na monogamię. Powód tej decyzji był prozaiczny. W czasie wspólnych wypraw łowieckich konieczna była lojalność i współpraca mężczyzn. Rywalizacja o kobiety bardzo by w tym przeszkadzała. Nasi przodkowie zaczęli więc łączyć się w pary. Co nie znaczy, że naturalne skłonności do współżycia z wieloma partnerami zaniknęły. Dlatego właśnie pojawił się problem zdrady.

Od początku mieli do niej skłonność nie tylko mężczyźni. W społeczeństwach łowiecko-zbierackich kobiety – chociaż łączyły się w pary z mężczyznami – były od nich niemal całkowicie niezależne. Zdobywały samodzielnie aż 80 proc. pożywienia. Mogły więc sobie pozwolić na zmianę partnerów. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiły się społeczeństwa rolnicze. Kobiety zostały uzależnione od męskich żywicieli i musiały im się podporządkować. Jednak dziś znowu stają się coraz bardziej niezależne. Mogą bez trudu same się utrzymać. Nie muszą być wierne jednemu. I nie są.
I to by w zasadzie mogło być wystarczającą odpowiedzią na Twoje pytanie.
Z przyczyn biologiczno-genetycznych człowiek nie jest monogamiczny. Pozostaje kwestia kulturowo-moralna.
Tu pojawia się dylemat, której kwestii ulec? i tu zacytuję klasyka:
"Są ludzie, których pradziadowie jako ostatni schodzili z drzewa..."

23

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Im społeczeństwo bogatsze tym bardziej staje się dekadenckie. Wartości społeczne i religijne, którymi żyli nasi rodzice, stają się coraz mniej istotne. Autorka mówi przekazać geny, a wielu z nas najlepsze co pamięta z dzieciństwa, to uśmiechnięci rodzice. Trochę się boję społeczeństwa, gdy dorosną dzieci z tych porozbijanych rodzin, czy wychowywanych tylko przez jednego rodzica. Jakie wzory im będą przekazane?

24

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Iceni napisał/a:

Monogamia w sensie wiernosci jednemu partnerowi jest narzucona spolecznie w zwiazku z wychowywaniem dzieci i dziedziczwniem, a nie z natury ludzkiej. A jezeli nawet to sytuacja spoleczna przez ostatnie 200 lat znacznie sie zmienila chociazby przez to, że liczba ludnosci wzrosla siedmiokrotnie - czyli z prostej matematyki wynika, ze kazdy z nas ma 7 razy wiecej potencjalnych kandydatow do seksu niz 200 lat temu i 30 razy więcej niz 1000 lat temu.
Kiedy dozywotnia monogamia zostala  rozpowszechniona swiat byl pusty - ludzie na ziemi, na CAŁEJ ziemi liczeni byli w milionach, to tyle co teraz ludnosc jednego miasta - dosc latwo wtedy bylo o monogamie skoro w odleglosci setek kilometrow od twojej osady nikt nie mieszkal big_smile
Zwierzeta uznawane za monogamiczne, laczace sie w pary na cale zycie wierne sobie tez tak do konca nie sa. Chyba ze nie ma odpowiednich partnerow big_smile Tak jak ludzie dwa tysiace lat temu tongue

Nam sie po prostu w d... przewraca od nadmiaru mozliwosci big_smile


O to to smile Właśnie, też uważam, że wiele współczesnych związków istnieje jeszcze głównie z obawy przed ostracyzmem społecznym. No i może kwestie praktyczne: wychowywanie dzieci, kwestie mieszkalne, kredytowe, urzędowe itp.itd. Wątpię, żeby w czasach naszych rodziców ktokolwiek rozmawiał z koleżankami z pracy na temat skoków w bok. Natura ludzka się nie zmieniła. Tak jak piszesz, uwypukliły się tylko sposobności ku temu. Jest Internet, są komórki, a i zostawanie w pracy po godzinach, czy ciągłe delegacje to żadna nowość. W dupach się poprzewracało od tego "dobrobytu".

25

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:
Koczek napisał/a:

Wiesz, rossanka, mi chodziło ze statystycznego punktu widzenia tongue Zresztą pisałam wyraźnie, że to nie zawsze ktoś skoczy w bok, jak ma duże potrzeby, tylko, że szansa wzrasta wink Więc statystycznie szansa jest większa, choć i przedstawiłam przypadek, gdy może być odwrotnie. Bo to, że jest łatwiej o coś w jakimś przypadku, nie znaczy, ze przypadek koniecznie zajdzie. Np. łatwiej synowi alkoholika zostać alkoholikiem, ale jest mnóstwo synów, co nie są alkoholikami.

Statystyka w życiu nie za bardzo działa, już się o tym przekonałam nie raz. Nie ma co gdybać i wymyślać problemy.
A to co opisałaś to nie statystyka tylko logika - na logikę, jak ktoś ma bardzo duże potrzeby a z partnerem seks raz na ruski rok, to logicznie biorąc może rzeczywiście kiedyś zdradzić. O ile się wcześniej nie rozwiedzie.

Rossanka, ale ja nie wymyślam żadnych problemów smile Po prostu odpowiedziałam na postawione pytanie: "czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii?". Więc moja odpowieź była w skrócie taka, że to zależy. Bo jedni mają większe predyspozycje do tej monogamii, inni mniejsze, a do tego zależy też to nie tylko od pojedynczych osób, ale i od połączenia ich dwóch (jako że związek się z dwóch składowych składa i rządzi czasem innymi prawami, niż każda z osób pojedynczo).
Predyspozycje nie znaczą, że ktoś coś robić musi, ale tylko, że łatwiej mu jest w tym kierunku, niż w innym wink
A ogółem, to poza osobami aseksualnymi, jakaś szansa na zdradę zawsze istnieje i w każdym związku. Nawet jak w jednym związku szansa większa, a w innym mniejsza, to zawsze jest. Bo ludzie mają w sobie element nieprzewidywalności smile Mogą się też ludzie zmieniać w ciągu życia. Nawet popęd może wzrosnąć/spaść, nie mówiąc o innych sprawach, jak np. znudzenie związkiem i chęć nowości, która sie moze u kogoś niby spokojnego i mało rozrywkowego nagle pojawic po np. 20 latach małżeństwa. Więc przewidzieć sie na pewno nie da nic, najwyżej sobie spróbować tak oszacować szanse, czy szansa na zdrade mała, czy moze szansa duza smile
Niczego sie zresztą nie wie w życiu na pewno (oprócz śmierci i podatków, jak to ktoś powiedział wink ). Można najwyżej żywić nadzieję, że akurat nasz partner się nie przylączy do statystyk takich, czy statystyk owakich wink Reszta, to już życie pokaże...

26

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Iceni napisał/a:

Monogamia w sensie wiernosci jednemu partnerowi jest narzucona spolecznie w zwiazku z wychowywaniem dzieci i dziedziczwniem, a nie z natury ludzkiej.

Nie. Mają tutaj znaczenie tak czynniki biologiczne, jak i kulturowe.

Iceni napisał/a:

A jezeli nawet to sytuacja spoleczna przez ostatnie 200 lat znacznie sie zmienila chociazby przez to, że liczba ludnosci wzrosla siedmiokrotnie - czyli z prostej matematyki wynika, ze kazdy z nas ma 7 razy wiecej potencjalnych kandydatow do seksu niz 200 lat temu i 30 razy więcej niz 1000 lat temu.

Raczej dużo więcej, patrząc na rozwój komunikacji, możliwości podróżowania. Szczególnie w odniesieniu do całej populacji.

Iceni napisał/a:

Kiedy dozywotnia monogamia zostala  rozpowszechniona swiat byl pusty - ludzie na ziemi, na CAŁEJ ziemi liczeni byli w milionach, to tyle co teraz ludnosc jednego miasta - dosc latwo wtedy bylo o monogamie skoro w odleglosci setek kilometrow od twojej osady nikt nie mieszkal big_smile

W małych odizolowanych społecznościach monogamia wcale nie jest regułą.

Iceni napisał/a:

Zwierzeta uznawane za monogamiczne, laczace sie w pary na cale zycie wierne sobie tez tak do konca nie sa. Chyba ze nie ma odpowiednich partnerow big_smile Tak jak ludzie dwa tysiace lat temu tongue

To zależy. Często podawany jest przykład ptaków. Z tym, że zdrada nie jest zaprzeczeniem monogamii. I zależy czy stosuje się te nazwę odnosząc się do związków z jednym partnerem czy stosunków z jednym partnerem.

Iceni napisał/a:

Nam sie po prostu w d... przewraca od nadmiaru mozliwosci big_smile

Jedyni mają z tym problem, inni wręcz przeciwnie.

27

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

Pytanie w temacie jest, czy wierzycie w monogamię.
Ja tak ( w znaczeniu,  że będac ze sobą w związku partnerzy się nie zdradzają).
W znaczeniu jeden partner przez całe życie - nie znam takich przypadków, jedynie, gdy to dla niej jeden partner przez całe życie, bo on to już był z kimś wcześniej.

To może uściślę... Wiem, że związek bez zdrady w tle jest możliwy, bo sama tylko takie praktykowałam (w sensie nie zdradzałam swoich partnerów). Wiem też, że można spotkać ludzi, którzy związali się i są już tym małżeństwem do śmierci. Ale nie wydaje Ci się to sprzeczne z ludzką naturą? Ja się codziennie zastanawiam, właśnie obserwując ludzi w związkach, po co się wiązać? Przecież obcowanie kobiety z mężczyzną to powinna być obopólna przyjemność. Myślę, że są na świecie zdrowe, szczęśliwe pary, ale są one jakimś wyjątkiem potwierdzającym regułę. Większość ludzi po krótkim czasie motyli w brzuszku przechodzi w fazę stagnacji, wygody. Zapominają już jak to jest żyć samemu, boją się tego, bo już zapomnieli jak to jest. Są jeszcze ludzie, którzy związali się ze sobą omijając tę pierwszą fazę motylków. Tych to w ogóle nie rozumiem... Uważam, że związek ma tylko rację bytu, jeśli rozwija daną osobę, motywuje, oddziałuje pozytywnie na życie.

28

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Tylko te skoki w bok to nie tylko o dopasowanie seksualne chodzi... Faceci to nie tylko takie zwierzątka, które podążają za instynktem, a i nie wszystkie kobiety tylko marzą o zacumowaniu w spokojnej przystani... Czasem przychodzi wypalenie w sferze pozaseksualnej. Brak zainteresowania drugą osobą, obojętność... Czy to takie konieczne musieć posiadać drugą osobę na stałe?

A to masz rację z tym wypaleniem itp. Tylko wtedy to już jest ogółem jakby koniec związku... Coś bardziej jakby przyzwyczajenie ludzi trzyma tylko? Albo te kredyty, dzieci, papierek z urzędu, albo "co ludzie powiedzą"? Czy to dalej jest związek, jak już dwoje ludzie są obojętni wobec siebie... tak się zastanawiam tylko...

29

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

To może uściślę... Wiem, że związek bez zdrady w tle jest możliwy, bo sama tylko takie praktykowałam (w sensie nie zdradzałam swoich partnerów). Wiem też, że można spotkać ludzi, którzy związali się i są już tym małżeństwem do śmierci. Ale nie wydaje Ci się to sprzeczne z ludzką naturą? e.

Może częściowo tak, ale ludzie jakby mieli żyć zgodnie ze swoją naturą, to na porzadku dziennym były by kradzieże, pobicia, pporzucanie pracy, niedotrzymywanie umów, oddawanie chorych noworodków, pozbywanie się nie swoich dzieci przez macochy czy ojczymów itd
A jednak ludzie maja jakiś swój kodeks moralny.

30

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Iceni napisał/a:

"Nie robimy skokow w bok"  to bym nazwala wiernoscia i lojalnoscia, a nie monogamia.

Jak mnie facet zacznie lać to mam przy nim trwac, bo wierze w monogamie? yikes

Wierzę w wiernosc i lojalnosc w zwiazku, ale nie w "dopoki smierc nas nie rozlaczy" bo gdyby tak bylo to powinnam nadal trwac przy moim mezu-alkoholiku.

Uznaje jedynie zwiazki, kiedy obie strony dbaja o niego tak samo  w kazdym sapekcie.

Ja to rozumiem tak: związek monogamiczny= związek z jednym partnerem/partnerką. Wykluczam tu sytuacje skrajne, kiedy np. mąż alkoholik bije żonę. Mówię tu o trwaniu w związku tak jak się przysięgało, lojalnie, czyli bez zdrad po drodze. Jakichkolwiek: emocjonalnych, fizycznych. Do czego tak naprawdę jest nam potrzebna ta druga osoba, że tak bardzo chcemy ją mieć "na zawsze"? Czy to jest w ogóle w porządku takie przywłaszczanie sobie ludzi?

31

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
starr napisał/a:

Zacytuję kawałek artykułu z Newsweeka z 2013r.
Badania mózgu i działania hormonów potwierdzają to, co od lat powtarzają antropolodzy i biolodzy ewolucyjni: człowiek nie jest monogamiczny i rządzą nim ukryte siły, które zachęcają do zdrady. Cechy te odziedziczyliśmy po naszych najdawniejszych przodkach, którym poligamia dawała szansę na przeżycie i rozwój gatunku. – Odbywanie stosunków z wieloma kobietami było dla mężczyzny opłacalne. Mógł bowiem zostawić po sobie więcej genów i potomstwa, niż gdyby miał tylko jedną seksualną partnerkę.

Gdy jednak człowiek zaczął polować, przeszedł na monogamię. Powód tej decyzji był prozaiczny. W czasie wspólnych wypraw łowieckich konieczna była lojalność i współpraca mężczyzn. Rywalizacja o kobiety bardzo by w tym przeszkadzała. Nasi przodkowie zaczęli więc łączyć się w pary. Co nie znaczy, że naturalne skłonności do współżycia z wieloma partnerami zaniknęły. Dlatego właśnie pojawił się problem zdrady.

Od początku mieli do niej skłonność nie tylko mężczyźni. W społeczeństwach łowiecko-zbierackich kobiety – chociaż łączyły się w pary z mężczyznami – były od nich niemal całkowicie niezależne. Zdobywały samodzielnie aż 80 proc. pożywienia. Mogły więc sobie pozwolić na zmianę partnerów. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiły się społeczeństwa rolnicze. Kobiety zostały uzależnione od męskich żywicieli i musiały im się podporządkować. Jednak dziś znowu stają się coraz bardziej niezależne. Mogą bez trudu same się utrzymać. Nie muszą być wierne jednemu. I nie są.
I to by w zasadzie mogło być wystarczającą odpowiedzią na Twoje pytanie.
Z przyczyn biologiczno-genetycznych człowiek nie jest monogamiczny. Pozostaje kwestia kulturowo-moralna.
Tu pojawia się dylemat, której kwestii ulec? i tu zacytuję klasyka:
"Są ludzie, których pradziadowie jako ostatni schodzili z drzewa..."

Właśnie o to mi chodziło smile Trafione bardzo w punkt. Też obiła mi się o uszy ta teoria o naszych genetycznych uwarunkowaniach. Czyli co: zostaje kwestia rzucania monetą, czy jeśli np. jestem za opcją "moralną" to uda mi się trafić też na zwolennika tej opcji i odwrotnie: jeśli skaczę z kwiatka na kwiatek, to poznam równego sobie, który też będzie miał takie luźne podejście do sprawy...

32

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
balin napisał/a:

Im społeczeństwo bogatsze tym bardziej staje się dekadenckie. Wartości społeczne i religijne, którymi żyli nasi rodzice, stają się coraz mniej istotne. Autorka mówi przekazać geny, a wielu z nas najlepsze co pamięta z dzieciństwa, to uśmiechnięci rodzice. Trochę się boję społeczeństwa, gdy dorosną dzieci z tych porozbijanych rodzin, czy wychowywanych tylko przez jednego rodzica. Jakie wzory im będą przekazane?

To też jest ważna kwestia, którą poruszyłeś... Ten mój pomysł z dzieckiem nie jest taki całkowicie bezrefleksyjny. Bardziej mam taką postawę życzeniową teraz. "Bo ja chciałabym, żeby dziecko patrzyło na szczęśliwych rodziców, nawet jeśli będą osobno". Prawda jest taka, że to nie to samo, co rodzice z takiej zdrowej, poskładanej rodziny. Wiem o tym. Czasem sobie myślę, że to bardzo egoistyczne z mojej strony skazywać dziecko na jakieś problemy emocjonalne w przyszłości z powodu chęci posiadania potomstwa przeze mnie. Z drugiej strony, chciałabym temu dziecku przekazać tyle miłości, żeby czuło się szczęśliwe i bardzo kochane. Wiem, że to potrafiłabym zrobić.

33

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

Może częściowo tak, ale ludzie jakby mieli żyć zgodnie ze swoją naturą, to na porzadku dziennym były by kradzieże, pobicia, pporzucanie pracy, niedotrzymywanie umów, oddawanie chorych noworodków, pozbywanie się nie swoich dzieci przez macochy czy ojczymów itd
A jednak ludzie maja jakiś swój kodeks moralny.

Dokładnie, ludzie to nie są zwierzęta, więc nawet jak maja jakieś predyspozycje, żeby robic to czy tamto, to jednak nie muszą tego robić. Bo mamy też rozum, etykę, dorobek kulturowy itp. Tym się różnimy od zwierzaków (choc i wiele wspólnego z nimi mamy, to też fakt smile )

34

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Do czego tak naprawdę jest nam potrzebna ta druga osoba, że tak bardzo chcemy ją mieć "na zawsze"? Czy to jest w ogóle w porządku takie przywłaszczanie sobie ludzi?

Ależ tu dużo skrajnych opisów padło wink
Nie chodzi o "przywłaszczanie" sobie partnera/partnerki. Związek na tym nie polega, a przynajmniej nie powinien.
W odpowiedzi na tytułowe pytanie: tak.
Przy czym można też ująć to pojęcie w szerszym znaczeniu -nie musi oznaczać jednego partnera na całe życie, bo w różnych sytuacjach może dojść do zakończenia związku. Ale w tym samym czasie jedna partnerka/partner.

Gary napisał/a:

Jak się ma wiele partnerek, to jest się bardziej szczęśliwym.

Kontrowersyjne wink
Jeszcze pytanie czy wiele partnerek w tym samym czasie, czy w całym życiu, ale po kolei, a nie jednocześnie. Tego ostatniego nie akceptuję.

35

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:
rossanka napisał/a:

Może częściowo tak, ale ludzie jakby mieli żyć zgodnie ze swoją naturą, to na porzadku dziennym były by kradzieże, pobicia, pporzucanie pracy, niedotrzymywanie umów, oddawanie chorych noworodków, pozbywanie się nie swoich dzieci przez macochy czy ojczymów itd
A jednak ludzie maja jakiś swój kodeks moralny.

Dokładnie, ludzie to nie są zwierzęta, więc nawet jak maja jakieś predyspozycje, żeby robic to czy tamto, to jednak nie muszą tego robić. Bo mamy też rozum, etykę, dorobek kulturowy itp. Tym się różnimy od zwierzaków (choc i wiele wspólnego z nimi mamy, to też fakt smile )

Czyli monogamia jest całkiem możliwa, to kwestia wyboru i tyle.

36

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Bardziej mam taką postawę życzeniową teraz. "Bo ja chciałabym, żeby dziecko patrzyło na szczęśliwych rodziców, nawet jeśli będą osobno". Prawda jest taka, że to nie to samo, co rodzice z takiej zdrowej, poskładanej rodziny. Wiem o tym. Czasem sobie myślę, że to bardzo egoistyczne z mojej strony skazywać dziecko na jakieś problemy emocjonalne w przyszłości z powodu chęci posiadania potomstwa przeze mnie. Z drugiej strony, chciałabym temu dziecku przekazać tyle miłości, żeby czuło się szczęśliwe i bardzo kochane. Wiem, że to potrafiłabym zrobić.

A czemu po prostu nie poszukasz tego, co byś od życia najbardziej chciała? Zamiast już myśleć z góry, ze to się nie uda? Jeszcze są na świecie wierni faceci. A nawet jak mało takich i akurat Ty nie trafisz na takiego, to cóż, trzeba mieć gdzies z tyłu głowy tą świadomość, że nikt pewny w 100% nie jest i każdy zdradzić może. Ale po co z gory to zakładać, ze tak będzie? Bo Ty chyba jakbyś zakładała, ze Cie zdradzi i odejdzie. Tylko, że jak będziesz tego od faceta oczekiwać, to nawet najszlachetniejszy facet tak zrobi, bo po co miałby sie starać, jak Ty i tak oczekujesz, ze zdradzi? Takie rzeczy da sie wyczuć, co ktoś mysli i że nam nie ufa... Więc lepiej z góry sie nie nastawiać na najogrsze u kogoś, bo można wręcz to sprowokować. Co innego mieć taką lekką niepewność, kiedy zaufanie nasze jest po prostu ograniczone, bo znamy ludzką naturę. Wbrew pozorom różnica jest duża. Czy oczekujesz od faceta zdrady i odejścia, czy tylko dopuszczasz taką ewentualność, jako normalne ryzyko bycia w związku/małżeństwie.

37

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:

Co innego mieć taką lekką niepewność, kiedy zaufanie nasze jest po prostu ograniczone, bo znamy ludzką naturę. Wbrew pozorom różnica jest duża. Czy oczekujesz od faceta zdrady i odejścia, czy tylko dopuszczasz taką ewentualność, jako normalne ryzyko bycia w związku/małżeństwie.

To prawda.
Z resztą nie ma się co nakręcać negatywnie.

38 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2017-07-19 11:56:54)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

Głupoty wypisujesz.  I jak ta teoria u Ciebie się sprawdza? Jesteś sama. O to chodzi?

Znasz to?  "Każdy ma to, na co się odważy"

Albo to?  "Kto gra, ten ma!"

Ty się boisz.
Ty nie masz odwagi.
Pracuj nad sobą.

39

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?

Ja uważam, że są też tacy ludzie jak ja że spełniają się w związku opartym na monogamii.
Taki związek od zawsze był moim pragnieniem i do takiego dążyłam.
Nie wchodziłam w żadne przelotne związki, bo po pierwsze nie miałam takiej potrzeby, po drugie nie widziałam w tym sensu.
Czekałam na odpowiedniego chłopaka, a kiedy go poznałam to się zakochałam i zapragnęłam tylko jego.
I tak jest do dziś. Ja i mój mąż jesteśmy dla siebie pierwsi i jedyni. Myślę, że na pewno duże znaczenie ma tutaj to, że poznaliśmy się w młodym wieku.

Chciałabym żeby tak było zawsze. Gdybyśmy z jakiegoś powodu musieli się rozstać, to nie wiem czy potrafiłabym pokochać innego mężczyznę.
I nawet nie wiem czy bym chciała.

W moim małżeństwie czuję się spełniona i szczęśliwa, i zawsze tak było, nawet gdy przeżywaliśmy poważne trudności rodzinne.

Trudno jest mi tu mówić za mojego męża, ale ja czuję się przez męża kochana. smile

Kiedyś zapytałam Go czy chciałby żebym była inna. Odpowiedział, że taką mnie poznał i pokochał, taką wybrał i poślubił, a gdyby chciał inną to wziąłby sobie inną.

Jesteśmy ze sobą emocjonalnie bardzo blisko, spędzamy ze sobą dużo czasu, tęsknimy gdy któreś wyjeżdża choćby na krótko. Zrobił dla mnie bardzo wiele, podobnie jak ja dla niego. Po prostu chcemy siebie i tylko siebie. To widać w codziennym zachowaniu czy ludzie siebie chcą. To się czuje.

40

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Wierze. Byc moze naiwnie, ale wierze smile

41

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

dziewczyno,jak Ty chcesz mieć jakikolwiek związek z takim podejściem.

ja nawet jak się z kimś bzykam,to się angazuje
a co dopiero w zwiazku

42

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
starr napisał/a:
kasiks napisał/a:

Jak w tytule...

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?


Zacytuję kawałek artykułu z Newsweeka z 2013r.

Badania mózgu i działania hormonów potwierdzają to, co od lat powtarzają antropolodzy i biolodzy ewolucyjni: człowiek nie jest monogamiczny i rządzą nim ukryte siły, które zachęcają do zdrady. Cechy te odziedziczyliśmy po naszych najdawniejszych przodkach, którym poligamia dawała szansę na przeżycie i rozwój gatunku. – Odbywanie stosunków z wieloma kobietami było dla mężczyzny opłacalne. Mógł bowiem zostawić po sobie więcej genów i potomstwa, niż gdyby miał tylko jedną seksualną partnerkę.

Gdy jednak człowiek zaczął polować, przeszedł na monogamię. Powód tej decyzji był prozaiczny. W czasie wspólnych wypraw łowieckich konieczna była lojalność i współpraca mężczyzn. Rywalizacja o kobiety bardzo by w tym przeszkadzała. Nasi przodkowie zaczęli więc łączyć się w pary. Co nie znaczy, że naturalne skłonności do współżycia z wieloma partnerami zaniknęły. Dlatego właśnie pojawił się problem zdrady.

Od początku mieli do niej skłonność nie tylko mężczyźni. W społeczeństwach łowiecko-zbierackich kobiety – chociaż łączyły się w pary z mężczyznami – były od nich niemal całkowicie niezależne. Zdobywały samodzielnie aż 80 proc. pożywienia. Mogły więc sobie pozwolić na zmianę partnerów. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiły się społeczeństwa rolnicze. Kobiety zostały uzależnione od męskich żywicieli i musiały im się podporządkować. Jednak dziś znowu stają się coraz bardziej niezależne. Mogą bez trudu same się utrzymać. Nie muszą być wierne jednemu. I nie są.
I to by w zasadzie mogło być wystarczającą odpowiedzią na Twoje pytanie.
Z przyczyn biologiczno-genetycznych człowiek nie jest monogamiczny. Pozostaje kwestia kulturowo-moralna.
Tu pojawia się dylemat, której kwestii ulec? i tu zacytuję klasyka:
"Są ludzie, których pradziadowie jako ostatni schodzili z drzewa..."

W pełni się zgadzam i podpisuję pod postem starra.
Niektórzy legitymizują brak monogamii w biologicznych korzeniach człowieka, a inni uważają, że człowiek uspołecznił się już wiele lat temu i w związku z tym upatrują w czynnikach społeczno-kulturowych źródeł monogamii.
I też się zgadzam, że przodkowie niektórych później zeszli z drzewa i stąd mają oni problem z przejawami życia społecznego takimi jak wzajemność, lojalność, uczciwość wobec "swoich" big_smile

43

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Koczek napisał/a:

A czemu po prostu nie poszukasz tego, co byś od życia najbardziej chciała? Zamiast już myśleć z góry, ze to się nie uda? Jeszcze są na świecie wierni faceci. A nawet jak mało takich i akurat Ty nie trafisz na takiego, to cóż, trzeba mieć gdzies z tyłu głowy tą świadomość, że nikt pewny w 100% nie jest i każdy zdradzić może. Ale po co z gory to zakładać, ze tak będzie? Bo Ty chyba jakbyś zakładała, ze Cie zdradzi i odejdzie. Tylko, że jak będziesz tego od faceta oczekiwać, to nawet najszlachetniejszy facet tak zrobi, bo po co miałby sie starać, jak Ty i tak oczekujesz, ze zdradzi? Takie rzeczy da sie wyczuć, co ktoś mysli i że nam nie ufa... Więc lepiej z góry sie nie nastawiać na najogrsze u kogoś, bo można wręcz to sprowokować. Co innego mieć taką lekką niepewność, kiedy zaufanie nasze jest po prostu ograniczone, bo znamy ludzką naturę. Wbrew pozorom różnica jest duża. Czy oczekujesz od faceta zdrady i odejścia, czy tylko dopuszczasz taką ewentualność, jako normalne ryzyko bycia w związku/małżeństwie.

Kwestie doświadczenia. Może i faktycznie nie wszyscy zdradzają, ale po czasie, kiedy związek przechodzi na dalszy etap, bardzo często zostaje beznadzieja i takie męczenie się. Ja się męczyć nie lubię i wolę w to nie wchodzić.

44

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
chwytajzycie napisał/a:
kasiks napisał/a:

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

Głupoty wypisujesz.  I jak ta teoria u Ciebie się sprawdza? Jesteś sama. O to chodzi?

Znasz to?  "Każdy ma to, na co się odważy"

Albo to?  "Kto gra, ten ma!"

Ty się boisz.
Ty nie masz odwagi.
Pracuj nad sobą.

Tak, zawsze było tak, że w momencie kiedy mi zaczynało zależeć na facecie, on odchodził. I odwrotnie: kiedy mi nie zależało, facet zabiegał. Ile osób bym nie znała, niezależnie od płci, zawsze gorzej ma ta osoba zaangażowana. Widzę żony/dziewczyny, które kochają swoich mężczyzn, a on ma w nosie ich starania, obiadki, opiekę w zdrowiu i chorobie. Widzę facetów, którzy zaharowują się, żeby utrzymać dom, a kobieta ma to gdzieś. Taki paradoks zauważyłam, że szczęśliwe związki to zołza- spokojny lub spokojna-bad boy...

Piszesz o odwadze, że mi jej brakuje. Może i tak. A może to kwestia sparzenia się już dostatecznego. Nie chce mi się próbować kolejny raz, nie mam już na to siły. Nigdy nie robiłam priorytetu z posiadania faceta. Póki co żyję, nie umarłam z tęsknoty za byciem w związku. Nie wiem, może lepiej układać sobie życie w pojedynkę?

45

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Lilka787 napisał/a:
kasiks napisał/a:

Od pewnego czasu, im dłużej żyję na tym świecie, zastanawiam się, czy jako ludzie jesteśmy stworzeni do życia w monogamii? Na zasadzie: jeden partner/ka i tak już do końca życia?

Ja uważam, że są też tacy ludzie jak ja że spełniają się w związku opartym na monogamii.
Taki związek od zawsze był moim pragnieniem i do takiego dążyłam.
Nie wchodziłam w żadne przelotne związki, bo po pierwsze nie miałam takiej potrzeby, po drugie nie widziałam w tym sensu.
Czekałam na odpowiedniego chłopaka, a kiedy go poznałam to się zakochałam i zapragnęłam tylko jego.
I tak jest do dziś. Ja i mój mąż jesteśmy dla siebie pierwsi i jedyni. Myślę, że na pewno duże znaczenie ma tutaj to, że poznaliśmy się w młodym wieku.

Chciałabym żeby tak było zawsze. Gdybyśmy z jakiegoś powodu musieli się rozstać, to nie wiem czy potrafiłabym pokochać innego mężczyznę.
I nawet nie wiem czy bym chciała.

W moim małżeństwie czuję się spełniona i szczęśliwa, i zawsze tak było, nawet gdy przeżywaliśmy poważne trudności rodzinne.

Trudno jest mi tu mówić za mojego męża, ale ja czuję się przez męża kochana. smile

Kiedyś zapytałam Go czy chciałby żebym była inna. Odpowiedział, że taką mnie poznał i pokochał, taką wybrał i poślubił, a gdyby chciał inną to wziąłby sobie inną.

Jesteśmy ze sobą emocjonalnie bardzo blisko, spędzamy ze sobą dużo czasu, tęsknimy gdy któreś wyjeżdża choćby na krótko. Zrobił dla mnie bardzo wiele, podobnie jak ja dla niego. Po prostu chcemy siebie i tylko siebie. To widać w codziennym zachowaniu czy ludzie siebie chcą. To się czuje.

Miło to czytać smile Gratuluję związku, w którym czujesz się kochana i szczęśliwa. Z pewnością monogamiczne związki istnieją. Myślę tylko nad tym, jakie to ryzykowne pokładać nadzieje w danym człowieku, że nas nie zdradzi, nie oszuka. Ja nie potrafiłabym chyba wybaczyć zdrady. Niedawno rozmawiałam z kobietą, która powiedziała mi, że się rozwodzi. Jej mąż w wieku 70 lat postanowił zakończyć ich małżeństwo. Nie darli kotów tak, aby ona mogła jakoś sobie ten rozwód przetłumaczyć. Była załamana, a mnie wzięło na rozkminki, co tak naprawdę dzisiaj ludzie mają w głowach i czy jest jeszcze coś na tym świecie, na czym można się podeprzeć?

46

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
Gary napisał/a:

Jak się ma wiele partnerek, to jest się bardziej szczęśliwym.

Natura mężczyzny mówi, żeby zapładniać jak największą liczbę kobiet. Im więcej się temu przyglądam, tym bardziej zaczynam widzieć sens tego hedonistycznego podejścia.

Tak, to fakt. Co kilka dni trzeba mieć orgazm.

Gary napisał/a:

Mieć dzieci to życiowy cel. To bardzo ważne. Mąż nigdy nie będzie idealny. Zawsze będzie coś nie grało -- albo na poziomie głowy, albo na poziomie serca, albo na poziomie cipki.

Nie szukam ideałów, bo sama nim nie jestem i wiem, że zawsze coś nie będzie pasowało w kimś w 100%. Ale to prawda: teraz trudno się z kimś dopasować. Wydaje mi się, że 30-ka to taki trochę wymagający wiek dla kobiety. Z jednej strony już tam czegoś się dorobiła, do czegoś doszła sama, więc ma wymagania (nie tak jak kiedy miała 20 lat i mało istotne "wymogi"). Z drugiej strony, powoli już wypada z obiegu i każą jej obniżać poprzeczkę smile

Każde małżeństwo jest do bani... albo każde jest w miarę dobre -- to jak ze szklanką piwa w połowie pełną. Nie ma co liczyć na ideały. Trzeba robić tak, aby mniej-więcej było dobrze.

Gary napisał/a:

Kto będzie płacił za to dziecko?

Czy naprawdę do szczęścia potrzebna nam jest jedna osoba do końca życia? Czy jest możliwa taka sytuacja jak opisałam?

Jest możliwa... taki luźny niby-związek... On będzie tatą... ale czy on założy  rodzinę? I z przyszłą zoną odwiedzi twoje dziecko? Zabierze na wakacje? Wg mnie strzelasz na oślep wokół siebie.

Idealna sytuacja jaką sobie wymarzyłam to taka, że jestem z facetem, mamy dziecko, ale się rozstajemy po czasie. Opieka nad dzieckiem spada na mnie, ojciec łoży alimenty na dziecko, widuje się z nim.

Może komuś to bedzie pasowało. Komuś bogatemu? Kto bzyknie i będzie płacił?


Nie szukam jelenia, którego naciągnę na kasę. Mam tylko świadomość, że to nie takie proste być samotną matką. Kwestia żłobka, opiekunki, gdy ja będę w pracy... Chciałabym, żeby dziecko widziało wokół siebie ludzi w zdrowych relacjach, nawet jeśli nie będą mężem i żoną. Są przecież pary, które wychowują dziecko wspólnie, nie będąc już razem, czy mając swoje rodziny.

No to wejdź w związek, zróbcie dziecko, a jak będzie Ci źle to się rozejdziecie i trafisz do tego punktu właśnie.

Co do jego żony/przyszłej żony, wakacji z dzieckiem itd. Jeśli nie miałabym do tego faceta uczuć innych niż przyjaźń, uważam, że to by mogło się udać. Niech by sobie ten facet układał życie, ja bym miała dziecko i mi to wystarczy.

No dobra... masz plan. To teraz weź się za wdrożenie tego do życia.


Gary napisał/a:

Wg mnie trudno jest żyć samemu. Dlatego warto mieć kogoś z kim będzisz żyć, mieć dziecko, jechać na wakacje, iść na spacer.

A według mnie, nie. Nie czuję się osobą samotną, mam znajomych, rodzeństwo. Jeśli będzie mi brakowało faceta, zaloguję się tylko na jakimś portalu randkowym, popiszę z kimś, porozmawiam, a i czasem jakiś seks się przytrafi. Chcę mieć tylko dziecko. Do spacerów mogę mieć koleżanki. Na starość może kupię sobie psa.

No dobra! To zorganizuj dziecko. To ważny cel.

47

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
_v_ napisał/a:
kasiks napisał/a:

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

dziewczyno,jak Ty chcesz mieć jakikolwiek związek z takim podejściem.

ja nawet jak się z kimś bzykam,to się angazuje
a co dopiero w zwiazku

Nie chcę mieć związku smile Chcę mieć dziecko. Dopuszczam myśl, że to może się nie udać. Co do zaangażowania w trakcie seksu, wcześniej prawie zawsze też tak miałam, ale nie przyniosło to nic dobrego. Po co się angażować? Żeby później lizać rany? Nie lepiej w łóżku wyżyć się seksualnie i mieć spokój na jakiś czas? Potem znowu i znowu. Nie mówię o seksie z kimś przypadkowym, nie kręci mnie to. Ja to widzę tak: seks po krótkiej znajomości, z sympatii do danej osoby, ale po nim nieutrzymywanie kontaktu co by się nie zaangażować. Przecież faceci tak robią i jakoś nie żyje im się źle, wręcz przeciwnie. To my smęcimy na forach, że on się nie odezwał, a przecież w łóżku było tak wspaniale. Albo odezwał się, ale już nie z zaproszeniem do kina, a do siebie.

48

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Gary napisał/a:

(...) Tak, to fakt. Co kilka dni trzeba mieć orgazm.

Orgazm mogę mieć sama ze sobą i jak będę chciała to kilka razy dziennie, a nie co parę dni. Właściwie, taki orgazm sam ze sobą nie jest jakiś gorszy od orgazmu z facetem, a nie trzeba tej całej otoczki randek, rozważań, kto się odzywa, kto się nie odzywa, czy to był dobry moment, czy za wcześnie, czy za późno... Taki autoseksik to właściwie jedyny seks z osobą, którą się najbardziej kocha. Żeby była jasność: ja żadną feministką nie jestem. Lubię facetów, lubię z nimi rozmawiać, przebywać, cenię ich poczucie humoru, konkretne zachowania. Może po prostu nadszedł taki moment, że muszę trochę od facetów odpocząć. Boję się komukolwiek zawierzyć.

Gary napisał/a:

No to wejdź w związek, zróbcie dziecko, a jak będzie Ci źle to się rozejdziecie i trafisz do tego punktu właśnie. (...)
No dobra... masz plan. To teraz weź się za wdrożenie tego do życia. (...)
No dobra! To zorganizuj dziecko. To ważny cel.

To nie takie proste. Jak tu już parę osób zauważyło z takim podejściem trudno kogokolwiek poznać. Przyciągamy takie osoby, jaką energię sami wysyłamy. Równo rok temu przebierałam w ofertach facetów, energię znać było na kilometr. Każdy kto mnie spotykał mówił, że jestem mega pozytywną osobą i taka też się czułam. Ale przez ten rok zdążyło się wiele rzeczy przydarzyć. Dzisiaj po tej energii nie ma nawet śladu i nie wiem, czy to jeszcze wróci. Miałam niedawno taką dziwną sytuację. Byłam w klubie z koleżanką. W pewnym momencie do stolików podchodził fotograf i robił zdjęcia gościom klubu. Pewna dziewczyna zaczęła wymachiwać przed obiektywem pierścionkiem zaręczynowym, oczywiście przytulała swojego misiaczka, który jak wynikało z sytuacji, tego wieczoru jej się oświadczył. Jak na to patrzyłam z boku automatycznie naszły mnie myśli: I co się głupia cieszysz? Za jakiś czas i tak Cię zdradzi. Może się o tym dowiesz, może nie...

Nie wiem czemu tak pomyślałam, ale może już faktycznie nadszedł ten moment i oto staję się zgorzkniałą starą panną...

49

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
_v_ napisał/a:
kasiks napisał/a:

Tu się sprawdza ta moja teoria, że nie ma co się angażować za bardzo. Przegrywa ten, kto się zaangażuje emocjonalnie.

dziewczyno,jak Ty chcesz mieć jakikolwiek związek z takim podejściem.

ja nawet jak się z kimś bzykam,to się angazuje
a co dopiero w zwiazku

Nie chcę mieć związku smile Chcę mieć dziecko. Dopuszczam myśl, że to może się nie udać. Co do zaangażowania w trakcie seksu, wcześniej prawie zawsze też tak miałam, ale nie przyniosło to nic dobrego. Po co się angażować? Żeby później lizać rany? Nie lepiej w łóżku wyżyć się seksualnie i mieć spokój na jakiś czas? Potem znowu i znowu. Nie mówię o seksie z kimś przypadkowym, nie kręci mnie to. Ja to widzę tak: seks po krótkiej znajomości, z sympatii do danej osoby, ale po nim nieutrzymywanie kontaktu co by się nie zaangażować. Przecież faceci tak robią i jakoś nie żyje im się źle, wręcz przeciwnie. To my smęcimy na forach, że on się nie odezwał, a przecież w łóżku było tak wspaniale. Albo odezwał się, ale już nie z zaproszeniem do kina, a do siebie.

A jak się facet zaangażuje?

50

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

A jak się facet zaangażuje?

Może się mylę, ale wydaje mi się, że im łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego. Wynika to chyba z tego, że faceci są bardziej logiczni od kobiet. My kierujemy się sercem, oni rozumem. Jak taki odrzucony facet widzi, że nic z tego nie będzie, to przyjmuje to na klatę. My kobiety w słowie "NIE" doszukujemy się miliona podtekstów. Gdyby tak przejąć to myślenie, że można się polubić, znajomość skonsumować, ale niekoniecznie kontynuować, to pozwoliło by to uniknąć zbędnych rozczarowań. Przecież po jednym numerku nie ma od razu wielkiej love, a nawet jak wyrzut dopaminy będzie spory wink i motylki się pojawią, to łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego niż po znajomości, którą się kontynuuje i przeciąga w czasie. Tu już nawet o seks nie chodzi. Już nawet przebywanie z jedną i tą samą osobą powoduje przywiązanie. Nie trzeba w to mieszać seksu.

51

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
rossanka napisał/a:

A jak się facet zaangażuje?

Może się mylę, ale wydaje mi się, że im łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego. Wynika to chyba z tego, że faceci są bardziej logiczni od kobiet. My kierujemy się sercem, oni rozumem. Jak taki odrzucony facet widzi, że nic z tego nie będzie, to przyjmuje to na klatę. My kobiety w słowie "NIE" doszukujemy się miliona podtekstów. Gdyby tak przejąć to myślenie, że można się polubić, znajomość skonsumować, ale niekoniecznie kontynuować, to pozwoliło by to uniknąć zbędnych rozczarowań. Przecież po jednym numerku nie ma od razu wielkiej love, a nawet jak wyrzut dopaminy będzie spory wink i motylki się pojawią, to łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego niż po znajomości, którą się kontynuuje i przeciąga w czasie. Tu już nawet o seks nie chodzi. Już nawet przebywanie z jedną i tą samą osobą powoduje przywiązanie. Nie trzeba w to mieszać seksu.

Tak się ogólnie sądzi. A jednakzangażowanie nie jest niemożliwe i co wtedy?

52 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-07-19 20:40:28)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
rossanka napisał/a:

A jak się facet zaangażuje?

Może się mylę, ale wydaje mi się, że im łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego. Wynika to chyba z tego, że faceci są bardziej logiczni od kobiet. My kierujemy się sercem, oni rozumem. Jak taki odrzucony facet widzi, że nic z tego nie będzie, to przyjmuje to na klatę. My kobiety w słowie "NIE" doszukujemy się miliona podtekstów. Gdyby tak przejąć to myślenie, że można się polubić, znajomość skonsumować, ale niekoniecznie kontynuować, to pozwoliło by to uniknąć zbędnych rozczarowań. Przecież po jednym numerku nie ma od razu wielkiej love, a nawet jak wyrzut dopaminy będzie spory wink i motylki się pojawią, to łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego niż po znajomości, którą się kontynuuje i przeciąga w czasie. Tu już nawet o seks nie chodzi. Już nawet przebywanie z jedną i tą samą osobą powoduje przywiązanie. Nie trzeba w to mieszać seksu.

Kasik, weź dziewczyno z łaski swojej nie pisz MY w kontekście KOBIET, które kierują się sercem, a nie rozumiem.
Moźe ty jesteś bezrozumnym stworzeniem, co zresztą potwierdzasz większością swoich wpisów, z których aż bije naiwny realizm, niedojrzałość i płytkość, ale proszę nie wciągaj mnie ani wielu znanych mi kobiet, które jednak używają rozumu, do swoich przyciężkawych stereotypowych poglądów.

53

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:

Nie chcę mieć związku smile Chcę mieć dziecko.

Chce miec dziecko! Chce miec dziecko!
To sobie zrob. Sa banki spermy, strzykawa i masz. W czym problem?

Krzyczysz jak male dziecko co chce miec pieska ale rodzice nie pozwalaja.

A tak w ogole to ostatnio jest jakis wysyp tematow na temat 30 letnich kobiet ktore chca miec dziecko... tylko nie maja z kim. Psypadeq?

54

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Porazka, jak sie takie bzdury czyta hmm

Jasne, zrob sobie dziecko i skaz je na niepelna rodzine i brak ojca. Gwarantuje, ze to fajnie sie skonczy, szczegolnie w przypadku posiadania syna.

Skwituje to tylko jednym stwierdzeniem: (przyglupie) dzieci nie powinny miec dzieci.

55 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-07-19 22:14:30)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Beyondblackie napisał/a:

Jasne, zrob sobie dziecko i skaz je na niepelna rodzine i brak ojca. Gwarantuje, ze to fajnie sie skonczy, szczegolnie w przypadku posiadania syna.

Nie przesadzaj. Wiele dzieci ma dwojga rodziców -- oboje są raczej głupi. Czy nie lepiej mieć mądrą matkę?


_v_ napisał/a:

ja nawet jak się z kimś bzykam,to się angazuje

Słusznie. Warto się angażować. W seksie i uczuciowo. Jak to mówił mistrz:   lepiej kochać i przegrać niż nie kochać w ogóle. Warto przeżyć w pełni chwile niż być cały czas z dystansem.


kasiks napisał/a:

Orgazm mogę mieć sama ze sobą i jak będę chciała to kilka razy dziennie, a nie co parę dni. Właściwie, taki orgazm sam ze sobą nie jest jakiś gorszy od orgazmu z facetem,

Jak jesteś zadowolona, to okej... smile Ale mam inne zdanie -- niektóre czują, że jednak z mężczyzną musi mieć seks.


a nie trzeba tej całej otoczki randek, rozważań, kto się odzywa, kto się nie odzywa, czy to był dobry moment, czy za wcześnie, czy za późno...

Wiem o czym piszesz, ale zupełnie niepotrzebnie się boisz.


Taki autoseksik to właściwie jedyny seks z osobą, którą się najbardziej kocha.

A gdybyś do tego twojego autoseksu miała dodatkowe dwie ręce i usta?


Boję się komukolwiek zawierzyć.

A musisz zawierzać?


pierścionkiem zaręczynowym, oczywiście przytulała swojego misiaczka, który jak wynikało z sytuacji, tego wieczoru jej się oświadczył. Jak na to patrzyłam z boku automatycznie naszły mnie myśli: I co się głupia cieszysz? Za jakiś czas i tak Cię zdradzi. Może się o tym dowiesz, może nie...

Ojej... zdrada nie koniec świata. Wyluzuj. Nie patrz tak czarno.


Nie wiem czemu tak pomyślałam, ale może już faktycznie nadszedł ten moment i oto staję się zgorzkniałą starą panną...

To od Ciebie zależy w jakim kierunku zdążasz. Wielu robi pewien błąd -- albo mężczyzna będzie super-hiper-perfekt, albo żaden. Ty wybierasz tę drogę, albo idziesz środkiem gdzieś...

56

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Beyondblackie napisał/a:

Gwarantuje, ze to fajnie sie skonczy, szczegolnie w przypadku posiadania syna.

Troche tak obok tematu ale mnie to zaciekawilo. Mozesz rozwinac ta mysl?

57

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
rossanka napisał/a:

Tak się ogólnie sądzi. A jednakzangażowanie nie jest niemożliwe i co wtedy?

No ale co ma być? Jak się zakocha, to się może odkochać. Nie ma takiej miłości, z której by nie można się wyleczyć z czasem. Z biegiem lat wszystko mija.

58 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-07-19 22:04:47)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Harvey napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Gwarantuje, ze to fajnie sie skonczy, szczegolnie w przypadku posiadania syna.

Troche tak obok tematu ale mnie to zaciekawilo. Mozesz rozwinac ta mysl?

W takim sensie, ze syn pozbawiony meskiego wzorca w domu, a szczegolnie jeszcze majacy niedojrzala matke, ktora traktuje go jako zabawke do spelniania jej emocjonalnych zyczen, wyrosnie niezle popaprany.

Optymalne dla rozwoju dziecka jest posiadanie dwojga stabilnych, kochajacych sie rodzicow, ktorzy potrafia w rownej mierze i dziecko ochraniac i wspierac, jak i stosowac wymagania i dyscypline. Z pania co tu wypisuje dostanie jedynie neurotyczna, rozchwiana matke, ktora bedzie na nie przelewac swoje leki i kompleksy.

59

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
summerka88 napisał/a:

Kasik, weź dziewczyno z łaski swojej nie pisz MY w kontekście KOBIET, które kierują się sercem, a nie rozumiem.
Moźe ty jesteś bezrozumnym stworzeniem, co zresztą potwierdzasz większością swoich wpisów, z których aż bije naiwny realizm, niedojrzałość i płytkość, ale proszę nie wciągaj mnie ani wielu znanych mi kobiet, które jednak używają rozumu, do swoich przyciężkawych stereotypowych poglądów.

Oj wiadomo, że bardzo uogólniam. Nie mogę się przecież wypowiadać za wszystkie kobiety, wszystkich mężczyzn, czy wszystkie pary. Ludzie są różni, ale większość par, które obserwują to takie trzymanie się razem na siłę. Nigdzie nie napisałam, że kobiety nie używają rozumu, to bardziej stwierdzenie, że do większości spraw, głównie sercowych, podchodzimy emocjonalnie. I tak, będę tu pisać: my kobiety, bo to nie tylko moja opinia. Sama udzielasz się w wielu tematach tutaj. To kobiety są tymi "myślącymi za dużo", dzielącymi włos na czworo itd. Kiedy czytam temat faceta pt: "Ona chyba mnie olewa" już po kilku postach autor uświadamia sobie FAKTY i sam decyduje, że przeboleje tę miło zapowiadającą się znajomość, ale nic z tego nie będzie. Kobieta w tej samej sytuacji dostaje mnóstwo argumentów na nie, ale i tak kurczowo trzyma się wizji związku z danym facetem. Co do zarzucanych mi przez Ciebie epitetów, to Twoje zdanie. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale przypinać łatek "płytkości", czy "niedojrzałości" też nie.

60

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Harvey napisał/a:
kasiks napisał/a:

Nie chcę mieć związku smile Chcę mieć dziecko.

Chce miec dziecko! Chce miec dziecko!
To sobie zrob. Sa banki spermy, strzykawa i masz. W czym problem?

Krzyczysz jak male dziecko co chce miec pieska ale rodzice nie pozwalaja.

A tak w ogole to ostatnio jest jakis wysyp tematow na temat 30 letnich kobiet ktore chca miec dziecko... tylko nie maja z kim. Psypadeq?

smile Może ten wiek tak ma tongue
Nie chcę mieć "wyprodukowanego fabrycznie" dziecka. Chcę, żeby miało ojca, którego będzie znać.  Mężczyzna ten nie musi być moim mężem.

61

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Beyondblackie napisał/a:

Porazka, jak sie takie bzdury czyta hmm

Jasne, zrob sobie dziecko i skaz je na niepelna rodzine i brak ojca. Gwarantuje, ze to fajnie sie skonczy, szczegolnie w przypadku posiadania syna.

Skwituje to tylko jednym stwierdzeniem: (przyglupie) dzieci nie powinny miec dzieci.

Bycie z pełnej rodziny nie jest gwarancją udanego dorosłego życia. Ośmielę się nawet stwierdzić, że dzieci wychowywane w takich warunkach jakie HIPOTETYZUJĘ, a te z rodziny pełnej, ale nieszczęśliwej, mają i tak lepiej. Ktoś tu pisał wcześniej, że dzieci szczęśliwe wychowują się w domach, gdzie wychowują je szczęśliwi rodzice. Czy szczęśliwi to znaczy połączeni węzłem małżeńskim? Czy nie można być szczęśliwym oddzielnie. Mieć jednak najcenniejszy, WSPÓLNY skarb, czyli dziecko?

I błagam, nie naskakujcie już tak na mnie, że bezrozumne stworzenie, przygłupie dziecko itd. Nie twierdzę, że moja racja jest najmojsza, tylko chcę podyskutować.

62 Ostatnio edytowany przez dobrakobieta90 (2017-07-19 22:29:05)

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Autorko,
Z jakiego przedszkola się zerwałaś.
Jesteś moim number 1 w grupie najbardziej pustych dziewuch na forum.
Nie dziwię się, że nikt Cię nie chce. Kto chciałby nisńczyć przygłupawą starzejącą się dzidzię big_smile
I mieć z nią przygłupawe dzieciaki big_smile

63

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
kasiks napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Kasik, weź dziewczyno z łaski swojej nie pisz MY w kontekście KOBIET, które kierują się sercem, a nie rozumiem.
Moźe ty jesteś bezrozumnym stworzeniem, co zresztą potwierdzasz większością swoich wpisów, z których aż bije naiwny realizm, niedojrzałość i płytkość, ale proszę nie wciągaj mnie ani wielu znanych mi kobiet, które jednak używają rozumu, do swoich przyciężkawych stereotypowych poglądów.

Oj wiadomo, że bardzo uogólniam. Nie mogę się przecież wypowiadać za wszystkie kobiety, wszystkich mężczyzn, czy wszystkie pary. Ludzie są różni, ale większość par, które obserwują to takie trzymanie się razem na siłę. Nigdzie nie napisałam, że kobiety nie używają rozumu, to bardziej stwierdzenie, że do większości spraw, głównie sercowych, podchodzimy emocjonalnie. I tak, będę tu pisać: my kobiety, bo to nie tylko moja opinia. Sama udzielasz się w wielu tematach tutaj. To kobiety są tymi "myślącymi za dużo", dzielącymi włos na czworo itd. Kiedy czytam temat faceta pt: "Ona chyba mnie olewa" już po kilku postach autor uświadamia sobie FAKTY i sam decyduje, że przeboleje tę miło zapowiadającą się znajomość, ale nic z tego nie będzie. Kobieta w tej samej sytuacji dostaje mnóstwo argumentów na nie, ale i tak kurczowo trzyma się wizji związku z danym facetem. Co do zarzucanych mi przez Ciebie epitetów, to Twoje zdanie. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale przypinać łatek "płytkości", czy "niedojrzałości" też nie.

Umówmy się, że ty nie będziesz przypinała latek wszystkim kobietom, a ja sobie daruję punktowanie twoich deficytów. Umowa stoi?

64

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
Gary napisał/a:

Jak jesteś zadowolona, to okej... smile Ale mam inne zdanie -- niektóre czują, że jednak z mężczyzną musi mieć seks.

Jestem zadowolona, ale to nie znaczy, że nie będę uprawiać seksu z facetami. Jak znam siebie to już za parę tygodni/miesięcy przyjdzie na mnie pora. Na razie mi starcza samozadowolenie. Lubię dotyk faceta, zapach, te wszystkie rzeczy dookoła, których nie zapewni mi nawet moja niezawodna zabaweczka smile Ale póki co presji żadnej na chłopa nie czuję.

Boję się komukolwiek zawierzyć.

Gary napisał/a:

A musisz zawierzać?

Tak, muszę. Bo nie ma dla mnie nic gorszego niż dowiedzieć się, że jestem robiona w bambuko. To jest taki cios, że nawet jak czytam posty zdradzanych żon tutaj to nie potrafię ukryć emocji. Nie boli mnie jak facet nie zadzwoni po randce np. Myślę: Ok, różni są ludzie. Widać nie zaiskrzyło z jego strony, ok. Ale kiedy jestem z facetem, a miałabym świadomość, że on działa na dwa fronty, to najgorszy cios. Więc tak, muszę zawierzać.

Gary napisał/a:

Ojej... zdrada nie koniec świata. Wyluzuj. Nie patrz tak czarno.

Z perspektywy osoby zdradzanej to jest czasem koniec świata. Nie, nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Zdrada to jeden z największych ciosów jakie się mogą przydarzyć w związku.

Gary napisał/a:

To od Ciebie zależy w jakim kierunku zdążasz. Wielu robi pewien błąd -- albo mężczyzna będzie super-hiper-perfekt, albo żaden. Ty wybierasz tę drogę, albo idziesz środkiem gdzieś...

Tylko, że ja nie szukam mężczyzny super-hiper. Nie mam jakichś wygórowanych wymagań. Zawsze uważałam, że mam prawo wymagać tyle ile sama mogę zaoferować facetowi. Myślę, że przyczyna tego, że obecnie jestem sama tkwi w tym, że jestem gdzieś tam głęboko nastawiona negatywnie do facetów. Czasem siebie nie poznaję. Miałam wczoraj sytuację, że zmierzyłam wzrokiem faceta, który w towarzystwie 2 pozostałych skomplementował mój wygląd. Do tej pory podziękowałabym z uśmiechem za miłe słowo a tym razem przeszłam koło nich obojętnie znowu z myślami: Tu taki figo fago, a w domu pewnie czeka żona.

65

Odp: Wierzycie w MONOGAMIĘ?
dobrakobieta90 napisał/a:

Autorko,
Z jakiego przedszkola się zerwałaś.
Jesteś moim number 1 w grupie najbardziej pustych dziewuch na forum.
Nie dziwię się, że nikt Cię nie chce. Kto chciałby nisńczyć przygłupawą starzejącą się dzidzię big_smile
I mieć z nią przygłupawe dzieciaki big_smile

dobra kobieto, zrób coś dobrego i nie wypowiadaj się, jeśli nie chcesz nic wnieść do tematu. Temat jest o monogamii, a nie o tym, czy mnie ktoś chce. A przygłupawe są Twoje odzywki na poziomie "dzidzi".

Posty [ 1 do 65 z 77 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wierzycie w MONOGAMIĘ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026