Jakiś czas temu poznałam wspaniałego chłopaka. Sam do mnie podszedł, zaczął rozmowę zapewniając, że jest nieśmiały i w wyjątkowych sytuacjach jest w stanie się przełamać. Od pierwszej rozmowy czułam, że mogę go polubić, nie nastawiałam się na cuda.
Wszystko szybko szło. Z dnia na dzień zaczęliśmy pisać ze sobą, on każdego dnia wysyła przynajmniej kilka wiadomości. Czasami pisaliśmy cały dzień, czasami mniej - zależy od obowiązków, zajęć.
No i cóż, z każdym dniem coraz bardziej się do siebie zbliżaliśmy. Mamy wspólne zainteresowania, lubimy te same filmy, książki. Rozmowy zawsze się kleją. Jest facetem, który bardzo odpowiada moim "wymaganiom", to znaczy jest troskliwy, łagodny i jednocześnie dziwnie męski i pewny tego, co mówi. Inteligentny, zawsze wie, co powiedzieć. W trudnych chwilach chętnie mnie pocieszał, pisał bardzo mądrze. Umie mnie rozbawić, czuję się przy nim swobodnie. Nawet flirtowaliśmy! I to wcale nie z mojej inicjatywy. Zauroczyłam się, to oczywiste. Wydawało mi się, że on też.
Ostatnio dowiedziałam się, że ma dziewczynę. To nie jest świeża sprawa, choć nie wiem, od kiedy ją ma.
Od razu zrobiło mi się przykro, bo przecież pisze ze mną codziennie, pamięta o tym, co mówiłam - czyli uważnie mnie słucha. Odniosłam wrażenie, że jestem dla niego ważna, no nie jestem przecież ślepa i głucha... choć teraz już nie wiem.
To nie jest typ, który by chciał się mną zabawić, na pewno nie szuka przelotnego romansu. Wiem, że często się słyszy takie słowa w podobnych sytuacjach, ale ja mówię poważnie - jest n a p r a w d ę dobrym człowiekiem. Może po prostu się zagubił w swoich uczuciach..?
No i tu pora zadać moje pytanie: jak zapomnieć o moich rodzących się uczuciach? Od momentu, w którym się dowiedziałam o jego dziewczynie (o której wcześniej nie wspominał), starałam się przenieść tę relację na zasady typowo koleżeńskie, ale on ciągle pisze. Dajmy na to - od razu po powrocie do domu z wspólnego spotkania (nie, to nie jest spotkanie tylko z nim) napisał do mnie, że jest pierwszy w domu. Nie odpisałam, właściwie ze smutku i jednocześnie złości. Nie miałam ochoty pisać. Wieczorem tego samego dnia znowu napisał, jak mi minął dzień, a wiedziałam, że był po spotkaniu z dziewczyną (o czym myślał, będąc na randce w takim razie?!).
Albo wczoraj - dostałam wiadomość, że mu się nuuuudziii (a skoro mu się nudzi, dlaczego nie napisze o tym do swojej dziewczyny? mógłby się z nią spotkać, skoro jest mu nudno, albo chociaż zadzwonić i pogadać).
Ja jestem jednocześnie wkurzona na to wszystko, bo powoli zaczęłam się angażować, obdarzyłam go zaufaniem, nie podejrzewałam, że ktoś zajęty może ze mną flirtować i troszczyć się o mnie. Z drugiej strony jest mi po prostu przykro...
Co mogę zrobić ze swoimi uczuciami? I czy kontynuować relację koleżeńską z nim? Bardzo go lubię i chciałabym mieć z nim kontakt, jednak wiadomości od niego i świadomość, że ma dziewczynę zabijają mnie od środka. To po prostu bolesne.
Jak to oceniacie?