Witam,
potrzebuje od Was rady. Ja 29, ona 27. Mieszkam i pracuje od kilku lat zagranicą, ona mieszka w Olsztynie ze znajomymi.
Poznaliśmy się baaardzo dawno temu przez znajomych na jakimś koncercie, ale nawet nie rozmawialiśmy ze sobą. Byliśmy długie lata tylko znajomymi na facebooku. W tamtym roku byłem w Olsztynie na sympozjum i przez przypadek ją spotkałem. Krótka wymiana zdań, co u mnie, co u niej. Poszliśmy na kawę (ale tylko z tego powodu że mieliśmy o czym pogadać, a miejsce temu nie sprzyjało, a nie jakaś randka czy coś... zresztą miała faceta) i tyle. Nic nie poczułem.
Potem, po kilku tygodniach sam do niej napisałem na fb, co słychać. I tak się nasze internetowe rozmowy dość mocno rozwinęły. Pisaliśmy często i długo.
Ona zaczęła mi się zwierzać z wszystkiego dosłownie, bo jak twierdziła, jestem na tyle nieznaną osobą, że jakoś czuje, że może mi o tym wszystkim mówić, bo i tak jestem daleko i w ogóle. Przez te zwierzania chyba coś pykło i jakoś zbliżyliśmy się do siebie. Mówiła, że nikomu o takich rzeczach nigdy nie pisała, a do mnie jakoś tak łatwo jej przyszło to pisać.
Mówiła, że żałuje, że wcześniej się nie kontaktowaliśmy, bo pewnie by się koło mnie zakręciła.
Końcówka roku była troche "pusta". Ja jechałem do Ameryki Południowej na jakiś czas (praktycznie cały listopad) i nie mieliśmy kontaktu. Jak wróciłem dowiedziałem się, że znowu spotyka się z takim kolesiem (to jej facet - zapomniałem napisać, że ona się strasznie na niego wkurza, kłócą się i zawodzi się na nim). Mimo iż wróciłem już rzadko pisaliśmy, więc postanowiłem zjechać na święta do Polski, żeby po tak długim czasie się spotkać.
Ucieszyła się. Spotkaliśmy się i było fajnie. Rozmawialiśmy długo, śmialiśmy się. Były takie momenty, że zapadała cisza między rozmową i głęboko wpatrywała się w moje oczy - widziałem ten wzrok nie raz u kobiet i chyba wiem co znaczy.
Odprowadziłem ją i poszedłem do hotelu (nie mieszkam w Olsztynie, a u niej nocować było ciężko). Wysyłała mi ciągle smsy, żebym jednak przyszedł, ale miałem na pieńku z jednym z tych znajomych, więc nie chciałem, aby moja obecność tam kogoś wkurzała.
Powiedziała mi na spotkaniu (po tym jak zapytałem o tego faceta), że daje mu ostatnią szansę, żeby się ogarnął i tyle.
Na drugi dzień znowu się spotkaliśmy - miała mało czasu, ale jednak chciała się spotkać chociaż na chwile. Zapytała mnie czy tak sobie ją wyobrażałem (w sensie rozmowa, charakter itd bo fakt faktem teraz dopiero był moment kiedy mogłem ją jakoś poznać). Powiedziałem, że nie sądziłem że będzie taka fajna i wtedy się przytuliła.
Jak to wszystko rozumiecie dziewczyny? Ja się zakochałem. Nie wiedzialem co z sobą robić jak wyjeżdżałem z Olsztyna...
Czym mam po prostu powiedzieć jej o swoich uczuciach?
Problem polega na tym, że ja mieszkam i pracuje za granica, a ona nie chce wyjeżdżać. Mam tutaj dobrą prace, jestem na wysokim stanowisku i widze tu dla siebie przyszłość, a w Polsce to nie ma szans. Myślę, że ona mogłaby się zaangażować w związek jeśli bym zjechał, ale czy robić to dla miłości?
W sumie zrobiłbym wiele jak nie wszystko, ale sami wiecie jak to jest...
Chciałbym jej powiedzieć o moich uczuciach, ale boję się, że dziwnie zareaguje i całkowicie zerwie kontakt.
Co myslicie?