Ja będę surowa w tej kwestii
.
Według mnie pocałunek może zostać uznany za zdradę, jeśli odbywa się za obopólną wolą; Jest to, znów patrząc subiektywnie, jeden z najbardziej podniecających form sprawiania sobie rozkoszy, bo- było nie było- pocałunki puszczają wyobraźnię w galop. Jeśli dwoje ludzi całuje się ot tak, w ogóle nie biorąc strony emocjonalnej pod uwagę, to nigdy tego nie zrozumiem, nawiasem pisząc.
Jeśli chodzi o taniec na dyskotece/imprezie obfitujący we wzajemne obłapianie się, to dla mnie, szczerze pisząc, to szczyt bezczelności i jak najbardziej uznałabym to za zdradę. Nie zniosłabym świadomości, że mój mężczyzna delektował się kształtem cudzej pupy, nawet jeśli miałby to być tylko i wyłącznie jednorazowy wyskok. Gdyby z kolei mój partner zatańczył ze swoją bliską koleżanką, którą i ja dobrze znam, a która nagle, ni stąd ni zowąd, chwyciłaby go za tyłek, to wiedziałabym, że to albo w formie żartu, albo za jej, ale nie jego wolą. Wtedy przymknęłabym oko. Czasami takie gesty odbywają się spontanicznie i nawet nie mamy czasu, by stosownie zareagować- szok skutecznie nas przed tym powstrzymuje.
Nawiasem pisząc, sama miałam sytuację, w której chłopak mojej najlepszej przyjaciółki, podczas gry w bilard, ukradkiem uszczypnął mnie w pośladek, puszczając przy tym zalotnie oczko- i bynajmniej nie wyglądało to na żart. Podeszłam do niego i zrobiłam tak paskudną minę, że przez resztę czasu spędzanego w knajpie, nie był w stanie się do mnie odezwać. Nie znoszę takiej hipokryzji.
Niemniej nie rozumiem także zachowań typu: "nie chciałem, żeby mi usiadła na kolanie, ale z grzeczności nie zwróciłem jej uwagi"- przecież to nonsens. Jeśli mężczyzna ma kobietę, która czeka na niego w domu, na imprezie nie ma nawet mowy o spoufalaniu się z obcymi dziewczynami. "Zejdź, proszę, z mojego kolana- mojej dziewczynie by się to nie spodobało". Zazwyczaj takie teksty gaszą natrętne dziewczęta
.