netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

26 odpowiedzi4 688 wyświetleńzałożony przez chomej, 22.02.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Od rozstania z moją "drugą połówką (nazwijmy go A)" minęło już ok 2,5 miesiąca. On sobie znalazł kogoś nowego, a ja trwałam w takim zawieszeniu. Ostatnio poznałam fajnego faceta. Jedno spotkanie, drugie...ale nie poczułam tego czegoś. Ja wiem, że on chciał czegoś więcej, chciał być ze mną, ale wewnętrznie czułam, że nie mogę, że się nie zaangażuje. Nie było motyli, kołatania serca itd. Był ok, tylko miał wadę, nie był A.
Powiedziałam mu, że to nie ma sensu i żebyśmy dali sobie spokój, na co usłyszałam, że go zraniłam, że zniszczyłam mu marzenia, że on się, nie wiem zakochał, zauroczył, wszystko jedno:/. Poczułam się strasznie (wtedy to mis erce waliło!).

A odszedł bo się odkochał.Teraz poczułam (być może) to co czuł A. Uczucie z jednej strony?
Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Cały czas mnie gryzą wyrzuty sumienia:/ Może mogłam poczekać, może coś by się we mnie obudziło?

2

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Wiesz nie wiem co ci poradzić,ja z narzeczonym jesteśmy dwa lata razem zamierzamy wybudować domek i nie widzimy świata po za sobą.Jeśli Cię twój facet zostawił dla innej to nie przejmuj się draniem bo nie jest wart Ciebie,znajdziesz sobie faceta którego pokochasz i on pokocha Ciebie,jeżeli nie teraz to później:)

3

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Chomiej, myślę, że gdyby coś miało być, byłoby od początku. Tzw. chemia pojawia się już od początku najczęściej. Po za tym sama piszesz, że od rozstania minęło dopiero 2 i pół miesiąca, więc daj sobie czas. Nie było sensu brnąć w ten związek dlatego, że on coś do Ciebie czuł... Skoro Ty nie. Lepiej, że powiedziałaś mu wszystko teraz, niż za jakiś czas, kiedy mógłby się naprawdę zakochać.

4

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

wiesz chomej czytam to co napisalas i znam to doskonale
kiedys kochalam pierwsza milosc mozna powiedziec ze od pierwszego wejrzenia ale on mnie zranil  i zlamal mi serce
teraz mam narzeczonego ale widze to ze nie zalezy mi tak jak jemu i nie moge juz dac mu takiego uczucia jak on by oczekiwal i powinno byc
to normalne ze teraz boisz sie tego zaangazowania
to straszne ze my kobiety musimy na poczatku trafic na debila i drania i przez to pozniej my stajemy sie zakompleksione albo niepewne i okrutne i co najgorsze ranimy innych
ale chomej zobaczysz bedzie lepiej z czasem to minie i przerodzi sie w obojetnosc musisz do tego przywyknać to nie latwe ale kto powiedzial ze zycie jest proste?
smile))))))
powodzenia

5

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Odrzucenie pierwszej miłości boli najbardziej, ale niestety każda z nas musi to przeżyć. Nie znam kobiety która by nie cierpiała przez faceta. Dla mnie najlepszą terapią było zaprzyjaźnienie się z facetami których poznałam po tym przykrym doświadczeniu. Nie musisz od razu każdego faceta traktować jako potencjalnego partnera, potraktuj po prostu jako kumpla.  Ja teraz już jestem szczęśliwą mężatką, ale te wszystkie przyjaźnie pozostały i w razie problemów mam się do kogo zwrócić.

6

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Dzięki za odpowiedzi. Macie racje. Pewnie jeszcze za krótko, za mało czasu minęło. A będąc z tym nowym z pewnością oprócz tego, że bym raniła siebie to jego też. Dobrze się stało.

7

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

chomej, też byłam w takiej sytuacji jak Ty. Tyle, że u mnie odrzucanie i bezskuteczne próby odwzajemnienia czyjegoś uczucia albo zatrzymania chwilowej chemii, którą potrafił we mnie wzbudzić nowy facet trwało 9 miesięcy. Chciałam się zakochać, ale nie umiałam poczuć tego czegoś, czego szukałam przy byłym. Potem ni stąd ni zowąd zakochałam się intensywnie i bez żadnych oporów - swoją drogą w mężczyźnie, który nie był tego warty...

Po innym związku (z w/w facetem), o wiele krótszym, mniej intymnym, bardziej przypominającym romans niż związek zabrało mi miesiąc, żeby zrozumieć, że wzięłam zauroczenie za miłość, a chłopca za mężczyznę - i na spokojnie, bez wielkiej burzy zakochałam się w mężczyźnie, z którym obecnie jestem. Nie przeżyłam trzęsienia ziemi, nie mam poczucia, że obcuję z ideałem i myślę, że ta idealizacja, którą bierzemy za odnalezienie ideału nie jest mi już potrzebna. Widzę za to, że jestem z mężczyzną, który jest naprawdę dojrzały i po raz pierwszy w życiu sądzę, że umiałabym z takim człowiekiem iść przez życie bez tłumaczenia, jak wyglądają związki. Czuję wewnętrzny spokój, którego wtedy w tamtej burzy (hormonów przecież!) nie miałam.

Tak więc pierwsza możliwość jest taka, że upłynęło jeszcze za mało czasu dla Ciebie. Wszystkie wspomnienia i uczucia wiążące Cię z byłym są jeszcze żywe.
Inna natomiast jest taka, że oczekujesz romantycznego trzęsienia ziemi odrobinę nie dopuszczając do siebie możliwości, że związki mogą być różne, nie tylko ogniste i oparte na ogromnym pożądaniu (bo tym jest "chemia"). I to wcale nie oznacza, że nie będzie w nich mowy o miłości, ba, uważa się, że związki skupione na innych obszarach niż namiętność (takie, które dają bliskość i intymność w większej mierze) mogą być trwalsze i na dłuższą metę bardziej satysfakcjonujące.
Jedna zaś prawda sprawdza się niezależnie od tego, co sprawia, że na tą chwilę nie umiesz odwzajemnić czyjegoś uczucia - nic na siłę. Jeżeli nie wychodzi, to bez względu na to, czy przyczyną jest obiekt uczuć, czy sama zdolność do ich odczuwania, nie jesteśmy telewizorem działającym na przyciski "Włącz/wyłącz"... wink

8 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-02-22 22:37:26)

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

No racja. Moja przyjaciółka zawsze mówi o tym w ten sposób, że albo jest (sorry za wyraz) to wulgaryzm, albo go nie ma. Tutaj nie było, przynajmniej z mojej strony. A zmuszać się do związku też nie jest rozwiązaniem.
Poczekam może kiedyś ziemia się zatrząśnie jeszcze, albo odkryje coś takiego jak Ty. Mam tylko nadzieje, że swoim rozchwianiem emocjonalnym nie przegapiłam szansy na coś fajnego...

9

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Chomej, miałam taką samą sytuację. kolega z uczelni się zauroczył, i cały czas dawał jakieś sygnały i myślał ze z mojej strony jest to samo, ale gdy mu w końcu powiedziałam, że nic z tego nie będzie bo ja się nie zakochałam, że nie widzę nas jako pary to się obraził, powiedział że to byl największy policzek i do tej pory się nie odzywa do mnie. Nic. Słowa nie wypowie. Tacy sa faceci.

10

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

No to jest jakaś tragedia. Jak oni odchodzą to jest okej, ale jak im mówimy, że nie chcemy się wiązać, to zaraz słyszymy, że im marzenia zniszczyłyśmy i jest wielkie obrażenie. ten kolega też się do mnie już nie odzywa. A ja myślę, że bardziej bym go zraniła udając, że cokolwiek do niego czuje...albo odchodząc, nie wiem za miesiąc i dwa kiedy na serio się zaangażuje. Wtedy byłabym jak mój ex, który patrząc mi w twarz mówił, że kocha, a za 2 dni już go nie było, bo się odkochał. Nie jestem i nie chce być jak on.
Tylko, że przez tą cała sytuację mam cholerne wyrzuty sumienia;/

11

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

chomej, ja bym tak do tego nie podchodziła.
Oni mają słuszny żal, jeśli się angażują, znajomość już nie jest kwestią 2-3 randek, dochodzi do jakichś pocałunków, przytulania, po prostu bliższego kontaktu i nagle kobieta okazuje się niegotowa na związek - przecież to jak granie z cudzymi uczuciami, boli również kobiety jak to liczne wątki pokazują.
Oczywiście nie ma reguły, że 5 spotkań nie zobowiązuje, a 15 już tak, ale przecież widzimy, kiedy facet się angażuje. I trzeba wtedy wiedzieć, czego się chce - jeśli chcę luzu, seksu, czegoś niezobowiązującego, szukam faceta, który ma równie lekkie podejście.
Gorzej z mężczyznami nastawionymi na solidne, długie związki, tzw. dobrymi facetami. Wychodzę z założenia, że lepiej poprzestać na 2-3 spotkaniach, jeśli nie ma burzy, a takiej szukamy... Bo można łatwo ich zranić.
Tak czy inaczej, niezależnie od tego, czy rozegrałaś to boleśnie czy bezboleśnie dla owego mężczyzny, grunt, żeby iść dalej - czasu nie cofniesz, a miejmy nadzieję, że tego faceta szczęście w miłości jeszcze spotka wink

Ach i nie mniej ważna sprawa. Jeśli zaczyna się cykl odrzucania mężczyzn w naszym życiu, np. na skutek rozstania to my same sobie możemy zrobić największą krzywdę. Bo taki facet spotka może jedną czy dwie piękne, inteligentne i pociągające kobiety, które go odrzucą, a odrzucanie stanie się za to stałym elementem naszych relacji damsko-męskich. I na to warto zwrócić uwagę...

12

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane:/ Jak patrze na szczęście mojego ex to mnie krew zalewa i tyle bym dała żeby też być taka szczęśliwa.Z drugiej strony wiem, że metoda na klina jest kiepska. AA oszaleje:(

13

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

hmm zastanawiam sie czy Ty  i Twoj partner Kochaliście sie tak naprawdę?  bo z tego co piszesz to wiesz.. 2,5 miesiaca i nowa kobita?? -to juz z daleka widac ze Bardziej się angażowałaś i nadal nie dopuszczasz mysli do innego partnera,a czy Twojemu  "A'' tez tak zleżało?Warto bylo?widzisz to wszystko zalezy jakie mieliscie relacje miedzy sobą ile wkladaliscie wysilku w zwiazek i jak to sie odnosilo do waszych kontaktow.
Tak to jest w zyciu, po pierwszej milosci ciezko znaleźć odpowiednie dopełnienie swoich marzeń,a wynika to z tego ze zawsze ta ""druga"" milosc jest przez każdego z nas bardziej:podsumowywana, porównywana,niedopełniona,czasem brakuje tego co było,czasem myślimy czemu on czy ona nie ma tych zalet bądź wad ,w których kiedyś sie zakochaliśmy,które pamiętamy i do których chcielibyśmy wrócić...no i oczywiście ta niepewność czy to jest to...
Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego wchodzenia ze związku w związek,bo w moim przekonaniu nie jest to zbyt zdrowe dla kogokolwiek,czasami ludzie W BŁĘDNYM<WG.MNIE> przekonaniu pakują sie w inny związek żeby tylko zapomnieć...najlepiej właśnie jest poszerzać grono znajomych,ale tylko znajomych,rozluznic napiecie czymkolwiek,a przy okazji wmawiać sobie i swojej podświadomości ze ta prawdziwa odwzajemniona milosc dopiero nadejdzie... bo inaczej człowiek sie ciągle meczy.

14 Ostatnio edytowany przez Pablo_mkD (2010-02-23 01:08:45)

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

dlatego życzę Ci powodzenia na przyszłość i trzymam kciuki. pozdrawiam

15

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

chomej, chomej..
Nie miej wyrzutow sumienia.
Chlopak mogl sie zauroczyc, ale coz, po kilku spotkaniach -to przejdzie mu bez rysy na duszy.
Natomiast Ty powinnas byc fair w stosunku do innych, i siebie samej. :-) 

Ja Ci gratuluje szczerosci w trudnej chwili.


PS: "Jak oni odchodzą to jest okej, ale jak im mówimy, że nie chcemy się wiązać, to zaraz słyszymy, że im marzenia zniszczyłyśmy i jest wielkie obrażenie."

-->> Jak ONE odvhodza to jest ok, ale jak MY mowimy ze nie chcemy sie wiazac, to jestesmy zwyklymi draniami" :-)

        Uogólniac nie mozna.
Pozdr.

16

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

No tak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Taka złość po mnie chodzi od tamtej chwili, że ja nie wiem...
Nie będę się bawić w nic nowego poczekam aż serducho będzie gotowe w 100%.
Pablo chyba niestety sporo racji w tym co piszesz, jak widać ja kochałam bardziej...

17

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Witaj Chomej wink
Ja jestem w identycznej sytuacji ;( i bardzo się cieszę, że przeczytałam Twojego posta wink
Identyczna historia..
Mój związek się rozpadł ok 2 miesięcy temu, ja nadal kocham i cierpię, on chyba też, bo czasami przyjeżdża do mnie..
On poznaje dziewczyny <ale mówi, że żadna nie robi na nim wrażenia>
Ja też poznałam chłopaka, spotkaliśmy się 2 razy z czego raz sam na sam, powiedziałam mu o moim rozstaniu, on też był szczery i powiedział, że pół roku temu się rozwiódł.. <trochę zaczęłam z dystansem do niego podchodzić> On jest strasznie zaangażowany, przeraża mnie to, chcę go zniechęcić do siebie ale im jestem bardziej niedostępna i niedobra dla niego tym bardziej on się nakręca.. Pisze ciągle do mnie, mówi o swojej rodzinie i o tym, że jego mama nie może się doczekać kiedy pozna synową.. Dla mnie to jakaś paranoja!!!

Gdy poznałam tego chłopaka nie zrobił na mnie żadnego wrażenia ;( kompletnie nic nie poczułam wręcz nie mogłam się doczekać kiedy ta randka się skończy.. Byliśmy w kinie on się do mnie przysuwał a ja uciekałam ;(

Kocham nadal Ex, powiedziałam mu o tym.. i że nie chcę się w nic angażować.. A on i tak się angażuje ;(
Nalega na jakieś spotkania, ja ciągle odmawiam..

Pomóżcie, co mam mu powiedzieć żeby go nie zranić, bo jak dalej będzie mnie tak męczył to nie wiem co zrobię.. przecież nie mogę nic udawać..

18

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Witamy w klubie "beznadziejnie zakochanych". Chciałabym mieć taka siłę jak ci nasi ex, poznali kogoś nara, nawet o Was nie pamiętamy sad(
Wiesz co ja myślę, że powinnaś z nim porozmawiać szczerze jeszcze raz. Posadzić go i niech słucha. Zbierz wszystkie argumenty, że nie jesteś gotowa, że kochasz innego, że byłabyś z nim tylko dla "bycia", że nic nie czujesz i że to byłoby kłamstwo i chyba on nie chce takiej dziewczyny.
A jeśli to nie pomoże, co oznacza, że facet jest nieznającym swojej wartości kretynem, odetnij się. Nie odpisuj na sms-esy, tel, gadu, nie spotykaj się. Może kiedyś mu sie znudzi.
A jak już kompletnie nie da ci spokoju a chcesz sie od niego uwolnić powiedz, że wróciłaś do ex, albo poznałaś kogoś innego. Chociaż uważam to za podłe rozwiązanie, ale czasami tylko takim kubłem zimnej wody można się od kogoś uwolnić.

19

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

no i Widzicie.....teraz dochodzimy do prostego pytania... "czy najsilniejsza miłość jest nieodwzajemniona""??????hmmm
ja twierdze ze NIE,poniewaz to od nas wszystko zależy,sami wiemy jacy jesteśmy i powinniśmy szukać charakteru drogiej osoby na swoje podobieństwo:)choc nie zawsze i nie do końca:P ale to My jesteśmy kowalami własnego losu...

20

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Problem w tym, że ja nigdy nie dałam mu odczuć że jesteśmy razem.. bo nie jesteśmy!!!
Poznałam, go w internecie.. później okazało się, że studiujemy razem i nawet piszemy prace u tego samego promotora smile nie chciałam się z nim spotkać ale.. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach między innymi o mojej pracy wink) przysłał mi kupę materiałów <nie prosiłam go o to> było mi strasznie głupio bo to był prawie gotowiec do mojej pracy <wycinki różnych orzeczeń, komentarzy itd.> pomyślałam szaleniec, musiał się napracować.. i w ramach rewanżu mieliśmy się spotkać.. zaprosił mnie do teatru.. ale spotkanie musiałam odwołać, bo trafiłam do szpitala na 8 dni ;/ On w tym czasie pisał mi ciągle smsy.. a nawet przysłał mi kwiaty do szpitala wink

po namowach koleżanek spotkałam się z nim smile) i wielkie rozczarowanie, to nie ten sam człowiek, który żartował ze mną lecz dojrzały mężczyzna, który chodzi tylko w garniturze i jest strasznie poważny.. wyglądem też mi nie zaimponował także potraktowałam go jak kolegę z uczelni smile) po pierwszym spotkaniu nalegał na następne <obiecany teatr> zgodziłam się.. ale w tym teatrze już dawałam mu jasno do zrozumienia, że to ostatnie nasze spotkanie.. ale on chyba nic nie zrozumiał, teraz tez mu nie odp na smsy to pisze mi na gg ;(

Ja już miałam kilka takich przypadków w życiu i dlatego już mam wyrzuty sumienia..

21

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Chomej, powiem Ci, że ja najlepszą miłość swojego życia przeżyłam, właśnie się skończyła a wraz z nią ja się skończyłam. Ale powiem Ci jedno. Jak sie poznaliśmy u mnie też tego nie było. Motyli w brzuchu i kołatania serca. Nie zrobił na mnie większego wrażenia. Zakochałam się z czasem. Dopiero potem przyszła spóźniona faza zauroczenia jak po pierwszym spotkaniu.

22

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

No to akurat mało pocieszające, bo ja właśnie adoratora odprawiłam z kwitkiem i nie będę zmieniać mojej decyzji. Nie będę jak mój były bawiła się czyimiś uczuciami, chociaż mnie namawiał żebym się zastanowiła..ehh może popełniłam błąd, może straciłam życiowa szansę. Nie wiem i już raczej się nie dowiem.

23 Ostatnio edytowany przez kasianr123 (2010-02-23 18:00:36)

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(
yvette napisał/a:

chomej
Ach i nie mniej ważna sprawa. Jeśli zaczyna się cykl odrzucania mężczyzn w naszym życiu, np. na skutek rozstania to my same sobie możemy zrobić największą krzywdę. Bo taki facet spotka może jedną czy dwie piękne, inteligentne i pociągające kobiety, które go odrzucą, a odrzucanie stanie się za to stałym elementem naszych relacji damsko-męskich. I na to warto zwrócić uwagę...

@yvette- możesz wytłumaczyć dokładniej, co mialas na mysli? Nie rozumiem niestety:(( a chcialałbym, bo wydaje mi sie, że to dość ciekawe:)

24

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(
kasianr123 napisał/a:
yvette napisał/a:

chomej
Ach i nie mniej ważna sprawa. Jeśli zaczyna się cykl odrzucania mężczyzn w naszym życiu, np. na skutek rozstania to my same sobie możemy zrobić największą krzywdę. Bo taki facet spotka może jedną czy dwie piękne, inteligentne i pociągające kobiety, które go odrzucą, a odrzucanie stanie się za to stałym elementem naszych relacji damsko-męskich. I na to warto zwrócić uwagę...

@yvette- możesz wytłumaczyć dokładniej, co mialas na mysli? Nie rozumiem niestety:(( a chcialałbym, bo wydaje mi sie, że to dość ciekawe:)

Jasne, że mogę.
Jeżeli facet poznaje dziewczynę, dziewczyna jest fajna, atrakcyjna, zaczyna mu zależeć, a ona nagle ucieka - cóż, jestem przekonana, że większość mężczyzn się po tym pozbiera.
Z kolei jeśli my poznajemy fajnych mężczyzn, ale mimo to nie czujemy satysfakcji, nie zakochujemy się, odrzucamy - to właściwie nie przeżywamy procesu odrzucania raz (jak owy facet, który staje na naszej drodze), ale ciągle... I pytanie, dla kogo stajemy się okrutniejsze? Dla mężczyzny, któremu uciekamy czy dla siebie?

25

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Trzeba  wiedzieć czego się chce. Ja tam nie wierzę w miłość od  pierwszego wejrzenia, bo miłość ta prawdziwa przychodzi z czasem, kiedy buduje się coś znaczącego, otrzymuje wsparcie w ciężkich chwilach itp <- to wiąże ludzi do siebie. Ale na początku jest zauroczenie, chęć przebywania z tym kimś, jeśli tego nie czułaś to nie możesz mieć do siebie żalu. Jednak dwa-trzy spotkania to chyba zbyt mało żeby wiedzieć czy coś ma sens ale to moje zdanie...

26

Odp: Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

No może i mało, ale jak widziałam jak facet się angażuje, a ja nic, jak skała to nie chciałam brnąć w to dalej:/
Z doświadczenia wiem, że zawsze na początku moich związków czułam tą ekscytacje, nie mogłam się doczekać spotkania, a tu lipa...nic.
Podjęłam już decyzje i jej niemienie. Ale niesmak został.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mnie zraniono, a teraz ranię ja...:(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026