Witam Was wszystkich serdecznie! Jestem tu nowa,wspieram wszystkich porzuconych i proszę o wsparcie w baaardzo ciężkich chwilach!!! Moja historia jest świeża-poznałam męża w grudniu 2003 roku,kochaliśmy się bardzo,on dla mnie zrobilby wszystko,wiedzialam ze kocha i nigdy nie zdradzi,od zawsze mowil ze bedzie chcial dziecko,ja na poczatku nie chcialam,ustalilismy ze pozniej.Skoncze szkole,dostane w pracy umowe na stale,teraz wlasnie tak sie stalo,chcialam dac mu upragnione dziecko,ranilam go czasem,klocilismy sie o to ze ja pale po 4 latach przerwy a mam zajsc w ciąze,byly ciche dni,czulam zlosc ze nie pozwala mi palic,mowilam ze jak zajde w ciaze to rzuce.On zasypial a ja siedzialam nocami na kompie,oddalalismy sie troche ale kochalismy.Mam problem z okazywaniem uczuc,ale wiedzial ze go kocham,walczyl,prosil,a ja bylam twarda i nieugieta.Teraz role sie odwrocily,wyprowadzil sie tydzien temu,pisze ze mnie juz nie kocha,nie czuje juz nic,bo sie wypalilo,ze zdania nie zmieni,nie wroci choc go o to blagalam,mowi ze chce kogos poznac,ulozyc zycie na nowo i sklada pozew o rozwod bez orzekania o winie,nie chce sie klocic,mozemy zostac przyjaciolmi,ze mozemy sie czasem spotkac,jak bedzie mi potrzebna pomoc to mi pomoze,ale nie wroci bo mnie nie kocha juz.Sam akazalam mus ie wyprowadzic jak mu zle i sie nie podoba,wyzywalam go,nie okazywalam szacunku na ktory zasluguje,wiem to bo jest wspanialym,dobrym czlowiekiem.Wiem ze to moja wina,docenilam go dopiero kiedy stracilam,gdybym tylko mogla cofnac czas...Kiedys to on blagal,ja nie chcialam na pozor,a teraz/ pragne zeby wrocil,pisze do niego,odpisuje ale pisze zebym kogos sobie znalazla,on tez,ale nie mam sobie robic nadziei bo nie wroci,nie chce,ze mozemy byc szczesliwi,ale nie razem>Wiem na sto procent,ze mnie nie zdradzil,ma swoje zasady,pytal mnie wczesniej kto mnie buntuje,a teraz kiedy ja o to zapytalam,potwierdil,ze znajomi i rodzina mowia zeby dala sobie ze mna spokoj,pomozcie,jak myslicie,czy jest jakas szansa skoro jest taki twardy? wynajal mieszkanie,to dopiero tydxien,mamy wspolny kredyt jeszce na 4 lata,bylismy na wakacjach w Hiszpani,we wrzesniu,zrobil to dla mnie,spelnil moje marzenie,mielismy sie starac o dziecko,22 listopada mialam urodiny,kilka dni wczesniej mowil ze nie chce sie klocic,ze chce w zgodzie spedzxic ze mna urodziny,az cos w nim peklo,tydzien pozniej juz go nie bylo,pytalam jak to? jeszcze 2 tygodnie temy chciales ze mna dziecko,a teraz juz nie? przestales mnie kochac z dnia na dzien? powiedzial,ze nie z dnia na dzien,ze wszystko przemyslal,ze myslal ze te wakacje i dziecko cos uratuja,ale to bylo bledne myslenie,ze przejrzal na oczy i juz mnie nie kocha.strasznie cierpie,choc wiem ze to mojsa wina,mial prawo miec dosc,2 dni po rozstaniu pisal,ze kogos poznal i bardzo polubil,jak myslicie to prawda ,czy chce mnie od siebie odsunac? ja ciagle rycze,nie daje rady,na same Swieta mnie zostawil,tym bardziej ciezko.Kiedy go blagalam nie dawal szans,traz 2 dzien ja tez nie pisze,moze sie ocknie?Sorki ze tak sie rozpisalam ale to cale moje przemyslenia,znacie podobne historie? jest szansa na powrot?
Podobne tematy
Wez pod uwage ze ja mogl poznac wczesniej stad zmiana.
Dostal bodziec i nie chcial trwac dluzej w tym co bylo.
Z ttego co piszesz wynika że to ty zniszczyłaś ten zwiazek,a wiec to ty powinnas teraz o niego walczyc. Pewnie nie ma nikogo tylkochce cie od siebie odsunac. Radze zebys poszla na terapie bo ewidentnie nie panujesz nad swoimi wybuchami agresji. Jesli zobaczy ze sie starasz to mozewroci
Dziekuje Wam za odpowiedzi i prosze o dalsze wsparcie,czuje sie teraz bardzo samotna,siedze w domu i rycze,papieros za papierosem,nie moge jesc,przez ten tydzien zjadlam tylko jedna bulke i przedwczoraj jednego banana,po prostu nie moge patrzec na jedzenie.Myslalam zeby jechac do jego rodzicow,mieszkaja 250km od e mnie,ale bez zapowiedzi,boje sie ze sie nie zgodza albo mnie nie wpuszcza,ale z drugiej strony nie wiem czy jak mu o tym powiedza to mnie znienawidzi,ze rozmowa z nimi nic nie da,moze by go namawiali na powrot,ale on przez to nie bedzie chcial jeszcze bardziej? Tez mysle o terapii,ale bardziej chodzi mi o taka,ktora pozwoli mi w jakis sposob stac sie lepszym czlowiekiem,czy na sprawie rozwodowej moglabym przedstawic jakies zaswiadczenie zr tam uczeszczam? czy to dla sadu bedzie mialo znaczenie,ze sie staram i moze dac nam szanse a nie od razu na pierwszej sprawie rozwodzic? jak myslicie?
nie myślisz teraz logicznie, jesteś w szoku - widać to po Twoim ostatnim wpisie. Wiem jak to jest sama przeżywałam taki stan, to był amok, też zadawłam sobie takie pytania, myśli szalały. Tez uważałm, że byłam winna rozpadowi małżeństwa, tez nie umiałam panować nad emocjami i uważałm, ze mój mąż był ideałem ( jak odszedł oczywiście). Teraz uważam zupełnie inaczej, bo sytuacja jest inna.
Zastanów sie przez chwilę, dlaczego taka byłaś, dlaczego sie tak zachowywałaś, czy Tobie wszystko w małżeństwie pasowało i teraz jesteś w stanie być taka jak on chce i będziesz szczęśliwa?
Na terapię powinnaś iść, ale dla siebie, nie po to aby udowodnić cokolwiek mężowi. Tam możesz dowiedzieć się wiele rzeczy o sobie i co najważniejsze nie czuć się tak przeokropnie winna.
Byl w niedziele,zeby ogarnac mi rachunki,ktore dotad placil-moj pretekst,bo to przeciez nie problem,ale zawsze cos.Kluczy nie oddal do tej pory,ma tu jszcze kilka rzeczy,a akt malzenstwa o ktory prosil brata nie dochodzi od 2 tygodni,mielismy zostac przyjaciomi,wierzycie? bo ja sama nie,to za swierze,ale poki co to jedyna szansa na kontakt,bylismy my i moj brat w czwartek w pubie,bo oni graja ligr w darty,widzialam jak odzywa,jaki ma dobry humor,ale schudl tak jak ja,przez tydzien 6 kg,wiec naprawde tego nie przezywa? najciekawsze jest to.ze ma 2 przyjaciol-jeden z nich rozstal sie z narzeczona po kilku latach z jej winy,bo przyprawila mu rogi,potem na krotko byla nastepna i jeszcze nastepna,drugi przyjaciel z ktorym pracuje,rozstal sie 3 dni po nas ze swoja narzeczona (zarczeni 7 lat razem) bo poznal inna,a ten pierwszy zostawil kolejna milosc po 2 miesiacach,teraz wszyscy sa sami a mieszkaja razem! wciaz imprezuja,choc moj az nigdy do takich nie nalezal,a teraz? pysk ucieszony jak malo kiedy,czasem na mnie spojrzal ale wiecej na swoje nowe kolezanki_tylko kolezanki,wiem na milion procent! Pisal mi wczesniej ze kogos poznal i polubil barzdo,ale potem ze chcial za szybko i wszystko popsu ze duzo czasu minie zanim sie z kims zwiaze.bylismy oboje pijani toche po tych dartach,ale spotkalam go przy toalecie i gdy chcialam pozegnalnego calusa to odwzajemnil,namietne buziaki przerwal moj brat,ktory wychodzil do domu,wtedy moj maz sie ocknal i powiedzial nie,pn ma swoje zasady i na moj sms ze jestesmy jeszcze malzenstwem i mozemy chociaz sie kochac odpisala,ze nie mam mu takich rzeczy pisac,bo on nie chce.naprawde nie chce czy sam przed soba sie broni? ja nie widze szans,ale moze ktos z Was???
sorki jak zwylke za bledy-mam troszke wypite-to pomaga nie ryczec,9 lat w dupie! i to wlasnie wtedy kiedy chcialam mu dac upragnione dziecko!!! ja mam 31 lat,kiedy i z kim jak nie teraz i z mezem? nie jestem potworem,ale tez faceci za mna nie szaleja
Oj Leona,Leona no żal mi Cię Kobieto 6 rano a Ty wypite??
Nie wiem co ci napisać... zdaje się że Twój jeszcze mąż ,najwidoczniej nie podjął tej decyzji ot tak z dnia na dzień sam od siebie.
Wydaje mi się ,że chyba się w kimś zauroczył i to mu pomogło ją podjąć.
Powinnaś chyba teraz bardziej zadbać o siebie i przestać usilnie namawiać go do powrotu.
Takim mówieniem i pisaniem do niego powodujesz ,że on się odsuwa od Ciebie.
Źle ,że mieszka z kolegami ci mogą mieć zły wpływ na niego,znaczy źle się wyraziłam pisząc "zły"
Mieszkając z nimi pewnie nie rozmyśla tak jak Ty siedząc w domu ,nie ma na to zwyczajnie czasu bo pewnie zawsze coś się dzieje ...jak to w towarzystwie.
Może Ty powinnaś właśnie robić wszystko aby nie siedzieć samej i pogrążać się w rozpaczy?
Umawiaj się ze znajomymi,wychodź z domu albo zaproś do siebie...a jemu nie pokazuj swojej słabości,możecie porozmawiać na ten temat ale tylko na spokojnie,bez próśb,gróźb i tym podobnych.
Żadnych więcej błagań i dziwnych sms z Twojej strony Leonka !
trzymaj się dziewczyno ! ![]()
Myślę, że on kogoś może mieć. Tak po prostu, z dnia na dzień się nie odchodzi... Może warto pójść tym tropem, bo wtedy rozwód mógłby być z jego winy... A nie bez orzekania. Przy okazji - jeśli w grudniu się wyprowadził, to w ciągu pół roku rozwodu nie dostanie. Bo to za wcześnie, trzeba udowodnić całkowity rozkład więzi i pożycia. Bardzo dobrze, że brat widział jak namiętnie całowaliście się w toalecie, to znaczy, że więź jeszcze nie ustała. W sądzie zawsze możesz mówić, że zależy ci na mężu, wielokrotnie próbowałaś naprawiać, łatać związek, zależało ci na tym, byście znowu byli razem itp. itd.
Myślę tez, że zwykłe kłótnie o palenie i inne rzeczy to codzienność w każdym związku i z tego powodu się nie odchodzi. Chyba że jest przemoc, zdrady, alkoholizm, różne destrukcyjne zachowania - to co innego.
Z tego co piszesz wynika, że w listopadzie cię jeszcze kochał, a na początku grudnia stwierdził, że już nie? Coś mi tu nie pasuje. Nie przestaje się nikogo kochać z dnia na dzień. Chyba że jest ktoś trzeci, a zwykłe kłótnie są tylko pretekstem do rozstania.
Nie dołuj się, nie warto. Zacznij dbać o siebie, rób coś pozytywnego, wychodź z domu, ale nie tam, gdzie możesz się z nim spotkać. Jeśli z nim rozmawiasz, to nie rób z siebie ofiary. Nie płacz, nie strasz, nie błagaj. Nie poniżaj się.
Leona napisz do mnie, jestem w podobnej sytuacji. Pogadamy sobie, moze będzie nam lżej. mistle@op.pl
Dzieki kochane z odpowiedzi:) Ja spotykam sie ze znajomymi,jest fajnie,ale na chwile,potem ide do domu i znow to samo,ku..a mac! Nie bede juz pisac,moze sam to zrobi? nienawidze tego uczucia,wiem ,ze sie ludze jak idiotka,ale nie umiem tego z siebie wypedzic:( Wiem,ze koledzy maja na niego zly wplyw,jeden z tych jego "przyjaciol" ukradl mu kiedys w pracy z szafki z portfela 100zl,kiedy moj maz powiedzial,ze wezwie policje zeby zdjela odciski palcow,to tamten sie przyznal! i to jest przyjaciel??? jest dla niego autorytetem? On mowi,ze to nie bylo z dnia na dzien,ze zbyt dlugo go ranilam,kiedy on sie staral i w koncu sobie przemyslal i juz mnie nie kocha-zaczynam mu w to wierzyc,ale nie ogarniam! Nie odzywa sie od czwartku,ja tez tego nie zrobie! musze zmienic taktyke,skoro pisalam i nic to moze dac mu zatesknic? ja na sto procent wiem ze on nikogo nie ma,on by sie przyznal,nie oklamywal mnie nigdy,wiec po co mialby robic to teraz skoro mu na mnie nie zalezy? najgorsze jest to,ze ja w pracy nawalam,nie moge sie skupic,tylko ciagle ON w glowie,znajomi go znaja,czasem pytaja,bo pracujemy w jednej firmie,tylko w roznych miejscach,nie wiem co dalej,jak normalnie funkcjonowac,boje sie o prace,juz zjechalam na wadze 8 kg,cos tam jem ale niewiele,dzis kupilam paczka tak na szybko,ugryzlam dwa razy i to na tyle,slodkie mnie mdli,wszystko mdli,tylko te fajki daja jakies ukojenie,tak bym chciala uwierzyc ze czas naprawde leczy rany! Nie chce robic z siebie ofiary,bo wiem ze to glownie moja wina i czasu juz nie cofne,ale co dalej? jak Wy sobie poradzilyscie? Skad jestescie? ja Bydgoszcz.Pozdrawiam i dziekuje za wsparcie,to naprawde pomaga!
12 2012-12-16 17:20:23 Ostatnio edytowany przez kitonka80 (2012-12-16 17:34:19)
Jestem z Poznania. No i niestety nie mogę powiedzieć jak sobie poradziłam, bo nie poradziłam sobie do tej pory. Niestety z każdym dniem jest coraz gorzej, każdy nasz kontakt kończy się burzą z piorunami. Ja płaczę, a on mnie oskarża o to co złego było w naszym związku. Inne aktywności zabijają czas w ciągu dnia, ale w momencie kiedy zostaję sama znowu myślę tylko o nim. To trwa już czwarty miesiąc.
On teraz mieszka z kolegami, imprezują, piją i zachowują się jak 18 latki a nie ludzie o 10 lat starsi. On ma nowe koleżanki w wieku właśnie 18 lat i przeżywa drugą młodość. A ja siedzę w domu, płaczę, tęsknię i w każdym kontakcie z jego strony wypatruję nowej szansy. Zmienił się na gorsze, zaczął się inaczej ubierać- zaczyna wyglądać jak typ z pod ciemnej gwiazdy, widocznie w jego nowym towarzystwie taki panuje styl. Powiedział mi że mam sobie znaleźć kogoś innego, a on nie jest gotowy na to żeby mieć żonę, codziennie wracać do domu i opowiadać się z kim i jak spędza czas.
Cały czas jestem w kontakcie z jego mamą i siostrą. Cała rodzina nie poznaje go i mówi, że tak bardzo się zmienił na gorsze od czasu gdy nie jesteśmy razem.
Ja się widziałam z nim w piątek. Zaprosił mnie do restauracji na kolację. Jak idiotka myślałam, że myśli o powrocie, a on mi powiedział że być może wyjedzie do pracy za granicę. Pokłóciliśmy się ostro, ja się wkurzyłam że mi takie sprzeczne sygnały wysyła i kazałam mu się odpieprzyć. On się wkurzył, że jak zwykle go nie szanuję i nim pomiatam. Tylko, że to wcale tak nie jest. Szanuję go i kocham, ale on mnie tak bardzo rani swoim zachowaniem, że tracę panowanie nad sobą. Prosiłam go żeby wrócił, mówiłam jak bardzo go kocham i poniżałam się, a on mi powiedział że nigdy niw wróci i mam zapomnieć.
Rozmawiałam potem z jego siostrą, która radziła mi żebym odcięła się od niego. Mówi, że znając go na pewno za kilka dni się odezwię i mam wtedy nie wdawać się w nim w dyskusje, tylko powiedzieć że ma przestać do mnie bez sensu wydzwaniać, tylko jak chce wrócić to przyjechać do mnie ze swoimi walizkami z powrotem, a jak nie chce to niech da mi wreszcie spokój. Postaram się tego trzymać. Czasem nie wierzę już w jego powrót, ale chyba to ultimatum to ostatnia możliwość jaka mi pozostała.
Oj,Kochana! To Ty tez masz niewesolo! Prawie identyczna sytuacja jak u mnie,tylko u Ciebie trwa to juz 4 miesiac i to mnie martwi.Wiesz co jest najgorsze? Ze my rozpaczamy,a oni teraz zyja pelnia zycia,maja doskonale humory,kiedy my nie potrafimy usiedziec 5 minut na tylku.Ja bylam jego pierwsza kobieta,bo on zawsze mial swoje zasady i nie poszedlby o lozka bez milosci,chyba sie nie wyszalal i teraz sa tego efekty,ale dlaczego to my musimy cierpiec z tego powodu? bawia sie naszym kosztem.Wiesz,jaka ochote mam go znienawidzic za to? ale poki co nie potrafie,moze sie wyszaleje i wroci po rozum do glowy? niby nie wierze w to,ale i tak sie ludze,czekam jak pies na swojego pana,ale on o tym nie wie,nie pisze i naprawde nie zrobie tego,postanowilam,ze pojade do jego rodzicow jednak,ale nie bede sie uzalac nad soba,tylko chce zwyczajnie sie z nimi pozegnac,wiem ze to bedzie bolalo,ale jak z nimi nie pogadam to beda przekonani o mojej winie,wszystko im opowiem,moze go ogarna,maja na niego ogromny wplyw.Moze mu wytlumacza,ze jego myslenie jest bledne-bo on mysli,ze pozna kogos nowego i bedzie sielanka do konca zycia-przeciez to norma,ze ludzie sie kloca! My nawet nie mielismy spiecia jako takiego,barzdiej chodzilo o to,ze on nie mowil mi wprost co go gryzie,tylko wymyslal a to fajki,a to ze na kompie siedze,jakby on nie siedzial itp,a jak bylismy razem to siedzial przed tv jak dupa i sie nie odezwal tylko potem mnie zasypywal smsami,kazdy taki sam,mowilam mu ze jak mamy problem to tzreba usiasc i pogadac a on ze woli napisac,ze mu latwiej,no kurde myslalam,ze jestesmy dorosli.Teraz biore od dwoch dni lek Hydroxizinum czy jakos tak i powiem Ci ze chyba dziala od razu,bo jakos mi jakby lepiej,nie rycze i jakos sie dzis trzymalam.Zycze Ci duzo sily w tym trudnym momencie zycia,choc sie nie znamy,ale wiem i czuje od Was wsparcie i to podnosi na duchu.Wszystkim zlamanym serduchom zycze nowej,prawdziwej milosci i tylko szczesliwych chwil:)
Tak sobie myslę, że mojego męża którego kochałam już chyba nie ma. Zamiast niego w jego ciele zamieszkał jakiś niedojrzały dupek. Ani już nie wygląda ani nie zachowuje się jak osoba, którą kochałam i którą chciałam odzyskać. Ciężko mi, kiedy piszę te słowa, ale taka jest prawda. On ma teraz inne marzenia, plany i priorytety. Ważne żeby się napić, poimprezować i podszczypywać kelnerki. W takiej formie w jakiej teraz jest nie chciałabym już go z porotem, chciałabym takiego jakiego poznałam cztery lata temu. Tylko że to jak chcieć cofnąć czas- tamten człowiek już przeminął. Chyba czas ruszyć dalej swoją drogą. Łatwo się pisze, trudniej zrobić, ale to jedyna możliwość.
U mnie podobnie,on wczoraj w nocy,napisal do mnie na facebooku durny tekst czemu jeszcze nie ide spac,wiec odpisalam mu tylko,ze dlaczego mam spac,mam 2 zmiany i sie wyspie,on na to,ze ma na rano,ale nie moze spac,chociaz za 2 godziny wstaje,napisalam mu ze nie ma do mnie juz pisac tylko isc spac,odpisal tylko czesc.Po chwili mu jeszcze napisalam,zeby juz wiecej do mnie nie pisal,bo sam wczesniej powiedzial,ze mam o nim zapomniec,wiec to robie i on nie ma mi tego burzyc.Nie odzywalam sie do niego od czwartku a on pewnie sie zdziwil.kiedy wstal do tej pracy po 2 godzinach to widzialam ze wszedl na facebooka i po tej 4 rano przeczytal moja wiadomosc,na pewno wlazl tam po to zeby zobaczyc czy odpisalam.Wszyscy widza,ze odzyl,wiec nie pozostaje mi nic innego jak o nim zapomniec,on oferuje mi przyjazn,mam to gdzies,nie potrafie i nie chce miec go za kumpla,skoro go kocham a on ma mnie gdzies,nie zamierzam sama siebie ranic,poza tym jak bylismy razem w tym pubie to malo co ze mna gadal tylko byl zajety swoim towarzystwem a mi pokazywal tylko jak swietnie sie teraz bawi,wiec o jakiej przyjazni mowa?przyjaciele sie tak nie zachowuja
16 2012-12-18 02:18:51 Ostatnio edytowany przez kitonka80 (2012-12-18 02:25:58)
Te teksty o "przyjaźni" to chyba z amerykańskich filmów są wyciągnięte. Mój mąż też by chciał się "przyjaźnić". Palant! Przyjaciele nie ranią, przyjaciołom można ufać i zwierzać się ze wszystkich problemów. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek było możliwe żebym spokojnie sobie patrzyła na to jak mój mąż idzie w objęciach z jakąś inną kobietą i doradzać mu jaki pierścionek zaręczynowy powinien jej kupić, albo gdzie ją zabrać na Walentynki. Taką "przyjaźń" to niech sobie gdzieś wsadzi. Jak nie jestem mu bliska na tyle, żeby ze mną był, to znaczy że nie jestem mu do niczego potrzebna. Taki krok w tył nie jest możliwy, przynajmniej dla mnie.
Odnośnie Facebooka, to mój mąż powsadzał sobie zdjęcia "imprezowe" z ludźmi których ja na oczy nie widziałam. Zdjęcia z gatunku tych, jakie większość ludzi robi w liceum- jakieś dziwne miny i pozycje z wystawionymi kończynami w róznych kierunkach, obowiązkowo z drinkami w rękach.
Jednym słowem, ubaw po pachy. Generalnie widać, że nudne małżeńskie życie odeszło u niego w niepamięć.
Od piątku nie mam z nim kontaktu i trchę mi lepiej. Obawiam się jednak, że za kilka dni odezwie się, wyśle jakiegoś smsa czy coś i ja znowu zacznę sobie robić nadzieję.
Kończę w tym roku 54 lata,mam dwóch synów 19 i 14 lat i właśnie zostałam sama po 25 latach małżeństwa.Mój mąż zakochał sie w dziewczynie,która mogłaby byc jego córką,mieszkają razem i buntują mojego 19 letniego syna,koszmar, nie poznaję własnego dziecka.Mąż buntuje syna,daje mu pieniądze,manipuluje nim.Ale o tym,że powinien płacić 1000 zł alimentów,które ma zasądzone nawet nie pomyśli.Celowo pracuje na czarno,żeby nie było co wyegzekwować.Drugie dziecko mamy niepełnosprawne,wchodząć do domu,nawet nie zajrzy do niego do pokoju.Cholernie boli...mąż jest przystojniakiem,pięknie potrafi mówić,pewnie zauroczył gówniarę,ze mnie zrobił najgorszą k....
Jeszcze jakiś czas i syn wydorośleje, zrozumie co ojciec zrobił. Na razie mentalnie jest jeszcze dzieckiem. Poza tym to tylko źle o twoim mężu świadczy, że buntuje dziecko. To oznacza, że ma w sobie pokłady złości i wyrzuty sumienia. To właśnie te ostatnie próbuje zagłuszyć. Myśli że poczuje się lepiej, kiedy syn stanie po jego stronie. Jest egoistą, myśli tylko o sobie i swoim samopoczuciu, a nie o tym, co myślą i czują dzieci. Olewanie niepełnosprawnego dziecko to już szczyt chamstwa, to dziecko też ma potrzeby emocjonalne, a ojciec jest od tego, by je zaspokajać. A gówniara... cóż... w końcu się znudzi starszym facetem, który mógłby być jej ojcem. Poza tym ta "osoba" musi mieć spore problemy ze sobą, skoro ciągnie ją do takich mężczyzn. Powinna iść na terapię a potem znaleźć sobie chłopa w swoim wieku. Ona jest nieszczęśliwa i zawsze taka będzie. W niewłaściwy sposób rekompensuje sobie swoje braki emocjonalne, nie żyje świadomie. Kobiety, które zostają kochankami żonatych mężczyzn to zakompleksione egoistki, każda, bez wyjątku. Sucz mojego eks też taka była. W przyrodzie nic nie ginie, każde zło, które wyrządziliśmy do nas wróci. I każde dobro. Głęboko w to wierzę i efekty widzę. Ty też zobaczysz. Twój były i jego panna nie będą szczęśliwi, to co zrobili tobie i waszej rodzinie, dzieciom wróci do nich szybciej niż myślisz, jak bumerang. Mam nadzieję, że to cię pocieszy.
Kończę w tym roku 54 lata,mam dwóch synów 19 i 14 lat i właśnie zostałam sama po 25 latach małżeństwa.Mój mąż zakochał sie w dziewczynie,która mogłaby byc jego córką,(...)Drugie dziecko mamy niepełnosprawne,wchodząć do domu,nawet nie zajrzy do niego do pokoju.Cholernie boli...mąż jest przystojniakiem,pięknie potrafi mówić,pewnie zauroczył gówniarę,ze mnie zrobił najgorszą k....
Co można powiedzieć? współczuję...
Proponuję abyś założyła własny watek i na nim wyrzuciła całe zło, które Cię gnębi...
Kochane kobietki! doradzcie prosze:)
Bylam w sobote u jego rodzicow,os razu zaznaczylam,ze nie przyjechalam po to aby pomogli mi posklejac nasze malzenstwo,tylko ze jestem tu,bo wydaje mi sie ze tak bedzie ok,ze po 9 latach warto usiasc z nimi poraz ostatni,zwyczajnie pogadac i sie pozegnac tak po ludzku.Tesciowa od razu mi powiedziala,ze on z ta dziewczyna juz nie jest,spytalam o kogo chodzi bo nic nie wiem,to powiedziala mi ze probowal cos z kolezanka z pracy,ktora ma meza ale sie rozwodzi i kilkunastomiesieczne dziecko,spytalam czy chodzi o Gosie to powiedziala ze chyba tak.On mi napisal kilka dni wczesniej,ze jest kobieta ktora zna od jakiegos czasu,ale teraz ja zaprosil na piwko i ona sie zgodzila,a tesciowa mowila ze on zadzwonil do niej kilka dni wczesniej i wkurzony powiedzial ze Gosia chciala od niego pozyczyc kase,niby na rozwod a potem chyba go olala,bo jak jej pisal kiedy mu odda kase to ta mu napisala,ze ma sie od niej odpier... i nie kontrolowac i niw wlazic z butami w jej prywatne sprawy.Laska chciala tylko kase a ten despeat juz pewnie myslal,ze on ze mna sie rozwiedzie,ona z mezem i beda razem;) a ja ja znam,wczesniej tak na nia narzekal,ze takie bledy w pracy robi,a tu prosze,ja sie domyslalam,bo moj brat mowil ze moze on cos z nia swiruje,bo czesto o niej gada.
Ja juz troche ochlonelam i chcialabym spytac Was o kilka rzeczy zwiazanych z rozwodem,nie stac mnie na prawnika i w trakcie rozwodu tez musze dac rade sama.On wyprowadzajac sie wzial tylko telewizor i DVD,powiedzial ze nic wiecej nie chce i reszte mi zostawia,moze z poczucia winy,a moze za jakis czas zmieni zdanie.Ja chcialabym wiedziec jak to z podzialaem wspolnych rzeczy wyglada,wiecie? A na sprawie chce zachowac klase,bez darcia kotow,jak on mnie nie kocha to nic juz nie zrobie,nie zmusze go przeciez,jesli sad spyta czy cos do niego czuje to chce powiedziec ze go kocham i wlasnie dlatego chce zeby byl szczesliwy i dlatego zgadzam sie na rozwod,ktory go uszczesliwi.Ja chce tylko zeby mi nic nie zabieral,bo nie stac mnie na urzadzanie domu na nowo.
Pozdrawiam serdecznie:)
Leona my mamy rozdzielność majątkową, więc nie będzie problemów z podziałem majątku. Wydaje mi się, że wystarczy dogadać się przed rozprawą kto co bierze i sąd to tylko zatwierdza- tak było w przypadku moich rodziców.
Ja się z mężem nie widziałam od tamtego ostatniego, okropnego spotkania. Przysłał mi smsa na Święta o treści "Wesołych Świąt"- nie wiem co to niby miało oznaczać. Poza tym nie dzwoni, nie odzywa się, nie mamy kontaktu.
Jestem w stałym kontakcie z jego rodziną, która twierdzi że on z nikim się nie spotyka, tylko ze zwariował po prostu.
Ja się powoli uczę żyć sama. Jest chwilami bardzo ciężko, przypominają mi się miłe chwile, kiedy byliśmy razem tacy szczęśliwi i przegadywaliśmy całe noce o wszystkim i o niczym. Trudno się pogodzić, że już nigdy tak nie będzie.
No ale co mam zrobić, muszę jakoś żyć dalej. Umówiłam się z fajnym facetem na jutro na randkę. Nie będzie to miłość życia, ani kolejny mąż, ale przynajmniej miło spędzę wieczór. Najgorsze jest dla mnie to siedzenie samej w domu, w naszym mieszkanie i myślenie. Staram się zrobić tak, żeby jak najmniej mieć czasu na myślenie, staram się dbać o siebie, robić sobie przyjemności.
Rozwód, to coś co spędza mi sen z oczu. Tak wisi nade mną. Chyba chciałabym, żeby bylo już po, żeby się wreszcie skończyło, żeby zgasł ostatni promyk nadzieji i żebym całą swoją uwagę zwróciła już ku mojemu nowemu życiu i przyszłości.
Oj,Kitonka! Jak dobrze kobietko,ze jestes,uwielbiam czytac twoje posty:) Tez sa pelne bolu i rozczarowania,ale nasza sytuacja wydaje mi sie bardzo podobna i czuje ze rozumiesz mnie jak malo kto,zawsze cos odpiszesz,doradzisz,dziekuje kochana!:) Moj napisal mi dzis czy mam na popoludniu do pracy,bo przywiozlby mi moje naczynie,ktore zabral kiedys do tego swojego przyjaciela,myslalam,ze do pracy chce mi je przywiezc a jemu chodzilo o to,ze do domu,ale zeby mnie w nim nie bylo! Kiedy mu to napisalam na fb to tylko przeczytal i uciekl-trchorz pieprzony! Jeszcze troche a go chyba znienawidze,o rany jakbym chciala! Poczulam sie jak zwykly smiec,w zyciu bym sie tego nie spodziewala po nim! Mnie kumpela chce poznac ze swoim kumplem,facet jest rok starszy ode mnie,po rozwodzie,ma 5 letniego synka,ale coz,w tym wieku ciezko znalezc faceta bez dzieci,jeszcze go na oczy nie widzialam,ale z opisu wydaje sie w porzadku,wpadaja do mnie na Sylwestra:) On rozwiodl sie z zona,bo go zdradzala,potem tez mial ladki ktore chcialy go z kasy wycyckac,zamieszkal z laska,ktora teraz nie chce mu oddac jego rzeczy,sprzet,meble itp. Kumpela zna go dlugo,lipy by mi nie wciskala,zobaczymy nic na sile,ale moze akurat cos z tego wyjdzie? Kitonka,Tobie zycze wspanialej randki,motylkow w brzuchu i powodzenia! Moze nam sie uda? moze to Ci drudzy panowie b okaza sie tymi ,ktorzy sa nam pisani? ja bogatsza o doswiadczenia,postaram sie nie popelniac bledow,ktore popelnialam.Powodzenia Slonce:) Koniecznie napisz jak bylo!
A może Leona ZAMIAST rzucać się w kolejny związek, najpierw trochę przystopować i zrobić sobie przerwę dla namysłu?
Bo twoje rany są jeszcze świeże, skoro nie reagujesz obojętnością, pobłażaniem lub politowaniem.
Moja "randka" przełożona na przyszły tydzień. Wczoraj miałam bardzo męczący dzień i dotarłam do domu z pracy przed 21, więc nie w głowie były mi spotkania. No ale sma fakt, że "wracam do gry", że umiem jeszcze flirtować i mogę się podobać, dodał mi skrzydeł. Co do rzucania się w nowy związek, to na razie nie planuję, planuję sobie powychodzić, pospotykać się z różnymi mężczyznami, powysłuchiwać komplementów i tak przetrwać mój okres żałoby.
Muszę się pozbierać, żeby zebrać w jeden worek pozostałości po moim mężu, jak zapomniana para skarpetek, butu których nie nosił i takie tam pierdoły. Przekładam to i przekładam i nie mogę się zebrać.
Czas sobie uświadomić, że to na prawdę koniec, niczego nie da się już naprawić i zdać sobie sprawę, że już nigdy bym mu nie zaufała, nawet gdyby przybiegł do mnie z kwiatami i przepraszał ze łazami w oczach.
On jest teraz szczęśliwy, nie myśli o mnie, nie tęskni. Ja też nie chcę poświęcać mu już ani jednej chwili ze swojego życia i ani jednej łzy. Nic to przecież nie da, a po prostu użalając się zmarnuję swój czas, który mogłabym wykorzystać na coś innego. Jest trudno, to prawda, ale czas wziąć tyłek w troki i ruszyć pełną parą do przodu.
Leona- damy radę! Jesteśmy młode i całe życie przed nami i setki fajnych facetów do wyboru. Trzeba tylko za jakiś czas wybrać tego najwłaściwszego, pokochać i po niego sięgnąć. No i starać się nie popełniać tych błędów, które popełniałyśmy w poprzednich związkach.
P.S.: Obiecuję, że jutro posprzątam resztki rzeczy byłego i wyniosę je na śmietnik.
Kitonka!
Jak on Ciebie wyrzucil bez skrupułow ze swojego zycia to Ty sie kochana nawet nie zastanawiaj nad jego smierdzacymi skarpetkami;) mi tylko zdjec slubnych szkoda,bo sa ladne,wygladalam wtedy najatrakcyjniej,ale zawsze moge go wyciac a reszte zostawic;) Pisze teraz z moim nowym kolega,znamy sie tylko ze zdjec,ale jest Boski!!!;) Rewelacyjnie zbudowany,na ramionach delikatne tatuaze,niebiesciutkie oczy i slicznie wykrojone usteczka:) Wiem to tylko wyglad,najmniej istotny,ale jednak.Wczoraj pisalam z nim 4 godziny,facet oszalal! nie wiem co z tego bedzie,ale na razie jest ok i jestesmy soba zainteresowani,byly nagle wylecial mi z glowy:) Jak nie wypali to facet sie o tym dowie,nie bede go oszukiwac,ale nie bede tez marnowac czasu na bylego,ktory ma mnie gdzies,bede sie spotykac z nowym, i zobaczymy,ja jestem twarda baba i wiedzialam,ze mimo pierwszego szoku szybko sie otrzasne! Co ma byc to bedzie:)
Wszystkim zycze wszystkiego dobrego w Nowym roku,aby wszystko Wam sie ulozylo jak najlepiej i spelnienia marzen:) Buziole:*
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oby był lepszy, niż ostatni!
Posprzatałam te wszystkie rzeczy i usunęłam chyba wszystkie ślady jego obecności z mieszkania. Uff
Wczoraj dzwonił, ale nie odebrałam. Potem w nocy przysłał mi jakieś smsy w stylu, że przeprasza i wie, że był dla mnie nie dobry oraz że zawsze będzie mnie pamiętał. Olałam smsy, wywaliłam je od razu do kosza żeby ich nie czytac i dalej bawiłam się ze znajomymi.
Za to dzisiaj rano obudziłam się w fatalnym nastroju. Sama i samotna. No i cholera jasna zadzwoniłam do niego. Gadaliśmy o rozwodzie, ja się pytałam czy on na pewno tego chce. Mówił, że chyba tak. No i generalnie ta rozmowa niczego nie wniosła. Głupia byłam, że zadzwoniłam. Na ogół trzymam się dzielnie, ale mam czasem takie chwile że czuję że zaraz umrę jak z nim nie pogadam. No i dzisiaj była właśnie taka chwila.
Generalnie widzę, że nie jest szczęśliwy i że nikogo nie ma. Jakby miał jakąś nową dziewczynę, to by chyba wczoraj w nocy się z nią bawił, a nie wysyłał mi te dziwne teksty. No ale to że jhest sam nie zmienia nijak mojej sytuacji. Nie chce być ze mną tak czy inaczej.
Zacznę już lepiej mysleć o tych moich przyszłych randkach z jakimiś nowymi superinteresującymi, superseksownymi, superzabawnymi facetami, których jeszcze nie poznałam.;)