netkobietyWszystkie działy
Psychologia

wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

91 odpowiedzi11 889 wyświetleńzałożony przez Jasmine69, 14.11.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 92 ]

1

Temat: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Witam wszystkich, wiem, że źle robię, ale sobie nie daję rady. Po prostu boję się, że zwariuję. Nic mnie zadowala, nie ma wyjścia. Chodzi o to, że od jakiegoś czasu często dochodziło do sprzeczek pomiędzy mną a moim synem, głownie o chodzenie na treningi. On jest w szkole sportowej, a w związku z tym, że go trener zdegradował, zaczłą chodzić nie regularnie, opuszczać, powiedział, że to już go nie interesuje i zaczął podpierać się tym, że jest w klasie maturalnej i musi się uczyć. Oczywiście na imprezy to on ma czas, ale rano wstac na terenicg to nie. Była już jedna rozmowa i powiedziałm, że jak nie będzie chodzi na terningi to nie będzie chodził na imprezy. Ostatnio po swoich 18 urodzinach przyszewdł i oświadczył, że terener powiedział, że zabiera mu stypendium 1000 zł, z tego roku i następnego oraz dofinansowanie do posiłków. Znowu dosżło do kłótni i nie zgodziłam się, żeby nie chodził. Niestety rano znowu nie wstał na trening, zapytałam dlaczego powiedział, że jest chory, wściekłam się bo to częsta wymówka i powiedziałam, żeby przyniósł zwolnienie. Jak przyszedł ze szkoły zapytałam czy ma zwolnienie. Odpowiedział, że nie potrzebuje, bo on wyprowadza się do ojca i wyprowadził się. Od tego czasu sobie nie radzę. Nie chcę go widzieć. Dziś przyszedł. Wpuściłam go i poszłam do swojego pokoju. Przyszedł i zapytał czy nie chce z nim rozmawiac odpowiedziałm, że nie. on, że skoro nie dogadujemy się jak razem mieszkamy to wcale nie znaczy, że nie możemy dogadywac się teraz. Zapytałam po co przyszedł. Powiedział, że podziękować za prezent urodzinowy. Nie chciałam z nim rozmawiać i sobie poszedł. Ryczę, ale nie umiem wyjść z tej sytuacji. Boję się, że wszystko zniszczę, nie widze wyjścia z sytaucji. Nie chcę go widzieć, ani znać. Niech nie przychodzi.

2

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Kobieto,zawaliłaś kontakt z synem dlatego że znudziły mu się treningi?Wyprowadził się do ojca bo go zmusiłaś do tego i wcale mu się nie dziwię(też nie wytrzymałam jak matka sie mnie o wszystko czepiała).Pozwól mu samemu decydować o swoim życiu.Skoro nie chcesz go widzieć to w czym problem?Ile syn ma lat?

3

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Ma 18 lat. Niech jeszcze na siebie zarabia, skoro jest taki dorosły.

4

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Wiem, że pisze nieskładnie, ale chce dodać, że jego treningi sa częścią szkoły, jak nie trenuje to powinien iść do innej szkoły, tylko, że to klasa maturalna, to nie chca juz go wyrzucać. te 1000 zł to pieniądze które dostawał i dostawałby jesze cały następny rok co miesiąc, nawet jakby po maturze zrezygnował z dalszej kariery sportowej.

5 Ostatnio edytowany przez xYxAngelxYx (2013-11-14 01:47:04)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Byłam starsza od niego tylko o rok jak się wyprowadziłam.Dalej zachowując się tak wobec syna zatracasz więź która was łączy.Zapewniam ,że jak sytuacja by go do tego zmusiła wolałby zarabiać niż użerać się z codziennymi wyrzutami.To porozmawiaj z nim o tym ale spokojnie,a nie z wyrzutami.Powiedz dlaczego jest to takie ważne.

6

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Ojciec mu w ten sposób nie pomaga przyjmując go od razu pod swój dach. A może by tak najpierw porozmawiał z nim .

7

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

młody, narwany, to się wyprowadził, jednak wykazał się inicjatywą bo chciał z tobą potem porozmawiać, nie uniósł się 'honorem', szkoda że go wedy odepchnęłaś
Kasy szkoda, to dużo dla takiego młodego człowieka, tym bardziej że żeby ja mieć nie musiał się napracować, musiał tylko trenować, trzeba mu to spokojnie wytłumaczyć, że pieniądze z nieba nie spadają. Jego ojciec wesprze cię w takiej rozmowie?

8

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Nie zastanowiłaś się, dlaczego syn zrezygnował z treningów? Może coś się stało,  a Ty zamiast próbować zrozumieć, napadłaś na syna. Rozumiem, że argument pieniędzy jest ważny, ale ważniejsze powinno być dobro syna.
Nie dziwię się, że się wyprowadził. Ja też wyniosłam się zaraz po osiemnastce i absolutnie tego nie żałuję.  Szkoda tylko, że uniosłaś się honorem, gdy przyszedł z Tobą porozmawiać.  Nie wiem tylko, co chciałaś tym osiągnąć.  Bo wiesz, rolą rodzica nie jest olewanie dziecka.

9

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Zrezygnował, bo trener juz na niego nie stawia, i wcale mu sie nie dziwię. Był w kadrze i został przesunięty niżej, za swoje zachowanie - tzn. na dwa dni przed ważnymi zawodami on może powiedzieć że nie jedzie, zabrać prawie wszystkich zawodników w trakcie zgrupowania do siebie na działkę, bo jest piękna pogoda, itd. Więc on przestał się przykładać idąc za ciosem i chcac się odegrać. Teraz jest dorosły - skończył 18 lat i nikt mu niczego nie będzie narzucał. Tak on sądzi. Na 18 urodziny dostał samochód, ale musi spać do 10, bo na 6.00 nie może zdążyć. Jak iśc na imprezejest zdrowy, a jak na trening to chory, zaspał. Już mu nie wierzę. A tak przyszedł porozmawiać - czytaj powiedzieć, że moje zdanie ma w d...e. On oczywiście ma dobrową wolę, przyjdzie do mnie, tylko ja mam złą.

10

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Droga Jasmine69 ogarnij się szybko bo stracisz syna,jemu zależy na Tobie skoro szybko przybiegł,musiał sobie przemyśleć wszystko i przyszedł z Tobą pogadać,żle zrobiłaś,skontaktuj się z nim,zadzwoń do niego i porozmawiajcie,nie narzucaj mu swojego zdania,znajdzcie wspólnie powody dla których się nie możecie dogadać,idżcie na kompromis.Nie odrzucaj syna ,bo to właśnie robisz ,życzę Ci dogadania się z nim,pozdrawiam.

11

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Już go straciłam, i niech sobie robi co chce. Nie obchodzi mnie to. Zycze mu powodzenia.

12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-14 11:12:26)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Już go straciłam, i niech sobie robi co chce. Nie obchodzi mnie to. Zycze mu powodzenia.

Jesteś beznadziejna. Nie dziwię się Twojemu synowi.
Przypominasz mi moją matkę. Ona też o mnie nie walczyła, nie słuchała mnie. Teraz próbuje nadrobić, ale jest za późno.
Pojawiły się wnuki. Teraz żałuje. Z Tobą będzie identycznie.
Powodzenia.

13

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

albo to jakaś prowokacja albo Ty jesteś zdrowo rabnięta kobieto!!

syn wykazał sie większą dojrzałością od Ciebie!

jak to nie chcesz rozmawiać z własnym dzieckiem?/ nie pojmuję tego kompletnie!

co mają powiedziec matki alkoholików , narkomanów, kryminalistów, które i tak stoją za swoim dzieckiem murem??

popełniasz wielki błąd że nie szukasz kontaktu z dzieckiem , bez względu jak duże to dziecko jest , teraz wbrew pozorom on mentalnie potrzebuje wsparcia niż jak był mały..

moja mama zawsze mi powtarzała: dziecko ma zawsze wieksze prawo do popełnienie błędu, niż rodzice. My jesteśmy po to, aby je wspierać, pokazywac rózne drogi rozwiazan, być doradcą, zwłaszcza, ze twój syn tego kontaktu chce..

14

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Już go straciłam, i niech sobie robi co chce. Nie obchodzi mnie to. Zycze mu powodzenia.

piszesz to pod wpływem emocji, nie zachowuj się jak obrażone dziecko. Jesteś matką, więc nigdy nie będzie cię "nie obchodził". To że chłopak miał nastoletni bunt nie skreśla go. Wszystko można naprawić, ale potrzeba twojego wsparcia i dobrej woli obu stron. Przemyślcie sobie wszystko i porozmawiajcie spokojnie.

15

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Najlepszy komentarz napisałaś sama.

Jasmine69 napisał/a:

Witam wszystkich, wiem, że źle robię, ale sobie nie daję rady. Po prostu boję się, że zwariuję. Nic mnie zadowala, nie ma wyjścia.(...)

Jest wyjście. Poszukanie pomocy specjalistycznej - dla siebie.

Rozumiem, że jesteś zła i rozczarowana, że "nie tak miało być", ale kierowanie się wyłącznie emocjami, zwłaszcza wtedy, gdy rozum krzyczy, że jest to złe rozwiązanie, pogłębia Twą frustrację.
Nie rób tego, o czym wiesz, że będziesz żałowała i czego już żałujesz.

16

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Przecież jej o kasę chodzi...

17

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Co za kobieta ;-O

18

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Ja się zgadzam tu z wieloma przedmówczyniami, że ......zawaliłaś. I Ty też to wiesz. A inaczej: jest coś ważniejszego niż Ty sama w TYM przypadku; to młody człowiek wkraczający w dorosłe życie.
Tu nie można się kierować swoim "ja", BO JA CHCĘ", "bo MNIE zawiodłeś"  itede. I obrażać się gdy syn wyciąga rękę na zgodę- a na pewno duuuużo go to kosztowało!
Zejdź z piedestału "JA" oraz "MUSZĘ WSZYSTKO KONTROLOWAĆ" bo zapędzisz się w kozi róg. ....jeszcze bardziej. TY masz szansę to przełamać.

19

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Nie rozumiem Was. Może i jestem okropna, ale w takim razie na czym polega moja rola? Zgadzać się na wszystko, tak żeby było mu wygodnie. Chce iśc na impreze, oczywiście, wyjechac do Londynu na zakupy, oczywiście, nie che trenować, oczywiście. Bo on jest dorosły, a ja niczego od niego niemoge wymagać, bo go tym krzywdę. Chodzi mi tylko o pieniądze!!!, przeciez ja musze zarobić czy mi wygodnie wstawac rano czy nie. Z nieba mi nie spada. To ja pierwsza z nim umówiłam się po jego wyprowadzce, poszliśmy się przejść, a on zapytał mnie czy umówiłam się z nim, żeby go przeprosić. Dorośli ludzie jak sa chorzy musza przynieść zwolnienie, nie moga przyjść do pracy i powiedzieć a tak przyszedłem 3 godz. później bo głowa mnie bolała lub gardło. On nie ponosi żadnych konsekwencji. Żadna łaska, że do mnie przyszedł, jak nie chce niech nie przychodzi. Na czym maja polegac nasze dobre stosunki? Nic od niego nie wymagać. Tak wyręcze Was jestem wyrodna matką, całe szczęście, że mnie się pozbył, a tym samym mojej kontroli.

20 Ostatnio edytowany przez czasymira (2013-11-14 13:19:11)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

A Twój mąż mieszka sam ? Czy z kimś? Tzn. ojciec twojego syna.
Moim zdaniem powiedz mu jaka jest sytuacja, że sobie nie radzisz finansowo i zaproponuj mu, że skoro nie chce się uczyć, czy trenować, niech pójdzie do pracy, do marketu np. na rozkładanie towaru, czy na budowie, czy jako brukarz.

21

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
czasymira napisał/a:

A Twój mąż mieszka sam ? Czy z kimś? Tzn. ojciec twojego syna.
Moim zdaniem powiedz mu jaka jest sytuacja, że sobie nie radzisz finansowo i zaproponuj mu, że skoro nie chce się uczyć, czy trenować, niech pójdzie do pracy, do marketu np. na rozkładanie towaru, czy na budowie, czy jako brukarz.

Otóż to smile Ale nie trzeba tego robić w nerwach, tylko rzeczowo przedstawić jak się sprawy mają.

22

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Catwoman napisał/a:
czasymira napisał/a:

A Twój mąż mieszka sam ? Czy z kimś? Tzn. ojciec twojego syna.
Moim zdaniem powiedz mu jaka jest sytuacja, że sobie nie radzisz finansowo i zaproponuj mu, że skoro nie chce się uczyć, czy trenować, niech pójdzie do pracy, do marketu np. na rozkładanie towaru, czy na budowie, czy jako brukarz.

Otóż to smile Ale nie trzeba tego robić w nerwach, tylko rzeczowo przedstawić jak się sprawy mają.

Dokładnie.
Nie miej pretensji, że zostałaś oceniona negatywnie - sama się tak przedstawiłaś, pisząc, że nie obchodzi Cię, co dalej będzie się działo z Twoim synem.

23

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Oczywiście powiedziałam z przekąsem, że chodzi mi tylko o pieniądze. kompletnie nie chodzi mi o pieniądze, choć uważam, że to bardzo dużó pieniędzy dla takiego nastolatka, który miał je tylko do swojej dyspozycji. Łatwo z nich zrezygnował przecież ja jestem zobowiązana i jego ojciec do łożenia na niego, on nic z siebie nie musi dawać. Dla innych dzieci to wartość. Teraz on jest jedynym wyjątkiem w klasie, wszyscy ida na trening, na obiad razem, a on nie, bo on jest na specjalnych warunkach. Przyjeżdża sobie samochodem na 10 i szpanuje. Wieczorem impreza, itd.. Sytuacja luksusowa. Mój były mąż mieszka sam i bardzo dużo pracuje, nie ma go średnio 18 godz. dziennie. On nie widzi problemu wierzy we wszystko co on powie. Poza tym nigdy nic od niego nie wymagał.  Kasy mu da ile tylko będzie chciał.

24

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Poza tym nigdy nic od niego nie wymagał.  Kasy mu da ile tylko będzie chciał.

No to żyć nie umierać big_smile

25 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-14 13:56:26)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Ja myślę, że dziewczyny przesadziły w tej krytyce - samo założenie tego wątku dowodzi, że autorce wątku zależy na synu. Gdyby go miała w d... toby się nie ekscytowała i nie pisała  tutaj.

Dodam, że mówimy o chłopaku 18-letnim a nie 8-letnim! To już prawie mężczyzna, musi nauczyć się, że jego decyzje mają konsekwencje - w tym przypadku bardzo wymierne: nie chodzi na treningi, trener cofa stypendium. Jak w przyszłości do roboty nie pójdzie, to go wyrzucą, jak nie zapłaci przez x czasu rachunków za prąd/komórkę to mu odetną. PROSTE!!!!! 


Autorko wątku: dość dobrze znam relacje panujące w klubach/szkołach sportowych itp. i doskonale Cię rozumiem. 1000 złotych dla chłopaka w tym wieku, którego utrzymuje matka plus łoży na niego ojciec to bardzo dużo. Myślę, że zamiast pisać tutaj na forum, powinnaś umówić się na spotkanie i rozmowę z jego trenerem - najlepiej tak, żeby kumple syna  nie widzieli (żeby nie robić obciachu, że matka sprawy syna załatwia). Jestem pewna, że ten trener zetknął się z taką sytuacją nie raz i nie dwa. Syna nie zmusisz do kontynuowania treningów - jeśli nie chce, to niech tego nie robi, ale musi zdać sobie sprawę z tego, że pieniądze się skończą, względnie, że czas poświęcany dotąd na treningi będzie musiał poświęcać na naukę, a nie np. imprezy czy komputer.

26

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Trener z niego zrezygnował, przecież nie będzie go prosił na kolanach, nie chce to nie, na jego miejsce znajda sie inni. Nie ma ludzi niezastąpionych. Musiał mu odebrac przywileje, bo byłoby to demoralizujące dla wszystkich innych zawodników. Wcześniej jak już widziałam, że syn olewa sobie treningi, chodzi jak chce, mówiłam mu, że w końcu tak to się skończy. Oni nawet wcześniej poszli mu na rękę wymagając, żeby był przynajmniej na 1/2 treningów, ale nawet tego nie mógł zrobić. Prosiłam wtedy tez byłego męża, żeby mnie poparł, ale niestety on nie widzi problemu, po co czepiać się do dzieciaka. Jak widzę wszyscy tutaj tez sa tego zdania. Ja jestem jedna głupia, wyrodna bo kontroluje, a powinnam przejść do porządku dziennego i pochwalić go jeszcze, bo przecież chcemu zaszkodzić, a on jest dorosły i może robić co chce, wszyscy dorośli muszą zgadzać się z nim.

27

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Ale nie trzeba popadać ze skrajności w skrajność: od kontrolowania po głaskanie po głowie.
Weszłaś na forum, założyłaś wątek. To może zapytam tak: czego oczekujesz od nas?

28 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-14 14:21:00)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Trener z niego zrezygnował, przecież nie będzie go prosił na kolanach, nie chce to nie, na jego miejsce znajda sie inni. Nie ma ludzi niezastąpionych. Musiał mu odebrac przywileje, bo byłoby to demoralizujące dla wszystkich innych zawodników. Wcześniej jak już widziałam, że syn olewa sobie treningi, chodzi jak chce, mówiłam mu, że w końcu tak to się skończy. Oni nawet wcześniej poszli mu na rękę wymagając, żeby był przynajmniej na 1/2 treningów, ale nawet tego nie mógł zrobić. Prosiłam wtedy tez byłego męża, żeby mnie poparł, ale niestety on nie widzi problemu, po co czepiać się do dzieciaka. Jak widzę wszyscy tutaj tez sa tego zdania. Ja jestem jedna głupia, wyrodna bo kontroluje, a powinnam przejść do porządku dziennego i pochwalić go jeszcze, bo przecież chcemu zaszkodzić, a on jest dorosły i może robić co chce, wszyscy dorośli muszą zgadzać się z nim.

Jasmine, trener zareagował dokładnie tak, jak powinien. 

Myśę, że powinnaś zostawić sprawy własnemu biegowi - jeśli syn woli mieszkać u ojca, niech mieszka. Nie chce chodzić na treningi - niech nie chodzi.
Skoro uważa się za dorosłego- traktuj jak dorosłego. Odetnij kieszonkowe - niech bierze pieniądze od ojca, zobaczymy jak długo to potrwa. Twój syn nie ma szacunku do pieniądza - to przykre, ale w tych sprawach trzeba samemu dostać po tyłku...

29

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Relacje w klubach, relacjami w klubach. Nie to, moim zdaniem, jest powodem sytuacji autorki wątku i jego syna. Jednak ani słowa nie ma o przyczynach takiego zachowania syna. Pojawiło się tak nagle? Uderzyło niespodziewanie jak grom z jasnego nieba? Do tego momentu kontakty były dobre, bliskie?

W tych forumowych wypowiedziach widzę dwie tendencje, obie skrajne. Jedna to najazd na autorkę, odsądzanie jej od czci i wiary, druga - identyczne najeżdżanie na syna autorki. Obie postawy są mym zdaniem przerysowane. To, co obecnie dzieje się między autorką i jej synem, to efekt tego, co do tej pory było.

Jestem zwolenniczką wyciągania konsekwencji. Jestem zwolenniczką uczenia odpowiedzialności. Tyle tylko, że Twoje zachowanie, autorko, pachnie odwetem, obrażeniem się.

Może pora na Twą rozmowę z synem? Rozmowę, nie zaś wylewanie złości, obrażanie, demonstrowanie, smrodek dydaktyczny. Szczera rozmowa, zwykle, pomaga.

Edit:
Kontrolowanie jest kiepską metodą wychowawczą, zwłaszcza w odniesieniu do osiemnastolatka.

30

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

A ja bym się zastanowiła, dlaczego syn przestał lubić treningi. Nie wierzę, że tak nagle mu się ''odechciało''.

31

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Cynicznahipo napisał/a:

A ja bym się zastanowiła, dlaczego syn przestał lubić treningi. Nie wierzę, że tak nagle mu się ''odechciało''.

Ja również.

32

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Catwoman napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

A ja bym się zastanowiła, dlaczego syn przestał lubić treningi. Nie wierzę, że tak nagle mu się ''odechciało''.

Ja również.

To nie chodzi o lubienie, to jest szkoła sportowa!!! To nie są treningi 2 razy w tygodniu, na które kasę dają rodzice! To jest szkoła, w której jej syn był pewnie od kilku lat a treningi stanowią nieodłączny element zajęć!!! To tak, jakby ktoś w maturalnej powiedział, że nie będzie chodzić na historię bo mu się znudziła i miał pretensje, że dwója na półrocze...

Odechcieć mogło się chociażby z powodu wpadnięcia w nieodpowiednie towarzystwo- chłopak jest pewnie atrakcyjny i wysportowany, ma samochód, ma pieniądze - taki ktoś jest mile widziany na imprezach, z całą pewnością ma powodzenie u dziewczyn!!!

Gdyby w grę wchodziły przyczyny zdrowotne czy relacje z kolegami, jego trener wiedziałby o tym pierwszy. Spadku formy, urazu itp. nie da się nie zauważyć na treningu wyczynowym - to nie jest aerobik w klubie...  Pogorszenie relacji z kolegami też jest bardzo widoczne na treningach, więc to też raczej odpada.

Być może popełniliście z mężem duży błąd dając synowi wszystko na tacy...

33

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Może syn zaczął na tych imprezach popalać, bądź też przyjmować jeszcze inne używki? Tego nie da rady na dłuższą metę pogodzić ze sportem.

34

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jejku, spokojnie.
Nie można z synem porozmawiać, jak rodzice z dzieckiem i zapytać go, dlaczego przestał chodzić na treningi? No kurczę, mogło się coś wydarzyć, nie wiem, nie jestem jasnowidzem, może chłopak wpadł w kłopoty!

Dlaczego od razu uważacie, że chłopak jest z natury zły, że mu się nie chce, że olał? Jeżeli do jakiegoś momentu było dobrze, a nagle coś się zmieniło, to uważam, że trzeba się zastanowić, dlaczego.

Trener nie musi wszystkiego wiedzieć. Mógł niczego nie zauważyć. Nikt nie jest alfą i omegą.

35 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-14 15:01:38)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Cynicznahipo napisał/a:

Jejku, spokojnie.
Nie można z synem porozmawiać, jak rodzice z dzieckiem i zapytać go, dlaczego przestał chodzić na treningi? No kurczę, mogło się coś wydarzyć, nie wiem, nie jestem jasnowidzem, może chłopak wpadł w kłopoty!

Dlaczego od razu uważacie, że chłopak jest z natury zły, że mu się nie chce, że olał? Jeżeli do jakiegoś momentu było dobrze, a nagle coś się zmieniło, to uważam, że trzeba się zastanowić, dlaczego.

Ja myślę, że był pytany o to nie raz i nie dwa. W szkole oferowali mu już alternatywne rozwiązanie, z którego on nie chciał skorzystać. Jestem pewna, że trener rozmawiał z nim, pewnie prosił raz i drugi. Ale przecież on ma 18 lat i nikt nie będzie go błagać!
Za dwa lata jak będzie na pierwszym roku studiów tez mają za nim biegać i prosić, zeby na ćwiczenia zechciał chodzić?????  Przecież to nie jest zagubiony ośmiolatek, ale młodzieniec, któremu lada chwila dowód wydadzą!

Nikt nie pisze że jest z natury zły, nie robi z niego psychopaty. Ale olewanie? To się często zdarza, nie on pierwszy i nie ostatni, niektórzy po prostu tak mają i rodzice mogą nawet na klęczkach przez nastolatkiem chodzić i nic nie wskórać.

Chłopak musi się sam zebrać i zdecydować czego chce. Tylko że mu się nie chce, bo nie musi - ma komfortowe warunki, więc po co ma się starać?????

36 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-14 15:04:18)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

No to wziąć byłego męża za pysk (bo skoro mieszkają osobno, to wnioskuję, że po rozwodzie), spotkać się i porozmawiać. Ustalić coś razem, do czego oboje rodziców będzie się konsekwentnie stosować. I tyle.

Jeżeli ustalicie, że nie będziecie dawać synowi kasy - to nie dawajcie mu OBOJE. Konsekwencja.

37

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
batszeba napisał/a:

(...) ma komfortowe warunki, więc po co ma się starać?????

Na czym polegają te komfortowe warunki?
Wiem, że dla dzieci/nastolatków/dorastających ważniejszą sprawą od dobrych warunków materialnych są dobre kontakty emocjonalne panujące w rodzinie. Naprawdę w tej rodzinie takie są/były?

38

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Wielokropek napisał/a:
batszeba napisał/a:

(...) ma komfortowe warunki, więc po co ma się starać?????

Na czym polegają te komfortowe warunki?

No właśnie. Komfortowe warunki, to nie tylko kasa i miejsce do spania.

39 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-14 15:12:50)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Wielokropek napisał/a:
batszeba napisał/a:

(...) ma komfortowe warunki, więc po co ma się starać?????

Na czym polegają te komfortowe warunki?
Wiem, że dla dzieci/nastolatków/dorastających ważniejszą sprawą od dobrych warunków materialnych są dobre kontakty emocjonalne panujące w rodzinie. Naprawdę w tej rodzinie takie są/były?

Tylko że pieniądze mają taką pewną cechę, a mianowicie bardzo upraszczają życie i łatwo się do nich przyzwyczaić. O to mi chodzi - że czasami dziecko, które nigdy nie odczuło braku pieniądze lub nie zdaje sobie sprawy z jego wartości bardzo lekko do nich podchodzi - bo sądzi, że biorą się znikąd, bo wiedzą, że da mama albo tata, że i tak będzie...

To miałam na myśli - mam podobną sytuację w rodzinie, tam dodatkowo kontakty emocjonalne bardzo dobre mają a młodemu (teraz 21 lat) i tak wisi i tak. Bo tata da, bo tata załatwi...

BTW: my cały czas mówimy o chłopaku, który ma 18 lat!!!

Jestem pewna, że gdyby syn autorki nie dostawał pieniędzy od ojca, a u matki by się nie przelewało, robiłby wszystko, aby utrzymać to stypendium (wykluczam kłopoty zdrowotne, bo to jest całkowicie niezależne od człowieka).

40

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
batszeba napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
batszeba napisał/a:

(...) ma komfortowe warunki, więc po co ma się starać?????

Na czym polegają te komfortowe warunki?
Wiem, że dla dzieci/nastolatków/dorastających ważniejszą sprawą od dobrych warunków materialnych są dobre kontakty emocjonalne panujące w rodzinie. Naprawdę w tej rodzinie takie są/były?

Jestem pewna, że gdyby syn autorki nie dostawał pieniędzy od ojca, a u matki by się nie przelewało, robiłby wszystko, aby utrzymać to stypendium (wykluczam kłopoty zdrowotne, bo to jest całkowicie niezależne od człowieka).

Być może. Dlatego warto porozmawiać z ojcem chłopaka, by mu tych pieniędzy nie dawał.

41

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
batszeba napisał/a:

(...) Bo tata da, bo tata załatwi...

BTW: my cały czas mówimy o chłopaku, który ma 18 lat!!!(...)

Jest przyczyna, jest i skutek. Najpierw dorośli w określony sposób postępują wobec młodego człowieka, później mają do niego pretensje, gdy oczekuje tego, do czego jest przyzwyczajony i czego został przez nich nauczony. Ot, logika.

Jasmine69, ponownie zachęcam Cię do rozmowy z synem. Rozmowy szczerej, a przez to trudnej - dla obydwojga.

42

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Wielokropek napisał/a:
batszeba napisał/a:

(...) Bo tata da, bo tata załatwi...

BTW: my cały czas mówimy o chłopaku, który ma 18 lat!!!(...)

Jest przyczyna, jest i skutek. Najpierw dorośli w określony sposób postępują wobec młodego człowieka, później mają do niego pretensje, gdy oczekuje tego, do czego jest przyzwyczajony i czego został przez nich nauczony. Ot, logika.

ALE ON NIEUCHRONNIE STAJE SIĘ DOROSŁY! I lada chwila pretensje będą mieć do niego wszyscy wokół - wykładowca, pani w dziekanacie, dziewczyna, policjant itp.

Dramat, bo od 18-latka nagle ktoś zaczął czegoś wymagać - przestał chodzić na treningi, zabierają mu stypendium. Ot, życie.

43 Ostatnio edytowany przez xYxAngelxYx (2013-11-14 15:48:58)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

A ja widzę to tak,z własnego doświadczenia poniekąd i znajomych(co nie musi dokładnie oznaczać że tu akurat też tak było)
Zapewne chłopak nie mógł się doczekać tej 18-jak jemu się wtedy wydawało ,że będzie taki dorosły,samodzielny ,że będzie miał wreszcie swoje zdanie, zrobi po swojemu.Wiecie dlaczego? A no dlatego że pewnie przez całe dzieciństwo miał mówione co robić czego nie,zapewne nie raz w kłótni powiedział rodzicom "jak będę pełnoletni to..." .Takie zachowania nie biorą się znikąd. Rodzice myślą że wychowują dziecko jak najlepiej(im się tak wydaje) a w wieku nastoletni wychodzi co jest nie tak. Młody człowiek też ma uczucia,ma prawo się denerwować i mieć własne zdanie. Dobry kontakt z dzieckiem to przede wszystkim rozmowa,ale nie taka jak u Ciebie autorko-monosylaby hmm Nie widzę nic innego jak porozmawiać z synem jak z dorosłym człowiekiem,im prędzej tym lepiej-kiedyś możesz żałować,bo jeżeli nie zrobisz pierwszego kroku stracisz syna na zawsze! Jesteś rodzicem to ty powinnaś być tą mądrzejszą,a nie obrażać się jak smarkacz.
Zastanów się też czy jak Twój syn założy rodzinę,będzie miał żonę dzieci-a Ciebie widzieć nie będzie chciał,odetnie się od Ciebie(bo i takie scenariusze się zdarzają) będzie ci mega przyjemnie?C'nie? W takim razie gdzie byłby sens Twojego macierzyństwa?

44

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

batszebo, w którym miejscu wystąpiłam przeciw stawianiu wymagań młodym ludziom (dzieciom też)? Napisałam jedynie, że nielogicznym jest bycie zaskoczonym buntem młodego człowieka, w sytuacji gdy jest przez tychże dorosłych nauczony niefrasobliwości, nieodpowiedzialności, nauczony postawy "mnie się należy". Jasnym (dla mnie) jest, że zmiana wymagań pociąga za sobą niezadowolenie, bunt, targowanie się.

Stawianie wymagań służy rozwojowi dziecka/młodego człowieka, wymagań adekwatnych do jego wieku, umiejętności, możliwości. Brak wymagań jest czynnikiem szkodliwym, postawa raz przyzwalająca, raz wymagająca - również. Długie przebywanie na emocjonalnej huśtawce nie jest dobrą metodą wychowawczą.
Dramatem jest nie to, że ktoś ma określone wymagania w stosunku do osiemnastolatka, dramatem jest to, że ma je dopiero teraz.

45

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jasmine, trochę brakuje mi spójności pomiędzy tym, co piszesz, a tym, co zawarłaś w tytule wątku. Jeśli syn jest Ci obojętny, to dlaczego nie dajesz sobie z tą sytuacją rady? I właściwie z czym konkretnie? Z tym, że Cię zawiódł, nie spełnił Twoich oczekiwań, nie jest taki, jakim chciałabyś go widzieć, że się wyprowadził? A może z tym, że nie radzisz sobie wychowawczo? To absolutnie nie jest żadna złośliwość, usiłuję tylko dociec w czym Ty widzisz największy problem, a tym samym jak moglibyśmy Ci pomóc?

46

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Dla uspokojenia wszystkich jestesmy bardzo bogatą patologiczną rodziną!!!! Moją postawe trzeba napiętnować. Dziękuję wszystkim. Wiele się nauczyłam, nic nie wymagać od syna tylko dawać, wtedy go wspieram!!!! Nie stawiać żadnych warunków. I jescze potrzebuję wyjąsnienia kontrola, bo ktoś się tu strasznie mądrzy.
Dlaczego tu weszłam, bo myślałam, że satu jacyś rodzice, zrozumieją. Ale tu same ocenianie, i uważanie innych - mnie za głupków. Dziecku ewidentnie dzieje się krzywda i to od wielu lat, dobrze, że mi to uświadomiliście. Jednak dobrze powiedziałam, niech robi co chce, dam mu jeszcze to przeczytać, to go napewno wzmocni, w pogardzie dla ludzi. Jesteście boscy!!!!

Do kogoś tam myślacego - tak zrobiłam spotkanie - ja, syn, ojciec - gdy zaczynał się problem z terningami. Niestety zaraz tego pożałowałam, bo mój były mąż mnie ni epoparł. Wtedy stanęa kwestia na tym, bo syn o to zapytał co będzie jak nie będzie chodził na treningi - odpowiedziałam, że

1. powinien zmienić szkołę, bo z siebie durnia nie będe robiła, pół roku wcześniej prosiłam dyrektora i trenera o przyjęcie go ponowne do tej szkoły, bo baredzo chciał trenować (przez pół roku był już w innej szkole, bo miał iść na dobre studia, ale popół roku powieedział, że wraca i ni emoże bez sportu żyć)
2. nie chodzi na imprezy, bo skoro musi sie uczyć i ni ema czasu to na imprezy tez nie ma.

Kiedy zaczęłam rozliczać wyprowadzil się.

Dlaczego zrezygnował? Bo sa lepsi od niego, nikt na niego nie dmucha i nie chucha. Zachwycają sie innymi, nie nim.

47

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

a mi sie wydaje że ty nie dajesz sobie rady bo nie masz szansy kontroli i nie dzieje sie tak jak bys sobie tego zyczyła..
co to jest za tekst matki : "jak nie chce to niech nie przychodzi"????
obraziłas się na własne dziecko???

48

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

A tak powinnam go przeprosić, i obadki mu szykować i nic nie chcieć i prosić by chociaż przyszedł.
Tak jestem zołzowatą, wredna i wyrodna matką, która go kontroluje i nie daje mu oddychać!!!! Tak obraziłam się na własne dziecko!!!! bo go nie popieram, a powinnam, bo mądrze postępuje. Oboje damy sobie rade bez siebie!!!
Jest mi cholernie źle, rozpaczam.

49

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jaka jestem beznadziejnie głupia, widze problem tam gdzie go nie ma. Uparłam się jeszcze na syna, żeby mu zycie utrudnić. Wszyscy ostatecznie znaleźli rozwiązanie. Klub się wycofał, do szkoły może chodzić, a ja wyskocze teraz z 1000 zł miesięcznie dodatkowo.  Tylko czego on sie nauczył?
Klub w niego inwestował ileś lat. Cała jego klasa prawie przestaje trenować po maturze, ale teraz jeszcze trenują, bo to pewne zobowiązanie dwustronne, wypełniają do końca swoje obowiązki. Gdyby klub podpisał kontrakt wcześniej z nim zapłaciłby za taką decyzję odszkodowanie.

50

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Nie wiem czy ty posługujesz się sarkazmem ,czy na prawdę masz coś nie tak w głowie? Według mnie ludzie używający więcej niż jednego wykrzyknika prawdopodobnie mają zaburzenia emocjonalne.

51 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-14 17:59:42)

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jasmine, pomijając Twój dość mocno napastliwy ton jest dla mnie jasne, że chyba od początku dawaliście synowi zbyt wiele - mówię tutaj o pieniądzach. Być może chłopak przyzwyczaił się do tego, że spełniacie jego zachcianki (być może trenowanie było jedną z nich, podobnie jak samochód na 18 urodziny) i jego zachowanie jest teraz konsekwencją tego wszystkiego. Być może ma słaby charakter.

Z drugiej strony - piszesz w bardzo emocjonalny sposób, jesteś rozżalona na cały świat. Naprawdę nie wiem, co mamy Ci napisać.

52

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jasmine, pisząc tutaj powinnaś była się liczyć z tym, że opinie będą różne i niekoniecznie Ci się spodobają.
Niepotrzebna ironia, sarkazm. Możesz się na nas wściekać, ale to nie my mamy problem, tylko Ty.

Jeśli tak koniecznie chcesz, to olej syna. Tylko pamiętaj, że to będzie prawdopodobnie koniec jakichkolwiek pozytywnych relacji między Wami.

53

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Tak jestem rozżalona, jest mi bardzo trudno, rozpaczam, złoszczę się - jak w żalu po stracie. Pisze emocjonalnie, bo to mnie dotyczy i jest świeze. Próbuję tez zobaczyć sytuację z innej strony, myślałam, że są tu jacyś rodzice, mają jakies doświadczenia....a nie tylko krytyka i zabawa w psychiatrę. Czy sa tu jacys rodzice nastolatków? Czy wymagacie czegoś i czego od swoich dzieci, wyciągacie konsekwencje, ignorujecie?

54

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Moje dzieci są już dorosłymi osobami, ale pamiętam jeszcze czas, gdy spieraliśmy się o... wszystko. Pamiętam, że czasem miałam dość, że czasem moja złość była tak wielka, że utrudniała myślenie. Co wówczas robiłam? Odzłaszczałam się, by móc rozmawiać.

W stosunku do moich dzieci miałam wymagania, stawiałam granice, wielokrotnie spotykałam się ze słynnym "a dlaczego?" i głowiłam się nad odpowiedzią, czemu ich o coś proszę, na coś naciskam. Pamiętam, jak często uświadamiałam sobie, że moje zakazy, nakazy wypływają ze strachu i dbania o własny komfort, nie zaś o sprawy moich dzieci. Pamiętam swą wściekłość, gdy bliskie mi osoby pokazywały moje błędy, moje wpadki. Było tak do czasu, gdy uświadomiłam sobie, że te uwagi są szansą dla mnie, że są podyktowane życzliwością i chęcią pomocy, nie zaś próbą mi dokopania.

Pamiętam zdanie, niedawno powiedziane mi przez córkę, że dla niej najtrudniejszym był fakt, że niemal wszystko było jej wolno, że od niej zależały różne decyzje jej dotyczące. I że trudno było coś zrobić idiotycznego, wiedząc, że to właśnie ona poniesie konsekwencje swego zachowania. Bo to właśnie było istotnym: informowałam me dzieci o możliwych zachowaniach, ale też przekazywałam informacje na temat konsekwencji tychże. Mówiłam to i... dawałam im wybór, to one podejmowały decyzje. Wielokrotnie się niepokoiłam, ale w głowie ciągle dźwięczała mi myśl, że moje dzieci głupie nie są, że nie zrobią nic wbrew sobie, ale że zrobią na pewno różne głupoty, gdy będą do różnych rzeczy zmuszane, zrobią to, by udowodniać swą niezależność. Wiedziałam, że walka wykończy i ich, i mnie. Co jeszcze robiłam? Dużo, bardzo dużo z nimi gadałam (z nimi, a nie do nich, i wtedy, gdy chciały ze mną gadać). Pamiętam czas, gdy rozmów z synem miałam dość, bo ubóstwiał gadać ze mną i przyłapywać na każdej nielogiczności, gdy dopytywał i nie dawał się zbyć. Nie były to łatwe rozmowy.

Pamiętam też, że moje dzieci nie dostawały zawsze tego, co chciały, że nie miały wszystkiego, że swoje telefony dostały będąc osobami dorosłymi, dostały je tak późno mimo, że było nas (mnie i męża) na nie stać, mimo że ich koledzy i koleżanki już je mieli.

Pamiętam, że nie rozmawiałam z nimi będąc zła lub wściekła, że informowałam lojalnie o tym co się ze mną dzieje na skutek ich zachowania, że unikałam wówczas jakiegokolwiek bliskiego kontaktu do czasu, gdy nie pozbyłam się złości. Wiedziałam, że będąc na nich zła, nie jestem w stanie myśleć i argumentować. Takie też mieliśmy wspólne, nas wszystkich obowiązujące, ustalenia: nie gadamy i omijamy się, gdy złość przesłania nam rzeczywistość.



By uprzedzić, jestem wrogiem tzw. bezstresowego wychowania.


Edit:
Jasmine69, w pierwszym mym poście zaproponowałam, byś skorzystała z profesjonalnej pomocy, u dobrego psychologa. Później zachęcałam do szczerej rozmowy z synem. Zachęcam Cię i do jednego, i do drugiego.

55

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Czy sa tu jacys rodzice nastolatków? Czy wymagacie czegoś i czego od swoich dzieci, wyciągacie konsekwencje, ignorujecie?

Ja jestem mamą 16-letniego chłopaka. Wymagam od syna tego, czego mogę wymagać na miarę jego wieku, ale żeby wymagać od niego, przede wszystkim wymagam od siebie. Jeśli coś nakazuję czy czegoś zakazuję, to nigdy na zasadzie ,,nie, bo nie", a tłumaczę tak długo, aż mam pewność, że on też rozumie mój punkt widzenia. Mój syn ma sporo swobody, mogę powiedzieć, że naprawdę dużo, ale równocześnie jasno postawione granice. On wie, że swoboda skończy się w chwili, gdy zacznie jej nadużywać, kiedy zaczną wynikać z niej kłopoty, kiedy obowiązki zostaną zepchnięte na bok, jednym słowem, kiedy straci moje zaufanie. Dopóki jednak ma tego świadomość, to widzę, że bardzo szanuje tę zasadę i jej nie nadużywa.

Powiem szczerze, że mamy ze sobą naprawdę dobry kontakt, raczej luźny i przyjacielski, kontroluję go, ale bardzo dyskretnie, nie krzyczę. Podobnie jak Wielokropek, kiedy się zdenerwuję (jesteśmy tylko ludźmi), to wychodzę z pokoju do czasu, aż sama ochłonę - żeby nie żałować słów, za które mogłabym musieć potem przepraszać. Wcale nie dlatego, że mam problem z przepraszeniem, ale dlatego, że pewne słowa raz wypowiedziane w drugim człowieku pozostają. Nie mam problemu z przyznaniem się do błędu, kiedy się pomylę i nie udaję, że nic się nie stało. To daje synowi poczucie, że traktuję go jak partnera, nie przeciwnika.

Wymagania i konsekwencje, to temat rzeka, wiem, że czasem bywam niekonsekwentna, ale też dlatego nigdy nie wypowiadam gróźb, z których spełnieniem miałabym problem. NIGDY nie powiedziałam synowi, że dopóki żyje pod moim dachem, to ma stosować się do moich zasad - to burzy w dziecku poczucie autonomii i tego, że to co dla niego jest ważne, równie ważne jest także dla nas.

Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać, jeśli masz pytania, to pytaj.

56

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jak się cieszę, że jest tu jakiś jeszcze jeden niedoskonały rodzic!!! Naprawdę dzięki. Czuję sie tragicznie. Oczywiście boje się, że tak juz zostanie, ale nie moge teraz z nim rozmawiać, jestem zbyt zrozpaczona, zawiedziona, zła. Naprawdę dzięki, że ktoś też chociaz raz miał dość swoich dzieci. Może tak narazie musi być, może każdy musi pobyć sam, przemyśleć, ale to łatwo powiedziec, to nie zmniejsza mojej rozpaczy. Nie uważam, żebym zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę lub stawiała za wysokie wymagania. On miał zawsze dużo swobody i nie jest tak, że nie rozmawialiśmy. Bardzo mnie ta sytuacja rani. Nie widze z niej wyjścia.

57

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Jasmine69 a nie możesz z nim usiąść i porozmawiać jak człowiek?

58

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Sprawa nie jest prosta i wydaje mi się, że dużą odpowiedzialność ponosi za to wszystko ojciec Twojego syna. Łatwo jest syna wychowywać korespondencyjnie, tzn. że on mieszka z matką, a ojciec śle kasę. Wtedy tatuś jest super, bo się nie czepia i daje forsę, a matka to zołza bo żyć nie daje. I tak oto bawicie się w dobrego i złego policjanta.

Twojemu mężowi wszystko jedno, bo on pieniądze da i młodemu da. Młody do łatwego pieniądza przyzwyczajony, więc u tatusia chętnie siedzi. A że matka wie o problemach syna, coś wymaga i truje, to niestety syn się dupą obrócił.

Inna sprawa to ta nieszczęsna osiemnastka - ludziom wtedy kompletnie potrafi odbić, bo on dorosły, bo on decyduje, a nie daj Bóg jak jeszcze za młodu się nasłuchał "dopóki nie masz osiemnastu lat, to..." to już w ogóle przechlapane.

Moja rada: czy próbowałaś porozmawiać z jego ojcem? Tak na spokojnie, we dwójkę, bez syna. Przedstawić mu to jak wygląda ostatnio zachowanie młodego i dlaczego się martwisz? Musisz tylko trochę przytemperować swój charakter, który wydaje się być trochę bojowy.

Pamiętaj, syn jest teraz w takim okresie, że bardzo mocno rzutuje na jego przyszłość. Jeżeli teraz wraz z jego ojcem nic nie zrobicie, to chłopak zamieni się w starego nieroba liczącego na pieniądze od tatusia. A tatuś wiecznie dawać nie będzie.

59

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Nie mogę, po prostu nie dam rady. Mam już doś gadania, nikt z nas nic nowego nie powie, tak myślę. We mnie tez coś sie zacieło i dominuje - jak nie to nie. Ale rozpaczam.

60

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Nie mogę, po prostu nie dam rady. Mam już doś gadania, nikt z nas nic nowego nie powie, tak myślę. We mnie tez coś sie zacieło i dominuje - jak nie to nie. Ale rozpaczam.

Ale inaczej niż poprzez otwartą, spokojną rozmowę tego problemu nie ruszysz. Możesz jechać na psychotropach, ale to nie jest wyjście.

61

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Jak się cieszę, że jest tu jakiś jeszcze jeden niedoskonały rodzic!!! Naprawdę dzięki. Czuję sie tragicznie.

Jasmine, wybacz, bo już się we mnie zagotowało - ja po prostu odpowiedziałam na Twoje pytanie. Mam Ci napisać, że jestem beznadziejną matką po to tylko, aby poprawić Ci samopoczucie??? Nie jestem idealna, ale moje metody wychowawcze do tej pory się sprawdzają. Nie mam pojęcia co będzie za rok czy dwa lata, ale na tę chwilę to wszystko funkcjonuje i działa. Nie będę za to przecież przepraszać.

Wiesz, konstruktywna pomoc nie polega na tym, aby poklepać po pleckach, ale aby wskazać błędy i drogę do ich skorygowania. Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko, które za nic nie dopuści do siebie, że mogło nawalić, a przy tym winnych szuka wszędzie, byle nie w sobie. Mało tego, nawet nie raczysz zauważyć, że osoby wypowiadające się w tym wątku poświęcają Ci swój wolny czas i usiłują pomóc. W tym tonie ta dyskusja doprawdy nie ma sensu.

62

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Chcesz rozwiązać problem, ale nie chcesz rozmawiać. Sorry, nie dajesz dobrego przykładu.

63

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady
Jasmine69 napisał/a:

Jak się cieszę, że jest tu jakiś jeszcze jeden niedoskonały rodzic!!! Naprawdę dzięki. Czuję sie tragicznie. Oczywiście boje się, że tak juz zostanie, ale nie moge teraz z nim rozmawiać, jestem zbyt zrozpaczona, zawiedziona, zła. Naprawdę dzięki, że ktoś też chociaz raz miał dość swoich dzieci. Może tak narazie musi być, może każdy musi pobyć sam, przemyśleć, ale to łatwo powiedziec, to nie zmniejsza mojej rozpaczy. Nie uważam, żebym zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę lub stawiała za wysokie wymagania. On miał zawsze dużo swobody i nie jest tak, że nie rozmawialiśmy. Bardzo mnie ta sytuacja rani. Nie widze z niej wyjścia.

Czytajac Twoj post widze sytuacje swoja I swojego ojca. Tylko ja wyjechalam za granice, a on taki rozzloszczony, rozzalony, zostal w polsce. Mnie nie ma juz prawie 4lata. Nie wyjasnilismy sobie tego na swiezo. Chcesz znac skutek? Stracilam ojca, a on stracil corke. Ten jego zal urosl do tego stopnia, tak go sobie nakrecil, ze nie ma szansy, zeby naprawic ta relacje. Wnioskuje, ze masz jednego syna. Chcesz go stracic? Czekaj dalej... pamietaj, ze to Ty jestes matka. A on ma TYLKO 18lat. Wbrew temu co mysli... naprawde radze Ci schowac zal I nerwy do kieszeni I postarac sie dogadac z synem... on ma teraz okres buntu, czuje, xe ma 18lat I mu wszystko wolno. To jest normalne kiedy sie ktos zagubi. Rozmawiaj z nim jak z doroslym, ale pamietaj, ze to tak naprawde jeszcze dziecko.......

64

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Więc ja starciłam syna a on matkę. Zyczemu mu szczęścia. Teraz wszystkie nieszczęśliwe dzieci, będą się na mnie wyżywać i mówić mi co należy do moich obowiązków. Juz nie mam żadnych, jest dorosły i niech robi co chce. A ja przepracuję swój ból.

65

Odp: wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

No pewnie, najlepiej schować głowę w piasek.

Posty [ 1 do 65 z 92 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » wyprowadzka syna - nie daję sobie rady

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026