W temacie zwiększenia poczucia własnej wartości.
Poszukuję książek, podręczników, kursów, wskazówek, rad itd., które będą skutecznie i przetestowane.
Będę niezmiernie wdzięczna za każdą odpowiedź ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Sposoby na poprawę swojej samooceny
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
W temacie zwiększenia poczucia własnej wartości.
Poszukuję książek, podręczników, kursów, wskazówek, rad itd., które będą skutecznie i przetestowane.
Będę niezmiernie wdzięczna za każdą odpowiedź ![]()
Podobne tematy
Hypatia, wg mnie najważniejsze w tej kwestii jest pokochanie siebie, otaczanie się dobrymi ludźmi, realizowanie się w obszarach, które są dla ciebie ważne, ciekawe i sprawiają Ci przyjemność. To tak docelowo ![]()
A po drodze warto się zastanowić nad schematami myślowymi, które w niskie poczucie własnej wartości Cię wpędzają. Skąd się one wzięły i na co chciałabyś je zamienić. Wymaga to uważnej samoobserwacji, wyłapywania, kiedy i czego dotyczy zła ocena siebie, co jest impulsem do takiego samopoczucia. Czy zawsze tak miałaś, czy były jakieś wydarzenia, na skutek których zaczęłaś tak siebie oceniać. Może to słowa i teksty, które słyszałaś w domu, albo od innych ludzi. Może to są porażki przez które przestałaś wierzyć w siebie... ale jesteś tu i teraz, chcesz się poczuć lepiej, więc na pewno uda Ci się zauważyć zbędność tych schematów i zamienić je na inne, zdrowe i ułatwiające Ci życie, a nie ułatwiające autosabotaż;)
Jeśli chodzi o rzeczy "skuteczne i przetestowane" to niestety nie mogę polecić żadnych kursów ani poradników. Nie mówię o terapii czy rzeczowych opracowaniach psychologicznych, bo takowych jednak nie nazwałabym kursem czy poradnikiem.
Z reguły są to pseudo-psychologiczne, hurra optymistyczne i zgrabne frazesy, które wewnętrznie nic za specjalnie nie zmieniają, ale dają chwilowy zastrzyk motywacji i nawet nie wiadomo do końca do czego motywacji.
Dookoła widzę mnóstwo ludzi, którzy kupują masę książek o tzw rozwoju osobistym (swoją drogą z reguły pisane przez niezłych kryminalistów:P) i wynika z tego jedynie... zadowolenie z tego, że coś takiego się przeczytało, po czym następuje poszukiwanie kolejnej tego typu książki.
Oczywiście jak wypowie się ktoś, komu tego typu podręczniki pomogły to nie będę podważać. Napisałam tylko moje obserwacje i doświadczenia ![]()
Wiele sensownych porad znalazłam w internecie. Wystarczy wystukać odpowiednią frazę w wyszukiwarce Google. Najlepszy jednak poradnik nie pomoże, jeżeli sami nie zmienimy swojej życiowej postawy i myślenia. Wiem, bo pracowałam i wciąż pracuję nad sobą. Obserwuję zmiany na lepsze, ale odradzam liczenie na cud i pośpiech w tej sprawie.
Polecam artykuły i blog Joanny Godeckiej. Wiele trafnych spostrzeżeń zawarła też moja poprzednicza z wątku.
Moim zdaniem najpierw trzeba znaleźć przyczynę niskiej samooceny i po prostu dokładnie to sprecyzować. Problem, jakaś kwestia krytyczna jest zawsze, niekoniecznie musimy być tego świadomi.
Czy masz na myśli samoocenę ogólną czy poprawianie samooceny, poczucia własnej wartości w konkretnych obszarach/w relacji z konkretnymi cechami charakteru, kompleksami itp.?
Moja koleżanka wielbi tą książkę i daje ją wszystkim znajomym... ja osobiście jej nie przeczytałam do końca bo gadka o Bogu mnie zanudzała,
ale skoro Ona tak ją zachwala to musi coś w niej być , może ja nie zrozumiałam .
Jesteś cudem -Brett Regina
Oczywiście, że zastanawiam się nad schematami myślowymi, jednak czasem nie jest łatwo samemu dojść do źródła danego problemu. A wspomniane podręczniki czy wskazówki traktuję jedynie jako dodatek do mojej pracy nad sobą. ![]()
Czy masz na myśli samoocenę ogólną czy poprawianie samooceny, poczucia własnej wartości w konkretnych obszarach/w relacji z konkretnymi cechami charakteru, kompleksami itp.?
Myślę, że na samoocenę ogólną składa się kilka obszarów naszej osobowości, dlatego jeżeli powiedzmy 2 z nich są " w złym stanie", samoocena ogólna też nie może być zbyt wysoka. U mnie problemem jest sposób postrzegania siebie, mam takie dni, gdzie czuję się super ładną i inteligentną laską, ale zdarzają się też takie gdzie jest totalnie na odwrót i czuję się jak dno. Wydaje mi się, że mam bardzo niejednolity (hmm...nie wiem jak to bardziej precyzyjnie określić) obraz siebie w głowie.
Kolejnym problemem jest też to jak mnie postrzegają inni, często mam wrażenie, że w sposób nie dość dobry (tzn. wedle moich wymagań rzecz jasna). Blokuje mnie to w relacjach i przez to odsuwam się w pewien sposób od ludzi, wybierając bierność i woląc zniknąć w tzw. tłumie.
Moja koleżanka wielbi tą książkę i daje ją wszystkim znajomym... ja osobiście jej nie przeczytałam do końca bo gadka o Bogu mnie zanudzała,
ale skoro Ona tak ją zachwala to musi coś w niej być , może ja nie zrozumiałam .Jesteś cudem -Brett Regina
A ja Reginę Brett bardzo lubię i doceniam. Nie słodzi, nie lukruje, jest autentyczna i wcale nie płytka. A że o Bogu - czemu nie? Skoro inspirują nas religie Wschodu, jakieś medytacje itd., czemu nie czerpać pełnymi garściami z chrześcijaństwa.
Nie jestem religijna, ale życiowe inspiracje czerpię zewsząd, także z katolicyzmu.
A propos budowania samooceny i Boga, przeczytałam kiedyś, że krytykując siebie, obrażamy Jego, bo On bubli nie tworzy i ma wobec nas plan. Czy to nie jest wspierająca myśl?
A te takie huśtawki to pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu, czy po prostu, taki dzień i już?
Wiesz, inni zawsze będą postrzegać Cię różnie, ludzie mają tendencję do oceniania bez poznania historii drugiej osoby - to raczej się nie zmieni. Warto sobie uświadomić, że ludzie przychodzą i odchodzą, ale są tacy, którzy zostają i zostaną na długo. Ponosimy ryzyko za każdym razem, kiedy mamy otworzyć się przed kimś, kiedy chcemy innych sobą w jakiś sposób zainteresować, ale kiedy robimy to świadomie i ostrożnie, nie powinniśmy mieć z tego powodu kłopotów. Postaw na siebie, na to jaka jesteś, bo zmienianie się pod ludzi naprawdę niczego dobrego na dłuższą metę nie przyniesie. Po jakimś czasie zaczniesz widzieć w lustrze kogoś innego, kto tylko spełnia oczekiwania innych, a to nie na tym polega. Jeśli postrzegają Cię źle, bez poznania Ciebie, Twojego życia, Twoich poglądów i powodów dla których zachowujesz się tak, a nie inaczej, czy podejmujesz takie, a nie inne decyzje to… naprawdę chcesz mieć takich ludzi wokół siebie? Niech tak robią, ale Ty ich nie potrzebujesz. To nie znaczy, że masz się zamknąć, ale zwyczajnie - zacząć od wiary w to, że jesteś na tyle wartościową osobą, że warto się z Tobą przyjaźnić, kolegować itp., ale jednocześnie musisz sobie uświadomić, że nie każdy do siebie pasuje, tak najzwyczajniej w świecie i to nie jest kwestia tego czy jesteśmy "fajni" czy nie.
zacząć od wiary w to, że jesteś na tyle wartościową osobą, że warto się z Tobą przyjaźnić, kolegować itp., ale jednocześnie musisz sobie uświadomić, że nie każdy do siebie pasuje, tak najzwyczajniej w świecie.
W dziesiąteczkę! ![]()
A te takie huśtawki to pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu, czy po prostu, taki dzień i już?
Zazwyczaj zależą od tego jak "układa mi się" z ludźmi. Wychodzi więc na to, że swoją samoocenę uzależniam od swoich zdolności społecznych i odbioru mnie przez innych.
Dziękuję Ci też za krzepiące słowa, zdecydowanie masz rację.
Gdyby tylko umiała w sobie umocnić to przekonanie, o swojej wartości...cóż wiem, że to nie stanie się z dnia na dzień.
interlokutorka napisał/a:A te takie huśtawki to pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu, czy po prostu, taki dzień i już?
Zazwyczaj zależą od tego jak "układa mi się" z ludźmi. Wychodzi więc na to, że swoją samoocenę uzależniam od swoich zdolności społecznych i odbioru mnie przez innych.
Dziękuję Ci też za krzepiące słowa, zdecydowanie masz rację.
Gdyby tylko umiała w sobie umocnić to przekonanie, o swojej wartości...cóż wiem, że to nie stanie się z dnia na dzień.
Tylko że nie jest dobrą metodą czerpać swojej wartości ze względu podejścia do twojej osoby innych. W życiu jest tak że im bardziej wartościowa jesteś tym częściej trafiasz na zawistników którzy by ciebie w łyżce wody utopili. Musisz swoje poczucie własnej wartości czerpać przede wszystkim od siebie i realizowanych celów przez siebie. Jak jakiś plan ci nie wychodzi to go modyfikujesz na łatwiejszy i wykonujesz zwiększając z czasem poprzeczkę.
interlokutorka napisał/a:A te takie huśtawki to pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu, czy po prostu, taki dzień i już?
Zazwyczaj zależą od tego jak "układa mi się" z ludźmi. Wychodzi więc na to, że swoją samoocenę uzależniam od swoich zdolności społecznych i odbioru mnie przez innych.
Dziękuję Ci też za krzepiące słowa, zdecydowanie masz rację.
Gdyby tylko umiała w sobie umocnić to przekonanie, o swojej wartości...cóż wiem, że to nie stanie się z dnia na dzień.
Bardzo proszę :-)
Oczywiście, że nie stanie się to z dnia na dzień, ale jak już uświadomisz sobie powód niskiej samooceny, to łatwiej z tym walczyć, a właściwie budować poczucie własnej wartości. Zastanów się, dlaczego Ty, na miejscu kogoś innego, chciałabyś się ze sobą przyjaźnić, współpracować, kolegować czy mieć jakiekolwiek inne kontakty, relacje? Może wcale nie jesteś taka nie-fajna? Poza tym, uzależnianie swojego szczęścia i dobrego samopoczucia od innych, wrzuca nas często do takiego zamkniętego koła, nieco niebezpiecznego miejscami. Może jeszcze nie poznałaś wszystkich swoich mocnych stron, może jeszcze nie odkryłaś wielu atutów i tak bardzo chcesz czuć się lubiana, potrzebna, doceniania przez innych. Ale ludzie widzą to, co chcesz im pokazać i to, co płynie z Twojego wnętrza. Poza tym… wielu z nich naprawdę nie jest wart zmieniania się na siłę. Rób wszystko w zgodnie z własnym sumieniem.
A tak odwracając moje wcześniejsze pytanie: dlaczego uważasz, że Twoja wartość jest nie-za-wysoka?
A tak odwracając moje wcześniejsze pytanie: dlaczego uważasz, że Twoja wartość jest nie-za-wysoka?
Myślę, że przekonanie o niskiej wartości narodziło się u mnie już w dzieciństwie. Miałam nadopiekuńczych rodziców, którzy wyręczali mnie praktycznie we wszystkim, opowiadając przy tym, że świat jest zły i niebezpieczny. Wyrosło więc we mnie przekonanie, że jestem niezdolna do wykonywania większości rzeczy, bo dostawałam przekaz "mama zrobi to lepiej od ciebie". To też nie jest tak, że teraz chcę zrzucać całą winę na rodziców, bo wiem, że oni chcieli jak najlepiej dla mnie, ale nie da się ukryć, że wyszło jak wyszło...
Kolejna rzecz to to, że miałam też od dzieciństwa problem z nawiązywaniem relacji z ludźmi poza rodziną. Byłam bardzo wycofana, nieśmiała, nie angażowałam się w zabawy rówieśników itd. Przez co byłam zawsze gdzieś poza grupą, co też podkopywało moją samoocenę.
Dziś uświadamiam sobie to wszystko, ale ciągle gdzieś we mnie siedząc te "przekonania", kiedy w czasie realnym odtwarza się jakaś podobna sytuacja do tej z dzieciństwa, to te przekonania silnie odżywają.
miłaPandzia napisał/a:Moja koleżanka wielbi tą książkę i daje ją wszystkim znajomym... ja osobiście jej nie przeczytałam do końca bo gadka o Bogu mnie zanudzała,
ale skoro Ona tak ją zachwala to musi coś w niej być , może ja nie zrozumiałam .Jesteś cudem -Brett Regina
A ja Reginę Brett bardzo lubię i doceniam. Nie słodzi, nie lukruje, jest autentyczna i wcale nie płytka. A że o Bogu - czemu nie? Skoro inspirują nas religie Wschodu, jakieś medytacje itd., czemu nie czerpać pełnymi garściami z chrześcijaństwa.
Nie jestem religijna, ale życiowe inspiracje czerpię zewsząd, także z katolicyzmu.
A propos budowania samooceny i Boga, przeczytałam kiedyś, że krytykując siebie, obrażamy Jego, bo On bubli nie tworzy i ma wobec nas plan. Czy to nie jest wspierająca myśl?
Nie każdemu przypadnie do gustu metoda ''Bug jest cudowny , stworzył mnie wiec ja też muszę być cudowna''.
Wiec radze najpierw przeczytać kilka stron przed zakupem. Tak jak pisałam wcześniej to nie książka dla każdego.
Może znajdzie się ktoś, kto zechce się podzielić swoją drogą do poprawy samooceny? ![]()
Piegowata'76 napisał/a:miłaPandzia napisał/a:Moja koleżanka wielbi tą książkę i daje ją wszystkim znajomym... ja osobiście jej nie przeczytałam do końca bo gadka o Bogu mnie zanudzała,
ale skoro Ona tak ją zachwala to musi coś w niej być , może ja nie zrozumiałam .Jesteś cudem -Brett Regina
A ja Reginę Brett bardzo lubię i doceniam. Nie słodzi, nie lukruje, jest autentyczna i wcale nie płytka. A że o Bogu - czemu nie? Skoro inspirują nas religie Wschodu, jakieś medytacje itd., czemu nie czerpać pełnymi garściami z chrześcijaństwa.
Nie jestem religijna, ale życiowe inspiracje czerpię zewsząd, także z katolicyzmu.
A propos budowania samooceny i Boga, przeczytałam kiedyś, że krytykując siebie, obrażamy Jego, bo On bubli nie tworzy i ma wobec nas plan. Czy to nie jest wspierająca myśl?Nie każdemu przypadnie do gustu metoda ''Bug jest cudowny , stworzył mnie wiec ja też muszę być cudowna''.
Wiec radze najpierw przeczytać kilka stron przed zakupem. Tak jak pisałam wcześniej to nie książka dla każdego.
Dla osób nie wierzących faktycznie książka może być niezbyt dobrą lekturą. Ale patrząc się na to jako osoba wierząca, faktycznie coś w tym jest. Nasza dusza jest idealna bo pochodzi od Boga, nie ważne czy jesteśmy kalecy, brzydcy czy mamy niskie poczucie własnej wartości. Owszem jesteśmy w stanie naszym życiem potępić swoją dusze. Druga sprawa dusza to dusza ale jak głosi pismo święte, kiedy Jezus przyjdzie powtórnie na świat, ludzie zbawieni dostaną nowe idealne ciało i zamieszkają na odrodzonej ziemi która nie będzie miała już chorób i śmierci. Nawet zwierzęta nie będą jeść mięsa już ![]()
Może znajdzie się ktoś, kto zechce się podzielić swoją drogą do poprawy samooceny?
Chętnie, ale ja jeszcze też poszukuję jak najlepszą drogę żeby to zmienić. Więc absolutnie nie czuje się osobą która miałaby prawo być jakimś autorytetem ![]()
Chętnie, ale ja jeszcze też poszukuję jak najlepszą drogę żeby to zmienić. Więc absolutnie nie czuje się osobą która miałaby prawo być jakimś autorytetem
Z czego u Ciebie wynika niskie poczucie własnej wartości?
Może znajdzie się ktoś, kto zechce się podzielić swoją drogą do poprawy samooceny?
u mnie problem tkwił bardzo głęboko. Mianowicie od najmłodszych lat rodzice podcinali skrzydła ;/
w końcu któregos dnia siadłam i zadałam sobie pytanie : po cholere jeszcze tego słuchasz?
Najwazniejsze to uświadomić sobie wpływ innych ludzi na siebie i swoją sytuację. No bo czy jak Jolka z mięsnego powie, ze masz wielki tyłek to coś się stanie? Nie. Bedziesz miała dalej swoje życie, mieszkanie, pracę itd a Jolka i tak będzie gadać.
Mnie bardzo dużo dało to, ze przestałam się przejmować tym co mówią. Przeciez i tak ja znam prawdę. Jak ktoś będzie nia zainteresowany to przyjdzie i zapyta a jak nie i woli powtarzać ploty to świadczy o tej osobie. I tak małymi kroczkami stałam się silną babką, która kieruje swoim życiem sama ![]()
Ze mną jest troche inny problem. Mam poczucie własnej wartości ale ze względu na nerwice czasem nie potrafie swoich pozytywnych stron wykorzystać. A swoje negatywne "pielęgnuje" i są takie dni kiedy czuje się źle, jak osoba niepełnowartościowa.
Ze mną jest troche inny problem. Mam poczucie własnej wartości ale ze względu na nerwice czasem nie potrafie swoich pozytywnych stron wykorzystać. A swoje negatywne "pielęgnuje" i są takie dni kiedy czuje się źle, jak osoba niepełnowartościowa.
Rozumiem Cię, też cierpiałam na nerwicę lękową. To paskudztwo potrafi bardzo zaburzyć obraz własnej osoby.
Revenn napisał/a:Ze mną jest troche inny problem. Mam poczucie własnej wartości ale ze względu na nerwice czasem nie potrafie swoich pozytywnych stron wykorzystać. A swoje negatywne "pielęgnuje" i są takie dni kiedy czuje się źle, jak osoba niepełnowartościowa.
Rozumiem Cię, też cierpiałam na nerwicę lękową. To paskudztwo potrafi bardzo zaburzyć obraz własnej osoby.
Tak na dodatek dochodzą dolegliwości fizyczne z tym związane. Więc jak tu pokazać swoje pozytywne strony, dobrze się zaprezentować przed ludźmi. To jest mój główny problem, bo pozytywne strony swoje znam dobrze.
Każdego dnia stań sobie przed lustrem, popatrz i powiedz do siebie - jestem zajebista ![]()
Myślę, że pół roku takich "zabiegów" i powinno się poprawić z samooceną.
To jest w sumie mój sposób ^^ ale dosłownie kilka dni temu widziałem coś takiego chyba w jakimś programie na YT, nie mogę sobie teraz przypomnieć w czym i gdzie to było, trochę się zdziwiłem.
Każdego dnia stań sobie przed lustrem, popatrz i powiedz do siebie - jestem zajebista
Myślę, że pół roku takich "zabiegów" i powinno się poprawić z samooceną.
To jest w sumie mój sposób ^^ ale dosłownie kilka dni temu widziałem coś takiego chyba w jakimś programie na YT, nie mogę sobie teraz przypomnieć w czym i gdzie to było, trochę się zdziwiłem.
bez "makijażu"
trzeba to wykonywać
Każdego dnia stań sobie przed lustrem, popatrz i powiedz do siebie - jestem zajebista
Myślę, że pół roku takich "zabiegów" i powinno się poprawić z samooceną.
To jest w sumie mój sposób ^^ ale dosłownie kilka dni temu widziałem coś takiego chyba w jakimś programie na YT, nie mogę sobie teraz przypomnieć w czym i gdzie to było, trochę się zdziwiłem.
jesli jest znaczny dysonans pomiedzy tym, co sie mowi a w co sie wierzy, to mozna sobie do smierci stac przed lustrem i mowic - jestem zajebista, a efektu nie bedzie. To jest na podobnej zasadzie, jak wmawianie sobie - jestem bogaty, mam duzo pieniedzy, podczas gdy calym soba odczuwamy deficyt w tej materii. Dlatego podobne afirmacje nie dzialaja. Jesli nie wierzymy w to, co mowimy, nic sie nie zmieni. Wiara jest kluczowa w tym procesie. Czlowiek z niskim poczuciem wartosci kwestionuje pozytywne opinie innych na swoj temat, jak wiec ma uwierzyc sobie, gdy bedzie powtarzal do lustra formulki, ktorych w ogole nie czuje?
Podnoszenie samooceny musi odbywac sie na zasadzie - najpierw, jak ktos slusznie zauwazyl, dotarciu do poczatku i uswiadomienie sobie, skad ona sie wziela, jakie byly przyczyny. Trzeba je logicznie przeanalizowac, przyjac do wiadomosci, ze inni maja prawo do wlasnych ocen i w ich oczach mozemy byc mowiac krotko do dupy, ale to nie jest prawda obiektywna, tylko subiektywna. Ludzie oceniaja nas przez pryzmat swoich wlasnych doswiadczen, nie zawsze tez w danej chwili mysla to, co mowia, moze przemawiac przez nich zlosc na przyklad.
Uswiadomienie sobie, ze nie musimy wszystkim odpowiadac, nie musza sie z nami zgadzac ani nas lubic a my ich, ze nie musimy byc idealni i ze mamy prawo popelniac bledy, byc smieszni a nawet glupi, to duzy krok. Potem warto wyszukiwac pozytywne cechy u siebie, kazdy ma jakies. Dobrze wypisywac je na kartce (dodatkowy bodziec). Nawet zwykle pozytywne gesty warto punktowac np. ustapilem miejsca w autobusie...Chodzi o to, aby zwracac swoja uwage na rzeczy, ktore sa pozytywne i dobre, bo to podnosi nasza wartosc w swoich oczach. Dajemy sami sobie konkretne przyklady, ze wnosimy jakas wartosc do zycia innych. Zyczliwosc tez jest wartoscia. Punktujemy wiec wszystko i zapisujemy. Codziennie. I czytamy. I stwierdzamy ze zdumieniem, ze troche tego dobrego sie uzbieralo i wciaz dochodzi nowe. Nie jestesmy tacy najgorsi. Przeciwnie. Jestesmy fajni, dobrzy, madrzy, wrazliwi... Mamy wiele do zaoferowania innym. Itd...
W ten sposob bezbolesnie i naturalnie odbywa sie proces podnoszenia swojej samooceny. Czujemy sie lepsi, czujemy sie coraz bardziej zajebiscie, zamiast stac przed lustrem, wykrzywiac usta w sztucznym usmiechu i mowic - jestem zajebisty, jestem zajebisty...jestem zajebisty... podczas gdy w ogole tak sie nie czujemy. Gdyby same slowa mialy taka moc sprawcza to wszyscy staliby przed lustrami i spelniali marzenia
Samoocena to jest tylko jakies nabyte przekonanie na swoj temat, nic wiecej a kazde przekonanie mozna przeciez zmienic. Samo to napawa optymizmem i zagrzewa do dzialania. Zmieniamy czy weryfikujemy rozne poglady i przekonania w zyciu na rozne tematy i ludzi, czemu nie mielibysmy zmienic na swoj temat? Powodzenia Autorko. Dasz rade.Jestes wartosciowym czlowiekiem. I stac Cie na wiele.
Też zmagałam się z tym problemem. Pomogły mi wizyty u psychologa. Polecam również spotkania ze znajomymi, jeśli masz. Gdy robisz coś dla innych ludzi, powinnaś poczuć się bardziej potrzebna dla innych.
jesli jest znaczny dysonans pomiedzy tym, co sie mowi a w co sie wierzy, to mozna sobie do smierci stac przed lustrem i mowic - jestem zajebista, a efektu nie bedzie. To jest na podobnej zasadzie, jak wmawianie sobie - jestem bogaty, mam duzo pieniedzy, podczas gdy calym soba odczuwamy deficyt w tej materii. Dlatego podobne afirmacje nie dzialaja. Jesli nie wierzymy w to, co mowimy, nic sie nie zmieni. Wiara jest kluczowa w tym procesie. Czlowiek z niskim poczuciem wartosci kwestionuje pozytywne opinie innych na swoj temat, jak wiec ma uwierzyc sobie, gdy bedzie powtarzal do lustra formulki, ktorych w ogole nie czuje?
Podnoszenie samooceny musi odbywac sie na zasadzie - najpierw, jak ktos slusznie zauwazyl, dotarciu do poczatku i uswiadomienie sobie, skad ona sie wziela, jakie byly przyczyny. Trzeba je logicznie przeanalizowac, przyjac do wiadomosci, ze inni maja prawo do wlasnych ocen i w ich oczach mozemy byc mowiac krotko do dupy, ale to nie jest prawda obiektywna, tylko subiektywna. Ludzie oceniaja nas przez pryzmat swoich wlasnych doswiadczen, nie zawsze tez w danej chwili mysla to, co mowia, moze przemawiac przez nich zlosc na przyklad.
Uswiadomienie sobie, ze nie musimy wszystkim odpowiadac, nie musza sie z nami zgadzac ani nas lubic a my ich, ze nie musimy byc idealni i ze mamy prawo popelniac bledy, byc smieszni a nawet glupi, to duzy krok. Potem warto wyszukiwac pozytywne cechy u siebie, kazdy ma jakies. Dobrze wypisywac je na kartce (dodatkowy bodziec). Nawet zwykle pozytywne gesty warto punktowac np. ustapilem miejsca w autobusie...Chodzi o to, aby zwracac swoja uwage na rzeczy, ktore sa pozytywne i dobre, bo to podnosi nasza wartosc w swoich oczach. Dajemy sami sobie konkretne przyklady, ze wnosimy jakas wartosc do zycia innych. Zyczliwosc tez jest wartoscia. Punktujemy wiec wszystko i zapisujemy. Codziennie. I czytamy. I stwierdzamy ze zdumieniem, ze troche tego dobrego sie uzbieralo i wciaz dochodzi nowe. Nie jestesmy tacy najgorsi. Przeciwnie. Jestesmy fajni, dobrzy, madrzy, wrazliwi... Mamy wiele do zaoferowania innym. Itd...
W ten sposob bezbolesnie i naturalnie odbywa sie proces podnoszenia swojej samooceny. Czujemy sie lepsi, czujemy sie coraz bardziej zajebiscie, zamiast stac przed lustrem, wykrzywiac usta w sztucznym usmiechu i mowic - jestem zajebisty, jestem zajebisty...jestem zajebisty... podczas gdy w ogole tak sie nie czujemy. Gdyby same slowa mialy taka moc sprawcza to wszyscy staliby przed lustrami i spelniali marzeniaSamoocena to jest tylko jakies nabyte przekonanie na swoj temat, nic wiecej a kazde przekonanie mozna przeciez zmienic. Samo to napawa optymizmem i zagrzewa do dzialania. Zmieniamy czy weryfikujemy rozne poglady i przekonania w zyciu na rozne tematy i ludzi, czemu nie mielibysmy zmienic na swoj temat? Powodzenia Autorko. Dasz rade.Jestes wartosciowym czlowiekiem. I stac Cie na wiele.
Dziękuję.
Twoje słowa przemawiają do mnie bardzo mocno.
Podnoszenie samooceny musi odbywac sie na zasadzie - najpierw, jak ktos slusznie zauwazyl, dotarciu do poczatku i uswiadomienie sobie, skad ona sie wziela, jakie byly przyczyny. Trzeba je logicznie przeanalizowac, przyjac do wiadomosci, ze inni maja prawo do wlasnych ocen i w ich oczach mozemy byc mowiac krotko do dupy, ale to nie jest prawda obiektywna, tylko subiektywna. Ludzie oceniaja nas przez pryzmat swoich wlasnych doswiadczen, nie zawsze tez w danej chwili mysla to, co mowia, moze przemawiac przez nich zlosc na przyklad.
.
Dobrze powiedziane i warto o tym pamietac!
U mnie bardzo leżała samoocena po rozstaniu z facetem. I wyjąc po raz milionowy przy jedz, módl się, kochaj trafiłam w internetach na zdanie, że żeby w pełni kogoś pokochać muszę najpierw pokochać siebie.
Zaczęłam robić małe rzeczy jak np. co rano pomalowałam rzęsy. potem rolki, bieganie, pyszny obiad. I pomału wchodziło mi to w nawyk. Naprawdę stałam się szczęśliwa. Zajęło mi to około 7-8 miesięcy ale warto było ![]()
Taki problem przechodzi w większym czy mniejszym stopniu każda z dziewczyn. Również mnie dotknął
Podniosłam swoja samoocenę przez sukcesywne ulepszanie swojego zewnętrznego wyglądu. Zaczęłam od diety i ćwiczeń w domu, późnej przerzuciłam sie na siłownię. Poznałam mnóstwo świetnych osób, często się z nimi spotykam. Spędzam czas na swoich pasjach, endorfiny i te sprawy
Każdy musi znaleźć cos dla siebie co spowoduje, ze sprawy "kompleksowe" zejda na drugi plan. Powodzenia.
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Sposoby na poprawę swojej samooceny
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026