Cześć dziewczyny i chłopaki.
Postanowiłam tutaj napisać, by się wygadać. Może i od Was usłyszeć jakąś radę. Rozpadła mi się kolejna relacja, tak naprawdę nim się zaczęła.
Poznaliśmy się na portalu randkowym. Pierwsze spotkanie było mile, i doszło do niego po wymianie kilku wiadomości. Facet się jakoś tam otwierał, i w sumie mi to odpowiadało, choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że w ogóle nie powinnam dopuścić do drugiego spotkania. Postawił się na nim w nazwijmy to pozycji raka. Opowiedział parę zdań o swojej związkowej przeszłości i tym samym dał mi wyraźny sygnał, ze może mieć kłopot z zaangażowaniem. Wtedy mnie to nie wystraszyło, bo ja też za łatwo się nie otwieram na miłość. Opowiedział mi też o tym jak to kiedyś na tym portalu umawiał się z wieloma laskami nawet tego samego dnia, ale to już przeszłość. Wtedy też mnie to nie zaniepokoiło, po prostu chciał kogoś poznać i tyle. Spotykaliśmy się dalej, knajpki, spacery, rozmowy, ale raczej o swoich doświadczeniach, w końcu sex, który wisiał w powietrzu. Wydawało mi się, że nadajemy na tej samej fali, był mi w wielu sprawach bliski emocjonalnie, bo mieliśmy i podobne doświadczenia. Ja jednak niechętnie i bardzo mało mówiłam o swojej przeszłości, raczej chciałam by on mnie poznał poprzez wyrażenie moich własnych poglądów na życie, przez mówienie co lubię.
Punktem zapalnym było jego konto na portalu i to, że tam był ciągle aktywny. Zapytałam go raz czy to już moment na usuwanie kont, i że ja się niefajnie czuje z jego aktywnością tam. Odpowiedział mi, że zagląda na nie z przyzwyczajenia. Temat jednak wracał w mojej głowie jak bumerang, to i zaczęłam go jakoś cisnąć łącznie z tym, że zarzuciłam mu, że jest od niego uzależniony, że nic dobrego go tam nie spotkało, a że w kobiety nie wierzy, więc po co robi sobie krzywdę itd. Po czasie, jak już wszystko się walnęło, przyznał mi się, że konta nie usunął ze złośliwości i z chęci sprowokowania mnie, a po prowokacji wyszło, ze jestem apodyktyczna.
Ale ja nie o tym, a o dwóch rzeczach chce pogadać.
Dlaczego tęsknie za facetem (to wszystko rozegrało się dwa dni temu), który wprost mi powiedział, ze nie ma między nami iskry, i dalej myśli, myślał w każdej minucie jak był ze mną, o ex, która go zostawiła po oświadczynach i założyła nową rodzinę? Czemu mi go brakuje? Czy to normalne?
A druga sprawa, jest już dla mnie mocniejsza. Ja mam głowę analityczną, ciągle coś analizuje, spotykając nowego faceta, porównuje przy nim swoje emocje do tych emocji, które przeżyłam z kimś innym. Nie potrafię się skupić na swoich emocjach w danej chwili. Chyba też i mylę emocje z uczuciami, i bliskość z seksem. Wydaje się jakbym żyła ciągle przeszłością. Jak sobie z tym poradzić?
Podpowiecie coś?
Podobne tematy
Nikt nic nie napisze?
(...) wyszło, ze jestem apodyktyczna.
Ale ja nie o tym, a o dwóch rzeczach chce pogadać. (...)
Chcesz pominąć swą apodyktyczność, a moim zdaniem dotarcie do jej źródeł ułatwi znalezienie odpowiedzi na Twe dalsze pytania.
(...) Dlaczego tęsknie za facetem (to wszystko rozegrało się dwa dni temu), który wprost mi powiedział, ze nie ma między nami iskry, i dalej myśli, myślał w każdej minucie jak był ze mną, o ex, która go zostawiła po oświadczynach i założyła nową rodzinę? Czemu mi go brakuje? Czy to normalne? (...)
Może tęsknisz za nim właśnie dlatego, że powiedział to, co powiedział. I ta tęsknota doskonale jest tłumaczona przez Twą apodyktyczność (i jej przyczyn).
A druga sprawa, jest już dla mnie mocniejsza. Ja mam głowę analityczną, ciągle coś analizuje, spotykając nowego faceta, porównuje przy nim swoje emocje do tych emocji, które przeżyłam z kimś innym. Nie potrafię się skupić na swoich emocjach w danej chwili. Chyba też i mylę emocje z uczuciami, i bliskość z seksem. Wydaje się jakbym żyła ciągle przeszłością. Jak sobie z tym poradzić?
Podpowiecie coś?
I znowu kłaniają się w pas przyczyny... Twej apodyktyczności.
Nie wyleczysz choroby, zajmując się i likwidując jedynie jej objawy.
Tęsknota moją apodyktycznością, nie bardzo rozumiem. Wyjaśnisz?
Napisałam, że:
(...) I ta tęsknota doskonale jest tłumaczona przez Twą apodyktyczność (i jej przyczyn). (...)
Co prawda 'zjadłam' jedną literę, zamiast 'przyczyny' napisałam 'przyczyn'.
Jesteś apodyktyczna, lubisz 'rozdawać karty', lubisz, by było 'po Twojemu'. Tymczasem pojawił się i zniknął człowiek, który nie dość, że nazwał ukrywaną przez Ciebie cechę po imieniu, to powiedział, że będąc z Tobą, myślał o eks. Trzeba gonić króliczka, by udowodnić mu swoje racje. Gdy uzna Twoją 'wyższość', można go puścić wolno, ale o rozejściu masz zdecydować Ty, nie on.
ile w sumie trwala ta wasza znajomosc?
Myśmy się już rozeszli i ja raczej nie mam o czym decydować. Nie sądziłam, że rozmowa o likwidacji konta randkowego, a byłam tam pierwszy raz, może być w ogóle odebrana jako apodyktyczność, że w zasadzie zaczęcie tego tematu tak będzie odebrane. Sądziłam, że rozmawiam o problemie, który mnie gniecie i wręcz go pytałam, czy nigdy nie będąc na takim portalu, czy to, że się z nim spotykam nie powinno się z mojej strony wiązać z zamknięciem konta. Usłyszałam od niego, ze jego ten portal ani ziębi ani grzeje i sobie tam jest bo jest. Odpuściłam, ale dla mnie problem nie zniknął, poczułam, że się do niego dystansuje, a chciałam go lepiej poznać. Ruszyłam drugi raz temat w sposób łagodny, ale mówiąc, że wciąż mam to z tyłu głowy, i że mój odbiór jego jest taki, że wciąż poszukuje (może mi za dużo poopowiadał co on na nim wyprawiał i tym samym ustawiło mnie to w podejrzliwości, ciężko to ocenić). Powiedział mi wtedy, że po pierwszej rozmowie postanowił mi zrobić na złość nie zamykać konta i tym mnie chciał sprowokować. Udało mu się. Wydawało mi się, że mogę od człowieka, z którym sypiam, oczekiwać, że nie będzie w sposób jawny siedział na portalu służącym do poznawania kobiet. Ostatnia rozmowa była już ostra, i szczerze w ogóle mieć miejsca nie powinna. Po pierwszej rozmowie, powinnam obrócić się na pięcie i zwiać.
Usłyszałam, że jestem apodyktyczna i postanowiłam się nad tym zastanowić, bo ja tego nie widzę.
Nie widzę też związku z moją apodyktycznością lub nie, z tym, że żyje przeszłością i wszystko analizuje.
Chyba bardziej otwarcie tego napisać nie umiem.
Postanowiłam wejść na to forum, po to by ktoś "otworzył" mi oczy na wszystko co napisałam powyżej.
Krótko, bo dwa miesiące.
Sęk w tym, że poza tym portalem wszystko mi pasowało. Bardzo dobrze się przy nim czułam, i bardzo mocno chciałam go bliżej poznać.
I nie jesteśmy dziećmi, bo ja mam 37 lat, a on jest o 10 lat starszy.
(...) Zapytałam go raz czy to już moment na usuwanie kont, i że ja się niefajnie czuje z jego aktywnością tam. (...)
Zadając pytanie dopuszcza się dwie odpowiedzi "tak" i "nie". Inaczej to nie jest pytanie, a mniej lub bardziej delikatna sugestia. Pan chciał sprawdzić, co za nią stoi. Zrobił to, co zrobił i przekonał się, że z pytaniem oprócz pytajnika na końcu nie miało to nic wspólnego.
Apodyktyczność... Taaa....
Pan na portalu mięso przerzuca i do rozstania by doszło tak czy siak, gdybyś chciała związku. Chciał FwB, a gdy stałaś się problematyczna i oczekiwałaś zaangażowania odszedł. Na odchodnym dostałaś tekst o apodyktyczności, bo trzeba było cicho siedzieć i cieszyć się z tego co było między wami. A między wami był układ. Dawał Ci znać od samego początku jak podchodzi do znajomości z kobietami, ale Ty analizowałaś siebie i swoje zachowanie, a nie jego, a trzeba było się skupić na nim. Wtedy juz po dwóch pierwszych spotkaniach wiedziałabyś, że trzeba go pożegnać, bo on związków nie szuka.
I pewnie masz rację. Z tym, że ja mu powiedziałam i też i czemu bym chciała by usunął to konto. Może trzeba było poprosić. A może w ogóle nie miałam prawa tego oczekiwać. Tak te oczekiwania. On wiedział, że mi na tym zależy, jemu latało czy jest czy nie ma go na tym portalu, i fakt jest taki, że nie powinien się czuć naciskany, a powinno to wyjść od niego.
Fakt jest też taki, że zanim weszłam z nim do łóżka, czego ja chciałam, spotykałam się z nim, on był na portalu aktywny, i skoro mi to przeszkadzało mogłam się wycofać.
Ciężko to analizować, czy mogłam chcieć usunięcia konta, czy on coś powinien, czy powinnam wiać. Nie wiem, pojawił się problem i chciałam go rozwiązać, ale na złość mi on rozwiązany nie został, wręcz eskalował do jakiegoś poziomu.
Apodyktyczność to cecha złożona, chodzi nie tylko o chęć osiągnięcia celu, ale i o ton rozmowy. Usłyszenie czegoś takiego nie jest przyjemne, ale warte zastanowienia, i tyle.
12 2016-11-29 13:35:34 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-29 13:35:58)
Po czasie, jak już wszystko się walnęło, przyznał mi się, że konta nie usunął ze złośliwości i z chęci sprowokowania mnie, a po prowokacji wyszło, ze jestem apodyktyczna.
Ten Twój książę na rumaku to zwykły manipulant i nie ma co szat drzeć. Trzeba takich unikać i tyle.
To jak podchodzisz do związków, że obserwujesz siebie i swoje emocje, reakcje, a kompletnie nie zauważasz reakcji, zachowań drugiej strony pokazuje, że związku chcesz, a nie konkretnego mężczyzny...
A ja pomijam chęci pana.
Może chciał tylko kilku spotkań, może nie. O wiele bardziej interesujące, bo na nie masz wpływ, jest Twoje zachowanie. Proponuję, by zamiast sugerować, mówić wprost.
14 2016-11-29 13:40:06 Ostatnio edytowany przez miasia (2016-11-29 13:40:32)
. Proponuję, by zamiast sugerować, mówić wprost.
Wielokropku w jakim kontekście mówisz?
Jej zachowanie i jej obecne refleksja są wynikami jego działań. Ma się zastanawiać nad swoją „apodyktycznością”, którą w istocie była chęć przeniesienia związku na wyższy poziom. Będzie sobie łamać głowę, że nie powinna mieć oczekiwań, bo na apodyktyczną wyjdzie. Manipulant osiągnie swój cel... Cel to bezproblemowe relacje z kobietami, które swoje potrzeby spychają na dalszy plan, bo jemu tak wygodnie i może przerzucać wygodnie dalej mięsko...
16 2016-11-29 13:43:19 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-11-29 13:45:29)
Nie twierdzę ani nie twierdziłam, że potrzeby autorki są nieważne czy mnij ważne. Napisałam, by właśnie w trosce o siebie i dbając o zaspokojenie swoich potrzeb, mówiła o nich wprost unikając zawijanie w bawełnę.
Edycja:
Zamiast pytania "czy już czas na...", powiedzieć wprost "proszę o to, by...". I zaraz pytanie o to, jaka na tę prośbę jest odpowiedź.
W pierwszym poście prosisz jednak autorkę o zastanowienie się nad swoją apodyktycznością i jej źródłami... Ja nie będę przykładać ręki do jego manipulacji. Bez zastanawiania się też nad nim i nad jego działaniami wyszło co wyszło...
....... a kompletnie nie zauważasz reakcji, zachowań drugiej strony pokazuje, że związku chcesz, a nie konkretnego mężczyzny...
Nie przeczę chcę związku, brakuje mi też i bliskości mężczyzny. Kiedy zaczęliśmy się spotykać nie widziałam ani jednego sygnału, że coś jest nie tak, wręcz przeciwnie.
Po czasie wiem, że w ogóle nie powinnam w to wchodzić, bo od razu usłyszałam, że on ma kłopoty z zaangażowaniem, a ja chciałam związku zaangażowanego. Sama sobie zrobiłam krzywdę i tyle, na własne życzenie.... Bo poza tym jednym tekstem było naprawdę miło. Skupiłam się na swoich emocjach, a te mnie zaślepiły, tak mi się wydaje.
Podobnie jak Klio uwazam ze facet to niezly manipulant. Od poczatku zaserwowal Ci te opowiesci o sobie by pozniej w razie co moc rzec "Bejbe wiedzialas na czym stoisz i jaki jestem, nic nie obiecalem". Ale Ty tez Autorko nie jestes bez winy. Bo jesli widzialas jak sie sprawy maja to nie wiem czego oczekiwalas ? Ze seks wsio zmieni? Ze tym go przywiazesz do siebie i zrobi po Twojemu? Chcialas chyba sama sobie cos udowodnic a nie wyszlo. I wlasnie tu ja upatruje przyczyn Twojej obecnej tesknoty. Zainwestowalas w ta znajomosc, oddalas mu sie a oczekiwanego zwrotu z inwestycji nie ma, cowiecej to on powiedzial nara, upierdliwa jestes.
Tylko czy to tesknota? Dla mnie raczej potrzeba powrotu do relacji bys to ewentualnie Ty powiedziala pass i byla pania sytuacji. Nie wiem czy nie to miala na mysli Wielokropek. Masz potrzebe poczucia ze to Ty jestes gora a nie on bo: raz- dostal co chcial, dwa- jak juz dostal to sobie poszedl.
20 2016-11-29 13:50:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-11-29 13:50:43)
Tak. Prosiłam. Bo dla mnie objawem apodyktyczności jest rzucanie fochem/obrażanie się/robienie awantury, gdy okazało się, że ktoś nie zrobił tego, co mu sugerowano pozornym pytaniem. Jestem też zdania, że z każdej sytuacji można wysnuć wnioski na swój temat. Można. Nie trzeba.
....... a kompletnie nie zauważasz reakcji, zachowań drugiej strony pokazuje, że związku chcesz, a nie konkretnego mężczyzny...
Nie przeczę chcę związku, brakuje mi też i bliskości mężczyzny. Kiedy zaczęliśmy się spotykać nie widziałam ani jednego sygnału, że coś jest nie tak, wręcz przeciwnie.
Po czasie wiem, że w ogóle nie powinnam w to wchodzić, bo od razu usłyszałam, że on ma kłopoty z zaangażowaniem, a ja chciałam związku zaangażowanego. Sama sobie zrobiłam krzywdę i tyle, na własne życzenie.... Bo poza tym jednym tekstem było naprawdę miło. Skupiłam się na swoich emocjach, a te mnie zaślepiły, tak mi się wydaje.
Nie tylko to: nie chce zaangażowania; oblatywał wiele spotkań z kobietami tego samego dnia, bo jemu wsio rawno, konkretnej kobiety nie szuka, a kobiety. W odróżnieniu do Ciebie bynajmniej nie do związku...
22 2016-11-29 14:03:23 Ostatnio edytowany przez miasia (2016-11-29 14:42:35)
"Nie tylko to: nie chce zaangażowania; oblatywał wiele spotkań z kobietami tego samego dnia, bo jemu wsio rawno, konkretnej kobiety nie szuka, a kobiety. W odróżnieniu do Ciebie bynajmniej nie do związku..."
I pięknie to ubrał w słowa, kiedyś tak robiłem, a teraz postanowiłem iść nie na ilość a na jakość. Nie wiem tylko po co mi to mówił.
Swoim problemem z zaangażowaniem, po dwóch ciężkich relacjach jakie miał mnie nie zaskoczył, dobrze to i przedstawił, może dlatego, że po psychologii, a że ja też mam ten problem, nie zauważyłam niebezpieczeństwa. Tylko, że ja o swoim problemie nie mówię, zwłaszcza na początku znajomości, w ogóle o ex nic nie wspominam.
I raczej nie ma co tego za bardzo mielić, na koniec tego wszystkiego, dał mi odczuć, że do mnie nie można nic poczuć, bo skoro przez ten czas nie poczuł, to i nie poczuje. Nie mam do niego żalu, być może miał nadzieje, że coś do mnie poczuje, a sprawy z przeszłości ma zupełnie nie załatwione, może dopiął swego, to w sumie jest mało istotne. Nawet mi poradził żebym wracała na portal randkowy bo jestem wartościowa, i że się wycofuje, by mi nie marnować czasu, bo raczej nic nie poczuje do mnie.
Dostałam cenną lekcję. Sama się w to wpakowałam, bo nie chciałam widzieć sygnałów już na początku, i mam odrobinę żalu do samej siebie. Będę teraz uważna jak ktoś zacznie przedstawiać się przez pryzmat swoich ciężkich doświadczeń, nie bardzo chce być tym obarczana, bo stawia mnie to w niewygodnej sytuacji.
Ale powiedzcie mi co mam zrobić z tą analizującą wszystko głową?
zaangażowałaś się a on odwrócił kota ogonem i odszedł.
Prawda jest taka, że dla uciszenia swoich ewentualnych wyrzutów sumienia wymyślił ten test z usunieciem konta aby powiedzieć Ci że testu nie zdałaś i on odchodzi bo za bardzo jesteś apodyktyczna.
Facet nie chciał się angażować co Ci nawet na początku powiedział ale pewnie jak większość kobiet pomyslałaś "ja to zmienie przy mnie poczuje chęć zaangazowania się", trzeba słuchać co ludzie mowią i robią i wyciągać z tego wnioski żeby potem nie cierpieć.
pisałaś, że na początku nie zapaliła Ci się czerwona lampka a powinna gdy on zaczął między słowami mówić Ci o szybkich randkach braku zaangażowania itp.
Jak dla mnie w tej relacji nie zrobiłaś nic złego oprócz wyboru prartnera i zbyt dużej ufności.
A na analizujacą głowę najlepsze jest zajęcie sport/praca cokolwiek. Na zasadzie pojawia się myśl - zbijam ją inną myślą lub zajęciem, potem wejdzie Ci to w wprawę
Mówienie o swych uczuciach, emocjach, wyrażanie myśli na jakiś temat, a tym bardziej na temat czujegoś zachowania... to nie apodyktyczność!!!!
25 2016-11-29 15:23:16 Ostatnio edytowany przez miasia (2016-11-29 15:26:49)
Pewnie i tak, ale wiesz jak to jest, ja w którymś momencie byłam i ostra w tonie, rzeczywiście mi zależało na zamknięciu tego konta.Wydawało mi się, że tekst typu słuchaj poznajemy się skupmy się na tym, gniecie mnie to, że pierwszą rzeczą którą robisz jak ja znikam to logowanie się na randkowym portalu, wyhamowuje mnie to, będzie odebrane jako apodyktyczność, bo się go zmusza do czegoś, czego on nie chce, i to zaraz na początku znajomości.W ogóle nie powinnam na to naciskać tylko zwiewać. Ale mądry Polak po szkodzie. Zauważył, że płynę i uciekł. Konto było tylko pretekstem.
Miasia więc może ten facet nie był aż taki zły do końca, równie dobrze mógł Ci dalej mydlić oczy, udawać uczucie po to żeby mieć seks z tobą.
Nie przejmuj się i nie zastanawiaj nad tym dalej. Następnym razem będziesz wiedziała co w takiej sytuacji zrobić.
Ja wcale tego wszystkiego tak źle nie odbieram, mógł mi mydlić oczy i latami, a jednak tego nie zrobił. Sam jest na siebie zły, że wciąż myśli o ex, przynajmniej tak się przedstawia. Jeżeli mam być na kogokolwiek zła to na siebie, że jego otwartość w problemach z kobietami odebrałam jako szczerość, a trzeba było wiać, po pierwszym spotkaniu. No i może w sumie to mnie najbardziej gniecie, że przerwał tę relację, bo nawet związkiem tego nie nazywam, ze słowami lepiej teraz jak nic się przecież nie stało, niż później, bo dla mnie jednak coś się stało. Wiele mi w nim konkretnie pasowało wtedy, wiele mi nie pasuje teraz. Bo z tej prowokacji co wyszło niby? Że ja apodyktyczna, oboje bezkompromisowy, a on złośliwy i zagrał na moich emocjach. Idealnymi partnerami pewnie byśmy byli dla siebie. Ilekroć wybitnie by mi na czymś zależało on by mi robił na złość, a ja bym cisnęła zwłaszcza po słowach, dla mnie to żaden problem, ale nic z tym nie zrobię, bo Tobie zależy. No nie takiego związku szukam.
Czy naprawdę trzeba się zastanawiać nad tym ile razy rozmawiać o problemie nim druga strona nie poczuje się atakowana?
Miasia dobrze kombinujesz, więc następnym razem pójdzie już lepiej. Co do analizy, to analizuj jak najbardziej, ale tym razem również osobę z którą się spotykasz, a nieprzyjemne wnioski przyjmuj do wiadomości i postępuj zgodnie z tymi wnioskami, a nie zamiataj pod dywan, bo skończy się tak samo. Rzeczywistość to rzeczywistość, życzenia to życzenia. Nie mieszaj ich.
Ale staram się i być ze sobą uczciwa.... Co do tej apodyktyczności to można było to tak odebrać.Jeżeli mi na czymś wyjątkowo zależy to ciężko mi odpuścić. W życiu zawodowym to się przydaje, w osobistym dla samej siebie jako silna wola owszem, ale w relacji z facetem niekoniecznie. Nie chodzi mi o robienie czegoś wbrew sobie, czy chowaniu uczuć, ale raczej patrzeniu, czy drugiej osobie też zależy na moim dobrym samopoczuciu, a jeśli nie.... To jak się z tym źle czuje odejść ze słowami nie pasujemy do siebie. No i z pewnością będę się starać nie dać obarczyć siebie cudzą przeszłością. Czas pokaże czy wnioski dobrze wyciągnięte.
Właśnie. Do niczego się nawzajem nie zmuszamy, ale też kiedy widzimy, że jest nie tak jak chcielibyśmy aby było, to nie zmuszamy siebie przede wszystkim do trwania i chowania się w świat wyobrażeń i życzeń, bo rzeczywistość jaka jest... no cóż...
Hmm, no nie wiem... ja tu nie widzę jakiejś manipulacji w tej szczerości.
Tylko pytanie czy ludzie słuchają się nawzajem i przyjmują do wiadomości to, co mówi druga strona.
Tutaj autorka wyraźnie nie słuchała, a nawet jeśli słuchała, to nie przyjęła do wiadomości, zignorowała to, co mówił pan. A pan jasno powiedział o kim myśli, jak wyglądały jego spotkania z kobietami itp.
Więc kolejne pytanie: dlaczego autorka nie przyjęła do wiadomości tego, co on mówił?
Jeśli jej to nie odpowiadało to wystarczyło podziękować za znajomość i pójść swoją drogą. Czy może myślała, że to zmieni?
Co do konta - w życiu bym nie usunęła po dwumiesięcznej znajomości - zbyt praktyczna jestem na to, żeby co dwa, trzy miesiące zakładać nowe konto ![]()
jak już wszystko się walnęło, przyznał mi się, że konta nie usunął ze złośliwości i z chęci sprowokowania mnie, a po prowokacji wyszło, ze jestem apodyktyczna.
Manipulacja była przede wszystkim na zakończenie. Hak już był i wiadomo, że na ten hak się nadzieje, bo wiadome było, że chce związku. Teraz on wiedze o tym, że ona chce związku obrócił przeciw niej i zrobił z niej apodyktyczną. Wystarczyło powiedzieć, że nie zlikwiduje konta, bo nie czuje, że to to i zakończyć w normalny sposób, a tu "potrzebna" była prowokacja. Złego trzeba było znaleźć...
33 2016-11-29 17:25:26 Ostatnio edytowany przez miasia (2016-11-29 17:30:04)
-V- on mi nie powiedział na początku znajomości, że myśli o ex, on mi powiedział, że ex zostawiła go po zaręczynach, więc ma kłopot z zaufaniem. Że na portalu randkowym umawiał się z wieloma kobietami czasem i jednego dnia, bo był gotów kogoś poznać i układać sobie życie. Tam też i napisał, że szuka miłości. Mogłam później zauważyć, ale to się widzi po fakcie, że za mocno mnie dopytywał czy ja z ex mam sprawy pozałatwiane, ale to tez i w kontekście tego, że jego ex odeszła do jakiegoś ex sprzed 10 lat. I nie mógł się temu nadziwić. Wtedy wydawało mi się, że się boi, że ja mogę zrobić mu też coś takiego samego, a jak można...... Po naszej relacji widać, że można. Czy to była manipulacja nie wiem. Ale gadał o niej, i to wiem po czasie za dużo, nigdy też nie mówił o nikim negatywnie, o niej też, bo niby go pięknie pootwierała,i brałam to jako pozytyw, a gadał o niej za dużo bo o niej myślał. Czy mogłam to zauważyć, nie wiem, możliwe.
Na koniec oczywiście usłyszałam, że przecież mi mówił od samego początku, że ma kłopot z zaufaniem, i ciężko go otworzyć. To co zrobił przy prośbie zamknięcia konta, było dla mnie manipulacją. Zapytałam go wtedy czego się spodziewał, ze wyjdzie ze mnie uległość, że miałam problem gadałam z nim o nim, a prowokacja była zbędna.