Kobiety i męzczyzni ktorzy tu jestescie,pomozcie i doradzcie bo ja juz nie wiem co robic z zyciem swoim.. Prosze niech was nie zrazi dlugosc wypowiedzi.
Dzien dobry, 16 miesięcy temu pioznałam chlopaka przez internet, wtedy bylam w 3 klasie liceum, a on mieszkal za granica a mianowicie w Dalekiej Szwecji.. Pisalismy dlugo , od czynow do zakochania, tak zakochalam sie w nim z wzajemnoscia , sprawa byla powazna ,mimo tego ze byl daleko , przyjechal do mnie samochodem.. Poznalismy sie i bylo pieknie.. Zylismy na odleglosc 8 miesiecy ale przez ten czas ja jezdzilam do niego a on do mnie.. Dzien po maturze wyjechalam do niego,spakowalam co trzeba i wyjechalam,zostawiajac rodzcow i siostre...Wiedzialam ze jak tam bede bede musiala podjac jakas prace , a mianowicie jako sprzataczka , nauczyc sie jezyka i wgl. Nie przeszkadzalo mi to bo wiedzialam ze musze od czegos zaczac, on pracowal , ja chodzilam sprzatac i na poczatku bylo dobrze.. Moj chlopak wiedzial ze cierpie na depresje ktora zdiagnozowano u mnie 4 lata temu.. Cieszylam sie ze wyrwe sie z domu po skonczeniu szkoly, bo w domu czulam sie zle, ponizana i niedoceniana..Tutaj czulam sie wolna ,nikt mi nie rozkazywal i nie ponizal.. Rodzice chlopaka byli aniolami..Ale chyba niedane bylo nam zamieszkać razem, za szybko to sie stalo. Chlopak zaczal wypominac mi ze mnie utrzymuje, mimo ze oddawalam mu wszystkie pieniadze z tego marnego sprzatania... Bardzo sie kochalismy mimo ,ze nasze zycie nie wygladalo ciekawie, dom praca , dom, praca. Nawet nie spacerowalismy, nie wspomne o randkach.. Ale rozumialam to, wszystko tutaj kosztowalo.. Wstawalam rano, robilam swoje , dom,porzadki , on wracal i spac i tak przez 6 miesiecy no i jezdzilismy do jego rodzicow. Nie wymagalam prezentow , drogich kolacji, bylam wdzieczna ze mohe byc z nim tu mam co jesc i gdzie spac.. Ale kiedy zaczelo bvrakowac pieniedzy bo jak mowil ,musi nas utrzymac szala goryczy sie przelala.. Pieniądze wziely gore nad zwiazkiem , zaczelo brakowac na wszystko.. Ja popadalam w wiekszy smutek i rozpacz , noje zycie wygaslo,przestalam dbac o siebie. Zamknelam sie w sobie, co zaczelo przeszkadzam jego rodzicom i jemu samemu, obwiniano mnie ze sie focham i ciagle mi cos nie pasuje ale nie moglam powiedziec ,ze jestem chora b/o sie wstydzilam.. Czy to dziwne? Moj chlopak zaczal mnie odwiniac o wszystko, odzywac sie jak do szmaty , grozil ze wroce do Polski, ze ten zwiazek to pieklo, ze sie nie dokladam , kiedy wiedzial ze daje wszystko. Byl zly, bo nie mial kasy na gry... Wiedzial jaka to odpowiedzialnosc... Nagadal rodzicom na mnie najgorsze rzeczy ... Kiedy wyszlo to na jaw i sprostowalam to wszystko i rowniez przyznalam sie do swoich bledow , bo nie tylko ja bylam winna i przyznalam ze mam depresje , wtedy chyba zrozumieli powage sytuacji. Powiedzialm czemu czulam sie zle , on ze mna nie rozmawial, jzu nie przytulal, nie doradzal, przez 8 godzin bylam sama .. nie mam tu znajomych , nie znam jezyka , nie mam pieniedzy , nic. Dawno moglam bytc na studiach ale poswiecilam sie dla niego, a na studia postanowilam isc za rok.. A Przez ten czas odlozyc troche pieniedzy... ale nawet nie udalo mi sie odkladac bo oddawalam mu swoje pieniadze... Rodzice wiedza o wszyskim, moze niepotrzebnie bo teraz jest konflikt miedzy mna , nim i jego rodzicami.. Chyba ja jestem wszystkiemu winna.. Gdyby nie ja mialby te pieniadze,sam przyznal ze kiedys byl dziany a teraz nie ma nic... nie moge na to patrzec, wybaczam mu wszystkie obelgi w moja strone... Nie chce wracac do domu,ale chyba musze bo tu nie ma dla mnie miejsca... Nie mam nic.. On tez. Ja sie staram , ucze sie tego jezyka, dbam o dom, sptrzatam, gotuje... mimo ze nigdy tego nie robilam to wiem ze jestem dobra pania domu... A mam dopiero 19 lat.. Nie mam zycia.. ale nei przeszkadzalo mi to bo wiedzialam ,ze kiedys bedzie lepiej i na wszystko trzeba sobie zapracowac. ale juz nie mam sil i on tez , cjhce mnie odeslac do Polski i zyc w odleglosci i moze kiedys mnie tu sproeadzi , jak bede miala szkole.. w sumie kto by chcial taka bez wyksztalcenia... Przepraszam ze tak chaotycznie...ominelam szczegoly.. nie mam komu sie wygadac, nikt mnie nie rozumie.. Czy mam wrocic do domui zaczac tam zycie.? zapomniec o nim ? czy zostac tu i dac sprobowac to wszystko naprawic? ...PROSZE..O POMOC
jak możesz być z kimś kto Cię poniża i wyzywa od darmozjadów?
Twoja depresja się jeszcze bardziej pogłębi ...
młoda jesteś to masz prawo do błędów ale pamiętaj ze jakaby to miłość nie była nigdy nie można być w 100 % zaleznym od faceta, on musi wiedzieć że masz na tyle siły i pieniedzy ze jak przegnie to w każdym momence możesz wyjść spakować się i Twój świat się nie załamie.
Uzależniłaś swoj byt od 1 osoby - i to jeszcze w tak młodym wieku.
Jeśli nie stać Cię na wyprowadzkę od tego chłopaka to wróc do domu idź do pracy zapisz się na studia i żyj tak abyś żadnego dnia nie żałowała jesteś taka młoda.
Na gry i wszystko jasne.
Odejdź od niego. Najpierw to oczywiście zarób na wyjazd, bo skoro on zgarnia całą Twoją wypłatę i ma czelność twierdzić, że się nie dokładasz, to pewnie nawet na powrót do domu Ci nie da. Tak więc następną wypłatę zostaw sobie i natychmiast po otrzymaniu pieniędzy się od typa wyprowadź. Wróć do PL do rodziny, znajdź pracę tutaj. Póki nie rozpoczniesz studiów- pracuj, rozwijaj swoje zainteresowania i szukaj nowych hobby.
O chłopaku zapomnij. Nigdy nie pozwalaj by ktoś Cię poniżał, nawet Ty sama siebie nie mozesz poniżać.
Jeśli chłopak nie ma do Ciebie szacunku to już go nie zdobędzie, więc trzeba chłopaka wykreślić.
Przeczytałam wątek i bardzo mnie przeraziła Twoja wypowiedź.
Jesteś młoda a już masz tak przesrane życie.
Zbierz pieniądze na bilet , czym prędzej wracaj do domu i idź do lekarza. Masz ogromną depresję i ogromne poczucie winy.Koleś jest hazardzistą i nigdy nie będzie mieć pieniędzy choćbyś na 3 etatach robiła.
Ratuj własne zdrowie bo jeszcze w życiu możesz być szczęśliwa ale nie z takim typem
Na tytułowe pytanie odpowiedź jest chyba aż nadto oczywista.
Konkluzja dla mnie jest taka, że wpadłaś z deszczu pod rynnę. W domu byłaś poniżana, teraz też jesteś. Niestety taki schemat często się powtarza. Chciałaś się wyrwać i poleciałaś trochę jak ćma do świecy.
Nie, nie jesteś wszystkiemu winna. "Winna" jesteś tylko własnej - wybacz - naiwności.
Jesteś młoda. Nie ma sensu tkwić w takiej relacji. Tylko pogłębi Twoją depresję.
Jeśli nie jesteś w stanie sama się utrzymać w Szwecji, doradzałabym powrót do Polski. Zresztą nawet jeżeli jesteś w stanie się tam utrzymać, to i tak powrót jest chyba najlepszym rozwiązaniem w tej chwili.
BARDZO WAM DZIEKUJE !
Tak moze jestem winna, nawet na pewno bo bardzo go kocham i boje sie samotnosci ktora zawsze mi towarzyszyla.. boje sie wrocic do domu. przez ten czas tutaj zatracilam swoje pasje i nawet nie wiem czy jakiekolwiek mam.. Myslalam ze uzalam sie nad soba ale zaczelam widziec ze cos jest nie tak.. Jutro lub pojutrze mam zamiar pogadac tylko z jego mama,dziekuje wam naprawde , moja wiara troche wzrosla. Z calego serca dzziekuje!!!
Jutro lub pojutrze mam zamiar pogadac tylko z jego mama,
O czym chcesz rozmawiać z jego mamą?
verdzon11 napisał/a:Jutro lub pojutrze mam zamiar pogadac tylko z jego mama,
O czym chcesz rozmawiać z jego mamą?
Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
OK.
Przez chwilę myślałam, że może chcesz przez jego mamę "uzdrowić" ten związek.
Powodzenia.
verdzon11 napisał/a:Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
OK.
Przez chwilę myślałam, że może chcesz przez jego mamę "uzdrowić" ten związek.
Powodzenia.
Probowalam, nie raz , nie dwa.. dziekuje. Sadzisz ,ze juz nie warto tego uzdrawiac?
Sadzisz ,ze juz nie warto tego uzdrawiac?
Odwrócę pytanie: a Ty sądzisz, że warto?
Przed odpowiedzią przeczytaj jeszcze raz swój pierwszy post.
verdzon11 napisał/a:Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
OK.
Przez chwilę myślałam, że może chcesz przez jego mamę "uzdrowić" ten związek.
Powodzenia.
Probowalam, nie raz , nie dwa.. dziekuje. Sadzisz ,ze juz nie warto tego uzdrawiac?
verdzon11 napisał/a:Sadzisz ,ze juz nie warto tego uzdrawiac?
Odwrócę pytanie: a Ty sądzisz, że warto?
Przed odpowiedzią przeczytaj jeszcze raz swój pierwszy post.
sadze,ze nie warto, ale bardzo go kocham i tez bardzo glupia jestem ..
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek, gdy on zaczął obarczać Cię winą za swoje problemy finansowe, pokusiłaś się o drążenie temat?
Tzn. poprosiłaś, żeby ujawnił opłaty, jakie ponosi za mieszkanie, za jedzenie, Ty robiłaś zakupy? Chyba przez ten czas, gdy tam byłaś zorientowałaś się w cenach różnych artykułów.
Miałabyś czarno na białym, czy faktycznie on Ciebie utrzymuje, czy może na odwrót, Ty dokładasz do jego hobby tzn gier.
Przynajmniej wiedziałabyś na czym stoisz. Polacy wyjeżdżający za granicę, na ogół wykonują prace gorzej płatne i potrafią się tam utrzymać i jeszcze zaoszczędzić.
Zastanów się, czy poradziłabyś sobie tam sama, bez niego? Może udałoby Ci się coś zaoszczędzić, a na studia poszłabyś od nowego roku akademickiego już w kraju.
Chociaż faktycznie, ze względu na swoją depresję, może lepiej wrócić do dom, zastanów się.
sadze,ze nie warto, ale bardzo go kocham i tez bardzo glupia jestem ..
To masz odpowiedź ![]()
Nie jesteś głupia tylko naiwna.
Nie warto marnować sobie życia z kimś kto tak traktuje swojego partnera. Wyobrażasz sobie takie wspólne życie?
Zakochanie przejdzie z czasem.
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek, gdy on zaczął obarczać Cię winą za swoje problemy finansowe, pokusiłaś się o drążenie temat?
Tzn. poprosiłaś, żeby ujawnił opłaty, jakie ponosi za mieszkanie, za jedzenie, Ty robiłaś zakupy? Chyba przez ten czas, gdy tam byłaś zorientowałaś się w cenach różnych artykułów.
Miałabyś czarno na białym, czy faktycznie on Ciebie utrzymuje, czy może na odwrót, Ty dokładasz do jego hobby tzn gier.
Przynajmniej wiedziałabyś na czym stoisz. Polacy wyjeżdżający za granicę, na ogół wykonują prace gorzej płatne i potrafią się tam utrzymać i jeszcze zaoszczędzić.
Zastanów się, czy poradziłabyś sobie tam sama, bez niego? Może udałoby Ci się coś zaoszczędzić, a na studia poszłabyś od nowego roku akademickiego już w kraju.
Chociaż faktycznie, ze względu na swoją depresję, może lepiej wrócić do dom, zastanów się.
Znaczy nigdy nie wazylam sie spyatac ile zarabia,ale mniej wiecej wiem, pracuje raz mniej raz wiecej. Ma dwie prace,zakupy czasem tam robilam ale zazwyczaj dawalam mu pieniadze bo ja raczej bym sie nie dogadala.. Fakt jest tu drogo.. Oostatnie miesiace byly ciezkie ale zawsze mowil ze ma kase a kiedy robilismy zakupy , patrzal w koszyk mowiac ze nie wie czy ma kase.. nie dokladam mu sie do gier... Niestety nie poradzilabym sobie tu sama.. zarabiam tyle co nic, nawet nie ,oge sobie nic kupic..
verdzon11 napisał/a:sadze,ze nie warto, ale bardzo go kocham i tez bardzo glupia jestem ..
To masz odpowiedź
Nie jesteś głupia tylko naiwna.
Nie warto marnować sobie życia z kimś kto tak traktuje swojego partnera. Wyobrażasz sobie takie wspólne życie?
Zakochanie przejdzie z czasem.
Godze sie na nazwanie mnie naiwna bo to prawda, bo jestem wybaczam mu wszystko.. Dziekuje bardzo za rade.
luc napisał/a:verdzon11 napisał/a:Jutro lub pojutrze mam zamiar pogadac tylko z jego mama,
O czym chcesz rozmawiać z jego mamą?
Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
a po co?
verdzon11 napisał/a:luc napisał/a:O czym chcesz rozmawiać z jego mamą?
Ze wracam do domu i po prostu owiem jej jak on mnie traktuje
a po co?
wlasciwie to nie wiem.. jeju ![]()
Znaczy nigdy nie wazylam sie spyatac ile zarabia,ale mniej wiecej wiem, pracuje raz mniej raz wiecej. Ma dwie prace,zakupy czasem tam robilam ale zazwyczaj dawalam mu pieniadze bo ja raczej bym sie nie dogadala.. Fakt jest tu drogo.. Oostatnie miesiace byly ciezkie ale zawsze mowil ze ma kase a kiedy robilismy zakupy , patrzal w koszyk mowiac ze nie wie czy ma kase.. nie dokladam mu sie do gier... Niestety nie poradzilabym sobie tu sama.. zarabiam tyle co nic, nawet nie ,oge sobie nic kupic..
Nie miałam na myśli wnikania w jego dochody, tylko w koszty jakie ponosił w związku ze wspólnym życiem z Tobą. Skąd wiesz, że to co mu oddawałaś, nie pokrywało Twojego utrzymania? Zwłaszcza, że jak twierdzisz nigdzie nie wychodziliście, podejrzewam też, że nie byłaś przez niego obsypywana prezentami.
Dałaś się wpędzić w poczucie winy - niesłusznie.
verdzon11 napisał/a:Znaczy nigdy nie wazylam sie spyatac ile zarabia,ale mniej wiecej wiem, pracuje raz mniej raz wiecej. Ma dwie prace,zakupy czasem tam robilam ale zazwyczaj dawalam mu pieniadze bo ja raczej bym sie nie dogadala.. Fakt jest tu drogo.. Oostatnie miesiace byly ciezkie ale zawsze mowil ze ma kase a kiedy robilismy zakupy , patrzal w koszyk mowiac ze nie wie czy ma kase.. nie dokladam mu sie do gier... Niestety nie poradzilabym sobie tu sama.. zarabiam tyle co nic, nawet nie ,oge sobie nic kupic..
Nie miałam na myśli wnikania w jego dochody, tylko w koszty jakie ponosił w związku ze wspólnym życiem z Tobą. Skąd wiesz, że to co mu oddawałaś, nie pokrywało Twojego utrzymania? Zwłaszcza, że jak twierdzisz nigdzie nie wychodziliście, podejrzewam też, że nie byłaś przez niego obsypywana prezentami.
Dałaś się wpędzić w poczucie winy - niesłusznie.
no wiadomo ze to co dawalam mu szlo na jedzenie,ale ja zarabiajac te zaledwie 2 tysiace koron a on 10 razy wiecej to sam\a rozumiesz.. nie , nie dawal mi prezentow. ale jak mowil powinnam byc wdzieczna ze mam co ''zrec''
dziekuje wam bardzo za wsparcie !
jak możesz być z kimś kto Cię poniża i wyzywa od darmozjadów?
Twoja depresja się jeszcze bardziej pogłębi ...
młoda jesteś to masz prawo do błędów ale pamiętaj ze jakaby to miłość nie była nigdy nie można być w 100 % zaleznym od faceta, on musi wiedzieć że masz na tyle siły i pieniedzy ze jak przegnie to w każdym momence możesz wyjść spakować się i Twój świat się nie załamie.
Uzależniłaś swoj byt od 1 osoby - i to jeszcze w tak młodym wieku.
Jeśli nie stać Cię na wyprowadzkę od tego chłopaka to wróc do domu idź do pracy zapisz się na studia i żyj tak abyś żadnego dnia nie żałowała jesteś taka młoda.
jestem tak zagubiona ze juz nie wiem, wszyscy przeciw mnie ;(
josz napisał/a:verdzon11 napisał/a:Znaczy nigdy nie wazylam sie spyatac ile zarabia,ale mniej wiecej wiem, pracuje raz mniej raz wiecej. Ma dwie prace,zakupy czasem tam robilam ale zazwyczaj dawalam mu pieniadze bo ja raczej bym sie nie dogadala.. Fakt jest tu drogo.. Oostatnie miesiace byly ciezkie ale zawsze mowil ze ma kase a kiedy robilismy zakupy , patrzal w koszyk mowiac ze nie wie czy ma kase.. nie dokladam mu sie do gier... Niestety nie poradzilabym sobie tu sama.. zarabiam tyle co nic, nawet nie ,oge sobie nic kupic..
Nie miałam na myśli wnikania w jego dochody, tylko w koszty jakie ponosił w związku ze wspólnym życiem z Tobą. Skąd wiesz, że to co mu oddawałaś, nie pokrywało Twojego utrzymania? Zwłaszcza, że jak twierdzisz nigdzie nie wychodziliście, podejrzewam też, że nie byłaś przez niego obsypywana prezentami.
Dałaś się wpędzić w poczucie winy - niesłusznie.no wiadomo ze to co dawalam mu szlo na jedzenie,ale ja zarabiajac te zaledwie 2 tysiace koron a on 10 razy wiecej to sam\a rozumiesz.. nie , nie dawal mi prezentow. ale jak mowil powinnam byc wdzieczna ze mam co ''zrec''
Co to za tekst w ogóle.. Pakuj się dziewczyno i uciekaj od niego. Już naprawdę lepiej pod mostem zamieszkać niż żyć z takim bucem, co całą kasę od dziewczyny zabierze a potem jej wmawia, że ją utrzymuje. Tragedia.
verdzon11 napisał/a:josz napisał/a:Nie miałam na myśli wnikania w jego dochody, tylko w koszty jakie ponosił w związku ze wspólnym życiem z Tobą. Skąd wiesz, że to co mu oddawałaś, nie pokrywało Twojego utrzymania? Zwłaszcza, że jak twierdzisz nigdzie nie wychodziliście, podejrzewam też, że nie byłaś przez niego obsypywana prezentami.
Dałaś się wpędzić w poczucie winy - niesłusznie.no wiadomo ze to co dawalam mu szlo na jedzenie,ale ja zarabiajac te zaledwie 2 tysiace koron a on 10 razy wiecej to sam\a rozumiesz.. nie , nie dawal mi prezentow. ale jak mowil powinnam byc wdzieczna ze mam co ''zrec''
Co to za tekst w ogóle.. Pakuj się dziewczyno i uciekaj od niego. Już naprawdę lepiej pod mostem zamieszkać niż żyć z takim bucem, co całą kasę od dziewczyny zabierze a potem jej wmawia, że ją utrzymuje. Tragedia.
Tak, moje zycie to tragedia
Twoje życie jest w Twoich rękach. Nikt Ciebie z tego nie wyciągnie, nikt Ciebie nie uratuje, takie rzeczy tylko w bajkach, ewentualnie zdarza się, że jeden psychol drugiemu psycholowi ofiarę porywa. Wyjść z tragedii do filmu obyczajowego trzeba samemu. Wstać, spakować się, pojechać na lotnisko, kupić bilet, polecieć do domu. Nigdy nie miałam depresji, ale domyślam się, że to jest bardzo ciężka choroba, jednak sobie z nią jakoś poradziłaś prawda? Zdajesz sobie sprawę jak wiele trzeba mieć siły, żeby przezwyciężyć chorobę? Dużo więcej niż trzeba mieć, żeby się spakować i wyjechać, słowo. Zrobiłaś pierwszy krok, napisałaś tutaj, zobacz ile osób się zainteresowało Twoją historią, ile osób radzi Ci co zrobić, trzyma kciuki za Ciebie. Uda Ci się na pewno, tylko wstań i wyjdź za drzwi.
Twoje życie jest w Twoich rękach. Nikt Ciebie z tego nie wyciągnie, nikt Ciebie nie uratuje, takie rzeczy tylko w bajkach, ewentualnie zdarza się, że jeden psychol drugiemu psycholowi ofiarę porywa. Wyjść z tragedii do filmu obyczajowego trzeba samemu. Wstać, spakować się, pojechać na lotnisko, kupić bilet, polecieć do domu. Nigdy nie miałam depresji, ale domyślam się, że to jest bardzo ciężka choroba, jednak sobie z nią jakoś poradziłaś prawda? Zdajesz sobie sprawę jak wiele trzeba mieć siły, żeby przezwyciężyć chorobę? Dużo więcej niż trzeba mieć, żeby się spakować i wyjechać, słowo. Zrobiłaś pierwszy krok, napisałaś tutaj, zobacz ile osób się zainteresowało Twoją historią, ile osób radzi Ci co zrobić, trzyma kciuki za Ciebie. Uda Ci się na pewno, tylko wstań i wyjdź za drzwi.
Ostatni raz to rok temu bylam u psychologa , psycholog potwierdzil ze choroba nie ustepuje. Mimo tego dobrze sie uczylam, w szkole nie pokazywalam jak sie czuje lecz w domu zamykalam sie w sobie. Pomagalam sobie jak moglam. Nie akceptuje siebie, wydawalo mi sie ze moj obecny chlopak mnie z tego wyciagnal,ale potem wpakowal mnie w to gowno znow. Raz sobie radze ,raz nie.. Nie mam wyksztalcenia.. Choc liceum zdalam z wyroznienie,mature rowniez zdalam, poswiecilam sie i wyjechalam do niego. Tu mialam isc do szkoly i cos dorabiac.. Dzis matwie sie o siebie, i czy na obiad co bede miala.. Mimo ze mam 19 lat.. Nie czuje sie juz jak kobieta.. nawet sie nie maluje bo nie wychodze.. Bilet mam na grudnia do Domu.. martwie sie tylko o rzeczy ktore tu zostana.. nie wiem czy bede miala walizke .. Duzo myslalalm aby tu napisac.. i ciesze sie ze to zrobilam, widze jakies nadzieje a nie ciagle ze to moja wina. Oczywywiscvie ja swieta nie bylam..ale robilam co mogla.. Bardzo sie ciesze ,ze tyle osob tu jest, nigdy nie slyszalam takich slow dobrych.. Na chwile obecna jestem tutaj.. Nie chce krzywdzic ani siebie , ani jego i , jego rodzicow ... jak mnie nie bylo bylo dobrze.. ale widocznie nie mieli okazje poznac czlowieka ktory choruje, tak bardzo sie tego wstydze..
Verdzon ludzie, wszyscy ludzie, popełniają błędy, jedni większe, drudzy mniejsze, ale jakby każdy z nich mielił w głowie non stop to samo, nie byłoby zdrowych na świecie. Popełnianie błędów jest wpisane w nasze życie, ponieważ przez cały czas się uczymy, spotykamy się nowymi sytuacjami, etc. Moim zdaniem błędem, który zrobiłaś było poświęcenie dla chłopaka. Nie ważne że nauki i nie ważne, czy faktycznie byś ją kontynuowała, czy stwierdziła, że tego nie zrobisz. Ważne jest, że czujesz, że się dla niego poświęciłaś, do tego spotkała Ciebie krzywda z jego strony, tym bardziej zrozumiałe jest poczucie żalu, smutku, rozczarowania, nawet złości na tę sytuację.
To kłamstwo, że nie masz wykształcenia. Masz wykształcenie średnie, zakończone maturą. Może nie są to fajerwerki, ale to jest wykształcenie. Nie wiem kto Ci naopowiadał bzdur, że nie masz wykształcenia. Ponadto dobrze się uczyłaś, zdałaś z wyróżnieniem, mało kto się przykłada tak do nauki, więc daj sobie trochę luzu w tej kwestii, doceń siebie za to co zrobiłaś i co masz. Z boku mogę Ciebie zapewnić, że Twoja pracowitość to jest ogromny plus i wielka szansa na dobrą przyszłość. Pozwól sobie na tę szansę, zasługujesz na to właśnie dlatego, że tak podeszłaś do tego tematu - to jest ogromna wartość.
Nie ma osób, które są święte. Reakcje na złe zachowania są bardzo różne, a wypracowanie asertywności, która pozwala na zdrowe podejście do każdej z nich jest naprawdę wielką sztuką. Choroba to jest Twoja odpowiedzialność, a nie wina. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się powiedzieć osobie chorej, że choroba to jego wina? Choroby się przytrafiają, czasami możemy pomóc przypadkowi nieodpowiedzialnym zachowaniem, na pewno w obliczu choroby powinniśmy zachowywać się odpowiedzialnie, ale zaraz rozkminiać winy?
Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Ja to rozumiem w ten sposób, że najpierw umiera człowiek, a potem umiera nadzieja.
Verdzon ludzie, wszyscy ludzie, popełniają błędy, jedni większe, drudzy mniejsze, ale jakby każdy z nich mielił w głowie non stop to samo, nie byłoby zdrowych na świecie. Popełnianie błędów jest wpisane w nasze życie, ponieważ przez cały czas się uczymy, spotykamy się nowymi sytuacjami, etc. Moim zdaniem błędem, który zrobiłaś było poświęcenie dla chłopaka. Nie ważne że nauki i nie ważne, czy faktycznie byś ją kontynuowała, czy stwierdziła, że tego nie zrobisz. Ważne jest, że czujesz, że się dla niego poświęciłaś, do tego spotkała Ciebie krzywda z jego strony, tym bardziej zrozumiałe jest poczucie żalu, smutku, rozczarowania, nawet złości na tę sytuację.
To kłamstwo, że nie masz wykształcenia. Masz wykształcenie średnie, zakończone maturą. Może nie są to fajerwerki, ale to jest wykształcenie. Nie wiem kto Ci naopowiadał bzdur, że nie masz wykształcenia. Ponadto dobrze się uczyłaś, zdałaś z wyróżnieniem, mało kto się przykłada tak do nauki, więc daj sobie trochę luzu w tej kwestii, doceń siebie za to co zrobiłaś i co masz. Z boku mogę Ciebie zapewnić, że Twoja pracowitość to jest ogromny plus i wielka szansa na dobrą przyszłość. Pozwól sobie na tę szansę, zasługujesz na to właśnie dlatego, że tak podeszłaś do tego tematu - to jest ogromna wartość.
Nie ma osób, które są święte. Reakcje na złe zachowania są bardzo różne, a wypracowanie asertywności, która pozwala na zdrowe podejście do każdej z nich jest naprawdę wielką sztuką. Choroba to jest Twoja odpowiedzialność, a nie wina. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się powiedzieć osobie chorej, że choroba to jego wina? Choroby się przytrafiają, czasami możemy pomóc przypadkowi nieodpowiedzialnym zachowaniem, na pewno w obliczu choroby powinniśmy zachowywać się odpowiedzialnie, ale zaraz rozkminiać winy?
Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Ja to rozumiem w ten sposób, że najpierw umiera człowiek, a potem umiera nadzieja.
Jak dobrze Pani pisze,ktos kto w koncu racjonalnie pisze i mowi ze bledy popelniamy zawsze.. Ja powiem szczerze ze jestem dumna z siebie ,ze mam swiadectwo z paskiem i zdana mature. Lecz jemu to troche przeszkadza, nagle chce zebym miala wyksztalcenie teraz , kiedys mowil ze spokojnie,zrobisz szkole , yeraz jestes ze mna , ja nawet nie mialam zamiaru nie isc na studia.. Ale co ja lubie w zyciu robic? Nawet nie wiem w czym jestem dobra, jak kazda dziewczyna lubie spiewac, jednak nie umiem.. Nie mam nawet zadnego hobby...Nie wiem gdzie odlazezc w sobie pasje.. Kiedys lubilam spiewac bez wzgledu na to ja, zawsze mimo wszytsko bylam smieszkiem klasowym, tak, mowie prawde.. A teraz cala enegria wyszla ze mnie, tylko dom, obiady, sprzatanie.. Kiedy uswiadamiam mu ze sie poswiecilam dla niego, mowi ze mu to wyrzyguje.. Wmawia mi ze nie pozwalam mu oddychac bo w nocy chrapie i pare razy go szturchnelam i mowi ze traktuje go jak szmaciarza. Naprawde,chyba z nim tez jest cos nie tak. A ja sama zaczynam w to wierzyc ze tak jest.. Jego rodzice z jednej strony mnie sluchaja boo kazali powiedziec co sie dzieje ,wiec opwiiedzialam wszystko, przyznalam sie do swoich win a za plecami mowia ze go tak bardzo sprzedalam! Wiem,ze nie jestem swieta. Nigdy nie zdarzylo mi sie powiedziec ze twoja choroba to twoja wina, mi to mowiono ze moja wina bo zamykam sie w sobie. Moja nadzieja dawno umarla,zostaje mi wrocic do kraju, pogodzic sie z rodzicami i zaczac na nowo.. Dziekuje bardzo pani za wszystkie slowa, sciskam pania mocno !!!
Błagam tylko nie Pani
Bądźmy na Ty, tak jest prościej ![]()
On Ci źle doradził, zdarza się nawet najlepszym. Natomiast wycofanie się z tego zdania przeprowadził bardzo nieelegancko. Tak jak to opisujesz to komunikacja pomiędzy Wami bardzo szwankuje, zakrawa nawet o przemoc emocjonalną - wypominanie, fochy, chamskie odzywki, wymyślanie sytuacji, wyolbrzymianie jakiś zdarzeń, to wszystko jest bardzo niezdrowe. Nie dziwię się zatem, że cała energia wyszła z Ciebie. Gdzie niby miałabyś ją naładować, skoro w domu się rozładowujesz? Tak się nie da, człowiek potrzebuje własnej oazy, w której ładuje akumulatory.
Kwestia rodziców zawsze jest trudna. Doradzałabym ograniczenie jednak kontaktów z nimi, jest mało prawdopodobne, że Ci pomogą tak jak tego potrzebujesz.
"mi to mowiono ze moja wina bo zamykam sie w sobie" - Tego typu stwierdzenia są bezsensowne, ponieważ obarczanie kogoś winą powoduje jeszcze większe zamknięcie, koło się zamyka. To samo można powiedzieć inaczej "otwórz się na ludzi, to pomaga w zrozumieniu świata, wygadanie się poprawia samopoczucie". Człowiek jest zwierzęciem stadnym, wyrwanie człowieka ze społeczności powoduje uszczerbek na zdrowiu psychicznym.
Moja nadzieja dawno umarla,zostaje mi wrocic do kraju, pogodzic sie z rodzicami i zaczac na nowo.
Pozwól sobie na nadzieję na lepsze jutro, w kraju, z rodzicami, w nowym początku ![]()
Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam ![]()
Błagam tylko nie Pani
Bądźmy na Ty, tak jest prościej
On Ci źle doradził, zdarza się nawet najlepszym. Natomiast wycofanie się z tego zdania przeprowadził bardzo nieelegancko. Tak jak to opisujesz to komunikacja pomiędzy Wami bardzo szwankuje, zakrawa nawet o przemoc emocjonalną - wypominanie, fochy, chamskie odzywki, wymyślanie sytuacji, wyolbrzymianie jakiś zdarzeń, to wszystko jest bardzo niezdrowe. Nie dziwię się zatem, że cała energia wyszła z Ciebie. Gdzie niby miałabyś ją naładować, skoro w domu się rozładowujesz? Tak się nie da, człowiek potrzebuje własnej oazy, w której ładuje akumulatory.
Kwestia rodziców zawsze jest trudna. Doradzałabym ograniczenie jednak kontaktów z nimi, jest mało prawdopodobne, że Ci pomogą tak jak tego potrzebujesz.
"mi to mowiono ze moja wina bo zamykam sie w sobie" - Tego typu stwierdzenia są bezsensowne, ponieważ obarczanie kogoś winą powoduje jeszcze większe zamknięcie, koło się zamyka. To samo można powiedzieć inaczej "otwórz się na ludzi, to pomaga w zrozumieniu świata, wygadanie się poprawia samopoczucie". Człowiek jest zwierzęciem stadnym, wyrwanie człowieka ze społeczności powoduje uszczerbek na zdrowiu psychicznym.Moja nadzieja dawno umarla,zostaje mi wrocic do kraju, pogodzic sie z rodzicami i zaczac na nowo.
Pozwól sobie na nadzieję na lepsze jutro, w kraju, z rodzicami, w nowym początku
Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam
Dziekuje Ci bardzo za uswiadomienie mojej sily. Sadzisz ,ze powinnam tylko powiadomic ich ze to koniec i chce wrocic do domu i nie drazyc juz tego tematu i przeczekac wszystko do 11 grudnia , nie mowic juz po prostu nic ? Boje sie tez ze zostawie zle wrazenie na o sobie, bo jak mowili to mnie bardzo polubili..
dziekuje wszystkim raz jeszcze!
Ja nie mówiłabym o niczym. Udawałabym, że wszystko jest po staremu i dopiero po wylądowaniu w Polsce zadzwoniła i poinformowała, że już nie wracam. Wiem, że takie zachowanie to brak szacunku, ale oni Ciebie nie szanują, więc zasłużyli sobie na to.
Ja nie mówiłabym o niczym. Udawałabym, że wszystko jest po staremu i dopiero po wylądowaniu w Polsce zadzwoniła i poinformowała, że już nie wracam. Wiem, że takie zachowanie to brak szacunku, ale oni Ciebie nie szanują, więc zasłużyli sobie na to.
masz raxje,dziekuje
36 2016-11-30 22:02:33 Ostatnio edytowany przez Mamidełko (2016-11-30 22:03:00)
jeneste92 napisał/a:Ja nie mówiłabym o niczym. Udawałabym, że wszystko jest po staremu i dopiero po wylądowaniu w Polsce zadzwoniła i poinformowała, że już nie wracam. Wiem, że takie zachowanie to brak szacunku, ale oni Ciebie nie szanują, więc zasłużyli sobie na to.
masz raxje,dziekuje
Tak to chyba będzie najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji. Przemyśl sobie tę rozmowę i jeśli znajdziesz coś za co warto im podziękować zrób to, nie wywlekaj przykrych spraw, potem będziesz wspominać i kminić, że mogłaś tego czy owego nie mówić, etc. Chłopakowi suche info, bez żadnych emocjonalnych uniesień czy to pozytywnych czy negatywnych.
verdzon11 napisał/a:jeneste92 napisał/a:Ja nie mówiłabym o niczym. Udawałabym, że wszystko jest po staremu i dopiero po wylądowaniu w Polsce zadzwoniła i poinformowała, że już nie wracam. Wiem, że takie zachowanie to brak szacunku, ale oni Ciebie nie szanują, więc zasłużyli sobie na to.
masz raxje,dziekuje
Tak to chyba będzie najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji. Przemyśl sobie tę rozmowę i jeśli znajdziesz coś za co warto im podziękować zrób to, nie wywlekaj przykrych spraw, potem będziesz wspominać i kminić, że mogłaś tego czy owego nie mówić, etc. Chłopakowi suche info, bez żadnych emocjonalnych uniesień czy to pozytywnych czy negatywnych.
to jest dobre i rozsadne, tak robie! dziekuje !
Wszystko zginil na mnie, ja sie czepiam ale on juz sie mnie nie czepia.. Ja juz nie wytrzymam , mam ochote sie zabic, nic do niego nie dociera. czuje sie winna.. wygania mnie z domu..zachowuje sie jak dziecko.. nie wiem jak mam sobie z nim poradzic , wszystko idzie na mnie, wszystko moja wina , powiedzialam ze czuje sie jak kura domowa.. jak mam do niego dotrzec?
A po co Ty chcesz sobie RADZIC z manipulantem i przemocowcem psychicznym???
Walizka w reke i do domu. Nic nie jestes mu winna ani jego rodzinie. Potraktowali Cie jak smiecia i na takie samo traktowanie zasluguja. Wiej dziewczyno!
Olej go, nie wdawaj się w rozmowy, nie daj się sprowokować do kłotni czy szarpaniny. Wytrzymasz te 10 dni.
A po co Ty chcesz sobie RADZIC z manipulantem i przemocowcem psychicznym???
Walizka w reke i do domu. Nic nie jestes mu winna ani jego rodzinie. Potraktowali Cie jak smiecia i na takie samo traktowanie zasluguja. Wiej dziewczyno!
wlasnie o to chodzi ze kiedy jestem pewna ze to koniec , dzwonie do rodzicow i robie zamieszanie on mnie przytula i ja sie gubie a rodzice zli bo wydzwaniam po nocach i nagle mowie ze nic sie nie stalo.. Mimo ze go kocham mam nadzieje ze jak wrocee do domu na jakis czas tto sie zmieni i doceni mnie, ja potrzebuje czasu dla siebie, isc do fryzjera czy cos, bo tutaj tego nie bylo.. Mimo wszystko boje sie go stracic,ale cos mi przemawia zebym jednak wiala..ale jestesmy razem dosyc dlugo i logiczne ze bede cierpiec a ja sie tego boje , plus ze w domu bedzie jak kiedys. Wiem ze jestem niezdecydowana i w niektorych sprawach hipokrytka ,ale nie wiem jak siebie przekonac!
Verdzon11, jasne, ze od czasu do czasu jest dla Ciebie mily. W koncu nie chce, zeby mu sie niewolnik urwal z lancucha. Tak jest zawsze z przemocowcami, na tym pomaga ich manipulacja. Z jednej strony Toba pomiata, wykorzystuje Cie, wmawia Ci, ze jestes we wszystkim do niczego i w ogole jestes ostatnia szmata, a jak widzi, ze zadzialalo, to poklepie Cie po glowce i powie: 'Widzisz, pomimo, ze jestes taka porabana i do niczego, ja Cie kocham'. CZYSTA MANIPULKA. Kumasz?
Na Twoim miejscu wialabym do Polski i nigdy wiecej o nim nie myslala. To jest toksyk.
dzwonie do rodzicow i robie zamieszanie on mnie przytula i ja sie gubie a rodzice zli bo wydzwaniam po nocach i nagle mowie ze nic sie nie stalo..
Gdyby moje dziecko dzwoniło po nocach, a po chwili mówiło, że nic się nie stało, byłabym pewna, że własnie stało się coś niepokojącego.
Może nadszedł czas, żeby powiedzieć rodzicom całą prawdę.
Sama musisz podjąć wreszcie stanowczą i konkretną decyzję. Trwanie w sytuacji w jakiej się znalazłaś jest pozbawione sensu.
Oszukujesz się, szukając w jego zachowaniu jakiś resztek uczucia do Ciebie. Jeśli, jak twierdzisz ,nie masz tam możliwości znalezienia pracy i usamodzielnienia się, nie pozostaje Ci nic innego, jak wracać do kraju.
Pisałaś, że masz już bilet na grudzień, więc dotrwaj do tego momentu, nie kłócąc się już z nim ( nie ma sensu), nie rozdrapując ran.
Zaplanuj sobie życie w kraju, do momentu rozpoczęcia studiów, a tę pomyłkę odłóż ad acta.
verdzon11 napisał/a:dzwonie do rodzicow i robie zamieszanie on mnie przytula i ja sie gubie a rodzice zli bo wydzwaniam po nocach i nagle mowie ze nic sie nie stalo..
Gdyby moje dziecko dzwoniło po nocach, a po chwili mówiło, że nic się nie stało, byłabym pewna, że własnie stało się coś niepokojącego.
Może nadszedł czas, żeby powiedzieć rodzicom całą prawdę.
Sama musisz podjąć wreszcie stanowczą i konkretną decyzję. Trwanie w sytuacji w jakiej się znalazłaś jest pozbawione sensu.
Oszukujesz się, szukając w jego zachowaniu jakiś resztek uczucia do Ciebie. Jeśli, jak twierdzisz ,nie masz tam możliwości znalezienia pracy i usamodzielnienia się, nie pozostaje Ci nic innego, jak wracać do kraju.
Pisałaś, że masz już bilet na grudzień, więc dotrwaj do tego momentu, nie kłócąc się już z nim ( nie ma sensu), nie rozdrapując ran.
Zaplanuj sobie życie w kraju, do momentu rozpoczęcia studiów, a tę pomyłkę odłóż ad acta.
wiem,ze jestem niezbyt zdecydowana. Tak jak juz oposywalam, moi rodzice a zwlaszcza mama w przeszlosci zrobili wiele zlego, chca abym wrocila , zebym pomagala w domu, pomagada siostrze, tak jest bo sama mi to powiedziala, ale tez wykazuje jakies tam niby uczucia. Tu zle i tam zle, jak to sie mowi chce wybrac mniejsze zlo.. Bo niestety czasem wydaje mi sie ze nie znam mojej mamy i jakby byla mi obca... Nie czuje sie w domu dobrze.. Tam mnie nikt nie przepraszal. Nie chce nikogo usprawiedliwiac,ale nawet nie mam swojego miejsca na ziemi.. Pojade do domu tego 11 i zobaczymy jak bedzie przez ten miesiac . Dziekuje za wsparcie, bardzo !
Tu zle i tam zle,
Nie czuję sie w domu dobrze..
Jednak w Polsce będziesz u siebie, wśród swoich. Nawet jeżeli będziesz źle się czuła w domu, to gdy pójdziesz do pracy, to będziesz w stanie się wyprowadzić, choćby do wynajętego pokoju.
josz napisał/a:verdzon11 napisał/a:dzwonie do rodzicow i robie zamieszanie on mnie przytula i ja sie gubie a rodzice zli bo wydzwaniam po nocach i nagle mowie ze nic sie nie stalo..
Gdyby moje dziecko dzwoniło po nocach, a po chwili mówiło, że nic się nie stało, byłabym pewna, że własnie stało się coś niepokojącego.
Może nadszedł czas, żeby powiedzieć rodzicom całą prawdę.
Sama musisz podjąć wreszcie stanowczą i konkretną decyzję. Trwanie w sytuacji w jakiej się znalazłaś jest pozbawione sensu.
Oszukujesz się, szukając w jego zachowaniu jakiś resztek uczucia do Ciebie. Jeśli, jak twierdzisz ,nie masz tam możliwości znalezienia pracy i usamodzielnienia się, nie pozostaje Ci nic innego, jak wracać do kraju.
Pisałaś, że masz już bilet na grudzień, więc dotrwaj do tego momentu, nie kłócąc się już z nim ( nie ma sensu), nie rozdrapując ran.
Zaplanuj sobie życie w kraju, do momentu rozpoczęcia studiów, a tę pomyłkę odłóż ad acta.wiem,ze jestem niezbyt zdecydowana. Tak jak juz oposywalam, moi rodzice a zwlaszcza mama w przeszlosci zrobili wiele zlego, chca abym wrocila , zebym pomagala w domu, pomagada siostrze, tak jest bo sama mi to powiedziala, ale tez wykazuje jakies tam niby uczucia. Tu zle i tam zle, jak to sie mowi chce wybrac mniejsze zlo.. Bo niestety czasem wydaje mi sie ze nie znam mojej mamy i jakby byla mi obca... Nie czuje sie w domu dobrze.. Tam mnie nikt nie przepraszal. Nie chce nikogo usprawiedliwiac,ale nawet nie mam swojego miejsca na ziemi.. Pojade do domu tego 11 i zobaczymy jak bedzie przez ten miesiac . Dziekuje za wsparcie, bardzo !
Różnica pomiędzy trwaniem w związku z kimś niezrównoważonym, w dodatku w obcym kraju, bez możliwości poukładania swojego życia, a powrotem do rodziców, też nie idealnych, ale za to w kraju, z możliwościami w przyszłości jest jednak kolosalna. Od rodziców odejdziesz bez problemu, będziesz miała pracę, pieniądze i się po prostu usamodzielnisz i wyprowadzisz, to naturalna kolej rzeczy. Możliwe, że oni Ci nawet będą mogli pomóc! Będziesz mogła ich czasem zaprosić do siebie, wpaść do nich, porozmawiać z siostrą, z koleżankami, cokolwiek. Od psychola się nie odchodzi, od psychola się ucieka, gdziekolwiek, jakkolwiek, byle szybciej, ponieważ z psycholem nie ma życia, jest tylko agonia, przedłużona do granic możliwości Twojej psychiki agonia. Pisałaś, że on Ciebie przeprasza, przytula.. no i co z tego, że przeprasza, skoro za tym nic nie idzie? To są puste słowa, nic nie znaczą, równie dobrze mogłoby ich nie być. Przytulasek od czasu do czasu? Czy to Ci wystarcza? Dlaczego uważasz, że miłość wszystko zniesie? Twoja miłość, bo jego zachowanie o miłości nie świadczy.
verdzon11 napisał/a:josz napisał/a:Gdyby moje dziecko dzwoniło po nocach, a po chwili mówiło, że nic się nie stało, byłabym pewna, że własnie stało się coś niepokojącego.
Może nadszedł czas, żeby powiedzieć rodzicom całą prawdę.
Sama musisz podjąć wreszcie stanowczą i konkretną decyzję. Trwanie w sytuacji w jakiej się znalazłaś jest pozbawione sensu.
Oszukujesz się, szukając w jego zachowaniu jakiś resztek uczucia do Ciebie. Jeśli, jak twierdzisz ,nie masz tam możliwości znalezienia pracy i usamodzielnienia się, nie pozostaje Ci nic innego, jak wracać do kraju.
Pisałaś, że masz już bilet na grudzień, więc dotrwaj do tego momentu, nie kłócąc się już z nim ( nie ma sensu), nie rozdrapując ran.
Zaplanuj sobie życie w kraju, do momentu rozpoczęcia studiów, a tę pomyłkę odłóż ad acta.wiem,ze jestem niezbyt zdecydowana. Tak jak juz oposywalam, moi rodzice a zwlaszcza mama w przeszlosci zrobili wiele zlego, chca abym wrocila , zebym pomagala w domu, pomagada siostrze, tak jest bo sama mi to powiedziala, ale tez wykazuje jakies tam niby uczucia. Tu zle i tam zle, jak to sie mowi chce wybrac mniejsze zlo.. Bo niestety czasem wydaje mi sie ze nie znam mojej mamy i jakby byla mi obca... Nie czuje sie w domu dobrze.. Tam mnie nikt nie przepraszal. Nie chce nikogo usprawiedliwiac,ale nawet nie mam swojego miejsca na ziemi.. Pojade do domu tego 11 i zobaczymy jak bedzie przez ten miesiac . Dziekuje za wsparcie, bardzo !
Różnica pomiędzy trwaniem w związku z kimś niezrównoważonym, w dodatku w obcym kraju, bez możliwości poukładania swojego życia, a powrotem do rodziców, też nie idealnych, ale za to w kraju, z możliwościami w przyszłości jest jednak kolosalna. Od rodziców odejdziesz bez problemu, będziesz miała pracę, pieniądze i się po prostu usamodzielnisz i wyprowadzisz, to naturalna kolej rzeczy. Możliwe, że oni Ci nawet będą mogli pomóc! Będziesz mogła ich czasem zaprosić do siebie, wpaść do nich, porozmawiać z siostrą, z koleżankami, cokolwiek. Od psychola się nie odchodzi, od psychola się ucieka, gdziekolwiek, jakkolwiek, byle szybciej, ponieważ z psycholem nie ma życia, jest tylko agonia, przedłużona do granic możliwości Twojej psychiki agonia. Pisałaś, że on Ciebie przeprasza, przytula.. no i co z tego, że przeprasza, skoro za tym nic nie idzie? To są puste słowa, nic nie znaczą, równie dobrze mogłoby ich nie być. Przytulasek od czasu do czasu? Czy to Ci wystarcza? Dlaczego uważasz, że miłość wszystko zniesie? Twoja miłość, bo jego zachowanie o miłości nie świadczy.
tez sobie tlumacze ,ze zawsze moge sie wyprowadzic i znalezc prace ,choc to nie jest latwe, wszedzie wymagaja szkoly, doswiadczen..Jasne ze przytulasek nie wystarcza bo ja zawsze chce czuc sie kochana , rozumiana i akceprowana. Moze jestem mloda i glupia.. Bo w sumie tak jest , choc uwazam ze jestem madra kobieta na jakis sposob.. Ale boje sie rowniez powrotu do tokstycznej mamy, plus ze mimo wszysko bede tesknic za nim a takie sprawy przezywam okropnie.. Mowi ze mnie kocha,ale co z tego.. Dziekuje ze jestes tu ze mna bo ktos inny moglby pwoiedziec '' a idz dziewczybno , niezdecydowana jestes, najpierw mysl a potem rob, mi ci piszemy a ty i tak swoje''. Sadzisz ze moglabym w jakis sposob sprawdzic jakie ma zamiary , czy w ogole jakies ma , czy jednak moze cos czuje do m,nie , czy dac sobie spokoj? Chyba jednak moze to drugie bo mnie znow amami a ja uwierze, a chce wierzyc ze moze kiedys sie zmieni i mnie pokocha. Zobaczymy jak bedzie jak wyjade.. Dziekuje za rady..
(...)
tez sobie tlumacze ,ze zawsze moge sie wyprowadzic i znalezc prace ,choc to nie jest latwe, wszedzie wymagaja szkoly, doswiadczen..Jasne ze przytulasek nie wystarcza bo ja zawsze chce czuc sie kochana , rozumiana i akceprowana. Moze jestem mloda i glupia.. Bo w sumie tak jest , choc uwazam ze jestem madra kobieta na jakis sposob.. Ale boje sie rowniez powrotu do tokstycznej mamy, plus ze mimo wszysko bede tesknic za nim a takie sprawy przezywam okropnie.. Mowi ze mnie kocha,ale co z tego.. Dziekuje ze jestes tu ze mna bo ktos inny moglby pwoiedziec '' a idz dziewczybno , niezdecydowana jestes, najpierw mysl a potem rob, mi ci piszemy a ty i tak swoje''. Sadzisz ze moglabym w jakis sposob sprawdzic jakie ma zamiary , czy w ogole jakies ma , czy jednak moze cos czuje do m,nie , czy dac sobie spokoj? Chyba jednak moze to drugie bo mnie znow amami a ja uwierze, a chce wierzyc ze moze kiedys sie zmieni i mnie pokocha. Zobaczymy jak bedzie jak wyjade.. Dziekuje za rady..
Niczego sobie nie tłumacz, tylko otwórz oczy i patrz. Tłumaczeniem siebie ogłupiasz, oczami widzisz fakty, pozostaje tylko wyciągnąć logiczne wnioski. Oczywiście, że to wszystko nie jest łatwe, jeśli byłoby łatwe nie byłoby Ciebie tutaj na forum, praca, szkoła, doświadczenie to są tylko wymówki, które trzymają Ciebie u tego chłopaka, pozwalasz tym sama sobie tkwić w tej sytuacji. Rozumiem, że boisz się powrotu do toksycznej mamy, to jest jak najbardziej naturalne i zdrowe. Niestety w tej chwili wybór masz tylko taki albo toksyczny chłopak, albo toksyczna matka. Matki innej mieć nie będziesz, urodziła Ciebie, wychowała, nie zmienisz tego i ona zawsze w mniejszym lub większym stopniu będzie w Twoim życiu. Chłopak natomiast być nie musi, to że jest to jest Twój wybór. Brak decyzji jest również decyzją. Masz prawo być niezdecydowana! Problem polega na tym, że Ty jesteś zdecydowana, ale nie wykonujesz tej decyzji ponieważ się boisz. Do tego strachu też masz prawo.
Jeśli chcesz to możesz sprawdzać, ale zapewniam Ciebie, że nie znajdziesz tego czego szukasz. Niestety osoby, które w ten sposób traktują najbliższych najzwyczajniej w świecie nie rozumieją czym jest miłość, nie czują tego tak jak Ty, niektórzy w ogóle nie czują, tylko udają. On mówiąc, że Ciebie kocha może faktycznie tak myśleć i tutaj jest pułapka, ponieważ Wy posługujecie się zupełnie innymi definicjami tego samego pojęcia - nie ma żadnego pola do porozumienia.
verdzon11 napisał/a:(...)
tez sobie tlumacze ,ze zawsze moge sie wyprowadzic i znalezc prace ,choc to nie jest latwe, wszedzie wymagaja szkoly, doswiadczen..Jasne ze przytulasek nie wystarcza bo ja zawsze chce czuc sie kochana , rozumiana i akceprowana. Moze jestem mloda i glupia.. Bo w sumie tak jest , choc uwazam ze jestem madra kobieta na jakis sposob.. Ale boje sie rowniez powrotu do tokstycznej mamy, plus ze mimo wszysko bede tesknic za nim a takie sprawy przezywam okropnie.. Mowi ze mnie kocha,ale co z tego.. Dziekuje ze jestes tu ze mna bo ktos inny moglby pwoiedziec '' a idz dziewczybno , niezdecydowana jestes, najpierw mysl a potem rob, mi ci piszemy a ty i tak swoje''. Sadzisz ze moglabym w jakis sposob sprawdzic jakie ma zamiary , czy w ogole jakies ma , czy jednak moze cos czuje do m,nie , czy dac sobie spokoj? Chyba jednak moze to drugie bo mnie znow amami a ja uwierze, a chce wierzyc ze moze kiedys sie zmieni i mnie pokocha. Zobaczymy jak bedzie jak wyjade.. Dziekuje za rady..
Niczego sobie nie tłumacz, tylko otwórz oczy i patrz. Tłumaczeniem siebie ogłupiasz, oczami widzisz fakty, pozostaje tylko wyciągnąć logiczne wnioski. Oczywiście, że to wszystko nie jest łatwe, jeśli byłoby łatwe nie byłoby Ciebie tutaj na forum, praca, szkoła, doświadczenie to są tylko wymówki, które trzymają Ciebie u tego chłopaka, pozwalasz tym sama sobie tkwić w tej sytuacji. Rozumiem, że boisz się powrotu do toksycznej mamy, to jest jak najbardziej naturalne i zdrowe. Niestety w tej chwili wybór masz tylko taki albo toksyczny chłopak, albo toksyczna matka. Matki innej mieć nie będziesz, urodziła Ciebie, wychowała, nie zmienisz tego i ona zawsze w mniejszym lub większym stopniu będzie w Twoim życiu. Chłopak natomiast być nie musi, to że jest to jest Twój wybór. Brak decyzji jest również decyzją. Masz prawo być niezdecydowana! Problem polega na tym, że Ty jesteś zdecydowana, ale nie wykonujesz tej decyzji ponieważ się boisz. Do tego strachu też masz prawo.
Jeśli chcesz to możesz sprawdzać, ale zapewniam Ciebie, że nie znajdziesz tego czego szukasz. Niestety osoby, które w ten sposób traktują najbliższych najzwyczajniej w świecie nie rozumieją czym jest miłość, nie czują tego tak jak Ty, niektórzy w ogóle nie czują, tylko udają. On mówiąc, że Ciebie kocha może faktycznie tak myśleć i tutaj jest pułapka, ponieważ Wy posługujecie się zupełnie innymi definicjami tego samego pojęcia - nie ma żadnego pola do porozumienia.
Ciesze sie ze ktos mnie rozumie i przemawia do mnie. Niestety chce sie do czegos przyznac, wiem ze to zle ale musialam.. Przejrzalam telefon chlopaka , przejrzalam wiadomosci z jego kolega , dawne wiadomosci kiedy mowil ze jestem wszystkim i jestem marzeniem i idealem , nie ukrywam ze nie usmiechnelam. Ale tez znalazlam wiadomosc ,ze on widzi ze mi bardziej zalezy bardziej niz jemu i tak ma byc ze ja mam sie bardziej starac.. to juz dalo mi do zrozumienia.. Jednak kiedy mnie tak chwalil zrobilo mi sie milo, tylko dlaczego teraz mnie tak nie chwali. Ja zaczynam wierzyc w jego slowa ,ze moze faktycznie jestem taka zla, nazwal nasz zwiazek pieklem.. Moja depresja moze nie jest wytlumaczeniem,ale prosze mi wierzyc przeszlam troche.. Targnelam sie na swoje zycie. Wydaje mi sie ta przeszlosc nie pomoga mi zyc teraz, nie jestem w pelni zdrowa i wiem o tym. Jestem pelna zalu i smutku.. Nie powinnam czytac tych wiadomosci.. Wiem. Przeczytalam tez od mamy ego wiadomosci.. Jestem przerazona.. napisala ze stosuje szantaz emocjonalny ,poniewaz pewnego dnia podczas okresu , byl to pierwszy dzien a nie ukrywam obchodze go obficie , poklocilismy sie i wyszlam. Teren gdzie mieszkamy jest lekko gorzysty i tak sie stalo ze sie wywrocilam i poprosilam aby po mnie przyjechal.. Bylam po prostu we krwi.. On przekrecil wszystko piszac ze lezalam we krwi.. Uznano ze jestem '' pojebana''. Wiem ze niektorych spraw nie powinnam tu wywlekac ale musze Nauczylam sie mowic o nich u psychologa..Widze roznice miedzy poczatkiem naszego zwiazku a teraz, kiedy mnie pragnal kiedys i liczyl dni kiedy przyjade a teraz. Sadzisz ze po prostu to juz jest przyzwyczajenie? Kiedy spotykalismy sie po miesiacu lub wiecej traktowal mnie jak jajeczko, tylko zeby sie krzywda nie stala.. A teraz ? bezwzgledny. Ja rowniez sie zmienilam i nie mowie ze jestem calkiem bez winy. Ja sie przyznalam jemu i rodzicom zee widze ze jestem inna. Poglebilam sie bardziej w chorobie..Czuje ze niszcze siebie i jego , a newet jego rodzicow bo jak to powiedzial jego tata ze kiedy takich problemow nie bylo. Z drugiej strony mama tez miala mnie dosyc bo zawsze bylam cichutka dziewczynka i przyznam malo jej pomagalam w domu bo zawsze krytykowala mnie ze robie to zle lub czasem wyciagala mnie o 21 z lozka i kazala myc lazienke bo leze a mam cos robic. Tak, to prawda.. Moja mama obwiniala mnie za zla sytuacje w domu bo bylam troche leniwa i nie umialam gotowac.. A jak sie za cos zabralam to stala nade mna i wytykala bledy.. Ciagle i ciagle !!!! moje zycie to masakra. nie chwalono m nie za dobre oceny.. Mama byla tylko dumna gdy zdawalam z paskiem to otrzymywala list gratulacyjny. Nie wspominam o tacie bo tata to dobry czlowiek ale boi sue mamy i nie mieszal sie za duzo.. Jak mialam tu wyjechac mialam poczuc sie wolna i zdrowa.. Tak sie nie stalo, depresja mnie dopadla i nie pozwolila mi sie dalej rozwijac.. Kiedy on obiecal ze pomoze , tak naprawde bardziej mnie skrzywdzil. Tak bardzo chcialabym wiecej napisac... ale sie nie da, jest tego za duzo, nie wiem jak ubrac to w slowa. A jednoczesnie forum to dobra rzecz , ale nie chce byc odebrana zle ze pisze i wywlekam jakies rodzinne sprawy. Ale prosze mi uwierzyc ze nie mam wyjsca. Nie jestem idealna , wiem o tym ale cale serce oddalam dla niego.. Wszystko wydaje sie nieprawdopodne.. Moze niespojne ,ale tyle tego jest .. Jeszczeraz dziekuje Mamidelko za twoje slowa..
Czy Ty nie widzisz, ze tak naprawde znalazlas w tym facecie zamiennik swojej toksycznej matki? Jestes przekonana o swojej malej wartosci, zalekniona, niepewna wlasnego zdania, wiec latwo podazasz za kims kto okazjonalnie da Ci ochlap przytulaska, a przy tym utwierdzi Cie we wszystkich tych zlych rzeczach, ktore o sobie myslisz.
Co Tobie jest potrzebne, to NIEZALEZNOSC i porzadna terapia w Polsce. Znajdz prace, wyprowadz sie z domu rodzinnego i pod zadnym pozorem nawet nie mysl o wracaniu do tego faceta.
Musisz się leczyć bo zrobisz sobie ogromną krzywdę.
To ,że facet jest lekko mówiąc nienormalny to jedno a dwa nawet jakbyś znalazła kogoś fajnego to musisz się leczyć bo ciężko ,żyć z osobą , która jest w takim stanie.Nie obwiniaj się o to ,że zachorowałaś ale w tym wypadku leczenie psychologiczne jak i farmakologiczne powinno być prowadzone dla Twojego zdrowia. Pomyśl o sobie i o swoim zdrowiu a nie o tym d....ku
Verdzon, czy Tobie się wydaje, że inne osoby, które tkwią w chorych związkach to anioły, które paluszka nie przyłożyły do całej sytuacji? KAŻDY ma coś mniejszego bądź większego za uszami, każda relacja to są dwie osoby, nigdy nie ma "winy" tylko i wyłącznie po jednej stronie, do każdej sytuacji przykładają się oboje partnerzy.
Ciesze sie ze ktos mnie rozumie i przemawia do mnie. Niestety chce sie do czegos przyznac, wiem ze to zle ale musialam.. Przejrzalam telefon chlopaka , przejrzalam wiadomosci z jego kolega , dawne wiadomosci kiedy mowil ze jestem wszystkim i jestem marzeniem i idealem , nie ukrywam ze nie usmiechnelam. Ale tez znalazlam wiadomosc ,ze on widzi ze mi bardziej zalezy bardziej niz jemu i tak ma byc ze ja mam sie bardziej starac.. to juz dalo mi do zrozumienia..
Mam nadzieję, że dało Ci to do zrozumienia. W tym zdaniu masz całą kwintesencję Twojego związku - masz się bardziej starać. W zdrowych relacjach międzyludzkich nie istnieje coś takiego jak "bardziej się starać". Ludzie starają się wspólnie i wspólnie budują przyszłość.
Jednak kiedy mnie tak chwalil zrobilo mi sie milo, tylko dlaczego teraz mnie tak nie chwali. Ja zaczynam wierzyc w jego slowa ,ze moze faktycznie jestem taka zla, nazwal nasz zwiazek pieklem..
Nie chwali Ciebie pewnie dlatego, że jego zdaniem starasz się za mało, masz dawać, dawać, dawać i wtedy jak łaska Pańska spłynie na Ciebie to Ciebie pochwali, a może i powie, że za mało. To zależy od jego widzimisię i humoru, a nie od tego jak bardzo się starasz. Taka jest konstrukcja toksyny, w której żyjesz, inaczej nie będzie. Wątpię, żebyś była "taka zła" (co to w ogóle znaczy taka zła?) a nawet jakbyś była to i tak nie zasługujesz na takie traktowanie. Jedno jest pewne, ten związek to jest piekło, dla Ciebie.
Moja depresja moze nie jest wytlumaczeniem,ale prosze mi wierzyc przeszlam troche.. Targnelam sie na swoje zycie. Wydaje mi sie ta przeszlosc nie pomoga mi zyc teraz, nie jestem w pelni zdrowa i wiem o tym. Jestem pelna zalu i smutku..
Twoja depresja może nie jest wytłumaczeniem, ale na pewno pogłębia się przez środowisko, w którym przebywasz. Jak chciałabyś poczuć się lepiej skoro na porządku dziennym jesteś tłamszona i przygniatana do podłogi?
Nie powinnam czytac tych wiadomosci.. Wiem. Przeczytalam tez od mamy ego wiadomosci.. Jestem przerazona.. napisala ze stosuje szantaz emocjonalny ,poniewaz pewnego dnia podczas okresu , byl to pierwszy dzien a nie ukrywam obchodze go obficie , poklocilismy sie i wyszlam. Teren gdzie mieszkamy jest lekko gorzysty i tak sie stalo ze sie wywrocilam i poprosilam aby po mnie przyjechal.. Bylam po prostu we krwi.. On przekrecil wszystko piszac ze lezalam we krwi.. Uznano ze jestem '' pojebana''.
Wcale by mnie nie zdziwiło jakbyś stosowała szantaż emocjonalny. Sytuacja w jakiej jesteś ryje głowę zdrowej osoby, a Ty do tego borykasz się z depresją. Litości, nikt nie jest w stanie zachowywać się cacy, jeśli z każdej strony jest psychicznie katowany! Przestań tłumaczyć i wypierać, zmień sytuację!
Wiem ze niektorych spraw nie powinnam tu wywlekac ale musze Nauczylam sie mowic o nich u psychologa..Widze roznice miedzy poczatkiem naszego zwiazku a teraz, kiedy mnie pragnal kiedys i liczyl dni kiedy przyjade a teraz. Sadzisz ze po prostu to juz jest przyzwyczajenie? Kiedy spotykalismy sie po miesiacu lub wiecej traktowal mnie jak jajeczko, tylko zeby sie krzywda nie stala.. A teraz ? bezwzgledny. Ja rowniez sie zmienilam i nie mowie ze jestem calkiem bez winy. Ja sie przyznalam jemu i rodzicom zee widze ze jestem inna. Poglebilam sie bardziej w chorobie..Czuje ze niszcze siebie i jego , a newet jego rodzicow bo jak to powiedzial jego tata ze kiedy takich problemow nie bylo.
Są różnice, zawsze są różnice. Z faceta, który jest miły i opiekuńczy, opowiada o wielkich miłościach, wychodzi bezwzględny drań, którego misją życiową jest sprowadzenie kobiety do parteru. Myślisz, że ktokolwiek w Twojej sytuacji pozostałby taki sam jak wcześniej? Jeśli tak to poczytaj wątki innych dziewczyn, które w takich sytuacjach były. Opisują nie raz, że z pogodnej dziewczyny nie wiadomo kiedy stały się smutne, stłamszone, rozdygotane, niepewne siebie. Dodaj do tego skłonności do depresji i masz totalną katastrofę. Dobrze, że zauważasz, że siebie niszczysz. Przestań to robić.
Z drugiej strony mama tez miala mnie dosyc bo zawsze bylam cichutka dziewczynka i przyznam malo jej pomagalam w domu bo zawsze krytykowala mnie ze robie to zle lub czasem wyciagala mnie o 21 z lozka i kazala myc lazienke bo leze a mam cos robic. Tak, to prawda.. Moja mama obwiniala mnie za zla sytuacje w domu bo bylam troche leniwa i nie umialam gotowac.. A jak sie za cos zabralam to stala nade mna i wytykala bledy.. Ciagle i ciagle !!!! moje zycie to masakra. nie chwalono m nie za dobre oceny.. Mama byla tylko dumna gdy zdawalam z paskiem to otrzymywala list gratulacyjny. Nie wspominam o tacie bo tata to dobry czlowiek ale boi sue mamy i nie mieszal sie za duzo..
Skup się na rozmyślaniu o tym jak się zachowywał Twój tata. Twierdzisz, że to dobry człowiek, na pewno masz rację. Niestety jego dobroć w zderzeniu z toksyną Twojej mamy przegrała. Teraz Ty robisz to samo, łykasz toksyny, mimo tego, że wiesz jak to się skończy. Miałaś to w domu. Chciałabyś, żeby kiedyś Twoje dzieci myślały: tata to drań był, a mama taka dobra, tylko nic nie zrobiła, bała się taty. Dzieci to odpowiedzialność obojga rodziców, jeśli jedno sobie nie radzi ze sobą, obowiązkiem drugiego jest chronić dzieci.
Jak mialam tu wyjechac mialam poczuc sie wolna i zdrowa.. Tak sie nie stalo, depresja mnie dopadla i nie pozwolila mi sie dalej rozwijac.. Kiedy on obiecal ze pomoze , tak naprawde bardziej mnie skrzywdzil.
Przez ten wyjazd przerwałaś terapię i to nie był mądry wybór. Wolna i zdrowa poczujesz się dopiero wtedy, kiedy będziesz gotowa wziąć pełną odpowiedzialność za własne życie. Kiedy ta wolność i zdrowie będzie w Tobie. Przejrzyj sobie temat Migawki, przemyślenia dotyczące wolności są na końcu, ale polecam całość.
Tak bardzo chcialabym wiecej napisac... ale sie nie da, jest tego za duzo, nie wiem jak ubrac to w slowa. A jednoczesnie forum to dobra rzecz , ale nie chce byc odebrana zle ze pisze i wywlekam jakies rodzinne sprawy. Ale prosze mi uwierzyc ze nie mam wyjsca. Nie jestem idealna , wiem o tym ale cale serce oddalam dla niego.. Wszystko wydaje sie nieprawdopodne.. Moze niespojne ,ale tyle tego jest .. Jeszczeraz dziekuje Mamidelko za twoje slowa..
Nie musisz nas do niczego przekonywać. Decyzja jest Twoja i tylko Twoja. My tutaj możemy radzić, lepiej albo gorzej, nasze słowa trafią do Ciebie, albo nie. Cały ten Twój post skupia się na tym, że nie jesteś idealna i nie zasługujesz na niego, a przecież wszystko mu oddałaś i rozkminiasz dlaczego. To co robisz to droga donikąd, ponieważ ten chłopak, podobnie jak Twoja matka, jest niemożliwy do zadowolenia, niemożliwe jest również, żeby docenił Twoje starania, zawsze będzie za mało. Nikt nie jest idealny! A wiesz jakim cudem Ci nieidealni są w życiu szczęśliwi? Akceptują swoją nieidealność, pracują nad sobą ze świadomością, że nigdy ideałami nie będą i nie oczekują tego od innych. Znajdują sobie innego nieidealnego, którego kochają i który kocha ich, budują wspólnie, nie licytują się kto bardziej się stara, żyją razem, wspierają się, przytulają, gdy komuś coś nie wyjdzie!
Ah wpakowalam sie w takie cos, a radzili mi zebym nie wyjezdzala na szybko. Na poczatku byko dobrze , a sie zmienilo. Zmienulam sie tez ja, brak kolezanek i mozliwosci porozmawiania z kims o nawet ludzkich rzeczach. 8 godzin go nie bylo bo byl w pracy - zrozumiale. Kiedy prosilam go o troche czasu dla mnie wmawial mi ze zakazuje mu pracowac,ze ktos musi nas utrzymac. Teraz sie cieszy ze jade do domu tego 11 bo jak sam mowi to odpoczniemy od siebie. Ale ja wiem ze on mimo wszystko bedzie cierpial i dobrze, wtedy ja mu pokaze... Chce zadbac o siebie w koncu.. Chce zabrac cala zarobiona kase ale moja swiadomosc i dusza mowia mi ze musze mu oddach i chociaz dolozyc sie do pradu.. Ale przeciez ja w polsce w koncu chce cos miec dla siebie , kupic prezent siostrze , jechac sobie na basen.. Po prostu mam mu odmowic ,ze mu nie dam ? Bezglednie powiedziec nie ? Bede sobie czytac po kilka razy wasze rady,zeby w koncu doszlo do mnie wszystko i zebym byla przekonana ze wracam i tyle.. To wszystko jest trudne , bardzo trudne. Nie mam z kim tak szczerze pogadac, nawet z rodzicami, nawet jesli to krzycza ze jestem ghlupia zebym sie pakowala i wracala ze w domu pomoge.. Zamiast wesprzec to krzyczy mama i mowi te swoje gadki ktore doprowadzaja mnie do szalu.. Jakby nie brala na powaznie wszystkiego. Wazne zebym byla w domu. Sadze ze zostalam juz sama, kompletnie sama, ze jak wroce to smutek mnie dobije i bedzie przyslanial wszystkie zle rzeczy ktore robil. Dziekuje wam , naprawde za rady zwlaszcza tobie Mamidelko! ![]()
No cóż odcięłaś się od całego swojego życia, żeby zamieszkać z facetem po drugiej stronie morza, nie dziwię Ci się, że czułaś się samotna i potrzebowałaś jego uwagi. Jakbyś się wtedy na forum odezwała, to może ludzie poradziliby Ci, żebyś się języka uczyła, z domu wychodziła, ale teraz to już po kwiatkach, więc dodatkową stratą sił jest teraz rozpamiętywanie. Przyjdzie na to czas później, jak się ustabilizujesz emocjonalnie. Jedyne co warto z tego wyciągnąć to fakt, że on Ciebie tam ściągnął dla siebie, to znaczy, żebyś spełniała jego zachcianki, nie marudziła, nie zawracała gitary, grzecznie czekała aż PAN wróci z pracy i łaską spojrzenia Ciebie obdaruje.
Och, oczywiście, że będzie cierpiał! Jeszcze nawet nie przypuszczasz jak bardzo, będzie płakał, jęczał, obiecywał, groził i tak dalej, żeby tylko odzyskać swoją niewolnicę. Wiesz jaki to jest kłopot sobie tak wychować kobietę, żeby była taka posłuszna i pokorna jak Ty? Nic mu nie pokazuj i nie próbuj nawet udowadniać, ponieważ jedyne co mu pokażesz to to, że nadal jesteś u niego na smyczy. Jedyne sensowne działanie to całkowite zerwanie kontaktu.
Bardzo dobrze, że chcesz zadbać o siebie. Pieniądze są ogromną częścią dbania o siebie. Jeśli Ciebie zapyta, to mu odmów, a jeśli się boisz powiedz, że będziesz miała jak wrócisz, bo tak się umówiłaś. Przecież on Ci opowiada, że jesteś darmozjadem, więc po co łapy po kasę wyciąga? Pozwól mu jeden raz być w zgodzie z prawdą i nic mu nie dawaj. Decyzja oczywiście należy do Ciebie, ja bym zabrała całą kasę na Twoim miejscu, w końcu to są Twoje pieniądze, a w Polsce będziesz musiała zorganizować sobie życie od nowa.
Oczywiście, że jest Ci trudno, początek już jak wrócisz też będzie trudny. Twoja mama w sumie ma rację, chociaż sposób przekazu tego komunikatu jest tragiczny. Już pomijając to, że ona sama ma tzw trudny charakter, to mało jest osób, które nie przeżyły tego co Ty i traktują takie historie poważnie. To co się teraz w Twoim życiu dzieje jest tak absurdalne, że naprawdę osobie całkowicie postronnej trudno jest w to uwierzyć.
No cóż odcięłaś się od całego swojego życia, żeby zamieszkać z facetem po drugiej stronie morza, nie dziwię Ci się, że czułaś się samotna i potrzebowałaś jego uwagi. Jakbyś się wtedy na forum odezwała, to może ludzie poradziliby Ci, żebyś się języka uczyła, z domu wychodziła, ale teraz to już po kwiatkach, więc dodatkową stratą sił jest teraz rozpamiętywanie. Przyjdzie na to czas później, jak się ustabilizujesz emocjonalnie. Jedyne co warto z tego wyciągnąć to fakt, że on Ciebie tam ściągnął dla siebie, to znaczy, żebyś spełniała jego zachcianki, nie marudziła, nie zawracała gitary, grzecznie czekała aż PAN wróci z pracy i łaską spojrzenia Ciebie obdaruje.
Och, oczywiście, że będzie cierpiał! Jeszcze nawet nie przypuszczasz jak bardzo, będzie płakał, jęczał, obiecywał, groził i tak dalej, żeby tylko odzyskać swoją niewolnicę. Wiesz jaki to jest kłopot sobie tak wychować kobietę, żeby była taka posłuszna i pokorna jak Ty? Nic mu nie pokazuj i nie próbuj nawet udowadniać, ponieważ jedyne co mu pokażesz to to, że nadal jesteś u niego na smyczy. Jedyne sensowne działanie to całkowite zerwanie kontaktu.
Bardzo dobrze, że chcesz zadbać o siebie. Pieniądze są ogromną częścią dbania o siebie. Jeśli Ciebie zapyta, to mu odmów, a jeśli się boisz powiedz, że będziesz miała jak wrócisz, bo tak się umówiłaś. Przecież on Ci opowiada, że jesteś darmozjadem, więc po co łapy po kasę wyciąga? Pozwól mu jeden raz być w zgodzie z prawdą i nic mu nie dawaj. Decyzja oczywiście należy do Ciebie, ja bym zabrała całą kasę na Twoim miejscu, w końcu to są Twoje pieniądze, a w Polsce będziesz musiała zorganizować sobie życie od nowa.
Oczywiście, że jest Ci trudno, początek już jak wrócisz też będzie trudny. Twoja mama w sumie ma rację, chociaż sposób przekazu tego komunikatu jest tragiczny. Już pomijając to, że ona sama ma tzw trudny charakter, to mało jest osób, które nie przeżyły tego co Ty i traktują takie historie poważnie. To co się teraz w Twoim życiu dzieje jest tak absurdalne, że naprawdę osobie całkowicie postronnej trudno jest w to uwierzyć.
Przyjechaalm tu jeden dzien po maturze , czyli w maju a mialam przyjechac w czerwcu poniewaz moja siostra miala komunie on pisal ze rozumie ze musze zlostac, ale nie wtrzyma jeszcze miesiace beze mnie i nie wie czy nie bedzie to koniec, wiec ja postanowilam ze przyjade zaraz po maturze , opuszczajac jednoczesnie komunie siostry .. TAK,nie wrociclam na komunie i wszyscy maja mi to za zle i ja to rozumiem.. A teraz mowi mi ze za szybko mnie tu sprowadzil , bo nie jest tak jak po jego mylli. Wiem ,ze ciezko jest w to uwierzyc dlatego tak dlugo stronilam od napisania tutaj, ja sama w to nie wierze.. I dalej w to nie wierze i nie moge pogodzic sie ze to moglby byc koniec. Boje sie zostac tutaj jak i wrocic do domu.. Znalezienie pracy i ponowne wyprowadzenie sie na ''swoje'' to dosc dlugi proces , poniewaz mieszkam na totalnym zadupiu brzydlko mowiac a do najblizszego miasta duzego mam z 70 km. Ciagle czuje ze cos sie zmieni,ale nie chce o tym myslec.. Teraz tydzien przyed wyjadzem mam 5 dni pod rzad tej niby pracy czyli sprzatania , ktorego nie znosze , nie dlatego ze mi sie nie chce ,ale dlatego ze tak bardzo tego nie lubie i mam wyzsze ambicje niz sprzatanie. Choc rowniez jestem zdania ze zadna praca nie hanbi,ale prosze mi uwierzyc ,ze sprztanie tutaj to tortura,ale staram sie myslec o tym ze wroce niedlugo do domu, do siostry , zrobie cos dla siebie. I idac sprzatac bede szczesliwa jak i smutna, bo po pierwsze wracam do domu, spotkam znajomych , moze troche odpoczne, ale tez smutek bo nie wiem do czego wracam... Jak bedzie znow w domu i znow smutna ze jednak milosc mojego zycia okazala sie niewypalem.. Serce mnie tak boli, jest mi niedobrze na sama ta mysl. Sadzisz , ze juz nie powinnam okazywac uczuc, nie poddawac sie mu, udawac ze jest okej? i nie dawac po sobie nic poznac?
rozumie ze musze zlostac, ale nie wtrzyma jeszcze miesiace beze mnie i nie wie czy nie bedzie to koniec
Czy Ty nie wspominałaś czasem o szantażu emocjonalnym? Co to Twoim zdaniem jest??
Widzę już od wielu postów, że Ty sama w to nie wierzysz, może po prostu otwarcie oczu przyprawiło Ciebie o szok, najlepszym się zdarza. Radzę Ci jednak uwierzyć, bo to nie są przelewki, a ludzie jego pokroju stają się coraz bardziej agresywni i niebezpieczni.
Ostatni raz Ciebie proszę, przestań się tłumaczyć, że "nie jesteś taka zła tylko to czy tamto". Masz pełne prawo do lubienia takiej pracy jaka Ci pasuje, a nie lubienia takiej pracy jaka Ci nie pasuje. Jeśli się miotasz, powiedz sobie: "no nie cierpię tego, jak sobie pomyślę, że jeszcze raz do ręki wezmę mopa to mnie mdli, wolałabym zrobić (i tu wpisz porównywalną pracę, która jest dla Ciebie znośna), ale nie mam wyjścia to ostatni tydzień, przemęczę się i potem znajdę coś innego".
Jak bedzie znow w domu i znow smutna ze jednak milosc mojego zycia okazala sie niewypalem.. Serce mnie tak boli, jest mi niedobrze na sama ta mysl. Sadzisz , ze juz nie powinnam okazywac uczuc, nie poddawac sie mu, udawac ze jest okej? i nie dawac po sobie nic poznac?
Miłość życia
Miłość życia moja droga to jest taka miłość, którą wspominasz z radością w sercu i uśmiechem na ustach. Miłość życia nie może być niewypałem, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie jest na całe życie. Niewypałem może zostać hm niewypał, ale tak naprawdę bomba, która nie wybuchła i Ciebie nie zabiła. Koło miłości takie bomby nawet nie leżały.
Ja sądzę, że Ty nic nie powinnaś. Jeśli chcesz i czujesz taką potrzebę to okazuj uczucia, jeśli nie to nie okazuj. Jeśli podjęłaś decyzję, że to jest naprawdę koniec, to raczej okazywanie uczuć nie jest wskazane, ale dla każdego co innego
Udawanie, że jest ok i nie dawanie po sobie poznać co postanowiłaś może Ciebie uchronić przed przykrymi rozmowami, kłótniami, dalszą przemocą z jego strony, zatem też bym odradzała. Nie poddawaj się, ale też nie walcz z nim.
rozumie ze musze zlostac, ale nie wtrzyma jeszcze miesiace beze mnie i nie wie czy nie bedzie to koniec
Czy Ty nie wspominałaś czasem o szantażu emocjonalnym? Co to Twoim zdaniem jest??
Widzę już od wielu postów, że Ty sama w to nie wierzysz, może po prostu otwarcie oczu przyprawiło Ciebie o szok, najlepszym się zdarza. Radzę Ci jednak uwierzyć, bo to nie są przelewki, a ludzie jego pokroju stają się coraz bardziej agresywni i niebezpieczni.
Ostatni raz Ciebie proszę, przestań się tłumaczyć, że "nie jesteś taka zła tylko to czy tamto". Masz pełne prawo do lubienia takiej pracy jaka Ci pasuje, a nie lubienia takiej pracy jaka Ci nie pasuje. Jeśli się miotasz, powiedz sobie: "no nie cierpię tego, jak sobie pomyślę, że jeszcze raz do ręki wezmę mopa to mnie mdli, wolałabym zrobić (i tu wpisz porównywalną pracę, która jest dla Ciebie znośna), ale nie mam wyjścia to ostatni tydzień, przemęczę się i potem znajdę coś innego".
Jak bedzie znow w domu i znow smutna ze jednak milosc mojego zycia okazala sie niewypalem.. Serce mnie tak boli, jest mi niedobrze na sama ta mysl. Sadzisz , ze juz nie powinnam okazywac uczuc, nie poddawac sie mu, udawac ze jest okej? i nie dawac po sobie nic poznac?
Miłość życia
Miłość życia moja droga to jest taka miłość, którą wspominasz z radością w sercu i uśmiechem na ustach. Miłość życia nie może być niewypałem, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie jest na całe życie. Niewypałem może zostać hm niewypał, ale tak naprawdę bomba, która nie wybuchła i Ciebie nie zabiła. Koło miłości takie bomby nawet nie leżały.
Ja sądzę, że Ty nic nie powinnaś. Jeśli chcesz i czujesz taką potrzebę to okazuj uczucia, jeśli nie to nie okazuj. Jeśli podjęłaś decyzję, że to jest naprawdę koniec, to raczej okazywanie uczuć nie jest wskazane, ale dla każdego co innegoUdawanie, że jest ok i nie dawanie po sobie poznać co postanowiłaś może Ciebie uchronić przed przykrymi rozmowami, kłótniami, dalszą przemocą z jego strony, zatem też bym odradzała. Nie poddawaj się, ale też nie walcz z nim.
Ja wspominam poczatek swietnie,wrecz jak z bajki ale widac ze sie przeliczyl sciaagajac mnie tutaj.. Dam jakos rade. bedzie dobrze